Twórczość fanów

Ten ostatni raz

Czy wiecie kiedy człowiek najczęściej rozważa całe swe życie? Zapewne odpowiedź na to pytanie zna tylko część osób... Otóż myślimy o nim tuż przed jego kresem. Może uznacie mnie za dziwaka, ale gdybym w jakiś sposób mógł wybierać, to... wybrałbym szybką śmierć. Bez żadnych męczarni. Ale czemu tak mówię? Postaram się na to odpowiedzieć, ale pierw trochę mojej historii...
Urodziłem się na mało znanej planecie zwanej Taanh IX. Jest to planeta porośnięta głównie olbrzymimi lasami. Mało jest tu rzek i jezior, a morza to rzadkość. Pewnie zapytacie, jak żyją tu rośliny, skoro nie ma wody... Otóż pod powierzchnią ciągną się niezliczone ilości tuneli, które są całkowicie zalane. Ale miało być o mnie... Moi rodzice byli handlarzami. Gdy galaktyką zawładnęło Imperium, oni wzięli się za przemyt. Zostali złapani i rozstrzelani. Ja zostałem pod opieką babki... Jednak nie trwało to długo. Około dwa miesiące później na naszą planetę przybyli ludzie wysłani przez Imperatora. Mieli zabrać wszystkich młodych chłopców i wcielić ich przymusowo do wojska. Babcia nie chciała mnie oddać. Wzięto mnie siłą. Co się z nią stało? Nie wiem, ale pewnie zabito ją...
Tak właśnie trafiłem do jednostki szkoleniowej Imperium. Sprawdzono moje zdolności i stwierdzono, że nadaję się na pilota. Rozpoczęły się codzienne treningi. Na szczęście nie stawiałem oporów, gdyż byłoby ze mną źle. Kilka innych osób, które nie wykonywało poleceń, zostało zabranych przez szturmowców. Wrócili na ćwiczenia po kilku dniach, lecz nie byli to ci sami ludzie... Zapytani o imię, odpowiadali np.: „KKN-2259”. W końcu minął rok... Tak bynajmniej wydawało mi się, gdyż liczyłem każdy dzień. Zabrano nas przed jakiegoś dowódcę. Mówił on coś o ataku rebeliantów. Pod koniec nakazał nam wejść do Tie-Fighterów i wyruszyć w okolice planety... Taanh IX. Był to dla mnie szok. Chyba jako jedyny zatrzymałem trzeźwość umysłu. Moi dawni koledzy, których nie widziałem od czasy zabrania z domu, stali niewzruszeni. Wszyscy ruszyli w stronę pojazdów. Ja także. Usiadłem w fotelu i założyłem kask. Potem uruchomiłem silniki i wystartowałem.
Po kilku minutach usłyszałem w głośnikach czyjś głos. - Tu Erag Rodam, wasz dowódca. Naszym celem będą rebelianckie myśliwce typu X. Teraz zgłaszajcie się po kolei.
- Tu jedynka... Zgłaszam się.
- Tu dwójka... Zgłaszam się.
I tak przeleciało aż do mojego numeru.
- Tu dziewiątka... Zgłaszam się.- odpowiedziałem.
Po mnie zgłosiły się jeszcze trzy osoby.
- Dobrze. Wszyscy są... A teraz panowie: do boju! Życzę udanych łowów.- powiedział na koniec dowódca.
I tak nie tylko nasza eskadra, ale i inne zaczęły atakować flotę rebelii. Leciałem przed siebie nie strzelając. W końcu pojawił się przede mną X-Wing. Prawdopodobnie miał popsute radary, gdyż nie zauważył mnie. Leciałem za nim, ale nie wiedzieć czemu, nie atakowałem... W końcu w głośniku odezwał się mój dowódca.
- Dziewiątka, czemu nie strzelasz?
- Nie zamierzam zabijać - odpowiedziałem odważnie - To nie moja wojna.
- A czy wiecie, że grozi wam sąd wojenny, jeśli nie zaczniecie walczyć? - Nie obchodzi mnie to.
Wtedy zmieniłem swój tor lotu i zacząłem zmierzać ku Taanh IX.
- A więc zginiecie. I to ja was zabiję. - krzyknął Rodam zdenerwowany.
Człowiek ten zaczął strzelać w moim kierunku. Ja jednak unikałem pocisków. W końcu doleciałem nad powierzchnię planety. Ujrzałem polankę na której było dość miejsca do lądowania. Już zwalniałem, gdy poczułem uderzenie. Straciłem panowanie nad pojazdem i zacząłem spadać. Statek uderzył w czubki kilku drzew i zawisł na gałęziach. Zemdlałem, lecz po jakimś czasie doszedłem do siebie. Czułem ogromny ból pokrywający całe me ciało. Miałem złamaną prawą rękę i przebite lewe płuco. Jakiś kawał metalu rozwalił mi połowę klatki piersiowej. Na szczęście miałem przy sobie apteczkę. Wziąłem specjalny bandaż tamujący krwawienie i nalepiłem go w miejscach najbardziej rozciętych. Potem usztywniłem rękę. Ostatkiem sił spróbowałem wyjść z Tie-Fightera. Był to błąd, gdyż spadłem z wysokości trzech metrów na jakiś krzak, a potem na ziemię. Odczołgałem się jeszcze kilka metrów i usiadłem pod drzewem.
Nagle usłyszałem kroki. Ujrzałem mojego dowódcę i dwóch pilotów. Znałem tych ostatnich. Pochodzili z mojej planety. Nie raz się z nimi widywałem... Rodam pierw popatrzył na pojazd wiszący da drzewie. Potem zaczął się rozglądać i w końcu ujrzał mnie. - Zabić go - powiedział do swoich towarzyszy.
Oni popatrzyli się przez chwilę na mnie. Potem dali sobie wzrokowy znak. Jeden z nich powiedział:
- Nie wykonamy rozkazu... - Dlaczego? To jest równe ze...
- Niech się pan zamknie. Trzeba mu pomóc - wtrącił zdenerwowany chłopak.
Obaj zaczęli podchodzić w moją stronę. Nagle usłyszałem dwa szybkie strzały z blastera. Piloci padli nieżywi.
- Zdrajcy zawsze giną. - powiedział lekko znużony dowódca.
Wtedy stało się coś nieoczekiwanego. Tie-Fighter obluzował się, odbił się od gałęzi i spadł na Rodama. Tamten tylko jęknął i zmarł. Ledwo idąc pozbierałem suchego drewna i ułożyłem z niego stos. Położyłem na nim obydwóch chłopców i podpaliłem stos strzałem z blastera. Przynajmniej taki pochówek mogłem im zapewnić...
Na tym kończy się moja historia. Od tamtej chwili minęło już kilka godzin, lecz czuję, że zbliża się nieuniknione... Rana zadana w płuca jest śmiertelna. Nie wyleczę tego nawet w najlepszym szpitalu. Ale cieszę się, że mogę umrzeć tu, na mojej ojczystej planecie...
Widzę ją ten ostatni raz...
Ten osta... tni... raz...

Paweł "Fett" Borawski
6 maja 2003




Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 8,60
Liczba: 5

Użytkownik Ocena Data
Darth Kamil 10 2010-03-18 13:20:51
Pawcio 10 2005-01-13 18:45:15
X-tla 8 2012-05-02 03:16:20
Darth Fizyk 8 2004-05-05 23:43:00
Kasis 7 2008-08-04 11:49:30

Tagi: Fanfik / opowiadanie (254)

Komentarze (23)

Oh, krótkie, ale za to bardzo wzruszające. Szczerze mówiąc spodziewałem się innego zakończenia i jest mi teraz trochę smutno :(

Zasłużona 10 :P

Podobał mi się pomysł: zwykły mieszkaniec galaktyki zamieszany w wojnę, która go nie obchodzi.

Popłakałem się czytając to. Bardzo dobrze napsiane. Powinieneś więcej czegoś takiego pisać...

Ja też tak myślałem jak Edi ale ogólnie fajne.

Dobre opowiadanko.Mogłoby być dłuższe ale nie musi.Zakończenie mi się podobało.Już myślałem że wszystko dobrze się skończy a tu pech.

"tylko czemu najpierw czytam, a po jakims miesiacu przypominam sobie, ze dobrze byloby skomentowac i ocenic?) "

pojęcia nie mam :)

ujdzie 6

Cool opowiadanie.

Jedno z lepszych opowiadan jakie czytalem :) tak mi sie przynajmniej narazie wydaje :)

(tylko czemu najpierw czytam, a po jakims miesiacu przypominam sobie, ze dobrze byloby skomentowac i ocenic?)

Wilaj: Już wujaśniałem, czemu nie jest dlugie...

Bardzo interesujące.Może dłuższe byłoby lepsze.

Cieszy mnie, że się podoba. A co do tych ran... Miał apteczkę częściowo leczącą rany. SPOILER!!! Zakończenie jednak wskazuje, że nie pomogła :( KONIEC SPOILERA!!!

Kudłaty: W tym ficu chodzi nie o długość, a o ukryte znaczenie. Ma za zadanie pruszyć "coś" w was. To jednak zależy od głębszego zrozumienia tekstu.

Niezly, czyta sie z zainteresowanim, nioczekiwane zakończenie, A tak na marginesie kto ciężko ranny ma siły zbirać drzewo na stos pogrzebowy. W sumie OK
Gemini

milutki i krociutkie! ;-) ale moze byc!

Nie no, ja nie mam żadnych obiekcji co do tego powiadania. Jakby to rozwinąć i dodać jeszcze jakieś wątki poboczne to by była niezła kniga z tego. Tak trzymać !!

Sebastiannie: Moją twórczość prezentuję po to, aby inni mogli mieć co do czytania i aby ja rozwinął swoje pióro... A co do nacisku psychicznego i krytyki, to na prawdę mi to nie przeszkadza. Cieszę się, gdy ktoś mnie krytykuje, daje rady itp. Jedyne, czego nie lubię, to złośliwe dowcipy osób robiących wszystko, aby mnie wkurzyć. Na szczęście mało jest takich typków :) Dzięki, że doceniasz to, iż daję ludziom "coś do poczytania".

Anor: Prawda... Super hero nie ma i to było założeniem fica... Tak w ogóle to nie moje pierwsze opowiadanie (i w ogóle tekst), bo piszę też rzeczy nie związane ze Star Wars. Cieszę się, że komuś się mój styl spodobał :) Tym bardziej cieszy mnie to, że krótkie nie znaczy złe. Nie o rozwinięcie fabuły chodziło. Chciałem poruszyć "coś" w czytelnikach i chyba się udało. Ukazałem nasz świat w świecie Gwiezdnych Wojen. Mamy tu zło i chęć czyjejś śmierci, ale zarazem pomoc niesioną dla innych.

Yako: Następny fic, który już zresztą widziałeś, wyślę ci jutro. Jeszcze tylko te poprawki...

Seba: a tak na marginesie, to jak zmienimy skale ocen na 1-5 to z "szacunku" nie bedziesz mogl wystawic nizszej noty niz 3 i tak sie kolko zamyka. A 1-10 lepiej oddaja to co sie mysli (bo zaywaz, ze w szkole masz co prawda 6 stopni ale sa plusy i minusy, a w naszej skali - nie)

Niezle niezle.... czekam na jeszcze :) moze byc tylko lepiej!

Dzęki za te pochwały. Teraz trochę słów wyjaśnień... Otóż do tych Tie wsadzali każdego, kto choćby ciut umiał latać. Nie obchodziło ich, czy zginą, a Tie przecież produkowane były masowo w celu niszczenia jak najwięszej ilości styatków rebelii... A ten błąd... Rzeczywiście powinno być przynajmniej... Zagapiłem się :) A natęny mój fic już niedługo... Miały być dwa na raz, ale ten drugi musiałem poprawić (dialog w nim).

Przyjemnie się czyta, ciekawy pomysł, zgrabnie napisane. A że krótkie to i dobrze nie każdemu chce się ślęczeć godzinami przed monitorem :)
Jedyne co mnie zdziwiło to, że ludzi o tak niskim morale sadzają do myśliwców.

Po pierwsze należy pochwalić oryginalnosć, wreszcie nie ma Super Hero. Widać, że to nie twój pierwszy fan fic, gdyż brak błędów (moze oprócz tego co napisał Seba) i dodatkowo bardzo podoba mi sie twój styl.

Nie mam zupełnie zastrzeżenia do tego, ze jest to takie krótkie opowiadanko, nawet fajnie, może więcej ludzi to przeczyta. Dodatkowa pochwała za to że tak krótkim tekstem potrafiłeś zainteresować.

Jednak z drugej strony tak krótki fanfic nie pozwala rozwinąć fabuły, choc chyba nie o to w nim chodziło:)

"W końcu minął rok... Tak bynajmniej wydawało mi się, gdyż liczyłem każdy dzień." => Rozumiem, że to BYNAJMNIEJ jest pomyłką, czy tak? W każdym razie powinno być chyba PRZYNAJMNIEJ.

Pawle, na pewno nie mam cię za co skrytykować, a pochwalić chciałbym cię za sporą odwagę prezentowania swej twórczości. Przyznam się, że mnie bycie pod takim by męczyło psychicznie, ale tobie to chyba nie przeszkadza. Fajnie, że jesteś i dajesz ludziom coś do poczytania. Wracając do "Tego ostatniego razu", jest ono dla mnie zbyt krótkie ażebym pisał tutaj jakieś elaboraty. Opowiadanie na pewno w porządku i to tyle co mogę powiedzieć.

Jeśli czyta mnie ktoś odpowiedzialny za niniejszy dział, to chciałbym zaapelować o zmianę skali ocen z 1-10 na 1-5. Mi przynajmniej elementarny szacunek dla czyjegoś wysiłku nie pozwala zejść poniżej 5 w obecnej skali.

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.