Różne

Alderaan 2003: Rozmowa z Dan Falconem

Rozmowa z Dariuszem Bagińskim (Dan Falcon), prezesem Polskiej Akademii Jedi, która odbyła się na Alderaanie 2003, 16 sierpnia 2003.



Łukasz Trykowski (Lord Sidious) (LT): Może powiesz nam czym w ogóle jest PAJ?

Dariusz Bagiński (Dan Falcon) (DF): Polska Akademia Jedi jest Stowarzyszeniem Miłośników Fantastyki, jej główna siedziba znajduje się w Dąbrowie Górniczej, w kinie Arts.

LT: Przynajmniej na razie.

DF: Tak, (śmiech) szukamy trochę większej.

LT: Kto wpadł na pomysł stworzenia czegoś takiego.

DF: Pomysł chodził nam w sumie gdzieś od dwóch lat, a bodźcem był tak na prawdę tamten rok, w którym był w kinach Atak klonów. Tu siedzi taka jedna przedstawicielka, taka niepozorna blondyneczka. Ja myślę, że ona była taką inspiracją Akademi. Kasia, kierowniczka kina. Któregoś dnia Kasia zadzwoniła do Oli Jagiełowicz, naszego tłumacza, z którym mieliście się już okazję spotkać. Ola zadzwoniła do mnie. A Kasia poprosiła nas o zorganizowanie pokazu przedpremierowego „Ataku klonów”. I to był taki bodziec do powstania Akademii. I tak sobie pomyśleliśmy, że skoro mamy siedzibę, bo Kasia właśnie nam zaproponowała siedzibę w kinie, więc mogliśmy Akademię gdzieś usadowić, nie tylko u kogoś w domu, tylko w konkretnym miejscu, gdzie mogliby ludzie przyjść i mogliby się z nami spotkać. No i właśnie zaczęliśmy od premiery „Ataku klonów”.

LT: Dobrze, ale poza organizacją premier dla niektórych filmów, czym jeszcze zajmuje się PAJ?

DF: Poza premierami filmów. W sumie jeszcze przy okazji powiem tak, że swego czasu Kasia robiła premierę filmu „Stuart Malutki”, filmu, który z fantastyką nie ma nic wspólnego, no powiedzmy bardzo niewiele. No i robiliśmy tu akcję, która polegała na zbieraniu pieniędzy na schronisko dla zwierząt. Była to taka całkowicie inna zabawa. Z innych rzeczy robiliśmy Potteriadę, robiliśmy Władcę Pierścieni, czy premierę Matrixa. Robiliśmy też coś, co nam zaproponowała Biblioteka w Dąbrowie Górniczej – „Noc z Andersenem” i powiem tak, mieliśmy bardzo duży dylemat jak to zrobić. Wiadomo Andersen wiele z „Gwiezdnymi Wojnami” nie ma wspólnego, ale ponieważ to są baśnie, więc jakoś pod fantastykę można to podciągnąć. Zrobiliśmy generalnie tak, że postanowiliśmy połączyć wszystko i zaprezentować cały gatunek. Zaczęliśmy od baśni, a skończyliśmy na typowej fantastyce i jej obrzeżach, czyli na „Gwiezdnych Wojnach”.

LT: Wspomniałeś coś o akcji charytatywnej na rzecz schroniska dla zwierząt. Czy inne akcje tego typu były może rozwijane?

DF: Tak, nawet teraz przy okazji tej imprezy. Dzięki pomocy Łukasza [Lord Sidious] na stronie Bastionu pojawiła się możliwość aukcji figurki Yody z LEGO, a także kilku rzeczy, które wystawiliśmy dziś tutaj w sali Senatu. Jest to związane z tym, że jutro zostaną rozdane nagrody – Alderaanki w dziedzinie plastycznej i literackiej, tam gdzie zostały przysłane przez Was prace. Alderaanki, bo tak nazwaliśmy te nagrody, zostały wykonane przez dzieci z Ośrodka Terapeutycznego dla Dzieci Niepełnosprawnych Umysłowo. W tym momencie, niejako w podziękowaniu dla nich, te pieniążki z tych akcji charytatywnych zostaną tym dzieciom przekazane.

LT: Dobrze, wspomniałeś pracę z dziećmi. W każdym razie chyba nie ograniczacie się jedynie do robienia nagród na Alderaan?

DF: Co robimy z dziećmi? Oczywiście ktoś może zaraz się oburzyć, że wykorzystujemy je by wykonywały za nas pewne prace. Ale my staramy się być trochę jak Jedi, staramy się rozwijać i intelekt i ciało. I jeśli dzieciaki do nas przychodzą i mają jakieś pomysły, to trzeba je realizować. Bo jeśli one mają się błąkać po ulicach, czy gdzieś kryć się po zakamarkach z puszką piwa, to lepiej niech przyjdą do nas i coś porobią. Wiele z nich pisze różne rzeczy, często do szuflady, my jesteśmy w stanie to opublikować w naszym piśmie „Bluemik” do którego dość długo się przymierzaliśmy. Z różnych względów ten numer niedawno ukończyliśmy, tu duże ukłony ponownie w stronę Kasi, która w praktyce wszystko złożyła i dopracowała. Tu w pierwszym numerze mamy trzy opowiadania. Jedno jest to opowiadanie Oli, jedno takiego naszego znajomego, które nie ma nic wspólnego z Gwiezdnymi Wojnami, ale mimo wszystko jest ciekawe. To jest takie trochę w stylu Stephena Kinga. I jest jeszcze jedno, już osoby dość młodej. W każdym razie trochę tych opowiadań jeszcze mamy, na kilka numerów. W każdym razie mamy jeszcze trochę prac, które Wy podesłaliście. One na pewno nie zginą, kiedyś zostaną pewnie przez nas gdzieś opublikowane, albo na stronie, albo w gazetce. Może nawet równolegle.

LT: Dobra, a jak to jest z tymi dziećmi. One przychodzą do Akademii i coś sobie robią, czy są tam jakieś konkretniejsze zajęcia?

DF: To jest różnie, bo jest i tak i tak. Są ludzie, którzy interesują się fantastyką i chcą się z kimś spotkać. Tu nie ma problemu, bo zawsze drzwi są otwarte. My w dodatku mamy dosyć dobrą bibliotekę, która ma zbiory w języku polskim, angielskim i rosyjskim. Powiem tylko, że jest na prawdę dobra literatura fantastyczna właśnie przez rosyjskich pisarzy pisana. Tu więc jest pewne pole do popisu. Wiadomo, że niestety nie wszystkich obecnie stać na książki, więc mogą sobie przyjść do nas i poczytać, albo nawet zacząć swą przygodę z „Gwiezdnymi Wojnami” czy inną literaturą fantastyczną. No i mamy też regularne organizowane spotkania, jak np. walk.

LT: Właśnie w takim razie może powiesz nam skąd się wzięła nazwa Polska Akademia Jedi?

DF: Jedi, to chyba wiadomo dlaczego. Akademia, bo nie chcieliśmy tego nazywać Fanklubem, Klubem Fantastyki, chcieliśmy stworzyć coś innego, stąd Akademia. A Polska, bo jesteśmy w Polsce. To nie jest żadna oznaka ksenofobii, czy przywiązania do tego kraju, ale jak mamy to nazwać Amerykańska? Albo międzynarodowa? Nie, Polacy są w tej Akademii, więc dlatego nazywa się Polską.

LT: Macie jeszcze jakiś kodeks, prawda?

DF: Kodeks mamy. Wisi on tam na dwóch filarach, każdy może sobie go przeczytać. Nie będę go teraz cytował. W każdym razie on jest tak w ¾ oparty na tym co zrobił Lucas, plus trochę tego co się wywodzi z tradycji japońskiej, to jest ukłon w stronę Seweryna.

LT: Właśnie i dochodzimy ponownie do tego co określacie mianem sztuki walki. Na jakiej zasadzie to właściwie działa?

DF: Któregoś dnia, jak Akademia ruszała, stwierdziliśmy, że Jedi posługują się mieczami. I tu pojawił się problem, gdzie tu szukać mieczy? Ktoś na pomysł by biegać ze świetlnymi. No niestety po pierwsze to trochę głupio wygląda, a po drugie nic z tego się nie nauczymy. W tym momencie pojawił się Seweryn, jeden z lepszych trenerów w tym kraju jeśli chodzi o Aikido. Dodatkowo jeszcze może poszczycić się tym, że prowadzi szermierkę japońską, a ona jest też bardzo zbliżona do tego, co w filmach oglądacie. No i coś się dzieje na tej macie. Na pewno nie jesteśmy na takim poziomie, jak profesjonalni uczestnicy kursów, którzy na pewno by nas mocno obtłukli, gdybyśmy zmierzyli się z nimi na macie, ale w staramy się w to wciągać różne dzieci, które przychodzą. To wiele z nich bardziej interesuje niż fantastyka. No i może, czegoś się nauczymy któregoś dnia.

LT: Wspomniałeś jeszcze o innej fantastyce, Harry Potter, Władca Pierścieni.

DF: Harry Potter, cóż ja go osobiście tak specjalnie to nie trawię, ale oczywiście. Ale „Władca” jak najbardziej. Obecnie chyba wszyscy znają Władcę Pierścieni, dodatkowo jeszcze te dwa filmy, które weszły na pewno przyciągnęły rzesze nowych zwolenników. No w dodatku mamy w Akademii tłumacza Władcy. No filmy dla mnie osobiście, oczywiście wersje rozszerzone, były dobre, wersje kinowe pominę milczeniem. No niestety tu jest podobnie jak z Atakiem klonów. To co było w materiale, a to co ukazało się w finalnym filmie, to są dwa różne światy.

LT: Ok, ale zarówno „Gwiezdne Wojny”, „Władca”, „Matrix” czy „Harry” to są wszystko rzeczy medialne. A fantastyka nie medialana? Np. rozmaite serie książkowe. Czy i na to jest miejsce w Akademii? Znaczy miejsce pewnie jest, ale czy coś poza tym ruszyło?

DF: Do tej pory nie. Ale tu jest droga otwarta. Nie ma u nas sztywnego podziału, że zajmujemy się tym i tylko tym. Fantastyka jest bardzo szerokim pojęciem. Jeśli ktoś do nas przyjdzie i będzie chciał robić sekcję Wiedźmina, to nie ma problemu, pod warunkiem, że będzie chciał coś robić i prowadzić.

LT: I na koniec jeszcze jakie są plany na rozwój Akademii?

DF: Na pewno szukamy innej siedziby. Kino jest bardzo fajnym miejscem, ale niestety mamy tam trochę mało miejsca i przez to nie możemy się rozwijać tak jak byśmy chcieli. No i mamy nadzieję, że Akademia będzie działać z jeszcze większym rozmachem, że to nie będzie ostatnia impreza, którą tu zrobimy i za rok spotkamy się z jeszcze większą liczbą atrakcji. Alderaan 2003 był dla nas bardzo dużym wyzwaniem, bo do tej pory nie robiliśmy tak dużej imprezy. Może jeśli chodzi o uczestników to tak, ale o całą logistykę, to na pewno nie. To dla nas przetarcie pewnych szlaków.





[Wspomniany kodeks można przeczytać tutaj]


Tagi: wywiad (38)
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.