Komiksy

The Clone Wars Volume 1: Shipyards of Doom


Tytuł oryginału: The Clone Wars Volume 1: Shipyards of Doom
Scenariusz: Henry Gilroy
Rysunki: Matt Fillbach, Shawn Fillbach
Litery: Michael Heisler
Kolory: Ronda Pattison
Tłumaczenie: brak
Wydanie PL: brak
Wydanie USA: Dark Horse 2008


Recenzja Lorda Sidiousa

To pierwszy z nowej serii komiksów, będącej niejako spadkobiercą serii Clone Wars Adventures. Zachowano format oryginału, rysowników, w pewien sposób to kolejna inkarnacja, czy udana? Cóż, na razie chyba trudno na to odpowiedzieć.

Może najpierw zacznę od zmian. Najbardziej widoczne są dwie, całość jest teraz jedną spójną historią, a nie zestawem kilku historyjek i szczerze to jest chyba największa słabość nowej serii. Z prostej przyczyny, wcześniej opowieści bywały mocno zróżnicowane, także pod względem czytelnika docelowego. Teraz historia musi być bardziej ambitna, nie będzie przygód Dexa robiącego danie dla Obi-Wana, nie będzie też nawalanek z potworami, droidami itp. Cały komiks z pewnością by nas tym zanudził. Ale jest też druga strona medalu, sama fabuła nie może już być tylko zgrabną, krótką opowiastką z puentą, musi się stać pełnowartościową historią, ale nie na tyle skomplikowaną by młodszy czytelnik się w niej pogubił. Oczekiwań sporo, a realizacja? Z tym jest właśnie różnie. Przede wszystkim jest jeszcze jedna rzecz o której warto pamiętać, gdy odchodzimy od zabawy a idziemy w fabułę, tracimy zarówno najmłodszych czytelników, którzy są tym znudzeni, a także... starszych, gdyż ci zaczynają wybrzydzać, bo coś się nie klei. I trudno jednym i drugim mieć, coś za złe, mają swoje prawa. Tu (w The Clone Wars) niestety zaryzykowano i jeśli kolejne tomy jakoś się nie wybiją, wątpię by seria powtórzyła sukces CWA.

Druga sprawa to grafika, którą co prawda dalej robią Fillbachowie, ale tym razem jest ona stylizowana już na nowy serial, co de facto jest o wiele trudniejsze. Wcześniej udało im się wyewoluować od kopii Tartakovsky'ego do własnej, acz bardzo podobnej kreski. Tu zaczynają od początku. No i jest problem jak odzwierciedlić kreską postaci komputerowe, nie powiem aby efekt był zadawalający, miejscami jest po prostu dziwny. Np. niektóre ujęcia Dooku czy Ahsoki. Jasne wierzę, w braci Fillbach i myślę, że z czasem znajdą właściwą formę, ale na razie to jeszcze nie nastąpiło. Zdarzyła się też inna wpadka, mianowicie w czasie ilustrowania bitwy zrobiono kadr na dwie strony. W komiksach zeszytowych to fajnie wygląda, w zszywanych (tak jak właśnie ten) już nie zawsze. Efekt jest taki, że dwie części kadru nachodzą na siebie i nie widać środka, punktu w którym jeden przechodzi w drugi, wszystko jest ucięte i skrócone. Mnie się to nie podoba.

Wspomniałem o fabule, za którą odpowiada Henry Gilroy i to jest chyba najbardziej kontrowersyjna rzecz w tym komiksie. Prawdopodobnie dlatego, że mimo wszystko spodziewałem się raczej czegoś bliższego CWA. Brakowało mi puenty, ale nie jest źle. Autor z jednej strony stara się zachować zgodność z serialem, z drugiej starał się wpasować w „zwariowany” świat CWA. Mamy tu i walki, i potwory, ale też nieszablonowe podejście do tematu. Mnie najbardziej spodobał się desant w formie karbonitu. No i jest jeszcze jedna rzecz, na którą należy zwrócić uwagę, opowieści postaci drugiego planu, tu np. niewolników. To kolejny ukłon w stronę CWA, tak jakbyśmy dostali o nich osobną historyjkę, tylko wplecioną w główną. Niestety to wplatanie różnych typów nie wyszło całości najlepiej, „Shipyards of Doom” ma swoje momenty, ale jako całość, czegoś mu brakuje. Niestety. Jeśli to ma być początek, to cóż chciałbym, żeby to był falstart i od następnego tomu seria zaczęła włazić na właściwe tory. Nie chcę by była małpowaniem CWA, ale chciałbym, żeby przynajmniej w warstwie zabawy potrafiła mnie wciągnąć tak jak poprzednia. Nie domagam się wyszukanej fabuły (od tego są inne serie). Cóż, póki co niestety jednak trzeba czekać dalej i mieć nadzieję, że autorzy wiedzą, dokąd zmierzają. Jedyne, co mi nie odpowiada to pierwsze zdanie w komiksie mówiące o „wczesnych dniach Wojen Klonów”. Oby to była pomyłka.

Republika stoi przed kolejnym zagrożeniem. Separatyści budują swoje okręty znacznie szybciej i niebawem mogą uzyskać przewagę nie do odrobienia. Obi-Wan Kenobi oraz Anakin Skywalker, a także jego padawanka Ahsoka Tano wyruszają w misję na planetę należącą do Klanu Bankowego, by powstrzymać produkcję okrętów wojennych...


Ocena końcowa
Ogólna ocena: 6/10
Klimat: 6/10
Rozmowy: 7/10
Rysunki: 6/10
Kolory: 7/10
Opis świata SW: 5/10



Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 6,75
Liczba: 8

Użytkownik Ocena Data
Mistrz-Kenobi 10 2009-01-19 17:35:05
Judo 10 2008-12-30 20:13:09
Melethron 7 2010-07-13 13:24:45
cwany-lis 7 2009-09-15 22:58:05
Nestor 7 2008-11-17 20:27:29
Onoma 6 2016-05-11 10:26:17
Lord Sidious 6 2008-11-11 21:39:11
Shedao Shai 1 2009-03-10 18:22:52

Tagi: Dark Horse Comics (593) Henry Gilroy (19) Michael Heisler (110) The Clone Wars (252)

Komentarze (7)

Paskudna kreska i drętwy humor (plus parę pomniejszyh głupot) - no ale to TCW, więc można się spodziewać. Poza tym jednak czuć trochę klimatu Wojen Klonów, akcja w fabryce była ciekawa. Ogólnie na plus.

fajnie się czyta.. 7/10

miła historia ale szału nie ma ;)

Ale jak niema wydawnictwa pl skoro ja to mam po polsku

nie czytałem ale mi się scionga SW CW i będe czytać i myślę że jak samo Star Wars Clone Wars ten komiks bendzię rewelacią dla największych Fanłów SW

Zgrabna ta historyjka, czuc ducha CWA :D. 7/10

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.