Książki

The Old Republic: Fatalny Sojusz

Autor: Sean Williams
Oryginalny tytuł: The Old Republic: Fatal Alliance
Wydanie PL: Amber 2012
Wydanie USA: Del Rey 2010
Przekład: Jerzy Śmiałek, Ewa Skórska, Miłosz Urban
Ilustracja na okładce: ATTIK
ISBN: 0345511328
Stron: 432
Cena: 39,80 zł


Książka powiązana z grą The Old Republic

Tassaa Bareesh z huttyjskiego syndykatu zbrodni ogłasza aukcję, która ściąga uwagę wszystkich jak galaktyka długa i szeroka. Obecni są na niej przedstawiciele Republiki i Sithów, padawan wysłany do sprawdzenia owej aukcji, żołnierka wyrzucona z jednostki o nazwie Blackstar oraz tajemniczy Mandalorianin mający własne motywy.

Przedstawiciel Republiki nie jest jednak tym kim wydaje się być, Sith jest okrutną uczenicą, padawanka Jedi boi się, że nie podoła aby wytrwać na słusznej ścieżce. Żołnierka pragnie odkupić swoje winy i oczyścić reputację, natomiast Mandalorianin stara się wyprzedzić wszystkich. Nikt z nich nie zamierza brać udziału w aukcji - zamiast tego postanawiają ukraść pilnie strzeżony artefakt.

Ale prawda o skarbie jest niebezpieczna. W końcu Sithowie, Jedi, siły Republiki i Imperium muszą zrobić coś czego nigdy nie robili: połączyć siły aby powstrzymać zagrożenie mogące zniszczyć galaktykę.

Recenzja Lorda Sidiousa

Z wielkim zainteresowaniem czekałem na tę książkę, nie powiem, oczekiwania też miałem wygórowane. Z jednej strony Stara Republika, z drugiej nieznani bohaterowie, kompletnie nowe realia i właściwie nowe otwarcie, pozwalające autorowi pójść w dowolnym kierunku, przy okazji wprowadzając nas w nowy, stary świat. Założyłem, że mamy tu trochę realia podobne do tego, co miała Voronica Whitney-Robinson, gdy pisała The Ruins of Dantooine, czyli realia nawiązujące do gry i dowolność w prowadzeniu akcji. Sytuacja wręcz idealna, dla każdego kto ma jakiś pomysł. Niestety tym razem wyszło troszkę „fatalnie”. Sean Williams poszedł właściwie po najmniejszej linii oporu, tworząc zwykłe przygodowe czytadło, które jest co najwyżej poprawne.

Właściwie jest to pierwsza samodzielna książka tego autora w uniwersum Sagi. Wcześniej pisał wspólnie z Shanem Dixem (trylogię Heretyków Mocy: Ruiny Imperium, Uchodźca i Spotkanie po latach), oraz Moc wyzwoloną na podstawie scenariusza Hadena Blackmana. Teraz wiem, że to, co mnie ujęło w tej ostatniej, to raczej zasługa scenarzysty niż autora, ale wróćmy do „Fatal Alliance”. Pierwszym błędem jest kreacja postaci. Rozumiem, że mieliśmy zachować coś w klimacie TOR, gdzie są różne klasy postaci i na tym właśnie się skończyło. Dostaliśmy grupę osób – ucznia Jedi, szkolącego się Sitha, Mandalorianina, byłą żołnierkę, kapitana okrętu oraz szpiega, a także trochę z doskoku Lorda Sithów i Wielką Mistrzynię Jedi, sprawiających raczej wrażenie, że są NPCami (postaciami, którymi się nie gra). Postaci zbudowano na bazie zawodów czy może klas w grze i tak zostało. Dodano im trochę historii, by mogli wpasować się w przygodę i tyle. Najgorsze jest to, że niewiele się od siebie odróżniają, może z wyjątkiem kapitana okrętu, Jeta Nebuli, który niestety został zmarginalizowany. Już samo wprowadzenie jest trochę na siłę, mamy kilka przeplatających się sekwencji, z których jedyne, co wynika, że ci bohaterowie będą musieli się kiedyś spotkać. Faktycznie, jak już sformowali drużynę jest zdecydowanie lepiej. Tak, w drużynie są zarówno Sithowie jak i Jedi, ale do tego wrócę przy kreacji uniwersum. Najgorsze jest to, że również przyczyna ich spotkania, zdaje się być wymyślona na siłę. Aukcja u huttów, a każdy przybywa właściwie we własnych celach, dopiero w trakcie powoli odkrywają nowe niebezpieczeństwo, dziwne droidy zwane wiedźmami (hexes), i już razem próbują rozwikłać tę sprawę, będącą właściwą osią fabularną powieści. To, co aż prosi się w takim przypadku, to ukazanie różnic w podejściu tak samych postaci, jak co ważniejsze wykorzystanie animozji frakcji galaktycznych. Ta część jest niestety zaledwie liźnięta, do tego stopnia, że przez dużą część opowieści, gdybym nie wiedział, kto jest uczniem Jedi a kto młodym Sithem, nie domyśliłbym się tego z postępowania. Jasne przyznaję, że im dalej i autor może rozwijać już swobodnie przygodę, jest już zdecydowanie lepiej, a sama koncepcja wiedźm mnie się bardzo podobała, ale to nie jest to, czego oczekiwałem. Williams próbował dogodzić wszystkim potencjalnym graczom, niezależnie od frakcji jaką wybiorą i na tym się wyłożył. I jeszcze jedna interesująca rzecz, wśród głównych postaci jest wyjątkowo dużo kobiet, co jest rzadkością w Gwiezdnej Sadze. Choć przyznam, że znów jest to wyłącznie kreacja, tak jak można wybrać klasę postaci, można wybrać też jej płeć, bez wpływu na charakter, zachowanie czy umiejętności. Może w polskiej wersji będzie lepiej, bo przynajmniej dojdzie odmiana.

Druga sprawa to kreacja świata. Ale to już nie jest zasługa Seana, acz samych twórców TOR. „Fatal Alliance” pozwala nam odkryć nową odsłonę galaktyki, w czasach zawieszenia broni, czegoś, co faktycznie jest w pewien sposób bliskie zimnej wojnie. I to jest właśnie genialne. Republika i Imperium Sithów koegzystują, szpiegują się wzajemnie, sprawdzają, ale nie walczą wprost. Jest trochę walki o wpływy, ale niewiele. Podoba mi się to, że poza końcówką, dostajemy nowe centra galaktyki. Huttowie nie muszą pochodzić z Tatooine, niestety ta planeta pojawiła się w epilogu, oczywiście z kantyną, Sithowie zaś nie pochodzą z Korriban. Ich stolicą jest Dromund Kaas. Zresztą cała ich kreacja jest dość ciekawa, nie są to Sithowie w stylu Exara, Sidiousa, Bane’a czy Revana. Są raczej mroczniejszym odbiciem Jedi, rządzi nimi Mroczna Rada, złożona oczywiście z dwunastu Lordów, która odpowiada przez Imperatorem. Zakon zaś mocno przypomina zakon Jedi, włącznie z zabieraniem dzieci w wieku niemowlęcym. Jedyna różnica, to taka, że tu mamy wyraźne użyte słowo porwać, co oczywiście musi być złe i od razu pokazane jako negatywna praktyka. Najgorsze jest jednak to, że osobiście nie widzę większej różnicy między tymi nowymi Sithami a Jedi. Nawet organizacyjnie są oni prawie tym samym, jedyna różnica to podejście do Mocy, które w książce nie jest zauważalne. Nowi Sithowie to raczej łotrzyki niż czarne charaktery, istoty, które mają coś za pazurami, ale nie używają szponów. Są trochę miałcy, w zwiastunach gry wypadali o wiele lepiej. Jasne, znajdzie się kilka fragmentów, przypominającym nam kim są, lub raczej kim powinni być, włącznie z elementem zdrady swojego mistrza (choć to bardziej pasuje do czasów po Banie). Niemniej jednak, odkrywanie na nowo znanej dobrze galaktyki, to dość miłe uczucie.

Swoją drogą, mamy tu podobnie jak w Allies sojusz Sithów i Jedi, tym razem wynika on głównie z potrzeby chwili. Ciekawe, że obie książki wyszły prawie w tym samym czasie, na szczęście powody zawarcia aliansu są w nich odmienne. Tutaj jest on bardziej naturalny, bo różnice między frakcjami nie są tak duże, jakby mogło się zdawać. Co bynajmniej nie oznacza, że możemy mówić o trwałych przyjaźniach.

Mamy oczywiście też Mandalorian, ale i Czarne Słońce. Mnie osobiście to ostatnie trochę osłabiło, bo na 3650 lat przed bitwą o Yavin, istnieją praktycznie wszystkie frakcje i to bez większych zmian. No z wyjątkiem tego, że Sithowie/Imperium koegzystują z Republiką. Dodatkowo niewiele dowiadujemy się zarówno o samym Imperatorze, jak i Najwyższym Kanclerzu. Mało tego, Wielka Mistrzyni Jedi nazywa się Satele Shan, lecz autor właściwie pozostawia nam w sferze domysłów, czy to potomkini Bastili (co i tak wiemy z innych źródeł). Nowy wszechświat jest powoli odkrywany przez autora, choć trochę lakonicznie, co jest akurat dobrym rozwiązaniem, bo pozostawia niedosyt. Po przeczytaniu tej książki wiem tylko, że jeszcze nie czuję jak funkcjonuje Republika w tych czasach. Ogóły znam, ale do szczegółów trzeba dotrzeć. Z pewnością pojawią się w innych książkach, komiksach, grach czy jeszcze innego rodzaju źródłach. Właśnie to odkrywanie wszechświata sprawia, że ma się ochotę czytać dalej i chłonąć książkę. Niestety nie dla akcji, czy bohaterów, a samego uniwersum. Choć przyznam wprost, odkrywanie galaktyki w komiksowym „Dziedzictwie” jest dużo ciekawsze, bo tam tych zmian jest dużo więcej. I są istotniejsze.

Na koniec jeden mały cytat. Ludzie są zastępowalni, sekundy nie. Myślę, że wielu innych autorów poradziłoby sobie dużo lepiej z tematem. Choćby Paul Kemp, który w Rozdrożach czasu potrafił stworzyć lekką, dobrze skonstruowaną opowieść. To nie udało się Williamsowi. Jego ratuje świat i to, że jest pierwszym, który go nam ukazuje. Mam nadzieję, że Kempowi ze Starą Republiką pójdzie o wiele lepiej.


Temat na forum

Ocena końcowa
Ogólna ocena: 5/10
Klimat: 6/10
Opis świata: 9/10
Rozmowy: 6/10



Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 6,88
Liczba: 84

Użytkownik Ocena Data
Michalbr10 10 2017-08-19 08:02:12
Kheperseth 10 2014-08-07 14:00:34
LEGOSTARWARSPL 10 2012-10-03 21:03:12
CaptainHanSolo 10 2012-07-19 13:48:17
Cubeous 10 2012-07-16 10:11:42
Raham Kota 10 2010-08-28 18:43:06
Bane90 9 2017-03-02 21:33:44
rotkiw2001 9 2016-04-18 18:48:19
ŚwietlnyPejczyk 9 2016-01-03 12:57:36
Almadin 9 2015-06-29 10:19:28
I3althazaar 9 2014-08-03 20:39:16
KuKmal 9 2014-08-01 17:25:16
Jamboleo 9 2014-05-26 09:36:51
cybergonzo 9 2014-05-15 08:27:47
timosis 9 2013-11-25 21:30:17
Apokalips 9 2012-07-23 14:21:34
Anisky 9 2012-07-10 20:15:34
Nowciu 8 2016-06-29 11:25:12
blaza24 8 2016-05-04 23:28:27
mradrut 8 2016-04-27 20:04:01
Anduril 8 2015-11-10 19:38:09
Szyszy 8 2014-12-08 23:37:09
petrosdbz20 8 2014-08-15 19:07:28
Aquaster 8 2014-01-21 00:36:44
Apophis_ 8 2013-11-17 04:26:26
Oyabun 8 2012-12-24 20:37:28
Light Side 8 2012-09-12 12:59:41
DarthBane66 8 2012-08-31 20:11:07
Darth Zanghi 8 2012-08-28 16:06:46
Hego Damask 8 2011-06-22 20:46:01
Ephant Mon 8 2011-05-09 00:02:21
-Piccol+ 7 2017-06-13 16:16:26
Rakso311 7 2017-04-29 23:13:55
firer 7 2016-09-26 23:14:59
mcluckiewicz 7 2016-04-24 17:33:48
Kacux 7 2016-04-16 10:56:47
Lord Kenobi 7 2016-03-27 11:53:54
Forestf 7 2016-01-21 20:00:12
stanley_89 7 2016-01-17 17:20:04
esemzwany 7 2014-05-16 00:28:27
Kiti 7 2014-04-15 17:43:04
Keran 7 2014-02-01 12:26:06
Lord of Hunger 7 2014-01-06 05:04:24
Sen z Nieskończonych 7 2013-12-29 11:57:09
piter89 7 2013-12-26 13:12:34
olszastefan 7 2013-04-13 19:23:42
szczypiorofix 7 2013-01-02 11:38:48
LordN 7 2012-11-14 20:14:13
pepegius 7 2012-10-06 11:21:38
Nadiru Radena 7 2011-05-03 18:21:14
Anor 7 2011-01-06 21:34:44
wajdi 6 2016-09-28 14:44:04
Nezer 6 2016-09-08 14:21:46
THE_ONE101 6 2016-01-08 15:58:37
Sourpuss 6 2015-12-19 21:55:24
carrignarone 6 2015-04-08 15:26:01
Jankiel 6 2015-03-31 21:26:57
Lord Jabba 6 2015-03-25 23:59:04
Ludzik1993 6 2014-12-14 23:59:29
Arca Jeth 6 2014-11-30 16:36:24
Okime 6 2014-07-12 22:51:25
Krzysztof88 6 2014-05-09 12:04:22
Ren Kylo 6 2014-04-13 14:02:55
Flash_PL 6 2014-03-12 17:19:26
cyper 6 2014-01-29 21:42:34
RafSwi7 6 2012-06-27 21:01:18
Wolf Sazen 6 2012-06-25 21:02:10
ranger 6 2011-01-18 12:49:06
Astaal 5 2017-03-02 09:38:28
Adakus 5 2016-07-09 16:05:05
Jaglod 5 2016-01-10 12:25:36
napoleon 5 2014-05-13 14:31:09
orszulas 5 2013-04-04 02:25:31
Petru Kashin 5 2012-12-14 13:13:19
Murdock 5 2012-08-15 23:21:31
Rycu 5 2010-08-03 18:17:09
Lord Sidious 5 2010-08-01 22:04:32
Ubi Dub Skubi Dub Kenubi 4 2016-04-27 00:10:45
Onoma 4 2015-08-22 16:02:03
FEL-1996 4 2014-02-06 12:06:19
Rusis 4 2011-06-19 14:23:26
Shedao Shai 2 2012-12-01 00:41:51
Qel Asim 1 2012-07-19 11:55:14
karol2323122 1 2010-09-26 11:58:32

Tagi: ATTIK (2) Del Rey (208) Ewa Skórska (1) Jerzy Śmiałek (3) Miłosz Urban (1) Sean Williams (8) The Old Republic (16)

Komentarze (36)

trochę mało spin offów, trochę mało zaskoczeń, nie wiem ale jakoś heksy mnie nie straszyły a były potężne. zakończenie też nie wbija w fotel.

"Oszukani" czy "Revan" , które były świetne to to nie jest. Pierwsza połowa była dość męcząca w czytaniu. Cała ta nawalanka w pałacu Tassaa Bareesh... prawie się pogubiłem. Książkę ratuje dopiero moment przybycia na orbitę Sabaddon.
P.S. Czy tylko mi bitwa z "heksami" skojarzyła się z bitwą z "replikatorami z Gwiezdnych Wrotach" (serial)?

6/10. Dla mnie książka jest za długa, a przede wszystkim tytułowy sojusz zawierany jest stanowczo za późno w tej powieści. Do tego niektóre opisy walk były dla mnie meczące. Miała fajne momenty, które mnie przekonywały do książki i te czytało się dobrze (np. akcje na Tython), ale ogólnie pozycja średnia.

Dałbym 7, ale zaskakujące pomysły przekonały mnie na 8. Ciekawe postacie, fajny pomysł. Tylko wątek miłosny taki drętwy. Skoro już jest, to mógł być lepszy.

świetna książka :) i zaskakujący fakt na zakończenie którego nigdy w życiu bym sie nie domyślił

Mroczny klimat, atmosfera tajemniczości, mnogość postaci (chyba największy plus tej powieści), błyskotliwy humor... Czego chcieć więcej ? Długo się wahałem czy ją czytać, z jednej str ciekawy opis, z drugiej niepochlebne opinie. Ostatecznie pjednak przeczytałem i jestem zadowolony, wcale nie taka zła jak mówią. Trochę słabsza od ,,Revana" i tylko odrobinę lepsza od ,,Oszukanych", dlatego 9/10.

A wgl to w opisie jest literówka: w książce nie ma żadnej padawanki, tylko padawan.

Gdyby kilka szczegółów poprawić było by lepiej ale i tak miło się czyta 8/10

Jakoś lubię tę książkę. Może za specyficzny klimat? Mimo, że fabuła nie powala, darzę swoistą sympatią niektóre z głównych postaci. (BH czy Shigara, choćby)

7/10
Całkiem niezła, dość przyjemnie mi się ją czytało. Fabuła może nie była porywająca, ale mnogość postaci i sposób ich przedstawienia przypadł mi do gustu...

Dziwią mnie niskie oceny, książka jest naprawdę fantastyczna.

Strasznie ciężko się czyta, doczytałam połowę i rzuciłam w kąt.

oceniłem na 5, jakoś te sześciany mnie strasznie odstraszały (kojarzyły mi się z robotami zrobionymi z pudełek po starych TV i rurek spiro ;-) są momenty bardzo wciągające jak i mocno przegięte... dziwne bo warto przeczytać żeby samemu ocenić bo może się spodobać

Powiem że Książka ta ma niepowtarzalny klimat i na mnie wywarła duże wrażenie. 9/10

ksiązka niby wciągaąca ale ta technologia robotów zalatuje o zgrozo star trekiem

ciekawa książka jak jeszcze będzie to kupie

Świetna książka.

8/10

Bardzo przyjemnie się ją czytało :)

Pierwszy raz wystawiam ocenę przed zakończeniem książki... Jest tak kiepska że po prostu nie sposób ją ukończyć!
Gdybym mógł, dałbym 0/10, ale niestety muszę ocenę zawyżyć i dać 1/10

Ostatni raz taki shit z SW czytałem jakieś 7 lat temu i była to "Planeta Życia", nawet kiepskie książki z Nowej Ery Jedi są lepsze. Powieść jest po prostu żałosna i obraża talent Drew Karpyshyna, który to stworzył w serii "The Old Republic" prawdziwe arcydzieło, stanowi również obelgę dla Paula S. Kempa - którego talent nie jest równie wielki co Karpyshyna, ale mimo to był w stanie napisać dość ciekawą powieść w realiach TORa.

Książka jest żałosna i naciągana, w zasadzie podobnie jak u Żeromskiego w literaturze polskiej - tytuł stanowi komentarz - czyli "Fatalny Sojusz" jest fatalny!

Dziwi mnie trochę tak niska ocena w porównaniu do "Oszukanych". Moim zdaniem jest to świetnie napisana książka, ciekawa fabuła, zwroty akcji i chyba przede wszystkim pewna nieprzewidywalność całej historii. Bardzo dobrze mi się ją czytało i nie mogłem się od niej oderwać. Na pewno jest ona lepsza od "Oszukanych" i na równi z "Revanem" więc dziwi mne trochę tak niska ocena.

7/10 - Książka daje radę choć czasami jej lektura trochę nuży. Plusy to: Lema, heksy, Mandalorianin, okładka...itp.Zdecydowanym minusem jest jej cena.Aha pojawia się także "polski akcent" w postaci porucznika Adamka:)Tak więc czytajcie i recenzujcie...

Kupię ją jak skończę "Oszukanych", którą aktualnie czytam.

Cóż, dzisiaj kupiłem. Ogarnie się ją za tydzień :)

Jak już większość zapewne wie, książka opowiada o grupie bohaterów, którzy planują zdobyć wystawiony na aukcję przez Huttów przedmiot znaleziony we wraku statku o nazwie "Cinzia". Warto zauważyć, że troje z nich nie jest całkowicie ludźmi: padawan i żołnierka to Kiffarowie a wysłannik Republiki jest Epicanthixem.

Powieść dzieli się na 6 części a także prolog i epilog. Nie można wyodrębnić jakiegoś jednego głównego bohatera, każdy ma coś do zrobienia. Postać mandaloriańskiego łowcy nagród, Dao Stryvera, przypomina nieco Bobę Fetta, małomównego (choć pod koniec mówi nieco więcej :P), ale niezwykle skutecznego (czasem aż za łatwo mu przychodzą niektóre rzeczy i wywijanie się z opresji :D). Jedną z ciekawszych postaci drugoplanowych jest Darth Chratis. Książka nie ma jakichś większych przestojów, dużo się dzieje. Jest trochę walk (w tym w kosmosie), trochę używania Mocy i kiffarskiej zdolności psychometrii, niewiele humorystycznych sytuacji. Autor dobrze opisał też zamek Tassy i środowisko Nal Hutty oraz Sebaddon oraz nawiązał do SW Marveli.

Ogólnie rzecz biorąc książka Williamsa nie jest słaba jak choćby "Moc Wyzwolona". Plusem na pewno jest osadzenie jej w czasach przed Darthem Bane; są to nowe realia, o których można jeszcze więcej napisać i kto wie, może doczekamy się kolejnych powieści w nich osadzonych, jaskółkami są "Deceived" no i właśnie "Fatal Alliance".

w sumie moja pierwsza książka SW w oryginale, więc oceniam ją może trochę nieobiektywnie, niemniej bardzo mi się podobała :) fajne postacie i ciekawe pomysły, momentami tylko trochę męcząca - przeciąganie niektórych wątków,; 8/10

Właśnie ją zamówiłem, teraz pozostaje już tylko czekać i osobiście zweryfikować tak niską ocenę. Chociaż po Williamsie nigdy nie spodziewałem się fajerwerków ;)

Dzieki Ephant Mon jednak poczekam na polskie wydanie

Ballantine Books, New York 2010; od gościa z taniejniema kupiłem, jakiś konkurs z nagrodą od nich był niedawno

Ephant Mon a jakie wydanie?

kupiłem za 70 zeta z allegro, właśnie przyszła :) jako fanatyk TORa i tak będę się cieszył, nawet jeśli okaże się kiepska :P zrobili wydanie w twardej okładce i dużym formacie, pewnie po to żeby dowalić cenę :/ chociaż wygląda epicko

Ta mogla by byc ciekawa.Niewie ktos czy i kiedy bedzie polskie wydanie?

flippooo >>> IMO Moc wyzwolona była akurat świetną książką, pełną akcji i klimatu SW. Nie wiem czemu wszyscy na nią narzekają. Książka ta była dożo lepsza niż komandosi republiki czy szturmowcy śmierci

A ja i tak kupię. Nie spodziewałem się fajerwerków. To nie musi być "Zdrajca". Przyzwyczaiłem się do spadku formy jaki ostatnio pojawił się wśród autorów książek :D

czyli znowu zje .... ał kolejną książkę jak to miało miejsce z The Force

Co do Książki to moja ocena jest trochę zaniżona. Jak zwykle w takich chwilach pojawia się nieodłączne pytanie członów fanklubu Gwiezdnych wojen z mojej okolicy (Czemu?). Primo, nie mam płożenia ceny książki na jej grubość która według mego idealnego przelicznika powinna mieć 100stron za 10zł swej ceny czyli, cena powinna być 1/10 ilości stron. W tym przypadku zwykle jestem oskarżany o nie patrzenie na ogólną jakość książki. Możliwe, ale przy takiej cenie nie ważne jest co nam się podoba. Wtedy właśnie zagłębiamy się w tekst recenzji jakiegoś fana który dłużej zajmuje się tematyką Gwiezdnych wojen. Powyższa recenzja wielce przypadła mi do gustu dlatego postanowiłem dać taką samą ocenę co recenzent. Sekundo, nie lubię niewiadomych które zawierają się w powyższej publikacji.

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.