Fandom

Alderaan 2004 – Moc? Co to jest Moc?

Czekałem na to. Nawet nie wyobrażacie sobie jak czekałem na Alderaan 2004. Możliwość przeżycia czegoś niecodziennego, spotkania fanów na ogólnopolskim zlocie...

Z NaVaRem, który miał mnie odebrać spod domu i dowieść na miejsce zbiórki warszawiaków spotkałem się na ulicy Ząbkowskiej o 10:00. O 11:35 byliśmy w okolicach lotniska Okęcie, skąd mieliśmy wyruszyć w drogę. Razem z NaVaRem i mną przyjechał Io Nois, którego zgarnęliśmy po drodze. Chwilę później pojawił się Chimpo. Czekaliśmy jeszcze tylko Na Falcona z załogą. Do Sosnowca mieliśmy wystartować o 12. Prom Falcona jednak miał opóźnienie i w rezultacie na Alderaan wystartowaliśmy około 13:30. Wcześniej jednak musiałem przesiąść się z myśliwca NaVaRa do promu Falcona. Jedziemy. Było wesoło, nie powiem. Zatrzymywaliśmy się często – tutaj sklep, tutaj MacDonald, albo KFC... Wliczając te przerwy oraz korki które były na trasie (spowodowane remontami jezdni, albo wypadkami) jechaliśmy w sumie 8 godzin. Nieźle.
Dojechaliśmy. Na wstępie przywitał nas „Wiedźmin”, który jak powiedział na wstępie, jest P.O. szefa, bo Darka nie ma. Wspomniał też o prohibicji. Weszliśmy do środka i rozmieściliśmy bety po salach. Potem zaczęliśmy zapoznawanie się z fanami, którzy już wtedy byli na konwent place. Nie było co robić, zatem udaliśmy się poza teren szkoły, aby nie naruszać „prohibicji”. Ponieważ na Alderaanie miało się odbyć też jubileuszowe, 50 spotkanie Warszawskich Fanów SW, zatem gadaliśmy sobie we własnym gronie – o czym – nie pamiętam, bo nie było zdaje się to nic ważnego. Oczywiście nie zabrakło już wtedy wymiany pierwszych wrażeń po przyjeździe, oraz wyrażenie nadziei co do dnia następnego. Oczywiście okazało się, że pijąc piwo poza terenem konwentu łamiemy zasady, choć, jak wcześniej powiedział Wiedźmin, poza terenem szkoły wolno nam wszystko. Zmiany zasad bez poinformowania konwentowiczow? Cóż... Jeszcze wtedy miałem cierpliwość, bo to w sumie mała wpadka.
Skończył się piątek, nadeszła sobota. Wszyscy Ci, którzy przyjechali wcześniej, od rana snuli się albo kontynuowali rozmowy z wczoraj. Wydawało się, że wszystko z organizacja jest zapięte na ostatni guzik, ponieważ nie było widać żadnego krzątania się organizatorów. Wszystko świetnie - pomyślałem. Otwarcie konwentu, choć nieco kiczowate (członkowie akademii przechodzący pod szpalerem mieczy) było w sumie niezłe. Krótka przemowa dyrektora szkoły, prezydenta miasta, oraz oczywiście prezesa PAJ – Dan Falcona to jest to, co zazwyczaj dzieje się na podobnych imprezach. Potem już niestety było dużo gorzej, a właściwie żałośnie. Zabrakło właściwie tylko jednego elementu, ale właściwie niezbędnego – PLANU. Nikt nie wiedział co, gdzie i kiedy ma się odbyć. Gdyby był plan, nie było by szwędania się po korytarzach, nie było by szukania sal w których coś się odbywa... Taaak... Gdyby był plan... Turniej Mocy – kolejna porażka. Rzucanie piłeczkami? Biegi z przeszkodami? Co to? Kolonia dla siedmiolatków, czy konwent? Ogromną wadą było to, że organizatorzy znikali... Po prostu znikali i przez długie godziny nie było nikogo, kto mógłby odpowiedzieć na pytania przyjezdnych, czy w OGULE zająć się organizacją. Wyjątkiem jest tutaj Lord Sidious, który jako jedyny chyba starał się aby jakoś uratować ten konwent, choć tak naprawdę, nie było co ratować. Konkurs strojów – to plus, bo było wielu fanów, którzy przybyli w kostiumach, i to należy dodać, kostiumach wykonanych bardzo ładnie, i chciałoby się rzec, profesjonalnie. Konkursy książkowy, filmowy i muzyczny – były i tylko tyle mogę o nich powiedzieć, bo nie było mnie na nich. Niestety, nie odbył się konkurs fanartów, a tak zupełnie na marginesie dodam, że nie zadbano o nagrody - nie było ich po prostu. Więc dyplom był jedyną rzeczą na jaką mogli liczyć zwycięzcy.
Szkoła w której odbywał się konwent – spory budynek – to plus. Jakieś dekoracje – też plus w porównaniu, że w zeszłym roku nie było żadnych, choć tak naprawdę nie było wiadomo, co przedstawiają owe dekoracje. Tak naprawdę wszystkie atrakcje, gdyby oczywiście zamknąć je w jakimś planie, to można by zmieścić w 5 godzinach, a nie w dwóch dniach. Tak to wygląda. Jedyną rzeczą dla której warto było się tam pojawić byli fani. Rozmowy z nimi i wymiana poglądów to jedyna zaleta tego czegoś co działo się w Sosnowcu. Niestety, to zasługa nie PAJu, ale samych fanów.

PAJ stracił w moich oczach bardzo wiele. Nie wiem co powiedzą inni fani, ale gdyby miał odbyć się konwent Alderaan 2005 to raczej się na nim nie zjawię. Skoro co roku jest gorzej, a w tym było już naprawdę tragicznie, to co będzie za rok? Niestety nawet członkowie PAJu w tym tak nie lubiany „Wiedźmin” zauważyli, że konwent się nie udał... A tak na marginesie do samego „Wiedźmina” nic nie mam. Okazało się, że fajnie się z nim gada i jest w porządku.

Autor: Yako



Topic na Forum o Alderaanie 2004 jest tutaj.
Tutaj jest galeria ze zdjęciami z konwentu.
Tutaj natomiast jest relacja autorstwa Mike`a




Teraz opinie kilku fanów:

Konwent "Alderaan 2004" w Sosnowcu nie był zbyt dobrze zorganizowany. Polska Akademia Jedi sprawiała wrażenie, iż nie bardzo zależało jej na rozkładzie wszystkich zajęć. Istniały spóźnienia w odbywaniu się danych konkursów i prelekcji. Można powiedzieć, iż w czasie pomiędzy wszelkimi atrakcjami Fani trochę się nudzili. Jednak podporę stanowili sami ludzie, czyli polski fandom. To właśnie dzięki temu konwentowi wszyscy, znający się z monitora mogli się w końcu poznać i porozmawiać. Mimo tych wszystkich niedogodności związanych z orgranizacją, powinniśmy dać iskierkę wdzięczności PAJowi, za to że dokonali czegoś, że sprawili ze Fani z całego kraju zjechali się w jedno miejsce i poznali się w prawdziwym życiu. Konwent mógł zostać o wiele lepiej zorganizowany. Szkoda, ze nie wyszło to dobrze. Poczekajmy do przyszłego roku, może wszyscy zjadą na cos wielkiego.......

Anakin Skywalker



Słysząc opinie o pierwszym Alderaanie byłem przekonany że jego druga edycja będzie o wiele lepsza... Po przyjeździe okazało się jednak inaczej... PAJ nie zorganizował kompletnie nic... Było to praktycznie spotkanie Regionalne tylko że fanów z całej Galaktyki... ze spaniem oczywiście... Nareszcie mogłem poznać osobiście fanów z którymi rozmawiam czy to na forum czy na GG... Jedyne co mi się naprawdę podobało to występ Yako z FanFilmami... Równie dobrze PAJu mogło tam nie być to byśmy się dobrze bawili sami... Przegięciem na maksa był tor przeszkód o godzinie 1 w nocy... Toż to jakieś jaja... Wyglądało to jak jedna wielka kolonia pod rządami PAJu... Totalną kichą był „Wiedźmin” który woził się nieubłaganie... Wiele osób chciało mu przyłożyć ja zresztą też... Myślę że jeżeli Falcon (nie Dan Falcon – dop. Yako) i reszta Warszawiaków zorganizują jakiś konwent w Wawie to się tam pewnie zjawie... I będzie on o wiele lepszy niż PAJowy...

YangObi



PLUSY:
- Zajefajni, zakręceni FANI!!! Naprawdę jesteście wspaniali! Nie zdołam wymienić wszystkich, ale dziękuje wam!
- Stroje. Dzięki nim w pewnym momencie wyrworzył się super klimat, (niezapomniana scena powitania Mike`a gromkimi brawami...)
- Konkursy i ich prowadzący (chociaż w filmowym i książkowym trochę szwankowała końcówka, niekończący się pojedynek finałowy zanudził wielu widzów - sorry Ricky, muzyczny był super - tu pokazała dobrą stronę Emilis)
- Sabacc, TCG, RPG oczywiście dla nielicznych uczestników bo reszta przeważnie nie wiedziała kiedy, gdzie i co)
- Prelekcja Yako o fanfilmach - pokazałeś klasę! Szkoda że zostało to brutalnie przerwane przez PAJ (Nie tak brutalnie. Ja po prostu nie miałem więcej filmów przy sobie – byłem przygotowany tylko na około godzinny pokaz – dop. Yako). Pokaz wywołał bardzo dużo pozytywnych emocji, fani bawili się wspaniale.

CO MNIE WKURZYŁO
- bardzo "miłe" powitanie cyt. "wyp*alać z tymi piwami" myślałem że Andaral i Mike wyjdą z siebie...
- organizacja o wiele gorsza niż rok temu, ale tu już wszystko zostało powiedziane, utkwiła mi w pamięci za to jedna scena: pytam się gdzie podziały się nasze wysłane zdjęcia, otrzymałem odpowiedź, że zgłoszenia gdzieś tam są ale nikt nie wie gdzie.
- wprost fantastyczny pomysł aby zaprosić TV w niedzielę po południu kiedy cześć fanów już wyjechała, zamiast dzień wcześniej aby chociaż przebierańców pokazać
- brak pożegnania i ogłoszenia wyników konkursów (co rok temu było!)
- pomysł oszczędzania na prądzie dzięki temu kilka osób w ciemnościach o mało nie staciło zębów i połamało nóg
- olanie autorów fanartów i brak wystawy tychże.

Nie będę więcej psioczył bo nie żałuję wyjazdu. Nie można tej imprezy nazwać konwentem, było to raczej spotkanie fanów z całej Polski, którzy pomimo zakusów organizatorów aby to zepsuć dobrze się bawili. Dodatkowo dla warszawskich fanów było to 50 WSFSW tylko z bardzo drogim cateringiem i kupą gości.
Do zobaczenia kiedy indziej gdzie indziej...

Kaczor



Żenada, żenada, żenada, czyli "Nie siadajcie na krzesłach"

Na początku chciałbym wyjaśnić dwie sprawy. Po pierwsze: w moich przemyśleniach posługiwał się będę nazwą Żenada 2004. Mam tu na myśli spotkanie fanów Star Wars jakie odbyło się w Maczkach (około 20 km od miasta Sosnowiec), hucznie zwane konwentem Alderaan 2004.
Po drugie, nie będę powtarzał tego co było napisane w raportach Mike`a i Fat Banthy a także na Holonecie gdyż jest to całkowicie bez sensu. Nie będzie to raport z Żenady w ścisłym tego słowa znaczeniu, ponieważ pozwoliłem sobie poruszyć kilka innych kwestii dotyczących Star Wars. Tyle tytułem wstępu.
Po pierwsze chciałem skoncentrować się na organizacji o szumnej nazwie PAJ a raczej na jej członkach z wyłączeniem pani Aleksandry Jagiełowicz (która z tego co wiem w organizacji udziału nie brała) i Rickiego Skywalkera (konkurs zorganizował perfekcyjnie), który nomen omen mało ma z PAJem już wspólnego. Padło wiele nieprzyzwoitych stwierdzeń na temat PAJu z czego najsłynniejsze już to "PAJ ci w dupę". Mnie natomiast zastanawia jak mogło dojść do sytuacji, gdzie NIC nie znacząca w polskim fandomie osoba, - Dan Falcon (który każe się do siebie zwracać członkom PAJu per "Mistrzu"), pojawiła się nagle rok temu z nikąd uzurpując sobie prawo do organizacji konwentów SW w Polsce. Osobnik ten, pełen arogancji i pogardy zarówno dla innych PAJowców (jak inaczej tłumaczyć oskarżenia do Rickiego o nieuczciwe przeprowadzenie konkursu wiedzy książkowej gdzie pierwsze trzy miejsca zajęli członkowie klanu Praetorite Vong, do którego Dan Falcon nie kryje niechęci a wręcz pogardy) a także wszystkich fanów SW w Polsce założył tą organizację z dwóch powodów. Po pierwsze - aby powetować sobie swoje życiowe niepowodzenia w realnym świecie. Po drugie aby nieźle się dorobić na środowisku fanów SW w Polsce. Widząc kasowy sukces pierwszej edycji Żenady, postanowił zorganizować ją jeszcze mniejszym nakładem z jeszcze większą bezczelnością i ignorancją. Prawda jest taka, że wg moich wyliczeń (których nie będą tu przytaczał, zainteresowanych proszę o kontakt mailowy) do kieszeni wpadło mu co najmniej 2000zł + cały karton nagród z Amberu które nie zostały przyznane w konkursach! Jak my, fani mogliśmy być tacy ślepi na to co się dzieje? Jak mogliśmy dać sobą manipulować osobie, której wiedza o Gwiezdnych Wojnach jest praktycznie zerowa? Aby zakończyć ten temat pozwolę sobie pokazać jego cynizm na jednym przykładzie. Otóż w niedzielę, około południa, kiedy z Żenady wyjechała już część fanów na miejsce przyjechała TVP3. Dan Falcon widząc co się dzieje, zdając sobie sprawę z powszechnego niezadowolenia fanów, wsiadł razem z telewizją do taksówki i oddalił się z miejsca konwentu aby nikt z niezadowolonych nie mógł udzielić wywiadu, aby wszystko mogło wyglądać pięknie a on mógł zaprezentować się w telewizji. Czy to nie jest żałosne?
Kolejnym problemem jest kwestia prohibicji. Od kilku miesięcy było wiadomo że na Żenadzie obowiązywać będzie pełna prohibicja. Dla wielu osób jest to nie do zrozumienia, ja jednak uważam że taki jest wymóg prawny i PAJeby nie mogły tego zmienić w przeciwnym razie złamaliby prawo dopuszczając do pici alkoholu na imprezie na której bez opieki dorosłych znajdowały się osoby niepełnoletnie co jest niezgodne z prawem. Niezrozumiałe jest natomiast zachowanie członka PAJu, zwanego przeze mnie dalej "Wieśminem" ponieważ jego przebranie nic z SW wspólnego nie miało. Otóż jego zachowanie zasługuje na najwyższą pogardę. Kiedy, wraz z sporą grupą osób w piątek przyjechałem na miejsce, pierwsze co usłyszeliśmy to wykład pełen pogardy dla nas wszystkich o tym czego nie wolno. W sumie na konwent nie przyjeżdża się po to żeby pić ale by w nim uczestniczyć. Jednakże w momencie, gdy konwent staje się Żenadą bez żadnych atrakcji, jedyne co pozostaje uczestnikom to rozmowa z innymi uczestnikami, a tutaj, chyba każdy się ze mną zgodzi, piwo (ewentualnie inne trunki) ułatwia kontakt.
Spora część uczestników była pełnoletnia. Osobom tym nie można zakazać picia alkoholu poza terenem Żenady, toteż we wspomnianej wyżej gadce Wieśmin zaznaczył to, mówiąc przy tym że wracając na teren konwentu trzeba być trzeźwym. Późnym wieczorem, grupa fanów zrobiła dokładnie to o czym pisałem i opuściła teren szkoły, po czym nastąpiła konsumpcja jednej, rzadko dwóch puszek na osobę. W międzyczasie mogliśmy poznać dwóch przemiłych (tu nie ma żadnej ironii) mieszkańców Maczek, którzy byli do nas bardzo przyjaźnie nastawieni i nie zachowywali się agresywnie. Po dwóch godzinach, kiedy zaczęto wracać na teren szkoły nastąpiła pierwsza prawdziwa kompromitacja PAJu. Osobnik o ksywce emilis (celowo z małej litery - mam do niej zerowy szacunek) sprawdzał trzeźwość osób powracających na teren szkoły w sposób żałosny - poprzez chuchnięcie. Dodać trzeba że chuchnięcie nie może być podstawą prawną do orzeknięcia o trzeźwości osoby ponieważ po wypiciu jednej puszki piwa, wg polskiego prawa jest się nadal trzeźwym. Nie muszę chyba pisać że wszystkie osoby, bez względu na to czy piły czy nie (np. ja) zostały uznane za nietrzeźwe i zostały ZMUSZONE do podpisania się na liście na której widniały tylko dane osobowe i podpis, nigdzie nie było napisane do czego się tak naprawdę przyznajemy. Z dumą mogę powiedzieć że jako jedna z trzech osób zostałem oficjalnie uznany za osobę nietrzeźwą. Na szczęście po pewnej ostrej rozmowie z emilis w kolejnych dniach, wszyscy mieli na nią wyjebane i w końcowym efekcie w sobotnią noc oficjalnie popijaliśmy sobie z Mike`m browary na auli głównej w obecności wielu osób.
Teraz krótko o dekoracji - jak można zauważyć na zdjęciach - była ona żałosna a jej podstawę stanowiły pudełka z gier SW oraz lampki choinkowe. Niezrozumiałe jest dla mnie zachowanie wyżej wspomnianej emilis (a może ten nick brzmi jakoś inaczej?) która miała czelność w obliczu TOTALNEJ klęski PAJu i Alderaanu zwracać mi uwagę za oderwanie skrzydła od PAJ fightera widocznego na kilku zdjęciach poniżej. Dodam że nie tylko mi ale także Mike`owi którego "wywaliła" z Żenady za to że robił mi zdjęcie w momencie kiedy urywałem skrzydło. Emilis, jak śmiesz krytykować nas za to w momencie kiedy od rana nie miał miejsca ŻADEN punkt programu, ty się obijasz i bezczelnie kłamiesz że dołozyłaś do tego konwentu. Jakim prawem zwracasz nam uwagę że niszczymy to co należy do nas. W końcu zapłaciliśmy za Żenadę 60 zł a za to ja mogę zniszczyć 100 PAJ fighterów? Jak śmiesz grozić nam usunięciem z konwentu. Odpowiedz albo PAJ ci w dupę.
Zbliżając się do końca chciałbym podziękować osobom które włożyły w ten konwent sporo pracy mianowicie ekipie z Bastionu. Lordzie, Andaralu, Yako, chylę przed wami czoło że się nie załamaliście i to dzięki waszemu zaangażowaniu odbyły się wszystkie punkty programu. Ricky - za to że nie poddałeś się oskarżeniom o oszustwo a także krytyce ze strony emilis.
Przejdę teraz to jednego z niewielu plusów konwentu. Otóż oficjalnie mogę ogłosić, że w przyszłym roku Żenada 2005 nie odbędzie się! Przedstawicielom dwóch głównych stron SW w Polsce udało się porozumieć co do organizacji profesjonalnego konwentu Coruscon w Warszawie na który ma zostać zaproszona gwiazda z zagranicy a w programie na 100% nie będzie zawodów na sali gimnastycznej o 1 w nocy czy też rzucania do kogoś śmieciami. Więcej nie ujawnię. Żenada 2004 zjednoczyła fanów. Szkoda tylko że musiało się to stać w takich okolicznościach. Osobiście, o tym że Żenada będzie totalną klapą wiedziałem już od spotkania w Pucku kiedy dowiedziałem się kim naprawdę jest Dan Falcon. Nie spodziewałem się natomiast że można tak spieprzyć konwent że zwyczajne spotkanie fanów w Warszawie na Polach Mokotowskich jest 100 razy lepsze.
Tym którzy byli na Żenadzie nie muszę nic mówić, tym którzy nie byli powiem jedno. PAJ to dno a Dan Falcon i emilis to ścierwa i prymitywy. Ludzie nie ufajcie im, podchodźcie do wszystkiego co mówią z rezerwą, miejcie na nich wyjebane.
P.S. Wszystkich którzy zastanawiają się nad zwrotem pieniędzy za Żenadę (dla zainteresowanych powiem tylko tyle, że są podstawy prawne - konsultowałem się z prawnikiem z rodziny) proszę o kontakt pod adresem mailowym vong@o2.pl
P.S.2 Tekst może być powielany i publikowany bez mojej wiedzy i zgody na każdej stronie Star Wars, tak żeby jak największa ilość fanów mogła się zapoznać z prawdziwym obliczem PAJ i Żenady 2004

vong@o2.pl




Tagi: Alderaan (5) Konwent (52) Relacja (297) Sosnowiec (5) Śląsk (28)
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.