Książki

Czerwone żniwa

Autor: Joe Schreiber
Oryginalny tytuł: Red Harvest
Wydanie PL: Amber 2012
Wydanie USA: Del Rey 2010
Przekład: Grzegorz Ciecieląg
Ilustracja na okładce: Indika
Stron: 272
Cena: 32,80 zł



Czasy Starej Republiki były mroczne i niebezpieczne, rycerze Jedi walczyli z Lordami Sithów i ich bezlitosnymi armiami. Ale Sithowie mają swoje plany - jest między nimi Darth Scabrous i jego marzenie, które wkrótce stanie się przerażająco prawdziwe.

W przeciwieństwie do innych Jedi, którzy znaleźli się w Korpusach Rolniczych, Hestizo Trace posiadła szczególny talent do opieki nad roślinami. Wkrótce jej spokojna egzystencja pośród różnych gatunków roślin zostaje przerwana przez przybycie wysłannika Dartha Scabrousa. Czarna orchidea, którą Trace się opiekowała jest ostatnim składnikiem starożytnej formuły, która zapewni Lordowi Sithów to, czego bardzo pragnie.

Głównym celem jej stworzenia jest nieznany wcześniej wirus - nie zabijający, lecz przekształcający istoty. Powstają głodni i niepowstrzymani nieumarli, mający apetyt na mięso żywych, dowodzeni przez Lorda, obsesyjnie pragnącego władzy i ostatecznej nagrody: życia wiecznego bez względu na cenę, jaką przyszłoby mu zapłacić...



Recenzja Lorda Sidiousa

Joe Schreiber, autor Szturmowców śmierci powraca do uniwersum Gwiezdnych Wojen, tym razem tworząc niecodzienny prequel do swojej poprzedniej powieści. Niecodzienny, bo odległy o tysiące lat. I to jest chyba najciekawsze, cała reszta to niestety próba eksploatowania tematu zombie, niestety dużo mniej udana niż poprzednia.

Powieść faktycznie składa się z dwóch części. Pierwsza to historia wirusa, który potrafi przemienić martwych w nieumarłych. I przyznaję, że zapowiada się to dość ciekawie. Po pierwsze całą fabułę osadzono w czasach „The Old Republic”, stąd zwłaszcza jeśli chodzi o świat mamy wiele podobieństw z Fatal Alliance. To w pewien sposób ułatwiło autorowi sprawę, nie musiał zagłębiać się w EU, tylko korzystał z materiałów, które powstały niejako przy okazji gry. Według mnie to chyba zdecydowanie lepszy pomysł na promowanie gry, niż wspomniana książka Seana Williamsa. Osadzenie historii w settingu, a nie wymyślanie w nim czegoś na siłę, jest dużo lepsze. Zwłaszcza jak się go umiejętnie wykorzystuje. Dzięki temu poznajemy nową postać, Dartha Scabrousa, który prowadzi swoje badania w jednej z Akademii Sithów. Miejsce nie jest ważne, to w sumie prowincja galaktyki, ale istotne jest to, że są tu Sithowie. To ma nadać całości dodatkowego mroku. Całe badania Scabrousa polegają na znalezieniu artefaktu, który sprawi, że będzie mógł zyskać nieśmiertelność i jeszcze mógł rządzić mu podległymi hordami. Ten pomysł Schreiber przewrotnie wykorzystuje, znając „Szturmowców śmieci” dokładnie wiemy czym się to skończy. W tym momencie pojawiają się prace nad wirusem, a kluczem do nich jest tajemnicza czarna orchidea. Początkowo ten kwiat miał znaleźć się w tytule tej powieści, chyba niesłusznie z niego zrezygnowano. On w pewien sposób jest bardzo wyraźną postacią, przynajmniej w pierwszej części. Postacią, bo to jest niezwykła roślina, która jest wrażliwa na Moc i w pewien sposób mówi. W dodatku musi mieć opiekuna, młodą Jedi Hestizo Trace, która pracuje w niesławnych korpusach rolniczych. Oczywiście Scabrous sprowadza roślinę i młodą Jedi do akademii Sithów, gdzie rozpoczyna się proces prac nad wirusem. Lord Sithów nawet nie ma pojęcia, do czego doprowadzi.

Chyba każdy domyśla się jak to się kończy. W pewnym momencie dostajemy właściwie remake – bo to chyba najlepsze słowo – „Szturmowców śmierci”. Zamiast szturmowców mamy młodych Sithów, a okrętu Akademię. Z tą jedną różnicą, że tym razem autor odrobił najważniejszą lekcję twórców horrorów. Nie korzystać z postaci, które wiadomo, że przeżyją. Problem polega jednak na tym, że w materii straszenia z użyciem zombie Schreiber nie wymyślił nic nowego. Sithowie i Jedi stają się tylko dekoracją. To nadal są szturmowcy, niewiele się to różni. Próbuje się też bawić innymi rasami, pokazać jaki wirus może mieć na nich wpływ i to jest bardzo dobry trop, ale autor podąża nim bardzo delikatnie. Może za dużo wymagam od konwencji, którą przyjął, ale pamiętam te wszystkie badania w NEJ nad pokonaniem Alpha Red. Tu tego nie ma, ważne jest tylko chronienie swego życia. Owszem to dobre dla horroru, ale zwłaszcza pierwsza część książki nie jest nim do końca. Prawdę mówiąc całe to nowe zamieszanie z zombie wydało mi się niepotrzebne. Może minęło za mało czasu od pierwszej części, a może temat nie nadawał się do kontynuowania. Z drugiej strony właściwie poza orchideą i Scabrousem, nie rozwija postaci. Nakreśla je i używa ich. Dokładnie to samo robi ze światem. Nie można mu odmówić szybkiego prowadzenia akcji. Pod tym względem „Red Harvest” jest jak najbardziej poprawny, ale nie to świadczy o wartości opowieści.

Jednak zdecydowanie największym problemem powieści są pytania, które w pewien sposób się naturalnie nasuwają, ale nie znajdujemy na nie odpowiedzi. Pierwsze i najważniejsze, to jak Imperium dotarło do wirusa. Czy stworzyli go sami, czy gdzieś odkryli. Schreiber obiecał, że ukaże nam pochodzenie wirusa i dokładnie to zrobił, niestety olewając jego historię. W pierwszej części znalazło się nawet delikatne nawiązanie do Galaxy of Fear #2: City of the Dead, gdzie poruszono także temat zombie. Więc te pytania i nawiązania, przynajmniej dla mnie, były bardzo ważne. Niestety nie uzyskałem odpowiedzi.

Bardzo się cieszę, że ta powieść została osadzona w Starej Republice, że autor właściwie stworzył jedną z nielicznych powieści z cyklu, które w żaden sposób nie są związane istniejącymi już postaciami. To plus. Z resztą jest niestety gorzej. Książkę reklamowano jako prequel „Szturmowców śmierci”, przynajmniej przez jakiś czas. Nie chodzi mi tu o odległość, ale dokładnie o to, że czytelnik znów od samego początku spodziewa się zombie. I w pewien sposób czeka na ich pojawienie się, o ile to kupuje. Przez to brakuje tu dreszczyku emocji, a znając poprzednią część, autor nie potrafi nas zbytnio zaskoczyć. Dla mnie to wciąż problem z marketingiem, nie z powieścią. I mniemam, że ktoś kto nie zna „Szturmowców”, z pewnością lepiej będzie się bawił czytając „Red Harvest” niż ja. O ile jeszcze odczucia, co do horroru mogą być subiektywne, o tyle mnie wciąż boli fakt, że powieść jest dość krótka, a przez to nie wykorzystuje potencjału, który sama tworzy. W najgorszym przypadku Schreiber napisze kolejną część, w której ujawni dalsze fragmenty układanki. Tylko że dla mnie temat zombie w chwili obecnej jest już wystarczająco wyeksploatowany.


Temat na forum

Ocena końcowa
Ogólna ocena: 6/10
Klimat: 5/10
Opis świata: 5/10
Rozmowy: 6/10



Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 6,47
Liczba: 81

Użytkownik Ocena Data
settlers2 10 2017-01-22 05:01:45
RevanSans 10 2017-01-10 09:28:55
Rebly 10 2015-11-11 12:24:29
Okime 10 2014-07-12 22:52:35
Kheperseth 10 2014-07-04 16:21:46
CaptainHanSolo 10 2012-11-22 23:18:23
Sułtan Ahmed 9 2017-04-04 15:19:05
Kacux 9 2016-04-18 10:16:04
stanley_89 9 2015-12-28 14:15:49
Jamboleo 9 2014-05-24 16:33:04
Bev 9 2014-05-07 15:07:55
Jack Veyron 9 2013-07-20 17:04:24
Darth Kwiatkowski 8 2016-12-26 11:26:37
lokospoko 8 2016-08-04 10:22:45
Sourpuss 8 2015-12-19 21:55:14
olszastefan 8 2014-12-20 02:35:45
epizozeur 8 2014-10-02 23:19:49
ooryl 8 2014-03-12 17:39:41
Buczyfer 8 2014-03-05 01:10:41
Keran 8 2014-02-01 12:25:52
Aquaster 8 2014-01-21 00:35:35
doomestos 8 2013-10-16 14:44:44
Jankiel 8 2013-07-17 22:02:05
Shedao Shai 8 2012-12-28 10:29:51
Hego Damask 8 2012-05-25 18:33:21
łycha 7 2017-03-06 20:47:39
San Holo 7 2016-12-22 18:39:53
Rakso311 7 2016-11-23 19:36:33
THE_ONE101 7 2016-11-09 21:59:16
rotkiw2001 7 2016-07-31 21:13:07
Nowciu 7 2016-06-29 11:25:31
Luna 7 2016-03-17 22:14:40
Drakullak 7 2015-10-31 22:14:13
Lord Jabba 7 2015-03-25 23:57:47
Anger 7 2015-03-24 22:12:03
petrosdbz20 7 2014-07-29 14:56:52
Anisky 7 2014-02-18 18:01:01
Sen z Nieskończonych 7 2013-12-29 11:38:52
Biniek 7 2013-12-11 18:14:32
Burzol 7 2013-12-04 09:26:51
Apophis_ 7 2013-11-17 04:26:20
JaKooB 7 2013-10-08 23:34:44
ukasz 7 2013-04-12 21:27:22
Freed 7 2013-04-08 01:10:36
Apokalips 7 2012-11-17 12:40:02
DarthBane66 7 2012-08-31 20:12:24
Michalbr10 6 2017-08-18 20:21:53
blaza24 6 2016-05-04 23:28:16
SirStaniak 6 2015-07-16 09:48:48
Krzysztof88 6 2014-05-09 12:03:58
Kiti 6 2014-04-26 09:50:08
Ren Kylo 6 2014-04-13 14:04:25
Rusis 6 2014-03-16 21:49:53
FEL-1996 6 2014-02-06 12:06:11
Adakus 6 2013-08-06 18:59:33
jedi20knight14 6 2013-05-29 20:41:09
szczypiorofix 6 2013-01-31 10:04:57
Lord Sidious 6 2011-02-12 12:43:50
Arca Jeth 5 2014-11-30 16:36:05
empero 5 2014-09-18 21:21:51
mckenziee87 5 2014-07-06 10:13:59
piter89 5 2013-12-26 13:08:09
Elendil 5 2013-07-18 18:23:44
Darth Hedrex 5 2013-06-25 09:42:22
Wolf Sazen 5 2012-12-29 15:14:26
Nestor 5 2012-12-13 14:07:21
Nadiru Radena 5 2012-07-18 11:36:05
firer 4 2016-09-26 23:14:31
Daakman 4 2015-10-25 19:46:11
Ludzik1993 4 2014-12-14 23:59:14
Szyszy 4 2014-12-08 23:36:52
napoleon 4 2014-05-13 14:29:40
Flash_PL 4 2014-03-12 17:18:01
Jedi-Lord 4 2013-09-01 14:19:41
carrignarone 3 2015-04-08 15:24:01
cyper 3 2014-01-29 21:42:12
SithArtur 3 2014-01-15 09:58:12
mcluckiewicz 2 2016-02-16 20:15:58
andrenida 1 2015-09-07 21:51:18
Ikari 1 2014-04-09 01:59:02
orszulas 1 2013-04-04 02:11:25

Tagi: Amber (199) Del Rey (208) Grzegorz Ciecieląg (5) Indika (2) Joe Schreiber (3)

Komentarze (31)

Fajna książka. Strasznie brutalna, dużo zabijania - to mi się podoba. Jednak klimat książki nie za bardzo przypomina ten z Gwiezdnych wojen, dlatego 6/10.

Historia z początku trochę nie za bardzo wciąga ze względu na to że przez pierwsze 10 rozdziałów w każdym z nich poznajemy inny wycinek historii ze skupieniem na jednej postaci, która autor chce nam przedstawić. Akcja rozkręca się dopiero około kilkunastego rozdziału, lecz jest na tyle wciągająca, że pochłaniałem kartkę za kartką. Plusem jest to, że postacie właściwie poznajemy od początku i żegnamy pod koniec powieści, a dzięki ich wcześniejszej nieznajomości akcja trzyma nas w napięciu. Autor wykonał kawał dobrej roboty, lecz są też ``ale``. Książka jest niesamowicie krótka. Dodano do nie kilka dodatków, żeby maksymalnie powiększyć ilość storn. Z tego powodu na początku umieszczono na przykład kilkustronicowy dodatek od redakcji, w formie streszczenie całej właściwie historii galaktyki. Sama historia zawiera około 220 stron, ale przynajmniej nie zanudza nas pustymi stronami, tak jak to było na przykład w ``Tarkinie``. Na to przypada 46 rozdziałów, czyli jeden ma około 6-7 stron, nie wspominając już o tych, które liczyły dosłownie 2 strony. Tym sposobem łatwiej jest ją przeczytać. Co do historii to jest bardzo fajna i ciesze się, że mogłem ją poznać, lecz po części żałuję, że wprowadzono ją do uniwersum Star Wars. Motyw zombie w Gwiezdnych Wojnach nie za bardzo mi pasuje. Podziękowania dla autora za kawał dobrej roboty :)
Ocena: 8/10

Prawdą jest jedno - nie czytałem "Szturmowców Śmierci" i jak dla mnie 9,5\10

Ha, nie spodziewałem się, że książka tak mnie wciągnie. W pewnym momencie pojawił się u mnie syndrom jeszcze jednego rozdziału (w końcu wszystkie są bardzo krótkie). Nie czytałem poprzedniej książki Schreibera - z tej perspektywy książka naprawdę może się podobać. 7+/10

Zakończenie jak z filmu Obcy.

Może być. Czyta się szybko. Całkiem fajne postacie 7/10

Spodziewałem się czegoś słabego, a tu pozytywne zaskoczenie. Taki Resident Evil w klimacie SW. Czyta się całkiem sprawnie i przyjemnie.

Książka świetna bardzo wciągająca :)

Świetna książka, specyficzna, ale ma swój urok.

Książka oburzyła mnie na tyle by niestety swoją żółć wylać publicznie. Zombie Sith , serio ? Chwali się autora za to , że nie popełnił tego błędu co w poprzedniej książce ukazując Solo , jednak przez to brak tej powieści bohatera dla którego warto było by przeczytać tę ksiązkę. Na łamach 30 stron zaledwie poznajemy około 6-7 postaci , które i tak umrą ( niby to cecha dobrego horroru ze nie ma happy endu ) . Osobiście gdy czytam 3 rozdziały pod rząd o jednym bohaterze to mimo skąpego opisu troche zaczynam gościa lubić, więc kolejne rozdziały zazwyczaj czytam szybciej by wrocic do interesujacego mnie wątku . Ale tym razem była to gehenna , co rozdział nowe imiona ubrane tylko kolor wlosow i oczu ( prawie kazdy to czlowiek ) i w zasadzie po co... żebym przeczytał ze meczylem sie przez ten bełkot postaci wyglądajacy jakby autor nie mogł znaleźć sobie głownego bohatera i pisał koślawy wstępniak o osobie ktorej sam nie zna ? ; tylko po to by wszyscy zamienili sie w zombie? Dodatkowo motyw jedi ogrodnikow , gadajace kwiatki z syndromem ksiezniczki , zero nawiazan do uniwersum . Podsumowujac kompletne dno ! Jedyne rzeczy które łączą te ksiazke z SW to słowa takie jak : sith , jedi , miecz świetlny . Książka ma niby byc SW horrorem a jest komedia w najgorszym wydaniu . Przeczytałem sporą liczbę książek gwieznych wojen i niestety wiekszosc jest bardzo uboga w slownictwo i orginalnosc , zwroty powtarzajace sie 10 krotnie w jedyn rozdziale bo " wykonał salto nad głową przeciwnika i wykonał zamach a ostrze przecięło powietrze znajdujac jednak kontre` tak dobrze brzmi jednak miały klimat. Pomimo błędów w tłumaczeniu czytałem dalej bo miały klimat SW a ten syf sprawił ze pierwszy raz w życiu gwiezdne wojny wzbudzily we mnie niechęć , swój egzemplarz spalę w nadziei że wymarzę te tresc z pamieci.

7/10
Książka niezła, osobiście bardziej podobała mi się od "Szturmowców śmierci", może dzięki brakowi postaci pokroju Hana, o których wiadomo od początku, że nie zginą. Klimat całkiem fajny, ale historia mogłaby być dłuższa i bardziej rozwinięta...

Joe Schreiber kontynuuje horrorowe podejście do SW. Nie rozumiem do końca przewijających się opinii, że to tylko powtórzenie "Szturmowców śmierci", bo tu motyw zombie dostaje bardziej krwisty wampiryczny klimat. Tu mamy więcej gore, makabreski, oraz oczywiście wojowników Ciemnej i Jasnej Strony Mocy. I te Mocne działania są bardzo fajnie opisane. Szkoda, że pod koniec książka traci na epickości i staje się dość standardowa. Niemniej, może dlatego, że mam miękkie serce (:P), ale ja tam grozę czułem.

pozycja lekka i szybka, ale taka do pożarcia i nie pozostawiająca uczucia nasycenia.. no w ogóle nie pozostawiająca wiele po sobie.. porównam sobie ją trochę do szturmowców śmierci, co jest naturalne, bo przy czytaniu się zombietroopersi sami przypominali. na początek kwestia postaci, z jednej strony na plus, a z drugiej wymuszona przez ramy czasowe - nie ma znanych osobistości (chwała!), które wiadomo, że nie umrą, no bo.. wiadomo. via Han i Chewie - największy błąd wcześniejszej pozycji. z drugiej strony mamy płaskie i płytkie kreacje, mocno nijakie. nie zapadających w pamięci uczniów czegoś na kształt nie wiem.. Hogwartu:D a miejsca było i jest na tyle, żeby ich porozwijać a później dać na pożarcie. w ogóle nasuwa mi się słowo do tej powieści - a jest nim ogólnikowość.
no i kwestia jeszcze najważniejsza, która mnie dziwi i boli przy czytaniu książki SW. mamy akademię sithów na jakimś "wygwizdowie" i co? są tam w 99% sami ludzie.. chyba, że te postaci, które się tam gdzieś przewijają, są różnych ras.. ale przecież o tym nie napisano nigdzie. nie dawno przeczytałem niebieskie żniwa, już pomijam to podobieństwo tytułowe, które jest co najmniej wyrazem głębokiej kreatywności. dark timesy/moczne czasy to obraz tego jak powinien wyglądać świat SW - 100% różnorodności rasowej. tutaj ten procent jest znikomy. niestety dla autora jest to dla mnie ważny szczegół, który dla mnie mocno buduje klimat uniwersum.
miło, że dostajemy coś nowego i oryginalnego, ale ALE..! autor nie wycisnął niestety w pełni potencjału EU..

oceny nie będzie. a i amber dostaje pochwałę i +, w końcu te książki z zewnątrz zaczynają wyglądać, a i mają mniej błędów w środku.

Bardzo plykti i schematyczny horror bez wyrazistych i ciekawych postaci. Nie polecam.

Książka podobała mi się fakt że odbiega od świata Star Wars może dlatego dodał jej takiego kolorytu. Dużo się dzieje ciekawa pozycja.
Ocena 8/10

Ja i mój kolega pracujemy nad pierwszą w świecie Star Wars komedią. Na razie jesteśmy na etapie dziesiątego rozdziału. Wymyśliliśmy nowe planety, gatunki i postaci, ale nie brakuje tu nawiązań do "Czerwonych żniw". Powiem tylko, żebyście wszyscy się nastawili na sporą dawkę śmiechu i szczypty romansu, wątek miłosny bowiem też się pojawia.Są też nowe moce. Jeśli się ukaże w księgarniach, kupujcie " Szalonych Jedi"-pierwszą na świecie komedię Star Wars, i to polską!

Recenzja utwierdziła mnie w moich odczuciach co do tej książki. No niestety. Słabo wyszło tym razem. 5/10

Mi się bardzo podobała ta pozycja. Czytając, nie sądziłem, że mam do czynienia z horrorem. Mimo to - połączenie czegoś, bo lubią miłośnicy Sithów i horrorów wyszło ciekawie. Książka wciągnęła mnie na długie godziny. 8/10, bo zasługuje na tyle. ;)

nie mogę znaleźć szturmowców śmierci, chyba że ich nie ma

Jakiegoś specjalnego szału rzeczywiście nie ma, ale mimo wszystko książka wciąga i szybko się ją czyta. Za typowo thrillerowy klimat 7/10.

oceniłem bardzo słabo "1", klimat czerstwy, bohaterowie wzięci znikąd... żywe drzewo-biblioteka w akademii sithów?? zakończenie żadne, brak równego tempa i rozwoju akcji...

Są trzy słowa, którymi opiszę tę książkę: NOC ŻYWYCH SITHÓW. Książka zdecydowanie za krótka, na ok 240 stron przypadło 46 rozdziałów (!) a najkrótsze miały 2 strony. Klimat zombich w ogóle mi nie pasuje do GW. I jeszcze to rozmawianie przy pomocy Mocy z roślinami. Dziwne. Co trzeba przyznać to - akcja jest szybka i zwarta, nie nuży i gdyby nie to, że nie czuć ciemnej strony, tylko zombich - książka byłaby o wiele lepsza.

Książka wg mnie była średnia. Ma świetne pierwsze 50 stron, a potem jakoś tak wszystko klapło - mimo to, że ma również fajne zakończenie. Temat był trochę męczony i o wiele lepiej przedstawiony z "Szturmowcach śmierci". Ta książka to zwykły średniak.

Pomysł na kolejną książkę o zombie, których jest teraz multum dobry ale żywe trupy w świecie SW to raczej nieporozumienie tym bardziej, że w Szturmowcach śmierci Schreiber już ten temat poruszał. W książce jest takie zdanie: "Młodociani zombie Sithów, pomyślał Tulkh - na księżycu Bogden, jak się to wszystko zaczęło? Najwyraźniej co jakiś czas wszechświat nudzi się tak bardzo, że postanawia pójść na całość." 5/10

Zakupiona ale czeka na swoją szanse w dość długiej kolejce :D

Osadzenie Solo w Szturmowcach to była kompletna klapa :/

Lepsza od swej poprzedniczki, jednak nic specjalnego. Bardzo schematyczna i przewidywalna.
Dużym plusem jest to, że pojawiają się nowi bohaterowie, co do przyszłości, których nie mamy pewności (bo obsadzenie Hana Solo w pierwszej części całkiem zabiło napięcie).

Zamówiłem ale zastanawia mnie czy Amber będzie tak samo przedłużał premierę w nieskończoność jak w przypadku Zaginionego Plemienia?

Może się doczekamy kolejnego tomu, w którym wyjaśnione zostanie jak Imperium znalazło wirusa.

Pozycja dość oryginalna jak patrzyć na całe EU, jednak przyrównując to do Szturmowców tego samego autora wieje powtórzeniem tego samego wątki i schematu. Fajnie, że książka dzieje się w Starej Republice, ale de facto nie czuć tego aż tak wyraźnie, może dlatego że większość akcji odbywa się na peryferiach galaktyki. Uważam, że autor poszedł na łatwiznę i skopiował to co było ciekawe w Szturmowcach, a tym samym pozbawił tę powieść oryginalności. Sam wątek horroru chyba był również lepszy w pierwszej powieści Schreibera. Dla mnie podobnie jak dla LSa wątek szturmowców wyczerpany.

6/10

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.