Twórczość fanów

Gwiezdne Wojny Epizod III Zemsta Sithów: Koniec Jedi

Autor: Jedi Nadiru Radena




19 lat przed zniszczeniem Pierwszej Gwiazdy Śmierci
Oparte na wątkach z filmu Star Wars Episode III Revenge of the Sith


**********


Mroczne niebo Coruscant rozdarła na dwoje oślepiająca błyskawica. Jej blask naznaczył czarne wizjery hełmów szturmowców-klonów refleksami blado-niebieskiego światła, a grzmot na krótką chwilę zagłuszył rytmiczny tupot nóg żołnierzy Republiki Galaktycznej.
Dziesiątek. Setek. Tysięcy żołnierzy Republiki Galaktycznej.
Kamienne stopnie monumentalnych schodów Wielkiej Świątyni Jedi zalał ocean niezliczonych szeregów identycznych uzbrojonych postaci w błękitno-białych zbrojach.
Dziesiątek. Setek. Tysięcy uzbrojonych postaci w zbrojach.
Na ich czele szła inna postać, ubrana w szeroki, czarny płaszcz. Bohater bez Strachu. Kroczył po wielkich schodach nieustępliwym, stanowczym chodem. Ostatnia Nadzieja. Jego twarz zakrywała głęboka czerń kaptura, łagodnie opadającego na ramiona. Wybraniec. W jego prawej, niegdyś ludzkiej dłoni chłodnym blaskiem lśnił metalowy cylinder. Obrońca Światów.
Kolejna potężna błyskawica rozerwała chmurny nieboskłon Stolicy Galaktyki, ukazując na moment ściśnięte i nieprzejednane oblicze postaci kroczącej powoli na czele nieprzebranych szeregów żołnierzy Republiki.
Anakin Skywalker. Rycerz Jedi.
Na czele dziesiątek. Setek. Tysięcy żołnierzy Republiki Galaktycznej.
Naprzeciw Rycerzom Jedi.

Główna brama Świątyni Jedi otworzyła się cicho, nie stawiając żadnego oporu.
Błękitny błysk mignął w postaci świetlistego odbicia w czarnych wizjerach pierwszych szeregów klonów, a niewyraźna sylwetka ubrana w brązową tunikę bez życia runęła na ziemię.
Anakin Skywalker przestąpił bezgłowe ciało niczym przerażająca zjawa, a pierwsza linia klonów rozproszyła się za jego plecami, trzymając w dłoniach broń gotową do strzału. Broń gotową do wykonania najbardziej potwornego rozkazu w historii Znanej Galaktyki.
Głuchy odgłos butów stukających o gładko lśniącą posadzkę, wypełnił osnute mrokiem wnętrze wejściowego korytarza Świątyni Jedi. Anakin Skywalker – w przeciwieństwie do żołnierzy – nie rozglądał się. Wiedział gdzie idzie. Wiedział, co miał zrobić. Nie wahał się więc. Płonące ostrze błękitnego miecza świetlnego nadawało mu upiorny wygląd, lecz dla szturmowców-klonów nie miało to najmniejszego znaczenia.
Dla nich liczył się tylko ostateczny cel. Rozkaz. Nic więcej.
Z obu stron korytarza nagle pojawiły się światła. Nienaturalne świata. Dziesiątki, setki, jeżeli nie tysiące błękitnych błyskawic wyleciało na raz z luf karabinów blasterowych żołnierzy Republiki w daremnej próbie ich zgaszenia.
I gdyby nie było wśród nich Wybrańca, Bohatera bez Strachu, Obrońcy Światów, Ostatniej Nadziei zapewne ich atak byłby odparty, wielu żołnierzy-klonów pożegnałoby się z istnieniem, Rycerze Jedi wygraliby, a rozkaz nie zostałby wykonany.
Ale Anakin Skywalker był wśród nich.
Koniec Jedi był bliski.

ND-419 starannie wymierzył i beznamiętnie pociągnął za spust. Błękitny pocisk z łatwością rozdarł ciemności i zasłonę szmaragdowego ognia – jako jedyny uderzył dokładnie tam, gdzie miał uderzyć. Zielona klinga miecza świetlnego zgasła wraz z kruchym życiem jego właściciela. Rękojeść potoczyła się po kamiennej podłodze i zamarła.
Zanim ND-419 przykucnął i namierzył kolejny cel, ciało trafionego przezeń Jedi zostało rozerwane na strzępy dziesiątkami plazmowych wiązek. W ciągu jednej, krótkiej chwili kilkanaście strug energii zredukowało istnienie pełne życia do nic niewartej martwej materii.
ND-419 wystrzelił kilka serii i rzucił się do przodu, nie chcąc stracić z oczu upiornej sylwetki Skywalkera, poruszającego się w klatce przerażającego niebieskiego ognia. W momencie, gdy klon przeładowywał magazynek, Anakin Skywalker rzucił o najbliższą ścianę postać kilkunastoletniego Jedi i bez okazywania żadnych emocji, wbił świetlistą klingę swej broni w krtań innego ucznia. Rzucony o ścianę padawan w ułamku sekundy został zmasakrowany skoncentrowanym ogniem karabinów blasterowych zanim jeszcze rozpłaszczył się na podłodze. Kolejny padawan Jedi natarł na mordercę, wywijając na oślep ostrzem miecza świetlnego. Skywalker bez wysiłku zablokował rozpaczliwe ciosy i błyskawicznym ruchem nadgarstka pozbawił go prawego ramienia, jakby to była jakaś dziecinna zabawa.
ND-419 w mgnieniu oka doskoczył do leżącego na ziemi Jedi i natychmiast wycelował lufę karabinu w przeraźliwie wystraszoną twarz młodzieńca pozbawionego ręki. Wystarczyło już tylko pociągnąć za spust i zapomnieć.
Lecz klon zawahał się.
Nagle przed oczyma mignęły mu wspomnienia blisko trzyletniej służby u boku Jedi.
Wspomnienia wszystkich wygranych i przegranych bitew. Wspomnienia mieczy świetlnych ratujących go w ostatniej chwili przed nieuniknioną śmiercią. Wspomnienia radości i smutku, które przeżywał na równi z każdym Jedi. Wspomnienia wszystkich złych i dobrych rzeczy, związanych z Jedi. Wreszcie wspomnienia samych Jedi: odważnych, silnych i szlachetnych. Niezniszczalnych.
Aż do dziś.
Wszystkie wspomnienia wyparowały z umysłu ND-419 jak jezioro, na które skierowano coruscańskie zwierciadło orbitalne. Już przestały się liczyć – zastąpił je bowiem obowiązek wobec Wielkiego Kanclerza. Wobec Republiki.
Klon ostatni raz spojrzał w błagalne, pełne łez oczy padawana Jedi.
Strzelił.
Raz. Drugi. Trzeci.
Nie czuł złości. Nie czuł nienawiści. Nie czuł satysfakcji.
Nie czuł nic, naciskając na chłodny kawałek metalu, który był spustem jego broni.
Zabijał bez uczuć i emocji. Tak go wytrenowano. Takie miał rozkazy. Tylko one miały znaczenie. Tylko one się liczyły.
Takie było jego przeznaczenie – i jednocześnie przeznaczenie wszystkich klonów.
Miał zabijać i wypełniać rozkazy. Być lojalnym Wielkiemu Kanclerzowi i Republice. Niczego więcej od niego nie oczekiwano, a on odpłacał się tym samym. Litość nie miała więc znaczenia. Moralność i przyjaźń także.
Nic innego niż to, co zaprogramowano mu na Kamino.

Biegł. Mierzył. Strzelał. Zabijał.
Oddziały szturmowe prowadzone przez Anakina Skywalkera dotarły już do Wielkiej Sali, na każdym kroku siejąc zamęt i zniszczenie. Szlak, po którym stąpali, ścieliły dziesiątki potwornie okaleczonych ciał Rycerzy Jedi i ich niedoszłych zabójców. Nie było skrawka Świątyni, który nie nosiłby śladów śmiertelnej walki. Potężne filary podtrzymujące strop monumentalnej budowli, pokryte były dziwaczną mozaiką poczerniałych smug po blasterowych błyskawicach i płomienistych eksplozjach granatów udarowych. Podłoga, niegdyś czysta i wypolerowana na idealny błysk zaczerwieniła się kałużami krwi, wokół których, jak wyspy na morzu leżały stopione kawałki gładkiego marmuru, wyrwanego siłą z przydymionych ścian. Gdzieniegdzie niespokojnie tliły się płomienie żółtopomarańczowego ognia, obejmując swym piekielnym istnieniem pogięte szczątki białych pancerzy szturmowców-klonów i poszarpane szaty martwych obrońców Świątyni.
A noc jeszcze się nie skończyła.

Kurtyna błękitnego ognia runęła na kilku nastoletnich Jedi, skupionych wokół dorosłego Jedi ze złocistym mieczem świetlnym w kurczowo zaciśniętych dłoniach. Pomimo gigantycznej przewagi napastników, świetliste klingi zdołały odbić niebieskie strugi plazmy, a nawet część z nich skierować z powrotem.
ND-419 niemal wyczuł jak dwaj jego kompani tracą życie, trafieni w sam środek napierśników. Bez namysłu zrobił unik, schodząc z drogi upadającym ciałom. Żołnierz Republiki skupił całą uwagę na zlikwidowaniu ucznia Jedi najbardziej wysuniętego w lewo.
Trzy strzały w pierś. Jeden w nogę. Jeden w ramię. Dwa w głowę. Żaden nie trafił w cel. Wszystkie uderzyły ze świstem w szmaragdowe ostrze miecza świetlnego.
Niespodziewanie jeden z jego towarzyszy zdołał rzucić granat pod nogi padawana. Zmuszony do odrzucenia go potęgą Mocy, na moment odsłonił prawy bok.
ND-419 wystrzelił jeszcze raz.
Sekundę później Jedi już nie żył.
Ten sam los spotkał drugiego ucznia, gdy w półmroku Wielkiej Sali rozbłysła kolejna klinga miecza świetlnego. Jednym ruchem przepołowiła na pół filigranowe ciało rudowłosej uczennicy Jedi. W powietrzu rozległ się przepełniony bólem okrzyk „Scout!”, a naprzeciw mordercy stanął drugi padawan.
Nie zdołał nawet zaatakować. Skywalker z zimną krwią rozpłatał mu klatkę piersiową.
W chwilę potem przeznaczenie w postaci energetycznego ostrza dopadło dorosłego rycerza Jedi i pozostałych jego podopiecznych. Całość zwieńczyła lawina blasterowego ognia.
ND-419 podążał za Anakinem Skywalkerem niczym nierozłączny cień, aż do momentu, w którym wsiadł on do jednej z turbowind.
Od tej pory był tylko jednym z wielu klonów.
Jego karabin plunął ogniem w kierunku kolejnego celu, lecz tym razem żaden pocisk nie trafił. Ciemnoskóry, najwyżej dwunastoletni Jedi rozdwoił czaszkę jednego z klonów i wbił purpurowe ostrze w pierś drugiego, po to by chwilę później bez problemu sparować kilka błękitnych strzałów. Kiedy spostrzegł, że uwaga paru najbliższych żołnierzy zwróciła się dokładnie na niego, wystrzelił do przodu jak z procy i znalazł się niecały metr przed nieruchomą maską hełmu ND-419.
Klon błyskawicznie podniósł broń w górę i nacisnął na spust – jednakże ułamek sekundy przed chwilą, w której lufa jego karabinu stałaby na równi z obliczem Jedi, potężny kopniak uniósł go w powietrze, pozbawiając dechu.
ND-419 boleśnie upadł na okryte pancerzem plecy, wypuszczając z rąk broń. Jego ochronny hełm również grzmotnął o posadzkę i zleciał mu z głowy.
Jedi zamachnął się mieczem, by zakończyć żywot klona, lecz jedno krótkie spojrzenie brązowych oczu bezbronnego żołnierza spowodowało, iż padawan na jedną krytyczną chwilę zawahał się.
Kilkanaście błyskawic z dzikim jazgotem wżarło się w ciało ucznia Jedi. Ciemnoskóra postać zgięła się wpół i bezwładnie rozłożyła się obok ND-419, gubiąc broń.
Klon niepewnie spojrzał w bok.

Oto jak to jest być ND-419 – na zawsze.
Patrzysz w martwe oczy zabitego Jedi.
Początkowo widzisz jedynie zagrożenie. Wroga Republiki. Twojego wroga. Cel, który należy natychmiast zlikwidować.
Nic więcej.
Po chwili uświadamiasz sobie, że twój cel nie żyje. Nie jest już wrogiem Republiki – czy kiedykolwiek nim był? Nie jest już twoim wrogiem – zresztą nigdy nim nie był. Nie jest już nawet zagrożeniem – nie może nim być.
Marszczysz brwi.
Patrzysz w martwe oczy zabitego Jedi i dostrzegasz coś nowego.
Przeraża cię to.
Twój wróg. Wróg Republiki. Zagrożenie. Cel… jest…
Dzieckiem.
Sięgasz pamięcią w nieodległą przeszłość i widzisz siebie, celującego w bezbronnego Jedi.
Dziecko.
Gdybyś był normalnym człowiekiem, wiedziałbyś to od samego początku.
A tak… cały twój, ściśle ułożony świat… wszystko w co do tej pory wierzyłeś, przewraca się do góry nogami.
Nagle pojmujesz prawdę.
Jesteś mordercą.
I nic cię nie usprawiedliwia. Żadne szkolenie. Żadna lojalność. Żaden punkt widzenia. Żaden rozkaz.
Nic.
Kompletnie nic.
Oto jak to jest być ND-419.
Na zawsze.


Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 9,47
Liczba: 43

Użytkownik Ocena Data
Solo11 10 2012-07-22 23:41:36
Portalia 10 2012-04-30 16:09:34
CommanderWolffe 10 2012-02-08 12:25:42
amersu 10 2011-10-03 17:16:58
Jedi Knight Asdamk 10 2008-11-18 07:06:22
Lord Brakiss 10 2008-03-03 14:13:10
Ludwik 10 2007-12-25 20:45:55
Włóczykij 10 2007-05-14 19:40:29
Sangri 10 2006-12-09 23:20:47
Tenebres 10 2006-08-26 15:00:24
mgmto 10 2006-08-03 13:29:26
Pio 10 2006-05-10 15:29:23
Ssiruuvi 10 2006-05-02 00:20:11
Gurthang 10 2006-02-22 13:40:20
Sonne 10 2006-02-18 23:11:55
Piett 10 2006-01-23 16:10:12
Khameir Sarin 10 2005-11-26 18:52:17
Przybor 10 2005-11-25 16:36:37
Mel 10 2005-10-18 11:49:39
Tolk le Trene 10 2005-10-13 12:24:34
masterYoda 10 2005-10-08 14:46:48
ooryl 10 2005-10-04 16:14:05
Sel 10 2005-10-03 19:54:23
Zgreedo 10 2005-10-03 17:55:14
Hego Damask 10 2005-10-03 13:22:27
Krogulec 10 2005-10-03 12:47:00
Varen 10 2005-10-03 11:40:57
Bubi 10 2005-10-02 23:19:28
Master Yoda 10 2005-10-02 21:21:17
Burzol 10 2005-10-02 21:11:37
Vip`per 10 2005-10-02 19:29:17
Halcyon 10 2005-10-02 15:45:48
ekhm 9 2012-04-29 23:32:35
Carno 9 2006-11-15 10:25:11
Kasis 9 2006-03-23 12:49:58
LadyKenobi 9 2005-10-03 07:28:29
Toma 9 2005-10-02 17:52:10
Shedao Shai 9 2005-10-02 14:20:21
Lord Budziol 8 2012-03-12 11:19:43
Lankar 8 2009-04-21 15:23:00
Mefisto 8 2005-10-02 16:24:00
Talon Kurrdelebele 6 2006-01-09 16:18:33
Annia 3 2005-12-05 15:07:26

Tagi: Fanfik / opowiadanie (254)

Komentarze (56)

SUPER!!!
Nareszcie porządne opowiadanie o drugiej fazie order 66 (świątynia)!

Czytałem już dawno, na Jedi Order, a dzisiaj sobie odświeżyłem :) Genialne :D
10/10
(i te nawiązanie do Mrocznego Spotkania ^^)

Niiii no.... To jest po prostu iście BOMBOWE :D:D:D... Mooocna 10 :P

świetne opo. Naprawde. Nie czytałam Stovera, ale jestem przekonana że podobałoby mi się bez względu na jakieś podobieństwa... bardzo poruszające opowiadanie.

Wziąłeś na swoje barki temat, z którym 90 procent fan-ficowych pisarzy by sobie nie poradziło.... ale Tobie się udało :)
Świetny pomysł z przedstawieniem tego wszystkiego z punktu widzenia klona...To nie tylko krótka opowieść o wojowniku, ale właśnie o tym, jak ,,jest być klonem". Uświadamiasz tutaj wielu osobom, że klony tworzono w komarach spaarti, programowano je...ale tak anprawdę nigdy nie przestawali by tak naprawdę ludźmi.

A co do zakończenia ala Stover- też dobry pomysł, i nie wiem czemu niektórzy ( bedący jednak w zdecydowanej mniejszości ) zarzucali ci zwykłe ,,zerżnięcie" z tego świetnego autora. Od najlepszych trzeba sie uczyc, a tobie nauka idzie doskonale.

Dla mnie 9+

To opowiadanie jest bardzo dobre - i bardzo smutne :(. Świetnie odwzorowałeś najwiękrzą tragedię w historii republiki

Świetne, a to, że wzorujesz się na Stoverze to żadna wada. Wręcz przeciwnie. Mało kto tak potrafi, a Tobie to dobrze wychodzi 10/10

Wiesz co? przy czytaniu epizodu 3 sie popłakałam a konkretnie przy końcówce. A to opowiadanie jest piękne aż mi sie płakać chciało. jednak jakoś sie powstrzymałam. Naprawde super 10/10

Dobre, naprawde dobre!!!

Kocurowe!! dyszka.. troszke sciskajace w gardelku.. ;]

na końcu smutne i takie opowiadania lubie

Obłędne. full respect

ObiwanKenobi--> Najpierw piszesz, że dajesz 10, później, że 8. A najlepsze jest to, że nie wystawiłeś żadnej oceny...
Gdzie tu logika?

długie zakręcone ale mimo wszystko fajne no przy najmniej mi się podoba
8

Naprawdę dobre opowiadanie. I podoba mi się zabieg stylizacji na fragment nowelizacji "ROTS".
Daję 9/10 głównie przez zdanie
"Jej blask naznaczył czarne wizjery hełmów szturmowców-klonów refleksami blado-niebieskiego światła, a grzmot na krótką chwilę zagłuszył rytmiczny tupot nóg żołnierzy Republiki Galaktycznej."
Trochę za długie i zbyt zakręcone:P

dalem 10 tak na serio dobry styl i to co powinno to zawierac po prostu full!

To jest świetne!!! 10/10

Bardzo porzadnie odwalony kawalek roboty;] 10/10 n/c

Świetna opowieść Nadira!
Tak samo jak "Bitwa nad Coruscant".I styl Stovera...
10/10.

Zbyt pompatyczne, ale ciekawe

Pragnę tylko zaznaczyć, że nie "powinnaś", a "powinieneś".

Słabe. Za bardzo wzorowane na "Zemście..." Niejasne i pompatyczne. Jedynym plusem jest niezła stylistyka i brak literówek. Powinnaś się wiele nauczyć daję Ci 3/10

Widać , że masz talent pisarski. Gratuluję :)

10 tak mi sie podobało ze az mi sie przykro zrobiło i sie wzruszyłem.

SUPER!!! Świetnie przedstawiony Vader; nic nie mówi tylko zabija:(
10/10

Brdzo mi się podobał ten tekst.Troche wzruszający,trochę przejmujące.Super! Naprawdę bomba!!!

Brdzo przejmujący i ciekawy tekst.
Naprawdę bardzo mi się podobał.

Bardzo fajne.Bez problemu można by doczepić do nowelizacjii. Daje 10/10:)

zarobiaste :d
szkoda że nie ma żadnych rozmów ale i tak fajne

Ewidentnie można Cię porównać z Stoverem. Radze dalej rozwijać talent. Czekam na kolejne opowiadanie. Może coś poważniejszego :)?

Masz talent. Nie zmarnuj tego. Radzilbym zmierzyc sie z czyms poważniejszym. Może kolejna część Cyklu Star Wars... Daje mocne 10!!!

Pomysł jest super, tylko mam zastrzeżenia do odmiany ND, jak na mój gust za mało przeżył, aby nagle się nawracać, na początku i trochę później jest za dużo okresleń w pojedyńczych krótkich zdaniach to sprawia że akcja staje się jakby zatrzymana (wg mnie,oczywiście).Anii świetnie wypadł, nic nie mówił, ale tym bardziej jego postawa przypominała Vadera :) Nachodzi mnie też pewna refleksja, że Anakin nie był jeszcze tak zdeprawowany jak sugerują w książce, przecież chronił klony, a mógłby ich zostawić samym sobie, prawda?

choć dycha się należy, dam 9 :) co by Ci sodowa do głowy nie wpadła :P
i fakt... jak by GL o pokazał to już nic więcej nie musiał by kręcić ;)
jeszcze raz gratulejszyn.

Świetne daję 10. Wymyśl więcej takich opowiadań.:)

hmmm niezwykle jednek nie tak sobie wyobrażałam rzeż w świątyni jedi ;)
daję 9

Mocne! Tak jak dziesiątka, którą mam przyjemność postawić :)

Trochę przyomina Wiedźmina, ale super. Nie lubię tego momentu, ale samo opowadanie oceniam na 10

Świetne! Na pewno przewyższasz kilku pisarz sw. Daje 10 na zachętę do pisania więcej :)

Śliczne. Troszkę podchodzi pod Stovera, ale to bynajmniej nie jest wada. Czytając to miałam nadzieję, taką troche naiwną, że ND przestanie zabijać. Ale skoro nawet Cody nie zawahał się przed wykonaniem rozkazu 66...
A jeszcze gdy doszedł fragment ze śmiercią Scout i Whie, zrobiło mi się strasznie przykro.
Naprawdę dobra robota. Dałam mocną dziewiątkę.

Genialne opowiadanko. Takich rzeczy mi właśnie brakuje w normalnym SW. Przedstawienia wali z perspektywy zwykłych żołnierzy. MEF to jest bardzo logiczne z tymi magazynkami, to tak jakbyś wymieniał w pilocie zurzyte baterie tak oni wymieniaja wyczerpane ogniwa energetyczne które dla skrocenia określa się magazynkami tak jak w broni palnej.

Jak już pisałem gdzieś: dla mnie miodzio. To jest normalnie zaginiony rozdział z książki Stovera. Ciesze się, że ktoś go "znalazł" :).

Daję 9. Jakbym czytał Stovera! Dzięki za miłe chwile, które spędziłem przy tym opowiadaniu :)

nawet nawet.brakuje mi tam calego opisu nie tylko jednego zolnieza.dorze by bylo jak bys opisal do czasu jak anakin wrocil do padme przed odlatem na maustafar

Świetne opowiadanie. Naprawdę mi się podobało. Dobrze opisujesz postacie...

OK, thx za wyjaśnienie, choć nadal trochę dziwnie to brzmi przy tej broni :)

Ależ mają! Poczytaj X-Wing i Przewodnik po broni i technice SW.

nom, bardzo fajnie się czyta - ah, to by dopiero było, gdyby Lucas pokazał to tak, jak powyżej napisał Radena :)
Tylko jeden zgrzyt - blastery raczej nie mają magazynków ;)

świetne opowiadanie i bardzo widoczny styl Stovera, szczególnie pod koniec. Także zastanawiałem się czy pojawi się Scout i Whie...i tak się stało. Ich koniec naprawdę chwytał za serce...szczególnie po lekturze Yoda : Mroczne spotkanie...daję maksa.

rzeczywiście a'la Stover...w tym że ze wszystkich autorów starwarsowych opowieści ja najbardziej lubie styl Stovera :D ... genialne..może nie pasują tu troche te kolory mieczy ale to szczegół... 10/10

W gwoli ścisłości: jako, że opowiadanie dotyczy Zemsty Sithów, pomyślałem, że będzie dobrym pomysłem, jak podczepię się pod styl Stovera. Może faktycznie wygląda to nieco zbyt "nahalnie", no ale pasuje do powieści Stovera...

Dałem 9, mocną 9, gdyż i opowiadanie takie jest - bliskie "świetnemu". Czytało się bardzo przyjemnie; wciągnęło mnie - kupiłem to. Czytając, pomyślałem sobie: "a mógłby dać Scout i Whie'a, byłoby fajne nawiązanie...". I co mamy chwilkę później? Właśnie. :) Jedyną moją uwagą, jest dość nahalne naśladowanie stylu Stoverowskiego, szczególnie w ostatniej części ("oto jak jest być..."). Troszkę to zbyt nahalne, jak dla mnie, no ale jak już coś naśladować, to właśnie pana M.S. Czyź nie? Dlatego: bardzo ciekawa lektura, z czystym sercem polecam.

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.