Wojny Klonów

Czwarty sezon TCW na blu-ray

Recenzja ShaakTi1138

Czwarty sezon „The Clone Wars” na blu-rayu to spory krok... wstecz. No dobrze, na pewno nie we wszystkich aspektach, ale oglądając wszystkie dodatki nie mogłam pozbyć się wrażenia, że osoby odpowiedzialne za tworzenie tego wydania nie wyciągnęły lekcji z części trzeciej, która była zrobiona naprawdę przyzwoicie.

Minusy zaczynają się już na samym początku: tym razem zrezygnowano nawet z tekturowego opakowania właściwego pudełka i dostajemy je „gołe”. Do tego mam wrażenie, że odwracany „trzymacz” dwóch płyt w środku po kilku użyciach po prostu wypadnie. Nie mamy też żadnego spisu odcinków w formie papierowej (są, owszem, ale na wewnętrznej stronie okładki... gdzie zasłaniają je płyty), a o plakatach czy książeczkach już nie wspomnę. Menu płyty jest utrzymane w dokładnie takiej samej stylistyce, jaka charakteryzowała dwa poprzednie sezony – tym razem widzimy na środku Maula trzymającego miecz, a towarzyszy mu motyw główny grany w pętli. Nadal niestety można tylko pomarzyć o włączeniu napisów w Archiwach.

Jakość obrazu jest za to po prostu niesamowita – gdy włączyłam dla porównania sezon pierwszy, widać było kolosalną różnicę. Szczególną uwagę zwracają żywe, dobrze zbalansowane kolory. W odcinkach o Kalamarze nie widać już „pasów” w wodzie, które martwiły mnie przy sezonie trzecim. Niestety, muszę powiedzieć, że jest coś nie tak z dźwiękiem. Wynika to prawdopodobnie z faktu, że moje kino domowe i PlayStation nie lubią się zbytnio, ale przy poprzednich dwóch sezonach nie miałam takiego wrażenia pogłosu. I może to lekka paranoja związana z sezonem piątym i słynnym problemem braku synchronizacji dźwięku, ale w niektórych odcinkach miałam wrażenie, że głos postaci zaczyna brzmieć o pół sekundy po tym, gdy otwierała usta. Może to tylko wrażenie. Tym razem dostaliśmy wersje reżyserskie odcinków, lecz niestety nie umiem powiedzieć czym się różnią od standardowych – jeśli tak, to są to różnice czysto kosmetyczne.

I teraz przechodzimy do mojej głównej bolączki związanej z tym wydaniem: komentarze wideo. Tym razem też jest ich pięć i na plus trzeba powiedzieć, że trwają naprawdę długo, bo po dwadzieścia kilka minut, więc nie ma takiej kpiny z fanów, jaka była przy „komentarzu” do Mortis z sezonu trzeciego. Problem w tym, że o ile wcześniej filmiki te miały formę „gadających głów” z przerwami na pokazywanie konceptów, fragmentów odcinków czy pracy w studio, o tyle teraz zdecydowano się na kompletne przeformułowanie. Wygląda to tak, że Dave Filoni i Kilian Plunkett siadają na kanapie razem z innymi twórcami oraz aktorami i niejako „na żywo” komentują odcinki. Do pełnego obrazu zabrakło mi kufli z piwem, bo mam wrażenie, że nie było to w żaden sposób reżyserowane i wszystkie reakcje są spontaniczne. A ponieważ Filoni i Plunkett to dobrzy przyjaciele, to rozmowa czasem schodzi na bardzo dziwaczne czy też odległe tory (co jest najczęściej winą tego drugiego – Kilian samotnie potrafi opowiadać naprawdę ciekawe rzeczy, ale Dave chyba działa na niego jak płachta na byka). I nie zrozumcie mnie źle, miło widzieć, że poza studiem ci dwaj są po prostu zwyczajnymi fanami i potrafią się po przyjacielsku kłócić tak samo jak inni, ale wydaje mi się, że wydanie blu-ray to nie jest odpowiednie miejsce do umieszczania tego typu rzeczy. Najzabawniejsze w tym wszystkim było oglądanie pozostałych członków ekipy, którzy z zażenowanymi minami próbowali sprawić, by rozmowa jednak dotyczyła „Wojen klonów”. Przez taką formę niestety filmiki wypadają też gorzej merytorycznie, bo twórcy dotykają jedynie wybranych aspektów. A oto tytuły:

  • "The Battle of Mon Cala" – najgorzej wykonany dokument, w którym przez dobre pięć minut wyżej wymieniona dwójka sprzecza się dlaczego Republika nie używa droidów zamiast klonów. Poza tym jedną ciekawostką, jaką wyniosłam, była opowieść Joela Arona o zmieniającym się oświetleniu w oceanie (który pod koniec ma przypominać „brudne rybie akwarium”) i o Gunganach skaczących ze stu metrów. Zdziwiło mnie, że ekipa nie doliczyła “Shadow Warriora“, który jest prequelem owej historii.

  • "The Darkened World of Umbara" – sporo jest tu mowy o Umbarze, która dla twórców była „światem jak z gry wideo”, gdzie mogli powsadzać broń czy technologię, która stylistycznie nie pasowała do „Gwiezdnych Wojen”. Ciekawą rzecz zdradził Filoni: chcieli zrobić bohatera, który w przeciągu całego sezonu stopniowo przechodziłby na ciemną stronę, ale bali się, że dzieciaki zbytnio go polubią, więc tak powstał Krell, który czarnym charakterem jest właściwie od samego początku. I kilka ważnych słów na temat gildii i korporacji w nowym kanonie. Offtop: jak to złe żony po ślubie znoszą poduszki do sypialni, które nie wiadomo do czego służą (nie żartuję).

  • "The Slavers of Zygerria" – to akurat całkiem niezły film, wyjaśniający sporo pytań, które narodziły się po zekranizowaniu „Niewolników Republiki”, między innymi dlaczego Zygerrianie wyglądają inaczej. Co ciekawe, to pytanie zadaje scenarzysta komiksu, Henry Gilroy, który albo miał zły dzień, albo był naprawdę wściekły na ekipę za zmianę swojej historii, bo w całym dokumencie mówi jedynie kilka słów i ma minę, jakby zaraz miał się rozpłakać.

  • "Obi-Wan Undercover" – film porządny i tyle, bo nie jest w sumie ani zły, ale też za wiele nie wnosi nowego. Ciekawe są jednak słowa Filoniego dotyczące porwania Kanclerza: to nie jedyne zaplanowane przez Palpatine’a, bo „było ich wiele” (czyżbyśmy mieli coś ujrzeć w niezrealizowanych materiałach z TCW?) i miało ono sprawdzić czy Anakin już nadaje się na Sitha. Poza tym parę spraw technicznych, jak przemiana Kenobiego (okazuje się, że jego „łysy” model powstał od początku) czy światła podkreślające nastrój.

  • "Darth Maul Returns" –tutaj najbardziej podobało mi się umieszczenie Katie Lucas, Sama Witwera i Jamesa Arnolda Taylora, bo ta ekipa (zwłaszcza Katie) jest w stanie przegadać Filoniego. Znalazło się słówko na Grievousa, sporo mówi się o interpretacji przemiany Ventress w łowczynię nagród (mnie osobiście podobało się stwierdzenie, że jest osobą, która potrzebuje mieć nad sobą jakiegoś zwierzchnika). Arcyzabawne jest wyjaśnienie pochodzenia wężowatego Morleya, ale najwięcej uwagi przyciągnął oczywiście Maul, lecz niestety twórcy powtarzają to, co było wielokrotnie mówione przy okazji wielu wywiadów, na przykład fakt, że projekt nóg zaczerpnięto z EU. Brakowało mi tu tak fundamentalnej kwestii jak wyjaśnienie jak właściwie powrócił do życia

Nie chcę powiedzieć, że te filmy są całkiem złe. Wyciągnęłam z nich parę ciekawostek, ale ich spontaniczny charakter i odchodzenie od tematu są zwyczajnie mało profesjonalne.

Archiwa niestety też nie uniknęły pewnych drobnych minusów. Tym razem zdecydowano się na połączenie wszystkich odcinków z danego aktu, co z jednej strony ułatwia ich przeglądanie, z drugiej sprawia, że czasem nie wiadomo z jakiego epizodu pochodzi dana praca. Dużo jest rysunków już zatwierdzonych, ale znalazło się też miejsce dla kilku ciekawych: niewykorzystany łowca nagród rasy Clawdite, trzymetrowy Krell przypominający Dżyngis-Chana, wszystkie warianty kolorystyczne Togrutanek czy męska wersja tejże rasy z gigantycznymi rogami. Zwiększono liczbę modeli 3D i nie są one statyczne, jak w poprzednich wydaniach, lecz w większości przedstawione w ruchu, co wygląda bardzo imponująco i można w pełni docenić ogrom pracy twórców. Trochę zawiodła mnie zamiana filmików o procesie powstawania oświetlenia na porównanie wczesnej animacji z gotowym ujęciem. Oba obrazy lecą jednocześnie i, szczerze mówiąc, ciężko się na nich skupić, a poza tym są o wiele mniej ciekawe.

Wydaje mi się, że w tym wydaniu dostaliśmy najwięcej scen usuniętych. Większa część z nich to rozszerzone sceny rozmów i walk, w tym kilka przykuwających uwagę, jak ta, w której Ahsoka pozostawia bliznę Pre Vizsli lub chwila, w której Savage na oczach Obi-Wana morduje zakładniczkę. Istnieje też kilka takich, które są zupełną nowością, jak dość makabryczny rytuał koronacyjny Kalamarian albo rozmowa Grievousa i Padme. W całym zestawie mamy tylko dwie w pełni ukończone ujęcia: kelnerkę namawiającą Opressa na zamówienie czegoś oraz holograficzną rozmowę zygerriańskiej królowej i Dooku.

I tym razem dostaliśmy trzy easter eggi. Pierwszy z nich to dla mnie klasyczny przykład takiej niespodzianki: przedstawienie procesu tworzenia okładki jednego z magazynów poświęconych animacji, na której króluje Ahsoka. Drugi jest, szczerze powiedziawszy, mało zajmującym filmikiem dotyczącym podkładania głosu klonom przez Bakera. Ale chyba ekipa odpowiedzialna za płyty nie byłaby sobą, gdyby nie wrzuciła czegoś, co jest dostępne bez problemu (i legalnie) w Internecie. Więc na trzecim dysku znalazło się miejsce na teaser z Darthem Maulem, który swego czasu promował finał czwartego sezonu na oficjalnym kanale na YouTubie.

Mam problem z oceną tego wydania. Z jednej strony znalazło się na nim kilka godnych uwagi perełek. Z drugiej zaś mankamenty, przede wszystkim słabo zrobione komentarze wideo, sprawiają, że nie mogę wyjść z podziwu jak bardzo można się cofnąć. I niestety nie umiem powiedzieć co właściwie sprawiło, że jest gorzej niż poprzednio. Mimo tego, zwłaszcza z uwagi na fantastyczną jakość obrazu, jest to na pewno godny dodatek do kolekcji fanów.

Technikalia: Wersje językowe filmu: angielska, duńska, francuska, norweska, holenderska, szwedzka
Dźwięk: Dolby Digital EX 5.1
Napisy: angielskie, duńskie, holenderskie, fińskie, francuskie, norweskie, szwedzkie
Wersja dla niesłyszących: angielska
Dodatki: komentarze na temat odcinków, Archiwa Świątyni Jedi
Format obrazu: 2.40:1 /Szerokoekranowy (16:9)/ Letterbox



Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 7,50
Liczba: 2

Użytkownik Ocena Data
Finster Vater 8 2016-08-25 02:16:27
ShaakTi1138 7 2015-05-20 14:01:45

Tagi: Blu-ray (8) The Clone Wars (252)

Komentarze (0)

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.