Fandom

Raport z I Spotkania Jeleniogórskich Fanów SW


Na początek trzeba powiedzieć, że organizowanie Tour de Pologne w dzień, w którym wiadomo, że jest Spotkanie Jeleniogórskich Fanów, to skandal! Nie można nigdzie dojechać, miasto jest sparaliżowane, przez co Misiek Ex Machina musiał całą drogę iść z buta (w pogardzie mając mrozy tnące oraz słońce – przyp. Misiek), a inni fani, którzy bardzo pragnęli przyjść, zostali przejechani przez peleton. Andrzej musiał ich pozbierać i schować do słoików, przez co się spóźnił (ale za to w piwnicy obok konfitur można oglądać piękną wystawę jeleniogórskich fanów SW – przyp. Andrzej).
Nasza historia rozpoczyna się jednak od początku, a dokładniej w momencie, w którym Misiek przybył na miejsce i zaczął rozkładać graty. Zacznijmy ją więc.

Osoby dramatu:
Misiek Ex Machina – mało znany yuuzhanin, przeciwnik NEJ i francuskich pierników
Andrzej z LO2 – przedstawiciel kształtującego się młodego fandomu
Pies – wyglądał, jak Ewok
Kelnerka – przyznała, że lubi swoją pracę
Inni, równie ważni:
Dorota z LO2 – solidaryzowała się z Ameryką, ale gdzie indziej
Pan Tomasz – fan Bolesława Prusa, który starł się z kolarzami (nie pamiętam – przyp. Kolarz)
Maciej z LO2 – czwarty z rosnącej rodziny fanów, zapomniał o spotkaniu
Wicek – przyjechał do Aladdin’s, bo myślał, że spotkanie jeleniogórskich fanów jest we Wrocławiu
Szuki – bardzo chciał przyjść
Abo – weteran jeleniogórskiego fandomu, który nie przyszedł, bo abonent ma wyłączoną linię telefoniczną
Fizyk – bo prosił, żeby go tu wpisać
Lord Sidious – który drogą iluminacji poznał wszystkie tajemnice Jeleniogórskiego Spotkania


No to się zaczęło. W sobotę, bo była akurat sobota, która była wyjątkowo przed niedzielą, a po piątku. Jeleniogórskie soboty są bardzo ruchliwe, więc różnie umiejscawiają się w tygodniu. Powiem więcej, nie tylko była to sobota, ale był też 11 września 2004. O 12:00 w Radiu Maryja była modlitwa za pomordowanych w zamachach terrorystycznych sprzed 3 lat. Misiek wraz z Andrzejem słuchali tego radia w pokoju i skupieniu.
O 12:35 Misiek poszedł do restauracji „Gencjana” w Cieplicach. Co ciekawe, nikt nie wie co ta nazwa ma wspólnego z „Gwiezdnymi Wojnami”. Fakt zaczyna się na „G”, ale kończy się na „A”. Jak wiadomo gencjana to inaczej smarowidło, maść albo nawet jodyna. (to takie zioło – przyp. Misiek) Cóż, od razu Yuuzhanami pachnie. Ale nic to, albowiem dawno, dawno temu tam mieściła się knajpa o nazwie „Alcatraz” – jak słynne więzienie w USA, które nie ma nic wspólnego z SW (podobnie, jak Aladdin’s – przyp. Misiek). O wyborze takiego, a nie innego miejsca spotkania zdecydował fakt, że Misiek chwali sobie tamtejsze (yuuzhańskie?) jedzenie.
O 14:00 był już jednak po obiedzie (serek pleśniowy polewany miodem) i zaczynał się martwić, że nikogo nie ma. To walnął sobie czwartego browca. Powoli zaczynało mu się kręcić w głowie, ale nic, pije dalej, piąty, szósty. A tu już 14:30. I sobie myśli, że Fizyk nie przyjechał, Szuki uciekł z miasta w obawie przed zemstą Sithów, a pies przypominający Ewoka nie był skory do rozmowy. Natomiast Andrzej z LO2 (nie mylić z Andrzejem Żyto) … Już Misiek miał na niego nabluzgać, aż tu nagle patrzy, a on pod drzwiami stoi. 3 stoliki na krzyż, a on się zgubił w tej knajpie. W dodatku przebrał się za Indianina – bo myślał, że to spotkanie dla neo-Apaczów. Do knajpy w końcu nie wszedł, bo obok była wystawa Solidarności. Musieliśmy drzwi wywalić i przeciąć mieczem świetlnym kustosza, ale co, wolno mu było. W końcu byli u siebie! Dalej, kamraci, bataliony naprzód, hajduk… Sorry, trochę mnie poniosło. Przepraszam, jeśli kogoś niektóre z słów obraziły. Nie ma jak to miodek, pitny jest najlepszy (Lord za dużo czasu spędza w towarzystwie Miśka – przyp. Andrzej) (Nieprawda, to wpływ Żyta – przyp. Misiek)
Cóż dobrze, że przyszedł Andrzej, bo nie trzeba pisać w raporcie, że spotkanie się nie udało. Udało się. Przynajmniej było fajnie dopóki Andrzej nie przyszedł. Tyle ludzi zainteresowanych Pełnomocnikiem, to nawet na Imperiadach jak przyjdzie Kompania nie ma…
Pogadali więc chwilę o trylogii, zastanawiając się czy pojawi się w niej Grievous. W końcu Grievous to jest gość, on normalnie to wszystkich wymiata. Lepszy niż cała trylogia z Mrocznym Widmem i Atakiem Glonów razem wzięte (to były słowa kelnerki – przyp. Misiek) Gdyby Salvatore dał go do Nowej Ery Jedi, to byłaby to seria super! (nie byłoby źle – przyp. Misiek) A tak bez Grievousa jest… jaka jest. Jak ktoś uważa inaczej, to zobaczymy, jakie są jego argumenty. Na forum batalia wrze tutaj – spróbujcie bronić Yuuzhan, no spróbujcie, nie bójcie się tego (Lord za dużo czasu spędza z Miśkiem – przyp. Andrzej) (A ty nie? – przyp. Lord) (nie – przyp. Andrzej)
Potem obgadaliśmy problemy książek SW w Jeleniej Górze. Niestety „Ścieżki Terroru” nie ma, pozostał tylko „Pełnomocnik Sprawiedliwości” i „Finalny Skok”. Dodatkowo można kupić jedynie jednego X-winga i jedną książkę z NEJ, ale nikt nie ma na to kasy (jak ktoś ma to niech mi wyśle na moje konto – misiek_z_lo2@poczta.onet.pl – przyp. Misiek). Andrzej miał pomysł, żeby stworzyć społeczną biblioteczkę publikacji gwiezdnowojennych, z której mogliby korzystać wszyscy fani. Jeleniogórscy oczywiście. Potem pograliśmy w Sabacca. Misiek wygrał dziesięć razy z Andrzejem, a gdy w końcu mu się udało wygrać, to skończyliśmy grę, bo się nudna zrobiła.
Potem pogadali o Epizodzie III. Andrzej miał nadzieję, że będzie dobry, a Misiek obawy, że zły. No cóż, Yuuzhan nie będzie. Ale z drugiej strony będzie Grievous, Zabójca Jedi. Ex Machina. (a ja i tak wiem, że to Jar Jar – przyp. Andrzej) Po drodze poszli na wystawę o Solidarności. Bardzo ładna była, ale mało starwarsowa.
Wywołała tylko ożywioną dyskusję na temat związków zawodowych w Gwiezdnych Wojnach, oraz spekulacje, jak wyglądały strajki robotnicze na Balmorrze. Ponadto panowie przedyskutowali kilka kwestii dotyczących Amidali, Leii i Campbella (kto to? – przyp. Andrzej), aż Misiek się zamotał i nie wiedział, gdzie góra, a gdzie dół (lepiej tak, niż nie wiedzieć, gdzie lewo a gdzie prawo – przyp. Misiek) (wypraszam sobie – przyp. Fizyk). Ponieważ Andrzej twardo obstawiał przy swoim, udowadniając, że Lucas to nie Campbell, ani tym bardziej Żyto, Misiek przeraził się jego stanowczym tonem i uciekł do domu przez wały przeciwpowodziowe. Andrzej stwierdził, że na pewno jego obecność przyniesie więcej korzyści gdziekolwiek indziej, ruszył w swoją stronę. Tym samym, ponieważ był ostatnim, który pozostał na placu boju, a była już późna noc, wolał nie ryzykować samotnej drogi do domu przez szczere pole, pełne koników polnych, Yuuzhan i czerwonej kapusty, obmyślając plan kolejnego spotkania, ale tym razem bez Miśka, bo on odstrasza ludzi (to prawda – przyp. Andrzej) (stanowczo dementuję pogłoski, jakobym był spokrewniony z Otasem – przyp. Misiek). I tak zakończyło się I Jeleniogórskie Spotkanie Fanów Gwiezdnych Wojen, pod patronatem Bastionu (tak? – przyp. Bastion).
Podobno kolejne się odbyły, ale Misiek o nich nie wiedział.
(następne spotkanie Jeleniogórskich fanów z udziałem Miśka będzie wkrótce. Może przyjdzie ktoś ciekawy, poza kelnerką – przyp. Andrzej)


Raport popełnił:
Lord Sidious

Przy konsultacjach z:
Miśkiem, Andrzejem i kelnerką


Tagi: Jelenia Góra (2) Relacja (298)
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.