Twórczość fanów

WYJŚCIE

WYJŚCIE

 

„Stworzony by biec, nie może zatrzymać się
Na zawsze zostać chcę by dalej żyć
By dalej żyć”

 

-„Uciekinier” Myslovitz

 

 

Właściwie to nic się tutaj nie zmieniło. SD-3 zdążył się przyzwyczaić... do towarzystwa trupa, do jego miny i smrodu. Do smaku kociej konserwy i migającego nad naprawionymi drzwiami czerwonego napisu WYJŚCIE.

Gips rozciął sobie sam. Czuł, że stać go na to. Na to i na wiele innych rzeczy. Nabrał pewności siebie, przemyślał cały, doskonały plan ucieczki. Obmyślił każdy szczegół.

Uchylił drzwi i spojrzał jeszcze raz na pomieszczenie, w którym spędził ostatnie dwa tygodnie. W twarz uderzyło go zimne powietrze podziemi Coruscant. Popatrzył na migający napis WYJŚCIE.

-Czas uciekać.- Mruknął pod nosem.

 

* * *

 

Sam nie wiedział ile czasu kluczył zaułkami. Doskonale natomiast rozpoznawał każdy element sektora, w którym się znajdował. Jeszcze jedna przecznica, jeszcze jedna rogatka i zobaczy melinę Krakzuza.

Zbliżył się do brudnej witryny poprzecinanej taśmą samoprzylepną.

Kantyna była pusta. Prawie pusta. Dobrze znana mu postać kręciła się pomiędzy stołami, udając że sprząta.

Krakzuz. W tym momencie SD-3 uświadomił sobie jak wiele zależy od tego człowieka. Łotra, przyzwoitego łotra jak chciał wierzyć. Jedyne czego był pewien to, że nie miał on nigdy, żadnych związków z Imperium. Ale SD-3 wiedział też, że najsłabszym ogniwem każdego planu zawsze są ludzie.

Delikatnie uchylił drzwi, jakimś cudem udało mu się uniknąć charakterystycznego skrzypnięcia. Wykorzystał moment kiedy właściciel lokalu był odwrócony plecami w jego stronę. Błyskawicznie przeskoczył za następny stół.

Krakzuz zatrzymał się w połowie ruchu, odłożył powoli trzymany stołek na bok i zarzucił szmatę na plecy. Gwałtownie się obrócił. I wtedy przed oczami zobaczył lufę blastera.

-Cicho.- Powiedział spokojnie SD-3. Pchnął Krakzuza na blat.

-To ty ?!

-Mówiłem cicho !

Brutalny cios w twarz powalił właściciela kantyny na brudną posadzkę.

-Pomożesz mi.- To nie było pytanie. SD-3 powiedział to tak pewnie, jak tylko umiał.

-Czego chcesz. Zabieraj pieniądze i wynoś się stąd. Szuka cię Imperium gdybyś nie wiedział !

-Wiem. I właśnie dlatego muszę się stąd wydostać. A ty mi w tym pomożesz !

Kolejny cios. Tym razem kopniak... w żebra.

-Aaaauu...-jęknął Krakzuz.- A jeśli nie ?

-Skończmy tą czczą gadaninę hukiem wystrzału.

 

* * *

 

Airspeeder Krakzuza nie należał do najwygodniejszych, ani do najczystszych, ani nawet do najsprawniejszych. SD-3 z trudem utrzymywał się na tylnim korpusie trzymając jednocześnie kierowcę na muszce swojego blastera.

-Wiedziałem, że nakłonię cię do współpracy.- Powiedział swobodnie.

-To nic pewnego. Nie wiem nawet czy uda nam się wydostać z tego sektora, nie mówiąc już o Coruscant.

-Wierzę w ciebie. Zawsze byłeś skromny. Ten gość... jak on się nazywa.

-Tixe del Cordo. Ma warsztat na skrzyżowaniu Ucieczki i Wolności. To jedyna osoba, która może cię stąd wyprowadzić.

-Mogę mu zaufać ?- SD-3 nie powinien zadać tego pytania. Do tej pory udawało mu się grać pewnego, brutalnego rebelianta. Uciekiniera, który gotowy był zabić.

-Ty nikomu nie możesz zaufać.- Odparł zuchwale Krakzuz wprowadzając airspeeder do wąskiego tunelu.

-Czyli tobie też !- Przycisnął lufę blasteru do jego potylicy tak aby dobrze poczuł jej metaliczny chłód.  

-Rób co chcesz, ale jeśli mnie zabijesz to zostaniesz tu już na zawsze. A na zawsze będzie dla ciebie znaczyło kilka dni.

-Nie pierdol Krakzuz. To ja tutaj mam broń, a ty jesteś ofiarą. Dobrze odgrywajmy swoje role. Nie używaj tu więc retorycznej gadki tylko prowadź. Umiem zadbać o siebie. Jeśli myślisz, że Imperium mnie złapie to jesteś w dużym błędzie. Odbyłem trening, znam tą planetę, te podziemia. Poradzę sobie.

W momencie kiedy kończył mówić zdał sobie sprawę, że mówi za dużo. Zbyt wiele słów. Słabość. Zbyt wiele...

 

* * *

 

Warsztat był w istocie opuszczonym ciemnym magazynem. Tylko gdzieniegdzie wnętrze oświetlone było bladobłękitnymi snopami światła. Takie pomieszczenia doskonale pamiętał z kryminalnych filmów klasy C i D.

-Tixe !!!- Głos Krakzuza odbił się głuchym echem od ścian.- Tixe !!! Ti...!

Ostatnie krzyknięcie przerwało skrzypnięcie włazu ukrytego gdzieś w gąszczu kabli naprzeciwko nich. SD-3 nagle ni z tego ni z owego pomyślał o rozwartych niebiosach. Teraz Tixe del cośtam wydawał mu się Bogiem. Jak więc wyglądał jego bóg ??

Chudy, żylasty, podobny do Krakzuza, tylko, że jeszcze gorzej ubrany.

-Nie drzyj się tak idioto bo obudzisz wszystkie moje koty ! Czego tu.- Jego głos był przepity. Przepity głos mechanika kojarzył mu się z warsztatami na odległych rubieżach galaktyki, nieskażonych kapitalizmem i ścisłymi godzinami pracy.

-Ten gość chce się stąd wydostać.

-No i co z tego ? Ma pieniądze ?

-Nie... ale ma inne argumenty.- Krakzuz porozumiewawczo uśmiechnął się do Tixe.

Co miał znaczyć ten uśmiech ? SD-3 sam już nie wiedział czy zadał to pytanie czy może było to tylko echo jego rozmyślań. Może to jakaś umowa. Pewnie już dawno dogadali się, że kiedy się zjawie to wydadzą mnie Imperium. Na pewno.

Tok myślenia przyczynowo-skutkowego zakończył ciosem. Ciosem w brzuch Krakzuza i strzałem tuż nad głową Tixe.

-Co ty robisz iditoto !- Krzyknął bez ogródek del Corde.

-Ile wam zapłacili. Lepiej mów od razu bo zamiast was przepłacić będę musiał was zabić !- Krzyknął zdesperowany SD-3.  

-O czym ty mówisz ?- Krakzuz wyciągnął ręce w geście bezradności.

Jego ręce drżą. Łże. Łże. Kopniak.

-Spokojnie. Spokojnie.- Tixe wbiegł między nich i złożył ręce tuż przed torsem SD-3.

-Spokojnie. Nic pan nie zapłaci. Nic pan nie zapłaci tylko spokojnie. Proszę bez broni. Bardzo proszę.

Ten pokorny ton był podejrzany. SD-3 już miał podnieść broń ale znów w twarzy Tixe dostrzegł twarz Boga. Boga, którego nie miał bo mieć go nie mógł. Żadna nawet nadprzyrodzona moc nie była wstanie wyciągnąć go z tego łajna. Ale złudne nadzieje są czasem skuteczniejsze od opium... i od obietnic polityków.

-Jutro chcę być daleko od Coruscant !

-Dobrze. Sam pan wybierze planetę. Przygotuję statek. Podstawię go na kosmodrom.

-Na kosmodrom ?- Zapytał podejrzliwie.

-To jedyna szansa. Jeśli chcesz się stąd wydostać incognito.- Zaargumentował Krakzuz.

-Dobrze. W takim razie jutro... o której ?

-Punkt 7. Stary Kosmodrom Dok 13.

 

* * *

 

Teoretycznie najtrudniejszym było dostać się na miejsce. Kolumny szturmowców okazały się jednak bardziej niekompetentne niż myślał. SD-3 spokojnie jechał sobie w bandażach mijając niczego nie podejrzewających żołnierzy.

Przez głowę przemknęła mu jednak myśl, że może to nie jest niekompetencja. Może to misterny plan... przepuścić go do kosmodromu. Ale po co ? Po co ? To niemożliwe.

Może po to, żeby od razu odesłać go na Kessel. Pewnie tak. Ale teraz nie miał już innego wyjścia.

-To tu.- Zakomunikował Krakzuz.

Wysiedli. Naprzeciwko nich wyrastały przestarzałe, pordzewiałe metalowe konstrukcje z wielkimi cyframi oznaczającymi numer doku. Do trzynastki prowadził wąski korytarz kończący się niewielkimi drzwiczkami. SD-3 nerwowo rozglądał się dookoła. Nie mógł oprzeć się wrażeniu, że znajduje się w klatce.

-Jesteśmy.- Powiedział Krakzuz.

Okrągłe pomieszczenie było tylko poczekalnią. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu pełną ludzi oczekujących na otwarcie drzwi pneumatycznych prowadzących na statek. Teraz pomieszczenie dzierżawił Tixe... tak przynajmniej twierdził.

-Gdzie jest Tixe ?- Zapytał SD-3.

-Tutaj.- Głos dobiegł zza ich pleców. Tixe zatrzasnął stalowe drzwi poczekalni.

-Co robisz !- Warknął SD-3.

-To dla bezpieczeństwa.- Tixe odruchowo zasłonił twarz rękami.- Nikt tutaj nie przychodzi ale lepiej być ostrożnym. Musimy się spieszyć.

SD-3 zdarł bandaże jednym ruchem. Jego pełny obaw wzrok zmierzył otoczenie. Powoli jednak topniał...

Topniała surowość jego spojrzenia...

Topniała jego desperacja...

Topniała wiara w ucieczkę...

-Tędy.

Tixe podprowadził ich pod właz, za którym znajdował się korytarz prowadzący na statek. Statek nadziei.

-Jaką mam pewność, że na statku nie czeka na mnie kordon szturmowców ?- Zapytał wściekle SD-3.

-Gdybyśmy chcieli cię wydać to zrobilibyśmy to dużo wcześniej.- Odparł Krakzuz.

-Nie znam waszych planów ale mam złe przeczucia.

Cofnął się, zatoczył, potknął, wywrócił. Tixe i Krakzuz popatrzyli na niego jak na wariata.

-Spokojnie. Chcemy ci pomóc.

-Gówno prawda ! Sam mówiłeś Krakzuz, że nikomu nie mogę ufać !

-Te drzwi to dla ciebie jedyna nadzieja !

-Nadzieja na co ??! Na sąd. Wyrok śmierci. Chcecie mnie zabić ! Wiem o tym ! Jesteście z Imperium ! Nie oszukujcie mnie.

Tixe podszedł do niego. Wyciągnął rękę aby...

-Nie zbliżaj się !!

Lufa blastera znalazła się na wprost jego torsu.

-Nie wierzę wam !- SD-3 spojrzał za siebie na zamknięte drzwi. Popatrzył w górę na masywny żelazny strop. Blaster wystrzelił... prosto w głowę Tixe.

-Zwariowałeś.- Krakzuz chciał podbiec do bezwładnego ciała ale SD-3 był szybszy, doskoczył do niego i uderzył w brzuch. Później wykręcił rękę, złamał, rzucił na ziemię. Przyłożył blaster do twarzy. Popatrzył w przerażone oczy Krakzuza.

-Zdradziłeś mnie !!

-O cz...ym t...y... mówisz.

-O twojej umowie z Imperialnymi ! Mów ilu ich jest !!

Krzyk. Jego przerażający krzyk i złość. Pot spłynął po czole Krakzuza. Właściciel lokalu Quic-Sin, wiodący spokojny żywot gdzieś w podziemiach Coruscant stanął teraz twarzą w twarz z bezwzględnym mordercą. Zabójcą który... płakał. Tak to były łzy. Nie mógł się mylić. Dwie srebrzące się w świetle łzy na jego bladej twarzy.

Cios. Potężny w twarz. Ciemność w umyśle.

SD-3 uderzył jeszcze raz, a potem jeszcze i jeszcze. Bił do utraty tchu. Potem dwie łzy zamieniły się w strumienie. Wyczerpany stanął nad zmasakrowanym Krakzuzem.

-Ilu ich jest.- Tym razem szepnął.

-T...t...- krew wypłynęła z ust Krakzuza.- Ty nigdy nie uciekniesz. Nie możesz ucie....- kolejna fala krwi wypłynęła na posadzkę.-  Nie możesz....

SD-3 patrzył jak Krakzuz umiera, jak powoli dławi się własną krwią. Przez łzy widział każdy grymas bólu na jego twarzy.

-Kto mi zabroni uciekać !- Krzyknął. Do kogo ? Nie wiedział.- No kto mi może zabronić !!!

Po tym krzyku była ucieczka. Biegł, biegł aż po kraniec swych sił.

 

* * *

 

Za sobą zostawił statek, którym mógł uciec.  




Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 8,40
Liczba: 5

Użytkownik Ocena Data
Kasis 10 2006-03-23 14:02:41
Bubi 10 2004-08-10 23:16:57
Eyivindur 9 2007-03-04 18:34:14
Darth Fizyk 7 2004-05-11 19:29:38
Carno 6 2004-05-16 14:49:54

Tagi: Fanfik / opowiadanie (254)

Komentarze (14)

Mi się bardzo podobało. Fajny pomysł i świetnie napisane. Daję 10

He,h,he.
lubie takie opowiadania 9/10

Opowiadanie jest spoko.Trzyma w napięciu,główna postać zmienia się w brutala i wariata.8.

Hmmmm...ciekawy zamysł...ale powiem szczerze to nie ma tego ,,czegoś" co wciaga:/ I zdecydowanie z akrótkie i zbyt...chaotyczne. Daje 6.

Bardzo ciekawy pomysł, ciekawe czy ktoś w świecie SW doktoryzuje się z psychologii droidów? :)

Jak na Son of the Suns przystało jednym słowem... Ja daję 10.

hm... ja nie będę się podlizywał i walne prosto z mostu - może być...

Super przedstawiona, chyba chora psychicznie postać :D Ogólnie opowiadanie jest bardzo dobre, choć może opisy trochę za krótkie...

bardzo mi sie podobalo dalem 9

troche makabryczne ale very fajniście napisane :) .no i napięcie!!

O rany! Mocne! Chociaż od początku było wiadomo, że ci dwaj chcą pomóc SD-3... Mocne! Świetnie trzymasz w napięciu, twoje zakończenia są niekonwencjonalne, głowna postać zmienia się z opowiadania na opowiadanie! Gdyby nie takie tylko dialogi na siłę... Masz u mnie 9!

Podoba mi się.

Moje zdanie oraz ocenę znajdziecie w wątku na forum:)

Mi sie podoba. Nie bede dlaczego, kazdy ma swoje odczucia, a jedI i tak wie co robi. Tylko ten rozstrzelony tekst psuje troche wrazenie.

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.