Wojny Klonów

Wojny Klonów: Odcinek II

Autor: Darth Fizyk
Na podstawie serialu "Clone Wars" Genndy'ego Tartakovsky'ego
Autorzy oryginalnych scenariuszy:
Bryan Andrews
Mark Andrews
Darrick Bachman
Paul Rudish
Genndy Tartakovsky
George Lucas
Redakcja i korekta: Wedge

Bastion Polskich Fanów Star Wars, Stopklatka i autorzy
nie czerpią żadnych dochodów z opublikowania poniższych treści.
Adaptacja jest wykonana przez fanów dla fanów.








O D C I N E K


2



Nadprzestrzeń.

Niezmierzone coś, co pozwalało skrócić podróż z niezliczonych miejsc do każdego punktu w przestrzeni, rozsianego wśród gwiazd galaktyki. Przez tę nadprzestrzeń mknęły okręty – wielkie, śmiercionośne i okrutne niczym pradawne potwory morskie rodem ze starożytnych legend. I do tej pory tylko w legendach można było je spotkać. Albowiem zaledwie niektórzy, najstarsi mieszkańcy galaktyki czy też studenci historii słyszeli coś o pradawnych konfliktach, a już prawie nikt nie przewidywał wojny totalnej, w jaką przeistoczył się konflikt z Separatystami...

Gródź wsunęła się w górną framugę ściany. Mężczyzna przekroczył przez próg i spojrzał na nieruchome postacie.

- Żołnierze SOZ(*) – odezwał się Obi-Wan Kenobi, wodząc wzrokiem po nieruchomym szeregu postaci. – Zostaliście wybrani do tego zadania, ponieważ jesteście najlepsi, jesteście elitą. Znacie swoją robotę – raz jeszcze zlustrował ich wzrokiem, starając się coś wyczytać w złowieszczych wizjerach hełmów. – Od sukcesu waszej misji zależy nasze szybkie zwycięstwo… – ruszył w stronę wyjścia. – Gdy znajdziecie się na pozycji, zameldujcie się. Wtedy do was dołączę.

Obi-Wan wyszedł z pomieszczenia, zostawiając za plecami nieruchomych niczym marmurowe posągi żołnierzy SOZ. Gródź zamknęła się z cichym jękiem serwomotorów.

Żaden z elitarnych żołnierzy nie odezwał się ani słowem.


***


Wszystko jest prostsze, gdy się coś naprawia. Anakin regulował silnik w swojej mocno zmodyfikowanej Delcie-7. Oryginalne myśliwce Zakonu produkował koncern Kuat, ale ten tutaj egzemplarz z pierwotnym wzorcem miał wspólny tylko kadłub, a i to nie cały. Cztery działka laserowe Taim & Bak wraz z umieszczoną centralnie wyrzutnią torped protonowych stanowiły znaczną siłę ognia, zupełnie nie pasującą do dawnych, przedwojennych tradycji Jedi. Pomimo tego, że reguły Zakonu nakazywały zerwanie powiązań z przeszłością, Anakin zamontował pod skrzydłami nowe silniki, podobne do tych z jego ukochanego ścigacza. Przypominało mu to dawne czasy, chwile gdy był szczęśliwy razem z matką… Dawno temu.

Dzięki silnikom osiągał ogromne szybkości, a dzięki stabilizatorowi jego stateczek stał się bardzo zwrotny w walkach atmosferycznych. To była maszyna zasługująca na to, by za jej sterami siedział prawdziwy pilot. Najlepszy pilot galaktyki.

A on wiedział, że jest najlepszy.

Mechaniczna proteza delikatnie pogładziła błękitno-biały kadłub. „Lazurowy Anioł”, tak nazwał swój myśliwiec. Ta nazwa była wyrazem jego sekretnego uczucia do kobiety – słodkiej, niewinnej istoty, sennego marzenia, ale jak najbardziej realnego. Wyrazem jego miłości do Padmé. Kobiety, którą pokochał od pierwszego wejrzenia.

Zakon nakazywał zerwanie z przeszłością.

Ci, którzy stworzyli tę zasadę, musieli nie mieć żadnej.

Pośród maszerujących dookoła klonów wyczuł zbliżającego się mistrza.

Wszystko jest prostsze, gdy się coś naprawia. To samo powiedział Padmé na farmie Larsów. A potem wyznał jej, co zrobił. Zarżnął całą wioskę przeklętych Tuskenów, a dzisiaj pewnie zrobiłby to ponownie. Przecież jedynie naprawił krzywdę. Własną krzywdę.

Obi-Wan stanął za nim i spojrzał wyczekująco. Anakin przestał regulować silnik i odezwał się do Kenobiego:

- Mistrzu – odłożył narzędzie na podłogę hangaru i spojrzał kątem oka na Obi-Wana. – Wiem, że uważasz, iż nie jestem gotowy do samodzielnego dowodzenia. Ale ja jestem najlepszym pilotem w Zakonie! Kanclerz Palpatine to dostrzega, nie rozumiem, czemu ty nie…

- Padawanie! – przerwał mu Obi-Wan. – Nigdy nie kwestionowałem twoich umiejętności, tylko twą dojrzałość. Dyskutowaliśmy o tym przedtem, ale decyzja zapadła.

Anakin odwrócił się i wpatrzył w odbicie mistrza w obudowie silnika, gdy ten podniósł dłoń i skończył:

- Niech Moc będzie z Tobą... komandorze.

Potem odwrócił się i odszedł. Anakin spojrzał na niego przez ramię smutnym wzrokiem.

Nie wszystko było takie proste.


***

Przestrzeń, niezmierzona czerń pustki poprzetykana niezliczoną ilością gwiazd. Część z nich zamrugała i oto z nadprzestrzeni wyskoczyło, jeden po drugim, kilkanaście potężnych okrętów – republikańskich krążowników szturmowych klasy Acclamator. Natychmiast ustawiły kurs na orbitę pobliskiej planety zwanej Muunilinst. Na powierzchni znajdowała się siedziba Galaktycznego Klanu Bankowego, sygnatariusza traktatu Konfederacji Niezależnych Systemów. Klanu, który rzecz jasna nie był bezbronny. Na spotkanie lecącej fali trójkątnych statków gotowych było równie wiele orbitalnych platform obronnych Klanu, z których niemal natychmiast zaczęły się wysypywać roje geonosjańskich myśliwców klasy Nantex. Niezliczone roje myśliwców. W odpowiedzi z krążowników Republiki wyleciały eskadry myśliwskie maszyn V-19, zwanych też Torrentami.

- Wszystkie eskadry za mną! – Anakin wysunął się „Lazurowym Aniołem” na czoło grupy i uzbroił działka.

Tymczasem z ciągle zbliżających się okrętów Republiki wysypały się kanonierki LAAT i zanurkowały w stronę planety, korzystając z zamieszania i osłony myśliwskiej. Zanim kanonierka Obi-Wana zanurzyła się w atmosferze, Jedi zdążył zobaczyć, jak prowadzone przez Anakina myśliwce ścierają się z przeciwnikiem w śmiertelnej potyczce.

Podczas przelotu przez atmosferę Obi-Wan obserwował, jak kanonierki dzielą się na grupy, po czym każda kieruje się na inny cel. Mimo wszystko Muunilinst nie była malutką planetą, a na jej powierzchni nie stały same banki. Widoczna za iluminatorem gęsta zasłona chmur szybko została z tyłu. Chwilę później prowadzący formację pilot lekko trącił stery i nacierające wojska już leciały równolegle do powierzchni, nisko, niemalże tuż nad ziemią. Migoczące na horyzoncie pasmo wzniesień szybko się zbliżało.

- Oddział SOZ! Ruszajcie! – rzucił Kenobi do komunikatora, gdy jego kanonierka mijała pierwsze wzniesienie.

- Tak jest!

Jedna z maszyn odbiła od głównego strumienia w lewo, wykonała ciasny nawrót i przemknęła pod lecącymi kanonierkami kierując się ku flance pozycji przeciwnika.

Główne siły, dowodzone bezpośrednio przez Obi-Wana, wleciały w długi i prosty wąwóz, kończący się urwiskiem. Gdy kanonierki zbliżyły się do skalnej ściany, piloci unieśli lekko pojazdy, przelecieli ledwo centymetry nad krawędzią i natychmiast zaczęli opadać po stoku.

Generał Jedi wychylił się przez boczny właz i zobaczył zbliżające się miasto Harnaidan – stolicę Muunilinst i Galaktycznego Klanu Bankowego. A nad nią...

- Uniki! – wrzasnął w komunikator na całe gardło. Do grupy zbliżały się rakiety, a także ogromne ilości droidów broniących siedziby swych właścicieli. Pośród biegnących pieszych droidów typu B1 i superdroidów B2 na ogromnych kołach zbliżały się samobieżne, niemal dziewięciometrowe roboty-wyrzutnie IG-227 klasy Hailfire, dysponujące trzydziestoma potężnymi pociskami, które mogły przerobić na miazgę praktycznie wszystko, wliczając w to nawet potężne republikańskie transportery AT-TE. Na szczęście klony były dobrymi pilotami i tylko kilka ogarniętych szalejącymi płomieniami kanonierek spadło, gubiąc w efektownych eksplozjach części silników i poszycia. Gdy maszyna Jedi wylądowała obok innych, Obi-Wan wyskoczył z niej pierwszy, prowadząc atak na zbliżającą się armię obrońców. Inne kanonierki poleciały dalej, nękając armię Klanu Bankowego z powietrza i lawirując pośród wybuchających co chwila pocisków. Gdy zbliżyli się do pierwszych droidów, Jedi wziął zamach i ciął z impetem...


***


Tymczasem kanonierka żołnierzy SOZ okrążyła miasto i wślizgnęła się cichutko pomiędzy budynki, niczym znużony wędrowiec pod ciepłą pierzynę. Jednak nie tak niepostrzeżenie, jak tego by sobie życzyli jej pasażerowie. Harnaidan, miasto potężnych i lśniących wieżowców, na co dzień tętniące życiem, było dziś całkowicie wymarłe. Drapieżny transportowiec klonów sunął pomiędzy budynkami, a jego odbicie błyskało na elewacjach. Nagle po schodach na taras jednego z sąsiednich budynków wbiegł droid typu B1 z przenośną wyrzutnią pocisków. Mruknął przeznaczone dla centrum dowodzenia odebranie rozkazu, wymierzył w lecący statek i wystrzelił. Gdy tylko pilot zorientował się, co się święci, rozpaczliwie próbował uniknąć spotkania z pociskiem. Niestety, w ograniczonej przestrzeni uliczek miasta okazało się to niemożliwe. Pocisk trafił kanonierkę i uszkodził silnik. Pilot, siłując się ze sterami, zerknął na pulpit.

Kontrolka.

Czerwona, z namalowanym uśmiechem.

„Co za idioci projektowali wskaźniki”, zdążył pomyśleć, gdy kanonierka uderzyła w podłoże i zaczęła sunąć przed siebie ulicą. Przewróciła się na bok, odrywając skrzydło, aż w końcu się zatrzymała. Wrak przedstawiał się w opłakanym stanie – poobdzierany, bez skrzydła, z uszkodzonymi silnikami. Było widać, że nigdzie nie poleci, tym bardziej, że kabina pilotów została zmiażdżona wraz z jej załogą. A jednak na pokładzie tliło się życie. Przez lunety snajperek, z okien i tarasów okolicznych budynków, oddział droidów obserwował, jak elitarni zwiadowcy jeden po drugim zaczęli wyskakiwać ze środka.

Dowodzący oddziałem kapitan Fordo, znany też jako Alpha-77, wyróżniający się czerwonymi szlifami na zbroi, machnął kilka razy dłonią, a jego podwładni powoli zaczęli się rozchodzić, próbując zabezpieczyć teren wokół miejsca katastrofy. Oficer szybko zlustrował stan oddziału – nie licząc jego samego miał pod komendą dziesięciu ludzi, w tym trzech innych specjalnie szkolonych zwiadowców SOZ i jedną wyrzutnię rakiet dla wsparcia ogniowego. Musiało wystarczyć.

Wtem jeden z żołnierzy wszedł dokładnie w środek śledzącego go celownika snajpera. Mechaniczny palec droida dotknął spustu karabinu z ledwo słyszalnym szmerem serwomotorów i.... nacisnął spust.



* Specjalny Oddział Zwiadowczy, ang. Advanced Recon Commandos [ARC] – przyp. Wedge


Oceny użytkowników:
Aby wystawić ocenę musisz się zalogować
Wszystkie oceny
Średnia: 7,54
Liczba: 28

Użytkownik Ocena Data
Aved Lord 10 2007-06-05 16:49:10
Mistrz Joker 9 2013-07-22 22:25:27
Melethron 9 2010-02-27 22:19:08
Włochacz 9 2007-01-13 22:10:19
Horus 9 2007-01-10 20:03:47
Mistrz Seller 9 2007-01-10 19:25:18
Lak Sivrakh 9 2007-01-09 21:03:57
Lord Bart 9 2007-01-09 20:47:23
promil 9 2007-01-09 19:27:20
Dorg 8 2008-10-31 22:10:07
Wojtek K. 8 2008-03-12 21:55:12
G. Kenobi 8 2008-01-01 12:09:04
Misiek 8 2007-02-18 23:09:10
mgmto 8 2007-01-13 12:00:42
Hego Damask 8 2007-01-10 08:23:40
Rusis 8 2007-01-09 19:38:58
Carth Onasi 8 2007-01-09 19:28:46
Shadow 8 2007-01-09 19:08:19
Ricky Skywalker 8 2007-01-09 18:47:44
Lord Sidious 8 2007-01-09 18:37:15
Mroczna Jedi 7 2008-03-19 20:14:33
Vaderr 7 2007-05-07 20:31:11
Syf Lord<yeah> 7 2007-02-21 09:44:07
Nadiru Radena 7 2007-01-10 11:58:25
Kasis 6 2007-01-09 19:14:00
Shedao Shai 5 2007-01-13 23:38:04
Juliusz Kenobi 1 2009-08-25 18:44:03
Girdun 1 2007-06-07 20:18:35

Tagi:
Clone Wars (63)

Komentarze (29)

Spoko. Jak na Clone Wars 7/10

Ciekawe te kontrolki xD

Nadprzestryen, niezmieryone cos
kilka zdan dalej Przestrzen, niezmierzona czern. Wiecie co mam na mysli.

Mao emocji, wile akcji, z polotem.

SOZ jest strasyny. Ale to juz nie wasza wina.

dlugosc dobra, nie mam na co naryekac (a tak to lubie..).
9/10

całkiem niezłe:D :D ale zbyt krótkie:((

Zgodnie z wolą ludu przekleństwo zostało zmienione.

Nadprzestrzń, niezmierzone coś... nie no litości :D:D:D:D. Ale ogólnie jest w porządku 7/10

Szczerze mówiąc nie powaliło mnie, stylistycznie kuleje (taa... kto to mówi) i generalnie nie potrafi mnie wciągnąć - choć fakt, tu ramy były jeszcze podlejsze, niż w Chapter 1. No a co do SOZ, to ja bym olał Jagiełowicz i zostawił ARC. :)

Ci projektanci wskaźników, no oni mają pomysły! :) :P

Hmmm... ja z trudem to poznaję, chociaż kilka miesięcy temu dopisywałem końcówkę ;-)

W moich oczach ten odcinek wypadł trochę gorzej niż pierwszy, co nie zmienia faktu że jest "znowelizowany" bardzo dobrze :).
Ale tych "pieprzonych Tuskenów" można było sobie darować ;)
Ocena 8/10

Bardzo podoba mi się to zdanie:

"Było widać, że nigdzie nie poleci, tym bardziej, że kabina pilotów została zmiażdżona wraz z jej załogą."

Nie poleci, bo jest uszkodzony, a 'tym bardziej' nie poleci, bo nie ma kto nim lecieć.
Lovely.

W porównaniu do poprzedniej części, którą - nie wybaczę sobie tego do końca życia! - oceniłem zbyt nisko, ta nie przedstawia się nadzwyczajnie.
Największym chyba minusem jest niezliczona ilość powtórzeń (ale to już Fizyk zapewne wie) i niekiedy dziwna konstrukcja zdań. 7/10

Bart -> ależ ja też uważam, że SOZ jest tragiczny :D :D :D

"Pierdolonych" brzmiałoby zdecydowanie lepiej.

Oczywiście mam, ale na samym początku można błędnie zinterpretować słowa Obiego o czym nadmieniłem... nieprawdaż?? :D

SOZ jest tragiczny i nic tego nie zmieni, a dodatkowo kłoci się z Tuskenami.

to "pieprzonych" można sobie było darować...

Bart -> jak już mówiłem na SOZ w zasadzie nie miałem wpływu, woleliśmy postawić na spójność :) Po drugie masz pod koniec zdanie, że Fordo ma ze sobą tylko trzech innych ARC, nieprawdaż? :)

"Zarżnął całą wioskę pieprzonych Tuskenów"
nie no szczerośc! :D
Jak dla mnie 9/10

Jak tak to ok.

Chociaż zawsze rozumowałem, że Palpi nadał mu taki w zasadzie ino tytularny stopień na tę jedna misję, ale jeśli nie to spox.

czegos mi brakowalo, ale bylo dobrze ;]

Jakoś kurde nie działają mi skrypty do ocen opowiadań :(

Co do 2 części to SOZ jest koszmarny. Niektóre słowa (a zwłaszcza skróty) powinny byc zostawione w oryginale.

Co do fabuły to jak zwykle napisane nieźle, ale nie wszyscy z tego oddziału byli ARC. Choć to raczej wina scenarzystów, którzy napisali dialog Obiego.

Baca -> tak, ponieważ Rycerze Jedi otrzymywali w WAR stopień Generała, Mistrzowie (niektórzy) Wielkiego Generała, a Padawani komandora :)

8/10
świetby fragment o kontrolce

'Wielki Duchem', jesteś stuprocentowo pewien, że "commander" to, w tym wypadku definitywnie, "komandor", a nie po prostu dowódca?

W porządku, zwłaszcza początek i końcówka. A jeśli chodzi o środkową część, to jak dla mnie zdecydowanie za dużo opisów broni, ale to zdanie baby:P No i Ricky ma rację, za mało emocji we fragmencie z Obim i Anakinem.

Hyh...SOZ jakoś dziwnie kojarzy mi się z jakąś instytucją zdrowotną :) ARC raczej do takich nie należeli :) Fic ciekawy :)

Ryczy -> wiedziałem, że będą pretensje do SOZ'u :D Usprawiedliwienie - to nie moja wina ;) Pani Jagiełowicz w "Cestusie" zrobiła z ARC tych SOZ, a miała niejako prawo pierwszeństwa... A że książki nawet tłumaczone mają prym nad naszymi opowiadaniami, to już zostawiłem SOZ żeby było spójne.

Lakonicznie stwierdzę: niezłe ;) Brakuje troszkę mocniejszego zarysowania emocji Anakina podczas rozmowy z Obi-Wanem. Ale poza tym ok :)

BTW, zostawiłbym jednak skrót ARC, Wielki Edytorze ;P SOZ jakoś tak dziwnie brzmi ;)

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:
Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.