Komiksy

Clone Wars, Volume 4: Light and Dark


Tytuł oryginału: Clone Wars, Volume 4:
Light and Dark

Autorzy: Randy Stradley, John Ostrander, Toms Giorello, Jan Duursema

Wydanie PL: brak
Wydanie USA: Dark Horse Comics, maj 2004
Liczba stron: 144



Recenzja Kypa Durrona

W przeciwieństwie do poprzednich które rozgrywały się na polach bitew i przedstawiały epickie i krwawe oblicze wojny, ten tom Clone Wars podejmuje temat polityki, szpiegostwa i zdrady. Głównymi bohaterami są przede wszystkim Quinlan Vos i Hrabia Dooku, któremu nareszcie poświęcono więcej miejsca. Na tę część cyklu czekałem ze szczególną niecierpliwością, głównie ze względu na postać Hrabiego i tematykę - brudnych kombinacji za kulisami wojny. Moje oczekiwania były wysokie i muszę przyznać że pan Ostrander nie zawiódł ich w najmniejszym stopniu. Light and Dark śmiało dorównuje temu co zaprezentowała pod względem politycznym Maska Kłamstw i Atak Klonów oczywiście biorąc poprawkę na to że jest to komiks więc operuje rysunkiem i kolorem a nie tekstem.

Śliski grunt jakim jest szpiegostwo i degeneracja jaką rozwija ono w ludziach którzy się nim zajmują jest przewodnim wątkiem. Quinlan Vos, mistrz Jedi który zawsze miał problemy z Ciemną Stroną, w przeciwieństwie do swoich kolegów nie bierze udziału w bitwach a zbiera informacje o wojskach Separatystów i rekrutuje siatki informatorów co służy sprawie Republiki. Nieświadomy jest tego że Hrabia Dooku dokładnie kontroluje jego poczynania poprzez Tookartiego który jest prawą ręką Vosa. Pewnego dnia gdy Vos sprzedaje tajne kody na Nar Shadda, pojawia się niespodziewanie Agen Kolar z bezpieczniakami i aresztuje go jako podwójnego agenta i zdrajcę... na polecenie Rady Jedi. Quinlan Vos ucieka i Kolar rusza za nim w pościg uliczkami Nar Shadda, dochodzi do pojedynku na miecze świetlne który Quin jako gorszy szermierz przegrywa, ale pojawia się hutt Aruk i żąda by Kolar opuścił Nar Shadda albo będzie raczej niepożądany dla Republiki "incydent dyplomatyczny". Kolar odlatuje na Coruscant ale razem z Khaleen, pochwyconą kochanką Vosa która trafia do więzienia . W międzyczasie Vos ulatnia się i morduje z zimną krwią zdrajcę Tookartiego co jest złowróżbnym znakiem na przyszłość, po czym przechodzi do obozu Separatystów. Na koniec okazuje się że wszystko to było tylko hucpą wymyśloną przez Radę Jedi, która chciała zinfiltrować wewnętrzny krąg hrabiego Dooku i musiała skonstruować wiarygodną legendę dla Quinlana, który w tym celu został zdyskredytowany przed Jedi i Republiką. Tholme zaproponował Vosa do tej roli, bo jego skoki na "little darkside" są dobrze znane i tylko on ma szansę przekonać Dooku że jest autentycznym uciekinierem. Muszę przyznać że zostałem wykiwany tym zwrotem akcji tym bardziej że Ostrander rozmieścił dezinformujące sugestie (sugerujące np że Vos także był cały czas szpiegiem Dooku) przez co czytelnik nie jest w stanie przewidzieć jaki będzie koniec. Moją uwagę zwrócił też Agen Kolar który dobrze oddaje psychikę ówczesnych Jedi (która przyczyniła się niewątpliwie do ich upadku). pierwszą jej cechą jest brak własnego myślenia i ślepe zapatrzenie w Radę, która musi siłą rzeczy popełniać błędy jak każdy inny organ i która od dawana jest manipulowana przez Palpatine... Kolar jak Obi-Wan właściwie nie myśli samodzielnie tylko opiera się na tym co usłyszy od Yody i innych mistrzów i to mu wystarczy - przypomina to postawę spotykaną w krajach schyłkowego komunizmu gdzie cały aparat rządzący był bierny i czekał na przewodnie decyzje strupieszałych starców w rodzaju Honeckera i Breżniewa. Zakon Jedi z Prequeli jest bardzo podobny poprzez swoje skostniene, przywiązanie do ceremoni i pustych filozoficznych formułek oraz tępienie niezależnego myślenia i przedsiebiorczości co musi się skończyć w tylko jeden sposób. Drugą cechą ówczesnych Jedi jest pompatyczna arogancja co widać w postawie Kolara wobec Aruka: mimo że rozmawia z przedstawicielem lokalnej władzy w obcym kraju, w którym na dodatek wywołał awanturę, to okazuje hardość i nawet jest gotowy do dalszej przemocy. Myślę że daje to naprawdę do myślenia - ale to jest jakby drugie dno bo pierwszoplanowa jest oczywiście bardzo dobrze skonstruowana intryga szpiegowska.

Przez następne strony bohaterką jest Aayla Secura (co jest logiczne bo gdzie pojawia się Quinlan tam też wcześniej czy później pojawia się Aayla - i odwrotnie) która jest teraz członkiem grupy uderzeniowej mającej wytropić piratów Konfederacji niszczących transporty Republiki przemierzające Koreliański Szlak Handlowy. Do grupy należą też Tholme, netianka Traa Saa, Kit Fisto i nie widziana od dawna Dark Woman. Z Tra Saa kontaktuje się senatorka z Devaronu Elsah'Sai'Moro która mówi jej że za rajdami stoi zdrajca w devaroniańskim rządzie ale zostaje w tym samym momencie zamordowana. Aayla, Tholme i Dark Woman udają się więc na Devaron do miasta Montellian Serat (znawcy EU od razu zauważą że jest to miasto znane z "Opowieści z Kantyny Mos Eisley" w którym Labria dokonał strasznej masakry w czasach Imperium - ot kolejne miłe odniesienie) by wytropić zdrajcę i znaleźć ukrytą bazę konfederatów. Dzięki sztuce bajeru zostają zakwaterowani w rezydencji sanatorki Sai'Malloc. Tholme i Dark Woman udają się do starej kopalni gdzie według informatorów ma być tajna baza ale okazuje się to być pułapką zastawioną przez Aurrę Sing która została wynajęta przez Sai'Malloc – agentkę Konfederacji. Aayla udaje się więc na ratunek... Cała fabuła posłużyła Ostranderowi do przedstawienia konfrontacji pomiędzy Aurrą i Aaylą co jest bardzo dobrym pomysłem, bo obie panienki mają zbliżone umiejętności i refleks. Aayli udaje się złamać psychicznie i pobić Aurrę która trafia do więzienia Oovo IV (znanego z gry "Podracer") i w ten sposób jej historia w EU wreszcie znajduje konkluzję (nareszcie ktoś tego dokonał, nigdy nie cierpiałem tej ochydnej punkówy). W międzyczasie Fisto i Tra Saa niszczą bazę Konfederatów dzięki informacjom które przekazała chwiejna Sai'Malloc, której jednak nie zdołało to ocalić przed karą śmierci. Rzeczą która znów bardzo rzuca się w oczy są schyłkowi Jedi i ich podejście do życia. Wygląda to tak jakby Jedi za wszelką cenę starali się unikać życia i jego naturalnych przejawów jak przyjaźń czy miłość. Widać to w reakcjach fanatycznej Dark Woman na objawy lekkiego uczucia rodzącego się międz Aaylą i Fisto, albo na hipokryzję Tholme i Tra Saa (którzy wmawiają sobie że łączy ich przyjaźń w czasie gdy mimowolna chemia między nimi jest dobrze widoczna) i później gdy Dark Woman wykłada dalsze dogmaty skostniałego zakonu. Moim zdaniem upadający Jedi poszli w kompletny ekstremizm, byle tylko uniknąć Ciemnej Strony (do której miłość i przyjaźń wcale nie muszą prowadzić).


Tak się zastanawiam czy ich postawa nie jest zaprzeczeniem bycia Jedi - bo Jedi nie kieruje się strachem, natomiast Yoda i jego banda, niewątpliwie wyeliminowali miłość, przyjaźń, naturę ze s t r a c h u przed ciemną stroną, który ich paraliżuje. Biedna Aayla żyje więc w nienormalnym, patologicznym środowisku kierującym się przesądami a nie rozumem. W czasie kiedy fabuła jest standardowa, właśnie ten wgląd w psychikę Jedi dał mi tutaj najwięcej do myślenia. A to że wszystko to były bzdury udowodnił Luke Skywalker i jego Nowi Jedi, którzy w przeciwieństwie do pokolenia Aayli, są pełni życia, pozytywnie nastawieni do rzeczywistości i nie unikają miłości ani życia społecznego - a wręcz przeciwnie traktują je jako źródło swej siły ( a nikt chyba nie wątpi że żonaty Corran Horn jest mądrzejszym Jedi niż Tholme czy Dark Woman). Ciekawe też czy przypadkiem to że Moc osłabła w schyłkowych Jedi nie było związane z faktem że ustawiali się oni w opozycji do natury (której Moc jest tworzywem i emanacją) co jasno wyłożył Windu w Shatterpoint. Tym bardziej że Jedi Skywalkera są o wiele potężniejsi i umięjętności Yody w porównaniu z nimi są po prostu nędzne (np Kyp Durron który siłą woli odwraca grawitację w systemie i niszczy yuuzhańską flotę, Streen który steruje procesami pogody na skalę planetarną albo Kyle Katarn który wyrzyna całe garnizony imperialne i wysadza gwiezdne niszczyciele) Zdziwiła mnie też obojętność Jedi na śmierć senator Sai'Malloc. To prawda że była zdrajczynią, ale na koniec przecież odwróciła się od mocodawców i tylko dzięki niej misja się powiodła - a Jedi mają obowiązek chronić życie, zwłaszcza że w Republice nikt dzisiaj nie jest święty. Sai'Malloc wydała mi się charakterem raczej niejednoznacznym w przeciwieństwie do mało inteligentnych „generałów Jedi” którzy nie widzą że Republika powoli zamienia się w organizm totalitarny.



Na następnych stronach śledzimy losy Quinlana po ucieczce z Nar Shadda i nareszcie mamy hrabiego Dooku. Quinlan stara się zgodnie z planem zdobyć zaufanie hrabiego, co nie przychodzi łatwo. Dooku jest przebiegły i ma na swoje usługi kilku innych upadłych jedi którzy walczą między sobą o jego względy i patrzą niechętnie na przybłędę. Vos wypełnia jego polecenia ale zbliża go to do ciemnej strony. Interakcja między hrabią i Quinlanem jest bardzo ciekawa. Komiks rzuca nieco światła na skomplikowaną osobowość Dooku: z jednej strony jest on zafascynowany potęgą Ciemnej Strony i coraz bardziej poddaje się jej wpływom co przejawia się w rosnącym zamiłowaniu do sadyzmu. Z drugiej, cały czas przezierają przez niego normalne ludzkie uczucia: rozczarowanie zdegenerowanymi czasami w których przyszło mu żyć, wstręt do zgniłej Republiki która sprzeniewierzyła się swoim ideałom i głęboka wiara że Jedi dzięki swoim nieludzkim zdolnościom mogliby naprawić ten stan rzeczy i wyrządzić przysługę społeczeństwu. Do tego dochodzi żal do Rady Jedi którą oskarża o spowodowanie śmierci Quigona, którego traktował jak syna. Wszystkie te uczucia są jak najbardziej autentyczne i widać że Dooku jest po prostu idealistą i w innej epoce na pewno nie przeszedłby na Ciemną Stronę. Jego ocena Zakonu Jedi jako skostniałego i zadufanego jest jak najbardziej słuszna i to w tym Zakonie leży wina za upadek Dooku - w końcu to Yoda i jego rada wmanewrowali swoją ignorancją Dooku w masakrę niewinnych Mandalorian na Gaalidran a potem odmówili mu nawet przeprosin i nakazali pokorę (co było powodem opuszczenia przez niego szeregów Jedi). Tak więc u Dooku wpływy Ciemnej Strony mieszają się z dyscypliną Mistrza Jedi i idealizmem który wydaje się jednak jakby silniejszy. Dooku bynajmniej nie traktuje swoich poglądów jako ozdoby - na Tibrin osobiście przeprowadza egzekucję krwawego tyrana Suribrana popieranego przez Republikę. Miliardy istot z całej galaktyki widzą w Dooku wybawiciela który odmieni ich los, również Quinlan Vos zaczyna być zafascynowany osobowością hrabiego. Byłem ciekaw jak zakończy się gra prowadzona przez Vosa i Ostrander znów mnie zaskoczył wplatając w to umiejętnie motyw Tinte i dzieciństwa Quinlana. Przejście Vosa na Ciemną Stronę przeprowadzone przez Dooku jest majstersztykiem przy którym kuszenie Luke przez Palpatine jest prymitywnym przedszkolnym wybiegiem. Dooku zaiste okazał się mistrzem gry, który przez cały czas doskonale zdawał sobie sprawę z tego kim Vos naprawdę jest i jaką rolę ma do odegrania – a także jakie słabe punkty posiada, a na dodatek okazał się człowiekiem posiadajacym rozległą wiedzę o sekretach innych. Dramatyzm chwili w której Dooku korumpuje Vosa a ten przysięga mu posłuszeństwo można porównać tylko do Szekspira. Ze wszystkich artystów starwarsowych Ostrander niewątpliwie najlepiej pojął wielkość inteligencji hrabiego. Myślę że gdyby to Dooku stał na czele Zakonu a nie Yoda (który wtedy nadawał się bardziej do prowadzenia przedszkola dla małych Jedi) i zarozumiały Mace, to plany Palpatine nigdy by się nie powiodły i Luke nie miałby właściwie czego naprawiać...


Mija 10 miesięcy i widzimy Quinlana Vosa na Korriban gdzie w starożytnym grobowcu zdobywa on , w stylu Indiany Jonesa, holokron Dartha Andeddu. Dooku uznaje że jest on gotowy do pierwszej poważnej misji i wysyła Vosa na Coruscant gdzie ma dokonać zabójstwa na kimś, kogo tożsamość na razie Dooku utrzymuje przed nim w tajemnicy. Ta finałowa część Light and Dark wydała mi się najbardziej niejasna i pokrętna, głównie dlatego że motywy hrabiego są nieznane. Wydaje się jakby prowadził on własną grę, niekoniecznie zgodną z tą którą prowadzi Palpatine. Dooku nawet rzuca sugestie Quinlanowi, że Republika jest pod kontrolą drugiego Sitha który ma wielkie wpływy w Senacie! Od tej pory obsesją Vosa staje się ustalenie tożsamości i zabicie owego drugiego Sitha (kto wie może to właśnie było intencją hrabiego). Dooku wydaje się zafascynowany Ciemną Stroną bardziej z powodów naukowych i daleko mu do fanatyzmu typowych wyznawców CSM. Z całego komiksu najbardziej zagadkowy jest dialog między Quinlanem i Dooku o relacji między Dooku i jego tajemniczym Mistrzem (Vos: If he’s the master, then so long as he lives, you will always be the apprentice. Dooku: When did I say I was Sith?). Wreszcie widzimy Quinlana na Coruscant gdzie szpieguje on na oficjalnym przyjęciu w senacie a wszystko obserwuje też Dooku za pomocą szpiegowskiej minikamery. Krótkie camea robią Bail Organa i młoda Mon Mothma a także kanclerz Palpatine z którym Vos wdaje się w dyskusję. W końcu Dooku wskazuje cel zabójstwa. Vos udaje się do luksusowego apartamentu w którym śpi ofiara strzeżona przez tępego whiphida K'krukha. Ostrander po raz kolejny zastosował dezinformację wobec swoich czytelników i przez chwilę wydawało mi się że Quinlan rzeczywiście zamierza zamordować samego Palpatine! To by pasowało do natury Dooku i jego dziwnego zachowania ale niestety ofiara okazała się kimś innym (chociaż Vos cały czas myślał że morduje Lorda Sithów). Na koniec mamy emocjonującą walkę w powietrzu Quinlana z K'krukhem spadających z wieżowca, co obserwują tłumy przechodniów. Quinlan okazuje się potężniejszy i ucieka w mroki Coruscant ale morderstwo z zimną krwią demaskuje go przed Radą jako faktycznego a nie fałszywego zdrajcę. Również Dooku zaczyna odnosić się do niego nieufnie bo wyczuwa że Vos nie pogrążył się do końca w Ciemną Stronę co było od niego wymagane.

Kilka słów o rysunku: Light and Dark w całości rysowała Jan Duursema, więc reklama właściwie nie byłaby konieczna, gdyby nie fakt że tym razem Jan przebiła samą siebie i jej sztuka sięga zenitu. Zwłaszcza pod względem subtelnej kolorystyki i sportretowania Dooku który wygląda lepiej niż w filmie. I chociaż najlepiej narysowanym komiksem w dziejach Star Wars będzie zawsze Last Stand on Jabiim Briana Chinga (a zaraz po nim Redemption Christiana Gossetta) to Light and Dark ma spokojnie trzecie miejsce i na pewno kiedyś znajdzie się w podręcznikach do historii sztuki...

Najbardziej podoba mi się jednak że Dooku doczekał się rozwinięcia i nie jest już taki enigmatyczny jak w AOTC. Moim zdaniem posunięcie Lucasa by włączyć do sagi Christophera Lee było genialne (uzupełnia się on poza tym ładnie z Peterem Cushingiem - Tarkinem i swoim wieloletnim partnerem na planie wielu horrorów) bo dzięki temu SW zyskały wampiryczną, złowrogą, roztaczającą arystokratyczną aurę postać, jednocześnie budzącą bardziej szacunek niż strach. Niestety EU nie poświęcało mu zbyt wiele uwagi mimo znaczenia jaki ma on jako lider Separatystów i najpotężniejszy Jedi po Yodzie. Powieści albo robiły to nieudolnie (seria Scholastic) albo nie robiły tego wcale (Shatterpoint, Cestus Deception, Medstar). Ostrander jednak naprawił to wszystko swoim naprawdę genialnym komiksem, po raz kolejny dowodząc że Dark Horse stoi kilka klas wyżej w rozwijaniu Expanded Universe niż Lucasbooks w którym szarogęsi się Sue Rostoni.


Listen to the Dark Side! (mądrości Dooku):

„All Jedi are my brothers and sisters.”

„The small and the petty always attempt to tear down those greater than themselves”

“It really is appalling how badly the Council has allowed dueling techniques to deteriorate.
No style. No elegance”

“There is power in the Dark Side to transform the galaxy.”

“The dark is stronger than the light. You feel it yourself”

“If the Jedi were to embrace the Dark Side, instead of fearing it, we could right what is wrong!”

“So. Your true colors are revealed at last!”

“This was Tholme’s plan, No doubt. He always did think himself more clever than he really is”.

“Your power can be amplified by tapping into ful power of the Force. Tap into the Dark Side,
Quinlan Vos; let it feed your abilities. Learn the truth.”

“Anger leads to hate and hate leads to power. Tap into that power.”

“Everything has gone exactly according to my plan. As everything else in these wars. It all plays into my hands. For the Dark Side is ascendant, and we will triumph.”

“Your eyes are opened; you see now. The power burns more brightly, stronger, on the Dark Side.
Despite what the Council has taught you, you now know the truth.”

“Through this holocron, I have access to the long dead wisdom of Darth Andeddu. The wisdom and power of the Sith. A dark Jedi is nothing compared to the power of the Sith.”

“This red crystal once powered Darth Andeddu’s lightsaber. Use it to power yours. You have earned this Quinlan Vos. Since coming to the Dark Side you have trained hard.”

Kyp Durron


Komiks ten to wydanie zbiorcze, które składa się z następujących tomów:

Jedi: Aayla Secura
Star Wars Republc #54: Jedi Fugitive (połączony z Aaylą Securą w jedną opowieść)
Jedi: Count Dooku
Star Wars Republic #63: Quinlan Vos Assassin



Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 9,53
Liczba: 15

Użytkownik Ocena Data
Master of the Force 10 2012-03-19 14:27:08
Carth Onasi 10 2008-11-20 19:42:18
Adhara 10 2008-05-11 16:13:00
Ri Rakhis 10 2007-07-20 00:18:38
masterYoda 10 2007-05-12 21:41:22
Otas 10 2005-10-05 11:22:03
Maximus 10 2005-09-25 14:56:55
Lord Sidious 10 2005-04-28 21:40:37
Imperator Darth Maul 10 2004-12-07 16:37:39
Radek 10 2004-11-20 22:13:43
Shedao Shai 10 2004-11-16 16:55:11
Kyp Durron 10 2004-11-14 21:25:56
hawaj27 9 2012-11-19 21:28:28
Wolf-trooper 7 2012-08-15 12:30:50
Sedun 7 2012-01-05 22:22:27

Tagi: Dark Horse Comics (593) Jan Duursema (60) John Ostrander (76) Randy Stradley (24) Republic (58) Tomas Giorello (17)

Komentarze (10)

Wyjątkowo subiektywna recenzja. Polemizowałbym z wieloma występującymi w niej tezami. Widać zdecydowanie większą sympatie do universum po OT niż tego przed. Przeszkadza mi też deprecjonowanie Jedi schyłku republiki, a zwłaszcza Yody, Mace'a Windu i Obi-Wana. Do tego ciężko się zgodzić ze stwierdzeniem, że Dooku był najsilniejszy Jedi po Yodzie, wątpliwe sądzę iż Windu zdecydowanie wyprzedza Hrabiego. Reasumując komiks faktycznie zapowiada się bardzo dobrze, recenzja też solidna, ale za dużo zawartych jest w niej kontrowersyjnych tez, jak chociażby ta, że Dooku lepiej przewodziłby zakonowi. Oraz zarzucanie Obi-Wanowi brak własnego myślenie i zarzucając mu owczy pęd za radą. Tak samo uważam, że sama rada też jest krytykowana za mocno, ale zgadzam się ze faktycznie później Palpatine miał na nią spory wpływ, ale wtedy go nie podejrzewali o drugie oblicze. Trochę się rozpisałem, ciekawe czy autor recenzji to przeczyta.

hahaha ... Dooku to moja ulubiona postać , więc ta pozycja była dla mnie obowiąskowa . Przypomniała mi jak wspaniałym jest dyplomatykiem i retorykiem :D A pozytywny całokształt komiksu dopełnia postać Vos'a :D

Komiksy z Vosem! Ta kreska! Te postacie! Te kolory! Te klimaty! Oł jea! Dychaaa! ;]

Eeee... To recenzja czy streszczenie? :)

Komiksy wymiataja. Fabuła dobrze zgrana i te rysunki... 10/10

O kurde! Komiksu nie czytałem (na razie będę miał tylko voluma 6-tego) ale recenzja jest doskonała. Coraz większym szacunkiem zaczynam darzyć Kypa:)

Jak pisze Kyp... po rzeziach na polach bitew powracamy do dalszej kontynuacji losów Vosa. Dla fanó Vosa komiks jest obowiązkowy.. również miłośnicy Dooko muszą go przeczytać ...a reszta??? .. reszta też musi bo komiks jest naprawdę świetny :)

Recenzja jest świetna! Nie mówiąc o samym komiksie, którego raczej się nie doczekamy w Polsce... Szkoda, bo Hrabia jak zawsze jest świetny...

Że niby co? A co ma robić darkside'owiec? Dawać zabawki? Przy okazji gratuluję Kypowi świetnej recenzji.

Dooku zabija ? coś tu nie pasuje

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.