Różne

Darth Vader - odzieranie z legendy

Autor: Rusis

“Trwoga towarzyszyła każdemu z Czarnych Lordów, lecz aura zła, która otaczała tego właśnie, była na tyle intensywna, że zahartowani w bojach szturmowcy Imperium cofali się; na tyle groźna, że nawet oni zaczynali mruczeć coś nerwowo do siebie. Odważni do tej chwili członkowie załogi zaprzestawali oporu, rzucali broń i uciekali na sam widok zbroi Vadera, która choć czarna, nie była nawet w przybliżeniu tak mroczna, jak myśli okrytej nią istoty.”
George Lucas, Gwiezdne wojny



Pierwszy raz kontakt z Darthem Vaderem miałem podczas oglądania Nowej nadziei, kiedy to Czarny Lord w towarzystwie szturmowców wchodził na statek księżniczki Leii. Kontakt ten już od pierwszego momentu wywarł na mnie olbrzymie wrażenie - oto na statku na którym dominowała biel, który był szturmowany przez żołnierzy zakutych w białe pancerze pojawił się czarny kolos, odznaczający się od całego otoczenia. Kolos, który nie ukrywał się przed strzałami, tylko majestatycznym krokiem sunął przez pokład Tantive IV, poprzedzany jedynie przez odgłos swojego oddechu. Od momentu jego pojawienia się poprzez każdą kolejną scenę w filmie, w której występował dało się wyczuć grozę bijącą z tej postaci oraz potęgę, którą miało się wrażenie ma do dyspozycji w każdej chwili. Tak samo było w następnych częściach klasycznej trylogii. Darth Vader, gdy się pojawiał wzbudzał strach zarówno wśród przeciwników jak i własnych ludzi, których nie omieszkiwał dotkliwie karać za błędy. Był czarnym stałym punktem we wszystkich trzech częściach, synonimem zła i potęgi.

“Byli doskonałymi strzelcami, uzbrojonymi według indywidualnych preferencji; znali też pół tuzina sztuk walk, ale gdyby Vader chciał go zabić, tych czterech nie zdołałoby mu przeszkodzić. Zresztą czterdziestu takich samych też”
Steve Perry, Cienie Imperium

Po zakończeniu starej trylogii wyszło wiele książek i komiksów w których występował Darth Vader, a czytając je miałem wrażenie, że Czarny Lord jest najstraszliwszą postacią w galaktyce. Każdy z kim miał kontakt lub kto o nim słyszał albo się go bał albo jeśli nie odczuwał strachu to wiedział, że konflikt z nim nie ma najmniejszego sensu, chyba, że ma się myśli samobójcze. Vader nie liczył się z nikim i niczym poza Imperatorem, a życie innych traktował jako narzędzie, które może być wykorzystane do własnych celów lub zniszczone, gdy niepotrzebne. Nie wahał się poświęcić życia ponad dwustu tysięcy Falleenów, aby zatuszować nieudany eksperyment biologiczny. Nie wahał się również oszukać Noghrich, skazując ich na życie w ciężkich warunkach, aby jak najdłużej służyli Imperium, będąc od niego uzależnionymi. Pozbawianie innych życia nie sprawiało mu nigdy najmniejszych problemów. Widzieliśmy jak zabijał Jedi, widzieliśmy jak zabijał Sithów (w postaci odrodzonego Dartha Maula), jak uśmiercał rebeliantów, spiskowców, własnych oficerów czy przywódcę Czarnego Słońca. Wychodził cało z zasadzek, samemu rzadko kiedy nie osiągając zamierzonego celu. Zdawało się, że jest osobą nie do zatrzymania i o ile jeszcze można czasem go przechytrzyć o tyle w walce jest niepokonany i nawet drobne wyjątki jak Spotkanie na Mimban nie wpływały znacząco na ten pogląd. Pogląd tym bardziej potęgowany, że wielokrotnie sam Vader jest wspominany jako pogromca Jedi, osobnik, który doprowadził do zniszczenia Zakonu, a następnie wytropił i własnoręcznie wymordował wielu spośród ukrywających się po galaktyce Rycerzy. Vader podlegał bezpośrednio Imperatorowi i tylko jego się obawiał, ale we mnie jako czytelniku Palpatine takiej grozy nie budził jak Czarny Lord. Imperator bowiem zawsze był gdzieś daleko, wydający rozkazy, nie widzieliśmy go w akcji - to Vader dla mieszkańców galaktyki i tym samym czytelników był uosobieniem siły Imperium i to jego miano się bać.

Przez te wszystkie lata Darth Vader obrósł legendą mającą swoje podłoże zarówno w filmach, jak i książkach i komiksach. W niemalże każdej pozycji, w której występował, wzbudzał swoim zachowaniem, wyglądem czy samym odgłosem oddechu grozę. Stał się legendą nie tylko dla mnie, fana Gwiezdnych Wojen, ale również dla fana fantastyki czy ogólnie osób oglądających filmy - potwierdza to chociażby fakt stałego zajmowania przez Czarnego Lorda pierwszego miejsca we wszelakich rankingach na najlepszy czarny charakter w historii kina.

“- Padme? Jesteś tu? Nic ci nie jest?
Bardzo mi przykro, Lordzie Vader. Obawiam się, że nie żyje. (...)
- Nie... Nie, to niemożliwe!”
Matthew Stover, Zemsta Sithów

Z niecierpliwością i pewną obawą wyczekiwałem na pojawienie się Czarnego Lorda w trzecim epizodzie nowej trylogii Gwiezdnych Wojen. Podświadomie oczekiwałem zobaczenia postaci, która przez te wszystkie lata trzęsła galaktyką, zobaczenia jej takiej, jaką była w Starej Trylogii. Zdawałem sobie oczywiście sprawę z tego, że Anakin Skywalker po przywdzianiu hebanowej zbroi nie stanie się od razu tym, kim w mojej pamięci był, że ten proces musi potrwać. To, że zdawałem sobie z tego sprawę nie przygotowało mnie jednak do tego, co zobaczyłem w kinie. Vader krzyczący i rozpaczający po stracie Padme w jakiś sposób był dla mnie zbrukaniem legendy. Bo czyż majestatyczny, groźny, wszechpotężny Lord Sithów może tak rozpaczać? Nieważne było dla mnie, że jest to urealnienie tej postaci i jak najbardziej naturalne, jeśli brać pod uwagę wcześniejsze zachowanie Anakina Skywalkera. Nie byłoby to dla mnie żadnym problemem, gdyby to się wydarzyło jeszcze przed założeniem zbroi, ale podświadomie widząc Dartha Vadera - takiego, jakim widziałem go w klasycznej trylogii - oczekiwałem od niego innego zachowania.

“Stanął nad byłym mistrzem i uniósł świetlny miecz, gotów do zadania ostatecznego ciosu. Vader usiłował wstać, nieporadnie przemieszczając ciężar zakutego w pancerz ciała. W końcu odwrócił się na plecy ze skowytem przeciążonych serwomotorów.
Siła eksplozji zerwała także hełm z głowy Dartha Vadera. Uczeń zobaczył wreszcie twarz mężczyzny, który go porwał i praktycznie uczynił z niego swojego niewolnika. Zobaczył żałosną, bezwłosą głowę, pokrytą zmarszczkami i starymi bliznami. Słabe oznaki życia były tylko w błękitnych, przepełnionych bólem oczach, które patrzyły na Galena z nieukrywaną udręką.”

Sean Williams, Moc wyzwolona

Po Zemście Sithów przyszedł czas na książki i komiksy ukazujące nam Czarnego Lorda w okresie między filmami. Pierwszym z tych, które nas interesują był komiks Czystka, przedstawiający polowanie Vadera na Jedi. W nim mogliśmy zobaczyć Czarnego Lorda, który ledwo przeżywa starcie z kilkoma Jedi i mimo iż wychodzi zwycięski z walki to nie wiadomo, jakby się sprawy potoczyły, gdyby nie oddział szturmowców, który przybył ze wsparciem. Sam Vader dodatkowo zostaje dosyć mocno pokiereszowany, na tyle mocno, że gubi niektóre elementy zbroi. I nie jest tutaj nawet najgorszy sam fakt zobaczenia walki, w której ten Lord Sithów ledwo co daje sobie radę, ale zakończenie komiksu, w którym Imperator rozpuszcza plotkę, że Vader zabił własnoręcznie w tej akcji pięćdziesięciu Jedi i w ten sposób chce stworzyć legendę Czarnego Lorda. Czyżby zatem cała ta legenda, którą przez lata jako widz i czytelnik chłonąłem miała być stworzona na kłamstwie?

Spomiędzy różnych pozycji, jakie wyszły, największą uwagę w kontekście tego artykułu przykuwają te stworzone przez Hadena Blackmana. Dwa lata po Czystce ten twórca, jako scenarzysta gry Moc wyzwolona wypuszcza na rynek kolejny produkt, który przyczynia się do niszczenia legendy. Tym razem mamy okazję zobaczyć jak uczeń Dartha Vadera go pokonuje i może zdecydować o tym, czy Czarny Lord ma przeżyć czy nie. Dokonuje tym samym rzeczy, która do tej pory zdawało by się była zarezerwowana tylko i wyłącznie dla Luke’a Skywalkera. Przez to nie tylko Vader zdaje się zdecydowanie mniej potężny, ale i dokonanie Luke’a nie jest już tak znaczące. Haden Blackman w kwietniu 2010 roku wypuszcza trzecią część Czystki. Wbrew moim obawom tym razem Darth Vader walkę wygrywa i wychodzi z niej nawet bez większego szwanku, czemu zatem o tym komiksie wspominam? Bo widząc w nim Czarnego Lorda miałem wrażenie, że widzę dresiarza biegnącego za swoją ofiarą, niemyślącego o konsekwencjach swojego postępowania. Vader oddając się polowaniu na Jedi jednocześnie kompletnie zapomina jaka była jego rzeczywista misja i tym samym przyczynia się do stracenia przez Imperium ważnego budynku. Vader popełniający błędy, dający się ponieść emocjom i własnym żądzom, niemyślący, to nie jest Vader jakiego pamiętałem z dawnych lat. Pół roku później możemy się "cieszyć" kolejnym produktem Blackmana, tym razem grą The Force Unleashed II. Jak łatwo się domyślić Vader jeszcze raz i w jeszcze bardziej spektakularny sposób niż poprzednio zostaje pokonany i jego życie znowu zależy od łaski, bądź niełaski innych. Jeśli by komuś było mało, to może śledzić nową serię komiksową Dark Horse’a pod tytułem “Darth Vader and the Lost Command”, która jest reklamowana jako historia największej porażki Vadera. Historia, oczywiście napisana przez Hadena Blackmana. Czasem się zastanawiam, czy Blackman ma jakiś kompleks na punkcie Vadera, chcąc go w każdej kolejnej swojej produkcji odzierać z legendy jaka go kiedyś otaczała?

W cały ten nurt odzierania Vadera z jego legendy wpisało się w mniejszym lub większym stopniu jeszcze kilka innych pozycji, takich jak Czarny Lord: Narodziny Dartha Vadera czy Ścieżki Mocy. Żadna z nich w porównaniu do wymienionych wcześniej nie była jednak aż tak znacząca. Jaki jest tego cel? Gonienie za rozgłosem i większą sprzedażą kolejnych produktów sprawia, że muszą być one bardziej efektowne i wstrząsające niż poprzednie. A czy jest coś efektowniejszego i bardziej ruszającego przeciętnego gracza niż możliwość pokonania w walce samego Czarnego Lorda? Szkoda tylko, że przy okazji takie produkcje również są kanoniczne. Tymi działaniami zarówno się niszczy najsłynniejszy czarny charakter w historii jak i deprecjonuje znaczenie wydarzeń widzianych w Starej Trylogii. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że twórcy opamiętają się wreszcie oraz cieszyć się, że w oczach przeciętnego widza, nie interesującego się głębiej światem Star Wars, Darth Vader dalej jest taki jaki był w filmach. A i ja sam staram się go właśnie tak zapamiętać.


Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 9,00
Liczba: 24

Użytkownik Ocena Data
Jamboleo 10 2014-07-10 15:37:41
Asturas 10 2014-02-04 10:05:04
Piett 10 2012-08-12 14:56:31
FistoKit 10 2012-05-03 15:23:25
Doomus 10 2011-04-20 12:42:46
Darth Eve 10 2011-04-04 17:33:03
Obi-Wan Skywalker 10 2011-03-30 11:32:06
Lord Eddels 10 2011-03-29 18:50:13
Ludwik 10 2011-03-29 18:45:59
Justine Helfire 10 2011-03-29 15:39:49
Master of the Force 10 2011-03-29 14:29:44
kaleka22 10 2011-03-29 14:27:43
Shedao Shai 10 2011-03-29 14:10:56
Onoma 9 2013-03-25 23:29:08
Carno 9 2012-05-31 00:29:52
Lord Sidious 9 2012-01-05 22:33:02
Ren Kylo 9 2011-03-29 19:14:32
Aldebar 9 2011-03-29 18:07:42
Rycu 9 2011-03-29 17:43:49
Cubeous 8 2011-04-04 12:23:16
Adakus 8 2011-03-29 14:32:50
energo 7 2011-04-05 16:59:01
Lord Jabba 5 2012-01-26 16:56:34
Darth Invidious 4 2011-03-29 20:48:22

Tagi: Darth Vader (3) Publicystyka (77)

Komentarze (9)

Blackamn musi mieć faktycznie jakiś kompleks Vadera, bowiem uwziął się na niego strasznie...

Zresztą za kalanie pamięci o Czarnym Lordzie wzięli się również uznani dotąd autorzy, jak Zahn ("Posłuszeństwo") i Perry ("Gwiazda Śmierci), którzy nieco groteskowo przedstawili tam Vadera.

Ja osobiście również staram się pamiętać tego Vadera z filmów, starając się jednocześnie zapomnieć TFU i Czystkę... Niestety, sceny "Noooooooo" z EIII nie da się już tak łatwo wymazać z pamięci.

zgadzam się z wszystkim

Wg. mnie sama "Czystka" to nic, wtedy Vader dopiero zaczynał być Vaderem, takim jakim zaczynał być w EIV. Bardziej mi się nie podoba że nawet w pozycjach około-OT'owych, Vader często dostaje po tyłku, choć to już powinien być ten potężny Vader, którego zobaczyliśmy w filmach. I to mi się nie podoba.

Zgadzam się, że porażki Vadera niszczą częściowo jego złowrogą aurę, ale pewnych rzeczy nie potwierdzę : chodzi mi o komiks opisany w artykule, o trzecią część czystki. Vader jest moją ulubioną postacią, ale to nie znaczy, że ZAWSZE musi być nieomylny. Ta historia miała miejsce zaraz po przejściu Anakina na CSM, więc nie mógł o razu być taki zaawansowany, jak w czwórce.
Druga rzecz, to Anakin Skywalker. Moim zdaniem w epizodzie trzecim przemiana dokonana została bardzo fajnie, jedyne, co mnie razi, to ten jego krzyk na końcu: -Noooooo....-
Ale pomyślmy: jak inaczej mieli to pokazać? No, ja zrobiłabym, że Vader coś rozwala, może demoluje statek, ale to "noooł" trochę mi sie gryzie z resztą. Sam Anakin Skywalker jest wg. mnie dobrze zagraną postacią, jego emocje, ból, wściekłość i w efekcie przemiana.
Późniejszy Vader natomiast budzi grozę, ponieważ z biegiem czasu wygasły w nim uczucia; stał się zimny, bezlitosny i bezwzględny.I takiego go cenię.

Darth Vader dalej jest taki jaki był w filmach.

Czyli jaki ? Ano taki jak Anakin Skywalker. Vader po NT w filmach jest niewolnikiem, niewolnikiem swej 'zbroji'. I to właśnie NT i postać Anakina Skywalkera odziera tę pestać z czystego zła i nienawiści...

A artykuł boski.

Lecz mimo wszystko, wygrywał. Vadera podobnie jak autor tego artykułu poznałem w "Nowej nadziei" jak już wtedy się nazywało a był to rok {1999}. Jednakże nie bałem się Vadera i nie zaobserwowałem strachu tylko respekt przed tą czarną zbroją. Szczególnie widać to kiedy Vader rozmawia z Leją, która nie ma do niego za grosz szacunku, nawet miałem wrażenie że go obraża. Czarny Lord jest postacią bardzo milczącą według mnie. Wypełnia bez żadnych "ale" rozkazy Imperatora i tego samego wymaga od innych. W moim przypadku także obejrzałem pierwszą "starą trylogie" , i kiedy do kin wchodziło "Mroczne widmo" dowiedziałem się o pewnym niewolniku Anakinie, który był wybrańcem. Dopiero w okresie "Ataku klonów" dowiedziałem się że będzie , czarnym Lordem. Początkowo nie dowierzałem ale film ukazał ciemną stronę Anakina, i zacząłem w pełni uznawać ten fakt. Wreszcie nadeszła "Zemsta Sithów" i większym szokiem był dla mnie "rozkaz 66" niż przemiana Anakina w Vadera. Co do odarcia Vadera z tej łatki "czarnego charakteru", powiem cóż, dla mnie ta łatka nie istniała, Vader był dla mnie prawą ręką imperatora by później po oglądnięciu "nowej trylogii" przekształcić się w zbuntowanego Jedi. To prawda że nie jest aż takim czarnym charakterem jakim był dla mnie Palpatim/Sidus, ale nadal jest zagubionym wśród uczuć, cyborgiem.

Biorąc pod uwagę, że Vader, mimo bycia Wybrańcem, nie pokonał Imperatora w czasie walki tylko podstępem, to wcale się nie dziwię takim sytuacjom - to nie jest niszczenie legendy, tylko właśnie ukazanie, że szturmowcy się bali propagandy. Widzieli jego okrucieństwo, ale że ktoś go mógł pokonać to się odbywało bez świadków. Nie ma ludzi/istot niepokonanych. A Star Wars w końcu idzie w tym kierunku: śmierć potomstwa Solo, Mary Jade, Chewiego... W Starej Trylogii zginął w zasadzie tylko Obi-Wan (nie zabity przez Vadera, tylko pozwalający się zabić!) oraz sam Czarny Lord.
To nie jest niszczenie legendy, tylko ukazywanie ludzkiej strony Darth Vadera...

Co do "Czystki" to się nie zgodzę, Vader wówczas był świeżakiem w zbroi. Jeszcze nie przywykł do niej, co widać w momentach jak traci kończyny, po prostu nie czuł jej. Dla mnie ten komiks jest idealnym dopełnieniem postaci Mrocznego Lorda. Powiedzmy, że ledwo uchodząc z życiem z tego starcia, wyciągnął wnioski w następnych spotkaniach w Jedi.

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.