Fandom

9. Lubelskie Spotkanie Fanów Gwiezdnych Wojen - anarchia i chaos

UWAGA! Wszystkie zawarte opinie w poniższym tekście są opiniami TYLKO autora tego tekstu. Wszelkie podobieństwa do wydarzeń rzeczywistych oraz obelgi jak najbardziej zamierzone. Serwis nie ponosi odpowiedzialności za zawarte w danym piśmie opinie.

Dzisiaj trochę inaczej, więcej przemyśleń i opinii okiem Nadwornego Pismaka, ale nadal bezczelnie. Miłej lektury - Nadworny Pismak ORlanO.

Cholera! Weź ty człowieku raz coś napisz i przedstaw to jakiejś szerszej grupie ludzi a okaże się, że nagle czeka na ciebie bardzo fajna i dająca dużo satysfakcji fucha, którą będziesz musiał piastować do [eee... nie, to nie przejdzie] śmierci. Jak ktoś mówi, że alkohol szkodzi to wie, co mówi. A zaczęło się do maleńkiego niewinnego kielonka napoju alkoholowego, którego nie zamówiłem a który został mi bezczelnie podrzucony. Lipa. Jeszcze baba kazała mi za ten syf bulić i to nie mało (nas klient, nas pan to gdzie?). Na szczęście nasz Ssak Naczelny znany bardziej jako Vong jest łebski Harry i szybko zażegnał zaistniały wtedy problem. Jako rekompensatę strat, jakie poniósł (i kilka innych osób) miałem za zadanie napisać raport z ów feralnego spotkania. Jako ze jestem sumienny robotę wykonałem w iście rekordowym tempie. I co? Mój dosyć charakterystyczny, ciężki, miejscami trochę chamski a głównie anty-polityczny styl spodobał się jak koperty lekarzom. Miło mi to słyszeć, ale uważam jednak, że po zmianach, jakie ostatnio zaszły w naszym środowisku trzymanie mojego monopolu jest wobec was nieuczciwe (a weź mi znajdź uczciwego monopolistę) a i styl, którym przemawiam może się wam kiedyś znudzić. Poza tym z powodów świąteczno - szkolnych ten raport jest na 99% ostatnim tekstem, jaki wyskrobałem w 2004 roku. Oddaje pióro, którym bazgrolę izachowuję tytuł I Nadwornego Pismaka LSFu. Niech inni też mają swoje pięć minut. Niech Moc i dobry słownik ortograficzny będą z Wami.

Jeżeli znajdujący się na górze strony wstęp nasuwa wam na myśl pytanie czy pisze wasz stary zgryźliwy ORlanO czy może przypadkiem pan Józek spod budki z piwem ubrany w kufajkę, beretke i peta między zębami przyjmujący codziennie w tych samych porach, czyli czarnych sztruksach odpowiadam, że trzymam się dobrze i wybrany ponownie większością głosów (jak na Białorusi) popełniam kolejny nie czytany i tak przez nikogo raport z naszych ukochanych Lubelskich Spotkań Fanów Gwiezdnych Wojen oznaczonych tym razem cyferką 9.

W dzisiejszym odcinku spotkamy śmiejącego się Gith'a kasującego posty, zdrabniającego Thon'a i parę naprawdę fajnych innych akcji, ale jak mawia Wołoszański nie uprzedzajmy faktów.

23. października 2004 roku był w pytę. Zaczął się wprost cudownie. Jak każdego ranka wstaje rano koło 11 i zaglądam przez okno. I co widzę? Samoobronę [buuuu!]. A tego dnia, co widzę - nic. Mgła przysłoniła lubelska kwaterę Leppera, czyli rozpoczęcie dnia najlepsze z możliwych. Czy tak pięknie rozpoczęty dzień mógł się nie udać? Jakby był zły to byśmy nie zorganizowali w tym dniu 9.
Lubelskiego Spotkania Fanów Gwiezdnych Wojen.

Tradycyjnie wybraliśmy sobie jakieś miejsce w centrum miasta, które służyło nam jako lotnisko, na którym się zbieraliśmy. Jako godzina zero było wyznaczone same południe. Gdy przybyłem na miejsce wraz z gestapo/matrix [niepotrzebne skreślić] Gith'em czekała na nas uśmiechnięta mańka Shonsu a obok trio Pieter, Wojtek oraz Radekas. Jak zwykle odczekaliśmy ustawowe kilka minut zanim zebrała się cała grupa, po czym zapieliśmy pasy i udaliśmy się z prędkością nadświetlną w kierunku lubelskiej starówki zbierając po drodze kolektywnie makulaturę w postaci ulotek. Zaparkowaliśmy ponownie jak na poprzednim LSFie "U szewca" gdzie szewc zabija szewca w cenie poniżej 20 pln.

Jak głosi nasza świecka tradycja zrobiliśmy znowu przemeblowanie w zajmowanym przez nas kącie. Na stołach wylądowały różne bajery, jakie z sobą przynieśliśmy między innymi książki, komiksy, miecze świetlne, breloczek Watto, "Wysokie obcasy", Trylogia na DVD sztuk dwie i pewnie coś jeszcze, ale mam sklerozę, więc nie pamiętam (na kogoś muszę zwalić). Mieliśmy uczyć się zasad sabaka, ale jakoś anarchia, jaka zapanowała na początku dobrze to uniemożliwiła (ciekawa jak będzie na nieoficjalnym spotkaniu, na którym BĘDZIECIE musieli się nauczyć w niego grać). Rinna przyprowadziła zapowiadane kilka dni wcześniej na HoloNecie koleżanki, które po krótkiej prezentacji (każda) nagradzane były gromkimi brawami jak na Lubelskim Spotkaniu Anonimowych Fanów Pół Litra. Później dziouchy zostały najdelikatniej mówiąc olane przez męskie szowinistyczne orangłupany. Dziewczyny też nas olały i bawiły się chyba nawet dobrze we własnej komunie. Z tego, co wiem nie gadały o błyszczykach tylko patrzyły się na pięknych, młodych, ynteligentnych i najfajniejszych z całej wsi chłopaków przed nimi.

Propos inteligencji, znaleźliśmy w "Wyborczej" kartę do Narodowego Testu Inteligencji 2004, na pytanie rzucone czy będziemy się testować Shonsu (zresztą słusznie) odpowiedział "po co się dołować".

Praktycznie przez pierwszą godzinę panował bezład i pewnie trwałoby to dłużej gdyby wśród nas nie pojawił się Ulubieniec Publiczności, Kwiat Lubelskich Fanów, Ssak Naczelny, Nasz Ulubiony Chłopiec Do Bicia, Ale W Głębi Duszy Jednak Lubiany (bynajmniej przeze mnie): Vong. Już samą swoją obecnością doprowadził do ładu i porządku. I w ten sposób anarchia, jaka narodziła się na początku w naszej garkuchni została zażegnana. Nastała era chaosu.

Gith (beta tester dodatku do SW: Galaxies) zwierzył nam się z ostatniego dokonania, jakie wysmażył na forum Galaxies, Ryco podzielił się recenzją Battlefront'a, a Vongu zagarnął mojego CD- Actiona z obszerna jak cholera zapowiedzią Knights Of The Old Republic - The Sith Lords. Zresztą pierwsi Rycerze Starej Republiki byli chyba głównym tematem tego odcinka. Wiecznie można było usłyszeć teksty typu: a co zrobiłeś w tej misji, a jakie jest zakończenie po..., mam takiego sprzęta, czy mi pójdzie, bla, bla, bla. Łoj, KOTOR raczej zdominował to spotkanie, co zresztą oznacza klasę tej gry. Ciekawe, jaka kolejna produkcja Ktoś Tam/LucasArts/Activision będzie tak gorąco przyjęta, że już prawie rok od premiery na PC będzie nadal na naszych ustach i to z takim zacięciem. Pewnie tylko Jedi Academy, ale to akurat był crap totalny. Szkoda tylko, że Revenge Of The Sith ze względu na to, że ukaże się tylko na konsole przemilczymy totalnie. Jeżeli LEM byłby chętny ufundować nam PS 2 / X-Box'a i te gry w przyszłości to jesteśmy chętni, kontakt z Thonem lub Vongiem.

Jako główny temat spotkania było zaplanowane szukanie baboli czy innych nieścisłości w książkach jak i filmach. Naszym ulubionym obiektem zainteresowania okazał się bohater poprzedniego Spotkania - Trylogia Thrawna i bynajmniej nie dlatego ze babol babola pogania tylko, że książki są super a Lucas jest fe bo na nie leje. Niby zainteresowanie było takie sobie, ale siła, z jaką zagorzała dyskusja można było nazwać tylko jednym: chaos. Każdy starał się przedstawić swój punkt widzenia na aktualny temat próbując przekrzyczeć innych. Zastanawia mnie tylko czy tłum ludzi oddzielający nas od personelu był tak duży, że nasze ryki były tłumione czy personel był głuchy (pewnie od nas).

Po zakończeniu lektury Vongu opowiedział nam o nowym wrogu, który może zagrozić naszej wyższości na tle regionalnych spotkań i jako wytrawny strateg przedstawił plan działania zapobiegający temu strasznemu zdarzeniu, jakie może mieć miejsce. Strategia była prosta i łatwa do przeprowadzenia znana pod kryptonimem "na chama".

Mimo że było to spotkanie fanów GW nie obce nam były i inne filmy. Gith ubrany z gestapowski płaszcz i siedzący jak Morfeusz z Matrixa sparodiował scenę, w której Morfeusz daje do wyboru dwie tabletki. Adaptacja Gith'a brzmiała mniej więcej tak: masz tu dwa czopki: czerwony i zielony. Jeżeli wybierzesz czerwony czopek i wsadzisz go sobie w (_!_) obudzisz się z ręka w nocniku, jeżeli zaś weźmiesz zielony wejdziesz w jeszcze większe ka-ka. Star Trek też został zmieszany z błotem. Ktoś z tłumu krzykną Star Trek jest do [tam gdzie się kończy kręgosłup] i dostał najgłośniejsze brawa w historii LSFu i to na stojaka.

Odbyła się prezentacja propozycji loga naszych spotkań w wspólnym wykonaniu moim i mojej brejdaczki. Kozik jakoś nie powalił ludzi na kolana, co mnie zresztą nie dziwi gdyż był wykonany dosyć kiepskimi kredkami. Ale pomysł był nawet fajny. Po kilku poprawkach, wykonaniu z lepszego surowca graficznego i dodaniu w tle naszej planety wyjdzie coś, co będzie miało ręce i kopytka. A kolor miecza będziemy głosować.

Xan puścił też (po cichu) trochę farby na temat ichniego fan filmu i nie jest to raczej informacja pozytywna. Na razie nie będę zdradzał tej wiadomości, ale jest tak jak z naszym rządem to znaczy źle i będzie jeszcze gorzej.

Paru delikwentów chyba z nudów albo nadpobudliwości postanowiło popsuć humor innym i zaczęła rzucać bezczelnie spoilerami dotyczącymi Epizodu 3. W momencie tym jakoś tych, którzy chcą być nieuświadomieni do 19. maja przyszłego roku błyskawicznie coś się rzuciło na uszy i trzymali je dokładnie zatkane palcami. Podejrzewam, że to al-Kaida testowała na nas jakąś nową wersję VongLika.

Cały czas bawiliśmy się dobrze i głośno, lecz po blisko 5-ciu godzinach siedzenia i ewakuacji bodaj dwójki z nas postanowiliśmy opuścić lokal. Zapłaciliśmy za rachunek, który tym razem wynosił 199 pln. Przymusowi ochotnicy po nagłej ewakuacji po słowach "trzeba to posprzątać" pograbili burdel, jaki tak zostawiliśmy. Gdy pozostali organizatorzy bawili się w MPO (Młodzież Po Ogólniaku) reszcie pawianów na skutek nagłego przyjęcia w swoje płuca dużych ilości świeżego powietrza już totalnie siadła psycha. Nagle złapała nas mania robienia durnych i totalnie pozbawionych jakiegoś sensu zdjęć. Sfotografowaliśmy nasze piękne buty (wyszliśmy w końcu od szewca), czy zrobiliśmy pamiątkowe, grupowe zdjęcie z prototypem R2-D2.

Stojące obok nas dziewoje tylko patrzyły się na nas jak na debili, którzy dopiero, co dali dyla z domku bez klamek. Nawet któraś była twarda a nie miętka i zadeklarowała się, że tych panów nie zna.

Po tych ekscesach wszyscy ładnie się pożegnaliśmy, przekazaliśmy sobie znak pokoju i udaliśmy się w kierunku nam pasującym, a ja z Githem to nawet na około.

Pierwotnie 9. odcinek naszej lubelskiej sagi miał się odbyć w jakiejś kawiarence internetowej ale wszystko szlag trafił, ale patrząc z perspektywy czasu problemy z organizacją okazały się naszym błogosławieństwem. W kafejce zapewne większość takich akcji raczej by nie miała miejsca i nie tylko, dlatego że nie wypada czy coś tylko każdy by wlepił ślepia w monitory i tylko patrzył czy zaraz go ktoś nie dojedzie mieczem świetlnym. W tej chwili całkowicie popieram tych, którzy uważają żebyśmy jednak więcej czasu spędzali gadając i poznając się. Szkoda tylko ze idzie zima i raczej będzie trudno o zorganizowanie czegoś w terenie jak miało to miejsce w sierpniu. Jeżeli taki klimat będzie się nam dalej utrzymywał i być może jeszcze ktoś się pojawi nowy w naszej szajce z głową pełna pomysłów to czekają nas długie i ciekawe spotkania czego sobie i Wam życzę.

Agenci chaosu (obsada dzisiejszego odcinka):
  1. Rinna
  2. Monika
  3. Tionna
  4. Navi
  5. ORlanO
  6. Xan
  7. KoZi
  8. Shonsu
  9. Seventh Son
  10. Emiel Regis
  11. Ryco
  12. Pieter
  13. Wojtek
  14. Matias Fey
  15. Thon
  16. Gith
  17. Radekas
  18. Anakin
  19. Vong
Ostatnia dwójka powinna mnie całować po ręcach, że o nich pamiętałem, nie było ich na liście płac.

Na stronie The Outer Rim można obejrzeć 39 zdjęć z tego spotkania.



Tagi: Lublin (11) Relacja (299)
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.