Wojny Klonów

Oczekiwania wobec drugiego sezonu ''The Clone Wars''

Uwaga! Niniejszy tekst zawiera spoilery dotyczące drugiego sezonu "Wojen Klonów".


Wokół serialu „The Clone Wars”, od momentu zapowiedzi, aż do dnia dzisiejszego, panuje atmosfera gorącej dyskusji. Pojawiły się pytania: czy nowe „dziecko” George’a Lucasa będzie pasować do klimatu całej Sagi? Czy fabuła nie zepsuje dotychczas ustalonego kanonu? Czy serial będzie przeznaczony tylko dla młodszej widowni?

Na te pytania, choć częściowo, odpowiedział sezon pierwszy. Większość deklaracji fanów wygłaszanych na forach, w komentarzach i recenzjach brzmiała: „Lubię Wojny klonów, ale…” To „ale” pozostawiło cierń w boku większości osób, a powodów było tyle, ilu widzów oglądało „The Clone Wars”. Najpoważniejszym zarzutem były oczywiście zmiany w kanonie, dotyczące przede wszystkim postaci Ahsoki Tano, jak również chronologii konfliktu. Starsi fani wytykali również twórcom zbyt „pro Republikańską” postawę, przedstawianie wojny w czarno-białych barwach, oraz skupienie się głównie na tak zwanym „duecie A-A” (czyli Anakin i Ahsoka). Żądań pojawiło równie wiele co zarzutów. Mówiono najczęściej o mroczniejszej atmosferze, wątku społecznym Konfederacji, postaciach takich jak Durge, Quinlan Vos, czy też reszta członków Rady Jedi. Jednakowoż, pomimo niedosytu, jaki po sobie pozostawił, sezon pierwszy pobił rekord oglądalności na amerykańskim Cartoon Network i stał się popularny wśród dzieci.

Jeden odcinek pozostawił szczególny ślad w pamięci widzów. Mowa tu o wyemitowanym po raz pierwszy 20 marca „Hostage Crisis”, ostatnim epizodzie serii. Oto nikomu nie znany wcześniej durosjański łowca nagród Cad Bane terroryzuje senatorów, samego Wielkiego Kanclerza, pokonuje dotąd niepokonanego Skywalkera i jeszcze uwalnia więzionego Ziro Hutta. Spośród szeregu nowych twarzy wykreowanych na potrzeby „Wojen klonów”, to właśnie Cad stał się ulubieńcem publiczności. Był typem schwarzcharakteru, jakiego chcieli ludzie: był „zły” nie z powodu przynależności politycznej, czy przekonań, tylko z powodu tego co robił. Był zimny, lakoniczny, zainteresowany tylko zyskiem. Prawdziwy łowca nagród.

Tego samego dnia otrzymaliśmy pierwszą zapowiedź sezonu drugiego, w postaci krótkiego zwiastuna, w którym to padły słowa: „A jeżeli polubiliście Bane’a, to szykujcie się, bo łowcy nagród tu pozostaną.” Dopiero na letnim konwencie ComicCon dowiedzieliśmy się, że sezon drugi będzie nosił podtytuł „Rise of the Bounty Hunters” („Zryw, powstanie łowców nagród”).
Dlaczego akurat łowcy? Myślę, że tutaj wkradają się niuanse psychologiczne, tak, jak w przypadku Bane’a. Ludzie lubią takie postaci, które są niezależne. Które nie przejmują się, że gdzieś tam w galaktyce klony tłuką się z droidami. Które zasady ustalają sobie same. Które mają ciekawszą historię niż przeciętny Jedi, wychowany w Świątyni, czy Separatysta, buntujący się przeciwko korupcji w Senacie. Działania osób zarabiających w ten sposób wzbudzają emocje: ich praca jest przecież tak niebezpieczna, a jednocześnie tak ekscytująca. No i łowcy zawsze mają tony fajnego sprzętu.
Czy to oznacza, że Konfederacja Niezależnych Systemów zostanie w sezonie drugim zepchnięta na dalszy plan? Nie sądzę. Jeden z fanów słusznie zauważył, że „Jedi nie wyciągną portmonetek i nie zaczną płacić jakiejś zbieraninie szumowin”. Republika raczej nie sprzymierzy się z Bane’m, który i tak już narobił jej szkód. A co jedynie oznacza, że to Separatyści sypną groszem. Pojawiły się głosy, że to zabije wolność łowców, skwalifikuje ich jednoznacznie jako „złych, bo współpracujących z Konfederacją”. Cóż, pożyjemy, zobaczymy.

To właśnie działania Cada i jego kompanii staną się tematem pierwszej „mini trylogii” sezonu – czyli odcinków „Holocron Heist”, „Cargo of Doom” i „Children of the Force”. Fabuła będzie się kręciła wokół akcji Durosjanina, mającej na celu kradzież holokronu zawierającego informacje o dzieciach będących potencjalnymi kandydatami do Zakonu. Bane’owi zadanie się powiedzie i zabierze maluchy na Mustafar. Oczywiście na drodze stanie mu „duet A-A”.
Fani nie byliby fanami, gdyby nie zaczęli wyrażać swych wątpliwości. Niby jak „zwykli” łowcy mieli się przedostać do Świątyni pełnej Jedi? Przecież członkowie Zakonu wyczuliby niebezpieczeństwo. Cóż, nie zapominajmy o zaangażowaniu Dartha Sidiousa. Trudno sobie bowiem wyobrazić Grievousa stającego na czele armii droidów i wkraczającego do świątynnej biblioteki. Być może w sezonie ujrzymy więcej zadań, które wymagają pewnej dozy subtelności, reprezentowanej przez łowców. Lecz obiecano nam nie tylko to. Na ComicConie Dave Filoni wspomniał o „większych, bardziej spektakularnych bitwach.” Na ten temat nie wiemy wiele. Wyświetlony na konwencie trailer (do obejrzenia tutaj) ukazywał co prawda fragmenty bitew o Felucję i Geonosis. Ta pierwsza będzie miała miejsce podczas premierowego odcinka, ta druga z kolei, pod względem chronologicznym, prawdopodobnie po epizodzie dziesiątym, a to z powodu informacji zawartej w odcinku „Cloak of Darkness” w wersji decoded. Wzmiankowano tam, że Luminara Unduli po uwolnieniu Gunray’a udała się na Geonosis, gdzie przebywała Barrissa Offee. Z pewnością miłą niespodzianką byłoby ujrzenie obu pań działających razem. Być może twórcy wzięli sobie do serca utyskiwania fanów, dotyczące małej ilości znanych nam już Jedi, bo w bitwie o Geonosis weźmie udział Ki-Adi Mundi. Co do powrotów, zobaczymy kogoś, kogo się chyba nie spodziewaliśmy: znanego nam z „Imperium kontratakuje” Bosska i… młodego Bobę Fetta. Ale o tym później.

Kolejną, wielką zapowiedzią, było coś, czego tak bardzo oczekiwano: mroczniejszy klimat. Jedną z wad pierwszego sezonu była zbyt sielankowa atmosfera, podkreślana jeszcze przez jaskrawą kolorystykę i Ahsokę, idącą do boju z uśmiechem na ustach. W drugiej serii ma to się zmienić – jasne jest, że na chwilę obecną trudno jest to oceniać, ale rzeczywiście widać postępy. Ot, choćby scenka udostępniona w Internecie (do obejrzenia tutaj) przez IGN – Cad Bane w ciemnym pomieszczeniu, opierający się z nonszalancją o framugę okna, żujący wykałaczkę, oświetlony jedynie wątłym światłem wpadającym przez uchylone żaluzje. Niby nic, ale wystarczy sobie porównać z sezonem pierwszym, by wiedzieć, że tam nie uświadczymy scen w takim klimacie. To nie wszystko – sami najemnicy wprowadzają troszkę chaosu – ta czerń i biel już zdaje się być zaburzona. Widać również zwiększenie poziomu przemocy – poprzednio Jedi nie zabijali istot żywych, a na zwiastunie można dostrzec jak Anakin tnie Geonosjan. Reżyser mówił też o tym, że „postaci zaczną tracić kończyny”. Czy to znaczy, że seria zostanie oznaczona jako PG-13? Na razie nic o tym nie wiadomo, ale chyba wszyscy chcieliby czegoś więcej.

Na pewno poprawiła się animacja. Na wszystkich zaprezentowanych dotąd klipach widać, że ruchy postaci są płynniejsze, a jednocześnie subtelniejsze. Rozbudowano mimikę, wydaje się też, że i tekstury są lepsze. Dla sceptyków, proponuję włączyć sobie dla porównania fragmenty z pilota kinowego. Niestety, włosy nadal są „drewniane”, choć wynika to ze specyficznego stylu TCW i to się raczej nie zmieni. Mimo to, można dostrzec ruch pojedynczych kosmyków. Filoni wspomniał mimochodem, że „pracujemy nad efektami wody, ponieważ odwiedzimy wodną planetę”. Jaką? Zobaczymy… Drugim, po sprawie z holokronem, wątkiem w sezonie drugim „Wojen klonów”, będzie sprawa z księżną Satiną i Mandalorianami. Może o tych drugich napiszę trochę później, a teraz skupię się na postaci arystokratki. Ma ona być pacyfistką i, co najważniejsze, Obi-Wan będzie z nią miał pewien rodzaj romantycznej relacji. Tu zdania są podzielone. Z jednej strony: no to co z Siri Tachi? Jak to możliwe, by Obi-Wan, taki idealny Jedi, mógł mieć romans? I tu można spojrzeć z drugiej strony. Moim zdaniem to nie będzie typowy romans (czytaj: buzi-buzi), a raczej coś innego. Może to będzie skomplikowana relacja, budząca w Kenobim wątpliwości co do sensu pozostawania w Zakonie? Może się wydawać, że nie jest to coś, na co stać twórców serialu, ale zauważmy jak bardzo to pogłębi kreację postaci tego Mistrza. Przecież dla pięcioletniego dzieciaka Obi-Wan jest Jedi, który ma fajny miecz i walczy ze złymi Separatystami, koniec. A tu proszę, wyraźny ukłon w stronę starszych – zwłaszcza, że imię Satine jest nawiązaniem do „Moulin Rouge”, w którym grał Evan McGregor.
O miłości mówiąc, fanów (a zwłaszcza pewnie fanki) zaintrygowała króciutka scenka z trailera, w której to Padmé, w sukience bez pleców, rzuca się w ramiona jakiegoś mężczyzny, a na wszystko patrzy rozwścieczony Anakin. Personalnie nie jestem fanką tej pary, ale trzeba przyznać, że coś takiego – cokolwiek Amidala miała na celu – może poważnie zaważyć na dotychczasowej relacji Anakin – Padmé i pogłębić ją.

Niestety, wielki cień na sezon drugi położyła deklaracja Karen Traviss, autorki książek i artykułów traktujących w głównej mierze o Mandalorianach. Po otrzymaniu listów od fanów, którzy przeczytali album „The Art of Star Wars: The Clone Wars”, pisarka oświadczyła, że z powodu zmian w kanonie, wprowadzonych w TCW, zdecydowała się porzucić tworzenie książek z wszechświata Gwiezdnych Wojen. Zmiany podobno dotyczą planety Mandalory (jak choćby tego, że jest nowa stolica, Sundari), a także, być może, utworzonej przez Satinę organizacji „New Mandalorian”, mającej na celu przeciwstawienie się wpływom kultury Mando’ade na jej planecie.
A może zmiany dotyczą też dziejów Boby? Bo niby gdzie miałby się w serialu pojawić, jeśli nie na Mandalorze? A co, jeśli twórcy sięgną do EU i w serialu pojawi się wątek zemsty na Windu? Możemy się tylko zastanawiać. Nie można zaprzeczyć, że Traviss wiele włożyła do kultury Mando’ade, a twórcy mogli to zwyczajnie zignorować. Ja osobiście mówię, że nie ma błędów do naprawienia – i mam szczerą nadzieję, że tak będzie w tym przypadku. Warto przy okazji wspomnieć, że przywódcy Mandalorian będzie prawdopodobnie podkładał głos Jon Favreau, reżyser „Iron Mana”.

Pozostaje jeszcze kwestia najsłynniejszej bohaterki serialu, Ahsoki Tano. Postać ta wzbudza i wzbudzać będzie niejedną dyskusję. Nie będę wspominać, że samo jej istnienie łamie cały kanon konfliktu zwanego wojnami klonów i właśnie to boli wiele osób. Swoisty niesmak wzbudzają też jej bardzo rozwinięte, jak na czternastolatkę, umiejętności. Wielu mówi, że pojawia się za często. No cóż, jest w końcu protagonistką, czyli bohaterką, wokół której kręci się akcja, i która tą akcję napędza. Jest postacią, którą się kocha, lub której się nienawidzi. Przyczyną obu tych uczuć jest zapewne jej dość specyficzny styl bycia i niewyczerpane pokłady optymizmu. I to właśnie kłóci się z obrazem osoby, która przeżywa koszmar wojny. Wojna nie jest kolorowa, bitwy nie są kolejnym, podniecającym zadaniem do wykonania.
Jeszcze zanim w kinach pojawił się pilot twórcy wspominali o tym, że postaci będą się zmieniać i rozwijać. Na ostatnim ComicConie reżyser opisał swoją pracę z aktorką Ashley Eckstein. Miała ona grać tak, by głos Togrutanki brzmiał bardziej dojrzale, mniej entuzjastycznie. Czy padawanka Tano dorośnie? Jest to niewykluczone – a, kto wie, może jeszcze nas zaskoczy.

Wszystko wskazuje na to, że druga seria „The Clone Wars” pod wieloma względami będzie lepsza od „jedynki”. Ludzie tworzący serial chyba wzięli sobie do serca przynajmniej część uwag fanów. Co jest zrozumiałe, nie można zadowolić wszystkich. Pewnie wiele osób nie zachwyci się faktem, że ani Durge, ani Vos nie zaszczycą nas swą obecnością. A z drugiej strony, pojawi się całe mnóstwo nowych bohaterów, planet, ras… Co zatem mamy czynić? Wściekać się na TCW i Lucasa… a może przypomnieć sobie, że gdyby nie on, to nie byłoby żadnych mieczy świetlnych, Sithów i Mocy? Wybór należy do każdego z nas.

ShaakTi1138


Tagi: Cartoon Network (6) The Clone Wars (252)
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.