Forum

Red Harvest

25 stycznia przyszłego roku ukaże się kolejny horror Joe Schreibera, będący prequelem "Szturmowców Śmierci". Akcja rozgrywa się 4.000 lat przed bitwą o Yavin w Akademii Sithów. Stron będzie mieć 288.

Dziwne rzeczy dzieją się w Akademii Sithów. Jej główny zarządca, mroczny Lord, zabarykadował się w swojej komnacie, a tymczasem zanosi się na zamieszki. Uczniowie są zaniepokojeni i coraz bardziej przerażeni. Kiedy przybywa najemnik z przesyłką dla Lorda i zakładniczką Jedi, sytuacja osiąga punkt krytyczny. Tylko mistrz porwanej może ją uratować i mieć nadzieję, że wyjdą z tego wszystkiego cało...


_____________________________________
Ciekawe czy nadal będzie krwawo jak w "Szturmowcach". Oby nie wsadzili tam jakiegoś przodka Wielkiej Trójki, żeby się sprzedało

No, Szturmowcy...

... mi się strasznie spodobali, to na pewno kupię i Red Harvest. <33

Tytuł wzięty...

...od tytułu powieści Dashiella Hammetta "Krwawe żniwo" ("Red Harvest" w języku królów). Ciekawe co na to spadkobiercy twórcy "Sokoła maltańskiego".

mi

się to kojarzy z Blue Harvest.

A to...

...akurat drugie rzucające się w oczy nawiązanie.

Fajnie

się zapowiada Akademia Sihtów itp, szkoda tylko ze to horror :/

co

w tym złego???

...

Sturmowcy Śmierci zostali ostro spartoleni, a też odbrze się zapowiadali, więc mam poważne obawy co do tejże książki... A koncepcja na razie raczej zachęca do przeczytania...

Jest już okładka

słabsza

niż z Death Troopersów.

...

a ja uważam, że lepsza od szturmusiów

.

Również fajna, ale Szturmowcy przykuli mój wzrok od razu, a tutaj "fajność" musiałem wpierw znaleźć

pewnie kupię

ale ten Mistrz ratujący... czemu przytłaczająca większość książek musi być o tych "dobrych"?

taka już

polityka Lucasa

Nie wie

ktoś czy i kiedy "Red Harvest" wyjdzie w polsce?

Kheperseth

napewno wyjdzie w Polsce ale terminu jeszcze nie podali może w 2 połowie roku to wydadzą, mam nadzieję że jak najpóźniej

Szturmowcy

byli świetni, mam nadzieję, że "Red Harvest" będzie równie ciekawe!

Polskie wydanie Red Harvest

Ciekawe kiedy książka zostanie wydana w Polsce ?

Przeczytane

Książka dobra, plusem jest to, że rozgrywa się w dawnych czasach i nie ma Wielkiej Trójki (ani jednej, ani drugiej , nie żebym miał coś do nich no ale ile można ). Wiadomo skąd się wziął wirus Blackwing (Death Troopersów też czytałem w oryginale więc tak piszę). Podobnie jak w DT są dość sugestywne opisy zombiaków i tego co wyprawiają Podobnie jak w poprzedniej powieści, rozdziały są krótkie i mają tytuły.
Z bohaterów pierwszoplanowych niezły był Tulkh.


Ogólnie mówiąc książka podobała mi się i mogę wystawić 8/10.



.....

szkoda tylko,że ani widu,ani słuchu kiedy się pojawi na rynku,wszędzie dalej wisi z datą wydania 17 października,może ja przełożą

na

fejsbuniu napisali, że przekładają na listopad.

Dodatkowo: TOR 4 Annihilation, i X-Wing: Mercy Kill planowane na drugą połowę 2013, Riptide na pierwszą, a Choices of One na razie nie ma w planach.

"już"

można zamawiać na empik.com

Zombie powracają

Nie czekałem specjalnie na prequel "Szturmowców śmierci", dla mnie była to przeciętne książki ze zmarnowanym pomysłem. Malutkim promykiem nadziei był czas w jakim rozgrywać się miały "Czerwone żniwa". Okres Starej Republiki to wielkie pole do popisu, z którego mało pisarzy korzysta. Czy Joe Schreiber tym razem spisał się lepiej?

Niewątpliwym plusem tej powieści jest to, że czyta się ją jednym tchem. Dzieje się tak dlatego iż rozdziały są bardzo krótkie a i sama książka jest cieniutka. Osadzenie akcji w akademii Sithów, na odległej, śnieżnej planecie to również dobry pomysł. Niestety zdecydowanie zbyt dużo postaci poznajemy w czasie czytania i większość jest nam całkowicie obojętna. Przeżyją czy zginą - czytelnika zbytnio to nie obchodzi. W sumie większą uwagę zdobywają jedynie Hostizo (w końcu Jedi w korpusie rolniczym, który jest dumna ze swojej pracy i uznaje ją za coś naprawdę ważnego; jej relacje z orchideą są dość intrygujące) i Lord Scabrous, choć po tym drugim spodziewałem się więcej. Rozwój postaci nie istnieje praktycznie. Sama geneza wirusa jest zbyt szybka i mimo wszystko nie do końca wyjaśniona. Owszem zbiera on naprawdę krwawe żniwo i nikt nie może czuć się bezpiecznie, jednak brakuje w tym gdzieś aury tajemniczości. Również nie dowiemy się jak Imperium Galaktyczne weszło w posiadanie tej zarazy. Dziwnym faktem było dla mnie same funkcjonowanie akademii, czy Sithowie nie mieli jakiś organów sprawdzających funkcjonowanie wszystkich placówek? Czy po prostu każdy Lord Sithów mógł na swoim podwórku robić co mu się tylko jawnie podoba? Na koniec wspomnieć trzeba także o kilku miłych nawiązaniach do EU jak i odgrzebania zapomnianej już rasy Neti.

Podsumowując, nie żałuje wieczoru spędzonego z tą pozycją. Całość czytało się szybko i zwięźle jednak połączenie SW i horroru zasługuje na coś lepszego. Może zombie zostawić już w spokoju a spróbować podejścia do tego tematu od innej strony... 5/10

Brr!

Dotrwałam do momentu, aż zombie wyskoczył/wypadł z okna wieży. Dalej nie poszłam. Straszne to jest. Wzdryg!Ble!

Schowana

pod kołdrą doczytałam do końca i kiedy się już przyzwyczaiłam do zombie, dało się czytać. Chociaż najlepsze scenki to te, jak Zo się łączyła z Mocą. To było fajne. A sama książka - jak na horror, dobra. Lord Scarbuś mnie rozczarował - poza małym chemikiem spodziewałam się chyba lepszej alchemii Sithów.

no więc taak

Deathtroopers mi się podobali, Red Harvest też. Fajny, przyjemny slasher. Mam trochę zastrzeżeń do konstrukcji powieści, te 2-3-stronne rozdziały, ja rozumiem że to ma zwiększać dynamikę akcji, ale nie tą drogą panie Shreiber, koleś chyba nie jest zbyt utalentowanym pisarzem.

Pan Joe trzyma się wszystkich wymogów zombie movie, czasami mu wychodzi to lepiej, czasami gorzej, nie można mu odmówić brutalności raczej niespotykanej w innych książkach SW.

SW miało już (co najmniej, bo były te jakieś Galaxy of Fear itd ale nie wiem jak poważne to było) dwa podejścia do horroru, jak dla mnie są OK, w erze niekończących się tasiemców o podstarzałej wielkiej trójce i pozycji aspirujących do wywrócenia kanonu do góry nogami, taki stand-alone o prostej rozpierdusze jest miłą alternatywą.

Mi się podobało.

Takie pytanie

nie pamiętam dokładnie w którym rozdziale to było, w każdym razie chodzi o scenę wizji bibliotekarza. Jak zostało na polski przetłumaczone zdanie "Mine is the face of blood and fire" ?

Czerwona żniwa

Dostałem tę książkę w prezencie i nie spodziewałem się, że Joe Schreiber (jak dotąd chyba jako jedyny) podjął się napisania książek w formie horroru. "Szturmowców śmierci" jeszcze nie czytałem. Dlatego też, gdy zacząłem czytać "Czerwone żniwa", to tocząca się tam masakra wywołała u mnie szok. Na szczęście żadnych koszmarów po nocy z tego powodu nie miałem . Nie mniej jednak - pozycję czytało się naprawdę przyjemnie. Nie za długa, nie za krótka. Książka na pewno dla miłośników Sithów (od razu przypomniała mi się książka "Darth Bane: Droga do zagłady", gdy czytałem "Czerwone żniwa"). Jedi potrafiąca się porozumiewać z roślinami (konkretnie orchideami) - świetny pomysł. Zastanawiam się tylko po co Darth Scabrous chciał wykreować bestie, których nikt potem nie potrafił kontrolować, skoro ostatecznie cała jego Akademia upadła. No chyba, że nie przypuszczał, iż jego eksperyment zakończy się "takim" efektem. W każdym razie warto przeczytać, jeśli ktoś lubi horrory i różne mordercze sceny go nie przerażają

Zombiee

Świetna książka, aż żałowałam że się skończyła. W niektórych momentach aż mnie ciarki przechodziły. Uwielbiam The Walking Dead i połączenie tego z SW było genialnym pomysłem. Na pewno przeczytam "Szturmowców"

Czerwone żniwa

Słabo. Słabiutko. W porównaniu do "Szturmowców Śmierci" wyszło bardzo kiepsko. Może to przez to, że tam był element zaskoczenia, nie wiadomo było co się zaraz wydarzy. A tutaj od razu było jasne, że będą zombiaki. Ale poza tym, mało było mroku. Akademia mnie nie przekonała swoją "strasznością", opisy krwawych scen też jakieś nijakie. No, ale pewnie gdybym nie czytał "Szturmowców", byłbym w siódmym niebie

Jeszcze jedna rzecz była irytująca. Zwróciłem na to przypadkiem uwagę na początku i nie dawało mi to spokoju do samego końca. Mianowicie, postaci przez całą powieść niemalże tylko i wyłącznie:
1. Odwracały się
2. Przechylały głowę na bok nasłuchując
3. Czuły ból w klatce piersiowej (klatka piersiowa w ogóle pojawiała się również w innych wariantach).

Strasznie irytujące były te opisy zachowań, powtarzające się co pół strony przy okazji każdego bohatera.

Z jasnej strony pokazał się tylko Tulkh i fragmenty z laboratorium Scabrousa - naprawdę niezłe (szczególnie akcja z Dranokiem i jego towarzyszem). Reszta czerstwa.

5/10

Recka

Red Harvest to druga książka Joe Schreibera w uniwersum Star Wars i swoisty prequel do Szturmowców Śmierci. Prequel, dziejący się ponad trzy tysiące lat wcześniej.

Autor kolejny raz stara się wprowadzić horror do świata Gwiezdnych Wojen, tym razem otrzymujemy Lorda Sithów, Dartha Scabrousa, którego badania i pogoń za nieśmiertelnością doprowadzają do powstania zombie. Jak to zwykle bywa w opowieściach o zombie, główny „winowajca” nie jest głównym bohaterem. Tak i tu, całą historię obserwujemy oczyma młodej Jedi Hestizo Trace, która opiekowała się rośliną będącą jednym ze składników potrzebnych Scabrousowi, łowcą nagród oraz młodym adeptom Sith.

Cała historia jest stosunkowo prosta, od tajemniczych badań, poprzez stworzenie zombie, do walki o własne życie. Coś, co widzieliśmy już wiele razy poza światem Star Wars, ale i zdarzyło się to w naszym uniwersum. Czytając tę książkę miałem bowiem nieodparte wrażenie, że w wielu momentach autor zamienił po prostu scenerię i postacie ze Szturmowców Śmierci na nowe. Zbyt mało było nowych wątków, które by tę książkę od Szturmowców odróżniały właśnie. Można było tu pociągnąć choćby temat, który został w tle napomknięty – różnego oddziaływania wirusa na różne rasy, nie tylko inteligentne. Zbyt duża liczba podobieństw i za mała odwaga w zagłębianiu się w dodatkowe wątki, sprawiła również, że książka była przewidywalna, a to dla horroru źle wróży

Fakt, że historia jest prosta i powtarzalna w stosunku do Szturmowców Śmierci nie sprawia jednak, że książkę się czytało źle. Wciąż jest to bowiem coś nowego w świecie Gwiezdnych Wojen, a lekki styl pisania autora sprawia, że szybko się przez powieść leci. To co naprawdę mi przeszkadzało to fakt, że jak na horror to jest tu zdecydowanie za mało horroru i napięcia. Dobrze, że tym razem w roli głównych bohaterów nie dostaliśmy postaci, które wiadomo, że przeżyją, ale wciąż brakowało mi dreszczyku emocji podczas czytania. 6/10

Czerwone żniwa - czy to SW?

Jestem świeżo po lekturze "Czerwonych żniw" Joe Schreibera i zaczęły mnie nachodzić pewne refleksje. Książka bardzo wciąga, jest dobrze napisana, ale czegoś w niej brakuje. A mianowicie brakuje w niej tego klimatu Gwiezdnych Wojen. Moc nie odgrywa tutaj jakiejś powalającej roli, a walka na miecze świetlne jest wręcz rzadkością (należy zaznaczyć że wszystko dzieje się ok. 3600 lat przed Yavinem). Cała historia, wokół której kręci się akcja powieści jest dość nieprawdopodobna i wydumana, nawet jak na nasze uniwersum. Przez to mam mieszane uczucia na temat tego dzieła. A Wy? Sięgnęliście kiedyś po ta pozycję? Jakie jest wasze zdanie?

Re: Czerwone żniwa - czy to SW?

Książka miała potencjał, dobry motyw z orchideą, ale go nie wykorzystała i jest bardzo podobna do Szturmowców Śmierci, o ironio tego samego autora. Mnie książka nie zachwyciła - trochę za daleko się posunięto. Nawet jak na Gwiezdne Wojny. Nie od razu w każdej książce ze SW są pojedynki na miecze.

Re: Czerwone żniwa - czy to SW?

SirStaniak napisał:
Nie od razu w każdej książce ze SW są pojedynki na miecze.
-----------------------
Ale wiesz, to bardzo Stara Stara Republika, kiedy Jedi i Sithów było tylu, że nie można było ich zliczyć. Więc wypadałoby dać jakiś spektakularny pojedynek

Re: Czerwone żniwa - czy to SW?

Co z tego, że to okres Starej Republiki ? Ta książka nie należy do serii "The Old Republic", więc charakteryzuje się czymś innym. Można powiedzieć, że Czerwone Żniwa i Szturmowcy Śmierci to jedyne książki typu horror w SW. Dlatego brakuje tam walki Jedi vs Sith, galaktycznej wojny itp. Taki był zamiar Schreibera, stworzyć coś nowego, odejść do ciągłych wydumanych wojen Mi książka przypadła bardzo do gustu, fabuła może mocno średniawa, ale tu chodziło o klimat. Czerwone jak i Szturmowcy wyróżniają się mroczniejszym klimatem, to takie typowe horrory, tylko, że w świecie SW.

Re: Czerwone żniwa - czy to SW?

Czy każda książka, nawet będąca w zamyśle horrorem, musi kręcić się wokół walki na miecze? No chyba nie.

Szkoda, że nie przeczytałeś najpierw Szturmowców Śmierci. Czerwone Żniwa dzieją się wcześniej, ale to Szturmowcy zostali najpierw wydani i to powieść znacznie lepsza.
Czerwone żniwa są bardzo przeciętne.

Re: Czerwone żniwa - czy to SW?

Nie. To nie SW. Po prostu ktoś dał na okładce logo Star Wars dla jaj.

...

Nudna, naiwna i kretyńska powieść a Ty jeszcze wątpisz, że jest z Gwiezdnych Wojen?

Re: ...

Szach Mat

Ale przecież to EU/Legends, a wszystko co z EU jest dobre i lepsiejsze!?

Re: ...

Wyjątek potwierdza regułę .

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.