Książki

Zasadzka na Korelii

Autor: Roger McBride Allen
Orginalny tytuł: Ambrush at Corellia
Wydanie PL: 1999 Amber
Wydanie USA: 1995 Bantam Books
Przekład: Andrzej Syrzycki
Ilustracja na okładce: Drew Struzan
Stron: 352
Cena: 24,80
Druk: Findir. S.r.o., Cesky Tesin





Leia Organa Solo wraz z mężem i dziećmi leci na Korelię, by spędzić tam wakacje, a potem wziąć udział w konferencji poświęconej problemom rozwoju handlu. Nie wie, że pięć zamieszkanym światom systemu grozi wojna domowa. Władzę na planecie przejmuje fanatyczny przywódca rebeliantów, ktory stawia Leii niemożliwe do spełnienia ultimatum...

Recenzja jedI
Nigdy chyba jeszcze nie czytałem tak zróżnicowanej książki, w niektórych miejsach przypomina opowieść w stylu młodzieżowej nowelizacji AOTC lub serii Młodzi Rycerze Jedi natomiast, gdzie indziej można ją porównać do serii o przygodach Hana Solo.

Fabuła to przemieszanie najróżniejszych (miejscami śmiesznych wręcz) wątków, które tworzą niezbyt zachęcający wstęp do całe jtrylogii. Napewno tym co trzeba tutaj wyróżnić jest wątek konferencji handlowej i równolegle rozwiającego się z nią zagrożenia, gdyby tego nie było cała książka byłaby po prostu epizodem z codzienności weteranów wojny domowej.

Opis świata SW stoii tutaj na dosyć niskim poziomie literackim, wogóle nie wciąga a miejscami wręcz nudzi. Należy jednak pochwalić autora za wiarygodne opisanie Korelii, tym samym przyczynił się on do wykreowania kolejnej wspaniałej planety.

Rozmowy i walki to chyba najsłabszy punkt tej pozycji. O ile to pierwsze jest jeszcze momentami ciekawe i wciągające (zwłaszcza kwestie Hana) o tyle dobrych opisach walk można zapomnieć.

Mankamentem książki jest też brak klimatu. Być może jest to spowodowane tym, że nie często mamy okazję czytać w książce o wakacjach bohaterów czy innych dosyć prozaicznych (nie zdradze szczegółów) perypetiach, dla mnie wygląda to tak jakby ktoś najpierw wymyślił fabułę a potem wsadził do niej bohaterów z Gwiezdnych Wojen. Klimat tej książki nie istnieje !!

Podsumowując, jest to mierna pozycja tylko dla najbardziej wytrwałych, absolutnie nie zachęca ona do zapoznania się z całą trylogią. Ważne aby nie rezygnować po nudnym początku, i brnąć w odległą glakatykę...

jedI



Ocena końcowa
Ogólna ocena: 2/10
Klimat: 0/10
Rozmowy: 2/10
Opis świata: 3/10
Opis walk: 1/10



Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 5,37
Liczba: 43

Użytkownik Ocena Data
Raham Kota 10 2010-10-06 17:22:38
krysiron 10 2007-05-27 00:14:21
Kyp Durron 10 2005-07-05 13:57:34
Oyabun 9 2012-05-01 08:51:25
Winters 9 2007-04-04 14:23:40
Gavin 9 2004-10-15 20:41:01
Stele 8 2011-11-09 15:57:28
Payback 8 2010-06-24 23:44:05
Threadgoode 7 2010-04-02 19:57:19
Pawos 7 2009-06-07 14:54:05
malakai 7 2007-04-16 22:18:38
SALVO 7 2006-09-27 14:14:46
Noachen 7 2004-07-20 21:15:38
parasol 6 2016-03-09 18:52:35
Mark Swayze 6 2015-10-30 18:27:59
Petru Kashin 6 2013-04-15 23:19:10
TomaszVI 6 2012-02-19 20:55:09
Nomi Skywalker 6 2010-02-13 15:11:58
Wolf Skywalker 6 2010-02-07 14:39:54
Mistrz Seller 6 2008-01-04 14:36:30
Freed 6 2004-05-29 22:13:06
Jedi-Lord 5 2009-02-01 13:28:56
Boba Fett Hunter 5 2008-07-02 14:36:33
Lord Sidious 5 2006-10-08 08:59:23
Asturas 5 2004-11-07 14:29:49
JORUUS 5 2004-05-11 21:25:40
Rusis 4 2009-08-19 18:36:55
Hialv Rabos 4 2007-04-26 23:18:51
Alex Wolf 4 2007-03-20 17:00:43
Shedao Shai 4 2005-10-01 13:02:38
Sky 4 2004-10-13 15:22:38
young power jedi 4 2004-09-15 13:40:48
Mara_sky 4 2004-05-27 20:28:14
bmw830 3 2015-06-14 18:04:36
Wix Skywalker 3 2010-06-17 20:24:02
Marcus Fenix 3 2009-08-02 21:38:35
Ricky Skywalker 3 2005-07-24 13:07:50
Wolf Sazen 2 2011-05-15 20:50:40
Yeleniu 2 2006-05-16 19:32:58
Nadiru Radena 2 2004-05-14 17:20:49
Switch 2 2004-05-12 18:49:00
Apokalips 1 2013-02-16 18:56:44
Adam Vader 1 2005-02-26 10:25:28

Tagi: Amber (199) Andrzej Syrzycki (71) Bantam Books (73) Drew Struzan (34) Roger McBride Allen (3)

Komentarze (30)

Też zdarzało mi się opuszczać całe strony praktycznie. A nieudane (lądowanie) Kalendy to już jakieś przegięcie było. :( Tyle stron ...

Jezu... Ta książka to jakiś koszmar! Czytałem już wieeele książek SW. Po Dzieciach Jedi, Planecie Zierzchu i serii o Landzie myślałem, że na nic gorszego nie trafię, a tu... niespodzianka. Czytając tą książkę z dwa razy zemdlałem, i raz zbierało mi się na pawia. Jak przez blisko 30 stron można opisywać lądowanie jednego statku?! Pierwszy raz mi się zdarzyło, żebym w trakcie czytania opuszczał jakieś strony czy nawet rozdziały(!).

to jest właśnie bardzo dobra pozycja kolejny raz przekonałem się, że oceny tutaj są nic niewarte, jakim cudem ta książka niby ma 0 klimatu a tacy szturmowcy śmierci 7 ???? już nei wspomne o mocy wyzwolonej,fakt niektóre opisy sie przedłużają, ale intryga i polityka jest ciekawie opisana

Wielbiciela Basi H. ciąg dalszy. Koreliańska też mi się podoba. To co dla większości jest nudą, mnie urzeka przedstawieniem życia codziennego. Pół książki to problemy weteranów GCW w odnalezieniu się w nowej rzeczywistości. Dla ciągłości lepiej byłoby umieścić Nową Rebelię i Koreliańską po Ręce Thrawna, ale to i tak lekkie zgrzyty.
Han tęskni za dawnymi czasami, co przekłada się na miłość do Sokoła, porównywalną z miłością do własnych dzieci. Doskonale to potem widać w nejce i żałobie po Chewiem a Anakinie. No i ta hipokryzja pana generała z nielegalnym statkiem.
Leia radzi sobie z dziedzictwem Jedi, a nawet ćwiczy offscreen. Nie wiem poco jej nowy miecz, skoro ciągle ma stary, co jest tu nawet zaznaczone, i w dodatku go używa, więc takie gesty ze strony brata wydają się zbędne. Że kura domowa? Jeden rodzinny posiłek dziennie to dla was a dużo? Może powinna oddać dzieci do adopcji i przykuć się do mównicy? Leia jest tu niezwykle silna i zdecydowana. Na wszystko ma czas, nie zmaga się z Alderaanem, Vaderem, własnymi dziećmi, natłokiem obowiązków przywódczyni NR. Gdy trzeba się rozdzielić, ani chwili się nie waha. Pozwala Hanowi ryzykować życie i zostawia dzieci z Chewiem.
Luke wciśnięty na siłę. Zamiast lecieć z Landem mógłby wracać na Yavin 4 i robić co do niego należy. Jego rozmowa z Mon Mothmą była w sumie dość mądra, ale niestety to tylko czcze gadanie wobec zaleceń redaktorskich serii. Że przegrał sparing z siostrą? Hej, to czasy Banthama. Tu Luke'a trzeba obić i połamać przed jakąkolwiek walką. To nie jest Wielki Mistrz z LotF. Walka rozpisana dobrze i wynik wydał mi się wiarygodny.
Lando się żeni. Facet już koło pięćdziesiątki ma prawo mieć dość samotności i ciągłego tracenia swoich przedsiębiorstw. Szkoda że znam zakończenie i że wciśnięto tam Luke'a na przyzwoitka, ale przynajmniej droidy mogły się wykazać w tym wątku. W sumie to chyba najlepsze co z nimi można zrobić - wcisnąć Lando albo jakiemuś napotkanemu chłopakowi. Mają przygody, a nie dostajemy nudnych już zmagań Hana ze złotą sztabą.
Dzieci Solo zbyt dojrzałe? Przecież bliźniaki mają już po dziesięć lat. Można wymagać od nich pewnej samokontroli. Może najbardziej doskwiera, że nie mają tu wiele do roboty? Wątek całej trójki został skupiony na Anakinie, który jest tu dzieckiem autystycznym. Chyba aż przeczytam co najmniej jeden tomik YJK, dla przekonania się jak go tam przedstawiają i czy dopiero wpływ Tahiri uczynił z niego przeciętniaka rozwojowego.
Kalenda. Co o niej napisać? No niestety wiele nie można. W przeciwieństwie do Thrackana, którego tu jeszcze wiele nie ma, nic o niej nie wiemy. Spędziłem z nią 25 stron podczas rozbijania się na Korelii i wiem jedynie, że jest agentką NRI! Jaki jest sens prowadzania nowej postaci i nie nakreślenia jej przeszłości, powiązań, charakteru, zwłaszcza jak ma się na to miejsce. I jak już jesteśmy przy lądowaniu, to mamy tu jedyny absurd książki. Kalenda skacze przez planetę, a przynajmniej tak to zrozumiałem. No i ŁUBU-DUBU, ŁUBU-DUBU. ;)

Jeszcze co nieco o wątku głównym, czyli ruchu separatystycznym. W czasach przed prequelami i LotF, było to coś niezwykle świeżego. Uwielbiam czytać o drugim Imperium, tj NR, która nie pozwala na wystąpienie pod groźbą blokady i okupacji zbrojnej. Gdzie ta wolność ja się pytam?
Centerpoint jako kolejna superbroń na razie nie razi. W tym tomie jeszcze nie wiadomo nawet że to stacja odpowiada za tą supernową.

Oprócz pozornej codzienności i dobrego, moim zdaniem, przedstawienia rodzinki Solo, muszę pochwalić również nawiązania do EU. Może nie ma ich tu na kopy, ale wszystkie wpasowują się w akcję i nie sprawiają wrażenia wymuszonych, jak to niekiedy bywa.
Opisy sektora Koreliańskiego (niekiedy z nieznanych mi przyczyn nazywanego systemem, mimo że mowa była o innych planetach) złe nie były, ale lekko zgrzytają z moją wizją systemu. Choćby niewspomnienie CEC mnie boli. Tu wychodzi prawie tak źle, jak Wojny Łowców i Kuat.
Najbardziej drażnił mnie jednak jeden mankament tłumaczenia. Pociechy to, pociechy tamto... Tyle innych określeń na dzieci w języku polskim istnieje, a pan Andrzej musi w narracji co drugie zdanie wciskać te pociechy?

Na co tu jeszcze wybrzydzaliście?
"lot na Korelię z Coruscant trwa cztery dni" A dlaczego nie? Jest wyraźnie zaznaczone, że nie korzystano z pełni mocy hipernapędu 0.5. Kilka postojów w kolejce do odprawy i już dni lecą. Jestem przeciwnikiem systemu "w pół godziny na Alderaan".
"cała flota NR po prostu wyparowała" Nie cała, tylko ze dwie stacjonujące w okolicy. Podczas lektury byłem przekonany, że dzieje się to po pakcie Pellaeon-Gavrisom, co uzasadniałoby demobilizację. A że wcześniej, to trzeba tłumaczyć się Garmem dobijającym warlordów Jądra i Ackbarem na podjazdach z Giladem. Mam nadzieję że tom drugi jakoś dobrze uzasadni ściąganie pomocy z Bakury, choćby brakiem łączności i polem interdykcyjnym, więc ustosunkuję się jeszcze do tego problemu.

Nieszczęsny Rogerze co żeś uczynił. Z chwilowego braku innych książek postanowiłem sięgnąć po trylogię koreliańską, która już jakiś czas leży sobie u mnie na półce. Nie zdawałem sobie jednak sprawy, że tak ciężko będzie skończyć już pierwszy tom. Generalnie można o tej powieść że jest słaba. Bardzo słaba. A oprócz tego niesamowicie nudna. Dawno już nie widziałem tak długiego wstępu. Zanim nasi bohaterowie dotarli na Korelię minąłem już połowę książki. Jestem w stanie wybaczyć autorowi taki zabieg jeśli wcześniej dzieje się coś ciekawego, a nie jeśli katastrofa statku jest opisana na 30 stronach! O zgrozo! Jest to zdecydowanie najgorszy opis jaki kiedykolwiek widziałem w jakiejkolwiek książce. Oprócz tego jest cała masa innych głupot i niedorzeczności. Luke przegrywa pojedynek z Leią. Wielki Mistrz Zakonu przegrywa pojedynek z kimś kto trenuje od czasu do czasu ze zdalniakiem. Po prostu pięknie. Oprócz tego z braku innych ciekawych zajęć służy jak przyzwoitka dla Landa. Gdzie w tym czasie jego siostra zachowuje się jak kura domowa, podczas gdy to jej mąż o wszystkim decyduje. Nie wspominając już o tym, że lot na Korelię z Coruscant trwa cztery dni, a cała flota NR po prostu wyparowała. Jednak żeby oddać pełnię sprawiedliwości trzeba przyznać, że autorowi jednak coś się udało. Mianowicie chodzi o opis i przedstawienie całego systemu koreliańskiego, wraz z sytuacją jak tam panuje, rasami jak zamieszkują te planety. Szkoda tylko,że to jedyny plus pierwszego tomu trylogii. A trzeba jeszcze przebrnąć przez dwa tomy. 2/10

Skompletowanie całej Trylogii Koreliańskiej skłoniło mnie do odświeżenia sobie powieści SW autorstwa Rogera McBride Allena. A że nie miałem jeszcze okazji wystawić tym książkom stosownej oceny, nadeszła na to odpowiednia pora.

"Zasadzka na Korelii" przynajmniej na początku lektury nie zachęca do zapoznania się z całą trylogią. Styl pisania autora jest niesamowicie rozwlekły, ponadto McBride Allen zajmuje się opisywaniem mało istotnych dla dalszego biegu akcji sprawami. Apogeum tego stylu osiągnął w "epickim" rozdziale, gdzie opis lądowania statku na Korelii zajął mu niemal 30 stron. Później jest już troszeczkę lepiej, chociaż akcja posuwa się niewiele do przodu. Pojawiają się nawet ciekawe opisy Korelii, konfliktów rasowych i sytuacji politycznej planety. Dopiero ostatnie 25 stron, gdzie opisane jest powstanie na Korelii potrafi naprawdę wciągnąć.

W książce nie znajdziemy wielu momentów dynamicznej akcji, dość wspomnieć, że Luke używa miecza jeden jedyny raz podczas ćwiczeń z Leią (absurdalnym pomysłem jest czerwony miecz świetlny podarowany Leii). Postać Luke'a sprowadza się w tej książce do roli przyzwoitka, który pomaga szukać żony Carlissianowi. Całość ratuje postać Hana Solo. Pojawiają się też ciekawe postacie Ebrihima i Q9-X2. W nielicznych momentach czuć klimat Starej Trylogii, jednak książka jest tylko przeciętnym średniakiem, która pozostaje zbyt długim wprowadzeniem do kolejnego tomu trylogii.

Ocena: 6/10

Lepsze od Selonii, Centerpointu nie czytałem. Ogólnie nawet fajna książka, ale ma sporo wad. Ciekawy wątek Landa, trochę dziwnie przedstawione dzieci Lei. 7/10

Jedi-Lord przyznaje racje Jacen i Jaina sa tu przedstawieni na poziomie mojej pani z angola(24 lata)a poza tym niezle tylko trochę...hmm dretwo

Przeczytalem w tydzien no i co mozna o tej ksiazce powiedziec? W kazdym razie raczej malo dobrego. Opisy sa zbyt dlugie i bez dynamiki. Postacie sa sztywne i blade a Jacen i Jaina na poziomie intelektualnym dwuciestolatkow. Mimo wszystich niedosiagniec ksiazke sie czytalo jednak dosc przyjemnie i w ostatniej czwartej wreszcie sie cos zaczyna dziac.

W sumie nie latwo jest ja ocenic. Daje 4,5/10.

Ukłon w stronę gostka o ksywie <Yeleniu>... nic dodać nic ująć.
No, może tylko tyle: Boże, widzisz i nie grzmisz?!

ja nie moge... tą książkę czytałem jakieś 2 lata. Normalnie 10 stron w tydzień, a potem miesiąc rehabilitacji psychicznej. Dopiero dzisiaj mi się udało ;-)
Powiem krótko:
-dynamika jak w kryształowej gwieździe
-intryga jak w planecie zmierzchu
-klimat jak w młodych rycerzach jedi
-bohaterowie jak w skylarku
zaorać :-)

Całkiem przyzwoita książka, ciekawie napisana (ja się wcale nie nudziłem).Bardzo śmieszny wątek Landa. 8/10

Ehhhh, trudno ocenić tę książkę. Na pewno nie jest to pozycja, którą poleciłbym osobie dopiero rozpoczynającą swoją przygodę ze SW. Pomysł bardzo fajny, ale realizacja, to pasmo niedociągnięć. Największy mankament? Chyba przeciąganie wątków. Aż prosi się, aby początek i środek tej powieści skrócić, np: wspominany lot Kalendy, który swoją drogą, był najsłabszym rozdziałem. Nadzieja powraca wraz z rozwojem zamieszek na Korelii. Właściwie od tego momentu powieść zaczyna robić się ciekawa. Niestety, jak książka zyskuje tendencję zwyżkową, to wkrótce "Zasadzka" się kończy. Wystawię 4/10, ale tylko dla tego, iż końcówka trochę nadrobiła za początek i środek powieści.

Jedna z moich ulubionych pozycji 9/10

Nie przesadjcie. Nie było aż tak żle. Istnieją o wiele gorsze książki. Mnie w niektórych momentach nawet zaciekawiła. Stawiam 7/10.

mimo wszystko jestem pełen podziwu dla autora-tak nudną książkę nie każdy jest w stanie napisać

Fajna. Mnie się podobała choć miejscami nudnawa ;P

Nie no, nie było aż tak źle... chociaż drugi raz tego na pewno nie przeczytam.

Jedynym, co tu jest dobre, jest to, o czym wspomniał Kyp - opis upadłego społeczeństwa Korelii. Model białoruski, można rzec ;)
Poza tym, to jeśli którąkolwiek książkę z SW można nazwać dziełem grafomana, właśnie ta kandyduje do tego miana. 25 stron lądowania Kalendy na Korelii... koszmar... ten razdział zajął mi 3 dni :|
Leia gotująca kolację... faaajnie, zapracowana przywódczyni NR poświęca godzinę na przygotowywanie posiłku. Świetna myśl, nie powiem...
Kolejny bug, to dysproporcja między bliźniakami a Anakinem. Różnica trochę ponad roku, aukazane to jest, jakby dzieciaki dzieliło conajmniej 5 lat...:|
4 dni lotu z Coruscant na Korelię... też pomysł...

Ogólnie 3/10. Najniższa ocena książki SW jaką w życiu wystawiłem...

najlepsza z całej tej strasznej trylogii której jedynązaletą jest że nie miesza specjalnie w EU (jak gówniasty kryzys czarnej floty z matką luke). Bardzo dobrze opisane upadłe społeczeństwo narastanie napięcia społecznego i walenie się legalnego rządu oraz przejecie kontroli przez ekstremistów. To moze zdarzyć się i u nas.

Czytać tą książkę, to jak wejście do szamba- WYJŚĆ KIEDYŚ Z NIEGO TRZEBA!!!

Właśnie ją czytam. Jak ja się z tym męczę. Dobry pomysł ale fatalne wykonanie. Autor dostał pozwolenie na trylogię, ale mam wrażenie, zę starczyłaby jedna gruba książka. Ale jak się przez 20 str opisuje lądowanie Kalendy na Korelii to potrzebna jest trylogia. Mam nadzieję, że pozostałe 2 częsci sa lepsze. Jestem w ostatnim rozdziale tej częsci więc daję już teraz 5/10

Pomysł fajny, ale sama książka średnia, miejscami wręcz zasypiałem z nudów. Czasami jednak zdarzały się lepsze kawałki. Ogólnie 4/10

W końcu kupiłem całą trylogie.. i przeczytałem. Moje zdanie hmm... pierwszy tom jak dla mnie jest troche przyciężki i nudnawy, straaasznie powoli go czytałem (chyba z półtora dnia) ... ale nie jest to bardzo słaba książka dałbym jej z 6/10... dużym plusem jest to, że kolejne tomy są coraz lepsze i dlatego warto ją przeczytać

BTW. Droga Switch :D hihihihihihihi

bardzo nudny początek, całość ledwo ujdzie w tłoku. Dobrze,że "Napaść na Selonii" jest lepsza

Droga(-i) Switch.Biec po książkę, czy uciekać na drugi koniec galaktyki?

Nawet fajnie się czyta.

a mi sie nawet podobała :P
6/10

Ta książka jest beznadziejna, straszne wodolejstwo, straszne przynudzanie i w ogóle całkowicie zmarnowany, jakby na to nie patrzeć, fajny temat :(

Jeśli zobaczysz ten tytuł na półce w księgarni to, biegnij jakby chdziło o życie.

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.