Twórczość fanów

Uśmiech Losu

Autor: Aina Nan Kumari



Księżniczka przechadzała się ulicami miasta i cieszyła każdą chwilą anonimowości. Nie często miała okazję niepostrzeżenie wymknąć się z pałacu. Najczęściej towarzyszył jej przynajmniej jeden ochroniarz i mimo całej jego dyskrecji nie czuła się wtedy swobodnie. Rozmyślała właśnie o tym, gdy nagle jakiś chłopak potknął się i wpadł na nią. Straciła równowagę i oboje wylądowali na trawniku.
-Przepraszam bardzo- powiedział wstając ze ziemi.- Czy nic się pani nie stało?
-Nie- odparła zgodnie z prawdą.- Wszystko w porządku.
Mężczyzna okazał się dżentelmenem: podał jej rękę i pomógł wstać.
Wstając, Nan Gray, przelotnie spojrzała na niego. Był przystojny. I przyglądał się jej.
-Hej!- zamachała mu ręką przed oczami.- Coś się stało?
-Nie… Nic…- zamknął oczy i potrząsnął głową, jakby otrząsał się z wody.- Jeszcze raz przepraszam. Lepiej już pójdę.
Nie poszedł jednak. Nadal stał i patrzył na nią. Był jak zahipnotyzowany- miała w sobie coś, co przyciągało jego uwagę.
Dziewczyna też przyjrzała mu się uważniej: był wysoki i smukły. Przeniosła spojrzenie na jego twarz: miał regularne rysy; czarne niesforne włosy i takie same oczy, które wspaniale kontrastowały z jego ciemną karnacją.
-Czy mogę zaprosić panią na lody w ramach przeprosin?- spytał w końcu nieśmiało młodzieniec patrząc jej w oczy.
-Tak- odpowiedziała oczarowana nim.

***

Zaprosił ją do małej, przytulnej kawiarenki w Sastvetti, najpiękniejszej dzielnicy Armanii. Nazywała się, nomen omen, "Uśmiech Losu".
-Co robisz na Acted?- zainteresowała się Nan, gdy zamówił już dla nich koreliański deser lodowy i actedański soku z owoców karun.
-Uczę się jak być Jedi- odparł chłopak.
-Jesteś Jedi?!- wykrzyknęła dziewczyna.
-Nie- potrząsnął głową- jeszcze nie. Dopiero się uczę. Ale na razie wędruję po Galaktyce. Radość na jej twarzy zauważalnie przygasła.
-Proszę opowiedz mi coś o sobie.
-Nazywam się Caren i jak już wiesz, jestem uczniem Jedi- uśmiechnął się młodzieniec; tak naprawę nazywał się zupełnie inaczej. -Często zmieniam miejsce pobytu, bo tego wymaga moje szkolenie: znajomości kultur mieszkańców różnych planet. To chyba wszystko co mogę o sobie powiedzieć. A ty kim jesteś?
-Ja… - zająknęła się Nan.- Jestem Aina Nan Kumari- skłamała. Odkąd poznała Naiyę, zawsze używała tego imienia, gdy chciała zachować anonimowość.- Jestem pilotką Sił Obrony Planety.


***


Rozmawiało im się wspaniale. Księżniczka była jednak boleśnie świadoma faktu, że im dłużej pozostaje poza pałacem, tym większe są szanse, że ktoś odkryje jej nieobecność. A wtedy zaczną jej szukać.
-Miło było mi cię poznać, Caren- powiedziała księżniczka wstając od stolika.- Niestety muszę już iść. Niedługo mam służbę.
-Mnie również było miło, Aino- powiedział mężczyzna również wstając.- Czy mogę cię odprowadzić?
-Może lepiej nie- uśmiechnęła się niepewnie.- Moi przełożeni nie byli by tym zachwyceni. -W takim razie nie będę ci sprawiał kłopotów- oświadczył chłopak.-Jednak… mam prośbę: czy moglibyśmy się jeszcze kiedyś spotkać, Aino?
Co ty robisz?- usłyszała w swojej głowie jakiś głos.- Przecież ledwo go znasz. A poza tym nie wiesz, kiedy znowu uda ci się wymknąć z pałacu.
Ale- pomyślała- Caren jest taki miły. I na pewno mi się uda wyjść z pałacu.
-Tak- obiecała jednak.- Zobaczymy się, gdy będę miała wolne. Czekaj codziennie w tym parku gdzie się poznaliśmy. Przy drzewie namany.
-Będę czekał- zapewnił ją.
-Do zobaczenie, Caren- powiedziała na pożegnanie i zniknęła w najbliższej alejce.
Młody Jedi nie dał jednak tak łatwo za wygraną. Odczekał chwilę i maskując się przy użyciu Mocy podążył za nią.
Ku jego zdumieniu dziewczyna nawet nie próbowała udawać, że udaje się do kwatery pilotów Sił Obrony Planety. Szła w zupełnie przeciwnym kierunku.
Do pałacu- odgadł szybko młodzieniec.- Dobrze znał Armanię. Urodził się tu i spędził pierwsze dziewięć lat życia.
A więc mnie okłamała- pomyślał z rozgoryczeniem Caren.- Mnie, ucznia Jedi! I nawet się nie zorientowałem!
Mimo to nie zrezygnował z podążania jej śladem. Dość długo przemierzali ulice Armanii, aż wreszcie dotarli w pobliże pałacu. Dziewczyna jednak nie skierowała się do głównego wejścia, ale skręciła w niewielką boczną uliczkę. Przy końcu tej alejki stał niewielki budynek. Księżniczka rozejrzała się po ulicy i niedostrzegłszy nikogo otworzyła ukryte drzwiczki.


***


Caren odczekał kilka minut. Kumari mogła zauważyć, że ją śledzi i ukryć się tu tylko na chwilę. Chciał mieć pewność, że dziewczyna za chwilę nie opuści tego pomieszczenia i nie pójdzie gdzieś indziej.
Mężczyzna opuścił alejkę i skierował się do najbliższego terminala komputerowego. Odszukał dane dotyczące służby pałacowej oraz pilotów Sił Obrony Acted. Nie było wśród nich kobiety o nazwisku Kumari.
A więc kłamała. Ale dlaczego? Dlaczego to zrobiła?- pomyślał.- Pewnie miała jakiś ważny powód- usprawiedliwił ją natychmiast.
Nie zniechęcony tym odkryciem szukał dalej. Po kolei oglądał zdjęcia dziewcząt, które pracowały w pałacu. Było ich wiele, jednak żadna nie pasowała do opisu tajemniczej nieznajomej. Dziewczyny, której nie znał, a na której tak bardzo mu zależało. Zmęczony i smutny udał się do swojej kwatery.


***


Księżniczka cichutko wślizgnęła się do swojej komnaty.
Udało się- odetchnęła z ulgą.- Nikt chyba nie zauważył, że mnie nie było.
Teraz trzeba uwiarygodnić to, co mu o sobie powiedziałam- pomyślała. Zależało jej bardzo na tej znajomości i postanowiła ją kontynuować za wszelką cenę. Przebrała się w bardziej oficjalny strój i podeszła do komputera. Stanęła w zasięgu kamery holo i zażądała połączenia z pułkownikiem Kastelim, dowódcą powietrznej części Sił Obrony Planety.
Oficer znał ją dobrze i Nan Gray wiedziała, że spełni jej życzenie bez wahania.
Po chwili na ekranie ukazał się wizerunek młodego mężczyzny w mundurze pilota.
-Dzień dobry, Wasza Wysokość- skinął na powitanie głową.- Co mogę dla pani zrobić?
-Dzień dobry, pułkowniku. Mam do pana prośbę- dziewczyna uśmiechnęła się.- Czy mógłby mnie pan wpisać na listę patroli na najbliższy miesiąc? Poza tym chciałabym jutro wziąć udział w porannym patrolu.
-Ależ oczywiście, Wasza Wysokość- tym razem wojskowy się uśmiechnął.- Pani życzenie jest dla mnie rozkazem.
-W takim razie proszę przygotować mój myśliwiec i robota astronawigacyjnego- przykazała dziewczyna.
-Tak, jest księżniczko- oficer zasalutował
-Aha, jeszcze jedno, pułkowniku. Proszę nie rozgłaszać wiadomości o moim udziale w patrolu. Niech to będzie tylko nasza tajemnicą.
-Jak pani sobie życzy, Wasza Wysokość. To dla nas wielki zaszczyt.
-Dziękuję. A więc do jutra, pułkowniku- zakończyła rozmowę.
Nie musiała się martwić o resztę. Wiedziała, że pułkownik zadba, aby odlot wyglądał jak zwykle: żadnych ochroniarzy, sensacji ani temu podobnych rzeczy. Natomiast piloci eskadry dobrze wiedzieli kim jest naprawdę i uważali latanie z nią za wyróżnienie. Jednak nigdy- na jej życzenie- nie tytułowali ją księżniczką ani Waszą Wysokością. Zawsze nazywali ją Ainą Nan Kumari.


***


-Aina i Garen, koniec patrolu- usłyszała w słuchawkach głos dowódcy patrolu, Kastena.- Chłopaki już wystartowali i zaraz nas zmienią. Schodzimy na ziemię.
Kumari posłusznie skierowała swój myśliwiec ku powierzchni planety.
-Piiii?
-Tak, Qui-Fort- odpowiedziała dziewczyna po przeczytaniu tłumaczenia.- Dzisiaj zabieram cię ze sobą.
Nan leciutko posadziła myśliwiec na płycie lądowiska. Otworzyła owiewkę kokpitu i zgrabnie wyskoczyła na ziemię. Zdjęła hełm i długie włosy opadły miękko na jej smukłe ramiona.


***


Caren szedł do kosmoportu Sił Obrony Planety. Chociaż nie znalazł nazwiska pięknej nieznajomej wśród danych pilotów, miał przeczucie, że ją tu spotka.
Choć wstęp osób cywilnych na teren jednostki był zabroniony, chłopakowi udało się- przy pomocy sztuczek Jedi- przekonać strażnika, by go wpuścił. Ominął zabudowania i skierował się na płytę lądowiska. Przybył w samą porę. Trzy myśliwce niedawno poderwały się z ziemi, a trzy inne właśnie wylądowały. Z jednego z nich lekko wyskoczyła młoda dziewczyna. Zdjęła hełmofon i długie, kasztanowe włosy zatańczyły na wietrze wokół jej twarzy. Tak, to była ona. Aina Nan Kumari. A więc nie kłamała. Przynajmniej częściowo. Poczekał aż dziewczyna została sama na lądowisku i podszedł do niej.
-Witaj Aino- uśmiechnął się na powitanie.- Jak minął patrol?
-Caren?!?- podskoczyła jak oparzona.- Co ty tu robisz?!? To teren wojskowy!- wykrzyknęła.- Jak się tu dostałeś? Ach… no tak- przypomniała sobie.- Jedi.
Rozejrzała się niespokojnie po lądowisku. Na szczęście pozostali piloci już wcześniej opuścili płytę lotniska, Nan Gray natomiast została, by sprawdzić osiągi swego myśliwca. Dawno nim nie latała.
-Chodźmy stąd- zarządziła, gdy upewniła się że są sami.
-Spokojnie. Skończ sprawdzać swój myśliwiec i wtedy pójdziemy- oznajmił chłopak.
-Ale nikt nie może cię tu zobaczyć!- zdenerwowała się dziewczyna.
-I nikt mnie nie zobaczy, Aino- zapewnił ją.
Pilotka wróciła do poprzedniego zajęcia. Pospiesznie skończyła przegląd i zamknęła kabinę.
-Chodźmy!
-A twój astromech?- zatrzymał ją Caren.
-A tak- przyznała.- Schowaj się, a ja pójdę po obsługę.
-Nie. Poczekaj.
Młodzieniec skoncentrował spojrzenie na Qui-Fort. Przymknął oczy. Zaniepokojony robot pisnął niespokojnie. Po chwili jego kółka dotknęły powierzchni lądowiska.


***


Spędzili resztę przedpołudnia na mieście.
Caren delikatnie próbował wysondować dziewczynę. W ramach próby poprosił ją, by pokazała mu najciekawsze miejsca w stolicy. Musiał przyznać, iż znała ją całkiem nieźle, choć dopatrzył się w jej wiedzy pewnych braków. Nie mógł jednak zaprzeczyć, iż była rodowitą Actedanką. Najdłużej zatrzymali się w pobliżu pałacu i okazało się, że Kumari najwięcej wie właśnie o tym obiekcie.
Czyżby była jedną z ważniejszych dworzanek?- zastanowił się młodzieniec.- Albo urzędniczką królewską?
-Czy pójdziesz dziś ze mną na zabawę z okazji urodzin Jego Wysokości, księcia Abla?- spytał ją przy pożegnaniu.
Urodziny Abla! Zupełnie zapomniała!
-Nie- bąknęła nie patrząc mu w oczy. Nagle zaczęło jej się spieszyć.- Nie mogę. Muszę już iść. Do zobaczenie, Caren.


***


Nie powinnam kontynuować tej znajomości- pomyślała wślizgując się do pałacu.- Prawie go nie znam, a poza tym moje pochodzenie komplikuje całą sprawę. A on nic o tym nie wie. Nie powinnam go oszukiwać. Zresztą… niedługo stąd odejdzie i zapomni o mnie. A ja… no cóż, ja za bardzo angażuję się w tę znajomość…


***


Zasmucony i zniechęcony chłopak udał się samotnie do jakiejś podrzędnej knajpki w najgorszej dzielnicy Acted- Warenstag. Siedział i bezmyślnie wpatrywał się w dużą holotablicę czekając na oficjalne rozpoczęcie części uroczystości. W końcu doczekał się. Królewski urzędnik zapowiedział rodzinę panującą. Młodzieniec przyjrzał się jej uważnie. Kiedy uciekał z Acted musiał rozstać się z księżniczką Nan Gray, której jako mały chłopak towarzyszył. Pochodził z dość znanego na Acted rodu i stąd ta znajomość. Przyleciał tu tylko po to, by ją zobaczyć. A potem podąży swoją drogą. Zostanie Rycerzem Jedi i wróci. A wtedy przypomni się na dworze. Jego ród znów będzie znany i szanowany, i może król zgodzi się oddać mu księżniczkę za żonę.
Zagrzmiały tarapany. Holobtablica pojaśniała. Król Maron i królowa Bea Ta wśród swoich dzieci. Abel, Altea, Hope i Nan Gray. I pomyśleć, że jako mały chłopiec przyjaźnił się z nimi. I co mu z tego przyszło?
Z uwagą przyglądał się księżniczkom. Aletea i Hope wyrosły na piękne młode kobiety. A Nan Gray…
Nan Gray?!? To była Nan Gray?
Caren nie wierzył własnym oczom. Dlatego zamknął je i otworzyły po chwili. Nic z tego. Nadal widział Ainę Nan Kumari.
Właśnie: Nan Kumari. Nan Gray.
Nagle wszystko stało się dla niego zrozumiałe. Nawet to, jak udało jej się niepostrzeżenie wyjść z pałacu.
Przyleciał tu, aby zobaczyć dawną towarzyszkę zabaw. I nie poznał jej na ulicy! Owszem, przypadkowo poznana dziewczyna miała w sobie ten sam rezonans Mocy, co mała Nan Gray. Jednak dziewięć lat zrobiło swoje. Nie miał jej żadnych zdjęć i rysy twarzy przyjaciółki zatarły mu się w pamięci. A poza tym, kto mógł się spodziewać, że spotka księżniczkę na ulicy?


***


Następnego ranka czekał na nią przy drzewie namany. Przyszła, jak zwykle, ubrana jak normalna dziewczyna. Razem z wyszukanym strojem zniknęła cała jej królewskość. Przechodnie nie widzieli w niej księżniczki. Zapewne zwróciliby na nią uwagę dopiero wtedy, gdy wyszłaby na miasto z orszakiem i cała należną jej oprawą. No cóż, mógł czuć się choć częściowo usprawiedliwiony.
-Witaj, księżniczko- skinął jej głową na powitanie.
-Caren…- zarumieniła się i spuściła głowę- a więc już wiesz…
-Przepraszam, że cię okłamałam- powiedziała po chwili spoglądając mu w oczy.- Zrozum, nie mogłam inaczej…
-Rozumiem Aino- uśmiechnął się wyrozumiale.- I nie mam ci tego za złe. Ale powiedz mi jedno: naprawdę jesteś pilotką?
-Dziękuję- rozpromieniła się cała.- A jeśli o to pytasz; czasami latami z Siłami Obrony Planety.


***



-Aino, niedługo wyjeżdżam- oświadczył kilka dni później.- Muszę znaleźć mistrza. Dziewczyna zamarła zaskoczona. Tak szybko?
-Miło było mi cię poznać- kontynuował Caren- i mam nadzieję, że kiedyś się jeszcze spotkamy.
-Musisz?- szepnęła cichutko.- Oprócz ciebie prawie nie mam innych przyjaciół.
-Muszę. Ale obiecuję, że wrócę tu- uśmiechnął się przepraszająco.- Jednak dziś chciałem powiedzieć ci coś bardzo ważnego.
-Zamieniam się cała w słuch.
-Aino Nan Kumari, jesteś wrażliwa na Moc!- oświadczył Jedi.
Zapanowało długie milczenie.
-Co?!?- wykrztusiła Nan Gray, gdy odzyskała mowę.- Co powiedziałeś???
-Powiedziałem, że jesteś wrażliwa na Moc- powtórzył mężczyzna.- Możesz być Jedi.
-Ja? Jedi?- wybuchnęła obrażona.- Ty chyba żartujesz! Bądź poważny, Caren!
-Jestem poważny, Nan Gray. Jak najbardziej.
-W takim razie udowodnij mi to!- zażądała dziewczyna.


***


-Żegnaj, Caren- uśmiechnęła się do niego smutno.- Szczęśliwej podróży.
-Dziękuję, księżniczko- uśmiechając się łobuzersko, pocałował ją w rękę.
-Przestań, Caren!- ze śmiechem wyrwała mu rękę.- Ludzie patrzą!
-Niech patrzą- rzucił lekceważąco, ale nie pocałował jej więcej.
-Do zobaczenia, Aino- powiedział po chwili. Figlarne błyski w jego oczach zniknęły, ustępując miejsca powadze i smutkowi.
Kumari poczuła jak oczy wilgotnieją jej od łez. Odwróciła głowę. Nie chciała, by zobaczył, że płacze.
On jednak dostrzegł je. Nieśmiało przyciągnął ją do siebie i przytulił.
-Nie płacz, Nan- szepnął całując jej włosy.- Proszę…


***


Księżniczka Nan Gray samotnie stała w pałacowej wieży i podziwiała zachód słońca.
Odleciał…
Nie mogła w to uwierzyć.





Aina Nan Kumari


Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 5,00
Liczba: 4

Użytkownik Ocena Data
Geariela 10 2004-11-16 21:39:00
Kasis 6 2006-03-23 14:17:38
Darth Edziaszka 2 2017-05-30 04:26:07
Shedao Shai 2 2005-01-28 21:36:23

Tagi: Fanfik / opowiadanie (254)

Komentarze (9)

Słabe. Sam romans i nic więcej, do tego poza tym że koleś jest jedi, nie ma w tym nic z gwiezdnych wojen. Równie dobrze mogłoby się to dziać w jakimkolwiek innym uniwersum.
Fabuła ani nie porywa, ani kompletnie nic nie wnosi do świata SW. Ani nawet ze świata SW nie korzysta...

Zbyt ckliwe i nie do końca wyszlifowane. No i faktycznie znów Jedi i romans?

Nie podoba mi się absolutnie, fabuła naciągana (znooowu romans?) i ogólnie zbyt romantycznie. Nie czuję w tym SW.

Nie jest złe ale nie ma tu żadnej akcji oraz jest kilka błędów-6/10

zero klimatu... :( zero...

Hmm... Zero klimatu SW! Oprócz tego widać, że pisała to romantyczna dziewczyna. Ale bez przesady - Jedi nie łamali kodeksu! Przynajmniej nie tak często jak o tym piszę Aina lub Cerasi...

Czytałem to już 2 raz (pierwszy kiedys na
Cantinie) no ale moje krytyczne podejście
do tego opowiadania się nie zmieniło.
Zauważyłem ze Aina N.K. lubi serwować
opoiwadania miłosne, no i to z udziałem
Jedi (sprzeczność z kodeksem Jedi!no
przecież ilu mogło być takich
nieposłusznych). A dodatkowo opowiadanie
to łączy z SW jedynie ten Jedi i kilka
dronych faktów. Równie dobrze możnabyłoby
napisać, że ten Jedi to jakiś Elf, a
księżniczka Elfica no i byśmy mieli
fanfiction'a z LOTR'a...
Przy reszcie zgadzam się z JedI.

Chciałoby się rzec,
że ckliwie nam się w
tej Bastionowej
Twórczości Fanów
zrobiło. Ckliwie nie
znaczy źle choć w tym
wypadku tak. Jak już
czytam takiego
harlequina jak ten to
oczekuję, że albo
mnie on rozwścieczy
albo poruszy do łez-
ten nie wzbudza we
mnie żadnych emocji.
Może jest to wynik
tego, że ma on dla
autorki bardzo
osobisty wymair. Ale
po pierwsze- nie ma
tu żadnej myśli
przewodniej, po
drugie- dziwny ten
młody Jedi, już
wyczuwa wrażliwość na
Moc innych osób ?
Styl może być, choć
nie porywa. Proponuję
przemyśleć jeszcze
raz, rozbudowac i
ulepszyć.

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.