Książki

The Jedi Path: A Manual for Students of the Force


Autor: Daniel Wallace
Oryginalny tytuł: The Jedi Path: A Manual for Students of the Force
Ilustracje: Paul Allan Ballard, Jeffery Carlisle, Conceptopolis, Tommy Lee Edwards, Ryan Hobson, Greg Knight, Chris Reiff, Storm Lion Studios, Derek Thompson, Chris Trevas, Terryl Whitlatch oraz Kieran Yanner
Wydanie PL: brak
Wydanie USA: becker&mayer! Book Producers 2010
Stron: 160
ISBN: 978-1603800969

Recenzja Lorda Sidiousa

Podręcznik Jedi, w dodatku widziany z perspektywy uniwersum, to coś, co od razu budzi zainteresowanie wśród fanów. Oczywiście są też i wątpliwości, u mnie pojawiły się, gdy dowiedziałem się, kto robi ten przewodnik. Z jednej strony weteran wielu wspaniałych informatorów i podręczników – Dan Wallance, z drugiej osoby odpowiedzialne za „Zaginiony dziennik Indiany Jonesa”. To ostatnie dzieło, wydane także w Polsce, to świetna zabawka, i przystępny informator. Ale jednak kwestie informacyjne zeszły tam na drugi plan, choć przyznaję, że wykonanie było świetne. Jednak by być sprawiedliwym, to nie jest zła rekomendacja, bo ja nastawiałem się na wspaniały produkt kolekcjonerski (choć wiem, że to w Polsce obecnie kojarzy się z dopalaczami), a nie interesujący przewodnik. W rezultacie dostałem jedno i drugie.

Właściwie to w tym przewodniku mamy trzy warstwy, które należy rozpatrywać osobno. Fabularną, informacyjną i wizualną. Tak, pierwsza z nich jest fabularna. Może to brzmi głupio, ale to bardzo dobre rozwiązanie, mimo, że jest ona dość słabo rozwinięta. Przewodnik pisany z punktu widzenia Jedi, chcąc nie chcąc musi być w niektórych aspektach przekłamany, doktrynalny. Zwłaszcza tych dotyczących Sithów, ale nie tylko, bo zostaje nieszczęsny Vaapad i tak dalej. Dodano więc do tego podręcznika historię. Książka ma być prawdziwym przewodnikiem z którego kształcili się Jedi, w dodatku to już trzecią edycja (data wydania to ok. 115 lat przed bitwą o Yavin), a sam egzemplarz również ma swoją historię. Wpierw należał do Yody, potem ten przekazał go Thame’owi Cerulianowi, ten swojemu uczniowi Dooku. Dalej linia sukcesji jest dość przewidywalna: Qui-Gon Jinn, Obi-Wan Kenobi, Anakin Skywalker i Ahsoka Tano. Można się zastanawiać dlaczego tak, czemu nie ma Xanatosa, ale to nie jest ważne. Po Ahsoce książka wpadła w łapy Dartha Sidiousa, a ostatnim jej właścicielem został Luke Skywalker. Więc cała fabuła to taki trochę wektor, ale tym razem całkowicie widziany z punktu widzenia przedmiotu. Każdy z kolejnych właścicieli nie oszczędzał tego podręcznika. Podkreślali sobie fragmenty, robili dopiski, komentarze, a Palpatine nawet wyrwał dwie kartki. W dodatku pozostawały w książce jakieś śmieci po nich, a to jakiś warkoczyk, a to jakiś medalion, albo plan miecza świetlnego narysowany na chusteczce higienicznej. Brakuje tylko plam, no i okładka powinna być bardziej rozklekotana, ale to już mogło by być trochę za dużo i niektórzy kupujący mogliby tego nie łyknąć.

Sam pomysł z fabułą jest moim zdaniem trafiony. Zwłaszcza te wszystkie komentarze są bardzo dobrym rozwiązaniem, bo mogą sugerować, że coś co jest opisane w dany sposób w książce inaczej wygląda w rzeczywistości. Choć przyznaję, że niektóre komentarze zwłaszcza Dooku są dość irytujące. Autorzy czasem zapominają, że hrabia był kiedyś Jedi i to bardzo dystyngowanym, zbytnio upraszczają jego postać, tworząc z niej raczej Lorda Sithów, a nie późniejszego mistrza Qui-Gona. Choć z drugiej strony inna twarz Dooku mogłaby być trochę niezrozumiała.

Druga warstwa to informacje. To chyba najważniejszy element. I przyznaję wprost, liczyłem na większe korzystanie ze źródeł filmowych, książkowych i komiksowych. Tylko o ile filmy są ograniczone przez czas, to książki i komiksy niestety same zawężają pole manewru jakie stwarza EU. Nie potrafią wykorzystać w pełni potencjału, koncentrują się na Jedi walczących, rozwiązujących konflikty. Natomiast w EU zakon rozrósł się dużo bardziej, przede wszystkim dzięki RPG (i cRPG czyli KOTORom). Cały podział na Jedi strażników, wartowników czy doradców, może nie jest mi jako fanowi obcy, ale zupełnie nie kojarzy mi się z filmowym zakonem. Nawet w książkach się tego nie odczuwa. Wallace i jego ekipa dokonują tu wręcz istnej rewolucji. Dla mnie, czyli osoby, która słabo zna podręczniki RPG, to odkrywanie nowego świata. I to dużo bardziej uporządkowanego, a wszystko otrzymałem w przysłowiowej pigułce. Podobnych przypadków jest więcej, choćby korpusy rolnicze wspomniane w „Uczniu Jedi”. Tam widzimy je jako katastrofę dla młodego Padawana (ale czy na pewno Padawana?), odesłanie go nie wiadomo gdzie. Wyrzucenie z zakonu. Owszem dla niego to jest katastrofa, ale dla zakonu swoiste marnotrawstwo. Nie wspominając o tym, że zabranie komuś dziecka, a po trzynastu latach wysłanie go gdzieś do pracy w polu na odległej planecie jest moralnie wątpliwe. Wallace i to porządkuje. Dostajemy tu między innymi opis różnych służb pomocniczych zakonu, korpusów, gdzie pracują Jedi, bez stopnia rycerza. Leczą, uczą, załatwiają masę innych spraw, są pomocnikami głównego trzonu zakonu. Tak działa właśnie korpus rolniczy i to mi się podoba. Choć jak przypomnę sobie rozpacz Obi-Wana, to mam wrażenie, że wówczas zwątpił w Moc, przestał jej ufać. I o tego typu aspektach myślałem mówiąc o odejściu od książek i komiksów. Porządkując jedne rzeczy, wprowadzamy trochę bałaganu w źródłach.

Poza tego typu opisami, znajdą się też poradniki w stylu jak być Jedi w każdym stadium. Jak wziąć sobie Padawana, jak przejść próby, jak wybrać swoją formę walki mieczem. Są też opisy innych organizacji korzystających z Mocy – tu kłania się seria „Fate of the Jedi”, znów ukazana w pigułce. Choć przyznam, że są też pewne elementy, które mi się nie podobają. Przy próbie porządkowania, zwłaszcza pierwszych lat w zakonie, owszem pojawiają się nam klany (jak klan niedźwiedzi), które bardziej przypominają klasy, ale również słowo Padawan zostaje ograniczone tylko i wyłącznie do ucznia, który już ma mistrza. Dobrze, to sensowne rozgraniczenie, tylko brakuje choćby informacji na marginesie, że potocznie Padawanami nazywa się wszystkich młodzików. Tak jak to ma miejsce w „Ataku klonów” czy „Zemście Sithów”. To są zgrzyty, których można było w banalnie prosty sposób uniknąć.

Drugi, dość bolesny problem to opis Sithów, skoncentrowany na Bane’ie. Zastanawiam się czy Jedi powinni tyle wiedzieć na jego temat , i mam wrażenie, że znów przeszarżowano. Owszem zakończono ten opis, że Bane musiał zginąć na Ruusan, z czego nabija się Sidious, ale cały ten rozdział poprowadzony w ten sposób, jest moim zdaniem w tym podręczniku zbędny. Jedi sprawiają wrażenie, że wiedzą za dużo o zakonie Sithów – tym już istniejącym po Ruusan i to mi się nie podoba. Podobnie zresztą jak sprawa z tytułem Darth, gdzie gubi się nam imię tytularne (co dokładnie wskazują niektóre źródła, zwłaszcza bliższe filmom). Owszem to podręcznik Jedi, mogli się mylić, ale bardziej chodzi mi o to, że próbując coś uporządkować, Wallace czasem odchodzi od filmów, co mnie się nie podoba. I to, że czasami chce za dużo przekazać, zwłaszcza tego, co twórcy podręcznika w uniwersum nie powinni wiedzieć. Oczywiście podziwiam ogrom pracy włożonej w składanie EU. Pierwszy przykład z brzegu to forma VII w czasach Bane’a (ale nie nazywa się wtedy vaapadem i juyo). Tego typu przykładów jest jednak więcej i to jest dla mnie niesamowicie rewelacyjne.

Trzecia warstwa to wykonanie. Tu szczerze polecam książeczkę z opakowaniem, zwłaszcza gdy da się je otworzyć w ciemnym pokoju. Niesamowite wrażenie. I te wszystkie wkładki, jak medaliony koreliańskich Jedi, warkoczyki, plany świątyni. To niesamowita wartość dodana, która potrafi wciągnąć w zabawę niezależnie od wczytywania się w przewodnik. Mało jest takich albumów, które potrafią bawić na kilku warstwach. Ten jest jednym z nich. A zabawa właściwie wynagradza wszystkie niedoróbki informacyjne.

Jestem pod olbrzymim wrażeniem tego, co otrzymałem. Myślę, że warto przynajmniej raz w życiu zobaczyć pełne wydanie. Jest niesamowite, wspaniałe i dopracowane. A informacyjnie, dla mnie to chyba najważniejszy album o uniwersum, jaki powstał w przeciągu kilku ostatnich lat. Mam nadzieję, że Wallace i jego ekipa stworzą jeszcze inne dzieła tego typu.




Temat na forum

Ocena końcowa
Ogólna ocena: 10/10
Wykonanie: 10/10
Opis świata: 10/10
Wartość informacyjna: 9/10



Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 9,33
Liczba: 15

Użytkownik Ocena Data
Bolek 10 2014-05-30 14:22:26
darth ryba 10 2014-05-12 18:23:52
Darth Hedrex 10 2013-03-30 20:23:37
wyczes 10 2012-04-09 11:53:15
Rusis 10 2012-01-04 20:11:24
Syl-Wek 10 2011-08-04 10:25:36
Ren Kylo 10 2011-03-06 13:27:12
Wolf Sazen 10 2011-01-25 18:19:26
JohnnyTano 10 2011-01-02 14:11:26
X-Yuri 10 2010-12-22 06:59:22
Lord Sidious 10 2010-12-19 16:11:11
mihau 9 2014-01-13 18:19:23
Matheus 9 2012-08-31 12:13:56
Nadiru Radena 7 2012-05-24 21:08:42
Shedao Shai 5 2012-01-06 23:38:04

Tagi: becker&mayer! (3) Chris Reiff (7) Chris Trevas (8) Daniel Wallace (21) Greg Knight (6) Tommy Lee Edwards (5)

Komentarze (4)

Też mi się podoba - mam ją już dwa miesiące i czytam sobie po kawałku, aczkolwiek skaczę po rozdziałach:)
Kupiłem samą książkę, ponieważ pełne wydanie to tylko Book of the Sith:)

Cieszę się tym od kilku godzin i nacieszyć nie mogę. Wspaniały pomysł, jeszcze lepsze wykonanie. Obowiązkowa pozycja dla każdego dla kogo ścieżka Jedi jest najbliższą sercu... (na zdjęciach i filmikach wydaje się większa niż jest w rzeczywistości ale i tak jest warta swojej ceny)

Hm, wnioskuje z komentarza ze nie miales okazji sie zapoznac z ta pozycja.. a dales ocene.. hm. Bleh.

Jeśli to jest jeszcze lepsze jak "Zaginionego dziennika Indiany Jonesa", to faktycznie to musi być rewelacja

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.