Twórczość fanów

Brak Nadziei

Orbita gazowego giganta Yavin.
Pierwszy atak na Gwiazdę Śmierci – kolosalną stację bojową Imperium – nie powiódł się. Niemal całe „Złote” skrzydło Rebelianckich myśliwców zostało zniszczone. Drugi atak w wykonaniu dowódcy „Czerwonego” skrzydła również zakończył się niepowodzeniem. Ostatnią nadzieją dla Rebeliantów są trzy myśliwce typu „X” prowadzone przez Luke`a „Czerwonego 5” Skywalkera.

- Tu Czerwony 5 ! Podchodzę !
- A myśliwce ?
- Martw się o wieże ! Ja się będę martwił myśliwcami !

Jeden z myśliwców eskortujących młodego pilota został poważnie uszkodzony i musiał się wycofać z bitwy, drugi zaś został zniszczony. Młody Farmer z Tatooine który w ciągu ostatnich kilku dni przeżył więcej niż przez całe swoje dotychczasowe życie był ostatnią nadzieją dla galaktyki. Wszystko było w jego rękach. Z pomocą przyszedł mu stary przyjaciel i przemytnik oraz duch Mistrza Jedi. Luke odpalił dwie torpedy w samo serce stalowego olbrzyma i... nic się nie stało...


Tak oto rozpoczyna się ta opowieść. Opowieść znacznie różniąca się od tej którą już wszyscy znacie...





- Co się stało ?! – Wykrzykną zdenerwowany Luke do komunikatora.
- Nie wybuchła... – odpowiedział mu Han Solo – zwarcie w torpedach ? Może jakiś szczegół techniczny tego szybu wentylacyjnego ? Ciężko powiedzieć...
- Musimy lecieć na Yavin IV i ewakuować wszystkich !
- Oni już nie żyją dzieciaku... jedynym Rebeliantem jakiego możesz teraz uratować jesteś ty sam !
- Nie ! Nie poddam się ! Czerwony 3 masz jeszcze torpedy ?
- Przepraszam bardzo czy nie widział ktoś tutaj pewnego szalonego dzieciaka ? Luke uprzytomnij ! To już koniec ! Uciekajmy ! – wykrzykną Han.
- Nie ma mo... – dalsze słowa młodzieńca zagłuszył potężny huk eksplozji. To był księżyc Yavin IV dawna baza Rebelii. - NIEEEEEE !!!!!!!!!!!!!!!!! – wykrzykną Luke do komunikatora.
- Uciekajmy mały nic tu po nas... – powiedział z ukrywanym smutkiem Solo.
- Leia... Leia... LEIA !!!!!!!!!!! – Młodego Skywalkera ogarną ślepy szał. Ustawił całą moc swojego myśliwca na działka laserowe i ruszył w kierunku chmury Imperialnych myśliwców wyłaniającej się z mroku.
- A mówiłem „Nie wracajmy” to nieeeee wszechwiedzący Chewbacca wiedział lepiej... – wymamrotał sam do siebie Han Solo – Dobra Chewie jeśli zginiemy przez tego dzieciaka to skopie ci ten futrzasty tyłek...
Wookie odwarkną coś w swoim języku.
- Dobra, dobra już idę do tej wieżyczki... tylko nie zapomnij się roztrzaskać o to co zostało z Yavina dobra ? – dodał po chwili sarkastycznie na co Chewbacca znowu coś odwarkną lecz Han już tego nie usłyszał gdyż znikną w jednym z tuneli na pokładzie „Sokoła Milenium”. Młody przemytnik usadowił się w swoim fotelu znajdującym się w jednej z dwóch wieżyczek i rozpoczął ostrzał nieprzyjacielskich myśliwców.
- Jest ich zbyt wielu ! Nie damy rady ! Mały słyszysz mnie ? – wykrzykną do komunikatora w nadziei że młody Skywalker go usłyszy – Luke jesteś tam ? Odezwij się dzieciaku ! LUKE !!! Lecz młody pilot był zbyt pochłonięty rządzą zemsty aby odpowiedzieć na wezwania przyjaciela. Niszczył myśliwiec za myśliwcem nie zauważając faktu ze jeszcze kilka trafień i jego własna maszyna rozpadnie się na kawałki. I wtedy usłyszał czyjś głos... głos przyjaciela...
- Luke ! Nie pozwól się ponieść nienawiści ! Luke !
- Ben ? – Wymamrotał pod nosem Luke – Ben ?! Co ja robię ?
- No nareszcie się obudziłeś mały ! – powiedział Han – Spadajmy stąd póki jeszcze mamy czym !
- Słyszałem Bena...
- Słuchaj mały... Ben nie żyje i nas czeka to samo jeśli nie uciekniemy.
- To był on... jestem pewien...
- Pogadamy o tym później ! Przesyłam ci koordynaty skoku w nadprzestrzeń ! Uciekajmy stąd ! JUŻ !
Po tych słowach oba statki skoczyły w nadprzestrzeń.


Pokład Gwiazdy Śmierci.
- Sir. Dwie jednostki Rebelianckie właśnie weszły w nadprzestrzeń. – zameldował jakiś oficer.
- Dobrze... – odparł Moff Tarkin – Jakie straty ?
- Około 20 myśliwców Sir.
- A co z generatorem ?
- Dzięki modyfikacjom szybu wentylacyjnego generator nie został nawet draśnięty Sir. - Tak... doskonale się spisałaś... – Tarkin obrócił się w kierunku postaci stojącej w cieniu – Gdyby nie twoje doniesienia o planach tej bandy szumowin mogłoby się to skończyć nie tak jak planowałem... Świetna robota... A teraz wracaj do swoich i informuj mnie o poczynaniach niedobitków.
- Tak Panie – Odpowiedziała kobieta i zniknęła w cieniu.
- Długo tam jesteś ? – Tarkin zwrócił się w kierunku jednego z kątów sterowni Gwiazdy Śmierci z którego wyłonił się Lord Darth Vader.
- Dość długo żeby mieć wątpliwości co do jej osoby...- gdy wypowiedział te słowa po plecach oficerów znajdujących się w pomieszczeniu przeszły ciarki... z resztą przeszły by po nich ciarki nawet gdyby życzył im wesołych świat...
- Nie martw się Vader sam Palpatine zapewnił mnie o jej lojalności.


Coruscant. Sala Tronowa Imperatora Palpatine`a.

- Wszystko przebiega po mojej myśli – powiedział bardziej sam do siebie niż do zebranych w sali odzianych w czerwone szaty Gwardzistów Imperialnych – odnajdźcie Skywalkera, sprowadźcie go do mnie i zabijcie wszystkich jego przyjaciół na jego oczach... niech pozna co to ból i cierpienie... a gdy wzbierze w nim nienawiść i gniew... będzie mój...


Mos Espa. Tatooine.

- No Mały a więc tu się rozstaniemy...
- Han... możemy odbudować Sojusz... nie wszystko jeszcze stracone ! Solo zbliżył się do Luke`a i przycisną dłoń do jego ust.
- Ciszej Mały wyobraź sobie że tu czasem przechodzą Imperialne patrole – mówiąc te słowa wskazał kciukiem na dwa zwiadowcze transportery AT-ST i stojących w ich pobliżu około 20 Szturmowców.
- Gardzę nimi... – sykną Luke.
- Oni tobą też tyle że oni mogą cię zabić... – Han z przerażeniem spostrzegł że ręka Luke`a leży na rękojeści miecza świetlnego. – No teraz to cię totalnie porąbało Mały... właź tam ! – mówiąc to wepchną Skywalkera do jakiegoś obskurnego baru i posadził przy jednym ze stolików.
- Słuchaj chłopcze nie możesz tak po prostu wparować między nich i zacząć machać tą swoją plazmową latarką ! To nie jest żadna bajka na dobranoc ! To jest życie tu dobro tez czasem obrywa...
- ...Tak jak na Yavin – dokończył za Hana Luke.
- Tak Mały... tak jak na Yavin... Słuchaj – dodał po chwili ciszy - leć z nami. Przydasz nam się.
- Jestem Rebeliantem szukam zemsty a nie pracy...
- Jesteś Jedi szukasz sprawiedliwości a nie zemsty... – rozległ się nagle znajomy głos.
- Ben ! – wykrzykną Luke.
- Co ? – wymamrotał pod nosem Han.
- Udaj się na Dagobah... odnajdź Mistrza Jedi Yode i dokończ swoje szkolenie... zostań Jedi...
- Ben ? Ben ?
- Mały tobie naprawdę coś dolega...
- Han...
- O obudził się ! Mały zaczynasz mnie martwić...
- Han musisz mnie zabrać na Dagobah !
- Dobra teraz się boje...
- Proszę Han ! Zrozum musisz mnie tam zabrać !
- Mowy nie...
Zanim Solo zdążył dokończyć zdanie Chewie kilka razy warkną coś po swojemu.
- Dobra, dobra... I tak nie mam nic lepszego do roboty...


Gdzieś na odległych rubieżach. Bar na stacji kosmicznej w jakimś pasie asteroid.

- Taak... Mandalorianin... taak... widziałem go tu... – powoli ze spokojem powiedział jakiś obcy siedzący przy barze.
- A gdzie jest teraz ? – Zapytała młoda kobieta.
- Taak... więc to zależy...
- Od czego ?
- Od tego kto go szuka... taak...
- Szuka go zdesperowana żądna zemsty bogata kobieta.
- Zemsty... taak ? A na kim chcesz się mścić ?
- Nie twoja sprawa.
- Taak ? w takim razie nie twoją sprawą jest miejsce pobytu Łowcy... taak ?
Młoda kobieta energicznie wstała od stołu, wyciągnęła z rękawa miotacz i wycelowała go w obcego.
- Gdzie jest Fett ! Gadaj !
- Tu jestem... – odezwał się głos zza jej pleców.
Kobieta ze zdziwieniem obróciła się i w ułamku sekundy straciła miotacz który teraz znajdował się w rękach Łowcy.
- Mogłabyś mi powiedzieć czemu próbujesz zabić mojego pośrednika ?
- Nie cierpię pośredników... i nie cierpię czekać...
Boba Fett chciał już coś powiedzieć ale zdał sobie sprawę z faktu że cały bar właśnie się w niego wpatruje.
- Co jest ? Za długo żyjecie ?
Słysząc te słowa niemal natychmiast wszyscy obecni w barze wrócili do swoich zajęć.
- Chodźmy stąd chyba przyciągamy zbyt dużo uwagi – powiedział Fett i wraz z Obcym i Kobietą ruszył w stronę portu kosmicznego.
- A więc czego ode mnie oczekujesz i kim właściwie jesteś – zapytał zaraz po dotarciu na pokład Slave`a I.
- Moja tożsamość nie jest ważna. Ważne jest to ze oferuje co 100 000 kredytów za jeden statek z trzema osobami załogi.
- Jeden statek ? Trzy osoby ? Dlaczego są warte aż 100 000 kredytów ?
- Powiedzmy że... pewna ważna osobistość się nimi zainteresowała...
- Kto taki ?
- To jest nie istotne.
- Ależ to jest bardzo istotne...
- Niech ci wystarczy że ta osobistość płaci... i to dużo...
- Za mało na prace w ciemno.
- W takim razie traktuj te 100 tys. Jako zaliczkę...
- No to od razu inaczej sprawa wygląda. Kto jest celem ?
- Ten statek.
Kobieta wyjęła zza płaszcza mały holoprojektor który wyświetlił sylwetkę statku.
- „Sokół”... – sykną Fett – Domyślam się że dwie osoby to Solo i Wookie – dodał po chwili już ze spokojem – a ta trzecia osoba ?
- To niejaki Luke Skywalker... masz go dostarczyć żywego.
- A reszta ?
- Zrób z nimi to co uważasz za stosowne.
- Ile mam czasu ?
- Tyle ile potrzebujesz... skontaktuj się ze mną gdy wykonasz zadanie – mówiąc te słowa rzuciła w jego kierunku bon kredytowy z zaliczką oraz dokładniejsze dane dotyczące misji na datakarcie i wyszła ze statku.
- Śledź ją Wizkeet – rzucił Fett w kierunku Obcego – chce wiedzieć kim jest i kto jest tą „ważną osobistością”.
- Taak... Jak chcesz szefie.


Gwiazda Śmierci. Gdzieś w drodze na Coruscant.

- Sir. – Młody Oficer łączności zwrócił się do Wielkiego Moffa Tarkina.
- Tak ? O co chodzi ?
- Ma Pan wiadomość Sir.
- Kto jest nadawcą ?
- Ta informacja jest zastrzeżona Sir.
- Ach tak... to ona.
- Sir ?
- Możesz już odejść.
- Tak jest Sir.
Niemal dokładnie w momencie gdy oficer znikną za drzwiami Tarkin uruchomił holo łącze.
- Kszszszszsz... zadanie wyko... kszsz... nane... ksz... Sir... kszszsz... – powiedziała niewyraźna zamazana postać kobiety – Łowca... kszszsz... się... kszszsz do następnej części planu... kszszsz...
- Koniec transmisji – powiedział elektroniczny głos komputera.
- Świetnie... wszystko idzie zgodnie z planem...


Port kosmiczny na Sluis Van. Luke, Han i Chewie stoją pod rampą „Sokoła” rozglądając się za jakimś centrum informacyjnym
- Dobra Mały teraz trzeba znaleźć kogoś kto wie gdzie jest to twoje Dagobah... o ile taka planeta w ogóle istnieje... – dodał po chwili.
- Istnieje na pewno. Ben mi o niej powiedział.
- Słuchaj jeśli myślisz że uwierzę że nieboszczyk podał ci nazwę planety to się mylisz...
- Ale to prawda ! Słyszałem wyraźnie jego głos !
- Dobra, dobra mały nie gorączkuj się tak... - Han chciał jeszcze cos powiedzieć ale warknięcia Chewiego mu przeszkodziły – No niech wam będzie znajdźmy jakąś „informacje” i poszukajmy tej planety... ale jeśli jej nie znajdziemy to nasze drogi się rozchodzą – dodał po chwili namysłu.
- W porządku... – odparł ze smutkiem w głosie Luke.


Pas asteroid pozostały po księżycu Yavin IV. Około dwa miesiące po bitwie o Yavin. Grupa Rebelianckich frachtowców typu YT-2000 przeszukuje cmentarzysko w poszukiwaniu... czegokolwiek.
- „Poszukiwacz 1” melduj – powiedział do komunikatora Wedge Antilles dowódca grupy poszukiwawczej oraz jeden z niewielu ocalałych z bitwy.
- Niestety nic Sir. – Odparł podwładny.
- „Dwójka ? – dowódca zapytał kolejnego podwładnego
- Nic szefie
- Ktokolwiek ?
- Sir... – rozległ się głos „Poszukiwacza 5” – chyba coś mam... słaby sygnał z jakiegoś nadajnika...
- Nasz ? – zapytał z nadzieją Wedge
- Najwyraźniej...
- Gdzie jest ?!
- 150 klików za tą dużą asteroidą.
- No panowie nadeszła chwila prawdy...
Po dotarciu na miejsce znaleźli opuszczony wrak rebelianckiego transportowca.
- A więc jednak ktoś przeżył – powiedział ze spokojem Antilles
- Nie do końca – odparł „Poszukiwacz 5”
- Co ?
- Niech pan spojrzy na ten owalny otwór w kadłubie to nie jest właz... ktoś dokonał abordażu
- Imperiale ?
- Zapewne...
- Trzeba zdać raport tymczasowemu dowództwu.


Jakaś boczna uliczka portu kosmicznego na Sluis Van.

- No dzieciaku musze przyznać ci racje... Dagobah istnieje. – powiedział kapitan Solo
- Mówiłem...
- Ale to nie zmienia faktu ze tam nie ma żadnej cywilizacji.
- Ja nie szukam cywilizacji ja szukam jednego... – chciał dokończyć zdanie ale zobaczył jakąś postać stojącą w cieniu.
- Znowu się spotykamy Solo – powiedziała postać.
- Coś za jeden ? – zapytał z zaciekawieniem Han i dodał gdy postać wyłoniła się z cienia – Fett...
- Przyszedłem po was.
Ledwo Boba zdążył dokończyć te słowa a młody Skywalker rzucił się na niego z Mieczem Świetlnym w rękach. Machał mieczem na wszystkie możliwe dla ludzkiego ciała strony bez większych rezultatów. Fett skutecznie i bez problemów unikał każdego ciosu.
- Poddaj się – powiedział Łowca – nie chce cię zabić.
- To w jakiej sprawie przybyłeś ? – zapytał Luke nie przerywając walki.
- Mam cię pojmać.
- Nie doczekanie ! – Wykrzykną z furią Skywalker
W pewnym momencie walkę przerwał im widok około dziesięciu postaci odzianych w czerwone zbroje.
- Gwardia ! – Wykrzykną przerażony Solo – Mały zmywamy się !
- Czego tu chcecie ? – Fett zwrócił się do Gwardzistów lecz nie otrzymał odpowiedzi. – przybywacie po nich ? – ponownie nie dostał odpowiedzi lecz wiedział że to właśnie o tą trojkę chodzi – Nie ma mowy – sykną – oni są moi... – W tej samej chwili w której skończył mówić rzucił się na Gwardzistów.


- Han ! Han ! – Wykrzyknął Luke biegnąc jakąś aleją portu. – a co z tym facetem ?!
- Da sobie rade... niestety – dodał po chwili Solo
- Kto to właściwie jest ?!
- Boba Fett. Łowca Nagród i to niezbyt miły.
- Czego on tam chciał ?
- Nas... – odparł cicho


Dwóch Gwardzistów leżało już martwych na zakrwawionym chodniku lecz Łowca miał wrażenie że gdy zabije jednego na jego miejsce zjawia się dwóch kolejnych. Pierwszy zginął już przy pierwszym natarciu dźgnięty wibroostrzem prosto w łączenie zbroi, drugi spłoną żywcem za sprawą ręcznego miotacza ognia Fetta. Gwardziści walczyli jakimiś mieczami o dwóch ostrzach których Boba nie był w stanie zidentyfikować. Walczyli dobrze... za dobrze, Fett zdawał sobie sprawę z tego ze tej walki nie wygra, musiał coś wymyślić... i to szybko. Stanął około 5 metrów od Gwardzistów i spojrzał w górę.
- Raz nerfowi śmierć – pomyślał i odpalił swój plecak odrzutowy zostawiając przeciwników w dole. Gdy zbliżał się już do swojego statku spostrzegł z przerażeniem że jego Slave I został zniszczony. Musiał coś wymyślić i to jeszcze szybciej. – „Sokół” – pomyślał. Nie miał wyjścia wiedział gdzie stoi statek Hana i wiedział że to on jest jego ostatnią nadzieją. - Raz nerfowi śmierć – pomyślał znowu.




Ciąg dalszy nastąpi (?)

Mateusz "Strider" Chmiel


Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 8,52
Liczba: 23

Użytkownik Ocena Data
miszcz dżedaj 10 2008-04-06 20:01:17
X-tla 10 2006-07-05 19:20:58
Reynevan 10 2006-06-03 09:38:45
Bendu 10 2004-11-13 23:26:30
Jagd Fell 10 2004-08-25 14:20:12
Tsavong Anor 10 2004-07-05 14:07:42
Switch 10 2004-07-04 20:31:48
prabab 10 2004-07-04 19:35:05
DARTH VADER 10 2004-07-04 17:26:38
Sance 9 2013-05-03 08:48:39
X-Yuri 9 2010-12-07 07:52:42
Greed0 9 2004-07-13 19:21:28
Taag Bha Den Fell 9 2004-07-13 10:12:26
JediAdam 9 2004-07-04 18:23:07
Carth Onasi 8 2006-11-07 15:50:54
Ziame 8 2006-09-14 11:07:25
Włóczykij 8 2006-08-31 15:08:12
Dash Onderon 8 2004-08-01 13:06:57
Miami 8 2004-07-04 20:26:38
Shedao Shai 7 2004-08-25 16:02:53
Yako 7 2004-07-11 19:49:06
Pawcio 6 2005-01-13 18:08:06
Dark_Jedi 1 2004-08-09 01:20:13

Tagi: Fanfik / opowiadanie (254)

Komentarze (31)

Bardzo dobre, ale ocenie całokształt;)

Bardzo ciekawe, chociaż muszę zwrócić uwagę na błędy ortograficzne: pisze się zniknął a nie znikną, warkną, krzykną i tak dalej.
Poza tym, przed znakami przestankowymi (!, ?, itd.) nie stawia się spacji.

No to tyle, daję 8 (Zł) bo jest ciekawe

jest ekstra iwogule

Jeśli poprzednie komentarze kogoś uraziły to sorki

Odkiedy skończyłam lat 8, czyli przez połowę mojego dotychczasowego życia marzę by zostać Jedi
jeśli ktoś czuje podobnie jak ja to, baardzo proszę niech się ze mną skontaktuje
mój numer GG to 8903038

super...... nigdy nie przepadałem za alternatywnymi historyjkami ale ta jest niezła daje 10

Całkiem niezle ;]

Szybko się czyta, akcja rozkręca się i wciąga. Dobre .

Fajne opowiadanie chociarz trochegorsze od " Honoru".

Cóż... pomysł na rozpoczęcie (niewypał) prawie taki sam, jak w ANH: Infinities, tylko że tam się to skończyło staranowaniem przez Yodę i Gwiazdę Smierci pałacu imperialnego :)
Największą bolączką tego fica jest niewątpliwie interpunkcja, i miejscami, ortografia. Pomysł sam jest bardzo ciekawy, i w klimacie starej trylogii, i gdyby nie powyższe błędy, dalbym 8. A tak, niestety, stawiam siódemkę...

Dla mnie bomba

Gdyby to był film, to tekst: "It didn't blow up!" przeszedł by do historii :)
Jak na mój gust fic ten NIE jest poniżej poziomu "Twórczości Fanów". Zdarzało mi się czytać o wiele gorsze rzeczy ( np. "Iskry" czy "Rolph'dan i książe z Alderaanu" :P). Ale przecież nie każdy z nas jest Stevenem Kingiem. Większość ludzi stawia tutaj swoje pierwsze kroki w pisaniu opowiadań i trdno wymagać diamentów bez skazy. Krytykować owszem mozna, a nawet trzeba, ale dobrze jet też coś młodemu pisarzowi poradzić. jedI zna się na rzeczy jeśli chodzi o pisanie, co zresztą widać w jego wypowiedziach i gdybym ja zamieszczał tu jeszcze kiedyś swój fic i w komentarzach nie zobaczył jego wypowiedzi, to byłbym zmartwiony. Trzeba się liczyć z tym, że nasze dzieło może czasem zostać obrzucone błotem, ale zabieg ten ma nas uczyć i czynić silniejszymi. Nawet Rembrandta ludzie krytykują, więc od krytyki nigdy nie uciekniemy i im szybciej nauczymy się ją akceptować tym szybciej nauczymy się dobrze pisać.
Co do oceny:
Nigdy nie byłem zbyt wybredny i jeśli fic da się przeczytać, to ma on juz u mnie dużego plusa. Daję 8.

Nieźle sie czyta... tylko ten Fett i Imperialni Gwardziści.....

jedyne do czego sie mozna przyczepic to czas przeszly :P niezle sie rozkreca czytam dalej!

gariel DyniAq tu już nie zajży pewnie :) No chyba że mu linka podesle :P

Ale fajne! -a do tego hyba na równi z opowiadankiem podoba mi sie dyskusja na jego temat -szczególnie w wykonaniu Dyni i Jedi.
Czekam z niecierpliwośćią na kontynuację -zarówno opowiadania jak i dyskusji :)

Do pana Dyni: Jeśli pan chce poznać moją twórczość to proszę wnieść opłatę- obiecuję że dostanie pan ją w ciągu 14 dni i dodatkowo gadżet z kolekcji big brothera. Albo niech się pan zapyta dobrze poinformowanych gdzie można znaleźć moje opowiadania.

Wracając do meritum sprawy to ja oceniam to opowiadanie a skoro je tu ktoś zamieszcza to mam do tego święte prawo. Wysatwienie swojego tekstu na widok publiczny równoznaczne jest z poddaniem go ocenie. I nawet jeśli byłbym kimś kto nie może złożyć dwóch zdań to mam prawo zaregować na gwałt na moim dobrym smaku. Bo dobry gust nie jest równy talentowi literackiemu.

Pozdrawiam
Dyń nie jadam

P.S. Część II jest już całkowicie z mojego pomysłu więc nie będziecie mieli się czego czepiać :P

No przyznaje sie bez bicia Carno zainspirowało mnie Infinities :) No ale żeby odrazu "większa część" :P

Not bad not bad ale zerżnięta większa część z komisku Infinities...

DyniAq... tjaaaa... dzięki za wsparcie ale wyobraź sobie że odrobina krytyki nie zaszkodzi :) Poza tym i bez twojego wsparcia całkiem dobrze sobiue radze :)

P.S. Już nie długo powinienem skończyć częśc II :)

Ode mnie ofcorz 10 ^^. A tak na marginesie to jedI... Ja rozumiem, że ty poprostu "wymiatasz słowem"... Napisz coś od siebie (albo podaj mi linka do tego co już tu zamieściłeś) żebym mógł to porównać. A jak już do tego dojdzie to wątpie żebyś napisał coś takiego... Do tego trzeba mieć talent jaki Striduś ma :) Mówiąc wprost uwielbiam ludzi, którzy siedzą i czekają na nowe opowiadanie, które da się zbesztać. Jeśli nie wytrzymałbyś to nikt cię tu nie zmusza do czytania. jak ci się nie podoba to daj rade a nie krytykuj. To tyle ode mnie. Btw. Strider Own. Jako że nie jestem fanem Gwiezdnych Wojen nie mogę za wiele krytykować. W każdym razie BARDZo mi się podobało i oczekuje że Mati coś jeszcze napisze.

Opowiadanie super! Pisz więcej.

Noooo nie spodziewałem się aż tak ciepłego przyjęcia :) Ciag dalszy bedzie a fabuła może wydawać się bez "żadnego głębszego pomysłu" dla tego ze chciałem w pierwszej części jak najwiecej watków umieścić żeby sprawdzić wasze reakcje :)

bardzo ciekawe opowiadanko, czekam na więcej.brawa za dialogi dla hana solo są jak najbardziej w jego stylu. poza tym ciekawe podejście i fabuła

Powiem tylko. Czekam na kontynuację!!!

Bazujesz na mechaniźmie historii alternatywnych a to bardzo ryzykowane zwłaszcza w środowisku fanó Star Wars. Ale co by o ni nie powiedzieli to ja ci prawie uwierzyłem. Pomijam już fakt pociętej fabuły na którą najwyraźniej nie miałeś żadnego głębszego pomysłu ale wyjątkowo sprawnie budujesz napięcie wręcz w sposób filmowy. Narracja oczywiście przypomina zawody w chodziarstwie dla kulawych i lepiej unikaj zdań złożonych bo wyjątkowo ciężko ci się ję składa. Natomiast siłą są w tym fanficu dialogi, krótkie i zwięzłe. Próbowałęś w nich oddać charakter postaci no i idąc po najmniejszej linii oporu to ci się udało jednak dla mnie ten ciągły sarkazma Solo i naiwność Luka jest męczące, mam wrażenie, że gdyby ten tekst był trochę dłuższy to bym tego nie wytrzymał. Niemniej jednak odemnie 5. Just 5.

Fajny fanfic nie ma rzeczy doskonalych totez nawet w nim bledy sa temu tez tylko 9/10 !! :)

Dziwne, ale nawet fajne te opowiadanie :) 8/10

Bardzo dobra tworczosc, czekam na ciag dalszy :] - mam nadzieje ze owaki bedzie. Gratuluje pomyslu, lecz z powodu braku konca :) daje tylko 8 :]

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.