Twórczość fanów

Śmierć Mroku



Autor: Urthona



I.

"Tantive IV" przemierzał pustkę kosmosu, kierując się na Alderaan.
Obi-Wan zastukał do drzwi jednej z kabin. Kobieta, która mu otworzyła miała około trzydziestu-trzydziestu dwóch lat. Wysoka, szczupła, niemal chuda, o intensywnie niebieskich oczach i kompletnie pozbawionej włosów czaszce. Na skroniach widniały wytatuowane półokręgi - po trzy z każdej strony, a ubrana była w prostą, szarą suknię z długimi rękawami, przepasaną czarnym pasem z przypiętym do niego mieczem świetlnym.
- Witaj, Asajj - przywitał kobietę Kenobi. - Wszystko w porządku?
- Tak, dziękuję, Obi-Wanie. Myślałam właśnie o mistrzyni Ti. To, co się stało w Świątyni... - zadrżała.
- Zjednoczyła się z Mocą, pamiętaj o tym - powiedział Jedi. - Nie poddając się znowu Ciemnej Stronie i czyniąc dobro najlepiej uhonorujesz jej pamięć.
Skinęła głową.
- Nie opowiadałam ci, co działo się ze mną po Boz Pity.
Kiedy Dooku mnie zdradził, postanowiłam zaszyć się na jakiejś odległej planecie i przemyśleć swoje dotychczasowe życie. Wiem, brzmi to bardzo melodramatycznie - roześmiała się. - Jak wiesz, statek medyczny, którym wieziono moje "martwe" ciało - znów się uśmiechnęła - "zaginął" po drodze na Coruscant.

***

Udało nam się wylądować na Hoth. Właściwie nie mieliśmy wyboru. Statek został uszkodzony, kiedy oberwał z działa jonowego pokiereszowanego niszczyciela Separatystów, który pojawił się na naszej drodze i miał jeszcze dość siły, by usiłować strącić republikańskie szumowiny. Pierwszy pilot, Azeek, został śmiertelnie ranny, kiedy strzały przebiły się przez osłony. Mimo zagrożenia starałam się mu pomóc, jednakże Taek, drugi z mężczyzn, niemal siłą zaciągnął mnie do kapsuły ratunkowej.
- Nie przeżyje, zostaw go - powiedział. - Za dużo widziałem rannych, żeby się pomylić. Chodź!
- Jaka jest najbliższa planeta? - zapytałam.
- Hoth. Lodowe pustkowie, ale jest tam także kilka jaskiń, w których można się schronić.
Statek zatrząsł się ponownie. Pobiegliśmy i wcisnęliśmy się do jednej kapsuły.
- Niech to szlag! - warknął Taek. - Zacięła się!
Nie miałam miejsca, by użyć miecza. Skoncentrowałam się i dzięki Mocy udało mi się uruchomić blokadę zwalniającą niemal w ostatniej chwili. Ledwie oderwaliśmy się od statku, celny strzał wysłał go w próżnię. Taek zacisnął pięści.
- Zapłacą za to! Zabiję wszystkich! Wszystkich Separatystów, jakich znajdę! Wszystkich, słyszysz?!
- Azeek zjednoczył się z Mocą – powiedziałam, kładąc mu rękę na ramieniu. – Uspokój się.
- Bzdury Jedi! – parsknął Taek. – Wierzysz w to? Ty? W ogóle nie wiem, czemu się z tobą zadaję! Przecież możesz mnie zabić! Jesteś Sithem! Wiem to! Myślisz, że nie? – zaczął śmiać się histerycznie. – Odejdź ode mnie! Precz! Zginiesz, Separatystko! Albo nie – nie dam ci tej satysfakcji!
Zrozumiałam, że dopiero dotarło do niego, co się stało i że jest w szoku. Zanim zdążyłam zareagować, wyrwał z kabury blaster i przyłożywszy go sobie do serca, wystrzelił.
Patrzyłam zszokowana na martwe ciało stojące z powodu braku miejsca. Krew sączyła się z rany, którą widać było przez dziurę w kurtce.

***

Bezpiecznie wylądowałam na powierzchni Hoth i poczęłam zastanawiać się, co robić dalej. Jasne było, że bez ciepłego okrycia nie mam czego tam szukać. Przeprosiłam w myślach Taeka i zdjąwszy jego wierzchnie okrycie założyłam je na siebie. Otwarłam drzwi kapsuły i natychmiast uderzył mnie w twarz podmuch przeraźliwie chłodnego wiatru.
Rozglądnęłam się. Jak okiem sięgnąć, widziałam wokół siebie białą przestrzeń. Zaczął prószyć śnieg, najpierw drobny, później zaś coraz bardziej natarczywy.
Sięgnęłam Mocą wokół siebie, chcąc wysondować, czy w pobliżu znajdują się jakieś żywe istoty. Nie wyczułam niczego. Postanowiłam zostać w środku, przynajmniej do czasu aż ustaną najbardziej intensywne opady. Miałam nieco racji żywnościowych, więc posiliłam się. Po kilku godzinach, podczas których białego puchu przybywało, zapadłam w sen, nie zapominając oczywiście o dokładnym zaryglowaniu drzwi mojego prowizorycznego schronienia i starałam się nie myśleć o martwym towarzyszu.

II.

Wreszcie śnieżyca ustała. Wyszłam z kapsuły, zabierając bandaże i pozostałą jeszcze żywność. Nie wiedziałam dokładnie dokąd chcę dojść. Szłam przed siebie, w nadziei, że Moc pokaże mi drogę. Po jakichś stu krokach natknęłam się na jaskinię. Unoszący się z niej odór wskazywał, że nie jest ona zamieszkana przez przyjazne stworzenia – nie musiałam używać Mocy, by się o tym przekonać.
Nagle tuż przede mną wyrósł ogromny, włochaty, rogaty stwór, który z rykiem rzucił się na mnie. W jego ślepiach czaił się głód, a pazurzaste łapy wyciągały się w moją stronę. Odepchnęłam go Mocą na tyle, żeby wyciągnąć miecze. Po chwili potwór otrząsnął się z chwilowego zamroczenia i poszarżował w moją stronę. Uskoczyłam, jednocześnie tnąc jego lewą nogę. Zachwiał się, ryknął, odwrócił i rozpoczął kolejny atak. Wydawało się, że rana zwielokrotniła jego siły. Tym razem pazury przeorały moją lewą rękę. Z okrzykiem bólu wypuściłam broń. Przed oczami zrobiło mi się ciemno, starałam się jednak nie stracić panowania nad ruchami i ciałem.
Krew broczyła z rany. Czułam, że niedługo stracę siły. Wpadłam do jaskini. Smród zgniłego mięsa niemal odebrał mi oddech. Zauważyłam, że ze sklepienia dokładnie na środku zwisają dwa stalaktyty - gdyby udało mi się skoncentrować na tyle, by użyć Mocy, mogłabym spowodować ich oberwanie, co zabiłoby zwierzę – przynajmniej miałam taką nadzieję. Ukryłam się za jednym z kamieni, ufając, że da mi ochronę przed wzrokiem mieszkańca tego siedliska śmierci.
Stwór był dokładnie w miejscu, jakie mi odpowiadało – na środku jaskini. Węszył, starając się wyczuć mój zapach. Z trudem udało mi się skupić na stalaktytach. Zaryzykowałam szybki rzut oka na rękę. Krew pokrywała niemal cały rękaw. Ból był bardzo silny, zastanawiałam się, czy pazury nie były zatrute. Wiedziałam jednak, że nie mogę się rozpraszać.
Po chwili walka była skończona. Z trudem, zaciskając zęby, zdjęłam kurtkę i zerwawszy rękaw koszuli opatrzyłam go najlepiej jak potrafiłam.
Rozejrzałam się po „spiżarni” zwierza. O szczątki innych gatunków zwierząt można się było potknąć. Najbardziej zainteresowały mnie rogate istoty o krótkich przednich łapach i grubym futrze. Jeden z nich leżał oparty o ścianę, dzięki czemu mogłam go dokładnie obejrzeć. Pomyślałam, że z pewnością nadawałby się do jazdy – na jego grzbiecie przemieszczanie się byłoby o wiele szybsze. Pozostawało mieć nadzieję, że nie były mięsożerne.

III.

Niemal przewróciłam się o ludzkie ciało. Zszokowana wpatrywałam się w tak dobrze znaną mi twarz. Nie miałam wątpliwości – to był jeden z klonów Jango Fetta, których Republika szkoliła na żołnierzy. Jak znalazł się na tej zapomnianej planecie? Gorączkowo poczęłam szukać jakiegoś śladu, który naprowadziłby mnie na rozwiązanie zagadki.
Niestety nie znalazłam niczego, jedynie blaster, a na dodatek ból w ramieniu zwiększył się. Poczułam, jak po czole spływają mi krople potu. Broń mogła mi się przydać, byłam wdzięczna Mocy nawet za tak lichą.
Wyszłam z jaskini. Wtem niedaleko wylądowała kanonierka w republikańskich barwach. Wysypało się z niej kilka identycznych postaci w białych zbrojach. Prowadziła ich czerwonoskóra, ubrana w brązową szatę kobieta z rasy Togruta. Znałam ją – to była mistrzyni Shaak Ti. Większość Jedi, ty także, podjęła obowiązki generałów armii Republiki. Nagle zatrzymała się i popatrzyła wprost w moim kierunku. Widziałam, jak idzie w moją stronę, z zapalonym mieczem świetlnym. Jej postawa emanowała powagą i spokojem, mimo tego, iż zbliżała się do wroga. Zatrzymała się tuż przede mną i ku mojemu zdumieniu wyłączyła broń.
- Chodź, Asajj – powiedziała. – Jesteś ranna. Trzeba cię opatrzyć.
- Mistrzyni Ti – odpowiedziałam – wiesz, kim jestem i mimo to chcesz mi pomóc? Ach, rozumiem, jestem aresztowana. Ale czy możesz mi powiedzieć, co tu robicie?
- Znaleźliśmy uszkodzony statek Separatystów. Jego dowódca powiedział nam, że udało im się was zestrzelić. To jeszcze młody człowiek, był przestraszony i chętny do współpracy. Widział jak wystrzeliliście kapsułę ratunkową. Obi-Wan skojarzył wydarzenia na Boz Pity i powiedział nam, kto znajdował się na pokładzie. Nie sądziliśmy jednak, że przeżyjesz. A odpowiadając na twoje wcześniejsze pytanie – nie, nie jesteś aresztowana. Mistrz Kenobi wspomniał Radzie, co powiedziałaś mu przed „śmiercią” – uśmiech pojawił się na jej pięknej twarzy. – I... że dostrzegł w tobie dobro. Rada postanowiła ci wybaczyć.
To były słowa, których się nie spodziewałam. Wpatrywałam się w nią zdumiona. Nie sądziłam, że będę mogła wrócić. Spodziewałam się odmowy – w końcu byłam wrogiem Republiki, a moje rzekome nawrócenie i zdrada Dooku mogło być częścią planu Separatystów.
- Mistrzyni Ti – powiedziałam. – W jaskini leżą zwłoki żołnierza Republiki. Nie mogłam znaleźć żadnych śladów, które wskazywałyby kim był.
Podeszłyśmy do kanonierki i weszłyśmy na pokład. Jedi poleciła znajdującym się wewnątrz żołnierzom sprawdzenie legowiska stwora.
Podczas czyszczenia mojej rany, Togruta zapytała:
- Co zamierzasz teraz robić, Asajj?
- Nie wiem – przyznałam. – Dla mnie wojna skończyła się na Boz Pity. Zastanawiałam się, czy mogłabym gdzieś znaleźć wolnego od uprzedzeń Jedi, który pomógłby mi wrócić na Jasną Stronę.
Spojrzała na mnie mądrymi, łagodnymi oczami.
- Chcesz odwrócić się od nauk Dooku i Sithów?
- Tak – powiedziałam z przekonaniem.
- Dziś mrok w tobie umarł. Narodziłaś się na nowo. Odpocznij teraz.
Wyszła z kanonierki, a ja zapadłam w spokojny sen, którego nie zaznałam od tak dawna.

***

Obudziłam się, kiedy statek uniósł się w powietrze. Shaak Ti siedziała przy mnie z charakterystycznym dla niej uspokajającym uśmiechem.
- Znaleźliśmy dla ciebie mistrzynię – powiedziała.
W pierwszej chwili nie mogłam wyksztusić słowa. Togruta uśmiechnęła się, widząc moje zdumienie.
- A więc, padawanko, może zaczniemy pierwszą lekcję?

EPILOG

Przez kilka miesięcy przebywałyśmy na Naboo. Shaak Ti była surową nauczycielką, ale byłam jej za to wdzięczna. Chyba żaden Jedi w historii nie trenował dorosłego padawana, a ona podjęła ten trud.
Aż wreszcie dni spokoju dobiegły końca. Skontaktował się z nami sam Mace Windu. Wieści były w najwyższym stopniu niepokojące: na Coruscant doszło do porwania Palpatine`a. Dokonał tego niejaki generał Grievous, jeden z nowych dowódców Separatystów. Musiałyśmy wracać do Świątyni.
Zamilkła na chwilę.
- A potem nastąpiły mroczne czasy. Po uwolnieniu Palpatine okazał się Darthem Sidiousem, ogłosił Imperatorem, Jedi zostali niemal całkowicie zniszczeni w rozkazie 66, a Vader dokonał rzezi w Świątyni. Walczyłam z nim, jednak nie udało mi się obronić Shaak Ti. Widziałam, jak nowy uczeń Sidiousa wraża miecz prosto w jej serce. Potem zjawiliście się ty i mistrz Yoda. W taki sposób znalazłam się tutaj, w drodze na Alderaan, gdzie zamierzam dokonać żywota, jednocześnie obserwując postępy Lei, podczas gdy ty udajesz się na Tatooine z Lukiem. Niech Moc będzie z tobą, Obi-Wanie. Może się jeszcze spotkamy.
- I z tobą, Asajj – powiedział Kenobi, opuszczając jej kabinę.



Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 5,83
Liczba: 6

Użytkownik Ocena Data
Piotr1234 10 2010-11-01 10:48:16
Darth Kamil 8 2009-09-22 18:24:57
Carth Onasi 6 2007-01-07 15:29:11
Globerek 4 2006-11-17 22:25:01
Carno 4 2006-11-15 10:59:05
Baca 3 2006-11-16 11:51:02

Tagi: Fanfik / opowiadanie (254)

Komentarze (7)

mmm...właśnie skończyłem Obsesje i...no co ona robi na Alderaan?Pod koniec komiksu #5
mówiła,że chce odlecieć jak najdalej sie da a Alderaan jest chyba stosunkowo blisko Jądra...

I ja pokusze się o mini recenzję. Przyznam szczerze, że Carno ma rację co do tego, iż wygląda to na streszczenie historii a nie jej opowiedzenie. Podczas czytania towarzyszy nieodparte wrażenie, że powinno się pewne przemyślenia pociągnąć dalej, a zostają one szybko ucięte..zbyt szybko jak dla mnie. Co do treści...darzę ogromną sympatią Obi-Wana, a i Asajj wydaje mi się interesująca, ale...Jak dla mnie ta Asajj to inna Asajj:) nie jestem w stanie uwierzyć, że ktoś taki jak ona(zresztą nie tylko taki) byłby w stanie tak szybko się zmienić, podobnie nierealny wydaje się stosunek Shaak Ti do Asajj i w ogóle całej Rady.
Rozbawiło mnie zdanie:"- Nie przeżyje, zostaw go - powiedział. - Za dużo widziałem rannych, żeby się pomylić. Chodź!" przecież dopiero co był przekonany, że wiozą trupa Ventres :D I jeszcze jedno, zupełnie nieżyciowy jest początek rozmowy, takie nagłe przejście od pozdrowienia przy otwieraniu drzwi do zwierzeń i opowieści, jakby na to nie patrzeć, opowiadających o dość trudnych chwilach..Na koniec dobra rada :braki narracyjne można nadrobić nie inaczej jak pisząc, pisząc i jeszcze raz pisząc :D i serdecznie zachęcam do tego:) Podsumowując: nie mówię, ze to opowiadanko jest złe, ale mogłoby być lepsze. Owocnej dalszej pracy życzę.:))) i samych sukcesów!!!

Powiem tak-nie spodobało mi sie. Język jakoś do mnie niestety nie przemawiał,a wszystko jakby zbyt... płytkie i banalne ( ,,Rada ci wybaczyła " bo Obi wyczuł w niej dobro ) IMHO to ciut za prostę. Wiem że to miało być krótkie opowiadanie, ale za mało tutaj przemyśleń, to wygląda raczej na pewnego typu strzeszczenie, a nie opowiadanie. Dlatego niestety ocena będzie niska, słaba 4ka , ale mam nadzieje że następnym razem pójdzie ci lepiej :)

zumar i ci, którzy chcieliby wiedzieć :D ---> umarła śmiercią naturalną półtora roku przed wydarzeniami z Nowej Nadziei.

I zginęła potem na Alderaan

Darth_Simon --> tak :)

Mam rozumieć ze Assaj powróciła na LS???

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.