Komiksy

To the Last Man

Tytuł oryginału: To the Last Man
Scenariusz: Welles Hartley
Rysunki: Davide Fabbri
Tusz: Christian Dalla Vecchia
Tłumaczenie: brak
Wydanie PL: brak
Wydanie USA: Dark Horse Comics 2004


Recenzja Lorda Sidiousa

Można przyjmować Imperialne poglądy, bo te są wygodne. Można nimi żyć, ale można tez być dobrym człowiekiem służącym Imperium i wszelkim istotom w galaktyce, najlepiej jak się potrafi. Takim człowiekiem jest Janek Sunber.

Na planecie Maridun poznajemy młodego, pełnego zapału oficera, Janeka Sunbera, który wiernie służy Imperium, któremu oddany jest sercem. Zależy mu na jego podwładnych, ale też interesuje go los istot, którym niosą oświecenie. Jego postępowanie budzi zarówno zazdrość i znienawidzenie ze strony kolegów, jak i podziw ze strony niektórych przełożonych. Tyle, że kampania na Maridun jest ciężka i dużo zmieni w życiu Janeka. Ale czy jego wiara w Imperium się utrzyma?

To doprawdy przedziwny komiks. Piękny, wzruszający i naiwny zarazem. Jego główny bohater, Janek od samego początku budzi sympatię, co z tego, że jest Imperialnym, co z tego że jest przeciw Sojuszowi Rebeliantów, skoro to naprawdę dobry człowiek, który nie ma zamiaru krzywdzić nikogo, a swą pozycję wykorzystuje by nieść dobro. Jego służba przypomina trochę to, co robili Jedi w galaktyce, stali na straży pokoju i sprawiedliwości, mniej więcej to samo uzurpuje sobie Imperium. Ale jak mu to wychodzi? Cóż jak ludziom, którzy są różni i mają różne cele.

Sam motyw Janeka to jedna część, druga to rozgrywki personalne wśród Imperialnych. Tu trzeba przyznać, że zostało to po mistrzowsku zrealizowane bo jak wszędzie mamy ludzi dobrych, oddanych swej pracy i złych, rządnych stanowisk i władzy, którzy pną się w górę po trupach. Tylko czemu ci drudzy są synonimem Imperium, a tych pierwszych nikt nie dostrzega?

Kolory w komiksie są niemrawe i trochę ubogie, ale w tym przypadku to nie jest minus. Dzięki takiemu obrazowaniu lepiej widać wyrazistość nowych postaci, to one nadają opowieści kolorytu, a kreska (zadawalająca i nic poza tym) służy tylko zilustrowaniu treści, a nie jej opowiedzeniu. Ta opowiada się sama.

Jest to jeden z tych komiksów obok, którego trudno przejść obojętnie. Po raz kolejny udowadnia się nam, że wszelkie sądy pokroju zły Sith, dobry Jedi lub zły Jedi i dobry Imperialny służą tylko mamieniu ludzi i przeciąganiu ich na jedną stronę. Każdy jeden przypadek jest indywidualny, tak jak indywidualny jest Janek Sunber. Imperialny. Dobry Imperialny.

Ocena końcowa
Ogólna ocena: 8/10
Klimat: 9/10
Rozmowy: 9/10
Rysunki: 6/10


Recenzja promila

To historia o Imperium. Ale nie takim jakim przedstawił je nam Lucas w swoich filmach - złym galaktycznym tyranem. To Imperium jest inne. Są tu dobrzy ludzie. Dobrzy żołnierze, z którymi można się identyfikować. Bohaterowie, których można naśladować, którzy swą postawą uczą co to odwaga, poświęcenie i honor.

Akcja tej opowieści rozgrywa się na pokrytej dżunglą planecie Maridun, gdzie oddział imperialnych żołnierzy ma za zadanie zbadać co się dzieje z jedną z górniczych osad. Jednak sprawy szybko się skomplikują gdy okaże się, że tubylcza ludność jest wrogo nastawiona, a sami żołnierze wpadną w pułapkę. Otoczeni, ranni, pozbawieni wsparcia, bez szans na ucieczkę. Co w takim wypadku można zrobić? Odpowiedź wydaje się być tylko jedna. Walczyć do ostatniego człowieka.

Głównym bohaterem jest tu młody porucznik piechoty o polsko brzmiącym imieniu, porucznik Janek Sunber. I tak jak każdy Janek, na przykład Żbik czy Kos, okazuje się być równym chłopakiem. Ciężko pracuje na swój sukces, potrafi podejmować trafne decyzje w trudnych sytuacjach, działa szybko, ale rozważnie, a jego strategia jest skuteczna. Wszystkie te cechy tworzą z niego dobrego przywódcę. Niestety są one również powodem niechęci niektórych przełożonych do jego osoby. Przełożonych, których zazdrość, przekonanie o własnej wyższości nad innymi oraz brak kwalifikacji mogą stać się przyczyną śmierci całego oddziału. Wszystko to możemy śledzić na tle głównej linii fabuły, którą niewątpliwie jest konfrontacja imperialnej piechoty z miejscowymi.

Scenarzysta Welles Hartley stopniowo i umiejętnie wprowadza nas w sam konflikt. Powoli buduje napięcie, gdy osamotnieni żołnierze zagłębiają się w nieprzyjazne terytorium. Nie domyślają się tak naprawdę jak wielkie niebezpieczeństwo im zagraża, do momentu, aż jest za późno. Taka sytuacja kojarzy mi się z filmami przedstawiającymi wojnę w Wietnamie gdzie niewielkie grupy marines walczą w nieprzebytej dżungli z wrogim sobie Wietkongiem lub westernami opowiadającymi o żołnierzach kawalerii osaczonymi przez Indian. Podobnie jak w tych przypadkach, tak i tutaj mamy do czynienia z narastającym uczuciem grozy i izolacji. Hartley wplata tu także inne wątki, które powodują, że całość fabuły coraz bardziej przyciąga. W ciekawy sposób przedstawia relacje oraz wszelkie animozje pomiędzy kadrą oficerską, a także prezentuje model wzorowego żołnierza na przykładzie naszego Janka. Chociaż akcja przeważnie skupia się wokół osoby głównego bohatera, to często możemy zobaczyć, że służba dla Imperatora nie jest lekka i wymaga wielu poświęceń. Wszystko to tworzy świetny klimat, który wciąga nas z każdą kolejną przeczytaną stroną.

Rysunek, którego autorem jest Davidé Fabbri, niestety nie wyróżnia się niczym szczególnym i brakuje mu trochę do wywarcia zachwytu. W tym wypadku nie jest to jednak wielkim zarzutem. Komiks od strony graficznej prezentuje się jak najbardziej przyzwoicie. Kreska jest prosta i jednocześnie bardzo czytelna. Kolory jednak miejscami wydają się być nieco blade, brakuje im intensywności przez co wszystko sprawia wrażenie ładnego, może nawet cukierkowego świata, gdzie dżungla jest mało mroczna, a błoto zbyt czyste. Trochę szkoda, że przy takim scenariuszu nie udało się wykrzesać tutaj czegoś lepszego, co spotęgowałoby nastrój i zapewniło większą spójność z przedstawionymi wydarzeniami. Nie zmienia to jednak faktu, że komiks wizualnie po prostu trzyma dobry poziom.

„To the Last Man” to z pewnością interesująca pozycja, po którą warto sięgnąć. Jednym z najciekawszych aspektów jest to, że ukazuje Imperium z zupełnie innej, do tej pory praktycznie nieznanej strony. Konflikt z Rebelią czy pomiędzy Jedi a Sithami, jest tak odległy, że nie odgrywa zupełnie żadnej roli. Tutaj mamy ludzi którzy potrafią podjąć heroiczną walkę. Wierzą w swoją sprawę i są gotowi wiele dla niej poświęcić. Swoją ofiarną postawą wzbudzają sympatię czytelnika, nawet jeśli jest on zagorzałym przeciwnikiem złowrogiego ustroju stworzonego przez Palpatine’a i wszystkiego co się z nim wiąże. Opowieść ta z pewnością plasuje się wśród najlepszych komiksów świata Star Wars i sądzę, że jest najlepszą historią z całej serii Empire. Obowiązkowa pozycja dla każdego fana gwiezdnej sagi lubiącego tę formę przekazu.




Ocena końcowa
Ogólna ocena: 8/10
Scenariusz: 9/10
Rysunki: 7/10
Okładki: 7/10



Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 9,25
Liczba: 8

Użytkownik Ocena Data
Ubi Dub Skubi Dub Kenubi 10 2016-04-16 18:52:50
Kasis 10 2012-01-31 10:45:10
Baca 10 2007-07-12 17:28:58
Piett 10 2006-11-07 20:14:52
Shedao Shai 10 2006-05-18 16:38:56
Dark Count 8 2016-10-20 17:26:59
Balav 8 2010-01-20 16:17:05
Lord Sidious 8 2006-05-02 23:12:57

Tagi: Dark Horse Comics (593) Davidé Fabbri (9) Empire (31) Welles Hartley (6)

Komentarze (4)

Nareszcie trochę więcej imperium w imperium. Z początku bardzo zapowiadało się na powielenie schematu "from rags to riches", ot młody, dzielny, nieskalany zbrodnią oficer "Janek" wspina się błyskawicznie po szczeblach imperialnej hierarchii, otoczony cynicznymi karierowiczami którzy niczym hieny wykorzystują pochodzenie, znajomości, korupcję i inne sztuczki by tylko podkładać mu kłody pod nogi.
Na szczęście komiks nie popada w te błędne koło. Polowa rzeczywistość brutalnie rewiduje wszelkie oczekiwania. Ostatecznie układziki zwyciężają, ale co ważniejsze - honory i wyróżnienia, czy przetrwanie ? W końcu cmentarze są pełne odznak. Janek wie co to poświęcenie, ale czasem nawet ono nie wystarcza.
Wielki plus za odejście od dogmatycznej polityki i położenie nacisku na wątek czysto personalny z iście batalistyczną scenografią. Brakowało mi tego ciężkiego klimatu od czasu najlepszych "Republiców". Scenariusz komiksu jest naprawdę dobrze rozpisany, na szczególną uwagę zasługują wszelkie opisy, bo same dialogi prezentują poziom trochę średni.
Ogromną wadą komiksu jest Davidé Fabbri. Tu już nawet nie chodzi o wykonanie rysunków, które wyglądają tak blado i kreskówkowo jakby były malowane dziecięcymi akwarelkami, tylko o sam styl, bo o ile do wojny starka może i pasuje, to tutaj jest nie na miejscu. Szkoda że okładka nie odzwierciedla treści.
Ale jako że przeczytałem wszystko jednym tchem, daję 8,5/10

A propos, Janek bardzo przypomina postać reżysera z segmentu "Cut" z "Three extremes". Przypadek, czy może Hartley jest fanem Chanwook Parka ? Nie wiem.

Jeden z najlepszych komiksów Star Wars. Świetna historia i porządne rysunki, znakomicie pokazujące uzbrojenie, artylerię i sceny walk.

Jeden z lepszych storyarców w serii Empire. Epicka opowieść opowiedziana z imperialnej perspektywy. Zdecydowanie warte uwagi.

We were Imperial soldiers...and young. Doskonała pozycja. Opowieść o jednej bitwie, nieistotnej dla historii galaktyki, ale jakże ważnej dla jej uczestników. Komiks ten udowadnia, że nie każdy oficer sił zbrojnych Imperium to krwawy siepacz, że po każdej ze stron konfliktu znajdują się porządni ludzie, tacy jak por. "Tank" Sunber i gen. Ziering, dbający o swoich podwładnych i myślących o czymś więcej niż tylko o kolejnych awansach i orderach. Szczególne brawa należą się Hartleyowi za mistrzowskie ukazanie starcia charakterów dwóch oficerów, Sunbera dla którego etos oficerski jest ważny oraz Gage'a - zwykłego karierowicza. Zakulisowe gierki imperialnych są jednym z największych plusów tej opowieści. Szkoda więc, że tak dobry scenariusz został zilustrowany średniej jakości rysunkami. 8/10

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.