Twórczość fanów

Kryminalne zagadki I: Muzyk

Autor: Darth Kamil



Ludziom zboczonym na
punkcie kryminałów.




Muzyka potrafi wpływać
na losy świata. Strzeż się jej.

- Wilhelm „Des” Ekehard



Akurat leciałem na spotkanie detektywów (ta... wiem, że brzmi to durnie, ale rzeczywiście takie zloty są organizowane), kiedy przytrafiło mi się „to”. Gburowate i nieprzychylne szczęście dopisało jak zawsze.
Za kierownicą czułem się kimś w rodzaju banthy na Hoth, więc włączyłem autopilota. Wysokości do mnie nie przemawiają, a latanie pojazdami nad ulicami miasta wzbudza na języku lekki posmak gunganina. To działka droidów, nie ludzi.
Rebeliancka krew, ale jak na złość kiedy leciałem, uszkodzeniu uległa jedna z rur badziewnej i podejrzanej firmy. Kilka sektorów znalazło się w oparach jakiegoś świństwa.
Bary, kluby muzyczne, sklepy, centra handlowe. Dosłownie wszystko.
Jedynym pozytywnym aspektem tej przygody (bo od razu tworzyły się korki, pojazdy wpadały na siebie, ludzie panikowali i przy okazji obrabiali sklepy) były niewątpliwie wspomnienia.
Chmura białego dymu przypominała mi mgłę, która często występowała na mojej rodzinnej planecie. Za Palpatine’a nic nie można było zobaczyć.
Jakoś przeżyłem i dotarłem na spotkanie, ale spóźniony – dokładnie o dwudziestej drugiej. Wzbudziłem „delikatne” zamieszanie i moja morda została zapamiętana na dość długo, by nie informować mnie o spotkaniach przez następne kilka miesięcy.
W tym samym czasie dowiedziałem się, że owa „mgła" została „zlikwidowana” przez służby porządkowe, a sytuacja jest już opanowana.
Tak jakby nie mogli zrobić tego prędzej. Przez tych durni zjawiłem się o całą godzinę później. Kiedy wróciłem do domu, byłem zdegustowany do granic możliwości.
Właśnie zamierzałem kłaść się spać, kiedy mój nieszczęsny komunikator zaczął drzeć się w niebogłosy. Jakby go ktoś normalnie mordował.
Odezwał się Rister, podporucznik Trzeciego Wydziału Zabójstw na Coruscant. Mój podkomendny.
– Des? Mamy trupa. Przyjeżdżaj natychmiast.
Świnia, nie trup. Nie wie, że to nie przyzwoite umierać o tak późnych porach. Zamiast dać się wyspać, stawia wszystkich na nogi. Znaczy nie mnie, ale pewnie wszyscy porządni ludzie o takich porach smacznie chrapią. W końcu pierwsza w nocy to jednak późna godzina.
No, ale wzywają, to trzeba jechać. Przynajmniej będzie frajda w wyjaśnianiu zagadki.
Kocham zagadki. Zagadki są pycha!
Mocy dziękować za wynalazek jakim jest autopilot, bo dotarcie na miejsce zbrodni zajęłoby mi wieki. Tak się składało, że mój pojazd powietrzny, którego marki nigdy jakoś nie potrafiłem zapamiętać, zastopował swój metalowy zadek przy jednym z bardziej ekskluzywnych klubów muzycznych.
Początkowo myślałem, że cham się pomylił. Ale nie, to dobry adres.
Okazało się, że zabity został Wasil – największa gwiazda hevi matelu. Nie jest to może mój ulubiony gatunek muzyczny, zdecydowanie wolę starego rack’n’ralla, ale trzeba przyznać, że facet miał talent. Nikt nie mógł zaprzeczyć jego umiejętnościom gry na perkusogitarze.
Przywitałem się z Risterem i grupką techniczną. Obok klubu, w bocznej uliczce, w towarzystwie koszy na śmieci leżało ciało wysokiego i mocno upakowanego w mięśnie mężczyzny. Przyznam, że jego ułożenie było trochę dziwaczne.
– Uduszenie – zawyrokował Jirij, nasz patolog. Dla wtajemniczonych „Pan X”. – Dziwna sprawa, bo w ogóle nie widać śladów walki. Przypuszczam, że ktoś mu przylutował jakimś tępym narzędziem w głowę i udusił. Facet zginął nie później, jak dwie godziny temu. Z tym, że dokładny raport dostaniesz dopiero po sekcji.
Ogłuszyć i udusić. No świetny pomysł. Pogratulować mordercy cennych podpowiedzi dla mnie. Już z samego sposobu wyzionięcia ducha można było niekiedy dużo wywnioskować.
Jednak los chciał, że miałem dołka intelektualnego i coś opornie mi ta sprawa dzisiaj szła.
W końcu, po długim szukaniu śladów, oględzinach miejsca zbrodni i tym podobnym, doszło do tego momentu, w którym należy przesłuchać świadków, podejrzanych, rodzinę i takie tam. Było ich trzech: dziewczyna Wa... Wa... zaraz, jak on się nazywał? A no tak. Dziewczyna Wasila, a zarazem wokalistka. Do tego dochodził jeszcze członek zespołu i menadżer.
Mimo, że jest to najmniej przeze mnie lubiana część śledztwa, to zazwyczaj ona dostarcza najwięcej informacji. Wszystko poszło „szybko, gładko i sprawnie”.
Na pierwszy ogień poszedł menadżer. Akun Dorsh. Lat czterdzieści cztery. W zawodzie od dwudziestu lat. Pryszcz nad lewą dziurką nosowa. Innych znaków szczególnych brak.
– To nie ja! Panie inspektorze! Jaki miałbym w tym cel? Wie pan ile kasy zgarniałem na tej robocie? Wasil to żyła złota. Durnotą byłoby zabijać smoka krayt, znoszącego perły wielkości banth!
Takie moje spostrzeżenie. Każdy zarzeka się, że jest niewinny, a kiedy przychodzi co do czego, dalej próbuje się jakoś ratować. Z marnym skutkiem, bo zawsze łapiemy winnych.
A jeśli ktoś ich wrobił, to przynajmniej o tym nie wiemy i mamy czyste sumienia. Z tym, że wątpię by ktoś, kiedykolwiek wyprowadził mnie w pole.
– Jak nie pan, to kto? – zapytałem, zaciekawiony poznaniem personaliów mordercy.
– Nie chcę tutaj wkopywać swoich współpracowników i przyjaciół, ale ja bym się przyjrzał Amklij’owi. To jest ten, no, basista zespołu. Wczoraj Wasil i Amklij pokłócili się, i to dość ostro. Nie wiem o co poszło, ale domyślam się, że o pieniądze. Wstyd przyznać, ale nasz wielki i wspaniały, rzecz jasna świętej pamięci, się rozumie, perkusogitarzysta miał długi. I to dosyć spore. Hazard. Wie pan jak to jest.
Ach, wiem dokładnie! Sam często grywam, ale nie jakimiś wielkimi stawkami. Więcej jak trzysta tysięcy kredytów w swoim życiu nie przepuściłem. To nie jest znowu aż tak duża suma.
– Przepraszam, w co dokładnie grał pan Wasil?
– A to istotne dla śledztwa? – zapytał Akun.
Nie, właściwie to w ogóle. Ale gryzie mnie ciekawość.
– Oczywiście, że tak. Na podstawie rodzaju uprawianego hazardu można wyciągnąć bardzo wiele ważnych informacji – mówi się, że ciekawość to pierwszy stopień na Kessel, ale co mi tam.
– Niestety nie mam zielonego pojęcia, ale jego dziewczyna powinna coś wiedzieć. A, jak już jesteśmy przy niej, to radziłbym uważać. To Zeltronka.
Na sam dźwięk tego słowa zrobiło mi się zimno, niedobrze, przeszły mnie dreszcze i zacząłem przygryzać dolną wargę.
Przecież ja nienawidzę Zeltronów! Tymi swoimi feromonami ogłupiają człowieka i z łatwością nim manipulują. Muszę mieć się na baczności.
– Poza jej rasą, coś jeszcze jest z nią nie tak?
– No jasne! Babka zdradzała Wasila na każdym możliwym kroku. Nie zdziwiłbym się, gdyby o tym wiedział. To musiała być ona.
– A pan co robił w chwili zabójstwa?
– Ja? – zdziwił się Akun. – Siedziałem w swoim biurze i nie wychodziłem od przerwy obiadowej. Miałem masę roboty, wie pan jak to jest. Całkowicie straciłem poczucie czasu. O śmierci Wasila dowiedziałem się dopiero, kiedy przyjechała policja. Nawet nie wiem, kiedy to się stało.
Zostawiłem menadżera w jego pokoju z jednym z policjantów i przespacerowałem się przez dość duży hol. Choć w sumie, jak na standardy takich gwiazd muzyki, nie robił znów aż tak wielkiego wrażenia.
Następny „do golenia” – jak mawiał mój brat cioteczny ze strony babki. Dokładniej rzecz mówiąc – następna.
Sylwi Trapic. Wiek... no tu był problem. Kobita zapierała się, ze dwadzieścia. I owszem, wyglądała na tyle, ba nawet młodziej, ale akta mówiły coś innego. Tak czy siak, teraz to chyba niezbyt istotne.
– Och! Pan detektyw! Jak mi miło – szturmowcy nadali, idę o dziesięć kredytów, że ta Zeltronka już zaczęła wydzielać te swoje „substancje”.
– Mnie nie do końca – wysiliłem się na uśmiech. – Wie pani. Zeltroni mają pewną bardzo ciekawą umiejętność...
– Ach, panie detektywie! Proszę się nie martwić – nie lubię jak mi ktoś przerywa. – Nie śmiałabym wpływać na funkcjonariusza imperialnej policji.
Jakoś w to nie wierzę, ale do rzeczy.
A, znowu mnie uprzedzono.
– Bo wie pan, ja jestem niewinna.
– Co pani powie? – powoli zaczynało to być denerwujące. Ja tu jestem od osądzania, kto jest winny, a kto nie. Te gbury podbierają mi robotę. Nie dam się wysłać na zasiłek, o nie.
– No... bo. Wie pan. No. Ja ten teges no. Jak on, no, wtedy, no.
Matko, jeszcze im się szyfrem zachciało mówić.
– Można jaśniej? – zaraz wyjdę z siebie, chwycę swoje ciało i ucieknę z nim jak najdalej tylko można od tej baby.
– No, to. No. Ale to zostanie między nami tak? – pokiwałem potwierdzająco głową, „lekko” podłamany. – Wie pan, no. Bo ja, no. No ja byłam z Wasilem. W sensie parą byliśmy. I... wie pan, no... bo mi się... no... raz tak tylko, no, jeden jedyny, no...
– Kobieto! Tak trudno powiedzieć, że miałaś romans i przespałaś się z innym gościem? Z łaski swojej, cenię sobie swój czas i błagam, bez owijania mi tu w futro wampy!
Zeltronka wyglądała na trochę zszokowaną. Nie, to złe określenie. Raczej zmieszaną, nie wstrząśniętą. No, ale co? Nie można podzielić się ze swoim spostrzeżeniem?
– No tak. No. Cały dzisiejszy, no, dzień spędziłam z moim znajomym. Kiedy wróciłam, no, znalazłam... ciało Wasila. To wszystko przeze mnie – no i się baba poryczała. Trochę zajęło zanim doszła do siebie – tym samym przedłużając czas do schwytania mordercy.
– Pani chłopak wiedział o zdradzie?
– Nie! To niemożliwe! Wykluczone!
Tralala, akurat.
– A co jeśli dowiedział się o tym? Chciał panią zostawić. Wtedy puściły słabe zeltronowe nerwy i łup... koniec historii. Jeśli się pani przyzna, jeszcze zdążę obejrzeć mój ulubiony holoserial.
– No nie! To niedorzeczność, no! Jak szuka pan, no, winnych to niech się pan przyjrzy Amklij’owi. Sam chciał zostać, no tym, liderem zespołu. Nie zdziwiłabym się, gdyby to on, no, zabił mojego ukochanego! Albo ten, no, menadżer. Też miał masę powodów, żeby no, ukatrupić Wasila. Mój chłopak, no wstyd się przyznać, był mu winien kupę forsy. Bo, no... grał na wyścigach kłusaków. Ostatnio to, no, zadłużył się jeszcze bardziej po ostatnich Derbach Imperium... zaraz, powiedział pan holoserial?
Matko jedyna i kochana! Wyścigi kłusaków! Jak ja je kocham!
Kłopot w tym, że ostatnio też trochę przegrałem. No ale, Derby Imperium to Derby Imperium. Każdy szanujący się hazardzista powinien wziąć w nich udział.
Tym miłym akcentem przeszedłem do następnego członka zespołu.
Mocy dziękować, reszta muzyków zrobiła wypad poza planetę i chwilowo nie musiałem ich wszystkich przesłuchiwać.
Ostatni, Amklij Kiljowski. Pochodzenia podejrzanego, z zadartym ostro nosem tak, że było widać jego zawartość i lekkim zezem oraz mięśniami ogromnymi jak hutt. Na pewno nie chciałbym go spotkać w ciemną noc w jakimś zaułku.
– Niech zgadnę, pan też jest pewnie niewinny – tym razem, ja zacząłem pierwszy.
– No, a jak mogłoby być inaczej? Poza tym, mam bardzo cenną informację. Wiem kto jest mordercą.
– Tak? Zamieniam się w słuch – zacząłem dochodzić do wniosku, że jestem tutaj w ogóle niepotrzebny, zbędny i ta trójka samodzielnie znalazłaby zabójcę. No, ale cóż robić? Zapłacili mi za to, to musze tutaj być. I przynajmniej udawać, że coś robię.
Pfii...
– To Akun, ten menadżer. Widziałem to na własne oczy!
– Tak, tak. Proszę kontynuować – zachęciłem typka.
– Może i nie jestem lepszym perkusogitarzystą od Wasila, ale mam za to świetny wzrok. Akurat wyszedłem na spacer, lubię od czasu do czasu przejść się po mieście, i zobaczyłem właśnie Wasila w towarzystwie Akuna w tej bocznej uliczce koło klubu. Że słuch mam nieco gorszy, to słyszałem tylko strzępek kłótni. Chodziło chyba o pieniądze. Akun ostro gestykulował i był naprawdę wkurzony. Kiedy Wasil się odwrócił ten chwycił jakiś kij i przypieprzył naszemu liderowi. Jak już upadł na ziemię, zaczął gościa dusić. Z racji, ze Was był nieco zamroczony, to nie stawiał silnego oporu. No i... stało się.
– Zaraz, zaraz. Pan to widział i nic nie zrobił? Pozwolił udusić kolegę? Czegoś tu nie łapię.
Amklij zrobił przestraszoną minę, równocześnie zdając sobie sprawę, że się wkopał.
– No... panie detektywie. Bo to dosyć osobista sprawa.
– Coś gorszego od nieudzielenia pomocy duszonemu przyjacielowi?
Amklij zrezygnowany po kilku chwilowej namowie zdecydował się wyznać całą prawdę.
– Właściwie to nie byłem na spacerze. Tak naprawdę, w ogóle nie powinno mnie tam być. Po prostu nie chciałem wrócić do paki – Amklij stał się bardzo wylewny. Bałem się, żeby nie zaczął mnie zanudzać problemami z życia osobistego. – Bo w przeszłości ukatrupiłem jednego gościa. Ale to on zaczął. Byłem w barze, a on...
– Dobrze, zabił go pan, proszę przejść dalej – jeszcze mu się na wspomnienia zebrało.
– Trafiłem do więzienia. Wypuścili mnie za dobre sprawowanie, bo ja naprawdę nie chciałem faceta zabić, sam się tak załatwił.
– Dobra, niech stracę. Co pan mu zrobił?
– No, bo zamiast zablokować mój cios to się wystawił. No i... nie będę opisywał szczegółów. Ale to jego wina. A wracając... postawiono mi jeden warunek – będę wolny, jak poddam się terapii. No i...
– W chwili zabójstwa powinien pan siedzieć u swojego psychoanalityka na sesji, ale podejrzewam, że go pan przekupił i nie chodził tam w ogóle. Kiedy pan zobaczył jak Akun morduje Wasila, zaświeciła się u pana czerwona lampka. Jak mu pomogę, to sprawa ujrzy światło dzienne i pójdę siedzieć. Proste, acz samolubne.
Facet tylko pokiwał głową, potwierdzając moje przypuszczenia. Chyba nie spodziewał się tego po mnie. Niestety, na chwilę obecną to słowo przeciwko słowu.
– A wczorajsza kłótnia? O co poszło?
– No, em. Wasil był mi winien trochę pieniędzy, ale przecież powiedziałem panu, że widziałem jak go Akun zabijał!
Uznałem, że dalsza rozmowa nie ma sensu. Podziękowałem Amklij’owi i wyszedłem na korytarz.
Od razu usiadłem w fotelu i spojrzałem na zegarek. Cholera jasna, na dziś mam dość. Co za dużo to nie zdrowo. Zamierzałem polecieć do domu, wyspać się i całą sprawą zająć się dopiero jutro. Poprosiłem jeszcze na chwilkę nieszczęśliwą trójkę, która mnie tak ciężko przez godzinę maglowała. Zjawili się dosłownie po chwili, w towarzystwie oficerów, którzy ich pilnowali.
Jedna z teorii mówiła, że izolowany człowiek w końcu się łamie i zaczyna mówić.
W tym wypadku to zadziałało, ale połowicznie.
– Dziękuje państwu na dzisiaj. Zapewne wszyscy jesteśmy zmęczeni, ale chciałbym się jeszcze z państwem podzielić jednym przemyśleniem.
Oczywiście kochani musieli się wtrącić. Pierwsza była Zeltronka.
– Nie wiem co pan o mnie myśli, ale ja nie zabiłam Wasila. Może mnie pan mieć nawet za jakąś niewierną lafiryndę, z tym, że nie miałam żadnego powodu.
– Ja zapewniam, że o jedenastej w nocy siedziałem w swoim biurze i nie wychodziłem z niego – drugi był Akun. – Też nie miałem motywu.
– Wie pan, nie jestem dumny z tego co zrobiłem, ale z całą pewnością widziałem to co widziałem. Dosłownie miałem to przed oczami, nie mogłem się pomylić. No przecież co by mi mogło tę całą scenkę zasłonić?
– Co on widział? – zapytała nerwowo Sylwi.
W tej chwili mnie olśniło. Chyba mam naszego mordercę.
– To nieładnie tak kłamać. Trzeba było być ostrożnym. Oszustwo nie płaci kredytami... czy jak to się tam mówi.
Wszyscy zrobili wielkie oczy i na chwilę przestali oddychać.
Rister stał obok, z ciekawością przyglądając się całej sytuacji. Miał pewnie ubaw. Tak jak ja z resztą. Chyba nie będę musiał się jutro rano zajmować tą sprawą.
Jak się pośpieszę to zdążę jeszcze na Wschodnie Derby kłusaków.

Pytanie: Kto skłamał?


Rozwiązanie zagadki na następnej stronie.




(1) 2


Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 7,17
Liczba: 12

Użytkownik Ocena Data
darth ryba 10 2014-10-22 20:42:34
dark darth 9 2011-04-14 08:25:24
kenobi2 8 2011-06-14 17:49:29
Ludwik 8 2011-04-13 22:15:45
Shedao Shai 8 2011-04-13 16:44:18
Horus 7 2011-04-15 00:00:14
Rycu 7 2011-04-13 21:18:08
Iella Darillian 7 2011-04-13 20:17:33
VOJAS 7 2011-04-13 16:32:36
energo 6 2011-04-13 19:29:19
Anisky 6 2011-04-13 15:42:07
Qui-gonpl 3 2011-04-20 19:34:44

Tagi: Fanfik / opowiadanie (254)

Komentarze (9)

Mało klimatyczne. Taka sobie historyjka, która równie dobrze mogła dziać się w realiach każdego innego uniwersum. To na minus.
Na plus jest to, że lekko się czyta i nie ma w fabule odkrycia, gdy czytelnik już dawno się domyśla (ostatnio coraz częściej tak bywa).

Zgadłam :p

rozwiązałem

bardzo fajne, oby więcej takiego typu rzeczy na bastionie

Heh, najs. Nie zgadłem co prawda, bo myślałem, że to jedna z zagadek z tym oczywistym rozwiązaniem, więc również podążyłem innym tropem, jak się okazuje, zbyt oczywistym. :P

Fajny pomysł, podoba mje się.

Według mnie kryminał z zagadką powinien być dłuższy i odpowiedz na zagadkę nie powinna być do końca oczywista. Jednakże sam temat jest ciekawy i bardzo wciągający wiec mimo wszystko jestem zadowolony .

Wiedziałam, że coś tu nie gra z tą godziną, ale zmieniłam na końcu zdanie. Coś słabo myślę dzisiaj :P
Fajny klimat, w miarę napisane i pomysł z zagadką dobry. To rozbudza w ludziach ciekawość. Powiedziałabym: spoko ;)

Zgadłem, ale jednak moje podejrzenie dotyczyło czegoś innego, co okazało się później tzw. ślepym zaułkiem. Ale trafiłem :D

Zagadka podobała mi się, zgadłem kto zabił, tylko nie drogą dedukcji :D dobrze przemyślane, plus za innowacyjność, nie podobało mi się jedynie zastępywanie na siłę ziemskich zwrotów terminologią in-universe. Ale nie o to tu chodziło! Liczę na kolejną zagadkę. :)

aaa kurna nie trafiłem :P jakoś sie nie wczytałem za dobrze

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.