Książki

The Force Unleashed 2

Autor: Sean Williams
Oryginalny tytuł: The Force Unleashed 2
Wydanie PL: ---
Wydanie USA: Del Rey 2010
Przekład: ---
Ilustracja na okładce: ---
Stron: ---
Cena: ---



Jako bezwzględny uczeń Dartha Vadera, Starkiller był szkolony w sztuce używania Ciemnej Strony. Zabijał ocalałych z czystki Jedi i czekał na ostateczne zadanie: zabójstwo Imperatora. Służył bez wątpliwości, zabijał bez litości, i pokochał piękną imperialną pilotkę, Juno Eclipse, nie przypuszczając nawet przez chwilę, że był tylko narzędziem w rękach swoich panów. Gdy ich przejrzał, za późno już było na ucieczkę.

Juno opłakiwała go jako zmarłego... ale teraz Starkiller powraca, pozbawiony wszelkich wspomnień i zaprogramowany na zabijanie. Los zbliża oboje do ponownego zjednoczenia, ale Darth Vader jest zdeterminowany, aby nie stracić swojego najlepszego zabójcy po raz drugi. Starkiller i Eclipse muszą przetrwać jego zakusy. Ceną jest wolność. Karą wieczna niewola po Ciemnej Stronie...



Recenzja Lorda Sidiousa

Już adaptacja pierwszej części gry, napisana przez Seana Williamsa, budziła pewne kontrowersje. Mnie akurat się podobała. Dlaczego? To akurat można sprawdzić w recenzji, ale gdzieś tam rodziło się pytanie na ile to zasługa Williamsa, a na ile Hadena Blackmana i spółki. The Fatal Alliance już mnie upewniło, że wszystko, co dobre w „Mocy wyzwolonej” to tylko i wyłącznie zasługa gry, nie autora, ale czy to powinno rzutować na „The Force Unleashed II”? W teorii nie, skoro właściwie tak ładnie zaadaptował scenariusz, to można spać spokojnie. Ale co jeśli scenarzyści nawalą? Albo Williams, który dostanie wolną rękę zacznie uprawiać radosną twórczość? Wszystkiego tego niestety po trochę znalazło się w „The Force Unleashed II”. I powiem tylko tyle, że całość zaskoczyła mnie o tyle, że rozkład słabych i silniejszych stron pojawił się nie tam, gdzie tego oczekiwałem.

Może zacznę od tak zwanej radosnej twórczości. W Lucasfilm bardzo dobrze pamiętają projekt „Cienie Imperium”, multimedialny, gdzie każdy znalazł swoje poletko i zaorał je. „The Force Unleashed” nie spełniło tych oczekiwań, to również potężne dzieło, ale zdecydowanie bardziej ze sobą splecione. Czy to jest wada? Nie sądzę. Wdrożenie projektu miało ich trochę więcej, przede wszystkim w rozbiciu czasowym, ale kompletny produkt, a nie komplementarny zestaw produktów miał swoje plusy. Jednak podczas postmortemu tamtego projektu ktoś podjął inne decyzje, uznał, że historię trzeba rozproszyć. Gra grą, ale książka czy komiks mają rządzić się własnymi prawami. Tak więc Williams, poza zaadaptowaniem przygód Starkillera, musiał dodać coś od siebie. I wymyślił cały wątek budującej się Rebelii, targanej wewnętrznymi konfliktami. I powiem tyle, to chyba najlepsza część tego projektu. Tak jak bardzo mi się podobały te fragmenty o traktacie Koreliańskim w pierwszej części, tak i to co dostajemy tutaj, to wykorzystywanie potencjału, który tkwi w sadzę od dziesięcioleci. I wcześniej nikt tego nie dotknął! To coś, co uwielbiam, może nie za wykonanie, ale za pomysł. Williams jest w tej materii pierwszy i należą mu się za to gratulacje.

Jak powstała Rebelia, już wiemy. Ale od powstania do uformowania i walki droga daleka. Bail Organa ma swoją wizję, Mon Mothma inną, Garm Bel Iblis jeszcze inną, a Kota w ogóle do nich nawet nie pasuje. W całość wplątana jest oczywiście Juno Eclipse, przewija się tam Wedge Antilles i Ackbar. Bardzo łatwo jest powiedzieć jestem przeciw Imperium i będę z nim walczył, ale to tylko słowa. Teraz trzeba przejść do czynów i zaufać tym, z którymi się paktowało. To trudne, zwłaszcza gdy wszyscy oni muszą się dopiero nauczyć współdziałać ze sobą, zrozumieć, że muszą wypracowywać kompromisy, ale też działać proaktywnie, stawiać partnerów pod ścianą, jeżeli to konieczne. To pięknie się komponuje z dawnym Zahnem i obawami Iblisa przed Mon Mothmą. Dziś wiemy z czego to wynika. Bawiło mnie też inna kwestia, z Akbarem i jego słynnym "It's a trap". Motyw ostatnio nazbyt eksploatowany, ale tym razem wyszło to bardzo zgrabnie, nie jest na siłę wplecione. Choć niestety mam obawy, że Ackbar może powtarzać to zadanie w każdej kolejnej książce. Wracając do meritum, formowanie Rebelii, to fragment który bardzo mi się podobał. Właśnie dlatego, że dotyka tego, co musiało mieć miejsce, a czego nikt jeszcze nie dotknął. Niestety w pewnym momencie to w ogóle znika nam z książki, ważniejsza staje się historia Eclipse i Starkillera. I powiem tak, z bardzo dużą szkodą dla całości. Ten wątek Rebelii jak dla mnie przyćmił resztę fabuły.

Druga strona medalu to gra. I ona wiąże się z historią miłosną Starkillera i Juno Eclipse! Tak chyba najlepiej określić resztę powieści, ale niestety do „Rozważnej i romantycznej”, „Casablanki” czy „Przeminęło z wiatrem” tej opowieści daleko. Za to zdecydowanie bliżej do „Ataku klonów”, gdzie Starkiller umiera po części każdego dnia z tęsknoty za Juno. I jest gotów dla niej zrobić wszystko. Nie tylko umrzeć, nie tylko zdradzić swych przyjaciół, ale i samego siebie. To ostatnie zmaganie jest bardzo fajne, ale reszta? To tylko pokonanie kolejnych przeciwników i trudności. Z tego nic nie wynika, poza jednym. Starkiller kocha Juno i by być z nią nieważne, co by się stało. A jak coś im przeszkadza, to trzeba to zniszczyć i pokonać. Cała reszta jest tu właściwie pominięta. Zapewne osoby grające w grę znajdą tu wiele nawiązań, ale dla kogoś, kto pragnie poznać tę historię, książka nie ma nic do zaoferowania. Tylko opisuje kolejne starcia, z których nic nie wynika. I to robi się męczące i nużące. Mi podobała się pewna myśl związana z klonowaniem i ożywianiem Starkillera. Przecież on zginął w pierwszej części i nie mamy bladego pojęcia jak wówczas naprawdę Vader go ożywił. Prawdę mówiąc nie mamy też pewności, że wtedy zginął po raz pierwszy. Tyle, że to właśnie jest tylko myśl, która pojawia się trochę mimochodem.

Podsumowując, książka „The Force Unleashed II” jest dla mnie o tyle rozczarowaniem, że... podążą za grą. Czyli robi to, co powinna. Poprawia przy tym to, co wielu zarzucało poprzedniczce, czyli wychodzi poza ramy gry. I to jest największy błąd jaki zrobiono. Bo nie pozwolono Williamsowi odejść na tyle daleko od gry, by stworzyć wspaniałą powieść o początkach Rebelii, ze Starkillerem w roli trzecioplanowej. A trzymając się gry, dostaliśmy niestety powieść ze świetnym wątkiem, którego nie wykorzystano i z nudną, męczącą historią romansu Starkillera, który jak Anakin musi wyrzec się samego siebie, by móc być z ukochaną. Tylko, że ta część, rozciągnięta przez większość książki jest jej największym minusem. Pewnie dlatego, że samą fabułę gry uproszczono, sprowadzono do walk. Z takiego scenariusza nie da się wiele wyciągnąć, a już na pewno nie da się zrobić dobrej książki.


Temat na forum

Ocena końcowa
Ogólna ocena: 4/10
Klimat: 3/10
Opis świata: 8/10
Rozmowy: 5/10



Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 7,50
Liczba: 8

Użytkownik Ocena Data
Domix 10 2010-12-12 14:41:08
Lord Spyro 10 2010-12-06 19:39:50
popix 10 2010-11-22 07:36:21
smajlush 8 2012-03-15 21:33:53
rafaelix 7 2011-03-03 14:39:57
Nestor 6 2010-11-11 12:57:23
Nadiru Radena 5 2012-04-17 21:09:47
Lord Sidious 4 2010-11-09 20:29:57

Tagi: Del Rey (181) Sean Williams (8) The Force Unleashed II (3)

Komentarze (7)

kiedy to będzie w Polsce?

Ciekawe czy to kiedyś w Polsce wydadzą? Już niemal 4 lata obsuwy.

można to gdzieś poczytać?

Książka nieco słabsza od jedynki, ale i tak super. Jestem zaskoczony, chyba jednak trochę niemile, jak autor odbiega swoimi opisami od zdarzeń ukazanych w grze. To naprawdę wkurzające, gdy cały pierwszy Level gry, który ja przechodziłem pół godziny, Starkiller pokonuje jednym skokiem. Gdy już mamy jakąś walkę, jest jednak ona opisana b. dobrze. Plusik za wątek Rebelii i naprawdę wciągające przemyślenia bohaterów. Moja ocena to 8/10.

Force Unleashed 2 no no

Czekam i czekam i czekam i czekam i czekam...

książka była super, jedna z lepszych

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.