Komiksy

Invasion: Rescues


Tytuł oryginału: Invasion #6-11: Rescues
Tytuł TPB: Invasion Volume #2: Rescues
Scenariusz: Tom Taylor
Rysunki: Colin Wilson
Litery: Michael Heisler
Kolory: Wes Dzioba
Okładki: Jo Chen
Tłumaczenie: brak
Wydanie USA zeszytowe: Dark Horse Comics 2010
Wydanie USA zbiorcze: Dark Horse Comics 2011
Wydanie PL: brak

Uwagi: W Stanach w nakładzie 1000 kopi pojawiła się edycja specjalna numeru pierwszego Rescues z alternatywną wersją okładki.


Recenzja Lorda Sidiousa

Na drugi tom Inwazji nie czekałem już z niecierpliwością. Raczej z recenzenckiego poczucia obowiązku. Refugees ustawił poprzeczkę na tyle nisko, że nie spodziewałem się wiele po kontynuacji tego komiksu. I chyba to jest najlepszy sposób na jego czytanie. To nie jest „Nowa Era Jedi” tylko jakieś popłuczyny po niej, ale też jest fajnie.

Fabularnie mamy właściwie dwie poziomy odniesienia względem NEJ. Pierwszy to nie wchodzenie w szczegóły, a w klimat. Mamy Yuuzhan, Yammoski, gruchiny, villipy i mnóstwo elementów z tej ciekawej i bogatej historii. Taylor napisał to tak, byśmy weszli w świat, w który znamy, i mogli się cieszyć wszystkim, co jesteśmy w stanie sobie przypomnieć. Jest tego dużo, przez to czuje się ten ogrom. I ten ewokujący nastrój komiksu to chyba najlepsza rzecz, jaka mogła mu się przytrafić. Nie wiem czy przypadkiem nie jest to najlepsze dzieło, jakie Taylorowi dotychczas udało się stworzyć, ale głównie dzięki temu, że brnie w NEJ. I czerpie z niego jak tylko może. Wszystko co wpadnie w ręce scenarzyście jest wykorzystane. To mi się bardzo podoba.

Jest jednak i druga strona medalu. Wchodząc z butami w cudzą historię, trzeba umieć zachować pewne proporcje. Dla mnie ideałem jest tu Ja, Jedi Michaela A. Stackpole’a, której akcja dzieje się w ramach trylogii Akademii Jedi Kevina J. Andersona, ale jednocześnie potrafi ukazać własną historię, nie burząc poprzedniej. Na ile się to Taylorowi udało? No i tu zaczynają się schody. Scenarzysta czerpie garściami z oryginału, ale jednocześnie próbuje wciskać swoje postaci wszędzie, gdzie tylko może. Dobra, Corran też był tylko biernym obserwatorem wydarzeń w Akademii, ale tu powoli zarówno Finn jak i jego rodzina, w ogóle przestają już być zwykłymi uciekinierami z królewskiego rodu. Stają się superbohaterami, o nadludzkich możliwościach, nawet jak na Jedi w przypadku Finna. Zgoda, nie jest to jeszcze problem z kanonem, ale logika niestety zaczyna tu już wysiadać. Bo skoro Finn jest tak wspaniałym i utalentowanym Jedi i wojownikiem, to czemu brakuje go w najważniejszych wydarzeniach NEJ? Pewnie będzie w kolejnych tomach komiksu, ale galaktyka o nim nie słyszała z innych źródeł. Dlaczego? W końcu to on staje się tu prawdziwą nadzieją. To niestety jest dość duży błąd w konstrukcji tak fabuły jak i postaci. Komiks pięknie broni się sam, ale jednocześnie zaczyna szwankować w zestawieniu z resztą.

Oczywiście, możemy mieć nadzieję, że to szwankowanie to problem przejściowy, ba celowy. Zresztą Taylor zrobił pewien świetny wkręt fabularny, pokazując nam sterowanie yammoskiem przez jedną z postaci. Sam potrafił się z tego wybronić, choć przyznaję, że w pierwszym momencie zastanawiałem się, czy aby na pewno dobrze odrobił swą lekcję.

Wciąga także fabuła, która wykorzystuje w Yuuzhanach to, co mi się podobało najbardziej. Dezinformację, szpiegowanie, spiski. Większość Vongów może być wojownikami, ale Shimmra nigdy nie opiera się jedynie na sile fizycznej. Wroga należy niszczyć od środka. I tu to pięknie widzimy. Sama akcja dzieje się trójwątkowo. Oczywiście Finn, jako Jedi odgrywa pierwsze skrzypce. Najbardziej chyba szkoda wątku jego ojca, Caleda i walk partyzanckich. Chyba wolałbym, aby właśnie większy nacisk był położony na tę część, gdyż dużo łatwiej to pogodzić z NEJ. Jest też wątek królowej Niny i księżniczki Kaye, które przebywają w Yuuzhańskiej niewoli. To pozwala spojrzeć na wojnę jednocześnie z kilku perspektyw, a przeskoki między wątkami sprawiają, że ta opowieść zaskoczyła.

Najgorzej z wszystkiego prezentuje się warstwa wizualna. Colin Scott niestety nie potrafi wykorzystać możliwości jakie dostaje. Yuuzhanie to prawdopodobnie jedna z najciekawszych do rysowania/malowania ras, pozwalająca artyście na własną inwencję, dając duże pole do popisu. Rysunki są poprawne, jednak nie zachwycają. Dawać Wheatleya, Duursemę lub Scalfa! I oczywiście mamy znak rozpoznawczy Taylora, strona prawie identycznych kadrów.

Wracając po latach do NEJ, mogę tylko dodać, że ten komiks wciąga, głównie klimatem i ciekawie prowadzoną fabułą. Owszem budzi pewne wątpliwości, ale póki co, uważam, że Taylorowi należy dać szansę się wykazać. Bo wygląda na to, że mogąc pisać dłuższą serię, scenarzysta ten sprawdza się o wiele lepiej niż w pojedynczych historiach. Przyznaję, że dla ortodoksyjnych fanów „Nowej Ery Jedi”, niektóre elementy mogą być trudne do przełknięcia, ale ja na razie czekam na trzeci tom nie tylko z recenzenckiego obowiązku. Liczę na to, że dalej seria jeszcze bardziej się rozkręci.


Ocena końcowa
Ogólna ocena: 8/10
Rysunki: 5/10
Klimat: 9/10
Rozmowy: 6/10
Opis Świata SW: 8/10


Temat na forum
Okładka wydania zbiorczego:

Alternatywne okładki

Pełne okładki:




Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 7,60
Liczba: 5

Użytkownik Ocena Data
Ludwik 8 2017-05-07 22:11:15
Master of the Force 8 2012-03-19 18:11:43
Lord Sidious 8 2011-07-12 22:09:50
Stele 7 2012-03-11 23:31:37
Bolek 7 2011-09-22 09:54:15

Tagi: Colin Wilson (14) Dark Horse Comics (594) Invasion (4) Michael Heisler (110) Tom Taylor (8)

Komentarze (1)

Invasion to bardzo sympatyczna seria.

Nie jest to arcydzieło, ale osadzenie tego komiksu w czasach NEJ, to bardzo fajny (i w sumie odważny - po tylu latach) zabieg.

Autorzy naprawdę sporo czerpią ze świata NEJ, co widać, gdy prezentowane są technologie Vongów. Fajnie to wychodzi. Dobrze też pooglądać postaci drugoplanowane - Jacena, Jaine, Skywalkera. Faktem jest to co mówi LS, czyli fakt, że ród głównych bohaterów wyrasta na niesamowitych herosów i przełomowych graczy wojny, a w książkach tego nie ma. Mam nadzieje, że w ostatnim tomie serii jakoś to utną.

Wydarzenia z tego tomu bardzo ciekawe: szczególnie emocjonujące są wydarzenia powiązanie z Kaye, czyli odbijanie więźniów z niewoli Vongów. Autorzy fajnie pokazują, że Nowa Republika nie jest taka święta, jak zwykle się to prezentowało. Bardzo dobrze jest przedstawiony dramat walki z przemienionymi mieszkańcami Galaktyki - fajnie się odczuwa grozę tej wyjątkowej - jak na SW - wojny. Tożsamość królowej szokująca i niespodziewana jak dla mnie, jestem bardzo ciekaw tego wątku w kolejnym tomie. Czekam na wyjaśnienia. :D

Też zgadzam się z LSem jeżeli chodzi o ucięcie wątku króla i partyzantki. Bardzo fajnie się to zapowiadało i dosyć szybko zniknęło. Finn za to bardzo mnie intryguje ze swoim wyczuwaniem Vongów oraz tym dziwnym zdarzeniem z końca tomu. Postać z holokronu okazuje się bardzo kontrowersyjną i interesującą osobą. Bardzo mi się podobała rozmowa z jego podwładnymi/asystentami (?) gdzie widać, że kompletnie nie ogarnia - uśmiałem się. Zobaczymy co z tego wyniknie.

Rysunkom można trochę zarzucić (zwłaszcza kiepskie rysowanie Vongów), ale tak na dobrą sprawę to mi się podobają. Chociaż może to kwestia kolorów. Niemniej jednak nie męczę się przy nich, jak przy rysunkach z wielu innych komiksów spod znaku SW.

8/10

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.