Fandom

Relacja z Dagobah oczami bydgoszczanina

Kiedy zaczynałem to pisać nie sądziłem, że to tyle zajmie. Wiem, że mało z Was dobrnie do końca, ale mimo to życzę miłej lektury wszystkim czytelnikom.

Relacja z Dagobah oczyma bydgoszczanina


Kiedy tylko pojawiły się pierwsze informacje o nowym konwencie na zachód od naszego miasta od razu mała grupka fanów postanowiła nie odpuszczać taj szansy spotkania się z innymi wielbicielami sagi Lucasa. Co prawda trochę z nas zmieniało plany, ale trzon wyprawy pozostał niezmieniony od pierwszego wypadu do Kielc w zeszłym roku.


Dzień pierwszy

Mając do dyspozycji samochód oraz stosunkowo niewielką odległość do pokonania postanowiliśmy spotkać się w samo południe i zaraz po spakowaniu ruszyć tam gdzie słońce chowa się po dziennej wędrówce. Pierwsi dotarli fan_STAR_WARS wraz z Rajourneyem, niedługo po nich Long J.B. również zawitał na miejsce startowe. Po szybkim wrzuceniu wszystkich potrzebnych bardziej lub mniej bagaży ruszyliśmy przed siebie.

Po długiej i męczącej trasie dojechaliśmy na pierwszy postój. Wyczerpani siedzeniem w upale przez tyle ciągnących się jak godziny minut z rozkoszą wyprostowaliśmy nogi. Jak zwykle kroki całej naszej czwórki skierowały się do źródełka po zimne KejDżeje. Tak zaopatrzeni mogliśmy ruszyć dalej by pokonać pozostałe 229 z 230 kilometrowej trasy.

Droga jak to droga w Polsce. Częściowo wyremontowana pozwalała na dobrą jazdę wraz z dźwiękami „Number of the Beast” przez około połowę trasy. Później pełno dziur i wybojów skutecznie studziło zamiary kierowcy czerwonego 4-skrzydłowca... znaczy się 4-drzwiowca. Jadąc bez przerwy po trzech godzinach w końcu zobaczyliśmy tablicę z upragnionym napisem „Gorzów Wielkopolski”. W tym momencie przypomnieliśmy sobie o pierwszym braku w naszych bagażach. Nie mieliśmy ani adresu, ani dokładnej mapy miasta i tylko dzięki życzliwości mieszkańców po 30 minutach trafiliśmy na ulicę Teatralną. Taki długi czas wynikał raczej z trafienia prosto w godziny szczytu aniżeli błądzenia. Choć pierwsza młoda osoba spytana o dojazd zrobiła wielkie oczy, to pozostałe były w stanie odpowiednio nas kierować tudzież zawracać. Jedną z ostatnich atrakcji był na pewno czołg przewożony przez centrum miasta.

Po szczęśliwym dotarciu na parking przed teatr imienia J. Osterwy załatwiliśmy sprawy akredytacji. W tym miejscu wypada napisać o identyfikatorach, które zostały zastąpione Vaderkami. Sporo osób zarzuca brak widocznych nicków spowodowanych tym rozwiązaniem, ale mi ono przypadło do gustu. Główka jest porządnie wykonana i dzięki temu będzie dobrze przypominała o tych niecałych trzech dniach. Nicki na koszulkach to jednak był dobry pomysł, kto chciał nas odszukać nie miał z tym najmniejszych problemów. Co prawda za wiele tych osób nie było, ale i tak te napisy się przydały.

Mając koło 2 godzin do planowanego rozpoczęcia udaliśmy się na spacer po mieście. Tam natrafiliśmy na piątego członka BFSW czyli Ante Gregu, który zdążył już wcześniej przybyć do tego miasta. Wrażenia ze zwiedzania oczywiście pozytywne choć wadą centrum wydał się nam stosunkowo niewielki wybór jadłodajni. Nie można mieć jednak wszystkiego. Na pierwszy ogień wybraliśmy jakąś włoską restauracyjkę na uboczu. Za niewielkie pieniądze można było zjeść słusznych rozmiarów pizze lub makarony z przeróżnymi sosami. Pamiętając o zwycięstwie Włochów na mundialu każdy z nas zamówił to drugie.

Po powrocie ujrzeliśmy sporo znajomych nam już z poprzednich wyjazdów twarzy. Jak można było się spodziewać liczna grupka z Warszawy rzuciła się nam w ramiona już w bramie. Miejmy nadzieję, że Gorzów odwdzięczy się tym samym i licznie stawi się na tegorocznym „KurosKonie”.

Przed rozpoczęciem całej imprezy rozpakowaliśmy się, zaklepując sobie kluczowy pokój . Resztkę wolnego czasu wykorzystano w naszym przypadku na napój regeneracyjny. O 18.15 witaliśmy się już jednak z kolejnymi znajomymi i po strzeleniu kilku fotek zasiedliśmy w pięknej głównej sali teatru. Wybór tego miejsca na konwent był strzałem w 10-tkę. Naprawdę klimat udzielał się chyba wszystkim uczestnikom, pozwalając jeszcze lepiej zachować w pamięci miłe chwile oraz zapomnieć te złe. Pierwszą złą była obsuwa czasowa, która praktycznie towarzyszyła przez cały czas, a zaczęła się właśnie na uroczystym otwarciu. 40 minut na początek to jednak trochę dużo. Dobrze, że zarówno Jacewa a.k.a. „koszulki są po 10 zł” oraz Sizar byli przygotowani na tę chwilę i nieźle poradzili sobie na wstępie. Zaraz po tym mogliśmy obejrzeć Primaapriloswy żart, ale Bygdoszcz nie wytrzymała do końca uznając go raczej za mało ciekawy. Może końcówka była lepsza.

Chodząc trochę bez celu znowu trafiliśmy na napój regeneracyjny i w miłym towarzystwie czas szybko zleciał do planowanego rozpoczęcia budowy AT-AT. Na pytanie o nadzór oczywiście zgłoszeni zostali członkowie BFSW. Chcieliśmy tym samym zgarnąć całą chwalę za zbudowanie kolosa, jednakże okazało się to ponad siły konwentowiczów. Na początku olbrzymi entuzjazm pozwolił na wykonanie kilku elementów, ale brak odpowiednich narzędzi szybko zaczął go studzić, przez co tylko nieliczni pracowali przy nim. Może lepiej zaopatrzeni konstruktorzy byliby w stanie ukończyć to dzieło.

W tym samym czasie odbywały się już prezentacje i prelekcje. Niestety udało mi się wpaść tylko na dosłownie kilka minut na wystąpienie Miśka na temat Komiksów SW. Nie mogę się tym samym wypowiadać na temat ich treści, zostawiając to pozostałym uczestnikom. Krótko po zakończeniu fani tłumnie ruszyli do pubu „Piwnica”. Czas bardzo przyjemnie płynął aż do incydentu, który już chyba obiegł cały fandom. Nie ma sensu go w tym miejscu szeroko opisywać. Napiszę tylko dużą pochwalę dla trzeźwości umysłu Sizara oraz gorzowskiej policji. Dzięki ich postawie pokazano tym zwyrodnialcom miejsce na jakie zasługują.

A noc konwentowa jak to pierwsza noc. Najpierw okupowanie letniej sceny z próba pozbycia się negatywnych emocji. Później długie ...dyskusje w pokojach. Nikt chyba niczego innego nie oczekiwał. Żal nam tylko było biednej Marty, która została klucznikiem. W związku z tym praktycznie cały czas pozostawała na straży. Bardzo dobre wykonanie, całkowicie niewdzięcznej fuchy.


Dzień drugi

Całe szczęście, że parada miała rozpocząć się dopiero o 12. Do południa do chyba każdy zdążył siły zregenerować. Większość przybyła na miejsce znacznie wcześniej. Około 11.30 swoją obecnością paradę postanowił uświetnić tajemniczy Darth Kudłaty z elitarnej organizacji Legion KEK, zrzeszającej fanów Krypty Exara Kuna. Jego pojawienie w pełni profesjonalnym stroju wywołało nie lada poruszenie. W tym samym czasie Imperator Jacewa jakoś nie pamiętał by wspomnieć o koszulkach po 10 zł, ale można to tłumaczyć jego zaangażowaniem w formowanie parady. Tutaj znowu nastąpiły dwa zgrzyty. Po pierwsze 501 przybyło ze sporym opóźnieniem, zmuszając wszystkich na długie minuty czekania. Tak z kwadrans później przybyła w końcu policja i cała parada ruszyła ulicami miasta. Sama parada wyszła w moim mniemaniu bardzo dobrze. Również pokaz mody można zaliczyć do udanych. Różnorodność strojów i ich bogactwo w szczegóły na pewno imponowała. Największe wrażenie zrobiły na mnie dzieła Yang Obiego oraz Herba. Tusken zasłużenie wygrał w swojej konkurencji, a twórca kostiumu Anakina chyba nie chciał się bawić i pozbawiać pozostałych szans. By nie zostać źle zrozumianym – pozostałe stroje były bardzo dobre, jego praktycznie idealny.

Jak było do przewidzenie legionista Kudłaty zgarnął główną nagrodę w konkurencji najlepszy Droid. To, że miał strój Lorda Palthora jest raczej małym i nie znaczącym szczegółem. Pozostałe nagrody przypadły w udziale Paździochowi za czerwonego gwardzistę w kategorii „Best of the Best” , natomiast Jaro okazał się bezkonkurencyjny w kategorii „Best Character” w swoim machajkijowskim stroju.

Po powrocie mieliśmy chwilkę oddechu i zaraz trzeba było lecieć na prezentację Miagiego o ulicy Obi-Wana Kanobiego. Na CC jakoś ją ominąłem więc teraz postanowiłem wysłuchać jej w całości. W gruncie rzeczy nie dowiedziałem się wiele nowego, sąsiedztwo naszych miast zobowiązuje do wyszukiwania nowinek, ale sprawne prowadzenie pozwoliło w przyjemności spędzić ten czas.

Po niecałej godzinie większość osób przeniosła się piętro wyżej gdzie było uroczyste otwarcie galerii z fanartami. Po przecięciu wstęgi przez dwie fanki oraz kolejnej udanej przemowie Sizara mogliśmy podziwiać prawdziwe arcydzieła. I nie pisze tak dlatego, że swoją tematyką dotyczyły gwiezdnych wojen. Cała czwórka czyli Paulina, Aleksandra, Tomek oraz Robert pokazali, że posiadają wielki talent i potrafią go wykorzystać. Osobiście najbardziej urzekły mnie prace Pauliny. Cudownie dobrane kolory, zero wzorowania się na znanych wszystkim ujęciach z filmów czy komiksów oraz niesamowity dynamizm znacznej części to cechy które można przypisać tym dziełom. W Internecie można natrafić na zdjęcia prawie wszystkich prac, ale w moim odczuciu nie oddają nawet w połowie uczuć podziwiającego je na żywo. Podobnie ze zdjęciami robionymi moim aparatem. Duże brawa dla organizatorów za pomysł i autorów za chęć podzielenia się pracami. Szkoda, że tylko 4 osoby to zrobiły. Naprawdę warto było zatrzymać się w tej części budynku na dłuższą chwilę i pozwolić nacieszyć się oczom.

Godzinę później rozpoczął się konkurs na najlepsze rodzime fanwideo o tematyce Star Wars. W kategorii Najlepsza etiuda wystąpiły filmy „Żarówka” „Krypta Exara Kuna” oraz dzieło Gorzowian o tytule, który wyleciał mi z głowy. Natomiast o drugą nagrodę walczyło już więcej pozycji. Chęć na „Uśmiech Jar-Jara” za najlepszy zwiastun miały w sumie 4 pozycje: „Kuszenie Ciemnej Strony Mocy” , trailer 1, trailer 2 Krypty oraz będący tego dnia pierwszym publicznym pokazem „Powrót Krypty”. Wszystkie dzieła Dark Side Films zostały oczywiście zgłoszone przez Legion KEK. Po długich obradach werdykt trzyosobowego jury wybrał na najlepszy polski fanfilm „Kryptę Exara Kuna” oraz jednocześnie „Powrót Krypty” został zwycięzcą w swojej kategorii.

Przedostatnim punktem w którym uczestniczyłem tego dnia była prelekcja Staszka „Szybki jest” Mąderka. Jak zwykle w humorystyczny sposób przedstawił nam swoje dzieła oraz w przyspieszonym tempie pokazał ideę ich tworzenia. Oczywiście część prezentacji pokryła się z wystąpieniem na CC rok temu, ale chyba nikt nie miał tego za złe. Nie da się przecież prowadzić za każdym razem zupełnie innej prelekcji.

Dając sobie odpocząć po 5 pełnych wrażeń godzinach trzeba było zrezygnować z oglądania prezentacji 501. Kogo zresztą obchodzą „Imperialne Psy”. Takie chwile można było dużo lepiej spożytkować na terenie konwentu. Bardziej żałowałem opuszczenia prelekcji na małej scenie, no ale nie samymi wystąpieniami fan żyje.

Na letniej scenie odbywał się w tym czasie spektakl teatralny „Zadyma u Siudyma”. Ogrom ludzi chcących zobaczyć lubianego przez niektórych aktora znacznie ograniczył dostęp do tego widowiska. Choć z tego co słyszałem to dobrze zrobiłem odpuszczając je sobie.

O 22 natomiast rozpoczął się ostatni punkt programu zatytułowany „Spadkobiercy Mocy”. Trochę niestety spóźniliśmy się na niego, ale ostanie 10 minut i tak zrobiło pozytywne wrażenie na widzach. Kolejna zaleta urządzenia konwentu na terenie teatru. Przygotowanie czegoś takiego w sali gimnastycznej na pewno nie zrobiłoby takiego efektu. Duże brawa dla wszystkich aktorów oraz reżysera tego punktu.

Noc podobnie jak pierwsza nie różniła się zbytnio od innych nocy konwentowych. Powiem tylko, że w końcu BFSW znalazł regionalne piwo i było ono całkiem dobre. Szkoda, ze nie zrobiliśmy zapasów wyjeżdżając dnia następnego.


Dzień trzeci

Dzień ostatni miał się rozpocząć turniejem TCG o 9, ale pomysł by składać talie na 3 minuty przed turniejem szybko upadł na korzyść dodatkowych minut snu. Lokacja miejsca uniemożliwiła niestety sporej części osób przebywanie do samego końca. Już o 6 rano spora cześć uczestników zaczęła masowo opuszczać Gorzów. Najpierw warszawiacy, później chyba wrocławianie – chyba nie bić jeśli się pomyliłem – udali się w podróż do domu.

Tuż po 10 rozpoczął się początek końca czyli kalambury. Bardzo ciekawe zasady gry prowadzonej przez Sizara dostarczyły sporo śmiechu. Reguł oczywiście nie zdradzę tutaj, będzie to taka mała niespodzianka na przyszły rok. Nagrodami były za to ekskluzywne figurki podarowane przez Gluja. W swoim imieniu oraz pozostałych obdarowanych aż chce się powiedzieć: „dzięki”.

Po rozdaniu miłych upominków nastąpiło przypomnienie sobie dwóch poprzednich dni. Za sprawą Sizara mogliśmy na świeżo obejrzeć zdjęcia robione na konwencie. W Internecie cześć z nich już została opublikowana, ale niestety spora część zaginęła. Jednym z takich pechowych zdjęć jest fotka Lorda Kudłatego podczas konkursu strojów „Moda z odległej Galaktyki”. Trzeba Wam wiedzieć czytelnicy, że pojawienie się tej postaci na zdjęciach wzbudzało nie mniejszy aplauz niż gdy pojawiła się po raz pierwszy dzień wcześniej. W samej prezentacji jednak czegoś brakowało - najbardziej to zdjęć całej parady, gdyż fotek 501 było tak około 90%, może trochę więcej. Dopiero po ich wystąpieniu jakby dostrzeżono pozostałych uczestników. W tym wypadku osoba odpowiedzialna za zdjęcia nie stanęła na wysokości zadania. Dużo większe wrażenia zrobiły zdjęcia ze „Spadkobierców Mocy”, choć i tak nie oddają tego co mogliśmy oglądać w sobotę. Tak to niestety jest, że prosty obraz nie może zastąpić pełnych doznań.

Cały plan tego dnia był tworzony na bieżąco, dzięki temu mała grupka osób, która pozostała mogła zaliczać te punkty na których im najbardziej zależało. Zaraz po łamigłówkach słownych 5 drużyn stanęło do walki na turnieju wiedzy z sagi. To, że BFSW w składzie fan_STAR_WARS, Long J.B. oraz Rajourney zdobyło pierwsze miejsce jest chyba oczywiste?

Os tanią atrakcją był LARP z elementami podchodów, albo podchody z elementami LARPa, to już zależy od punktu patrzenia. Historia opowiadała o dzielnym rebeliancie, który pokonał złych sługusów Imperatora. Oczywiście najciekawszą konkurencją był labirynt. Jeden z członków drużyny mając zasłonięte oczy musiał przejść przez niebezpieczny szlak słuchając się tylko porad pozostałej dwójki. Na rozdaniu nagród z wielkim zdziwieniem okazało się, że tym razem skład fan_STAR_WARS, Rajourney oraz Ragnus pokonali pozostałe drużyny i mogli zakrzyknąć ze sceny teatru: „Wyy-graaa-liśmy”. Pozostałe konkurencje zmuszały nas do przebieranie się w strój Jedi, strzelania do szturmowców oraz budowania snowspeederów, żeby pokonać siły zła. Śmiechu było co niemiara, szkoda, że tak mało osób stawiło się w parku o wyznaczonej godzinie.

Niestety niedzielny plan był tak napięty, że nawet przez chwilę nie byłem na żadnej z prelekcji. Rozdanie nagród było połączone ze zbyt szybkim zakończeniem imprezy. Słowa pożegnania i zapowiedzi następnych imprez były ostanie jakie padły ze sceny. Jako, że miejscem był teatr owacje na stojąco wykorzystał Jacewa, informując nas o tym, że ciągle są koszulki po 10 zł. Na dodatek pomarańczowe.

Gorzów tak bardzo spodobał się bydgoskiej ekipie, że posiedzieliśmy sobie jeszcze trochę w tym miejscu. Żegnając się z jednymi i rozmawiając z innymi nawet nie zauważyliśmy kiedy nagle zrobiła się 17. Zabierając 5 pasażera, czyli naszego ziomka z Torunia, Miagiego ruszyliśmy w drogę powrotną... komu wydawałoby się, że to już koniec opowieści musi zdobyć się na jeszcze odrobinkę cierpliwości.

Podróż powrotna

Zdecydowanie mniejszy ruch umożliwił szybkie pokonanie trasy. Dzięki życzliwości innych kierowców mieliśmy bieżące dane o patrolach drogowych. A te wyglądały jakby po spóźnieniu na paradzie bardzo chcieli pokazać, że jednak są. Niewyspani i zmęczeni w końcu dojechaliśmy na dworzec w Bydgoszczy rozpoczynając ostatnie czekanie. Ku naszemu zdziwieniu z pociągu wypadła ekipa ze stowarzyszenia „Kamino”. Byli jednak w tak wielkim pośpiechu, że prócz ostatniej fotki nie zdążyliśmy pogadać. Szkoda, mogli dowiedzieć się od nas, że ich pociąg ma półgodzinne spóźnienie i mają dużo czasu na jakieś tam ostanie rozmowy. Po rozwiezieniu pozostałej ekipy padnięty, ale niesamowicie zadowolony wylądowałem we własnym pokoju.


Podsumowanie, czyli wszystko co chciałem napisać, ale zapomniałem bądź nie znalazłem dobrego miejsca na to:

Cały konwent oceniam bardzo dobrze. Mimo mniejszej ilości atrakcji niż na cc i większych rozjazdów bawiłem się również bardzo dobrze. Najwidoczniej klimat miejsca swoje zrobił. Prócz tego życzliwość fanów zrobiła swoje. Za rok możecie na mnie liczyć, chyba, że niebo spadnie w Bydgoszczy na głowy wtedy się zastanowimy nad przyjazdem. W przeciwnym wypadku znowu staniemy na deskach tego miejsca by uczestniczyć w następnej edycji podróży na Dagobah.

W porównaniu do innych? Był inny. Na pewno nie był lepszy, na pewno nie był też gorszy. Zabrakło identyfikatorów i porządnego programu zamiast ulotki. Chyba mniej niż połowa punktów odbyła się o czasie. Dopisali natomiast ludzie świetnie wykorzystując magię teatru. Dobrze, że to nie był CC w Gorzowie tylko Dagobah właśnie w takiej postaci. To zapewni dłuższy byt konwentów na naszym rodzimym poletku.

Miłym ułatwieniem był bufet, gdzie za w miarę rozsądne pieniądze można było się najeść smacznych domowych posiłków bez konieczności opuszczania terenu konwentu na długie minuty. Idealne by wyskoczyć na przerwie pomiędzy poszczególnymi punktami. Szkoda tylko, że zostawiliśmy w tamtejszym zamrażalniku wkłady od lodówki turystycznej.


Podziękowania

Dla wszystkich organizatorów. Każdy z Was miał swój większy bądź mniejszy udział w sukcesie i wymienienie nielicznych nie byłoby moim zdaniem fair. Każdy z was dołożył cegiełkę na swoje możliwości budując ten wspaniały weekend.

Moim przyjaciołom z BFSW, którzy tak dzielnie znosili podróż słuchając mojej muzyki. Wybaczcie, ale przy innej źle mi się prowadzi. Pomimo, że można nas określić jako skład Imperialno-Yuzhańko-Rebelianko-Fringowy to i tak zawsze znajdujemy wspólny język. I o to właśnie w Gwiezdnych Wojnach chodzi.

Wszystkim fanom, tym poznanym jak i pozostającym w ukryciu, za stworzenie klimatu dobrej zabawy i entuzjazmu. Za to, że nie było podziału jaki niektórzy sobie wymyślają. Wszyscy jesteśmy fanami i tak się zachowywaliśmy.

Oraz specjalne podziękowania dla.... wcześniej nie wymieniłem nikogo z imienia to teraz też się powstrzymam. Ta osoba domyśli się o kogo chodzi i dlaczego to piszę. Dzięki za cudowne 40 godzin z mojego życia.

Ragnus


No to co? No to kilka fotek:


Dzień 1:



Początek


Pierwszy postój


Najprawdziwszy czołg


Rynek, dzień przed paradą


Do zajęcia pokoju naprzód marsz


Rozpoczęcie konwentu


Napój regeneracyjny


Chęci były duże


A widownia jeszcze większa


Misiek i komiksy


Kawałek domu 230km od niego


To jest to, co fani lubią najbardziej


Wszyscy kochamy FX’y




Dzień 2:



Czy na dworzu, czy w pomieszczeniu


Dobra, mroczna zabawa


Ale i radosna czasem – gińcie nędzni piloci


Moc silna jest w tej parze, zupełnie jakby jedno stanowili


Toruń i Bydgoszcz – serdeczni przyjaciele


Scena letnio-nocna


Pobudki zawsze są długie i męczące


Zwłaszcza dla męczenników


Marta jak widać nie zdążyła przyjść na czas


Lord Kudłaty w całej krasie


Wejście Lorda zrobiło...


...większe wrażenie, niż ktokolwiek mógł przypuszczać


BFSW i Outlander


Trochę spóźnione zdjęcie grupowe


Parada w pełnej krasie


Bydgoski akcent


Finisz


Prezentacja Lorda Kudłatego


Całą parada prowadzona przez legionistę


Tutaj Lord pokazuje tajemną Formę walki na miecze świetlne


Zasłużeni zwycięzcy


Przed prelekcją Miagiego...


...który kazał wszystkim słuchać w pełnym skupieniu


A oto i sprawca


Tłum chętnych do obserwowania otwarcia galerii


Uroczyste przeciecie wstęgi


Otwarcie przez Sizara i Jacewa


Prace 1


Prace 2


Fan z fanartami i autorką 1


Fan z fanartami i autorką 2


Fan z fanartami i autorką 3


Wiwat żarówka – zdaje się krzyczeć Yako


Reakcje na „Kryptę” – nie mogły być inne


W prawym dolnym rogu widzimy obradujące jury


Odbiór nagrody w kategorii „najlepszy fanfilm”


Kto pamięta kto to jest?


„Spadkobiercy Mocy”


Nowy typ gwardzisty


Nowy typ mrocznego gwardzisty



Dzień 3:



Czysta konwentowa noc


Śniadanie w bufecie tuż za rogiem


Hmmm... co też ten fan narysował...


Long nie wie, jak pokazać, to skąd mamy wiedzieć, jak odgadnąć?


Zwycięzcy w kalamburach


Warszawski raptor


Hmmm... przejdźmy do następnego zdjęcia...


Zwycięska drużyna w konkursie wiedzy


Jedni z przegranych, ale przynajmniej dobrze się bawili


Larp – podchody – okrzyk zwycięstwa


Najmroczniejszy labirynt


Rebeliancka Szumowina? Tu wszystko było możliwe


Kto pamięta co budowaliśmy?


Die Imperial Dog!


I nagle tuż przed końcem malowidła niespodziewanie ożyły


Odbiór nagrody za konkurs wiedzy


Odbiór nagrody za LARPa


Trochę spóźniona, ale szczera nagroda za strój Padme dla Padme


I to już naprawdę koniec


Gdzieś w Polsce


Niespodziewane spotkanie na dworcu w Bydgoszczy



P.S. Poniżej macie trzy zdjęcia osób w pożyczonej od Lorda Kudłatego masce. Lord poprosił mnie o zorganizowanie takiego oto konkursu. Kto odgadnie nicki wszystkich trzech osób schowanych za maską wygra KJ - odbiór tylko i wyłącznie na tegorocznym CC. Zgłoszenia poprzez PW na Holonecie albo poprzez redakcję Bastionu. Powodzenia!










Tagi: Dagobah (10) Gorzów Wlkp. (16) Relacja (298)
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.