Klasyczna Trylogia

U źródeł Gwiezdnych Wojen

Zmarnowane pomysły, powracające pomysły


Koncept z "Mrocznego Widma"
wykorzystany po części w AOTC
Największym fenomenem całej sagi "Gwiezdnych Wojen" jest jej specyficzna spójność, której trudno szukać w innych cyklach fantastycznych czy SF, no może za wyjątkiem dzieł Tolkiena. Co prawda ta spójność jest mocno nad nagięta przez książki i komiksy, oraz cały świat fanowskich gadżetów, jednakże filmy mają w sobie coś wielkiego. W tym przypadku, trudno mówić o sequelach czy prequelach – jest spójność. A wynika to z tego, że kiedy Lucas tworzył pierwszą wersję scenariusza do "Gwiezdnych Wojen", widział już ich ogrom. George bardzo nie lubi zaczynać historii od początku, woli wrzucić widza w wir akcji. Tak więc, w "Poszukiwaczach zaginionej arki", mamy na początku jakby koniec innej przygody, który płynnie wprowadza nas we właściwą akcję. Podobnie jest także w "Gwiezdnych Wojnach: Nowej Nadziei", gdzie początkowe napisy informują nas o tym, że trwa wojna domowa, i właśnie rebelianci wygrali swą pierwszą bitwę, bitwy tej oczywiście nigdy nie było w scenariuszu. W "Mrocznym Widmie" dowiadujemy się, że Federacja Handlowa na wskutek opodatkowania zarządziła sobie blokadę Naboo. W tym przypadku uzyskano trochę odwrotny efekt, bo wątek ten był dość ważny, ale został za bardzo zmarginalizowany. Lucasowcy naprawili to trochę powieścią "Maska kłamstw", ale w filmie tych niedopowiedzeń pozostało trochę, choć z drugiej strony, to właśnie dzięki tym niedopowiedzeniom uzyskano specyficzną perfidię Epizodu I.

Nie inaczej było z pierwszym scenariuszem. W napisach początkowych w tym pierwszym scenariuszu, dowiadujemy się o Wielkiej Rebelii, i o rozdarciu galaktycznego Imperium, oraz o tryumfie Sithów. To wszystko jest tam tylko zasygnalizowane, cała rzecz pierwszego scenariusza ma w sobie trochę z "Nowej Nadziei", "Imperium" czy "Powrotu Jedi". Ale dla Lucasa ważne było to, by wiedział skąd się wszystko wzięło, może nie dokładnie, ale w znacznym stopniu. Tak samo wiedział, dokładnie gdzie wszystko zmierzało. Dzięki temu, choć Lucas napisał jeden scenariusz, to tak naprawdę mógł w każdej chwili napisać prequel i sequel, spójny z oryginalnym scenariuszem. Ale te pomysły George odstawił na bok, postanowił rozwijać główny scenariusz. W niedługim czasie stało się jasne, że ten cały "środkowy" scenariusz jest za długi na jeden film, a jego skrócenie spowoduje raczej, głównie zagmatwanie akcji i wzrost kosztów.

Lucas postanowił wtedy podzielić ten scenariusz na trzy części, trochę na wzór greckiej komedii, gdzie w akcie pierwszym było przedstawienie bohaterów, w drugim zagmatwanie akcji, a trzecim szczęśliwe zakończenie. Lucas nawet nie marzył wtedy, że zrealizuje dwa pozostałe akty, ale wizja pozostała. Mało tego, kiedy pojawił się pomysł, by nakręcić 2 część "Gwiezdnych Wojen", sam Lucas rozważał zupełnie inny scenariusz. Powstała nawet powieść "Spotkanie na Mimban" Alana Dean Fostera, która miała posłużyć za kanwę scenariusza. W krótkim czasie zrobiono także film telewizyjny "Star Wars Holiday Special", w którym wykorzystano jeden z pomysłów Lucasa – planetę wookich Kashyyyk. W filmie tym widać niestety było brak ręki George`a, stąd nigdy nie był w stanie zachwycić szerokiej publiczności, i po dziś dzień raczej pozostaje ciekawostką dla fanów.

George tworząc wizję scenariusza miał przeróżne pomysły, niektórych nie wykorzystał od razu, inne musiał zmieniać. W pierwszym scenariuszu pod koniec mamy opis bitwy na planiecie Wookiech (gatunek Chewbaccy). Ale ponieważ Lucas już w "Star Wars Holiday Special" wykorzystał tę opcję (chodzi o planetę Wookich), postanowił pokazać coś podobnego, ale innego, tak właśnie powstały Ewoki oraz planeta Endor.



1 2 3 4 5 6 7 8 9 (10) 11 12 13


Tagi: inspiracje (2) Publicystyka (76)
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.