Komiksy

Star Wars #45: Death probe!


Tytuł oryginału: Marvel Comics Star Wars #45: Death probe!
Scenariusz: Archie Godwin
Rysunki: Carmine Infantino
Litery: John Constanza
Kolory: Glynis Wein
Okładka: Carmine Infantino
Tłumaczenie: brak
Wydanie PL: brak
Wydanie USA: Marvel Comics 1981


Recenzja Nestora

45 numer Marvel Comics Star Wars opowiada o nowej broni Imperium, którą zamierza ona wykorzystać przeciwko Rebelii. Akcja komiksy dzieje się krótki czas po bitwie o Hoth i wydarzeniach znanych nam z „Imperium kontratakuje”. Ową bronią są imperialne sondy nowego typu, które mogą wyrządzić statkom Rebelii wiele zniszczeń.

Na okładce widnieje „główny anty bohater” numeru – imperialna sonda 13-K. Znajduje się ona w bezpośrednim starciu z Lukiem Skywalkerem. Robot naciera na pilota i jak widać przytłacza go swoim ciężarem. Jest to czysta metafora tego, co zawiera komiks. Można tu poruszyć także problem triumfu maszyny nad człowiekiem. Sam Luke ma biały kombinezon, w zeszycie jest on jednak ubrany w standardowy pomarańczowy. Jego twarz wskazuje, że jest on niezwykle przerażony i zdesperowany. W końcu ściera się z zupełnie nowym i nieznanym przeciwnikiem. Do okoła walczących jest masa zniszczeń, układy przepalają się, a wszystko w co strzeli sonda dezintegruje się. Okładka zapowiada mały armagedon, jaki będzie miał miejsce dzięki imperialnemu robotowi.

13-K jest przeróbką znanego nam robota z Epizodu V, lepiej opancerzona i uzbrojona. Służy do przejmowania kontroli nad statkami, przy okazji zabija całą załogę okrętu. Tak też właśnie czyni z załogą Rebelianckiego łamacza blokad. Po zdziesiątkowaniu walecznej załogi, przejmuje stery nad statkiem i dalej podążą do punktu zbornego floty. Wykorzystać to chce admirał Krell z pokładu swojego gwiezdnego niszczyciela, którego podwładni sterują sondą. Przelatujący niedaleko Luke Skywalker zostaje zaatakowany prze Rebeliancki statek. Postanawia dostać się na jego pokład i dokładnie zbadać sprawę. Kiedy okazuje się, że sytuacja wygląda nieciekawie jest świadom, że w jego rękach leży los floty Sojuszu. No i tutaj znowu zaczyna się wielkie ratowanie przed ostateczną porażką, a głównym bohaterem jest Luke. Zawsze podobało mi się, że w serii nie było takich wielkich dramatów i walki na ostrzu noża. Teraz ta zasada została złamana i co jest najgorsze – nie ostatni raz. Można powiedzieć, że seria nabiera po adaptacji TESB nabierze rozmachu. A starcia Rebelii z Imperium staną się jej głównym napędem. Wracając jednak do komiksu, zawiera on jednostronicowe nawiązanie do „Imperium kontratakuje”, którym są wspomnienia Luke’a. Interesujący jest fakt, że Skywalker wciela w życie nauki mistrza Yody. Co jest chyba najlepszym krokiem na jego drodze do zostania rycerzem Jedi. Ważną rolę w „Death probe” odgrywa także R2-D2, który pomaga Luke’owi stawiać czoło kolejnym przeciwnościom losu. Robi to jak zawsze bardzo zgrabnie i zwinnie, osobiście bardzo go lubię, a w tym numerze „mały” daje z siebie wszystko. Komiks zawiera jednak jeden element, który jest ciężki do przełknięcia. Otóż Skywalker ma nadal swój miecz świetlny o niebieskim ostrzu. Radzę się przyzwyczaić do tego, bo według scenarzystów Luke wcale miecza na Bespinie nie stracił. Jednych może to razić w oczy, drugich mniej. Dla mnie jest to czysty błąd twórców, którzy nie pomyśleli, lub nie dostali jasnych instrukcji na ten temat od Geaorge’a Lucasa. Zobaczymy jak sprawa rozwinie się dalej, a do tego czasu warto uzbroić się w cierpliwość. Komiks jak na swoistego one-shoota jest dobry. Oryginalna fabuła, ciągła akcja dadzą nam wiele radości z czytania komiksu.

Warto zauważyć, że „Death probe” jest pierwszym komiksem, który samodzielnie narysował Carmine Infantino. Członek triumwiratu Infantino-Day-Waicek w końcu ma okazję się wykazać i pokazać na co go stać bez pomocy innych. No i kreska wychodzi mu nie całkiem średnio. Luke nie przypomina Marka Hamilla, za to sposób rysowania innych postaci jest dostateczny, rysowane okręty stoją za to na wysokim poziomie, co ratuje Carmine’a przed blamażem. Osobiście nie jestem fanem jego twórczości, ale lubie oglądać jego imperialne niszczyciele. Teraz przynajmniej można mniej więcej zobaczyć za rysowanie czego był wcześniej odpowiedzialny.


Ocena końcowa
Ogólna ocena: 4/10
Klimat: 10/10
Rozmowy: 3/10
Opis świata SW: 6/10
Rysunki: 3/10
Kolory: 4/10



Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 2,50
Liczba: 2

Użytkownik Ocena Data
Onoma 3 2014-01-08 18:16:10
Bolek 2 2012-12-23 13:00:22

Tagi: Archie Goodwin (43) Carmine Infantino (33) Marvel Comics (105) Star Wars (1977) (76)

Komentarze (1)

Niezwykle słaby numer i głupota ze skafandrem kosmicznym, który nie powinien chronić Luke'a

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.