Fandom

VII Lubelskie Spotkanie Fanów Star Wars - Raport

Cieszy się dziewczę koloru żółtego, gdy ma chłopaka - łba łysawego
Cieszy się chłopak wieku starczego, kiedy mu starcza i do pierwszego
Cieszy się Vader chłopak dość miły, kiedy czytuje, że się bawimy
Wiec, kto napisze te wszystkie wyrazy? Może ORlanO? On jest bez skazy!

[ ORlanO ]

„To, co? Robimy następne spotkanie nad zalewem?” rzekł ssak naczelny Vongiem zwany i poszedł na pielgrzymkę do Częstochowy. Ech ci yuuzhanie: kombinują, organizują, namawiają a jak co, do czego to ich nie ma. Ciekawe czy i takie kwiatki Kwiat Lubelskich Fanów i na Alderaanie odwali (oj odwalił odwalił ;) – Thon)? Kij z nim, może się nawróci na tej pielgrzymce? Tak czy siak chciałbym ogłosić miastu i światu, że piątego dnia miesiąca ósmego roku pańskiego dwa tysiące czwartego miało miejsce już nawet nie wiem, które z kolei spotkanie lubelskiej braci fanów Gwiezdnych Wojen (fanfary). Jako miejsce naszej pielgrzymki wybraliśmy chyba jedyną ostoję rekreacji w pobliżu Lublina, czyli Zalew Zemborzycki gdzie grasują sinice. Jako że pogoda nam nawet dopisywała lwia część parafian (Gith, KoZi i Ja) postanowiła dostać się tam nie dzięki uprzejmości MPK bądź komunikacji prywatnej, lecz licząc tylko na własne nogi i dwa koła scalone żelastwem wprawiane w ruch wcześniej wspomnianymi kończynami. Lubelska droga rowerowa rozciąga się nad perłą Lublina rzeką Bystrzycą, dzięki czemu od czasu do czasu wręcz upajaliśmy się zapachem wspaniałego syfu tam panującego, widokiem cukrowni oraz krów pasących się na łące i koni. Po dotarciu po około 30 minutach na miejsce spotkaliśmy innego naszego parafianina znanego jako Shonsu, który już od wczesnych godzin rannych zażywał kąpieli słonecznych nad zachmurzonym niebem wraz z dwójką nieznanych nam ziomków. Tam też zostało ustalone, że możemy się spodziewać niestety jeszcze maksymalnie tylko dwóch osób (reszta na wakacjach / pielgrzymkach / innych obowiązkach).

Jako że do wybicia godziny zero było jeszcze trochę czasu a Shonsu chciał jeszcze chwilę pobyć ze znajomymi rowerowa brać postanowiła, że wyjedzie naprzeciw tym, którzy jednak postanowili odwiedzić uroki zalewu. Przez jakąś blisko godzinkę staliśmy jak święte krowy (nie mylić z tymi pasącymi się na łące) i gadaliśmy o... Doom’ie 3 i coś tam przebąknęliśmy o Half-Life’ie 2. Gith słynący z anielskiej niemal cierpliwości wkurzył się i zapewne chcąc zaszpanować telefonem wysłał fefemesa do oczekiwanego przez nas Thona (obywatela miasta satelitarnego Świdnik). Okazało się, że niestety Thon nie obeznany z Lublinem (o wypraszam sobie, to przez lubelską komunikację – Thon) wysiadł nie na tym przystanku, co trzeba i resztę drogi drylował pieszo (a mówiliśmy, że będziemy na niego czekać - ech!). W pełnym już składzie skierowaliśmy się w kierunku znanego nam celu. Shonsu właśnie żegnał się ze znajomymi, więc bez żadnych komplikacji mogliśmy przystąpić do tego, co tygryski lubią najbardziej, czyli jedzenia na powietrzu.

Jednak przeżuwanie i popijanie nie jest takie fajne, jeżeli nie jest umilane tematami związanymi z naszą ukochaną sagą a zwłaszcza książkami z niej się wywodzącymi. Chwaliliśmy się mniej więcej ile każdy przeczytał, która jest super a która fe, dyskutowaliśmy troszkę o oczekiwanej z niestety sporymi obawami „Zemście Sithów” a Shonsu i KoZi znoowu gadali do siebie po Huttańsku. Nawet chwilowy deszczyk (a w Polskim Radiu mówili, że nad Lubelszczyzną będzie świeciło piękne słońce; może i było, ale chmury były w większości, więc pogoda była taka sobie) oraz niecenzuralne wyrazy rzucane przez pływających obok narciarzy wodnych nie przerywały nam tej miłej pogawędki. Pod nieobecność Xana Gith postanowił wreszcie zdradzić jakieś szczegóły na temat fan filmu, który jest tematem każdego naszego spotkania. Wygłodzeni wiadomości parafianie przyjęli te informacje z ogromną radością. Miała miejsce także dyskusja, jaką planetą z uniwersum Lucasa może być Lublin. Wysunięto dwie kandydatury: Kashyyyk oraz Nar Shada. W plebiscycie zwyciężył Kashyyyk. (aczkolwiek chyba jednak bedzie Nar Shadda, jako ze mamy tylko JEDNEGO przedstawiciela zamieszkujacej tam rasy, a poza tym NS o wiele bardziej pasuje to naszego zapupia :P - Gith) Czas nad wodą mijał nam miło i przyjemnie, lecz niestety wszystko, co dobre kiedyś się kończy. Postanowiliśmy jednak, że skoro czas nam tak miło mija i mamy wakacje a na następny dzień możemy sprowadzić jeszcze kilka osób spotkanie to będzie pierwszym dwudniowym LSFWS wracającym w swoim założeniu do pierwszego ponoć bardzo udanego (nie wiem, nie byłem, olałem) pierwszego spotkania. Tak też się stało.

Jako że robienie przypałów jest dosyć częsta czynnością w naszych kręgach a i zapewne spożyta przez 60% populacji fanów zupka z chmielu i jęczmienia zaczęła szumieć pod kopułami ich łbów towarzysze Shonsu oraz Thon w oczekiwaniu na autobus postanowili zabrać rower Githowi i postawić go do góry nogami na chodniku. Za ten trik kierowca zamknął im przed nosem drzwi (maja za swoje :P - Gith), ale chyba się jednak nad tymi rosomakami zlitował i jednak wpuścił do autobusu. A ja z Githem wróciłem do Centrum drogą rowerową czekając już na jutrzejszy dzień, dzień, który ludzkość zapamięta jako dzień premiery polskiej wersji Garfielda.

Nastał kolejny dzień powszedni. Wraz z pierwszym pianiem kura (10:45) pojawiłem się w EMPiKu gdzie znajdował się już KoZi i lustrował zawartość płyt. Nic ciekawego nie było, więc poszliśmy na komiksy (Garfield). Tak się nieszczęśliwie stało, że oba ćmule nie zauważyli będącej tuż obok nas naszej byłej towarzyszki spotkaniowej. Za wpadkę tą obaj z pokorą przepraszamy, pokutę odbyliśmy. Kolejno zaczęli pojawiać się Gith, Shonsu, Xan i Thon. Shonsu nawet chciał kupić sobie książkę pt „Opowieści z pałacu Jabby”, ale okazało się, że nie tylko nasz rząd ma pustki, ale i jego portfel też. Po tym udanym zakupie udaliśmy się do ustalonego lokalu po drodze zgarniając Emiel Regis’a. Na miejscu w bardzo klimatycznej, choć jak na mój gust zbyt ciemnej sali lokalu spotkał niektórych z nas szok: straszna drożyzna. Kogo było stać to sobie coś zamówił. Xan opowiedział nam znowu trochę na temat tworzonego fan filmu a raczej planów dotyczących sequela oraz naszego w nim udziału. Jako gwóźdź programu była zaplanowana sesja rpg dla większości pierwsza w życiu. Miała być, ale jakoś nam nie wyszła. Za to stworzyliśmy kolejny scenariusz na nowy fan film Xana. Brzmi on mniej więcej tak: po zniszczeniu Drugiej Gwiazdy Śmierci udaliśmy się na Endor. Tam byliśmy gonieni przez predatora. Spotkaliśmy braci Mario i przechodząc przez gwiezdne wrota znaleźliśmy się w Matrixie. Poza tym przeglądaliśmy stertę książek i komiksów o SW, z których pod koniec ułożyłem piramidkę. Humory dopisywały nam przez cały czas, ale niestety i tym razem musieliśmy się kiedyś rozstać. Gdzieś przed godziną 14 spotkanie zakończyło się. Każdy poszedł w swoim kierunku, ale Gith do ostatniej chwili nie wiedział czy aby zaraz go ktoś nie nawiedzi.

Uczestnicy: Orlano, Shonsu, Thon, KoZi, Gith.
W spotkaniu w Irish Pubie uczestniczyli również: Xan i Emiel Regis.

Galeria zdjęć



Tagi: Lublin (11) Relacja (298)
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.