Twórczość fanów

Pogrobowiec

autor: Gorycz



Dawno, dawno temu w odległej galaktyce na pokładzie gwiezdnego niszczyciela klasy „Łowca” pogrążony w głębokiej medytacji togrutanin poczuł zaburzenia w Mocy. Zanim tkwiący w rogu kajuty komunikator pokładowy rozświetlił się diodami połączenia przychodzącego otworzył oczy.
- Szanowny inkwizytorze.- hologram niechętnego, ale zachowującego kamienną twarz kapitana wypełnił błękitną poświatą pomieszczenie.- Odebraliśmy zakodowaną wiadomość z Mustafar.
- Prześlij mi ją.- Odpowiedział oschle mężczyzna.
Ubrany w czarną tunikę prężył atletycznie wyrzeźbione mięśnie w milczącym podekscytowaniu. Chorobliwie blada twarz zdradzała zaledwie cień dawnej, fioletowej barwy. Rogi i głowonogi wyglądały na owinięte szarymi pergaminami poznaczone czarnymi pręgami. Obsydianowe źrenice okolone złocistymi tęczówkami rozszerzyły się.
Będąc świadomy otaczającej go Mocy poczuł jak nieożywiona materia przeszywa jej tafle. Dotarła do niego ostrzegająca fala zanim cios rozłupał mu czaszkę. Togrutatnin odbił się w bok, zrobił krótki przewrót zatrzymując się na ścianie kajuty. Półmrok okrywał napastnika przez co można było dojrzeć jego masywną człekokształtną sylwetkę, a także trzymaną w dłoniach buławę. Atak z zaskoczenia nie powiódł się, dlatego dwuręczna broń rozżarzyła się błyskawicami na obu końcach. W tym trzaskającym świetle mężczyzna uśmiechnął się na widok droida IG-100.
Milczał. Chwalił robota za podejście go na tyle ostrożnie, że jego montrale, puste w środku rogi umożliwiające zdolność echolokacji, nie ostrzegły przed zbliżającym się zagrożeniem.
IG-100, znany również jako „MagnaGuard”, zaszarżował.
Inkwizytor wyszczerzył drapieżnie zęby, ale podniecenie obecnej walki ustąpiło na myśl o czekającej na niego wiadomości. Zanim okolona burzą buława wbiła mężczyznę w ścianę ten wyrzucił przed siebie dłonie. Taran drgającego powietrza uderzył w maszynę skazując ją na lot ku stalowej przeszkodzie. Droid nie myślał przestać, odbił się od powierzchni i skoczył ku nieprzyjacielowi, ale tym razem zawisnął w powietrzu.
- Kod: 781266. Moduł behawioralny: stan pasywny, IG-100 zdejmij ze mnie status „wróg”.
- Kod prawidłowy. Czekam na rozkazy, panie.
Robot wylądował na podłodze z cichym, metalicznym zgrzytem. Czujniki na jego metalicznej masce przypominały dwa czerwone słońca, wpatrywały się w swojego właściciela z obietnicą szybkiej, ale bolesnej śmierci. Inny czujnik niczym rubin mienił się delikatnie pośrodku tułowia. Wygaszona broń służyła teraz jako podpora dla lewej, czteropalczastej, szponiastej dłoni.
- Jesteś coraz bliżej uzyskania swojej wymarzonej wolności, IG. Jakie to uczucie być na tyle silnym by próbować, ale zbyt słabym by zwyciężyć?
- Nie wiem, najmądrzejszy z panów, jestem maszyną. Brak mi modułu odpowiadającego za uczucia.
- Ale przynajmniej jesteś na tyle inteligentny by wiedzieć kogo zabić by zyskać wolność. Powiedz mi, maszyno, co z nią zrobisz?
- Zgodnie z moim programem, panie, zrobię wszystko by pozostać wolny do momentu, aż części przestaną być użyteczne.
- Mów dalej.
- Zabezpieczę odpowiednią infrastrukturę by zapewnić sobie części zamienne, oraz uzbrojenie by dbać o bezpieczeństwo.
- Dobrze. Wystarczy.
Togrutanin poczuł rosnące podekscytowanie. Patrzył na droida ze skrzyżowanymi ramionami na piersi lekko krzywiąc przy tym głowę. Towarzyszył mu od czasu pierwszej misji zleconej przez samego Lorda Vadera.
Na zrujnowanej planecie Mygeeto, po uchwaleniu Deklaracji Nowego Ładu, proces krzepnięcia imperialnej władzy napotykał opór. Nie było by w tym nic interesującego dla Inkwizycji gdyby nie doniesienia Biura Bezpieczeństwa o niespotykanym „szczęściu” wywrotowców. Na wskutek okrutnych, ale sprawiedliwych sankcji nałożonych przez imperatora planeta nie była wstanie oczyścić kryształowego krajobrazu z wojennej pożogi. Obecny wówczas garnizon klonów-szturmowców strzegący prawa i porządku stał się celem ataku wygłodniałych, oraz zdesperowanych zdrajców. Lurmeni nieraz byli pacyfikowani, aż w końcu pewnej zorganizowanej grupie udawało się napadać konwoje, czy placówki wojskowe kradnąc żywność, oraz sprzęt. Precyzja i skuteczność terrorystów zdradzała, iż musiał nimi przewodzić użytkownik Mocy.
Inkwizycja wiedziona tym tropem sprawdziła archiwa pozostawione przez Zakon Jedi. Jak się okazało zaledwie kilka dni przed odkryciem zdrady samozwańczych „strażników pokoju” i wykonaniem kończącego ich buntu „rozkazu 66” dowodzący Galaktycznymi Marines, mistrz Ki-Adi-Mundi dostał padawana.
Naiwny użytkownik Jasnej Strony Mocy w przerwach między ratowaniem swojego żałosnego życia przeżywał cierpienia innych zdrajców. Po rozpoznaniu zagrożenia Darth Vader wysłał na łowy jednego z najlepszych inkwizytorów.
- Powiedz mi, IG-100, jak stałem się twoim właścicielem?
- Panie, obezwładniłeś mnie, zabiłeś mojego poprzedniego właściciela, a następnie kazałeś mnie przeprogramować.
- A jakim cudem ten dzieciak sobie ciebie przywłaszczył?
- Znalazł mnie w opuszczonej fabryce droidów, panie.
- Tworzenie modułu sztucznej inteligencji musiało wypełnić mu czas między szukaniem pożywienia, a uciekaniem przed pogonią.
Droid nie odpowiedział. Nieprawdopodobny blask nienawiści rozświetlił szkła czujników.
- Napawasz mnie dziwnymi przeczuciami, IG-100.- Togrutanin podszedł do terminala i wyświetlił przesłany przez kapitana plik.

+++ WIADOMOŚĆ PRZYCHODZĄCA +++
+++ DOSTĘPNOŚĆ: OGRANICZONA: PODAJ KOD:_____+++
>>> ****;
+++ DOSTĘP PRZYZNANY+++
+++ INKWIZYTOR: CZWARTY BRAT+++

Czwarty Brat wczytał się w treść rozkazu.

Na mostku gwiezdnego niszczyciela panowało regulaminowe skupienie. Każdy z oficerów towarzyszących kapitanowi poświęcał całość swojej uwagi na ekranach przydzielonych im stanowisk. Najstarszy oficer patrzył przez oszkloną ścianę pomieszczenia z zadumą podziwiając majestat rozgwieżdżonej przestrzeni.
Pneumatyczne drzwi rozchyliły się z charakterystycznym syknięciem. W progu, z mechanicznym towarzyszem idącym parę kroków za nim, pojawił się togrutanin ubrany w ciemnozielony kombinezon z półpancerzem. Jego obecność wplotła w aurę pracujących ludzi nitkę niepokoju. Każdy z żołnierzy gwałtownie zamrugał i wiedzeni nagłym impulsem zgodnie skupili podkrążone oczy na postaci gościa.
Tylko jeden człowiek pozostał niewzruszony i to właśnie w jego kierunku rogaty mężczyzna podjął spokojny marsz.
- Kapitanie Ferdim- inkwizytor odsłonił skomputeryzowany karwasz na lewym przedramieniu i wcisnął kilka przycisków.- Natychmiast skieruj okręt na te współrzędne.
Kapitan zmierzył obcego długim, przeciągłym spojrzeniem. Wziął głęboki wdech uwydatniając pierś, a w szczególności zdobiące je odznaczenia.
- Oczywiście, inkwizytorze.
Oficer zaczął wydawać rozkazy podkomendnym, a togrutanin uważnie go obserwował z lekko przekrzywioną głową. Musiał przed sobą przyznać, że fascynował go ten człowiek. Służył mu od kilku już lat i zawsze unikał pytań. Gdyby nie obecność Ferdima w Mocy wziąłby go za maszynę. Teraz jednak Czwarty Brat popadając w zadumę zauważył coś jeszcze. Zmiany w dowódcy okrętu. Przeżywał późne lato swojego żywota, a mimo to pomarszczoną twarz zdobiły już posiwiałe wąsiska, a oczodoły uwydatniały sińce. Najciekawsze były oczy oficera. Mętne, wygaszone, jakby zamiast Mocy poruszał się tylko dzięki czystej sile woli.
Rozmyślenia przerwało mu drżenie pokładu. Obejrzał się na iluminator za którym miriady gwiazd rozciągnęły się w smugi, a te po chwili zlały się w tunel czasoprzestrzenny.

Gwiezdny niszczyciel wleciał w pole asteroid. Kosmiczne skały rozbijały się o kadłub, po chwili do oczyszczania drogi dołączyły baterie dział laserowych. Okręt zmniejszył moc silnika, zamarł na chwile przeszukując okolice czujnikami, po czym stopniowo rozgrzewając napęd zbliżał się ku najrzadszej gromadzie skał.
Czwarty Brat oglądał przedstawienie z wyrytym na twarzy niezadowoleniem. Kapitan Ferdim pociągnął łyk kaffu z kubka po czym przetarł zobojętniałe oblicze.
- Dotarliśmy do wskazane przez pana współrzędne, inkwizytorze.
Togrutanin rzucił mu wściekłe spojrzenie po czym cierpkim głosem wydał rozkaz:
- Przeszukać okolicę pod kątem sztucznego promieniowania energetycznego.
- Panie, zaobserwowałem okręt na krawędzi pola widzenia.- Odezwał się jeden z oficerów.
- Zignoruj. Oprócz nas teren przeszukuje cała flota. Powinniśmy mieć w zasięgu przynajmniej jeszcze jednego sojusznika.
- Potwierdzam. Odczytałem sygnaturę, jest to Gwiezdny Niszczyciel klasy „Imperial”. Przynależy do floty sektora Albarrio.
- Kontynuować poszukiwania i meldować mnie bezzwłocznie o postępach.- Warknął inkwizytor po czym w akompaniamencie metalicznych kroków IG-100 opuścił mostek.

Czwarty Brat, jako owoc ewolucji dojrzewający na planecie Shili był urodzonym łowcą. To właśnie stamtąd pochodzą Togrutanie, mieszkańcy równin wyrośnięci na mięsie upolowanych zwierzyn. Właśnie dlatego Czwarty Brat uważał, że pozostając w ruchu najlepiej jest mu wzmacniać więź z Mocą. Wypuszczał jej wici do ogólnego splotu łączącego wszystkie żywe stworzenia w jednej, pozbawionej końca osnowie. Zadawał pytania i w błyskawicznie przelatujących przed oczyma obrazami szukał odpowiedzi. Pomimo odpłynięcia zręcznie wymijał kilkuosobowe patrole szturmowców, pary oficerów i myszkujące, drobne roboty sprzątające.
Nagle togrutanin zatrzymał się. Lśniące oczy zamarły w jakimś punkcie naniesionym przez umysł na jednej ze ścian korytarza. Docierało do niego jakieś dziwne, miarowe echo, jakby niewyraźny pisk domagającego się pokarmu pisklaka.
Dopiero po chwili zorientował się, że to sygnał wywoławczy komunikatora.
- Szanowny inkwizytorze...wydarzyło się coś dziwnego.- Głos mężczyzny zdradzał oznaki zakłopotania.
- Proszę mówić, kapitanie Fedim.
- Z naszego okrętu nadano zakodowany sygnał na wszystkich częstotliwościach.
Chwila milczenia poprzedziła pytanie:
-Że co?!
- To tylko teoria, ale wydaje mi się, że ktoś z naszego okrętu nadał zaszyfrowaną wiadomość.
- Tak. Domyśliłem się.- Frustracja wypełniła Czwartego jakby zalał go potok lodowanego wodospadu.- Nadaj komunikat do reszty floty. Mają zwiększyć zasięg czujników i poderwać wszystkie eskadry myśliwców, mają przeszukać, oraz przyjrzeć się każdej przeklętej skale!
- Czy to wszystko?
- Nie. Przygotuj mi prom z plutonem szturmowców i eskortę TIE’ów.
- Tak jest, panie.
Chłód frustracji ustąpił wzmagającej się kipieli gniewu. Rytm wzmagającej się burzy został jednak przerwany przez miarowy stukot metalowych kończyn. Inkwizytor powoli podniósł wzrok na zbliżającego się droida.
- IG-100...gdzie byłeś...- wycedził.
- Tuż za panem, panie.
- Więc dlaczego dopiero teraz mnie dogoniłeś skoro byłeś tuż za mną?
- Miarowo pan przyśpieszał to zwalniał, a ja zachowałem stałe tempo, panie.
- Więc dlaczego nie dostosowałeś tempa do mojego?
- Z dwóch powodów panie. Pierwszy: nie wydał pan takiego rozkazu. Drugi: zbędne przebywanie w pana towarzystwie uznałem za marnotrawstwo mocy obliczeniowej.
Togrutanin zamrugał z niedowierzaniem po czym z wykrzywioną z gniewu twarzą rzucił droidem o ścianę. Nie ruszając się z miejsca wyprężył palce jednej dłoni i wycelował nimi w maszynę. Robot poderwał się z podłogi i przeleciał na drugą stronę uderzając o przeszkodę. Mężczyzna powtórzył to jeszcze kilka razy zanim z lodowatym spokojem w głosie przemówił:
- Tak więc teraz wydaje ci taki rozkaz. Zawsze trzymaj się blisko mnie. A teraz udaj się do hangaru i dołącz do wyznaczonego dla mnie promu.
- Ale to bez sensu pa…
Inkwizytor poderwał Mocą droida i uderzył nim o sufit.
- Gdy przebywasz ze mną trzymaj się blisko mnie, blaszaku. Widać, że SI pisało ci dziecko.
- Jak każesz, panie.
Czwarty Brat odwrócił się plecami do podnoszącej się z ziemi maszyny i odszedł w stronę hangaru. Robot posłusznie do niego dołączył.

- Odkodowałam wiadomość, panie inkwizytorze.
Smutna pani w czarnym mundurze oficera z odznaczeniami w stopniu pułkownika przyglądała się uważnie rozmówcy. Togrutanin mimowolnie warknął na świdrujące go spojrzenie, to było dziwne uczucie, do którego nie przywykł taki drapieżnik jak on. Człowiek, nie dając tego po sobie poznać, zrozumiała swój błąd po czym skupiła się na lśniącym ekranie datapadu.
- Wiadomość sama w sobie była krótka. Informowała nieznanego odbiorce o liczebności floty biorącej udział w poszukiwaniach. Wiadomość zakończyła się podpisem „Fulcrum”.
- Zdrajca- sapnął inkwizytor.- Na pokładzie mojego okrętu jest zdrajca!
- Pułkowniku Bremari Suldenb.- Czwarty skrzyżował z nią spojrzenia, była niewzruszona, ale wyczuwał jak tłumi w sobie strach.- Proszę przekonać mnie o użyteczności pani oddziału Biura Bezpieczeństwa na pokładzie mojego okrętu. Odmaszerować.
- Tak jest, panie.
Pułkownik służby bezpieczeństwa obserwowana przez pluton szturmowców opuściła hangar. Wtopiła się w ogólny krajobraz rzeszy pilotów, techników i reszty personelu serwisującego najróżniejsze promy, myśliwce, oraz zasobniki z zaopatrzeniem.
Inkwizytor usłyszał sygnał wywoławczy holo-komunikatora, wyciągnął przed siebie dyskowate urządzenie i wywołał niewielki, animowany posążek wycięty z błękitnego światła.
-Panie, otrzymaliśmy raport od admirała floty Albarrio- odezwał się jeden z młodszych oficerów.
-Mów.
- Tak jest. W całym pasie asteroid są rozsiane bazy wydobywczo-przetwórcze Gildii Górniczej. Ich główna siedziba znajduje się na planetoidzie w sercu pasa. Patrole myśliwców natknęły się na szczątki gwiezdnego lekkiego krążownika Floty Imperialnej w pobliżu wspomnianej planetoidy. Wszystkie placówki bez problemów nawiązały kontakt i odpowiedziały aktualnymi kodami bezpieczeństwa.
- Odeślij admirałowi następujący rozkaz: Zablokować wszystkie bazy Gildii Górniczej i przeprowadzić ich inspekcję pod pretekstem poszukiwania kontrabandy, oraz obecności rebeliantów. Wszystkie statki mają zostać wstrzymane, a także przeszukane. Chce rejestr odlotów z ostatniego standardowego tygodnia. A kapitanowi Ferdimowi by zabezpieczył swój obszar poszukiwań. Ja za to wybiorę się na wycieczkę.

Wrak lekkiego krążownika bezwładnie tkwił wśród kosmicznego śmiecia, prom klasy „Strażnik” zbliżył się na tyle blisko kęp żelastwa by Czwarty Brat mógł mu się dostatecznie przyjrzeć.
- Prześlijcie wiadomość na okręt, chce wiedzieć jak zniszczono ten statek.
Drugi pilot wybrał odpowiednie przyciski z konsoli, a tymczasem togrutanin opuścił kokpit i wrócił do ładowni. Po drodze wyminął bez słowa towarzyszącego mu IG-100. Wiedziony przeczuciami, zamyślony, zatrzymał się dopiero przed opuszczanym, głównym włazem promu.
- Pilot- powiedział do komunikatora.- Zrób okrążenie wokoło planetoidy. Przekaż rozkaz eskorcie by przyjrzała się stacji.
- Tak jest.
Inkwizytor ponownie zatracił się w Mocy. Po jej pnączach popychał swoją świadomość ku lodowatej skale planetoidy. Wspinał się po jej nieożywionej materii, aż dotarł do stalowej skorupy zabudowy. Zatrzymał się tam. Otworzył szeroko widmowe oczy, wczuł się w ciskane przez żywe istoty jaśniejące fale. Zadumał się.
- Panie, piloci myśliwców meldują o braku zagrożenia.
- Lądujemy. Pełna gotowość bojowa.- Odpowiedział z zamkniętymi oczyma.

-Panie, włazy hangarów są pozbawione zasilania. Brak nam możliwości otworzenia ich z zewnątrz.
- Ech… Połącz mnie z eskortą. Niech zrobią nam wejście.
Prom klasy „Strażnik” delikatnie zawrócił z kursu i w czasie gdy robił pełny krąg trzy klucze myśliwców TIE’ów pomknęły ku jednemu z masywnych wrót. Trzy naloty przeprowadzające ulewę z dział laserowych zrobiły wyrwę w przeszkodzie na tyle dużą, aby transportowiec był wstanie wlecieć do środka.
- Panie przywracam prom na pierwotny kurs.
- Czujniki?
- Brak potencjalnych celów, czy oznak życia, panie.
- Podchodź do lądowania. Powoli.
Inkwizytor opuścił pogrążonych w najgłębszym skupieniu pilotów. Wyszedł z kokpitu i udał się do ładowni. Pluton czekający na rozkazy stał na baczność po dwóch stronach pokładu.
-Uszczelnić kombinezony. Gdy tylko wylądujemy każda drużyna ma odnaleźć wejście do środka kompleksu. Priorytet to zabezpieczenie bazy danych i przywrócenie zasilania. Wykonać.
Szturmowcy ,wyglądający jak wykute z obsydianu i okute alabastrem statuy, poderwali broń. Togrutanin przyglądał się karabinom plazmowym E-11, ich cięższe odpowiedniki DLT-19, oraz laserowym DLT-20A. Hermetyczne pancerze koronowały zamknięte hełmy, których czarne otchłanie w miejscach wizjerów bezwolnie były wpatrzone przed siebie. Dowódca plutonu odznaczony pomarańczowym naramiennikiem wydał rozkazy przez wbudowany w hełm komunikator.
Statek przeszył wstrząs.
- Panie! Systemy obronne przeciw asteroidom...ostrzeliwują nas!
- Macie wylądować wewnątrz bazy! Teraz! Wezwać wsparcie!
Pokład wibrował od gwałtownego przyśpieszenia, załogą rzucało na wszystkie strony podczas manewrów wymijających. Szum turbin jonowych tworzył upiorny pogłos, lampy eksplodowały czerwonymi światłami.
Nagle lot stał się odrobinę bardziej ustabilizowany. Kolejne mechanizmy włączyły się do działania gdy boczne skrzydła zaczęły się składać. Kadłubem ponownie wstrząsnęło, broń pokładowa zaczęła pluć strumieniami jonów.
- Panie! Jesteśmy pod ostrzałem! Wiele celów na skrzydłach i od dziobu!
- Oddział!- krzyknął togrutanin.- Jesteśmy okrążeni! Zniszczyć wrogów!
Dwie połowy plutonu ustawiły się w kilku szeregach przy włazach bocznych. Gdy tylko otworzyły się wyjścia żołnierze wcisnęli spusty karabinów. Zapora ogniowa wypełniła kładki okalające lądowisko. Przeciwnicy ukrywający się za różnymi rodzajami wraków, śmiecia, pojemników zostali przygwożdżeni. Na ten widok pierwsze szeregi pobiegły ku osłonom i kryjówkom nieprzyjaciół.
Czwarty Brat wybiegł z drugą falą.
Hangar tonął w ciemności co dla hełmów imperialnych żołnierzy było żadnym utrudnieniem. Promienie laserowe, nawałnica plazmy krzyżowały się. Czerwona łuna wypełniła pomieszczenie, a krótkie rozbłyski salw zdradzały pozycję strzelców.
Miecz świetlny dołączył do tyglu żarłocznych świateł. Kręcąc ostrzem młynki odbijał niezliczoną ilość błyskawic. Ostrzał coraz bardziej skupiał się na togrutaninie, szczerząc spiłowane zębiska z niewyobrażalnej wściekłości przestawił mechanizm oręża i wyzwolił drugie ostrze czerwonej zagłady. Bliźniacze jęzory ognia zaczęły się obracać po pierścieniu rękojeści tworząc idealną zasłonę przeciwko kaskadzie ostrzału. Użytkownik Mocy zaczerpnął mistycznej energii by wyostrzyć zmysły i odcisnąć piętno na przestrzeni. Wzbił się w powietrze w długim wyskoku cudem unikając śmierci. Wylądował wśród kilku człekokształtnych przeciwników po czym skosił ich jednym zamachem.
- Droidy- syknął.- Przeklęte B2. IG do mnie! Do mnie!
Nie mając czasu na zobaczenie rezultatu rozkazu togrutanin rzucił się w wir walki.
- Panie, zmuszamy przeciwnika do odwrotu. Wycofują się do głównego i pobocznych tuneli hangaru.
- Straty?
- Połowa plutonu przetrwała, panie.
- Prom?
- Poważnie uszkodzony, ale działa system łączności.
- Zabezpieczyć hangar, wezwijcie wsparcie. Niech Ferdrim wyśle kompanie do zabezpieczenia stacji. Zamknijcie właz awaryjny hangaru. Musimy przywrócić system podtrzymywania życia… IG do mnie! Gdzie jesteś!?
Togrutanin rozejrzał się rozzłoszczony, kipiąc z gniewu mimowolnie wprawiał otoczenie w drżenie.
- Nikt go nie widział od czasu pana szarży, panie.
- Poszedł za mną?
- Tak, panie.
- Przeklęty blaszak. Wykonać rozkazy. Udaje się do centrum dowodzenia, reszta plutonu niech przywróci zasilanie.

Wybrał lewy korytarz. Śluzy były prowizorycznie barykadowane z drugiej strony. Dziwny popis elastyczności od chodzących pancerników, pomyślał Czwarty. Szlak rozwijał się w okrąg łączący wszystkie pozostałe hangary na tym poziomie stacji.
Czwarty Brat wybrał jedną z wind. Zeźlił się na widok pozbawionej zasilania wciągarki. Otworzył dwuskrzydłowe drzwi wycinając w nich równe koło. Zanim zrobił kolejny krok wyciszył wzburzony umysł. Zaczerpnął Mocy i pozwolił ponieść po jej falach swojego ducha.
Wyskoczył do szybu, złapał się liny, delikatnie się na niej rozbujawszy. Puścił się po chwili dolatując do ściany, odbił się od niej ku górze i tak pokonywał dystans, aż dotarł na szczyt. Złapał się liny, otworzył drzwi mieczem świetlnym, wyważył je telekinetycznie.
Przywitała go nawałnica plazmy.
Wykonał kilka błyskawicznych uników, sparował kilka wystrzałów, nabierał tempa i wykorzystał je do wyskoku ku grupce zamachowców. Droidy B-2 padły od szalonych cięć, grupka z tyłu została powalona eterycznym wichrem. Togrutanin doskoczył do nich i wyłączył je na zawsze.
Czwarty Brat natchniony nagłym przypływem złowrogich przeczuć rzucił się biegiem. Centrum dowodzenia było już za trzecim zakrętem. Pomógł lekko rozchylonym drzwiom do końca schować się w ścianach. Wszedł do środka. Inkwizytor zachłysnął się gniewem.
Nad konsolą stojącą pośrodku kulistego pomieszczenia stał IG-100 „MagnaGuard”. Oparty na swojej buławie wyglądał jak pogrążony w ciemnościach bóg wojny.
- Witaj, panie- odezwał się skierowawszy na niego swoje czujniki.
- Ty zdradziecki blaszaku…
- Zdradziecki? Nie kupko białek, z całą pewnością nie można zdradzić własnego wroga.
- Jakim cudem? Co zamierzasz?
- Och...sam się przekonaj- pozornie uśpione ekrany komputerów rozbłysnęły światłem w jednej chwili. Wszystkie wyświetlały niekończące się linie kodu, droid przerwał ten zamęt naciskając jeden z przycisków. Wyświetlona diagramy przedstawiały przekroje poszczególnych części stacji.- A teraz finał.
Zanim robot wcisnął kolejny klawisz niewidzialna siła poderwała go w powietrze.
- Nie tym razem kosteczko…
Niektóre urządzenia zaiskrzyły się od zwarcia, dopiero teraz togrutanin zauważył, że całe pomieszczenie jest lśniące od płynów, łuki błyskawic bezbłędnie rozpoczęły szybkie przeskoki ku pobliskiemu żywemu organizmowi.
Fotony otuliły ofiarę płonącym płaszczem, togrutanin krzyczał, kurczące się mięśnie powalały go na podłogę. System podtrzymywania życia skafandra wyłączył się i z wolna życie ulatniało się z inkwizytora.
Nie usłyszał kroków. Za to odgłosy połączenia przychodzącego wgryzały się w jego mózg z niewyobrażalną brutalnością. Bezsilny togrutanin siłą woli rozwarł powieki. Dostrzegł parę metalowych nóg, jedna z nich się podniosła i opadła gwałtownie poza zasięgiem jego pola widzenia. Przeszywający ból nie zostawiał wątpliwości jaki cel obrał sobie robot.
- Panie- zaczął beznamiętnie, ale z sarkastyczną nutą IG.- Mój prawdziwy mistrz, ten którego brutalnie zamordowałeś przesyła pozdrowienia z zaświatów. Zakon się odrodzi.
- Jak...prze...przecież...przeprogramowali cię...- wysyczał przez cudem działający komunikator.
- To wszystko było częścią planu, pomiocie Mroku.
- Tak więc jeśli chce znaleźć odpowiedzi muszę wrócić na Mygeeto.
Ledwo żywy Czwarty Brat oszukał śmierć i Sztuczną Inteligencje. Poderwał dłoń celując w maszynę, Moc zacisnęła się na metalowym cielsku. Blachy zaczęły trzeszczeć od potęgującej się siły nacisku, jednak IG nie dał za wygraną. Ponownie zdalnie uruchomił maszyny, przeciążenie wypluło kolejne kłęby błyskawic, ale tym razem zamiast pożreć togrutanina otuliły go jakby z czułością. Inkwizytor wstał nic nie robiąc sobie z usiłując go zabić żywiołu. Nienawiść odcisnęła się na jego twarzy, Moc podporządkowała się mu jak nigdy wcześniej. Błyskawice zaczęły przeskakiwać z jego postaci uderzając w robota. Wyładowanie elektryczne przetrawiło droida, zwęglone szczątki bezwładnie upadły na podłogę, wraz ze zniszczonym robotem zakończyło się zwarcie.
Czwarty Brat otrząsnął się, wyminął dawnego sługę bez żadnej uwagi. Zatrzymał się przed główną konsolą i wczytał się w treść komend. Dopiero po dłuższej chwili dosłyszał dźwięk domagającego się uwagi komunikatora.
- Tak?!
- Panie, stacja została zabezpieczona . Wszystkie cele zostały zniszczone. Zdołaliśmy...
- Opuścić stację. Natychmiast- wydał rozkaz po tym jak zorientował się jaką procedurę rozpoczął zdradziecki IG.
Dane dotyczące historii lotów zostały wykasowane. Ten fakt był źródłem niezwykle silnych uczuć, które teraz pomnażały pęd jego biegu. Wprawni technicy mogliby pewnie odzyskać potrzebne informacje, ale wdrożona procedura samozniszczenia stacji uniemożliwiała podjęcia tego rozwiązania.
Gdy leciał w dół szybu starał się poukładać to co właśnie się wydarzyło.
Jego pierwsza zwierzyna, młody padawan mistrza Jedi Ki-Adi-Mundi’ego. Zarozumiały szczeniak przygotował plan mający go dosięgnąć zza grobu. Czy nastolatek mógłby być aż tak biegły w informatyce, by uchronić własnego droida przed przeprogramowanie. Na dodatek ta maszyna realizowała długo po jego śmierci plan...bardzo złożony plan.
Na pokładzie promu odtwarzał cały przebieg dławienia buntu na Mygeeto.
Ruchy wojsk, przebieg inwazji, wejście do sieci schronów i gonitwa za szczeniakiem Jedi. Przypomniał sobie najbardziej gwałtowny zryw buntowników, a następnie ich gwałtowny odwrót, który sprowokował pogoń. Wydarzyło się to gdy zbliżył się do…
- Panie inkwizytorze, jakie są pana rozkazy?- Zapytał kapitan Ferdrim na mostku gwiezdnego niszczyciela.- Czy ze zniszczonej stacji udało się odzyskać jakieś istotne informację?
- Mygeeto. Lecimy na Mygeeto- odpowiedział zamyślony togrutanin.

- Witam, ekscelencjo, jak mogę się przysłużyć Imperium?
Żeński ton głosu był przesycony szczerą gorliwością, spojrzenie z jakim pani gubernator pożerała inkwizytora wzbudzało w nim sprzeczne uczucia.
- Prześlę współrzędne sektorów miasta, które mają zostać odcięte i zabezpieczone. Pani gubernator Rantin przygotuj dodatkowy kontyngent do przeszukania sieci schronów rozciągających się pod miastem.
- Z całym szacunkiem, panie, ale jaki jest powód? Poradziliśmy sobie z buntownikami już…
- Domyślam się, gubernatorze. Liczę, że pełny potencjał garnizonu Mygeeto będzie do mojej dyspozycji. Oczekuj dalszych rozkazów. Inkwizytor, bez odbioru.
Hologram dojrzałej kobiety wygasł. Inkwizytor schował komunikator do torby przy pasie półpancerza po czym odwrócił się ku zastępowi szturmowców. Togrutanin skinął głową dowódcy z czarnym naramiennikiem, żołnierz przekazał rozkaz dalej, po czym oddziały zaczęły marsz ku promom szturmowym.

Po wylądowaniu transportowców miasto stołeczne planety oszalało, a zaraz po nim obłęd rozlał się po całym Mygeeto.
Łańcuchy eksplozji rozrywały na strzępy instalację wojskowe: fortyfikacje, koszary, elektrownie, magazyny. Kolejna fala wybuchów rozrywały plomby dawno temu zablokowanych wejść do sieci podziemnych bunkrów. Z ich głębin zaczęły wymarsz zastępy droidów bojowych B1 i B2. W następnych falach zaczęły dołączać kolejne rodzaje maszyn pamiętające czasy Wojny Klonów. Do robotów dołączyła część mieszkańców miasta: ludzie, lurmen’i, muun’owie. Wszyscy uzbrojeni i wściekli zrywali flagi Imperium Galaktycznego, masakrowali jego żołnierzy, poluźniali zaciśnięte na gardłach żelazne paluchy niewoli.
Czwarty Brat jako ostatni, powolnym krokiem, wyszedł z promu „Strażnik”. Rozejrzał po okalających plac płonących budynkach. Huk wszechobecnej wojny trząsł posadami planety. Wszystko wokoło wydawało się być niezwykle ulotne, oraz kruche i o to właśnie spotkało swój kres.

- Panie, z planety startuje korweta sklasyfikowana jako „Młotogłowy”. Sygnatura zdradza przynależność do rebelii.
- Zniszczyć go. I wszystko co bez autoryzacji spróbuje opuścić planetę. Bez odbioru- togrutanin przełączyć częstotliwość komunikatora.- Do wszystkich dowódców: rozpocząć misję.

Regiment ruszył ku wyznaczonym celom. Kompanie rozproszyły się po płonących ulicach walcząc z czernią buntowników. Gdy się wycofywali szturmowcy ignorowali ich i zdeterminowani dążyli do zajęcia kluczowych pozycji. Im bardziej zbliżali się ku celom misji coraz więcej zastępów droidów starała się otoczyć żołnierzy z „Łowcy”.
Czwarty Brat na czele 1.Kompanii pozostał na placu i nadzorował jego minowanie. Ładunki wybuchowe eksplodowały powodując powstanie ogromnej dziury w asfalcie. Gdy pył i śnieg opadł dziesiątki szturmowców podeszło do brzegu leja. Marne światło padające z wiecznie pochmurnego nieba wydobyło z wnętrza niewyraźne kształty podziemi. Chwile później oddział na linach zaczął zejście w otchłań. Inkwizytor wyskoczył chroniony jedynie przez Moc.

Bez problemu rozpoznawał dawne korytarze i nie zdziwił się na meldunki dotyczące oporu. Szturmowcy torowali sobie drogę pociskami plazmy, strumieniami laserów, podmuchami miotaczy ognia. Na pojawienie się droidów strzelcy karabinami jonowymi posyłali blaszaki na beton. Każdy krok był opłacony krwią i smarem. Inkwizytor nie brał udziału w starciu. Szedł powoli, dostojnie, krótkimi ruchami unikając zabłąkanego pociski, pozwalając przybocznym na zastrzelenie naiwnych głupców.
Wraz ze świtą szedł wzdłuż łuku korytarza, zatrzymał się w połowie, wiedziony przeczuciem omiatał przekrwionymi oczyma odrapaną, betonową powierzchnie. Odnalazł niewielką szczerbę, tą samą, która wiele lat temu przykuła jego uwagę. W tym samym czasie wydarzyło się to samo to wtedy.

Z przeciwległych końców korytarza zaatakowali rebelianci wspierani droidami bojowymi klasy „Droideka”. Inkwizytor przyłożył rozwarte dłonie do ściany i zaczął gromadzenie Mocy. Nie wydał żadnego rozkazu, szturmowcy doskonale wiedzieli co mają zrobić.
Gdy tylko mechaniczne kule zatrzymały się i zaczęły się rozkładać grenadierzy cisnęli w ich kierunku ładunki jonowe. Tarcze zdążyły pokryć maszyny sferycznymi powłokami, ale żołnierze cisnęli granaty z taką małą siłą, że energetyczna zapora przepuściła elementy w których oprogramowanie najwidoczniej nierozpoznało zagrożenia. Krótkie rozbłyski, łuki błyskawic, snopy iskier towarzyszyły padającym droidom. Zbyt pewni siebie rebelianci licząc na niezniszczalną osłonę wbiegli wprost na wycelowane w nich lufy karabinów. Kilka salw plamy i laserów zmasakrowało uczestników zasadzki.
Cierpienie, ból, rozpacz zdrajców generowały Ciemność tak bardzo potrzebną do przedsięwzięcia Czwartego Brata. Togtutanin zaczerpnął z tego źródła tyle ile zdołał, orzeźwiający chłód przeszył jego ciało, zaognił blizny po oparzeniach. Ściana od wtłaczanej w nią energii zaczęła wibrować, kawałki tynku i kompozytu zaczęły odpadać w akompaniamencie rodzącej się w jękach pajęczyny pęknięć. Ściana runęła ukazując nowy korytarz.
Bez słowa wszedł w mrok, oddział porozumiewając się na własnej częstotliwości podążał za przełożonym.

Z każdym krokiem odgłosy przepracowanych maszyn niosły się echem po betonowych jaskiniach. Ciągnący się w nieskończoność tunel był poprzerywany po bokach śluzami, każda z nich wyraźnie wibrowała. Togrutanin szedł niezłomnie przed siebie, gdy usłyszał w słuchawce pytający głos dowódcy kompanii skwitował oszczędnym skinieniem głowy. Szturmowiec z czarnym naramiennikiem przekazał rozkazy, po chwili pojedyncze drużyny zaczęły otwieranie mijanych przejść. Inkwizytora nie obchodziły odkrywane taśmy produkcyjne z których zjeżdżały kolejne partię droidów bojowych. Prace każdej z nich kończyły ładunki jonowe.
Czwarty Brat szczerzył spiłowane zębiska, oblizał popękane wargi, przekrwione ślepia przesłaniała czerwona mgła.
Nagle, błyskawiczną zasłoną ochronił się przed postrzałem, naprzeciwko rozpoczynał się ostrzał. Togrutanin ryknął z wściekłości i ruszył biegiem z odpalonym mieczem świetlnym. Lustrzane ostrza wirowały po orbicie pierścieniowej rękojeści zapewniając tarcze. Wewnątrz panowały ciemności, szturmowcom rozjaśniały je noktowizory wbudowane w hełmy, zaś inkwizytora prowadziła Moc. W jej falach odróżniał życie od śmierci, martwe od nieożywionego. Dlatego bezbłędnie doskoczył do falangi droidów i rozcinał je bez wytchnienia, wbijał się w czworobok zupełnie jakby zanurzał się w toń żelastwa. Nie czuł jak zbłąkane błyskawice odciskają piętna na półpancerzu, ignorował trawione przez plazmę tkanki. Skupił się tylko na nienawiści. Nienawiści do kolejnej bezwartościowej przeszkody odciągającej go od wypełniania zadania.
Osiągnął granice wytrzymałości, wyżył się na bezkresnej kolumnie przeciwników miażdżąc ją potężną falą Mocy.
Przesadził. Nagły odpływ zbyt wielkich zasobów energii powalił go na kolana. Przesłaniająca mu oczy mgła zmieniała kolor na czarny. Miotał się, aż w końcu upadł na bok.
- Panie?
- Precz, robaku!- togrutanin ryknął. Nie, nie pozwolę by jakaś słabostka powstrzymała mnie od wykonania zadania. Inkwizytor poderwał się i niepewnie stanął na nogi. Znowu rósł w nim szał. Widział przez rdzawą mgłę, chronił go łuk żołnierzy ostrzeliwujący się z robotami maszerującymi z na przeciwka. Zniszczył ich wiele, ale nadal zbyt mało.
- Atak! Szarża! Zmiażdżyć ich! Na przód!
Machina Wojenna Imperium była w pełnym natarciu. Korytarz szeroki na tyle by pomieścić kilkunastu żołnierzy naraz stał się torem dla rozpędzającego się taranu. Szturmowcy atakowali bez cienia strachu przed śmiercią, wykorzystywali wnęki do osłony, zalewali wroga burzą plazmy, kaskadą laserów, nawałnicą granatów. Droidy nie zdolne choćby do najmniejszego uchylenia się od strzału roztapiały się jakby zabłąkane szły wprost ku rozgrzanemu piecowi hutniczemu.
Atak prowadził togrutanin, kaskadą ostrzy przebijał się przez bezwładnie maszerującą kolumnę. Wspomagający go ostrzał za bardzo ułatwiał mu zadanie. Wyzwolił kolejną falę Mocy, i wraz z nią rozbił ostatni oddział robotów o kończącą tunel śluzę. Zatrzymał się przed nią, położył dłonie na hartowanej stali. Inkwizytor wczuł się w mechanizm, wyobrażał sobie jako chwyta zębatki po czym zaczął nimi kręcić. Przejście otworzyło się ze zgrzytem.
Bez zastanowienia wszedł do środka, połknęła go ciemność.
Nie, nie było ciemno. Wnętrze wypełniał mdły poblask pobliskich maszyn nieznanego przeznaczenia. Dostrzegał zarysy stojących w dwu szeregu żelaznych manekinów, stojaki z bronią ćwiczebną, wygaszone ekrany uśpionych komputerów odznaczały się na tle niedoskonałego mroku. Wiedziony przeczuciem szedł dalej. Wyczuwał ich. Czuł na języku smak ich krwi...
- Dalej nie przejdziesz.
Zatrzymał się zdziwiony. Głos, ochrypły, zimny z nutką metalicznego pogłosu wzbudził w nim dziwny niepokój. To przywołało wspomnienie pewnego zdradzieckiego droida z serii IG-100.
- A jak mnie do tego zmusisz?
- To zależy od tego czy schowasz miecz.
- Zaczniemy od dyplomacji?
- Zawsze zdążymy się pozabijać.
- Pozabijać? To wywołało w nim jakieś dziwne myśli. Miał wrażenie, że o czymś zapomniał, czy właśnie czuł mdłości? Czy wszystko zaczyna wirować?
- Zgoda. Kim jesteś zdrajco?
- Zdrajco? Och to ciekawe, słyszałem, że w waszym Imperium takie określenie jest dość powszechne dla takich jak ja. Chociaż ja zasługuje na nie choćby w połowie.
- Dlaczego?
- Dlatego, że jestem, a zarazem przestałem być sobą.
- Taka pusta gadanina jest dość charakterystyczna...dla Jedi. Na pewno nie jesteś tym szczeniakiem, którego zarąbałem wiele lat temu... jak zdołałeś się tutaj schować?
- Urodziłem się w tych ciemnościach. Dzięki, jak to ująłeś, temu szczeniakowi. I to on podarował ci IG i po tym jak straciłem z nim łączność wnioskuje, że został zniszczony.
- Teraz to mnie zaintrygowałeś- wysyczał. Posmak krwi stawał się nieznośny.- Jesteś Fulcrum?
- Och...nie. I nie miałem szczęścia zaaranżować osobistego spotkania. Ale możesz być pewny, że ta rewolta ma z Fulcrum coś wspólnego.
- Nie pytam jak dowiedziałeś się o przyczynie mojego powrotu tutaj. Chciałeś dyplomacji. Głupi pomysł, ale dam ci szanse.
- Czas działa na twoją niekorzyść.
- Pozornie. Wiem, że posmak krwi to objaw rozpylanej tutaj trucizny. Moi żołnierze już leżą martwi, prawda?
- Tak. Dlaczego więc ze mną rozmawiasz zamiast walczyć w napadzie szału, pomiocie Sithów?
- Potrzebowałem czasu na zlokalizowanie mojej zwierzyny- Czwarty Brat z drapieżnym uśmiechem rozświetlił ciemność czerwonymi klingami.- Teraz, kiedy mam pewność możemy zaczynać.
- Ach...liczyłem, że jednak sczeźniesz, ale z moim odczytów wynika, że czeka nas nadal interesująca walka.
Po przeciwnej stronie mrok rozświetlił lazurowy płomień. Poświata wycięła w ciemności postać otuloną bursztynowym płaszczem. Jedi szarpnął za połę odzienia po czym zerwał okrycie jednym ruchem.
Odsłonił metalowy szkielet przypominający niesławne droidy serii BX. Różnił się od swoich blaszanych pobratymców dwoma szczegółami. W jednej ręce dzierżył miecz świetlny, a w jego korpusie tkwił niby w oszklonej gablocie misternie zdobiony, metalowy sześcian, wśród wtajemniczonych znany jako...
- Holokron- szepnął szczerze zdziwiony inkwizytor. - Czym...kim... o co tu chodzi?
- Gdybym powiedział ci, że jestem mistrzem Zakonu Jedi, Ki-Adi-Mundi, byłaby to zarówno prawda jak i kłamstwo. Po wielkim rycerzu zakonu pozostała jedynie mądrość jaką uwiecznił w krysztale tego artefaktu. Mój padawan zdołał go odzyskać i podłączyć do tej maszyny, dzięki czemu mogłem pomagać mu nawet po śmierci. Ale to już nie ważne. Umrzesz tutaj wraz z ogarami twojego tyrana. Siły woli wystarczy ci jedynie do utrzymywania się przy życiu i trzymania miecza. Broń się, potworze.
- Bronić się? Czcze żarty, blaszaku!
Czwarty Brat z rykiem ruszył na wroga. Niezachwiana wola umożliwiła mu zignorowanie zdziwienia na uczucie poluzowania jego więzi z Mocą. Chciał dorwać wroga w dzikim doskoku, a po prostu zaszarżował zaczynając pojedynek od kilku fint. Robot był o wiele zręczniejszy od żywego przeciwnika, szybciej dostrzegał luki w posunięciach. Minęło zaledwie jedno uderzenie serca gdy BX przejął inicjatywę.
Togrutanin parując i unikając gładkich, oszczędnych cięć odczuwał ziarenka kiełkującego strachu. Potworne zmęczenie odbierało żwawość ruchów, przemęczony umysł z opóźnieniem dostosowywał się do zagrywek wroga. Popełniał coraz więcej błędów, aż kolejny zamach lazurowego miecza doprowadził do końca.
Miecz droida trafił togrutanina w lewe udo. Sztych poleciał dalej ku górze zahaczając o bok, a nawet jeden z rogów. Inkwizytor jakby szczeknął i zaskomlał. Odskoczył, kontynuował odwrót z trudem trzymając równowagę. Zasłonił się ostrzem oczekując kolejnego ataku. Doczekał się. Ki-Adi-Mundi zdeterminowany by zabić w dwóch susach znalazł się przy togrutanienie.
Czas zwolnił.
Maszyna mimo wiedzy dawnego mistrza Jedi nie mogła pojąć jak potężnym narzędziem jest Strach. Strach przełamał ból paraliżujący ciało, oczyścił umysł z wątpliwości, dodał sił drgającym z wyczerpania mięśniom, otworzył na Moc.
Inkwizytor wygasił ostrze na które miał przyjąć uderzenie, jednocześnie wykonując obrót. Wytrącony z równowagi robot zdołał jeszcze zadać cios na odlew, ale metalowa dłoń dzierżąca miecz została odcięta. Wykorzystując pęt, togrutanin, zakręcił młynek odcinając resztę kończyn. Na betonową posadzkę upadł metalowy korpus.
Zwycięzca, padając na kolana, ryczał przeciągle niczym smok Krayt. Zachłysnął się trupim powietrzem po czym zwrócił je wraz z krwią i strzępami płuc. Torsja rozciągnęła go na ziemi. Stracił ostrość widzenia, wszystko było rozmyte, ale mimo tego doskonale dostrzegał błękitną poświatę otwartego holokronu. Wydawało mu się, że dostrzega wewnątrz starca z komicznie wydłużoną, łysą głową. Patrzył na niego smutno, niemal z rozpaczą. Wywołało to napad radosnego śmiechu za który trzeba było zapłacić kolejną porcją organów i posoki.
Nie tracąc pogody ducha, pasji, oraz drapieżnego uśmieszku podniósł się na klęczki, a następnie stanął na nogi. Szybkim krokiem wyminął resztki ostatniej przeszkody dzielącej go od wypełnienia rozkazu.
Dotarł na koniec pomieszczenia, zatrzymał się przed opuszczaną bramą. Delikatnie przyłożył palce do tworzywa i przepuścił wici Mocy w przestrzeń za przegrodą. Namacał źródła strachu, gniewu, nienawiści i cierpienia. Oblizał spierzchnięte usta, po czym wyciął sobie wejście do środka.
Karmazynowa łuna odkształciła w ciemnościach człekokształtne sylwetki. Tuzin dzieci różnych ras kuliły się w kącie, kipiel Ciemnej Strony Mocy przyciągała inkwizytora niczym woda wśród palących piasków.
- Witajcie - powiedział. Czerpał Moc, odzyskiwał witalność, uwalniał się od bólu, wyostrzał zmysły. Wycelował w dzieci miecz świetlny i pozwolił by jego twarz przesłoniły nieodgadnione myśli.
- Nie! Nie dostaniesz nas!- krzyknęła twi'lekańska dziewczynka po czym rzuciła się do straceńczej szarży trzymając w rączkach zaostrzony kawałek żelastwa.
- Doskonale.
Czwarty Brat wyciągnął przed siebie dłoń, zgiął palce. Dziewczynkę poderwała w powietrze niewidoczna siła i wyciskała z niej życie. Miotała się i wierzgała z rosnącą rozpaczą wyrytą na twarzyczce.
- Zostaw ją!- wykrzyczał chłopczyk rasy Mirialan. Próbował zaczerpnąć Mocy i cisnąć ją w prześladowce, ale jedyne co mu się udało to rozśmieszyć potwora. Potwór skierował zaciśniętą dłoń w chłopczyka, a ten podzielił los przyjaciółki.
- Ktoś jeszcze? Nie? W takim razie zamykam rekrutację.
Czwarty Brat zważył w wolnej dłoni rękojeść miecza świetlnego. Zogniskował dwa krwawe ostrza i wprawił je w ruch wirowy po rękojeści. Ostatni raz zmierzył przerażone dzieci po czym zanosząc się okrutnym śmiechem cisnął w nie bronią.


Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 8,00
Liczba: 2

Użytkownik Ocena Data
SirStaniak 8 2017-04-28 22:13:01
Finster Vater 8 2017-04-28 03:32:36

Tagi: Fanfik / opowiadanie (254)

Komentarze (0)

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.