Twórczość fanów

Odrodzenie

Tekst: Janusz "Carno" Tomaszewski



Piasek. Piasek i ruiny. Parszywe miejsce.
Parszywa i zapomniana planeta.
Idealne miejsce na spotkanie.
Wysoki brunet, odziany w ciemnooliwkowy mundur, z narzuconą na siebie peleryną, stał nad brzegiem krateru. Określenie ,,krater” było nieco mylące – był to bowiem sztucznie stworzony otwór w ziemi w kształcie okręgu, o średnicy około czterdziestu metrów i nieokreślonej głębokości.
Mężczyzna schylił się i podniósł leżący na ziemi kamień. Ważył go przez chwilę w dłoni, po czym rzucił go w przepaść, przyklęknął i zaczął nasłuchiwać. Czekał długo. Bardzo długo. Nic nie usłyszał.
- Nie ma nawet sensu próbować – dobiegło bruneta zza pleców – Zrzuciłem w tą przepaść wiele ludzi. Nigdy nic nie usłyszałem.
Mężczyzna przy kraterze wstał, nie odwracając się. Otrzepał otulone w ciemne rękawice dłonie i skierował spojrzenie na sześć metalowych kładek położonych nad przepaścią, tworzących na samym jej środku niewielką platformę. Przypomniał sobie w tej jednej chwili wszystkie informacje, jakie zdołał odnaleźć na temat miejsca, w którym się teraz znajdował. Mimowolnie przeszył go dreszcz, niemal niezauważalny dla każdej istoty. Niemal.
- Po twojej reakcji widzę, że wiesz co nieco o tym, co się tu działo przez wiele lat – głos zza jego pleców dobiegł tym razem ze znacznie bliższej odległości – To dobrze. Czułbym się nieco urażony, gdybyś zaaranżował to spotkanie w tym miejscu, nic o nim nie wiedząc. Co gorsza, uraziłbyś w ten sposób pamięć wszystkich tych, których szczątki leżą na dnie tej przepaści, o ile ma ona dno.
- Pamięć wszystkich… poza jednym człowiekiem – odpowiedział cicho brunet.
- Poza jednym człowiekiem – potwierdził nieco zmienionym tonem jego rozmówca.
Milczeli.
Ciszę przerwała, ku lekkiemu zdziwieniu bruneta, istota stojąca za jego plecami.
- Muszę rzec, że nie zawiodłem się na tobie. Przybyłeś sam, tak jak się umawialiśmy. To dobrze.
- Zabiłbyś mnie, gdybym tego nie zrobił.
- Tak.
Człowiek stojący nad przepaścią w końcu się odwrócił. Stał przed nim mężczyzna rasy ludzkiej, ubrany w żółtą zbroję i postrzępioną, zieloną pelerynę. Na głowie miał żółto-szary hełm, z wizjerem zasłaniającym oczy. Obie istoty lustrowały się przez chwilę nawzajem wzrokiem. Brunet skrzyżował ręce na ramionach i rzucił tonem grzecznościowej konwersacji:
- Myślałem, że łowcy nagród rzadko strzelają do osób, które mają do nich interes.
- Do tych osób łowcy strzelają najczęściej, pułkowniku – odparł spokojnym tonem mężczyzna w zbroi – Powinno to być dla pana oczywiste, tym bardziej, że sam był pan swego czasu łowcą.
- Już dawno nikt się nie zwracał do mnie per „pułkowniku” – rozciągnął usta w uśmiechu mężczyzna stojący przy kraterze – Ani też od dawien dawna nikt mi nie przypominał o tym, że sam niegdyś polowałem. Dziękuje za przypomnienie mi młodych lat, łowco. Pochlebia mi, że tak dużo o mnie wiesz.
- Staram się dowiedzieć o swoich celach jak najwięcej, pułkowniku – odpowiedział łowca, rozciągając usta w grymasie, który przy dużej ilości dobrej woli można by wziąć za uśmiech – A może raczej powinienem się do pana zwracać ,,ekscelencjo”?
- O tytulaturze jeszcze porozmawiamy – W oczach bruneta pojawił się dziwny błysk, który jednak zniknął równie nagle jak się pojawił – Możemy jednak czasowo pozostać przy ,,pułkowniku”, łowco. Twój tytuł też daje do myślenia. Tyle lat minęło, a ty ciągle nie zdecydowałeś się wrócić. Mimo, że zostałbyś przywitany z otwartymi ramionami.
- Nie potrzebowałem, i nie potrzebuję ciepłego przyjęcia – odparł spokojnie zamaskowany mężczyzna – Uznałem, że po tym, co się stało, nie ma tam już dla mnie miejsca. Nie mówiąc już, że na dobrą sprawę Ład, któremu służyłem, przestał istnieć.
- Starzec go odbudował.
- Częściowo. Jednak to nie było to samo – łowca odwrócił wzrok i zacisnął pięści – Wszelako opłakiwałem jego śmierć. Kolejny wielki człowiek, zamordowany przez zwykłe gnidy. Gdyby nie to, że Natasi zemściła się na tych śmieciach, zapolowałbym na nich. Dopiero później dowiedziałem się, że wnuk zdrajcy za to odpowiadał.
Pułkownik zacisnął zęby. Sam czuł wtedy dokładnie to samo, co jego rozmówca. Z tą różnicą, że on był świadom winy potomka Vadera i jego przeklętej uczennicy, i ruszył za nimi wtedy w pościg. A następnie wrócił do miejsca, które uznał za swą ojczyznę i wypalił tam resztę zdrajców białym żelazem.
- Wiem także, że ty również zapolowałeś – podjął dalej mężczyzna w zbroi – I że wytępiłeś resztę zdrajców. Dlatego zdecydowałem się odpowiedzieć na twoje wezwanie.
Brunet uśmiechnął się.
- Tylko dlatego? – zapytał.
- Nie. Twoja przeszłość jako wojownika oraz przeszłość twego ojca również miała istotny wpływ na moją decyzję. A także słowo, którego użyłeś w wiadomości.
Pułkownik delikatnie skinął głową. Kiedy redagował wiadomość do swego rozmówcy, jednego z najniebezpieczniejszych ludzi w galaktyce, doskonale wiedział, jakiego słowa użyć.
Wierność.
- Czasem mi się zdaję, że jestem ostatnią istotą w całej galaktyce, która dowiedziała się, i to z niemałym trudem, jak ma na imię nasza wspólna znajoma – Mężczyzna w mundurze postanowił chwilowo zmienić temat.
- Pani admirał rzadko podawała komukolwiek swoje imię. Trzeba było na nie zasłużyć. Ja dokonałem tego dzięki kilkakrotnej służbie u jej boku. A ty?
- Tym samym sposobem, jakim zdobyłem informację o tym miejscu – ostatnim słowom towarzyszył ruch ręku w kierunku krateru – Dobrze szukałem.
- To też jakiś sposób – mruknął zamaskowany człowiek – Możesz mi już w końcu powiedzieć, po co tu przybyłeś.
Pułkownik nie odpowiedział. Przez długą chwilę wpatrywał się w wizjer hełmu swego rozmówcy, po czym odwrócił się i wszedł na jedną z sześciu kładek położonych nad przepaścią. Powolnym, jakby przepełnionym szacunkiem, nie obawą, krokiem, ruszył w stronę platformy. Gdy do niej dotarł, rozłożył się szeroko ręce, odwrócił się do mężczyzny w żółtej zbroi, i wykrzyknął:
- Chcę, abyś się odnalazł, łowco. Chcę, abyś powrócił tam, gdzie twoje miejsce.
Na zamaskowanym mężczyźnie słowa ta nie wywarły żadnego wrażenia.
- Dobrze wiem, gdzie jest moje miejsce. Ale nic ci do tego
. - Tak ci się tylko zdaje, przyjacielu! – Brunet wskazał dłońmi przepaść – Wiem, gdzie uważasz, że powinieneś się znaleźć. We wspólnej mogile, wraz ze swymi braćmi!
- Milcz! – To nie był krzyk. To był ryk. Nie wiadomo skąd w rękach mężczyzny pojawiła się rękojeść wibromiecza – Nie waż się ich wspominać! Nie jesteś godny!
- Ja nie jestem godny? Ja?! – odkrzyknął pułkownik. Gdy wypowiedział te słowa, z obu końców rękojeści wysunęły się ostrza, a łowca zaczął powoli stąpać w jego stronę. Nie zamierzał jednak przerwać – Spójrz na siebie! Pomyśl, co by twoi bracia pomyśleli o tobie, gdyby mogli cię teraz zobaczyć! – Mężczyzna w zbroi wkroczył już na kładkę – Pomściłeś ich wszystkich! Pomściłeś swego pana oraz swych braci! A następnie zdradziłeś wszystko to, czemu ślubowałeś służyć aż do śmierci! – Łowca był już coraz bliżej – Pokalałeś, zbezcześciłeś ich pamięć, porzucając Imperium! Stałeś się zdrajcą!
Zamaskowany człowiek wydał z siebie ryk, i skoczył do przodu. Zamachnął się swym wibromieczem, wycelowawszy w szyję bruneta stojącego na środku platformy…
I zatrzymał ostrze centymetr od jego ciała.
- Zamilcz, mówię, albo tu zginiesz! – wykrzyczał.
Pułkownik nawet nie drgnął.
- Zdradziłeś, ale ja ofiarowuję ci odkupienie – rzekł cichym głosem, nie spuszczając wzroku z wizjera hełmu należącego do mężczyzny, od którego zależało w tej chwili jego życie.
Cisza zdawała się ciągnąć w nieskończoność. W końcu, po niemiłosiernie długiej chwili, ostrza wsunęły się z powrotem do rękojeści, a wizjer hełmu opadł w dół. Łowca odsunął się o dwa kroki, odwrócił się, i utkwił wzrok w piaszczystym pustkowiu. Milczenie narastało. Brunet postanowił dać jeszcze zamaskowanemu mężczyźnie chwilę na rozrachunek z samym sobą. Gdy uznał, że minęło wystarczająco wiele czasu, przerwał ciszę.
- Imperium nie umarło wraz z Imperatorem, przyjacielu. W pewien sposób narodziło się na nowo. To właśnie Starzec, po śmierci ostatniego klona Palpatine’a, utrwalił Nowy Ład. Twoje miejsce jest u boku twych towarzyszy – nie tych, którzy pilnują pośmiertnej komnaty władcy, ale tych, którzy żywi tworzą Imperium tu i teraz.
Łowca spoglądał jeszcze chwilę na pustkowia, po czym uniósł ręce do głowy, pomanipulował chwilę przy hełmie, po czym go zdjął i odwrócił się do bruneta. Pułkownikowi ukazała się zmęczona, pomarszczona twarz, z paskudną blizną ciągnącą się od czoła, przez nos, do podbródka. Włosy mężczyzny były całkowicie siwe, a oczy przytłaczał ciężar lat i poległych towarzyszy.
- Imperium ani Nowy Ład nie zakończyły życia wraz z Palpatine’m – kontynuował brunet – Ponad trzydzieści lat minęło od jego śmierci. Ponad trzydzieści lat temu wykonałeś karę śmierci na zdrajcach. Ponad trzydzieści lat temu porzuciłeś służbę Imperium – wyciągnął rękę w stronę siwego mężczyzny – Wróć do nas, bracie.
Mężczyzna w żółtej zbroi nie chwycił wyciągniętej dłoni, lecz jedynie pokręcił głową.
- Jestem już stary – rzekł zmęczonym głosem – Imperium budują teraz młodzi, tacy jak ty. Ja, jak sam zauważyłeś w nieco… innych słowach, swą szansę zaprzepaściłem.
- Wymówki są nie w twoim stylu, Mścicielu – odpowiedział mu pułkownik, nie cofając dłoni – Czyżbyś zapomniał o tym, komu winny jesteś wierność? Jesteś winny posłuszeństwo wobec Tronu…
- Tron jest pusty od ponad trzydziestu lat – warknął łowca.
- Tron już niedługo będzie miał nowego władcę!
Mściciel, co mu się niezwykle rzadko zdarza, oniemiał. A mężczyzna w ciemnooliwkowym mundurze wiercił go spojrzeniem.
- Zbyt długo Tron pozostawał pusty. Zbyt długo Imperium nie miało Imperatora. Wszystko jest już zaplanowane, moja elekcja odbędzie się zapewne w ciągu najbliższych trzech miesięcy. Dziś moff, jutro Imperator… i odbudowa naszej potęgi będzie mogła się rozpocząć – Ostatnie zdanie brunet wypowiedział prawie szeptem – Do tego jednak potrzebuję Ciebie.
Łowca milczał, wbijając wzrok w przepaść. W końcu odparł równie cicho:
- Do zabójstw?
Pułkownik żachnął się.
- Na życie mej matki, nie! Za kogo ty mnie masz, do jasnej cholery?! – Mężczyzna wypowiedział te słowa takim tonem, że Mściciel musiał się powstrzymać przed wzdrygnięciem. Ostatni raz musiał tak reagować za życia Palpatine’a – Nie jestem mordercą, a wojownikiem – ostatnie słowa wypowiedział znacznie spokojniejszym tonem. Pokręcił następnie głową, i odwrócił się plecami do swego rozmówcy – Jesteś mi potrzebny do trzech rzeczy, przyjacielu.
Człowiek nazwany ,,przyjacielem” milczał. Brunetowi jednak to nie przeszkadzało – zapewne w ogóle nie liczył na odpowiedź.
- Po pierwsze – zaczął pułkownik – twoja obecność zapewniła by mi legitymizację wśród obywateli i oficjeli Imperium. Po drugie… - tutaj nastąpiła dłuższa pauza – Druga kwestia wiąże się z trzecią. Chciałbym, abyś pomógł mi stworzyć specjalną jednostkę, której członkami byłyby istoty władające Mocą, będące naszą przeciwwagą dla rycerzy Jedi…
- Doskonale wiesz, że nie władam Mocą – przerwał mu łowca.
- Wiem – temu stwierdzeniu towarzyszył lekki uśmiech na twarzy bruneta – Jesteś jednak Czerwonym Gwardzistą, przyjacielu. Posiadasz umiejętności, których nie mają wszyscy Jedi razem wzięci – i to da właśnie naszym wojownikom przewagę nad nimi. Jesteś też najlepszą osobą, która może wpoić pojęcia wierności i honoru członkom tej formacji. Nie ma nikogo, kto by sobie poradził z tym zadaniem lepiej od Ciebie.
Człowiek, do którego skierowane były te słowa, zacisnął dłoń na rękojeści swego miecza. Milczał jeszcze przez chwilę, po czym wychrypiał:
- A trzeci powód?
Z twarzy pułkownika zniknął uśmiech, ponownie odwrócił się od swego rozmówcy.
- Mój syn… jest silny Mocą. Nie powinno to nikogo dziwić, zwłaszcza ze względu na osobę jego matki – Westchnął, po czym odwrócił się z powrotem do łowcy – Chciałbym, abyś był nauczycielem mego syna, Mścicielu. Abyś był jego mentorem… i przyjacielem, o ile okaże się to możliwe. Chciałbym, abyś ty, i ludzie, których wyszkolisz – brunet odetchnął głęboko – byli gotowi powalić mego syna, waszego przyszłego władcę, jeżeli ten kiedykolwiek przejdzie na Ciemną Stronę Mocy. Tak, przyjacielu, proszę Cię abyś nauczał mego syna, a jednocześnie szkolił ludzi, którzy go w razie potrzeby go zabiją.
Ostatnie słowa przepełnione były bólem.
- Rozumiesz, o co Cię proszę?
- Tak.
- Podejmiesz się tego, Mścicielu?
Łowca, ten, który pomścił śmierć Imperatora Palpatine’a i swoich braci Gwardzistów, wszedł na platformę zajmowaną przez pułkownika… i uklęknął. Uklęknął przed jedyną osobą, przed którą mógł to zrobić. Przed Imperatorem.
- Ja, Kir Kanos, pragnąc odkupić swoje winy, ślubuje wierność tobie i twemu rodowi, na chwałę Imperium.
Górujący nad nim mężczyzna położył mu rękę na ramieniu, i równie uroczystym tonem odpowiedział Kanosowi:
- W tym miejscu, zwanym Nawałnicą, na planecie Yinchorr, gdzie narodził się imperialny gwardzista Kir Kanos, oświadczam, że narodziłeś się na nowo. Ja, Jagged Fel, przyszły Imperator Galaktycznego Imperium, przyjmuję twoją przysięgę.
Nadeszła Nowa Era.
Imperator ścisnął mocniej ramię swego Gwardzisty.
- Powstań, Kiru Kanosie, mój Śmiertelny Mieczu. Powstań, Imperialny Rycerzu.




Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 9,08
Liczba: 13

Użytkownik Ocena Data
Darth Kamil 10 2010-03-06 14:01:53
Przybor 10 2009-05-04 16:02:14
Kosak 10 2009-05-04 12:41:14
Kasis 9 2009-05-07 09:51:47
Halcyon 9 2009-05-05 21:33:12
Moof 9 2009-05-04 12:27:12
Ludwik 9 2009-05-04 11:02:31
Darth Krayt 9 2009-05-04 10:05:58
Hego Damask 9 2009-05-04 08:43:48
Wampa 9 2009-05-04 08:26:04
Sky 9 2009-05-04 03:04:19
Nadiru Radena 8 2009-05-04 09:25:40
Shedao Shai 8 2009-05-04 01:42:11

Tagi: Fanfik / opowiadanie (254)

Komentarze (8)

Świetne :] Baaardzo mi się podoba ten pomysł, tak bardzo pasujący do tego co już znamy. To opowiadanie jest takie prawdopodobne i pięknie by wyglądało w kanonie, najlepiej jako scenariusz do komiksu.

Naprawdę świetne. Mimo, ze dość szybko domyśliłem się kto z kim gada i o czym :P, to pomysł jest po prostu przedni!
Niech to będzie kanon!
9/10

Bardzo dobre opowiadanie, fajnie się czyta. Wg mnie 8,5/10. A o to błąd gramatyczny: "a jednocześnie szkolił ludzi, którzy go w razie potrzeby go zabiją. "

Naprawde swietne opowiadanie.

Heh, równie dobrze mógłbym napisać to co Sky i Urthona: czemu to nie jest oficjalne? :D

Naprawdę super pomysł. Początek Imperialnych Rycerzy, Jagged Fel wstępuje na tron, dalsze losy Kanosa. Super sprawa, naprawdę przydałoby się takie coś w kanonie. Karmazynowe Imperium III?;P

Generalnie zastrzeżeń nie mam i daje 9 z minusem/10 :)

Całkiem ciekawe połączenie epok.
Tylko niepotrzebne wg mnie duże litery w słowie "Cię", no i chyba powinno być Kirze Karnosie.

Jezu Chryste, czemu to nie jest oficjalne... :( 9/10! Świetny pomysł i jakże piękne połączenie dwóch epoko by było... W przeciwieństwie do Szedała nie mam żadnych zastrzeżeń, opowiadanie, choć krótkie i stanowiące praktycznie jeden dialog, bardzo mnie wciągnęło.

Ha, a teraz Cię zaskocze i zrecenzuję Twoje opowiadanko jako pierwszy :D krótkie, ale przekazuje co ma przekazać. Jest ono oparte na jednym pomyśle, bardzo ciekawym pomyśle muszę dodać, Kanosa jako pierwszego Imperialnego Rycerza. Całe opowiadanie to właściwie jeden wielki dialog, pomysł ciekawy, z wykonaniem trochę gorzej. Wybuch gniewu Kanosa mnie ani trochę nie przekonał, był sztuczny, przesadnie patetyczny, nie pasuje do jego osobowości - to był cichy, fanatyczny mściciel, a nie nadmuchany bufon. To właściwie największy minus tego opowiadanka. Poza tym... jest za krotkie żeby można znaleźć w nim więcej błędów :P dostajesz 8/10, za ciekawy pomysł + wykorzystanie jednej z ciekawszych postaci w SW... nie tylko Ty się zastanawiasz co to dalej było z Kanosem :)

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.