Komiksy

The Star Wars


Tytuł oryginału: The Star Wars 1-8:
Tytuł TPB: The Star Wars
Scenariusz:Jonathan Rinzler
Rysunki:Mike Mayhew
Kolory: Rain Beredo
Okładki: Nick Runge
Tłumaczenie: brak
Wydanie USA zeszytowe: Dark Horse Comics 2013- 2014
Wydanie USA zbiorcze: Dark Horse Comics 2014
Wydanie PL: brak


Recenzja Lorda Sidiousa

„The Star Wars” to komiks fenomen, to coś co na stałe wpiszę się w historię sagi i kto wie, czy nie najważniejszy element, jaki dodał od siebie Dark Horse. Nie są to stwierdzenia przesadzone, ale też nie należy ich łączyć z jakością działa, tu chodzi o coś innego, o to czym to jest.

Sam pomysł jest rewelacyjny. Zamiast tworzyć kolejną opowieść, której najważniejszą cechą ma być tymczasowa kanoniczność, postanowiono sięgnąć po zupełnie nie-komiksowego twórcę, czyli Jonathana W. Rinzlera, którego przede wszystkim znamy jako autora fantastycznych, ciekawych albumów i przewodników. Rinzler jednak nie zabierał się za pisanie scenariusza od początku, a zrobił to, w czym nie ma sobie równych, pogrzebał w archiwach Lucasfilmu i znalazł pierwszą wersję scenariusza do „Nowej nadziei”. Następnie zaś zaadaptował ją na komiks. Ale, żeby było jeszcze ciekawiej, sięgnął po pierwsze projekty, głównie Ralpha McQuarriego, które były tworzone do tamtego scenariusza. Właśnie one stanowiły podstawę komiksu, szkoda, że tylko projektową. Owszem niektóre rzeczy trzeba było wymyślić samemu, ale tu znów więcej było projektowania, niż zwykłego tworzenia komiksu. W efekcie dostaliśmy dzieło niesamowite, bo to bardzo wierna adaptacja oryginalnego pomysłu, która jest zdecydowanie bardziej przystępna dla zwykłego czytelnika niż sam tekst. W końcu stare scenariusze można znaleźć bez problemu w sieci, choćby tu. Więc czego by nie mówić o tym komiksie, to dzieło niecodzienne, a przez to wyjątkowe, no i pozycja obowiązkowa dla każdego, kogo interesowało powstawanie „Gwiezdnych Wojen”.

Niestety o ile pod niektórymi względami jest to monumentalny twór, o tyle niestety nie rzuca na kolana fabularnie. Niestety jest dość średnia opowieść i tu okazuje się, że właśnie Rinzler starający się jak najwierniej oddać oryginał, jest największym problemem. George Lucas dużo czasu spędzał zawsze na montażu filmu, bardziej to go nawet interesowało niż reżyseria, więc suchy scenariusz do najwykwintniejszych nie należy. Dokładnie na to samo cierpi komiks, mówiąc najogólniej jest rozwleczony i przegadany. Dialogi w filmie są istotne, ale w komiksie muszą wyglądać inaczej, muszą być krótsze i bardziej komunikatywne. To nie powieść, gdzie można pozwolić sobie na monologi. Nie teatr czy film, gdzie dobre aktorstwo potrafi ten monolog wynieść na wyżyny. To komiks. Jasne jak się porównuje to z oryginałem, to widać, że Rinzler porobił skróty, ale robi to w sposób zachowawczy. Drugi problem polega na tym, że to jest pierwsza wersja, a Lucas nad nią jeszcze pracował i właściwie trzy razy ją przepisał dokonując wręcz fundamentalnych zmian. Właściwie stworzył od nowa, używając tylko niektórych pomysłów. Tu bazujemy na oryginalnym, pierwotnym tekście i zmiany bardziej wynikają z tego, ze trzeba coś skrócić i logicznie połączyć, a nie dodać tempa. Więc efekt jest taki jaki jest. Chodziło przede wszystkim o przedstawienie pomysłu a nie stworzenia dobrego komiksu. To bardzo istotne stwierdzenie, bo niestety nie da się łatwo połączyć jednego i drugiego. Rinzlerowi się to nie udało, wybrał bliskość pomysłowi Lucasa.

Wizualnie mam mieszane uczucia. Przede wszystkim Ralph McQuarrie to nie jest. Mike Mayhew stara się nadać komiksowi własny, unikalny, ciekawy kształt, który w porównaniu z wieloma ostatnimi „wybrakami” Dark Horse’a nie wypada źle. Ale znów wystarczy spojrzeć na pomysły z albumów i wtedy dochodzę do wniosku, że szkoda, iż nie próbowano podrabiać Ralpha. Przy tym podejściu do scenariusza jakie zastosował Rinzler, taka podróbka sprawiłaby, że dzieło to byłoby jeszcze bardziej niesamowite. A tak dostajemy po prostu komiks, co niby dziwne nie jest, ale jakoś w tym wypadku zaliczyłbym to raczej na minus.

W wydaniu limitowanym dodatkowo dołożono zeszyt 0, w którym są opisy powstawania postaci. Informacje o tym, które pochodzą faktycznie z projektów i archiwów Lucasfilmu, a które stworzono później. No i jest pierwsza wersja początku komiksu, którą przedstawiono Lucasowi, jako prove-of-concept. Wygląda ona niestety dużo gorzej niż to co zrobił Mike Mayhew, ale dobrze, że George zaaprobował pomysł.

Jeśli ktoś szuka dobrego komiksu i dobrej opowieści, to z pewnością niech nie rusza „The Star Wars”. Jak ktoś szuka filmowych „Gwiezdnych Wojen” to tym bardziej niech nie tyka „The Star Wars”. Jeśli jednak ktoś chce spróbować odkryć fragment procesu powstawania kosmicznej sagi, to jest to dzieło dla niego. To właściwie nie jest komiks, to jest kolejny album Rinzlera przedstawiający historię Epizodu IV, który przypadkiem sfabularyzowano i zilustrowano. Pod tym względem jest to dzieło niesamowite, obok którego trudno przejść obojętnie. I dopóki nikt nie zaadaptuje tego scenariusza, to z pewnością będzie jedna z najważniejszych prób przekazania go szerokiej publiczności. A to coś co przetrwa wszystkie rebooty uniwersum.

Ocena końcowa
Ogólna ocena: 8/10
Rysunki: 7/10
Klimat: 8/10
Rozmowy: 5/10
Jakość informacyjna: 10/10


Temat na forum
Okładka wydania zbiorczego:

Alternatywne okładki:

Pełne okładki:




Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 7,60
Liczba: 5

Użytkownik Ocena Data
ogór 10 2016-06-02 11:28:35
darth ryba 10 2014-12-15 18:08:30
Lord Sidious 8 2014-10-28 18:31:49
FEL-1996 7 2015-06-17 16:53:12
Krych 3 2015-02-18 17:50:50

Tagi: Dark Horse Comics (594) Jonathan W. Rinzler (12) Mike Mayhew (1) Nick Runge (1) The Star Wars (1)

Komentarze (1)

Szkoda, że nie wydano w Polsce. I zważając na obecne sprawy z kanonem wątpię by wydali.

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.