Fandom

Raport z XI LSFSW

Był piękny grudniowy dzień. Od ostatniego spotkanie fanów Gwiezdnych Wojen w Lublinie minęło trochę czasu, wiec w sobotę 18 grudnia nadszedł czas na XI LSFSW. Jako, ze wcześniej wszystko zostało ustalone, o 11,15 Empik przeżył najazd ludzi rządnych Mocy. Co prawda było to tylko 10 osób, ale skoro mówi się, ze troje to już tłum, to dziesięciu można z całą pewnością uznać za prawdziwy desant.

Zbiórka w Empiku rozpoczęła się od grzebania w półkach z książkami oraz oglądania cieniutkiego komiksu SW, w którym błyszczała szczególnie Mara Jade. Zwłaszcza nasza lubelska Koz(i)a nie mogła wyjść z podziwu. Jednak czas szybko mijał i niestety musieliśmy zostawić Empik w tyle, ale my tam jeszcze wrócimy. Była już najwyższa pora aby udać się do naszego stałego miejsca spotkań, czyli Szewca. Po drodze spotkaliśmy prawdziwego Rycerza Jedi. Co prawda nie ruszał się i nie reagował, jednak na stwierdzenie „Niech Moc będzie z Tobą” odpowiedział wyraźnym uśmiechem, co może oznaczać tylko jedno: tajną misje. No ale nie mogliśmy spędzić z nim całego dnia, w końcu pub czekał. Niestety jak się okazało nie było to takie stale miejsce na jakie wyglądało. Odkryliśmy przerażający spisek! U Szewca nie było miejsca! Na szczęście mądre głowy od razu wpadły na pomyśl pójścia do konkurencji.

I w ten oto sposób znaleźliśmy się w Johnny Irish Pubie. Wyszukaliśmy piękne miejsce i zasiedliśmy. Po 15 minutach bezcelowych rozmów o wszystkim, władczy Gith zarządził otwarcie LSFSW. Rozpoczęło się od przedstawienia nowego człowieka w naszym stowarzyszeniu. Był nim Seba, który został ostro wypytany o szczegóły jego związku z Gwiezdnymi Wojnami. Następnie nadrobione zostały zaległości w wypytywaniu innych. Każdy musiał powiedzieć o swoich ulubionych światach, postaciach czy tematach muzycznych. W miedzy czasie Kozi otrzymał sekretna wiadomość od Damarcusa, dotycząca zbliżania się pojazdu Yuuzhanina. WtedyKozak wraz z Pietrasem postanowili opuścić pub i wyjść niebezpieczeństwu naprzeciw. Wrócili po kilkunastu minutach, razem z Damarcusem, który, jak na Yuuzhan Vonga przystało, okazał się rządnym krwi sadysta, gotowym zabić każdego kto wejdzie mu w drogę. Jednak na razie zaczęliśmy sabacca. Rozegraliśmy kilka rundek po czym nadeszła pora na pogaduszki o Sadze. Trzeba przyznać, ze tematy okazały się sukcesem, bo nie licząc dziwnych spojrzeń ludzi dookoła, wszyscy wzięli czynny udział w dyskusjach i doszliśmy do kilku ciekawych spostrzeżeń. Jednak topici wkrótce się wyczerpały i zapanował chaos. Podzieliliśmy się na grupki, z których każda gadała o czym innym. Shonsu, Kozi i ja zaczęliśmy rozważania na temat formy Interu Mediolan w obecnym jak i poprzednich sezonach, jednak szybko, pod groźba śmierci z rak Damarcusa, zostaliśmy uciszeni.Wielu z nas oglądało niezwykle interesujący film jaki leciał w TV. Fanom Batmana z cala pewnością by się podobał. Nadzorca Gith szybko zauważył rozgardiasz, jaki się utworzył i w kilka chwil zarządził ewakuacje do WDK. Z bólem serca zostawiliśmy nasze pieniądze i udaliśmy się we wspomniane wyżej miejsce. Nie obyło się jednak bez ofiar. W Irishu poległy moje rękawiczki. Niech połączą się z Mocą.

Po kilku minutach marszu dotarliśmy do Domu Kultury. 10 minut czekaliśmy na klucznika. Niektórzy spędzili ten owocny okres siedząc w wygodnych fotelach, inni pstrykali fotki na prawo i lewo. W tej dyscyplinie wybijał się zdecydowanie Shonsu, który zasłużył na przydomek, Aparatowego Predatora. Sztukę robienia zdjęć z zaskoczenia opracował do perfekcji. Jednak przyszedł czas na wejście do sali. Rozsiedliśmy się wygodnie, po czym Gith rozpoczął zmagania z DVD i telewizorem. Pojedynek był zaiste epicki, na szczęście wygrał go nasz nadworny Format Graficzny (przy niewielkiej pomocy władz WDK) i mogliśmy zacząć oglądanie Ataku Klonów. Każda próba odezwania się bez powodu, kończyła się celnym ciosem z rak Damarcusa. W ten sposób me biedne ramiona, bolą mnie do dzisiaj. Po filmie, większość z nas musiała się rozejść, zostali tylko najwytrwalsi. Nagroda dla nich było oglądanie wyciętych scen, prac montażowych czy ciekawego filmu dotyczącego kariery R2D2. Jednak zasób filmów skończył się szybko i nawet oni musieli w końcu opuścić WDK. Na ten okres, przypada szczyt Łowcy Shonsu, który upolował kilka iście zabawnych fotek. Do końca spotkania straszył tez Damarcus. Nic dziwnego, ze Yuuzhanie tak łatwo podbijali Galaktyke, kiedy mieli cala armie takich jak on. Ciarki przechodzą po plecach. Około godziny 19,20 każdy z nas rozszedł się w swoja stronę i XI Lubelskie Spotkanie Fanów Star Wars można było uznać za zakończone. Podsumowując, sobota była dniem pełnym wrażeń. Dowiedzieliśmy się kilku ciekawych rzeczy, a ja osobiście wyniosę z niego piękny spoiler dotyczący Hrabiego Dooku, za który uprzejmie dziękuje Shonsu. Teraz jednak nastanie kolejny miesiąc nudów i oczekiwania na kolejne, już XII LSFSW.

Thon


G A L E R I A



Tagi: Lublin (11) Relacja (297)
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.