Różne

Finse

Gwiezdne Wojny kręcono w bardzo zróżnicowanych miejscach, rozsianych po całym świecie. Wśród nich można znaleźć zarówno odległe lokacje, takie jak pustynie w Tunezji czy lasy sekwojowe w Stanach, jak i zdecydowanie bliższe dla mieszkańców Polski miejsca, znajdujące się we Włoszech (np. Jezioro Como), Hiszpanii czy Norwegii. W poniższym artykule pragniemy przybliżyć wycieczkę do Norwegii śladami Star Wars, jaką odbyli redaktorzy Bastionu i opisać jak w prosty sposób można zorganizować taką samemu.

Przygotowania i wyjazd z Polski

Sceny z Hoth z Imperium kontratakuje kręcono w miejscowości Finse w Norwegii. Znajduje się w niej, na wysokości 1222 metrów, najwyżej położona stacja kolejowa na trasie Oslo – Bergen (jak i w całym kraju). A trzeba wiedzieć, że kolej jest jedynym sposobem na dotarcie do Finse, gdyż nie wiedzie do tej miejscowości żadna droga. Swoją podróż z Polski, śladami Gwiezdnych Wojen, musimy zatem rozplanować również zgodnie z rozkładem jazdy kolei norweskiej.

Najprostszym i jednym z tańszych elementów wyprawy jest przedostanie się z Polski do Norwegii. Z największych Polskich miast dwa razy w tygodniu latają samoloty tanich linii lotniczych do Oslo. W naszym przypadku nabyliśmy bilety na podróż z Wrocławia do Oslo w piątek i powrót w środę. Zapewniało to nam kilka dni na zwiedzenie interesujących nas miejsc. Niestety, rozkłady są tak ułożone, że jeśli ktoś by chciał przylecieć tylko na weekend to zazwyczaj mu się to nie uda – trzeba poświęcić kilka dni z tygodnia roboczego. Łączna cena biletów w obie strony dla jednej osoby wynosi niecałe 300 zł. Oczywiście jak to z tanimi liniami bywa, trzeba polować na dobrą cenę.

Norwegia

Lotniska, na które latają samoloty z Polski, są położone dosyć daleko od centrum. Dlatego już po dotarciu na lotnisko musimy się zainteresować, w jaki sposób dotrzeć do samego Oslo. My wylądowaliśmy na Oslo-Rygge. Cenowo w miarę podobnie wychodzi koszt dotarcia z lotniska do centrum Oslo zarówno przy wykorzystaniu pociągu jak i autobusu. Koszt przejazdu z lotniska do centrum Oslo wynosi około 80 zł w jedną stronę. Jeśli chcemy skorzystać z bardziej kameralnych środków transportu, musimy oczywiście zapłacić sporo więcej.

Chcąc zwiedzić miejsca, gdzie kręcono Gwiezdne Wojny, mamy po dotarciu do Oslo dwie opcje. Wsiąść w pociąg i pojechać do Finse, aby tam spędzić cały nasz pobyt lub zostać w Oslo i wyruszyć do Finse tylko na jeden dzień. Z tej drugiej opcji skorzystała nasza ekipa.

Wybierając się na kilka dni do Norwegii, niezależnie od opcji, na którą się zdecydujemy, należy pamiętać, że jest to kraj drogi jak na kieszeń mieszkańca Polski. Przeciętna cena noclegu w Oslo w hostelach lub hotelach niższej klasy wynosi ok. 150 zł od osoby za noc. W przypadku hoteli wyższej klasy jest oczywiście sporo wyższa. Przy czym standardem jest, że koszt doby hotelowej nie obejmuje śniadania. W przypadku wyjazdu większą ekipą (w naszym przypadku było to 6 osób), można znaleźć tańsze noclegi, ale dostępność ich jest bardzo ograniczona. Sami część pobytu spędziliśmy w Chateau Apartaments , w których nocleg wyniósł nas ok. 80 zł od osoby. Niestety pozostałą część pobytu, z uwagi na brak miejsc, musieliśmy spędzić w dwa razy droższej lokalizacji.

Wspominaliśmy już o tym, że doba hotelowa nie obejmuje śniadania. Żywiąc się na mieście musimy przyszykować się na dosyć spory wydatek. Cena obiadu w restauracji średniej klasy w Oslo waha się od 80 do 130 zł. Za napój do obiadu: piwo, herbatę, czy sok zapłacić musimy 30 – 50 zł. Zaopatrywanie się w sklepach również do najtańszych nie należy, przykładowa butelka napoju kosztuje ok. 20 zł, drobne zakupy na śniadanie dla jednej osoby to koszt ok. 40 zł. Wybierając się do Norwegii musimy zatem być przygotowani na wydawanie 200 zł dziennie, nie licząc atrakcji.

Jeśli skorzystalibyśmy z drugiej opcji i cały wyjazd chcieli spędzić w Finse, to do wyboru mamy dwa miejsca noclegowe – Hotel Finse 1222 i hostel Finsehytta. Nocleg w tym pierwszym to koszt ok. 600 zł od osoby za noc (tym razem z opłaconymi już posiłkami).

Podróż do Finse

Niezależnie czy spędzimy tam tylko jeden dzień czy więcej, to i tak z Oslo musimy się dostać do Finse. Jeśli chcemy poświęcić na pobyt w Finse jeden dzień to będziemy mieć na to ok. 6 godzin. Pierwszy pociąg z Oslo odjeżdża bowiem o 8 rano i jest na miejscu po godzinie 12, a ostatni pociąg powrotny odjeżdża z Finse po godzinie 18. Podróż pociągiem do najtańszych nie należy i w naszym przypadku wynosiła więcej niż przelot samolotem z Wrocławia do Oslo. Bilet Oslo – Finse kosztuje ok. 210 zł w jedną stronę od osoby. Pewnym swojskim elementem jest fakt, że pociągi w Norwegii jeżdżą tak samo punktualnie jak te w Polsce. Podczas całego wyjazdu korzystaliśmy z tej formy komunikacji cztery razy i trzy razy musieliśmy czekać na stacji na opóźniony skład. Sama jakość podróży jednakże to wynagradza. Nie tylko mówimy tutaj o klasie pociągów, sporo wyższej niż u nas, ale również o krajobrazach, które możemy podziwiać podczas podróży do Finse. Fakt, że linia kolejowa wspina się na wysokość 1222 metrów sprawia, że po drodze możemy przyjrzeć się dokładniej tej trochę dzikszej i bardziej pustej części Norwegii niż to co możemy zaobserwować w okolicach Oslo. Dodatkowo trzeba przyznać, że nawet odpowiednik Warsa jest dużo lepiej zaopatrzony i zorganizowany. No i można płacić kartą, ale to akurat w krajach skandynawskich jest normą.

Finse

Bardzo ważne jest to, że Finse to nie jest dokładnie miejscowość. Owszem, dziś tak nazywa się wioska, która obecnie się tam znajduje, jednak wcześniej mianem Finse określano pewien obszar w gminie Ulvik, słynny ze względu na naturalne ukształtowanie.



Nie dość, że blisko znajduje się lodowiec i góry, to jeszcze w zimie zamarza pobliskie jezioro Finsevatnet, a sam teren jest dość popularny wśród amatorów sportów zimowych, jak narciarstwo, ale też wszelakich wersji żeglowania i jazdy na nartach (kiteskiing i nie tylko, kiedyś na jeziorach próbowano żeglować na saniach). Finse stanowiło także bazę ćwiczebno-wypadową ekspedycji Scotta na biegun południowy, jednak największy rozwój temu miejscu przysporzyło zbudowanie stacji kolejowej. Linia łącząca Oslo i Bergen została otwarta w 1909, a Finse to jedna ze środkowych stacji. Pierwotnie stanowiła bazę i osadę dla budujących kolej, dziś żyje głównie z utrzymania dworca, wokół którego toczy się całe życie osady, ale też z turystów. Można tu znaleźć nie tylko zapalonych narciarzy, czy choćby fanów psich zaprzęgów. W lecie zaś całą okolicę można sobie spokojnie zwiedzać. Jednak to właśnie dworzec i jego okolice najbardziej rzucają się w oczy, gdy przyjeżdża się do tej miejscowości. To one stanowią jej „centrum”.

















Samo Finse poza stacją i hotelem, to zaledwie kilka domostw. Życie mieszkańców poza koleją koncentruje się na obsłudze turystów. W samym Finse znajduje się nawet wyciąg narciarski, bo skoro nawet na przełomie maja i kwietnia śniegu jest naprawdę dużo, to miejsce to raj dla amatorów sportów zimowych. Mieszkańcy są na panujące tu warunki przygotowani, czasem można się natknąć na pługi czy skutery śnieżne.













Od 2007 wokół Finse utworzono Park Narodowy. To dość ważna informacja dla fanów Gwiezdnych Wojen, gdyż w poważny sposób ogranicza możliwość zobaczenia wszystkiego w jeden dzień. W wielu fanowskich relacjach z wypraw do Finse sprzed 2007, pojawia się informacja o możliwości wypożyczenia skutera śnieżnego i dotarciu nim na lodowiec oraz do poszczególnych lokacji. Teraz niestety jest to zabronione, więc poza nogami pozostają co najwyżej narty. Jednak rozrzucone miejsca, w których kręcono film, to trasa na dwadzieścia parę kilometrów. Trzeba też brać poprawkę na zmienną pogodę, co utrudnia dalsze wyprawy. Dlatego wielu turystów cały czas przebywa dość blisko hotelu.



Hotel Finse 1222

Ekipa filmowa pod przewodnictwem Irvina Kershnera dotarła do Finse 2 marca 1979. 3 marca pojawili się tu Mark Hamill i Carrie Fisher. Zdecydowana większość 70-osobowej ekipy została ulokowana właśnie w Hotelu Finse 1222, który znajduje się tuż obok stacji kolejowej. Marzec to czas, kiedy w Europie pojawia się wiosna, ale akurat wtedy panowała tu najgorsza i najmroźniejsza zima od stu lat, co zdecydowanie utrudniało kręcenie filmu, ale też wpisało się we wspaniałą historię pracy na lokacjach w oryginalnej trylogii. Wokół było tyle śniegu i mróz tak dawał się we znaki, że część scen kręcono bezpośrednio z hotelu, wyrzucając co najwyżej aktora na zewnątrz, podczas gdy reżyser i kamerzysta stali w drzwiach i wydawali polecenia oraz nagrywali film.
Sam hotel ma aż 43 pokoje i 143 łóżka. Jest o tyle fajny, że składa się z dwóch budynków w intrygujący sposób połączonych ze sobą dawnym wagonem kolejowym (niestety to część zarezerwowana dla gości). Za to można wejść do środka, by napić się czegoś ciepłego i odpocząć.

























Do dziś w hotelu znajduje się gablotka pamiątkowa, którą można zobaczyć. Fani pojawiają się tam co jakiś czas, więc w recepcji w hotelu wystarczy spytać o Gwiezdne Wojny i od razu skierują we właściwe miejsce, schodami w dół. I choć doskonale zdają sobie sprawę z fenomenu Gwiezdnej Sagi, jednak na szczęście dla nas, nikt na tym nie zarabia. To, co zostało można obejrzeć za darmo i zrobić sobie zdjęcia. Sam hotel już w latach 70. słynął ze spartańskich warunków, co niewiele się zmieniło, ale można tam bez problemu płacić kartą. Gorzej jest z zamówieniem obiadu, można o to pytać obsługę i być może jak zostanie trochę, to pozwolą zamówić jedzenie, bowiem jest ono przeznaczone tylko dla gości hotelowych. Ale nie należy spodziewać się cudów, to będzie raczej szwedzki stół z prostymi potrawami.









Wystawy właściwie są nawet dwie. Pierwsza znajduje się w recepcji i nie licząc czapki Luke’a znajdują się tu różne pamiątki związane z hotelem oraz prezenty od fanów. Choć trzeba przyznać, że Gwiezdne Wojny sprawiają tam wrażenie dodatku.







Druga wystawa jest już dedykowana „Imperium kontratakuje”. Składa się głównie z fotosów, umieszczonych w pomieszczeniu pod schodami, ale najpierw wita nas tam wypchany renifer.














By zwiedzić same lokacje, obecnie jeden dzień może nie wystarczyć. Przełom kwietnia i maja to o tyle dobry termin, by się udać do Finse, że dni stają się już dłuższe i cieplejsze, a śnieg jeszcze nie stopniał. Być może dobrym miejscem na bazę wypadową na dłuższe wędrówki jest wspomniane wcześniej schronisko. Ma ono jednak jedną zasadniczą wadę: jest na tyle oddalone od dworca, że w przypadku złej pogody można mieć problem z dotarciem do niego. I nie ma co liczyć na kursujące skutery, gdy warunki odpowiadają, chętnie przewożą turystów. Niestety tylko i wyłącznie na trasie schronisko-stacja.



Same lokacje cierpią na bardzo podobny problem jak wydmy w Tunezji. Miejsca te nieustannie ewoluują i się zmieniają, dlatego bardzo trudno znaleźć właściwy punkt, w którym nakręcono dane ujęcie. Zwłaszcza, że wiele z tych miejsc stworzył śnieg, który topnieje i zimą gromadzi się na nowo. O tej porze roku trudno rozpoznać normalne ukształtowanie terenu, jak góry, lodowce czy jeziora. Do tego dochodzi zmieniająca się pogoda, chmury i pewne zamglenie. Wszystkie miejsca wyglądają praktycznie identycznie, dlatego szukając lokacji niezbędny jest GPS. Dlatego o ile jest to stosunkowe łatwe dla nas, Europejczyków miejsce do dotarcia, o tyle wciąż pozostaje trudne do rozpoznania.



Kilka namiarów GPSowych:
Lodowiec – kręcono tam sceny z Bazą Echo, część scen z pola bitwy oraz lokację, w której Luke widzi odlatującego Sokoła - GPS : 7.475009, 60.568479
Skała Hana Solo / Probota – czyli miejsce, w którym Han Solo rozprawia się z imperialnym probotem - GPS: 7.495954, 60.585588
Probot – miejsce lądowania sondy - GPS: 7.472206, 60.581663
Luke walczący z AT-AT - GPS: 7.473884, 60.587937
Różne krajobrazy Hoth wykorzystywane jako tło - GPS: .4861527, 60.5702
Nie można też zapomnieć o wyjściu z hotelu w stronę jeziora.
Jednak dla fanów chyba najważniejsza jest możliwość poczucia klimatu lodowej planety Hoth i tej wspaniałej, bardzo ciekawej lokacji. Można zobaczyć to miejsce wybierając się na kilkugodzinny spacer mając świadomość, że w 1979 po tym śniegu i lodzie (choć może nie dokładnie tym samym) stąpała ekipa V części Gwiezdnych Wojen – „Imperium kontratakuje”, filmu okrzykniętego najlepszym sequelem wszechczasów. To niesamowite uczucie. Poniżej kilka zdjęć z tego spaceru.
Wyjątkowo ciekawe jest zaś samo oznaczenie szlaków na jeziorze, za pomocą wbitych patyków. Swoją drogą nie udało się nam w tym śniegu dokopać do lodu. Choć pewnie część stopionego śniegu dodatkowo nawadnia jezioro. O tej porze roku widać już nadchodzącą w tym rejonie wiosnę (i lato).

















































I na koniec jakby komuś jeszcze było mało klimatów Gwiezdnych Wojen, to okolice Finse to wręcz idealne miejsce do ulepienia bałwana, zwłaszcza tematycznego.









Spisał: Rusis, Lord Sidious
Zdjęcia: Rusis, Lord Sidious, Chewie z Wooczego Imperium



Tagi: lokacje (13) Wycieczka (12)
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.