Książki

Próba Tyrana

Autor: Michael P. Kube-McDowell
Orginalny tytuł: Tyrant`s Test
Wydanie PL: Amber 1999
Wydanie USA: Bantam Books 1996
Przekład: Maciej Szymański
Ilustracja na okładce: Drew Struzan
Stron: 352
Cena: 24,80 PLN
Druk: Cieszyńska Drukarnia Wydawnicza


Konflikt z Yevethami jest nieunikniony. Księżniczka Leia musi wypowiedzieć wojnę, chociaż ceną tego kroku może być życie przetrzymywanego przez wrogów Hana. Okręty Nowej Republiki wyruszają w głąb Gromady Koornacht. W decydującej bitwie o zwycięstwie rozstrzyga jednak nie potęga floty, lecz niewidzialna broń, którą włada Luke Skywalker...

Recenzja Jetha:
Trzecia cześć trylogii: Kryzys Czarnej Floty.

Wobec porwania Hana rada NR postanawia odsunąć od władzy Leię. Uważają że nie jest w stanie myśleć niezależnie. Tymczasem Nil Spar popełnia największy błąd w swej karierze. Zamieszcza w jednej ze stacji telewizyjnych dwudziesto minutowe nagranie, podczas którego pokazywał jak bił Hana Solo. Wydarzenie to spowodowało, że cała NR, którą dotychczas nie obchodziły okrutności Yavethów, wobec nieznanych im rasom, zażądała wojny z Yavethami. Dzień później, podczas wystąpienia przed senatem, Leia oznajmiła całej Nowej Republice, że pół godziny temu wypowiedziała wojnę Lidze Duskhańskiej. Przemówienie to było, później puszczane na wielu kanałach setek ras. Decydująca bitwa natomiast zbliża się bardzo szybko, ale tym razem o jej wyniku ma zdecydować, nie siła ognia nieprzyjaciela...

Gdy pisałem powyższy tekst, zastanawiałem się jak można zepsuć tak świetną fabułę? A można. Tak jak poprzednie książki, mimo niewielu błędów ta książka jest nudna. Autor znów napisał 100 stron za dużo, ale przecież zawsze można pominąć co dłuższe opisy.


Oficjalny wątek na Forum



Ocena końcowa
Ogólna ocena: 4/10
Klimat: 3/10
Rozmowy: 3/10
Opis świata SW: 4/10
Opis walk: 6/10



Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 6,83
Liczba: 42

Użytkownik Ocena Data
CaptainHanSolo 10 2012-05-25 11:44:35
Baca 10 2007-07-13 13:10:36
riddertje 10 2006-10-08 01:26:32
Artur 10 2005-09-04 18:11:20
Asturas 10 2004-11-07 14:21:51
Tsavong Anor 10 2004-10-27 15:28:25
LordBane 10 2004-05-11 22:03:04
Shedao Shai 9 2012-01-06 23:28:13
klaudunia 9 2009-02-09 10:44:47
Yodasw 9 2007-02-16 11:26:05
Solvar 9 2006-10-10 21:02:54
bmw830 8 2017-04-20 19:40:13
kangur 8 2016-07-25 23:05:45
rotkiw2001 8 2015-11-30 22:42:54
timosis 8 2015-01-06 15:23:15
Petru Kashin 8 2013-07-26 18:32:38
Stele 8 2012-11-12 16:37:47
Apokalips 8 2012-09-22 21:21:36
Oyabun 8 2012-08-01 13:57:51
Payback 7 2010-06-24 23:43:16
biofan 7 2009-03-25 22:09:53
Mroczna Jedi 7 2007-05-07 11:34:39
Alex Wolf 7 2007-03-20 16:56:58
Gavin 7 2004-10-15 20:44:04
Darth Radjo 6 2017-08-31 19:27:36
parasol 6 2015-12-19 18:15:41
Bakuś 6 2007-09-13 20:19:05
malakai 6 2007-03-24 01:08:45
kudlaty696 6 2005-08-17 12:50:46
Carno 6 2004-05-02 22:44:26
Nadiru Radena 5 2015-07-27 15:00:59
p4v 5 2013-04-01 00:19:21
Wolf Sazen 5 2011-01-08 12:57:04
Lord Sidious 5 2006-10-08 08:58:14
Mark Swayze 4 2015-10-30 18:27:31
Onoma 4 2015-07-05 01:08:01
Rusis 4 2009-08-19 18:36:00
Kyp Durron 3 2005-11-18 13:37:54
Adam Vader 3 2005-02-26 10:23:39
Freed 3 2004-05-29 22:12:08
JORUUS 3 2004-05-11 21:24:54
Jedi-Lord 2 2004-09-13 18:38:14

Tagi: Amber (199) Bantam Books (73) Drew Struzan (34) Maciej Szymański (10) Michael P. Kube-McDowell (3)

Komentarze (19)

Ostatni i najsłabszy tom trylogii "Kryzysu Czarnej Floty". Przypomina to mój zawód związany z zakończeniem innej serii, dokładnie taka sama sytuacja jak z "Akademią Jedi".

Człowiek liczy, że dostanie opis niesamowitej bitwy lub intryg, że wątek wagabundy przyniesie satysfakcjonującą odpowiedź, ale nic z tego się nie wydarzyło.

W końcu pojawia się Chewie, który wcześniej w ogóle został pominięty. Szkoda, że inni Jedi nie otrzymali okazji do pojawienia się, raz Streen jest wspominany. Ekipa Lando w końcu mozolnie przez całą książkę robi to, co wcześniej, ale przynajmniej widać pewien postęp, który zwieńczony jest sukcesem Lobota w nawiązaniu kontaktu wagabundą. Niestety, sam przylot na rodzinną planetę pojazdu jest zawodem. Po tak długiej historii czytelnikom wypadałoby opisać bardziej kulturę Quellich a nie zostawiać ich samych sobie. Mistrz Jedi, Luke Skywalker został wystrychnięty na dudka, nic tylko pogratulować takiemu Jedi, choć jak na tak słabą historię to całkiem znośnie została zakończona. Ostatni wątek, który był najlepszy w poprzednich tomach, czyli Leia i wojna z Yevethami kończy się oczywiście zwycięstwem Nowej Republiki, ale sam przebieg bitwy był daleki od oczekiwań. Iluzje? Mocno naciągane, jednak to, co mnie zaintrygowało to nauczenie się Luke'a podobnych iluzji na mniejszą skalę. Potrafił ukryć "Leniwca", zyskał pewną umiejętność Nurtu i zastanawia mnie czy później w EU gdzieś wykorzystuje te możliwości. Za pewien czas się dowiem, chociaż zakładam, że nie, ponieważ cała ta "moc" Fallanassich była naciągana (nie dość że można zniknąć z oczu, to jeszcze z radarów, a to wszystko siłą woli!). SW to nie jakaś bajka by takie pomysły przechodziły bez przymrużenia oka.

Klimat: 5/10
Rozmowy: 5/10
Opis świata SW 4/10
Ogólna ocena: 5

W poprzednim tomie zdecydowano się na wyraźny podział na trzy wątki. Teraz wyraźnie trzeba było to zebrać do kupy i nie wyszło to idealnie. Za katalizator robi Luke, czyli Jedi znów ratuje świat. Coś, od czego odwodzono go przez poprzednie części.
Od Luke'a najłatwiej chyba będzie zacząć ocenę. Już na początku dociera on wreszcie do Fallanasich. Po wstępnym pokazie ich siły, poznajemy przywódczynię, Wialu, babcię wiecznie chodzącą topless. Tak przynajmniej wynika z jedynego opisu jej wyglądu. :P
Potem wydaje się, że to wielka banda kłamców, a Akanah potrzebowała wyłącznie wsparcia i teraz ma w zasadzie dość utrzymywania relacji z Lukiem. Wszystko co z nim robiła (no oprócz Tego) i mówiła, to podpuszczanie i łgarstwo. Aby to wynagrodzić, jej sekciarki godzą się uratować dzień, w trakcie pokazując jeszcze większą potęgę i wiążąc rzucane w poprzednich tomach luźne wątki.
Luke znów odnajduje pewność siebie i chce być Wujkiem Dobrą Radą, czyli wracamy do standardu, od jakiego z pewnością zaczną. Przynajmniej mamy jednostronną spójność dzięki takiemu zabiegowi.
To, co najlepiej KMacowi wychodziło, to przedlucenowskie mistrzowanie w nawiązaniach i kreowanie ważnych dla czytelnika postaci w kilku zdaniach.
Do pierwszego zalicza się wzmianka o Cindel Towani z Ewoków oraz wątek Chewiego, gdzie pojawia się Salporin i pół obsady Holiday Special. I to nie tylko jako tło, tylko główni bohaterowie. Szturmowanie Intimidatora Sokołem okazało się mniej epicki, niż to pamiętałem, lecz nadal epickie. Wspomagająca Wookieech fallanaska psuje część efektu, jeszcze bardziej zwiększając ich moc i wpływ na fabułę. Śmiałem się za to z pomagającego im Draysona. Jednak nie wszyscy porzucili komodora, będącego nadal w polskim tłumaczeniu komandorem.
Do drugich zaliczają się historie Plata Mallara i Sila Sorannana. Plat zostaje przydzielony do pilotowania byle barki i podejmując własną inicjatywę ginie bezimiennie. Jego śmierć nie jest nijak opisana. Zostaje jedynie wymieniony wśród ofiar w zgiełku bitwy po ID myśliwca. Tragiczne i jednocześnie chyba najlepsze możliwe zakończenie historii ostatniego obywatela Polneye.
Sorannan tak dobitnego końca nie doznał. Czy jednak wyrównanie rachunków przez odwrócenie prologu i zakończenie istnienia Spaara w naszym wymiarze to mało? Oprócz retconu, nazywającego jego nazwiskiem EX-F w służbie Pellaeona, nic o jego dalszych losach nie wiadomo.
Wątek Leii niestety kończy się szybko. Po publicznym pokazie obijania twarzy Hana Solo, ucina ona debaty w senacie, wypowiadając wojnę Lidze Duskhańskiej i przyjmując nadzwyczajne uprawnienia na czas konfliktu, co wywołuje gromki aplauz w senacie i odsuwa w cień propozycje wotum nieufności. Czy nie to dostaliśmy potem w Ataku Klonów? Wykapana Lady Vader. :D
Gdy politycy wreszcie się zamykają, wojskowi ruszają do akcji. KMac od początku dość jasno prezentował swoje podejście do demokracji i autorytaryzmu z większą sympatią dla tego drugiego. Szkoda, że nie dostał nigdy kontraktu na coś z Mrocznych Czasach.
Zawsze mający rację wojskowi po tygodniu żegnają konflikt budowany przez poprzednie tomy. Flota NR, oczywiście przy wsparciu imperialnych Sorannana i Fallanasich, miażdży Yevethów. Finałowa bitwa jest słabo opisana. W takim trochę denningowym stylu niestety. Nie umywa się do wcześniejszej bitwy o stocznię Black 9, która miała niestety tradycyjną małą skalę. Doornik 319 udowodnił, że większe bitwy da się fajnie opisać, wiec dlaczego teraz tego nam nie dano w finale? Podsumowania kampanii też nam poskąpiono. Kilka zdań z "Cracken's Thrat Dossier" dałoby jeszcze kilka fajnych rozdziałów Leii, a tak w finale finału mamy Landa.
A Lando właściwie mało robi. Facet z głodu kompletnie ześwirował. Już Threepio więcej dla akcji znaczy.
Wagabunda w każdym razie ucieka z terytorium Protektoratu Prakithu, smażąc kilka okrętów pod drodze i wezwana przez Pakkpekatta, wraca nad Maltha Obex, czy raczej Brath Qella. Naukowcy znów nie wszystko się udaje i murzyna ratować musi Luke, stosujący sztuczki Fallanasich, który z pomocą Lobota dogaduje się z wagabundą, ktora wcale jajem nie była. ;) Finału tego wątku też nie pamiętałem i w sumie nie dziwota. Dość słaby był, po całkiem ciekawych przygodach po drodze. Przeżycie kolizji planety w księżycem? Jacyś Qelli dali radę, a Chewie nie? Zdecydowanie wolę, gdy Lando sam docieka prawdy i wygrzebuje się z króliczej nory, jak w "Myśloharfie Sharów", niż gdy majaczy z wycieńczenia i inni muszą go ratować.

Cała trylogia ma kilka ogromnych plusów, których próżno szukać w większości innych książek. Wspaniale opisuje mechanizmy polityczne i wojskowe. Zarówno knucia i plany, jak przemowy i potyczki.
Wprowadza wielu wyraźnych bohaterów drugoplanowych, scharakteryzowanych w kilku zdaniach, których historia często wciąga bardziej od wątku głównego.
Zawiera też pełno opisów życia codziennego odległej galaktyki.
Wad jednak też nie brakuje. Trzy główne wątki splecione są na siłę. Finał nie zadowala i momentami kuleje kompozycja. Z pewnością nie zasługują na redakcyjne noty sprzed dekady, ale do ideału wiele brakuje.

Tom trzeci otrzymuje ode mnie 8/10.

Wątek Landa... nie wiem co tu w ogóle robi?! Bezsensu. Reszta w miarę znośna.

Zdecydowanie najlepsza część trylogii. Po słabym tomie drugim autor musiał pozamykać wszystkie wątki i doprowadzić do nieuchronnego konfliktu. Znowu mam sytuację podobną jak w tomie pierwszym gdzie główne wątki się ze sobą przeplatają co jest zdecydowanie lepszym pomysłem niż ten z tomu drugiego. Wielkiej polityki jest niestety też mniej a sam konflikt można powiedzieć że nie satysfakcjonuje czytelnika. Na plus niewątpliwie zaliczyć należy powrót Chewiego i jego akcję odbijania Hana, która jest bardzo dynamiczna choć lekko w stylu M:I. Również Luke w końcu robi coś ciekawego i wraca do swoich obowiązków. Fallanasi to ciekawy pomysł na kolejną sektę Mocy, którą mam nadzieję że gdzieś kiedyś jeszcze rozwiną. 5/10.

Podsumowując całą trylogię to jest ona jednak dla mnie rozczarowaniem. Ciekawy pomysł na nowy konflikt został w dużej części zmarnowany przez autora. Zaprzepaszczona jak dla mnie została również szansa na większe rozwinięcie Yevethów, którzy wydają się przetarciem przed Yuuzhan Vongami, których cywilizacja jest opisana zdecydowanie lepiej. Nawiasem mówiąc nie dziwie się tym, którzy zaczynając czytać książki z SW od okresu Nowej Republiki nigdy już do nich nie wracają... Ocena całości: 4/10.

Nudna ale lepsza niż Tarcza Kłamstw 9/10

Tak jak poprzedni część trylogii , średnia 6/10

Całkiem fajna, akcja ciekawa, jak wspomniał Yodasw: Luke normalny. To raprem druga czy trzecia książka w której nie wkurzył mnie ani razu. Miejscami trochę przynudne, ale spoko.
7/10

wielu jej nie lubi, a ja daję 8,5/10. Niezwykle przyjemnie się czytało. Trochę głupi finał konfliktu z Yevethami - z dużej chmury mały deszcz ale ogólnie bardzo ciekawe.

Znakomita. W końcu Luke trochę normalnieje. Leia ponownie wraca w wielkim stylu - bardzo ładne przemówienie, tylko ja bym trochę w innym miejscu dał ten pomruk zdziwienia :P. Koniec wątku Landa - troszkę słabe, ale znośne. No i ratunek Wookiech. Śmieszny i oryginalny pomysł. 9/10

Nie no, gorszego zakończenia trylogii być nie mogło.Fragmentami czytało się przyjemnie dlatego 5/10

Ponownie 10 za wielką politykę.

najlepsza z całej trylogii Yevethów :D
Kozacka 8/10

autor raczył zakończyć wątki ze swoich poprzednich badziewi. Dobre fragmenty to te o Chewbacce ratującym Hana i Luke rozwiazujacym zagadke fallanasich. Reszta to nudy na pudy.

Dość fajny book, można przeczytać chociaż nie rewelacja. Chciałbym jeszcze dodać że zaczełem czytać "Maskę kłamstw", która jak wiadomo dzieje się w innym okresiei w ogóle. Porównując je dochodzę do wnioskiu że w trylogi czarnej floty nie ma klimatu rodem z Gwiezdnych Wojen i cała powieść jest taka jakaś "inna". Co prawda jest Skywalker i reszta, ale... moim zdaniem to przez ten głupi pomysł z nurtem. 6/10

Liczylem na wielkie BUM.... i okazalo sie ze imperialni wszystko popieprzyli. Jednym slowem zalamka, ale i tak w miare dobrze sie ja czytało. 5/10

W tej książce nie ma już podziału na części, ale nadal są w niej trzy główne wątki i dodatkowo jeden poboczny. Wreszcie powraca Chewbacca wraz ze swoim synem, gdy dowiadują się o porwaniu Hana wyruszają mu z pomocą – jest to bardzo ciekawa i dobrze napisana część książki. Luke i Akanah odnajdują wreszcie Fallanassich, jednak oni nie chcą brać udziału w wojnie i wspomóc NR swoim największym darem: sztuką iluzji. Lando i wyprawa są wciąż uwięzieni na pokładzie wagabundy, a ich zapasy już nie istnieją, jednak są jeszcze osoby, które chcą ich uratować – ten wątek jest bardzo wciągający i ja się przy nim wcale nie nudziłem, ale inni mogą mieć swoje zdanie. Trzeci wątek był jak zwykle najciekawszy, nadciąga ostateczna bitwa w wojnie z Yevethami, którzy oprócz Imperialnej floty dysponują wielką flotą własnych okrętów, bitwy o stocznie i planety są więcej niż dobrze napisane, wiele wątków jest kontynuowanych w tej książce o wiele lepiej niż w poprzedniej części: Tuketu i Malar, no i pomysł z Imperium jest genialny – świetnie się czyta, najlepsza część książki. No i nadszedł czas na podsumowanie cyklu: są to świetne książki, które obok trylogii Thrawna powinien znać każdy miłośnik SW, naprawdę polecam!

Durnjeszego Zakonczenia, tej straszliwie nudnej Seri juz nie moglo byc! DURNE !!!

3/10 i nie więcej

Ogólnie najwieksza pomyłka jest wątek tej ,,wagabundy"...Chyba tylko wątek tahiri jest nudnioejszy w całym EU...Ale i tak dam 6 bo najlepsza część cyklu wg mnie..

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.