Komiksy

River of Chaos


Tytuł oryginału:River of Chaos
Scenariusz: Louise Simonson
Rysunki: June Brigman
Tusz: Roy Richardson
Kolory: David Nestelle
Okładka: June Brigman, Roy Richardson
Litery: Steve Dutro
Tłumaczenie: brak
Wydanie PL: brak
Wydanie USA zeszytowe: Dark Horse Comics 1995
Wydanie USA TPB: Dark Horse Comics 2008 w Omnibus: Early Adventures


Recenzja Lorda Sidiousa

Sztampa, sztampa i jeszcze raz sztampa, tak w skrócie można określić ten komiks. Historyjek o dobrym imperialnym oficerze, który ostatecznie przekonuje się do Rebelii było wiele i pewnie wiele z nich jeszcze powstanie, i to nie tylko w formie oficjalnej. To dobry temat, gdy mamy solidnie stworzony charakter postaci i jednocześnie bardzo oklepany, gdy konstrukcji bohatera zabraknie.

Tu mamy właśnie taki specyficzny przypadek, bo z jednej strony to dzieło jest dość wiekowe (z połowy lat 90.), więc trochę niesprawiedliwie je oceniać pod kątem tego, co powstało później (np. Darklighter czy historyjki powiązane z Jankiem Sunberem), bo w porównaniu z nimi „River of Chaos” wypada dość blado. Z drugiej nie można też podchodzić, że coś jest dobre, skoro nie było wówczas nic lepszego, ale szkopuł tkwi w tym, że bez wielu sztampowych historyjek powielających schematy nie byłoby też dobrych opowieści, które owy temat potrafią dotknąć o wiele lepiej, które by próbowały się od niego odbić. I chyba właśnie na tym powinno polegać oddanie sprawiedliwości temu dziełu. Nie przez ocenianie go przez pryzmat - dobre / złe czy niesamowite / słabiutkie, a raczej przez zauważenie kontekstu jak historia o dobrym imperialnym się rozwijała. Trzeba pamiętać, że wtedy wszystko było prostsze, bardziej komiksowe. Luke nie okłamywał swego przyjaciela Janka i tak dalej. Kłamali jedynie imperialni. Całkowicie źli i jednoznaczni.

I faktycznie imperialny gubernator planety M'haeli niejaki Grigor to typ spod ciemnej gwiazdy. Łysy, niesympatyczny koleś, który popala jakieś skręty lub papierosy i knuje przeciw wszystkim, a na dodatek prowadzi jakieś lewe interesy. Na planetę zostaje wysłany też Ranulf Trommer, młody imperialny oficer, który ma przeprowadzić śledztwo w sprawie Grigora. Gubernator zwala wszystko na Rebeliantów, a tu tak na prawdę mamy dwie organizację. Po pierwsze prawdziwy Sojusz i Leię, którzy mają tu bazę, po drugie tubylców, którymi niegdyś rządził król (człowiek), ale ród królewski został zniszczony przez Imperium, acz udało się uratować królewnę Morę, prześliczne i kochane i jakże cudowne dziewczę o szczerozłotym sercu. Tyle, że księżniczka, następczyni tronu formalnie nie żyje. Ci, którzy o tym wiedzą, mogliby stanowić zagrożenie dla Imperium (a raczej dla Grigora). Zmylony Ranulf zaczyna szukać gdzie indziej i musi tym samym okłamać Morę, piękną młodą kobietę, która od razu mu wpada w oko. Oj jaka ta okropna służba doprowadziła go do takiej niemoralności, a gubernator - cóż jaki zły i nadal ma pełnię władzy, a moff jest niewiele lepszy. W trakcie akcji ginie gdzieś całkowicie wątek, że to Trommer miał oczyścić Imperium, a nie przekonać się, że jest złe. Bo to niestety wyglądałoby tak jak policjant z wydziału antykorupcyjnego, po zetknięciu się z korupcją w policji przeszedł na stronę przestępców, bo musiał działać pod przykrywką i przez to źle się czuł moralnie. Takie swoiste kuriozum, ale jak do tego doda się jeszcze piękną dziewczynę, cóż to dochodzimy do wniosku, że historyjka kupy się nie trzyma. Równie dobrze, mógł przejść na stronę Rebelii z miłości, byłoby romantyczniej. Ranulf staje się ofiarą kodeksu imperialnego, ale tak na prawdę nie miał już tam zamiaru wracać, drogę sam sobie zamknął.

Jeszcze gorzej wygląda wątek Rebeliantów, szczerze to sprawia wrażenie dodanego na siłę, tylko po to by zachować schemat Rebelia vs Imperium. Wycięcie Lei i reszty, nie zmieniłoby drastycznie samej opowieści, a pozwoliłoby skoncentrować się na nowych postaciach. Rezultat niestety jest tragiczny, tak jak Gringor jest zły, tak Leia jest dobra, biała, wręcz krystaliczna. To, że brakuje jej ciętego języka, to niestety w komiksach czy książkach norma, ale tu poza byciem papierową postacią jest na dodatek niepotrzebna.

Chyba najfajniejszym elementem w tej opowieści są rodowici mieszkańcy M'haeli czyli H’drachi (swoją drogą nazwy pewnie specjalnie tak kombinowane). Z jednej strony to rasa zupełnie nowa w pewien sposób odjechana, z drugiej bardzo ziemska, przypominająca jakiś arabów noszących turbany, palących szyszę i tak dalej. Co z tego, że fizycznie zupełnie nie przypominają ludzi, skoro mimo wszystko łatwo ich wyczuć, kim są, jak ich traktować. Szczerze to dość unikalne podejście w tworzeniu ras czy kultur w Gwiezdnych Wojnach, mało wyszukane, acz udane.

Sam komiks jest bardzo kolorowy, zgrabnie narysowany, z jednej strony wciąż przypominający nam o okresie w którym powstał, z drugiej ciągle zjadliwy. Sama autorka, June Brigman, od połowy lat 80. była związana z Marvelem, choć nie z Gwiezdnymi Wojnami, mimo to jednak pewne naleciałości widać, styl jest w wielu miejscach podobny, ewoluował, jednak łatwo to rozszyfrować. Choćby w przypadku Lei. Ale to wszystko jest o wiele lepiej pokolorowane i ma swój klimat, niż w klasycznych Marvelach.

Jak już niestety wspomniałem, to komiks, który dziś praktycznie jest z góry przeznaczony na straty. Opowiada historię, którą znamy z innych, lepiej przemyślanych i lepiej narysowanych komiksów, ale to jedna z tych opowieści, które trudno nazwać odtwórczymi z jednej prostej przyczyny. Były pierwsze. Ta opowieść została wydana w roku 1995, wtedy być może była nowatorska. A gdyby nie powstała, to pewnie takimi historyjkami karmiono by nas aż po dziś dzień, albo jeszcze gorzej, dopiero wyczekiwalibyśmy ich z wytęsknieniem.




Ocena końcowa
Ogólna ocena: 5/10
Klimat: 5/10
Rozmowy: 5/10
Rysunki: 7/10
Kolory: 7/10
Opis świata SW: 6/10



Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 6,67
Liczba: 3

Użytkownik Ocena Data
Radek 10 2008-11-19 15:59:54
Onoma 5 2016-05-08 22:20:35
Lord Sidious 5 2008-11-17 22:57:18

Tagi: Dark Horse Comics (593) June Brigman (1) Louise Simonson (2) River of Chaos (2)

Komentarze (1)

Ta... co tu powiedzieć. Średnia historyjka, sztywny schemat Rebelia dobra - Imperium złe - Imperialny dołącza do Rebelii. Naprawdę nic ponadto tutaj nie ma.

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.