Komiksy

The Clone Wars: Deadly Hands of Shon-Ju


Tytuł oryginału: The Clone Wars Volume #5: Deadly Hands of Shon
Scenariusz: Jeremy Barlow
Rysunki: Brian Koschak
Tusz: Rhonda Pattison
Tłumaczenie: brak
Wydanie PL: brak
Wydanie USA: Dark Horse 2010


Recenzja Lorda Sidiousa

To jedna z niewielu opowieści, w której tytule pojawia się imię nowego bohatera. Shon-Ju, bo o nim mowa, jest w centrum tej historii i zdecydowanie przyćmiewa Aaylę w piątym numerze kwartalnika Wojny Klonów.

Swoją drogą ten numer jakoś wyjątkowo kojarzy mi się ze starym dobrym Clone Wars Adventures, zwłaszcza klimatem. Tu nie czuje się Wojen Klonów, akcja mogłaby być przeniesiona w dowolnie inny okres, może z wyjątkiem czasów Imperium, bo Jedi odgrywają tu istotną rolę. Aayla jest, ale równie dobrze mógłby tu być każdy inny Jedi, pod warunkiem, że tytułowy bohater mógłby do niego/niej coś czuć. Choć oczywiście nie ma tu miejsca na romans, a Secura raczej jest niewzruszona.

Za to bardzo podoba mi się pomysł z pewnym nowym kultem użytkowników Mocy, który został założony przez Shon-Ju, niedoszłego Jedi, padawana którego oddalono ze Świątyni, a który nie chciał pracować w służbach pomocniczych, takich jak choćby korpus rolniczy. Shon-Ju, pozbawiony miecza, sam zgłębiał tajniki Mocy, na tyle na ile je rozumiał, a jego bronią stały się jego dłonie. Dzięki Mocy stał się niezrównanym mistrzem walki wręcz i zyskał grono naśladowców. Dłonie stały się jego narzędziem, bez którego nie potrafi się już obejść. I nimi może zadawać śmierć.

Na szczęście nie jest to postać, która jest jednoznaczna. Spotykamy go przypadkiem, gdy niespodziewanie pomaga Aayli. Oczywiście, zobaczył śliczną kobietę, więc od razu się do niej mizdrzy, a Secura musi trafnie ocenić jego zamiary. Czy pomoże jej i Republice, czy raczej niechęć do Jedi weźmie górę. I to jest piękne, bo Shon-Ju jest skonfliktowany ze sobą, pełen goryczy, ale i dumy z tego co osiągnął. To wybuchowa mieszanka z którą Aayla będzie musiała sobie jakoś poradzić.

Przyznaję, cieszy mnie powrót scenarzysty, Jeremy’ego Barlowa, gorzej z warstwą graficzną. Brian Koschak stworzył bardzo przeciętny komiks, gdzie kreski często są tylko i wyłącznie foremkami dla wlanego tuszu. Zwłaszcza kadry prezentujące postaci stojące dalej wyglądają jak plamy, a nie rysunki. Mnie w każdym razie to nie podeszło.

Historia ta została włożona do Wojen Klonów na siłę. Tu nawet nie ma miejsca na konflikt Republika – Separatyści. Równie dobrze, komiks ten mógłby trafić do „Star Wars Adventures”, oczywiście po drobnych poprawkach. Ale trzeba przyznać jedno, Barlow stworzył wspaniałą postać pierwszoplanową i doskonale ją wykorzystał.

Ocena końcowa
Ogólna ocena: 8/10
Klimat: 7/10
Rozmowy: 7/10
Rysunki: 4/10
Kolory: 5/10
Opis świata SW: 7/10



Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 8,00
Liczba: 3

Użytkownik Ocena Data
Nestor 8 2011-05-22 10:46:08
Melethron 8 2011-05-13 20:18:11
Lord Sidious 8 2011-05-05 08:50:58

Tagi: Brian Koschak (5) Dark Horse Comics (593) Digest (5) Jeremy Barlow (45) The Clone Wars (252)

Komentarze (1)

No taki całkiem całkiem ten komiks, dobrze, że będzie kontynuacja.

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.