Fandom

Nawikon 2010

Wbrew obiegowej opinii sezon konwentowy się jeszcze nie skończył. Owszem obserwujemy właśnie ostatnie podrygi, a ponoć zima jak zapowiadają media, ma w tym roku nadejść już lada moment. A tu nagle taka niespodzianka. Nawikon, w pogodzie o nim nic nie mówili, a jednak jest. Udało się go zorganizować, choć ewidentnie części organizatorów było to nie na rękę. Nawet nie ukrywali, że głównie zależy im na kasie na swoje tajne bractwo. Większość z nich zainkasowała dochód z wejściówek i normalnie po angielsku zniknęła. Choć trudno mówić o angielskim zniknięciu w tak odległym kraju w samym środku Azji. Raczej po spartańsku, ale to nie 501. Legion by nawiązywać do starożytności.

W naszą podróż wyruszyliśmy w składzie jednoosobowym z Poznania, gdzie pociągiem jechał Burzol, dopiero od Leszna dosiadł się Nestor, a na koniec we Wrocławiu wsiadł jeszcze Lord Sidious. Dalsza droga koleją transsyberyjską była wyjątkowo ciężka, a wielu z nas nigdy nie zapuściło się tak daleko. Rzeszów to nasza ostatnia stacja, ale na szczęście, gdybyśmy zasnęli to moglibyśmy dojechać jedynie do Łańcuta, Przemyśla, Kijowa, a potem następny przystanek Władywostok. W tak daleką i niebezpieczną podróż najlepiej jechać pierwszą klasą. Nie ma tam co prawda prądu, ale przynajmniej zazwyczaj są miejsca siedzące gdzieś indziej niż na dachu.

Wychodząc na dworcu spodziewaliśmy się diabła Boruty z Łańcuta i że zostaniemy przywitani chlebem i solą. Zawiedliśmy się trochę, ale musimy przyznać, że Rzeszów okazał się bardzo ciekawym i ładnym miejscem, zwłaszcza gdy zobaczyliśmy miejscowy pomnik wielkości olbrzyma. Nam kojarzył się on raczej z Gwiezdną Kuźnią. W dodatku trzeba przyznać, że miasto jest zrobione z pomysłem, na środku rynku umieszczono studnię dla spragnionych. Może dlatego, że to miasto Tadeusza Nalepy, który niestety nie jest tak znany jak słynny kanonik z Wrocławia Mikołaj Kopernik, acz w niektórych środowiskach jego imię znaczy bardzo wiele. Nestorowi szczególnie podobało się w Rzeszowie to, że można tam było płacić złotówkami (a wymienił sobie wcześniej na hrywny).

Sam konwent, zorganizowano iście konspiracyjnie. Nie trzeba było się legitymować, wystarczyło się wkraść, nikomu nie przedstawiając. Zresztą w piątek program ukryto, niczym zaginione symbole. Niektóre punkty programu opisano w przewodniku atramentem sympatycznym, inne w ogóle wycięto. Lokalizacja sal, standardowa, szkolna. Na Gwiezdne Wojny trafiła się nam matematyczna izba przyjęć. Dobrze, że mieli cyrkiel, przynajmniej pojedynkując się nim, mogliśmy nadać pomieszczeniu fanowskiego charakteru. Pierwsze, co zrobiliśmy to ściągnęliśmy orzełka i wyprowadziliśmy go na spacer. Krzyż też był, z boku co prawda, ale zabrakło odważnych by go ściągnąć.

Dopiero w sobotę odbył się program gwiezdno-wojenny. Rozpoczęliśmy od turnieju Sabacca. Nikt nie stawiał ani Sokoła, ani Bespina, ale gra toczyła się dość ostro, pewnie dlatego, że co druga osoba oszukiwała. Karty z rękawa, podkradanie żetonów, krzyczenie Sabacc jak się go nie miało, to norma. Ale to tylko w ramach rozgrzewki! Sankcjonowany turniej był wzorowo przeprowadzony, a fachowość zawodników umożliwiała sprawne rozegranie kilkunastu partii. W ramach konkursów odbyła się także wiedzówka, na której Tori pokazywał obrazki, reszta musiała zgadnąć, co to jest. Nestor, który tę konkurencję wygrał, pomógł sobie oszustwem w ramach zemsty na LSie, który wyeliminował go z turnieju Sabacca. Trochę przykre, żeby niektórzy dla nagrody, potrafili tak bardzo się zbiesić. Standardowym rzeszowskim akcentem były też kalambury SW, tym razem oparte na poezji wieszcza z hasłami w stylu: „leżę sobie po pas w bagnie i nic nie widzę bo mi laser oczy wypalił”. Okazało się, że są to łatwiejsze hasła do pokazania niż „Ocena wpływu Separatystów na Republikę”. Na koniec odbył się też konsolowy turniej walk na miecze świetlne.

Ale program SW to nie tylko konkursy, to także prelekcje i spotkania. Tych było kilka. Pierwsze skrzypce grał Nestor, opowiadając o kultowych komiksach Marvela. Potem Kasis miała fenomenalną prelekcję z kruczkiem pt. „Fani wiedzą lepiej”. Rzeczywiście, tak jak chciała, przedstawiciele fandomu zajęli głos i prowadzili ją za nią. Wystarczy kilka prostych sztuczek, w stylu stwierdzeń: „Quinlan Vos na szczęście jest niekanoniczny”, „Ahsoka, podobnie jak Jar Jar, błyskawicznie podbiła serca fanów”, „Darth Maul to największa porażka Mrocznego widma, dobrze, że Lucas tak szybko go zabił”. Odbyło się także spotkanie z redakcją Bastionu, niestety skończyło się tylko na prezentacji, którą redaktorzy pokazywali już na innych konwentach. Program nieco zmienił swoje ramy czasowe z uwagi na poślizg i problemy techniczne na samym początku. Burzol i Nestor prowadzili potem dyskusje o Darthie Vaderze, która skończyła się smutną konkluzją, że szkoda, iż białego Vadera z Infinities: Return of the Jedi nie było w filmie. Lord Sidious (piszący te słowa), otwarcie gratulował organizatorom konwentu, porównując go z Celebration V. Niestety miał aż 4 osoby na widowni, które raczej przyszły z obowiązku niż z ciekawości, ale sukcesem jest to, że żadna z nich nie zasnęła. Burzol wygłosił prelekcję o filmach i serialach. Gwoździem programu zaś okazało się spotkanie RAMu z okazji 10 lecia. Oczywiście jeden z gości z ConsolRoomu mówił, że ma nowszy RAM, dopiero potem wyjaśniono mu, że chodzi Rzeszowską Akademię Mocy. A punkt ten okazał się nader udany.Znów okazało się, że zabawa w lożę masońską i ukrywanie informacji przed sobą spowodowało zgrzyt organizacyjny, ale tego nikt nikomu nie miał za złe, dlatego, że były dwa torty. A wiadomo, że dwa torty to zawsze lepiej niż jeden, a Rzeszowskie dziewczyny (special THX dla Doris) potrafią dać z siebie wszystko i stać godzinami w kuchni pracując nad fenomenalnymi wypiekami. Dla tych tortów warto było przejechać tyle kilometrów. Zresztą gdy trwała wyżerka, przez salę SW przeszło ponad 100 osób, to sukces bo formalnie na konwent sprzedano jedynie 173 wejściówek.

Wieczorem zaś poszliśmy na geekowskie afterparty. I to dopiero była impreza, kto wie czy nie lepsza niż sam konwent.

Reasumując. Rzeszów warto zwiedzić, zobaczyć samemu, bardzo ciekawe miejsce, ludzie ekstremalnie mili, przyjaźni i gościnni. No i dla nas była to świetna zabawa, nie ze względu na organizację czy wielkość, ale właśnie atmosferę i zabawę we własnym, małym, acz wspaniałym towarzystwie. Dobrze, że są takie konwenty jak Star Force, duże, dobrze zorganizowane, ale dobrze, że istnieją też takie jak Nawikon. Są skrajnie odmienne i wspaniale jest mieć wybór.

Na koniec garść fotek.

Nowoczesny biurowiec w Rzeszowie. Rok oddania 2010


Pomnik Gwiezdnej Kuźni z daleka


Pomnik Gwiezdnej Kuźni z mniej daleka


Kasis (szczęśliwa, że już wyjeżdżamy), obcięty Burzol i Nestor


Nazywajmy rzeczy po imieniu, biuro organizatora konwentu


Dom burmistrza Rzeszowa


Słynny rzeszowski jeż Jerzy – lokalna maskotka


Tadeusz Nalepa


Pomysł racjonalizatorski – studnia miejska


Zabezpieczenie przed samobójcami


Przygotowania do konwentu trwają


Trzy minuty i gotowe, na zdjęciu profesjonaliści: Nestor i Burzol


Nestor: Pazerny gracz


Znajdź kupkę bankiera


Kasis: „Błagam nie oszukujcie tak”


Brighty – kiedyś chciał zabić promila!


Hazardziści


Co dalej w programie?


Nestor: Dlaczego kocham Marvele


Słuchacze na prelekcji


Burzuś


Neścik


Ciocia Kasia


Głodomory czekają na wyżerkę (Brighty, Shonsu, Doris, Tori, Burzol i Nestor)


Konkurs wiedzowy by Tori


O Vaderze by Nestor und Burzol (Orzełka nie ma)


Nestor i Burzol


Prelekcja Lorda Sidiousa


Pokaz rzeszowskich strojów ludowych


R2-D2: Tort special by Doris


Łasuchy (Indiana, Tori, Shonsu i Kasis)


10 lat RAMu


Panie fanie znakomity tort, om nom nom wyśmienity


Co jest lepsze od tortu? Dwa torty


Tort nr 2 by Rzeszów Squad


Doris kroi Yodę


Byle się nażreć (atak pseudofanów)


Postparty... tfu afeterparty


Tekst: Lord Sidious
Cenzura: Nestor
Zdjęcia: Lord Sidious, Kasis



Tagi: Konwent (54) Nawikon (2) Relacja (299) Rzeszów (32)
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.