Fandom

Relacja z konwentu StarForce 2011

Trzecia edycja konwentu Star Force za nami. Podobnie jak dwa lata temu tak i teraz impreza zawitała do Torunia. Sam konwent mocno przypominał strukturą ten zeszłoroczny w Bydgoszczy. To akurat dobre, że sprawdzona formuła jest powielana w innym miejscu (podobne wystawy, prelekcje czy atrakcje). Choć mam nadzieję, że w przyszłym roku trochę zostanie to zmienione, będzie potrzebny powiew świeżości.



Podczas tegorocznej imprezy, atrakcje rozrzucono bardziej po całym mieście. W piątek praktycznie równocześnie odbywały się pokazy przy fontannie dla wszystkich, oraz w Forcie IV impreza dla fanów. Ta druga rozkręciła się dopiero koło godziny 22:00 gdy rozpoczęło się spotkanie z Jeremym Bullochem, głównym gościem tej edycji konwentu, aktorem znanym przede wszystkim z roli Boby Fetta. Jeremy jednak ma zdecydowanie więcej do powiedzenia niż tylko historia pewnej małej roli. Aktorstwem zajmuje się ponad pięćdziesiąt lat, a jest także reżyserem teatralnym. Pomysł by zrobić specjalne dedykowane spotkanie dla fanów był strzałem w dziesiątkę. Dzięki temu łatwiej było odpuścić Bullocha następnego dnia, dając dzieciakom możliwość zadawania pytań. Swoją drogą sam aktor był przygotowany do spotkania z fanami i to on nadawał jego ton. Chyba nie jest w stanie mówić tyle o Gwiezdnych Wojnach, co np. David Prowse, więc starał się robić wszystko, by widzowie nie wyszli zawiedzeni. Przede wszystkim pokazywał fragmenty swojej innej twórczości, a także zdradzał kulisy aktorstwa i reżyserii.





Po spotkaniu z Jeremym zorganizowano możliwość zwiedzania Fortu IV nocą. Nie ma to praktycznie nic wspólnego z Gwiezdnymi Wojnami, ale nadal jest to atrakcja sama w sobie.

Sobota zaczęła się od parady na rynku. Niestety ze względu na pewną odległość od centrum PARK nie wszystkim udało się dotrzeć na to miejsce. Fajnie, że udało się wyjść do ludzi z miasta, acz trochę zapomniano o osobach, które są spoza miasta i niekoniecznie muszą się w nim orientować.





Samo centrum targowe PARK może nie wygląda tak ładnie jak Opera Nova, ale zdecydowanie spełniło swoją rolę. Przede wszystkim udało się obok postawić scenę, na której odbywały się imprezy masowe. Konkurs strojów, koncerty czy w końcu spotkanie z gościem, czyli Jeremym Bullochem. Dzięki temu wszyscy mogli go widzieć i słyszeć, uniknięto niepotrzebnego ścisku jaki miał miejsce rok temu w Bydgoszczy.









W środku także było więcej miejsca. Przede wszystkim nie było długich kolejek do wejścia i ludzi wpuszczanych po kilka osób. To zdecydowanie ułatwiło dostęp szerokiej publiczności do miejsca konwentowego. Większość z nich i tak głównie była zainteresowana obejrzeniem wystawy i zakupami, mniejszą uwagę zwracali na prelekcję. Dobrym posunięciem było umieszczenie sali konkursowej na tym samym poziomie, dzięki czemu dzieci mogły łatwo do niej dotrzeć.









Większość z dzieci bawiła się jednak na zewnątrz. Nie zapomniano o parasolach, czyli punkcie którym mogą się poszczycić jedynie najlepsze konwenty. No i miło było patrzeć jak mnóstwo dzieciaków lata po trawie z mieczami i bawi się Gwiezdnymi Wojnami.









Prelekcje w większości przeznaczone były dla fanów bardziej zorientowanych w temacie. Choć pojawiły się też i gwiazdy Amberu: Anna Hikiert i Błażej Niedziński, którzy poopowiadali o swojej pracy (więcej), nie zabrakło też Jacka Drewnowskiego, który opowiadał o planach Egmontu (więcej), no i oczywiście stały gość takich imprez czyli Staszek Mąderek.







Na koniec, po godzinie 18:00 na zewnątrz na scenie pojawił się Jeremy Bulloch, który odpowiadał na pytania i prowadził własne show. Jeremy bawił się w reżyserowanie przebierańców z legionów. Starał się dzielić swój czas między osoby na scenie i te pod nią, tak by wszyscy byli zadowoleni. To show było zdecydowanie bardziej spontaniczne, pełne pytań w stylu tych o ulubione postaci, albo czy posiada „Slave One”. Niektóre dzieci miały problem z odróżnieniem fikcji Gwiezdnych Wojen od rzeczywistości naszego świata, ale Bulloch nawet nie próbował ich wyprowadzać z błędu.





Spotkanie trwało dokładnie godzinę, potem oficjalnie Star Force się skończył.







Nieoficjalnie zaś zabawa przeniosła się do klubu Kotłownia. Oczywiście to była już ta fanowska część. Następnego dnia już tradycyjnie został wyjazd do Grabowca na ulicę Obi-Wana Kenobiego.



Podsumowując, odnosiło się wrażenie, że tym razem konwent był trochę mniej oblegany niż w zeszłym roku. Trudno jednoznacznie stwierdzić, co było przyczyną, czy pogoda, czy daleka lokalizacja, mniejsza reklama, czy może specyfika miasta, albo to że najbardziej zainteresowani większość widzieli w zeszłym roku. Na pewno nawet gość honorowy, nic mu nie ujmując, jest trochę mniejszego kalibru. Niemniej jednak konwent wciąż był przede wszystkim wyjściem do ludzi spoza fandomu. I to się udało.

Galeria zdjęć na Facebooku.


Tagi: Konwent (52) Relacja (297) StarForce (7) Toruń (9)
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.