Twórczość fanów

Zobowiązania

Autor: Nevil Catcher



"Czasem musimy dokonywać wyborów, które zmuszają nas do zadania sobie pytania o sens podziału na Jasną i Ciemną Stronę Mocy."

Autor: Terras Jor – Rycerz Jedi
Ord Mantell, 3 650 BBY





Jose Phrog otarł wydatne wargi ze ściekającego po nich tłuszczu.
- Pić! – wrzasnął tak donośnie, że pod przerzedzoną czupryną zarysowało się kilka nabrzmiałych żyłek.
Młoda, skąpo ubrana kobieta drobnymi kroczkami podbiegła do masywnego zdobionego stołu, po czym uklękła wyciągając nad głową tacę z ustawionym na nim kielichem. Phrog chwycił naczynie we dwa opasłe palce i jednym chaustem opróżnił jego zawartość. Dziewczyna poderwała się na nogi i odeszła, odprowadzona lubieżnym spojrzeniem swojego pana. Jose mlasnął jeszcze głośno, a następnie przeniósł wzrok na stojącego z drugiej strony blatu mężczyznę w białym pancerzu.
- A więc henerale... – zaczął z trudem tłumiąc w gardle odbicie – ... jak tam się w ogóle nazywasz?
- Porucznik Ganymedes Task z Sił Specjalnych Republiki. – odparł żołnierz rzeczowym tonem.
- Komandosy? Republika przysyła tutaj swoje nowe mięso armatnie, żeby je wypróbować? – spytał Phrog rozpinając guziki wrzynającego się w opatrzoną potrójnym podbródkiem szyję.
- Tak, to nasz pierwszy przydział, sir. – odparł Task.
- Ilu was tam nadało?
- Pięciu, sir.
Jose roześmiał się głośno odsłaniając rząd zabarwionych od przyprawy zębów.
- To będzie dobre. I co zamierzacie, odwrócić losy wojny, konserwy? – powiedział po pewnym czasie raczej sam do siebie. – A właśnie, może byś chociaż zdjął tego hełma, jak ze mną rozmawiasz?
Task nie miał najmniejszego zamiaru spełnić prośby. Wciąż wyprężony na baczność wpatrywał się w punkt ponad głową ordmantellskiego dygnitarza.
- Wasza Ekscelencjo, przybył nowy Jedi – zaanonsował ubrany w bufiasty krzykliwy strój lokaj, zanim Phrog zdążył wziąć sobie do serca zignorowanie ze strony żołnierza.
- Niech wejdzie! – fuknął Jose wykonując niezdarny gest zaproszenia.
Wysoki mężczyzna z włosami zaplecionymi w warkocz przestąpił próg pomieszczenia i ukłonił się z szacunkiem. Był z nim jeszcze ktoś.
- Nazywam się Terras Jor – powiedział.
- A ta osóbka? – zagadnął Phrog unosząc brwi w oznace zainteresowania.
- To moja padawanka, Lania Dane. – odparł rycerz ruchem dłoni wskazując na swoją uczennicę. Dziewczyna skłoniła się nieznacznie.
- Mhm – mruknął Jose nie spuszczając z niej wzroku. – Co was sprowadza, mistrzu?
- Na Ord Mantell przebywał pewien Jedi, jednak od jakiegoś czasu nie daje znaków życia, przybiliśmy zbadać tę sprawę – padła odpowiedź.
Task zza czarnych szkieł wizjera starannie śledził całe zajście. Poprzedni rezydent Zakonu musiał zginąć walcząc za Republikę, za którą od czasu Traktatu Coruscańskiego nie wolno mu było umierać. Jor nie miał najmniejszego zamiaru przeprowadzać żadnego śledztwa. Był po prostu zmiennikiem.
- Zdajesz sobie sprawę szlachetny mistrzu, że od czasów Wygnania twoja obecność na świecie należącym do Republiki jest niemile widziana? – spytał Phrog.
,,Tylko w połowie do Republiki” – uzupełnił w myślach Task. Spora część planety była kontrolowana przez wspieranych przez Sithów separatystów. Porucznik kątem oka uchwycił, że Lania Dane poruszyła się niespokojnie na słowa dygnitarza. Tak cyniczne stwierdzenie z ust, jakiejś szumowiny musiało ją zaboleć.
- Tak, Wasza Ekscelencjo – odparł spokojnie Jor. – Dlatego liczymy na twoją przychylność – dodał zaraz, rzucając na środek stołu woreczek z brzęczącą zawartością.
- Mój dom, jest waszym domem – powiedział Jose uśmiechając się szeroko, a następnie rzucił szybkie spojrzenie Dane. – Przynajmniej na razie – dodał posępnie. – A teraz zostawcie mnie samego, muszę odpocząć.
Truper Task zasalutował niedbale i odwróciwszy się na pięcie ruszył do wyjścia. Jedi poszli za jego przykładem.
- Myślę, że mamy wspólnych znajomych do odwiedzenia – powiedział porucznik, kiedy zamknęły się za nimi drzwi.
- Zgadza się – odparł rycerz i wyciągnął przyjaźnie rękę w geście powitania: - Terras Jor.
Żołnierz ściągnął hełm i uścisnął podaną dłoń.
- Wiem. Porucznik Ganymedes Task – rzekł z lekkim uśmiechem. – Moi ludzie czekają na dole.


***


Przy średniego rozmiaru wojskowym ścigaczu stało czterech żołnierzy w praktycznie identycznych białych pancerzach różniących się pomiędzy sobą drobnymi modyfikacjami. Troje z nich było ludźmi, z czego jedno kobietą oraz pojedynczy Duros. Na widok dowódcy grupka stanęła na baczność.
- Spocznij – skwitował krótko Task. – To jest Terras Jor, rycerz Jedi i jego padawanka, Lania Dane.
Jor i Dane skłonili się lekko na powitanie.
- A ci to kolejno: Nash Maymier...
Wysmukły truper w lekko wyglądającej w porównaniu do pozostałych zbroi wypluł jakiś gumiasty przysmak na ziemię.
- Milutko – skwitował z uśmiechem skracając zwyczajowe ,,miło mi poznać”. Terras rzucił szybkie spojrzenie karabinowi, który Maymier miał przewieszony przez ramię. ,,Strzelec wyborowy” – zakonotował w pamięci.
- ...doktor Jarik Droma... – kontynuował tymczasem Task.
Duroski lekarz z charakterystycznym czerwonym krzyżem na piersi skinął grzecznie głową.
- .... Carn ,,Zapalniczka” Salin...
- Ksywka z czasów szkolenia. – wytłumaczył szybko przedstawiony żołnierz wymieniając z Jedi uściski dłoni.
- Kabum! – rzucił żartobliwie Maymier kreśląc palcem w powietrzu eksplozję.
Dane zaśmiała się cicho, a Nash puścił jej przekornie oko.
- ... i na końcu, mój sierżant, Gillian Walker – Task wskazał na kobietę z krótkimi włosami gładko zaczesanymi do tyłu.
- Witam – powiedziała krótko nie przerywając czyszczenia lufy swojego blastera.
- Skoro już wszyscy się znamy to w drogę – rzekł Ganymedes wsiadając do śmigacza od strony kierowcy.
- Pakujcie tyłki. – syknęła Walker do reszty oddziału, który posłusznie wykonał polecenie. Jor wskazał głową Dane, żeby poszła za ich przykładem, a sam usiadł obok Taska.
Truper uruchomił silnik, po czym pchnął stery przed siebie. Pojazd płynnie ruszył naprzód.
- Jedziemy do sztabu generała Covella? – spytał rycerz Jedi.
- Tak jest.


***


- Na obślizgłe łapska Hutta, nie obchodzi mnie pańskie zdanie! To nie Senat, tylko Armia, tu się nie dyskutuje! Proszę wykonać rozkaz!
Covell trzasnął w przycisk na blacie stołu taktycznego i zamknął kanał holograficzny z jednym z oficerów. Na łysej, pooranej bliznami czaszce odbijały się refleksy słońca.
- Sir! – Task stuknął obcasami i zasalutował, a jego ludzie wyprężyli się na baczność.
Generał obrócił się w stronę komandosów.
- A poruczniku, nareszcie ktoś z muma! Spocznij! – powiedział wyraźnie ucieszony, po czym przeniósł spojrzenie na dwójkę Jedi.- Zapewne mistrz Jor i padawanka Dane. Witamy na ostatnim kłaku na tyłku Wookiego.
- Jak sytuacja? – spytał porucznik zbliżając się do mapy republikańskich pozycji.
- Dobrze, że jesteście. Przyda mi się ktoś, kto rzuci świeżym i niezdemoralizowanym okiem na to całe bagno gęste, jak kilometry oceanicznego mułu na Manaanie – powiedział Covell, po czym chwycił stojącą pod stołem butelkę correliańskiej i pociągnął z niej solidny łyk.
- Tutaj – kontynuował wskazując punkt w projekcji topograficznej. – Moi szpiedzy w siłach Separatystów donoszą, że na powierzchnię przeniknął desant ,,ochotników” – w tym miejscu Covell gestem zaznaczył cudzysłowy - z regularnej armii Imperium. Podjąłem decyzję o skróceniu linii obronnych, zanim zdążą posłać ich do walki.
- Kiedy rozpocznie się operacja? – rzucił pytanie Task.
- W sumie jest od paru godzin w toku, ale wszystko idzie strasznie topornie. – Covell nachylił się do porucznika i Jora. – Ludzie nie chcą już tutaj walczyć. Brak im zapału. Ledwo trzymam ich w kupie – wyszeptał.
- Chcę, żebyście rozejrzeli się w okolicy obozu wroga, zobaczyli, co kombinują. – uzupełnił po chwili już normalnym tonem generał.
- Tak jest, sir, rozpoznać. – podsumował Task.
- Sir, mamy przekaz ze sztabu drugiego batalionu. – poinformował Covella jeden z żołnierzy siedzący przy konsolach komunikacyjnych.
- Zgadza się. Odmaszerować. – rzekł tamten.
Truperzy i Jedi wychodząc słyszeli, jak zdziera gardło na kolejny holograficzny wizerunek oficera.


***


Już od kilkunastu minut maszerowali przez las. Wcześniej, lecąc śmigaczem mijali kolumny bezładnie cofających się republikańskich wojsk. Zdezorganizowania masa bez cienia zapału. Pojazd zostawili tam, gdzie kończyły się poprzednie pozycje armii Covella i przecinając usytuowane na równinie linie okopów weszli w gęstą liściastą puszczę.
- Stul dziób – warknęła Gillian na pogwizdującego radośnie Maymiera.
- Wszyscy na tej planecie zaraz strasznie się spinają – odparł tamten.
- Ja ci dam, tępy trepie... – wycedziła Walker i złapała go za krawędzie napierśnika zamierzając się do ciśnięcia nim w zarośla.
- Spokój – uciął Task.
- Wyczuwam dziwne zakłócenia w polu mocy – powiedziała Dane pod nosem przystając.
- Ja też. - potwierdził Jor. – Poruczniku?
Oficer skinął głową.
- Nash, Zapalniczka, skoczcie do przodu i sprawdźcie to – polecił.
Truperzy błyskawicznie ruszyli, a po chwili zniknęli z pola widzenia. Wrócili po kilku minutach.
- Myślę, że powinieneś to sam zobaczyć szefie – skwitował Maymier.
Zwiadowcy poprowadzili oddział jakieś sto metrów przed siebie na stromą skarpę. Task wyciągnął z plecaka makrolornetkę i przystawił ją do wizjera hełmu.
- Na nienażarty baniak Sarlacca. Proszę spojrzeć – rzekł porucznik podając przyrząd Jorowi.
Mistrz Jedi zwielokrotnił obraz pokrętłem na górze urządzenia i skierował je w miejsce wskazane przez trupera. Przez rozpościerającą się pod nimi przestrzeni ciągnęła kolumna złożona z około dwustu imperialnych żołnierzy w czarnych pancerzach, kilku maszyn kroczących, całej masy separatystów i...
- Sithowie – oznajmił Jor, po czym zwrócił się do swojej padawanki: - stąd te zakłócenia.
- Wygląda na to, że są gotowi dużo prędzej niż myślał Covell. – skwitował Task. – Jeśli dopadną teraz naszych to skończy się masakrą.
- Musimy ich powiadomić! – dorzuciła przerażona Dane.
- To nie wystarczy, złotko – odparł Maymier.
- On ma rację – podchwycił doktor Droma. – Cały ciężki sprzęt, amunicja i wiele innych rzeczy jest w taborach, żołnierze są nieustawieni w szyku, nie ma planu, słowem zostaliśmy kompletnie zaskoczeni. Potrzebują trochę czasu. Choćby kilkadziesiąt minut.
- To co robimy? – spytała Dane.
Zapadła cisza. Oczy wszystkich zwróciły się na Taska. Tamten pokiwał głową.
- Gillian powiadom generała – rozkazał. – Nash ty zostajesz tutaj, urządzisz sobie strzelnicę, a ze skarpy masz widok na całą okolicę.
- Ta jest – Maymier niedbale zasalutował, po czym zabrał się do rozkładania swojej snajperki.
- Zapalniczka, rozejrzyj się, gdzie można by porozkładać te twoje zabawki. Droma ci pomoże.
- A my? – wyrwała się padawanka.
Oficer spojrzał na Jora.
- Mistrzu, nie musicie...
- Zostaniemy.


***


Ganymedes zacisnął palce na uchwycie karabinu. Serce waliło mu, jak szalone. Odetchnął głęboko. Trochę lepiej. Przyczajony pod stertą liści czekał. Kilkadziesiąt metrów od niego, ale na wszelki wypadek, gdyby był potrzebny, jakby z tyłu, leżał Droma. Dalej w lewo Gillian z ciężkim samopowtarzalnym blasterem, a nad nią Salin z detonatorem w dłoni i rakietnicą przy boku. Czekali na sygnał od swojego dowódcy. A on nie miał pojęcia, gdzie podziali się Jedi. Z resztą nie zamierzał teraz nad tym rozmyślać. Skoro potrafili siłą woli łamać góry to nie było potrzeby się martwić.
Task spojrzał przez makrolornetkę. Idący na przedzie czworonożny imperialny transporter dochodził do pierwszej linii ładunków ułożonych przez Zapalniczkę. Porucznik głośno przełknął ślinę. Nie było sensu tego odwlekać. Nacisnął przycisk na wbudowanym w płytę nadgarstka komunikatorze. Krótki sygnał, który mówił wszystko.


***


Ładunki eksplodowały na wysokości przednich kończyn maszyny sithów odrywając je od reszty pojazdu. Machina runęła w dół unieruchomiona. Spanikowany kanonier wystrzelił z zamontowanego na przedzie działa prosto w glebę. Energia nie mająca ujścia rozerwała kokpit zabijając pilotów.
Zza wraku transportera wylali się imperialni żołnierze w czarnych pancerzach. Gillian zagrała swoją muzykę. Zalała ich seria błękitnych boltów kładąc pierwszą linię trupem. Przezorny oficer chciał dać komendę ,,padnij”, ale celny strzał Maymiera wypalił pośrodku jego głowy wielką dziurę. Gillian zakreśliła pociskami łuk po raz kolejny zbierając krwawe żniwo. Tym razem imperialni połapali się już bez rozkazu, co trzeba robić i przylgnęli do ziemi prowadząc chaotyczny ogień. Dla widzącego ich z góry Nasha byli, jak gizki na strzelnicy.


***


Wtedy pojawili się sithowie. Jak rozjuszone banthy popędzili do przodu wrzaskiem porywając za sobą żołnierzy. Zapalniczka odpalił kolejną serię ładunków. Ogień zalał niebo i skrył nacierające oddziały przed wzrokiem obrońców. Kiedy opadł, powietrze wypełnił smród spalonego mięsa. Tam, gdzie znajdowali się napastnicy nie było nic... poza sithem tkwiącym za niewidzialną barierą Mocy. Po chwili wyskoczył wysoko w górę i wylądował tuż przed Gillian.


***


Nash zaklął. Sith poruszał się zbyt szybko, a potem zniknął poza jego zasięgiem. Walker była zdana tylko na siebie. Task w pierwszym odruchu chciał do niej popędzić, kiedy kątem oka uchwycił biegnącego już na pomoc Dromę. Porucznik wyskoczył ze swojej kryjówki i dopadł lekarza zwalając go na ziemię.
-Nawet o tym nie myśl. Jak oberwiesz to kto nas połata! – ryknął.


***


Czerwona klinga przecięła w pół samopowtarzalny blaster sierżant. Gillian odskoczyła w tył i wyszarpnęła zza pasa wibropałkę. Sith wyszczerzył złowieszczo zęby i wyciągnął przed siebie dłoń. Truperka oderwała się od podłoża, po czym z trzaskiem wyrżnęła o pień najbliższego drzewa. Półprzytomna Walker osunęła się w dół na czworaka. Splunęła krwią. Sith podszedł do niej, po czym kopniakiem przewrócił ją na plecy. Dźgnął ją w pierś, ale płyta pancerza lekko zniosła klingę i ta wbiła się sporo poniżej serca. Sith zaklął na swój brak przewidywalności i zamierzył się do ostatecznego ciosu.


***


Terras Jor zaatakował z niespodziewaną siłą. Sith nie dał się zaskoczyć i obrócił się, by przyjąć uderzenie, ale sam jego impet odrzucił go kilka metrów w tył. Jedi wykorzystał to błyskawicznie i doskoczył do przeciwnika kreśląc szerokie cięcie. Ten niezdarnie sparował atak, ale stracił równowagę. Jor pchnął klingę przed siebie i wbił ją w otoczone czarną tuniką ciało. Po chwili obrócił się przez ramię i gwizdną przeciągle przyzywając z ukrycia swoją padawankę.


***


Nash oderwał pusty magazynek i założył nowy, po czym pociągnął zasuwę i załadował pierwszy nabój do komory karabinu. Następnie starannie wymierzył i nacisnął spust. Laserowy bolt przeciął powietrze niczym błyskawica i rozerwał szyję nacierającego żołnierza. Maymier odszukał wzrokiem kolejny cel. Wypalił przebijając jednym strzałem dwóch imperialnych.
Tymczasem przeciwnik rozszerzył pole ataku i wprowadził do walki trzy następne maszyny. Zapalniczka załadował rakietnicę i posłał w kokpit jednej z nich pocisk, który pozostawił za sobą białawą smugę dymu. Eksplozja rozerwała metal, rozrzucając wokół śmiercionośne odłamki.
Task i Droma cofali się powoli prowadząc miarowy ostrzał. Zdezorientowany przeciwnik ciągle nie połapał się, gdzie ma strzelać. Duros kątem oka uchwycił Jora i Dane niosących Gillian. Lekarz przypadł do rannej truperki. Wyszarpnął zza paska przenośny diagnozer.
- Co z nią? – spytał Terras.
- Nie za dobrze – odparł Droma.- Sir, musimy ją stąd zabrać! – zawołał do Taska.
- A co z nimi?! – krzyknął porucznik wskazując na nacierającą masę przeciwnika.
Jor stanął na nogi.
- Zostawcie to nam. – powiedział.


***


Lania Dane i Terras Jor zaszarżowali pokonując biegiem dystans dzielący ich od wroga. Padawanka zakręciła nad głową młynek i zatoczyła koło mieczem zabijając kilku imperialnych.
- Lania! – zawołał ją Jor i wskazał na nadciągającą machinę kroczącą.
Dane skinęła głową na znak zrozumienia, po czym doskoczyła do swojego mistrza, by osłaniać go przed napastnikami. Terras wyłączył błękitną klingę, a następnie wyciągnął przed siebie ręce. Maszyna stanęła, zachwiała się, a po chwili zwaliła się w tył.
Zapalniczka ze swojego ukrycia wystrzelił kolejną rakietę, a ta uderzyła w bok jednego z transporterów rozrywając go na strzępy. Salin pomacał plecak – był pusty.
- To by było na tyle, jeśli chodzi o fajerwerki – rzucił niepocieszony pod nosem i sięgnął po zawieszony u pasa blaster.


***


- Ej, konserwy.
Droma i Task niosący Walker stanęli.
- Idź dalej. – rozkazał porucznik. Duros skinął głową zarzucił sobie na bark ramię sierżant.
Ganymades obrócił się posyłając kilka błyskawicznych strzałów przed siebie. Sith sparował je i dopadł do oficera. Ten złapał przeciwnika za nadgarstek ręki, w której trzymał broń i wymierzył w jego twarz blasterem trzymanym w drugiej dłoni. Tamten użył Mocy i odrzucił miotacz w zarośla. Task zrobił użytek z hełmu i wyrżnął głową w czoło Sitha, po czym silnym ciosem wytrącił mu miecz. Napastnik oszołomiony cofnął się o pół kroku, ale po chwili uderzył w bok trupera tak mocno, że pękła płyta pancerza. Task zawył z bólu. Sith kopnął go w brzuch i trzymając za klamry napierśnika cisnął nim w bok. Sekundę później wyciągnął rękę i przywołał do siebie swoją starożytną broń. Oficer stanął na nogi i wyszarpnął zza pasa wibronóż i wibropałkę.


***


Kiedy Dane zabiła ostatniego impierialnego żołnierza stanął przed nią chłopak w skompletowanym z różnych elementów mundurze separatystów. Nie miał anonimowej maski, jaką był czarny hełm, ale ludzką twarz i to wściekłą. Lania zawahała się z uderzeniem. Tamten też chyba zwątpił widząc kobietę. Natomiast Mistrz Jor nie miał skrupułów. Głębokim pchnięciem przebił krtań wroga zabijając go na miejscu. Padawanka rzuciła mu szybkie, pełne wyrzutów spojrzenie. Terras zignorował je kontynuując swój taniec śmierci. Natomiast Dane trwała bez ruchu. Jakiś sep podniósł blaster na wysokość oka i wycelował w nią. Jor przypadł do niej, popychając ją za wrak jednego z transporterów.
- Lania! – ryknął. – Lania!
- Mistrzu? – spytała nieobecnym głosem.
- Nie ma emocji, jest spokój. – powiedział.
Dane otrząsnęła się i wbiła w niego wzrok.
- Spokoju nie odzyskam już nigdy. – odparła pełnym bólu tonem i ze łzami ściekającymi po policzkach rzuciła się w wir walki.


***


Task zaatakował pierwszy. Sith uniknął wyprowadzonego nożem natarcia, ale pałka złamała mu lewą rękę na wysokości nadgarstka.
- Slimo! – wrzasnął.
- Twoja matka – syknął truper.
Rozjuszony Sith zamłócił mieczem i ciął w poprzek. Był jeszcze szybszy. Czerwona klinga przecięła pancerz na wysokości brzucha i drasnęła udo. Ciężko ranny porucznik runął na ziemię.
Przeciwnik skoczył na niego podnosząc miecz do góry. Wylądował tuż nad Taskiem i ... zamarł. Przekrwione oczy patrzyły z niedowierzaniem w wyjące z cierpienia źrenice trupera. Ostrze noża weszło w ciało aż po rękojeść tuż pod brodą Sitha.
- Giń ścierwo – warknął Task.


***


Wtedy zagrała orkiestra. Niebo zalśniło od błękitnych pocisków, a las zaroił się od republikańskich żołnierzy. Task słyszał w komunikatorze hełmu, jak Zapalniczka i Nash drą się z radości na widok odsieczy.
- Leż spokojnie. – powiedział medyk polowy zdejmując mu osłonę głowy i wstrzykując w szyję dawkę leku przeciwbólowego.
- Przecież leżę – odparł Task.
- Racja – zaśmiał się sanitariusz. – Nosze!


***


Dane siedziała na osmalonym pniaku. Republikańscy żołnierze znosili ciała zabitych przeciwników na jeden wielki stos. Otulona wojskowym kocem popijała ciepłą zupę z wojskowego kubka. Kilka metrów od niej Terras Jor rozmawiał z Covellem. Generał sporo gestykulował, mówił coś o wielkim sukcesie, kontrofensywie zamiast odwrotu. Jedi słuchał kiwając głową i wtrącając swoje co nieco od czasu do czasu. Po paru minutach jakiś sztabowiec dopadł do Covella i ten przeprosił Jora. Terras podszedł do Dane i przysiadł na skraju.
- Jak się trzymasz? – spytał.
- Dobrze – odparła, ale po chwili dodała: - W sumie to nie, niedobrze. Nie rozumiem Mistrzu tego wszystkiego. Przecież ta planeta jest w rękach skorumpowanych bestii utrzymywanych u władzy przez Republikę. Ci ludzie – wskazała palcem na stos martwych separatystów – walczą o sprawiedliwość z Republiką, a Sithowie...
- Wróg mojego wroga jest moim przyjacielem – przerwał jej Jor.
- No właśnie. I nie rozumiem, jak przekupując miejscowe szumowiny, broniąc tych bydlaków, zabijając ludzi walczących o słuszną sprawę służymy Jasnej Stronie Mocy.
- Zdarza się, że droga do światła wiedzie wśród ciemności. Ale masz rację, czasem musimy dokonywać wyborów, które zmuszają nas do zadania sobie pytania o sens podziału na Jasną i Ciemną Stronę Mocy. I musimy się nauczyć z tym żyć.
- Wiem – powiedziała Lania wstając i ruszając w stronę lasu. – Tylko nie wiem, czy ja tak potrafię.



Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 7,75
Liczba: 4

Użytkownik Ocena Data
Nevil Catcher 10 2011-04-11 19:14:55
Jedi1995 10 2010-01-22 15:22:11
Elendil 8 2010-01-15 18:08:27
Jaro 3 2010-12-27 22:08:03

Tagi: Fanfik / opowiadanie (254)

Komentarze (2)

Powiem szczerze, że niespecjalnie przypadła mi do gustu ta historia. Po pierwsze i najważniejsze: jest zdecydowanie zbyt chaotyczna. "Tu skoczył, tam strzelił, gdzie indziej zamachnął mieczem"... no po prostu straszny mętlik się w głowie robi. Oczywiście epika to nie jest najlepsza forma, jeśli chodzi o opisywanie walk czy jakiejkolwiek szybszej akcji - to raczej działka komiksu czy filmu. Naturalnie można to przeboleć, jeżeli wspomniane opisy nie są za długie i czemuś służą. Tutaj są zarówno zdecydowanie zbyt rozwlekłe, jak i wprowadzone chyba tylko na własny użytek. Po prostu nie wiadomo, co właściwie chciałeś przekazać: końcowe wzmianki o Republice wspierającej skorumpowane rządy (jak USA na zimnej wojnie), co mogłoby w pewien sposób odbrązowić ten niezachwiany monolit dobrego rządu stojącego na straży prawa i sprawiedliwości w galaktyce, nie mają w tekście żadnego poparcia, w żaden sposób podane praktyki nie są ukazane. Niestety na plus nie zaliczę również umiejscowienia akcji w realiach TOR, które są przynajmniej w mojej opinii sztampowe i wtórne. Do tego dochodzą zupełnie bezbarwni bohaterowie i liczne błędy stylistyczne, ortograficzne i interpunkcyjne. Niestety - tylko 3/10. Przepraszam, że aż tak surowo, ale zwyczajnie mi się nie podobało. :(

Naprawdę , wyśmienite pod każdym względem - jedi , sithowie , zołnierze republiki i imperium . Tego mi było trzeba

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.