Gry komputerowe

LEGO Star Wars III: The Clone Wars

Tytuł: LEGO Star Wars III: The Clone Wars
Wydawca: Traveller's Tales
Wydanie PL: LEM
Rok wydania: marzec 2011
Oficjalna strona:
Typ: zręcznościowa (dla dzieci)
Platforma:PC, Xbox 360, PS3, PSP, DS, 3DS, Wii



Recenzja Dartha Kasy

Do trzeciej części serii LEGO Star Wars podszedłem na początku ze sporym uprzedzeniem. Składały się na nie dwa czynniki: to, że poziom humoru w ukazanych zwiastunach wydawał mi się dość nijaki, a przecież żarty dotąd były chyba najważniejszą częścią gier LEGO, oraz przekonanie, że skoro nie oglądałem TCW, to gra na podstawie czegoś, czego w dużej mierze nie znam, nie sprawi mi takiej frajdy jak poprzednie części.

Zacznę może od złej wiadomości: to drugie przeświadczenie okazało się słuszne, LEGO oparte na Wojnach klonów nie dorównało w moim przekonaniu swoim poprzednikom. Sądzę jednak, że jeśli ktoś w przeciwieństwie do mnie odczuwa taką samą radość z oglądania TCW jak z filmów, powinien polubić tę grę, tym bardziej, że nawet w moim mniemaniu nie można nazwać jej słabą. Na szczęście bowiem sprawa humoru nie wygląda bardzo źle. Owszem, pojawiają się zarówno żarty niesmaczne (kawałkowanie Kalamarianina przez Grievousa), jak i mało śmieszne lub wręcz kompletnie niezrozumiałe, ale wiele jest takich, które zawyżają średnią – dotychczas nic mnie w LEGO SW nie rozśmieszyło tak, jak „parkowanie” w wykonaniu pewnej znanej i lubianej niebieskiej Jedi.

Może by tak jednak od początku? Już samo menu, ukazujące się po włączeniu gry, jest innowacją. Wcześniej mieliśmy doczynienia z monotonnym, czarnym tłem, na którym widać było błyskające jaskrawo napisy – sceneria rodem jak z samych początków gier komputerowych nie przynosiła chluby poprzednim częściom. W trójce w tle rozgrywa się scenka w wykonaniu klonów i droidów, która, choć monotonna, musi być uznana za postęp. No dobrze, kiedy już przyzwyczajamy się do tego zaskakującego widoku na tyle, żeby rozpocząć nową grę, czekają na nas kolejne niespodzianki.

Zaczynamy od prologu, którym jest arena na Geonosis z epizodu II. Już tu można zauważyć z pozoru znaczną zmianę w rozgrywce – w The Clone Wars zbiera się o wiele więcej „pieniędzy”, niż w częściach poprzednich, co szczególnie widać w misjach kosmicznych, gdzie zdobycze rzędu 250 tysięcy po pewnym czasie przestają dziwić. Balans rozgrywki nie został jednak zachwiany – odpowiednio zwiększona została ilość czy też cena dostępnego do kupienia stuffu, na który składa się mnóstwo postaci, statków, pojazdów naziemnych, no i oczywiście kody.

Po przejściu prologu nasuwa się jednak zasadnicze pytanie... gdzie to wszystko dostać? Przyzwyczajony do starej, dobrej kantyny, gdzie w jednym miejscu dokonywało się wszystkich zakupów, z dezorientacją rozglądałem się po dostępnym po prologu mostku Venatora. Wydawał się dużo mniejszy od kantyny czy Jadłodajni Dexa z prequeli, a ponadto jedyną postacią, którą można było kupić, był przechadzający się po okolicy admirał Yularen. Nigdzie natomiast – ani na mostku, ani w konsoli, pełniącej funkcję drzwi do kolejnych misji – nie mogłem znaleźć droidów czy też Jedi, których napotkałem na Geonosis. Niewiele mniejszą konsternację wzbudzał u mnie widniejący w na razie niedostępnym (kojarzycie te drzwi z poprzednich części, którymi mogły przechodzić tylko dzieciaki i inne drobne postaci?) miejscu czerwony klocek. W końcu takie przedmioty powinny być poukrywane na wszystkich poziomach, ale nie tam, gdzie znajdujemy się, gdy akurat niczego nie przechodzimy, prawda?

Na szczęście w miarę przechodzenia kolejnych misji sekrety przestawały być sekretami. Jak się szybko dowiedziałem, zdobywanie złotych klocków daje dostęp do kolejnych pomieszczeń początkowo na statku Republiki, a później (niespodzianka!) na krążowniku Konfederacji. Po okrętach przechadzają się tam i z powrotem „dobrzy” i „źli” bohaterowie (oczywiście odpowiednio rozlokowani – Separatyśtów nie było na Venatorze, chyba że... w celach), do których można podejść i je zakupić. Co ciekawe, ludki zachowują się znacznie agresywniej niż w poprzednich częściach – nie trzeba wcale strzału, aby wzniecić bójkę; klon nie zdzierży widoku droida bojowego na swoim okręcie i vice versa.

Czerwone klocki nie zmieniły swojej funkcji – wciąż jest ich osiemnaście, każdy z nich przyznaje dostęp do określonego kodu i jedyną rzeczą, która się zmieniła, jest ich rozmieszczenie na obu dostępnych okrętach. Wśród ciekawych miejsc, które można na nich znaleźć, są jeszcze hangary ze statkami, pomieszczenia, gdzie można zakupić pojazdy naziemne, stanowiska artylerii oraz miejsce, w którym dostępne są postaci – tak, postaci, a nie statki – które zdobywa się dzięki zbieraniu minizestawów. Wśród tych ostatnich jest wielu bohaterów filmów (w większości OT), a nawet jakieś Starkillery z Expanded Universe, więc warto się postarać, by te minikity zbierać – a jest to trudniejsze niż wcześniej.

Ogólnie można powiedzieć, że poziom trudności jest większy, niż w poprzednich częściach. Co prawda nie ma wielkiego problemu z pokonywaniem wrogów, ale nad niektórymi pomysłami twórców trzeba sobie chwilę połamać głowę. Wspomniane wyżej minizestawy są może nienajlepszym przykładem, bo tu „trudność” albo w praktyce, jak się okazuje, nie istnieje (po prostu prawie wszystkie minizestawy – chyba większy procent, niż kiedyś – zdobywa się w grze dowolnej), albo raczej nie była zamierzona. W tym drugim przypadku chodzi mi o wszechobecne i, niestety, mocno irytujące bugi, które sprawiają, że trzeba wyczyniać nieziemskie akrobacje, aby zebrać niektóre minikity, i dziwię się, że udało mi się jakimś cudem skompletować je wszystkie, skoro niektóre uparcie chowały się znienacka w ścianach statków lub z niewiadomego powodu ulatywały natychmiast po ukazaniu się poza planszę. Być może powstanie w związku z tym odpowiedni patch, ale na razie trzeba się natrudzić, bo zgromadzenie każdego minizestawu jest jednym z warunków zdobycia kompletu złotych klocków, odblokowującego... coś moim zdaniem zdecydowanie niewartego całego tego wysiłku. Nagrodą bowiem nie jest kolejne LEGO City czy coś w tym typie, tylko po prostu kolejny statek do polatania, różniący się od innych tylko tym, że jest „niewidzialny” (czyli po prostu się maskuje, co ma chyba tylko taki efekt, że fajnie wygląda; no, chyba że wrogowie go nie widzą, ale wielkiej frajdy to raczej nie daje). Innym zawodem, jakiego doznałem, był kod „super śmigacze”, którego nazwa w połączeniu z ceną (40 milionów) dawała pewne nadzieje na coś naprawdę odjazdowego, ale, jak się okazało, oznaczało to tylko tyle, że śmigacze BARC i Starhawk otrzymały wzmocnione lasery. Na szczęście przy włączonych wszystkich mnożnikach zebranie kasy wymaganej do kupna tego kodu to kwestia kilkudziesięciu sekund.

Nie sposób nie wspomnieć o nowości: bitwach kosmicznych. Oczywiście, były takie nawet i w pierwszej części, ale w trójce oprócz zwykłych bitew w trakcie misji (które, muszę przyznać, biją na głowę te z poprzednich!) mamy także takie, które możemy wykonywać pomiędzy nimi. Na czym to polega? Otóż podchodzimy do jednej z konsol, w których dokonuje się wyboru wszelkich misji i które są porozrzucane po obydwu okrętach, i wybieramy system, do którego chcemy się udać. Nasz okręt skacze w nadprzestrzeń (nerdowska uwaga: nad jedną z planet, Quell, okręt znajduje się w atmosferze, i można dostrzec, że przed skokiem z niej nie wylatuje!) i po chwili jesteśmy na miejscu. Obszar „walki” to przestrzeń pomiędzy Venatorem a okrętem Separatystów. Warto tu dodać, że krajobrazy niekiedy są tu imponujące: lśniące w świetle słońca chmury nad wspomnianym wyżej Quell, gorejące gwiazdy Tatooine czy światła na Coruscant robią wrażenie! I tutaj krótki poradnik, do czego służy ten złoty klocek, który wisi w przestrzeni „międzyokrętowej”, bo sam się nad tym długo głowiłem. Otóż należy w niego nieustannie strzelać przez kilkanaście sekund, aż w końcu zostaniemy poinformowani, że wyzwanie się rozpoczęło. Musimy w określonym czasie osiągnąć daną sumę pieniędzy (mnożniki nie działają), rozwalając latające lub dryfujące w pobliżu obiekty: myśliwce, asteroidy, jakieś pseudopterodaktyle czy też kosmiczny złom. Warto przy tym dodać, że w dwóch systemach przed odblokowaniem walki kosmicznej należy zasiąść w stanowisku artylerii jednego z okrętów i zlikwidować kawał złomu czy też statek, który zasłania działa, zanim w kosmosie pojawi się złoty klocek (nie, nie wiem dlaczego). To wszystko nie jest oczywiste i można się nad tym długo zastanawiać (tym bardziej, że gra jest przeznaczona dla dzieci – zważywszy na to wydaje mi się, że poziom trudności jest wywindowany nieprzyzwoicie wysoko... czyżby naciąganie ludzi na oficjalny poradnik?), dlatego o tym piszę.

Inną nowością są bitwy naziemne. Spotyka się je zarówno w misjach, jak i w oddzielnym trybie rozgrywki. Same bitwy są ciekawym urozmaiceniem, choć często da się je przejść bez budowania ani jednej struktury, a nie o to chyba chodziło twórcom. Mimo to można się przy nich dobrze bawić, choć człowiek zaczyna się nudzić, jeśli zabiera się po kolei do bitew w trybie podboju. Podczas jednej bitwy możemy dostać jedno z czterech zadań: zniszczenia wszystkich sił wroga, samej jego bazy, zbudowania kapsuły ratunkowej i ucieczki z pola bitwy, lub też zburzenia... posągów Yody lub Grievousa, zależnie od strony, po której jesteśmy. Co ciekawe, jest to nawet otoczone niby-fabułą: coś w stylu „Republika wygrała i postawiła pomniki mistrza Yody, ale dumny Grievous nie może znieść tej zniewagi, zniszcz wszystkie posągi!”. Tak, wyobrażam sobie skromnego Yodę, „size matters not”, ku którego czci wznosi się na polu bitwy monumentalne, złote i srebrne (to akurat jest uwarunkowane przez pewien aspekt gry, o czym dalej, ale wygląda to jak wygląda) kolosy. Z tym że chyba nikt nie oczekuje po tej grze czegoś więcej niż rozrywki, więc nie warto się tego czepiać.

Odbijając od nowych trybów rozgrywki: w trójce rozwinął się podział postaci na klasy. Pamiętamy pewnie teksty w stylu „te drzwi mogą otworzyć tylko szturmowcy” albo „srebrne klocki można rozwalić detonatorami”? Tutaj zostało to pociągnięte dalej. Większość postaci ma zdolności, które otwierają przed nią drogi zamknięte dla innych. Oprócz tego, co pamiętamy z poprzedniej części, otrzymujemy jeszcze złote obiekty (niszczone ogniem z broni szybkostrzelnej lub prowadzącej ogień ciągły), panele dla „postaci takich jak Robonino” (o ile się orientuję postacią taką jak on – poza nim samym – jest tylko magnagwardzista), klonów i droidów Separatystów. Ponadto w przestrzeni kosmicznej mamy klocki, które niszczą tylko statki „tych złych”, a Jedi otrzymali dwie nowe umiejętności specjalne: wycinanie otworów w ścianach i wspinanie się po pionowych powierzchniach przy użyciu miecza.

Czas na podsumowanie. Nie powiedziałem jeszcze za dużo o rozgrywce, ale o czym tu mówić? Biegamy, strzelamy, niszczymy klocki i dostajemy za to pieniądze, nic się nie zmieniło od poprzednich części. Jednym będzie się to podobać, innych szybko znudzi. Tak więc mimo swoich wad, z których na przód wysuwają się uciążliwe błędy, LEGO SW III: The Clone Wars jest grą niewiele gorszą od poprzednich. W gruncie rzeczy jest to produkcja udana i mogę ją z czystym sercem polecić wszystkim, których nie zanudziły poprzednie części. Tym bardziej, że jest to świetna gra również dla dwóch osób.


Ocena końcowa
Ogólna ocena: 8/10
Grywalność: 8/10
Grafika: 7/10
Dźwięk: 7/10
Muzyka: 9/10



Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 8,88
Liczba: 26

Użytkownik Ocena Data
Krz z 10 2017-07-18 21:50:19
Darth Ponda 10 2016-03-11 13:07:02
SirStaniak 10 2015-08-23 11:22:36
lujek123 10 2014-05-16 20:11:11
darth ryba 10 2014-04-09 20:24:15
szolek 10 2014-02-11 14:14:47
DarthMaul66 10 2012-08-12 19:59:58
DarthBane66 10 2012-08-10 20:47:38
hub anakin 10 2012-05-02 17:56:18
harry20joe 10 2012-04-05 17:23:15
SenatorPadme 10 2012-02-08 20:51:41
Raham Kota 10 2011-05-19 20:38:11
Commander2224 10 2011-05-10 13:57:22
B4rtiC 9 2016-12-23 13:29:22
Krych 9 2015-02-17 16:59:41
FEL-1996 9 2014-04-26 12:45:36
Igi02 9 2012-08-15 19:04:05
mkk141 9 2012-03-06 23:01:43
Onoma 9 2012-02-19 00:19:51
Qui-gonpl 8 2012-04-14 16:19:39
Darth Kasa 8 2012-01-06 22:52:35
Darth Starkiller 7 2015-12-12 01:11:20
R2-r 7 2014-04-26 20:45:34
disclaimer 6 2017-06-03 13:26:49
Apophis_ 6 2012-04-14 20:38:24
worm2211 5 2013-01-23 19:46:10

Tagi: LEGO Star Wars III: The Clone Wars (1) LucasArts (74)

Komentarze (8)

ja mam 100 %

Czasem nie mogę zebrać minizestawów rozrzuconych po polach bitwy (np. na malaster). Jeśli ktoś wie, jak je zebrać, proszę piszcie na moje konto. Będę bardzo wdzięczny.

Mam pytanie.Jaki dodatek zawiera 12 red block w Lego Star Wars III

Od kiedy mam nową kartę graficzną to najmłodszy brat ciągle mnie męczy żeby w to grać ;< Ale ogólnie mi się podoba, tak samo jak II. Póki co przeszedłem w 40%. ;d

Najlepsze są bitwy kosmiczne.

lego star wars też jest fajne

Po krótce mówiąc: kupiłem, gram, jestem zadowolony i to nawet bardzo. Poprzednie części po prostu nie dorastają III do pięt.

Moje+ :
- frajda przy graniu
- poruszanie się postaci
- system latania statkami
- ogrom swobodnego poruszania się
- tryb bitewny

Moje- :
- oczy postaci
- tylko jeden poziom z filmu pełnometrażowego
- brak kilku znaczących postaci

"sprawa humoru" Mamy podobne jego poczucie. :D

"menu" Brakuje opcji wyjścia bezpośrednio do Windowsa. Tak, chcąc wyłączyć grę, muszę czekać na załadowanie tej scenki. Równie upierdliwe jak w EaW.

"Planeta Quell" To już babol TCW.

"Podczas jednej bitwy możemy dostać jedno z czterech zadań" Jak na razie, miałem tylko wyrżniecie wszystkiego. :( I to często z tak wyśrubowanym limitem czasowym, że z godzinę się męczyłem nad jedną bitwą.

"Jedi otrzymali dwie nowe umiejętności specjalne" +saber throw, chyba że to było już wcześniej...

Jak dla mnie, to ta gra bardzo przypomina TFU. Inna grafika i fabuła, ale podobne mechanizmy i upierdliwość.

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.