Forum

Wiedźmin

Hej!

Zamierzam zabrać się za czytanie książek Sapkowskiego, a konkretnie "Wiedźmina", czego większość na pewno się domyśliła, jednak wolałbym zasięgnąć opinii innych ludzi, którzy już ów książki przeczytali zanim wyrobię sobie sam opinię. Prosiłbym mimo wszystko o ocenienie w skali 1/10 poszczególne części:

1. “Droga, z której się nie wraca”,
-
2. “Ziarno prawdy”,
-
3. “Mniejsze zło”,
-
4. “Kraniec świata”,
-
5. “Ostatnie życzenie”,
-
6. “Sezon burz”,
-
7. “Kwestia ceny”,
-
8. “Wiedźmin”,
-
9. “Głos rozsądku”,
-
10. “Granica możliwości”,
-
11. “Okruch lodu”,
-
12. “Wieczny ogień”,
-
13. “Trochę poświęcenia”,
-
14. “Miecz przeznaczenia”,
-
15. “Coś więcej”,
-
16. "Krew elfów",
-
17. "Czas pogardy",
-
18. "Chrzest ognia",
-
19. "Wieża jaskółki",
-
20. "Pani jeziora".
-

Jeśli przeczytaliście załóżmy jedną, czy dwie części, to nie zrażajcie się, chętnie posłucham co o tym sądzicie, mimo, że chciałbym usłyszeć zdanie człowieka zaznajomionego z całą sagą, patrzącego na całokształt twórczości Sapkowskiego.

Re: Wiedźmin

Ringwraith napisał:
[...]jednak wolałbym zasięgnąć opinii innych ludzi, którzy już ów książki przeczytali zanim wyrobię sobie sam opinię. Prosiłbym mimo wszystko o ocenienie w skali 1/10 poszczególne części: [...]
-----------------------
Pytanie tylko, po co? Tyle opinii ile ludzi je wygłaszających, a to, co komuś się podobało może nie spodobać się Tobie (i na odwrót).

Ja od siebie mogę dodać, że zbiory opowiadań podobały mi się o wiele, wiele bardziej niż saga, która z tomu na tom stawała się (przynajmniej dla mnie) coraz bardziej nudna i męcząca.

Re: Wiedźmin

-
Ja od siebie mogę dodać, że zbiory opowiadań podobały mi się o wiele, wiele bardziej niż saga, która z tomu na tom stawała się (przynajmniej dla mnie) coraz bardziej nudna i męcząca.


Bardzo to. Zbiory to klasyka i podstawa. Saga w sumie meh, ale mi się wciąż przyjemnie czytało.

Re: Wiedźmin

Saga ma ten walor, że rozbudowuje świat, ale niestety pod względem opowiadania historii czy "miodności" reprezentowała ogólnie niższy poziom niż zbiory opowiadań. Szczególnie boli fakt tego, że im dalej w kolejne tomy Sagi, tym - przynajmniej w moim przypadku - gorzej się je czytało. Ogólna jakość spadała, a historia stawała się coraz bardziej nudna, pomimo dobrych wątków fabularnych i ogólnego zamierzenia.

Re: Wiedźmin

Ja jestem na świeżo, bo zacząłem czytać cykl w ubiegłym roku, teraz czeka mnie "Wieża jaskółki". Przeczytaj pierwszy zbiór opowiadań - "Miecz przeznaczenia", jak Ci się spodoba, to możesz ciągnąć to dalej. A warto, bo to dobre fantasy.

Re: Wiedźmin

Warto, bo polskie. Dla miłośnika książek wstyd to nie znać.

Re: Wiedźmin

Nie. Warto, bo dobre. Przynajmniej część.

Re: Wiedźmin

Część mówisz, sprecyzujesz?

Re: Wiedźmin

Tak jak piszą niektórzy niżej - jakość Sagi ma niestety tendencję spadkową.

Re: Wiedźmin

Ringwraith napisał:
Warto, bo polskie. Dla miłośnika książek wstyd to nie znać.
-----------------------
Jest za dużo książek, żeby wmawiać sobie takie wstydy
(uwaga ogólna, nieodnosząca się bezpośrednio do Sapkowskiego czy zwłaszcza Wiedźmina, z którym jedyny bodaj kontakt miałem w recenzjach Teklaka )

Re: Wiedźmin

Nie ma co kombinować, jeśli spodoba się pierwsze opowiadanie, styl Sapkowskiego i świat "Wiedźminlandu", to pochłania się całość, bo to świetna literatura rozrywkowa. Mnie nawet najsłabszy z tego grona "Sezon burz" bardzo się podobał

cóż

nie odpuszczę sobie powiedzenia, że najpierw warto przeczytać, a potem można spróbować zagrać. Spróbować i przestać, wyjątkowo słaby fanfic

Mogą wystąpić SPOILERY.


1. “Droga, z której się nie wraca”
Opowiadanie praktycznie bez związku z wiedźminem. Ja je przeczytałem po komiksie nawet, długo po tym jak poznaliśmy się z Geraltem. Można, ale na samym końcu, jak kogoś intryguje leczenie wiedźmina i jego halucynacje z "Coś więcej".


2. “Ziarno prawdy”
Fajny tekst, o nieoczywistej oczywistości i oczywistej nieoczywistości zjawiska zwanego miłością. Fajnie miesza motywy `Pięknej i bestii` i lekkiego wampiryzmu.


3. “Mniejsze zło”
Do dziś dziwi mnie ten tytuł i nazywanie Geralta "rzeźnikiem z Blaviken". Nie wiedzę w tym ani zła w ogóle, ani tym bardziej rzezi czy masarstwa. + że wiedźmak chutliwy zalicza batystowe majteczki


4. “Kraniec świata”
Opowiadanie sporo rozjaśniające ruch i walki elfów w Sadze. Poza tym kapitalna końcówczka, ostatnie zdanie, zabawa słowotwórcza prosta, acz mistrzowska.


5. “Ostatnie życzenie”
Znowu miłość, tym razem same samiutkie początki Geralta i Yennefer (jedynej kanonicznej i właściwej partnerki wiedźmina). Fajnie zmiksowane z dżinem butelkowanym, który jednak mało przypomina Shaquilla O’Neala


6. “Łowca burz
/Forum/Temat/18728#579272


7. “Kwestia ceny”
Kolejne opowiadanie, które można włączyć do sagowego Kanonu. Ogólnie polityka, spiski, no i Geralt wyjątkowo nie zalicza żadnej panny czy czarodziejki.


8. “Wiedźmin”
III miejsce w konkursie `Fantastyki` z 1986 roku Trzecie Dobrze, że AS nie zrezygnował. Klasyka, pierwsze, niekoniecznie najlepsze, ale oddające całą ideę "wiedźminienia", ale też tego kim jest Geralt.


9. “Głos rozsądku”
Czy to naprawdę jest opowiadanie? Raczej seria scenek przerywnikowych ze świątyni Melitele. Nie mniej można tak dostrzeć parę szczegółów uzupełniających całokształt.


10. “Granica możliwości”
Golden dragon, ale daleko tu szukać przygód z D&D. Raczej fajna lekka beka z Dratewki i w ogóle polskich wypraw w kupie. No i tak naprawdę zaczątek prawdy o "rodzicielstwie" Geralta i Yennefer.


11. “Okruch lodu”
Kiedyś drażniło mnie bardzo. Potem zrozumiałem, że jest piękne, na ile oczywiście AS mógł to opisać. O miłości i wszystkich tych aspektach, których udajemy że nie ma albo że są banalne i proste jak z hollywoodzkiego zakończenia.


12. “Wieczny ogień”
Jedno z moich ulubionych, bo jak czytam o niziołkach to widzę Tolkiena, a jak czytam o dopplerach to niezła jazda i kryminał wychodzi. Poza tym jakoś zawsze wolałem Geralta w miastach.


13. “Trochę poświęcenia”
Chyba... najmocniejsze opowiadanie o miłości w wykonaniu ASa. Może nie przebija #11, ale też daje wiele do myślenia, znowu też fajnie wykorzystujący fairy tales.


14. “Miecz przeznaczenia”
Kolejne opowiadanie do Kanonu, tym razem o początkach Ciri. Świetnie stworzony Brokilon.


15. “Coś więcej”
Kolejny Kanon, opowiadanie do przeczytania tuż przed startem Sagi. Ogólnie dość słabe, ale nie strasznie.



SAGA
Tu trzeba ASowi oddać hołd, że... nie zgapiał z Martina Chociaż wtedy jeszcze się nie zanosiło

1. "Krew elfów"
Zawiązanie. Niezłe. Mamy Kaer Morhen, innych wiedźminów, Triss przebierającą udami poznajemy pierwszych klawych krasnali, szkolenie Ciri przejmuje Yennefer, te ich pierwsze relacje...
No i Geralt powoli zostaje wkręcany w aferę, o której zasięgu nie ma pojęcia. Nie mniej nic jeszcze nie zapowiada huraganu. Choć krew się leje.
Książka zawiera dwa kapitalne cytaty, o indywidualizmie (jedno z moich życiowych credo) i o podziale kobiet wg Jaskra


2. "Czas pogardy"
Zjazd magów na Thanedd. Gruba impreza, świetnie opisana, a potem Geratl wpada. Taki już jego urok
Ogólnie tom o bolesnych wp`lach naszych milusińskich. Żeby nie było za miło. Świetny wątek Ciri w samotności.
Kapitalny cytat z Codringhera, o takich ich synach.


3. "Chrzest ognia"
Moja ulubiona część, bo... wyrosłem na erpegowych drużynach. A Geralt opuszcza Brokilon i formuje uformowuje mu się (nie ma takiego słowa chyba, ale ) ekipa właśnie. Przezacna, do dziś jak czytam Szarleja to widzę Zoltana Chivaya Ekipa z przygodami.
Poza tym powstaje babski magiczny spisek, który mnie wk`wiał od początku, ale nie psuje całokształtu.
Najlepszy cytat? Krasnoludzkie runy!


4. "Wieża Jaskółki"
Czyli więcej o przygodach Ciri. Mnie średnio pasuje, bo koncept ASa że dziewczyna jest wiedźminko-magiczko-psioniczką skaczącą w czasie i miejscu na jednorożcu... średnio mi takie upchanie pasuje.
Lepszy już Geralt jako osiłek i mordobijca, ale jego medalionu nie mogłem przeżyć długo.
Cytaty? Chyba cała rozmowa króla ze szpiegiem.


5. "Pani jeziora"
Hedonistyczny okres Toussaint. Trochę wkurza, ale nadrabia to ogólny finał Dziecka Niespodzianki i wszystkich, którzy wyciągali po nią/po jej części swoje łapska.
Kapitalna bitwa pod Brenną i cała jej otoczka. Wprawnie potem wykorzystana w trylogii husyckiej.
Ta książka wyjątkowo chyba nie ma fajnych cytatów, ale jej zakończenie powinno dać do myślenia.




Tyle. Ocen nie wystawiałem, bo po co? Po tekście można się domyślić co mi się bardziej podoba, a co nie.

Re: cóż

Lord Bart napisał:
nie odpuszczę sobie powiedzenia, że najpierw warto przeczytać, a potem można spróbować zagrać. Spróbować i przestać, wyjątkowo słaby fanfic
-----------------------
To już Twoje zdanie. Mi tam gry się bardzo podobały. Klimat, muzyka, grafika oraz fabuła (z czym pewnie się nie zgodzisz) wyszły świetnie. W mojej opinii fabuła takiego drugiego Wiedźmina mogłaby być spokojnie zaimplementowana do jakiejś powieści, która mogłaby spokojnie konkurować z kanonicznymi wiedźmińskimi dziełami autorstwa Andrzeja Sapkowskiego.

Żeby nie było: lata temu najpierw sięgnąłem po książki (konkretniej: zbiory opowiadań), a dopiero jakiś czas potem po grę, wtedy pierwszego Wiedźmina. ;p

moje

jako swego czasu prawie-że-pewnie fanboja Witchera. A mówienie o tej fabule włączanej to kpina, ale raczej z ASa. Który i tak ma na to ...

Re: moje

Kwestia gustu i fakt natężenia fanostwa do poziomu "prawie-że-fanboy" tego nie zmienia. Jednym się spodoba fabuła, innym nie. Mi się spodobała, Tobie nie.

Faktem jest, że książkowy Wiedźmin, na fali popularności gry (w sensie oczywiście że nie, bo zawsze był popularny w całym Układzie Słonecznym ), został wznowiony w wielu państwach i z tego co wiem powstały nowe tłumaczenia cyklu na języki ojczyste różnych narodów. Mój znajomy z Chorwacji, który oprócz świata Warcrafta i Tolkiena nie lubi fantastyki, zdecydował się zamówić anglojęzyczne tłumaczenia książek. Powiedziałem mu od czego lepiej zacząć i tak dalej. Same książki poleciłem jako fajną lekturę. I co? Po opowiadaniach zaczął kupować dostępne książki z cyklu. Czemu? Bo tak mu się spodobała trzecia część przygód komputerowego Geralta, że chciał wsiąknąć w ten świat jeszcze bardziej.

Zresztą, statystyki nie kłamią: https://www.tvn24.pl/kultura-styl,8/sapkowski-na-liscie-bestsellerow-new-york-timesa-wiedzmin,550133.html ; jasne, że kiepska książka się sprzeda. Ale nikt mi nie wmówi, że nagły skok popularności książkowego Wiedźmina, czyli pierwowzoru, na którego podstawie powstały trzy gry (dla mnie świetne, dla Ciebie nie, ale pomińmy to), w okresie wzrostu zainteresowania grami, był przypadkowy.

Sam Sapkowski nie wiem czy jest tak obojętny na gierki, bo jak się już o nich wypowiada to w polskim tonie: argumenty "nie wiem, ale się wypowiem" i słowna agresja. Kolega mi powiedział kiedyś: "no bo on ma taki sposób bycia". Nie wiem jaki ma sposób bycia, ale jaki by nie był to nie tłumaczy to niemiłych zachowań. Chociaż druga strona święta nie jest. Głupie pytania, na które padały wielokrotnie odpowiedzi, i które denerwują osobę w kierunku której te pytania padały, to przepis na nerwową wypowiedź. Potem mamy płacze, że "hurr on obraził graczy!!!1", przeplatające się z równie niemiłymi, żeby nie powiedzieć chamskimi, komentarzami ze strony tych właśnie "obrażonych graczy, płaku płaku, bo ktoś coś powiedział kiedyś jakoś ; ( ".

zmienia

zmienia, jak się było w środku to więcej widać i więcej człowiek wie

Re: zmienia

Jasne, ma się wtedy lepsze ogólne rozeznanie, z tym, że kwestia aprobaty dla fabuły jest względna. Dla jednych fanów Gwiezdnych Wojen "Ostatni Jedi" był filmem dobrym, a dla innych (np. mnie) był kiepski. Trudno zarzucić jednej czy drugiej grupie brak elementu "wsiąknięcia" w dane uniwersum, niemniej zdania są podzielone. Tak samo przy Wiedźmaku. Mi się fabuła gier podobała, Tobie nie. Kto ma rację? Nikt. Można co najwyżej pochwalić dobrą mechanikę w tej grze (tak tak, wiem że nie przepadasz za systemem walki w trzecim Wiedźminie) czy porównawczo ocenić rozwiązania fabularne (główny wątek, questy, dialogi) w zestawieniu z innymi erpegami, które wyszły w ostatnich latach.

ale

tu nie idzie o to co się podoba, tylko o to jak to się ma do oryginału. Fanfiki są albo złe, albo dobre względem wytarzania się w zasadach świata. Witchery są złe.

Stąd nie wzniecił mnie bip tłiterowy, bip gry martwej od lat i będącej martwą przez dłuższy czas. A to że Redzi potrafią się PRowo sprzedawać - temu chyba nikt nie przeczy?

Ale nie chcę Cyberpunka od nich. Bo kto wie z czego będą ciągnąć i co będą psuć.
Natomiast marzy mi się gra o wiedźminach po prostu, otwarty świat, mijające lata, zaczynamy gówniarzem i jak dożyjemy zostajemy starym łowcą.

Taka gra, ale nie od nich. Nigdy więcej.

Re: ale

Gdzie niby jest poważne naruszenie jeśli chodzi o łamanie zasad świata książkowego w grach wiedźmińskich?

W ogóle, to grałeś w końcu w jakie Wiedźmaki, że tak nie lubisz tej serii? ;p Bo kojarzę, że kiedyś pisałeś o zagraniu w jedynkę, ale nie wiem co z pozostałymi częściami.

Co do gry wiedźmińskiej, którą przedstawiłeś to... jest to utopia, niestety. Taka gra raczej nie powstanie, chociaż nie powiem - byłaby ciekawa. Takie pierwsze Fable w świecie Wiedźmina.

Natomiast Cyberpunk... *bip* też mnie nie zagrzał ani nie zaziębił. Nie lubię cyberpunkowych klimatów i nie czuję hype`u związanego z tą grą. Kibicuję Redom, żeby ta gra się udała, sam jednak wątpię, czy w nią zagram pomimo sympatii do gier Redów. Nie moje klimaty.

Sam rozwój gry nie napawa optymizmem, bo po takim czasie właściwie nic nie wiadomo, a jeszcze dochodzą plotki plotki o różnych problemach (np. ta https://www.cdaction.pl/news-49414/cyberpunk-2077-ma-byc-moze-problemy-gwint-chyba-zmierza-na-ios-y-i-androida-.html ). Podejrzewam, że wielu ludzi zachwyconych Wiedźminem 3 powoli zapomina o Cyberpunkum, a rynek gier nie śpi. Powstają wciąż nowe tytuły i to, co mogło być atutem Cyberpunka, może wyblaknąć przez długą nieaktywność jeśli chodzi o nowe wieści na temat gry czy późny czas jej wydania.

może

że nie widzę sensu prowadzenia tej dysputy w temacie książkowym jednak, ale taka z brzegu pierwsza Triss... którą to Redzi upatrzyli sobie na zastępstwo Yen.
I jak byś nie grał w W1 to jest tam namolny wątek rudzielca i Geralta, później nawet wkręcanych w chamską kopię "rodzicielstwa" tj. G+Y+Ciri ma się równać G+T+Alvin.

A nawet jak starasz się to omijać, być wierny tej jedynej to gdzie się budzisz w W2? W namiocie z rudą. I z jej cyckami, które trzeba pokazać na nowym, acz tragicznym RedEngine.
A jeśli już przy piersiach czarodziejskich jesteśmy to ktoś pamięta dysputy na oficjalnym i zmiany rozmiaru i lokacji tych półkul? Przy jednoczesnym podpięciu, że magiczna amnezja Geralt nie tylko wykasowuje Yen, ale też pozbawia Triss nieodwracalnych zdawałoby się ran spod Sodden...

I tak dalej, i temu podobne.


Ja nie oceniam KSIĄŻKI po okładce (to w nawiązaniu do postów niżej). Nie oceniam GRY po fabule z solucji. Nie oceniam FILMU po trailerze.
ALE
Jako że przeczytałem trochę książek w życiu to co do niektórych mogę je przewertować, przeczytać rozdział w Empiku i już będę wiedział czy brać.
Jako że zobaczyłem trochę filmów w swoim życiu to co do wędrówki do kina i wydawania ciężko zarobionych pieniędzy mogę sobie wyczuć czy warto. I w 92% mi się sprawdza.

Tak samo też jest z grami, chociaż tutaj odsetek słabizny nie jest tak duży. Natomiast sprawa Witchera jest jasna i prosta - grałem w W1, starałem się przejść W2, ale nie dałem rady, potem zaznajomiłem się z fabułą W3, czy może jednak przemóc obrzydzenie, dodając do tego filmy z Yen właśnie, z Ciri i tak dalej.

Nie dało rady, bo to nadal i więcej jest coś czego nie akceptuję, do czego nie podchodzę jak do zwykłej gry z kolejnym superbohaterem. Swoją drogą właśnie dzięki temu DOPIERO trzecia część miała taki sukces światowy, bo z unikalnego wiedźmina zrobili Geralta kolejnym marvelem. A że te są lubiane...


Kończąc ten temat, którego nie ma sensu kontynuować, bo i do niczego nie dojdziemy - W1 miał premierę w 2007 roku. Rok wcześniej Techland wydał pierwszego Call of Juarez, nie mówiąc o poprzednich grach, ale ten pomińmy.
W2 miał premierę w 2011. W tym czasie Techland wydał dwa Juarezy i pierwszą Dead Island.
W3 miał premierę w 2015. W tym czasie Techalnd wydał czwartego Juareza, drugą DI i Dying Light.

Redzi sami ogłosili w marcu 2017, że CAŁA TRYLOGIA sprzedała się na świecie w 25 mln sztuk. Ciężko mi w to uwierzyć, tym bardziej jestem ciekaw jak liczyli te wszystkie Edycje Specjalne i inne poprawianki.
Ale ok - wychodzi, nieuczciwie, 8.3 mln na Wieśka.
W tym czasie DL - 5 mln, DI - 5 mln, DI:R - 2.5 mln, Juarezy - 3.5 mln. Taki Chrome sprzedał się w 800 tysiącach.

Pomijając tą nieuczciwość, że podobno W3 wyciągnął 15 mln, a W1&W2 razem 10, dodając do tego okrutny hype polskich mediów wszelakich i ostry PR Refów - jakoś tak się złożyło, że żaden polski polityk nie wręczał zagranicznemu politykowi gry Techlandu. W programach ekonomicznych pokroju EKG w Tok.fm nie rozmawia się o cenie akcji Techlandu, nawet w domyśle wejścia na giełdę, ale można poświęcić pół programu owemu "bipowi" i wzroście ceny na CDP...


Kończę tym, że Polacy tak mają - wybiorą sobie coś/kogoś za złotego cielca i będą go paśli do obrzydzenia. Uczciwie i szczerze olewając resztę.

Ja do tego ręki nie chcę przykładać.

Re: może

Tzn. chciałem poznać Twoje zdanie na ten temat, korzystając przy okazji z tego, że temat może dotyczy książkowego Wiedźmina, ale odnosiliśmy się do Twojego zdania na temat natężenia książkowej "wiedźmińskości" w grach komputerowych o Geralcie z Rivii.

Jak pamiętam, to po premierze pierwszego Wiedźmina zarzucano właśnie grze różne nieścisłości. Z punktu widzenia osoby nieznającej uniwersum były to bzdety, ale z punktu widzenia fana książek już nie. Sam nie byłem jakimś wielkim ekspertem Wiedźmina, ale zastanawiałem się, czemu Triss nie ma kasztanowych włosów, gdzie jej blizny. Pomyślałem, że pewnie to jakieś czarodziejskie sztuczki. Naiwna myśl, ale jakoś sobie tak to tłumaczyłem.

Związku z Triss będę jednak bronił z punktu widzenia gry. W jedynce mieliśmy do wyboru Triss albo Shani jeśli chodzi o partnerkę i osobę mającą wychowywać Alvina. Z punktu widzenia technicznego to było dobre wyjście: nowy tajemniczy dzieciak o imieniu Alvin (taki growy odpowiednik Ciri); konflikt z możliwym wyborem celem jego rozwiązania; amnestia Geralta, więc nie pamięta Yen (amnestia zakończyła się pod koniec drugiego Wiedźmina, co ładnie dopięło wątek stracenia przez Geralta pamięci).

O silniku z dwójki i trójki mam mieszane uczucia. Dwójka miała ten problem, że w trakcie jej tworzenia wiele rzeczy musiało być z gry usunięte. Ot, cięcia, problemy chyba też finansowe były. Stworzono jednak świetny silnik z wieloma możliwościami, ale... no właśnie. Na niższych detalach gra wyglądała koszmarnie. Nazwanie jej kupą uznam za najłagodniejsze określenie. Dalej, optymalizacja. Po premierze grałem w grę na średnich/wysokich ustawieniach. Po Edycji Rozszerzonej obniżyłem nieco detale, bo podobno dodali jakieś ulepszenia graficzne. Gra zwalniała w niewyobrażalny sposób i grałem na niskich, ciesząc oczy tym biedawyglądem. Nie wiem co zawiniło, czy mój sprzęt, czy gra. Znajomy jednak sam przyznał, że gra po Edycji Rozszerzonej chodzi mu o wiele (kluczowe słowo: o wiele; nie troszkę) gorzej niż jak zagrywał się krótko po premierze.

Nie wiem czy to była wina niedoświadczenia, cięć budżetowych, czy może obu tych czynników. Jako konsumenta mnie to nie obchodzi i szczerze wkurzyła mnie ta Edycja Rozszerzona. Teraz jak mam nowego kompa to wiadomo, gra wygląda miodnie, fajnie się gra i płynnie, nowe elementy dodane ER też cieszą oko. Ale nie zamydli mi to oczu i nie wykasuje z pamięci zgrzytu polegającego na graniu na tym samym sprzęcie w tę samą, ale lekko poddaną liftingowi, grę na niskich ustawieniach, które wyglądały tragicznie.
REDzi się jednak zrehabilitowali. Wersja tego silnika użyta w trójce zapewnia lepszą optymalizację, lepszą grafikę (nawet na niskich ustawieniach!), szybsze czasy ładowania, więcej dobrze zoptymalizowanych efektów pogodowych, graficznych itd.

Odnośnie sukcesu, trzecia część odniosła sukces nie dlatego, że uczyniono z Geralta superbohatera, bo apogeum jego "przekoksowania" było w finałowym poziomie jedynki. Odniosła sukces, bo wyszła świetna gra, dobrze zareklamowana, dopracowana, zostawiająca daleko w tyle konkurencję (Dragon Age: Origins, Fallout 4). Wiedźmin 3 zdobył wiele nagród w pełni zasłużenie. Technicznie jest grą świetnie zoptymalizowaną i przemyślaną. Ma pewne niedociągnięcia (jakieś elementy, które można było zrobić lepiej), ale nie ma gry idealnej. W swoim życiu już grałem w wiele gier i pamiętam czasy, kiedy kilka pikseli na ekranie to była uzależniająca zabawa. Jedną z najlepszych gier, aczkolwiek nie najlepszą, w jaką grałem, jest właśnie trzeci Wiedźmin. Ale to już kwestia gustu, nie ma sensu z nią polemizować i przychylam się do zaproponowanego przez Ciebie zakończenia tego tematu, bo swoje zdanie wyraziliśmy i w gruncie rzeczy dalsze pisanie byłoby grafomanią.

Dodam tylko jedną rzecz odnośnie "złotego cielca". To niestety prawda. Bardzo lubię Wiedźmina, ale sprowadzanie całego polskiego przemysłu growego do jednego studia, które pokazuje "jak się robi gry nad Wisłą", to jakiś żart. Sukces Wiedźmak odniósł niesamowity, ale Techland zaczynało wcześniej i mogło się pochwalić sukcesami bez takiego wsparcia w mediach, jakie miał Wiedźmin, czego szczytem było wręczanie egzemplarza kolekcjonerskiego gry prezydentowi Barackowi Obamie.. ;p

Tym bardziej, że Techland ma ogromny wkład w rozwój przemysłu growego w Polsce, ma ogromne doświadczenie, a co najważniejsze z biznesowego punktu widzenia - odniósł olbrzymi sukces aż trzema seriami gier. Do dzisiaj ludzie zagrywają się w Dead Island i chwalą Dying Light, które zresztą jest stale wspierane, za co gracze są wdzięczni Techlandowi. Do dzisiaj chociażby ja lubię sobie pograć w kowbojskie klimaty Call of Juarez, a seria jest już można powiedzieć kultowa jeśli chodzi o serie gier o Dzikim Zachodzie.

O Techlandzie się jednak nie mówi. To jest smutne, naprawdę smutne, gdyż tak jak mówię: mają osiągnięcia, mają doświadczenie, mają swój wkład w rozwój branży, a przede wszystkim stworzyli TRZY rozpoznawalne serie, szanowane przez graczy i recenzentów, które się sprzedały w milionach egzemplarzy.
Cieszę się, że także dostrzegasz problem nierównego traktowania różnych firm przez media. Kilka lat temu, jeszcze zanim wyszedł Wiedźmin 3, podniosłem na jakimś forum dyskusję na ten temat. Czego się dowiedziałem to zapewne się domyślasz: że się nie znam; że "to niszowe tytuły" ( ). I był jeden argument, ten najśmieszniejszy: że działam przeciwko Polsce wypisując rzeczy nieprzychylne najlepszej polskiej grze w historii, Wiedźminowi 3.
Przypominam: Wiedźmin 3 jeszcze wtedy nie wyszedł, a ja tylko podjąłem temat olbrzymich sukcesów Techlandu, które nie wiedzieć czemu nie są tak lansowane jak w przypadku Wiedźmina.

Re: cóż

- W mojej opinii fabuła takiego drugiego Wiedźmina mogłaby być spokojnie zaimplementowana do jakiejś powieści

Boże tylko nie to Nigdy więcej nie chcę grać w dwójkę, tak mnie wymęczyła. Natomiast niektóre fragmenty z 1-nki i 3-jki są lepsze niż wypociny AS`a z późniejszych tomów.

niby

to które?

Re: niby

Cały akt IV z W1, wątek detektywistyczny aktu II, całe Serca z Kamienia z W3, wątek Craite`ów na Skellige, morderca z Novigradu.. pewnie jeszcze coś bym znalazł, ale to już raczej byłyby krótkie epizody.

hmmm

wątek detektywistyczny jest mocno niedorobiony i można łatwo się wkopać.

Brzegi i motyw Balladyny - toż to Słowacki Jeśli już to ew. wątek "słabego" wiedźmina Berengara.

Cała reszta z W3 lepsza niż "wypociny późniejsze"? Pfff, jeśli chociaż nie kolidują z oryginałem to może ewentualnie, że kiedyś

Re: hmmm

-wątek detektywistyczny jest mocno niedorobiony i można łatwo się wkopać. Czy ja wiem czy mocno? Idealny może nie jest. Co i tak IMO nie zmienia faktu, że pomysł i klimat są świetne.

Brzegi i motyw Balladyny - toż to Słowacki Jeśli już to ew. wątek "słabego" wiedźmina Berengara.
Słowacki, potem fragment Mickiewicza, plus kilka fajnych pomysłów jak właśnie Berengar, gra w kości z duchem o Alvina, Pani Jeziora czy finał z Wiewiórkami. Sapkowski również czerpał garściami z kultury polskiej i ogólnie europejskiej. Może nie tak dosłownie ale wciąż, u REDów też jest twist, a całość jest zgrabnie wkomponowana w wiedźmiński świat. Cały akt mógłby równie dobrze być opowiadaniem ze zbioru AS`a.

Cała reszta z W3 lepsza niż "wypociny późniejsze"? Pfff, jeśli chociaż nie kolidują z oryginałem to może ewentualnie, że kiedyś
Ah to tak, kręcimy nosem dla samego kręcenia? Byś zagrał kiedyś, przy tym najlepiej nie sugerując się tym całym hypem i fapowaniem

nie

chodzi tylko o czerpanie, ale o lepienie. Nie wiem jak byś chciał zrobić dobry tekst z połączenia Berengara, Alvina, Pani Jeziora i Wiewiórek

Nie kręcę nosem. Fabułę W3 znam z official guide, dodatków nie, ale jak ktoś ostatnio trafnie napisał
Opinia trochę typu „Imma gonna let you finish, but…” – AC: Origins dobre, ale do czegoś się przyczepić trzeba jednocześnie oddając (ustawowo wymagany?) czołobitny pokłon przed złotym cielcem CDPR.

Zgadza się, DLC do Wiedźmina 3 były bardzo dobre, przy czym „Serca z kamienia” tylko minimalnie rozbudowywały mapę gry, w zasadzie dodając do już istniejącej parę lokacji (czyli tak jak „Kuba Rozpruwacz” do AC: Syndicate). Fabularne DLC do Black Flag i Unity rozgrywało się na nowych mapach, pojawiały się nowe bronie, mechaniki (strach w „Rozpruwaczu”). Tak, te dodatki mogły być lepsze, ale z tekstu wynika, że to w ogóle było jakieś badziewie co nic nie dodawało.



Poza tym nie chcę grać w tytuł, który podaje taką Yen i taką Ciri w to co sobie Redzi umyślili.
Ja wiem, że patriotycznego wzmożenia wokół złotego cielca Witcherów nie pokonam, nie mam tego nawet na celu.

Ale swojego zdania nie zmienię, będę bronił, bo są ku temu twarde dowody.

Re: nie

Lord Bart napisał:
[...] Poza tym nie chcę grać w tytuł, który podaje taką Yen i taką Ciri w to co sobie Redzi umyślili. [...]
-----------------------
Co masz na myśli? Bo Yen i Ciri wyszły im bardzo dobrze, wierne - jeśli chodzi o ich charaktery - postaciom z książek, z tym, że np. Ciri jest starsza, więc nie będzie się zachowywała jak chociażby w "Krwi elfów".

Jeśli chodzi o postacie ekskluzywne dla gier, to mi się motyw Berengara bardzo spodobał, tak samo jak jego postać. Jego wątek ponadto wprowadzono w sposób bardzo przemyślany, dzięki temu gracz nie czuje dysonansu, że "zaraz, ale jego w książkach nie było!". Przynajmniej ja tak miałem.

I wybacz, ale ocenianie jakiejkolwiek gry fabularnej całościowo, pod względem fabuły, na podstawie czegoś w stylu official guide`a, choćby nie wiem jak dobrze zrobionego, to robienie krzywdy danej grze. To tak jakby nazwać fabułę TES IV czy V jako guanowatą, bo główny wątek był bardzo słaby, a to, że świat był generalnie bardzo bogaty, a misje poboczne czasem mocno ciekawe (standardowy przykład: Mroczne Bractwo), to już nie ważne.

Mała uwaga odnośnie "Serc z kamienia": jako ktoś, kto przeszedł ten dodatek i to dwa razy powiem, że mylisz się. Rozbudowanie mapy nie było minimalne, bo za takie uznałbym rozszerzenie jej o te pobliskie wiejskie obszary, podczas gdy rozszerzenie było całkiem spore (acz nie takie jak w "Krwi i winie"). Dodatkowo tenże dodatek wprowadzał masę nowych pancerzy, broni, możliwości, ulepszeń, wątków pobocznych. Genialne questy, zwłaszcza te z głównej linii fabularnej, psuł jednak irytujący element związany z walką. Nie chodzi o to, że walki z bossami były wymagające, ale Król Ropuch to był jakiś żart. Trudny do ubicia, bo był bardzo wytrzymały i dużo czasu zajmowało jego zasiekanie. Na dodatek łatwo można było zginąć. Za drugim razem poszło lepiej, bo też lepiej się przygotowałem, ale to żadne wytłumaczenie. Skill i znajomość mechaniki gry zostały przysłonięte przez irytującego, wytrzymałego przeciwnika. Walka z Imlerithem za każdym razem ma tę nutkę epickości oraz potrzeby zsynchronizowania się dosłownie z Geraltem w trakcie gry. Przy Królu Ropuchu mamy za to wkurzającego przeciwnika "na dzień dobry" i to nie jest moje odosobnione zdanie. Wielu moich znajomych myślało podobnie, a jeden po prostu zrezygnował z kontynuowania grania w dodatek jak po 3h nie ubił jednego z pierwszych przeciwników. Tak, pierwszych, dlatego nie oznaczyłem go w spoilerze. Król Ropuch to początkowy, niejako "otwierający" dodatek, boss.
Był jeszcze drugi tego typu boss, ale nie będę już w sumie pisał, bo generalną myśl przedstawiłem.

Re: nie

-chodzi tylko o czerpanie, ale o lepienie. Nie wiem jak byś chciał zrobić dobry tekst z połączenia Berengara, Alvina, Pani Jeziora i Wiewiórek
Ok, może Pani Jeziora to już za dużo, ale przy kilku zmianach z reszty dałoby się coś fajnego ulepić

Fabułę W3 znam z official guide
To raczej mało opiniotwórcze, trochę jakbym oceniał książki/filmy na podstawie streszczeń, nie sądzisz? Dobra opowieść to nie tylko podsumowane, sucho przedstawione wydarzenia.

Z kolei komentarz trafny w kontekście naszego polskiego spuszczania się nad Wiedźminami, ale przecież ja o tym wiem, a to w żaden sposób nie ujmuje nic samym dodatkom. A już na marginesie, dodatki można oceniać dwojako: pod względem mechaniki/grywalności i tutaj rzeczywiście Serca z Kamienia dodają tylko jedną wieś (Krew i Wino to już inna sprawa) oraz pod względem fabularnym - w tym przypadku przeciętne i raczej niezainspirowane Unity i Black Flag jednak chowają się przed dodatkami W3. W Syndicate nie grałem. Domyślam się, że to komentarz do jakiejś recenzji, w której znowu wychwalano pod niebiosa W3. I nie rozumiem, co to wnosi?

Poza tym nie chcę grać w tytuł, który podaje taką Yen i taką Ciri w to co sobie Redzi umyślili.

To jak najbardziej rozumiem. Osobiście kupiłem growe wersje, bo moim zdaniem były bardzo bliskie pierwowzorom, ale z podobnego powodu jestem bardzo sceptyczny względem serialu, którego pomysł średnio mi się podoba.

Re: cóż

Proszę proszę, mogę się pod tym prawie w całości podpisać, choc ja czytanie zaczynałem od zbioru gdzie pierwszym powiadaniem była "droga"

A Ciri skacząca w czasie jest jedym z nalepszych konceptow AS-a - i jak to jest pięknie wplecione w całą post-story, Ciri przywozi z realnego świata zarazę która zdziesiatkuje swiat magiczny/AS-owy i doprowadzi do eksterminacji magiczek. Zupełnie niezamierzony przypadek o daleko idących i śmiertelnych konsekwencjach.

Re: cóż

to czemu się nie przeniosła i nie utłukła Vilgefotza w kołysce?

Re: cóż

Bo nie ona wybierała czasoprzestrzenne lokacje, to był w pewnym sensie random.

żeby

było jasne - teleportacje czasoprzestrzenne są ok, razem z następstwami. Ale tak do kupy to AS stworzył straszne prze-potworka i to jeszcze w postaci takie dziewczynki co to dla mnie jest żeńską wersją Aniego niewolnika, a potem Anakina.

Re: cóż

Najpierw nie wybierała a potem wybierała. Miała dość czasu aby się potem poduczyć. I np. wparować piątką do Cytadeli Stygga.

Re: cóż

A to moim zdaniem trochę zależy ile masz lat Dawniej Wiedźmina łykałam i przeżywałam (to czekanie na ostatni tom! Kawałki rozdziałów w necie!), potem zrobiłam sobie przerwę i teraz co najwyżej wracam do opowiadań i czasem pierwszych tomów. Ostatnich już nie tykam.
Bo niestety dla mnie saga im dalej tym gorzej, także literacko i stylistycznie.

Ale wciąż mam tam kawałki, które lubię, jak bimber z mandragory, jak właśnie drużyna Geralta, jak nauka Ciri przez Triss czy zjazd czarodziejów z ktorego pochodzi moja ukochana bzdurka garderobiana

początek spoilera jedna z czarodziejek ma bluzkę z prześwitującej żorżety założonej na gołe ciało. Co całą moją babską grupę znajomych regularnie bawi do łez XD koniec spoilera

Re: cóż

Grr i zwaliłam spojler, ktory w zasadzie spojlerem nie jest ale i tak. Oraz to miała być odpowiedź pod głównym postem.

Co pokazuje jasno, że w niedzielę rano to się śpi a nie użera z budzikami ekologicznymi i pisze na forum.

Re: cóż

Eee, co jest takiego bzdurnego w tym koncepcie?

Re: cóż

Re: cóż

Szczerze to ja nawet za bardzo nie wiem co to owa "żorżeta" i w jaki sposób, ale Sapek się chyba zawodowo zajmował handlem tkaninami (ew. znowu mi coś Niemiec schował...) i raczej powinien być "w temacie" prześwitywalności.

Ale, podkreślam, ja się na tkaninach nie wyznaję.

no

nie wiem czy zależy... style pisarskie chyba podobają się bez względu na wiek.

A co do materiału to ja tam na kobiecych ubraniach się nie znam (poza tym jak sprawić żeby wprawnie spadły na podłogę ), ale wszędzie stoi, że ten materiał jest prześwitujący, więc... coś jest w tym więcej ukrytego?

Re: no

Jest takiej fakturze, że naprawdę na gołe ciało to nic a nic przyjemnego

Dlatego mówię, że mała bzdurka, acz bawi niezamierzenie wciąż. Plus no raczej jest to tkanina mało znana, ale brzmi odpowiednio niezwykle, to bach ją na czarodziejkę XD

Sapek was Right

I jak się doedukowałem, to wychodzi na to że to coś jak z "siadaniem po turecku" i "kluczem francuskim" w Star Wars

No chyba, że w alternatywnym swiecie Wiedźmaka żyła sobie alternatywna pani de la Plante, i alternatywna tkanina przez nią wymyślona była jak najbardziej OK do noszenia na gołe ciałko.

I te pierwsze oryginalne "Georgetty" to były jedwabne i jednak baardzo przejrzyste I dzisiaj też takie można kupić i nosić na gołe ciałko, jak ktoś lubi.

See an example

https://sewings.com/silk-fabrics-materials/pure-silk-georgette-fabrics/sewing-material-real-silk-georgette-fabric-hot-red-cn-46.html

Re: no

przez 30 lat swojego życia wszystkie żorżety jakie widziałam były sztywne, dość grube jak na tkaninę `elegancką`, szorstkie w dotyku. Tak, wiem co stoi w słownikach, niemniej żadna kobieta wybierając tkaninę na prowokującą koszulkę nie obstawiłaby `żorżety`, a szyfon, batyst, koronkę (tu - też nie każdą)

rozumiem

ale to były w końcu wyzwolone czarodziejki... może lubiły jak im się coś sztywnego, dość grubego ocierało o ramiona, plecy, piersi.

Re: rozumiem

Nie wiem jak czarodziejki, ja miałam z białej żorżety sukienkę do pierwszej komunii.

w sensie

że prześwitywało, czy że było sztywne i drapało?

Re: w sensie

Bart
zdajesz sobie że mówisz o ośmioletnim dziecku...? Owszem, o mnie, ale jednak, k***a o ośmioletnim dziecku?

ogarniam

komunię w tym wieku, ale uwierz mi - widziałem na zdjęciach nie takie "kreacje" 8-latek.

Nie chodzi mi o żadne zbereźne rzeczy (ciężko uwierzyć, ale jednak) tylko czy skoro o tym rozmawiamy to był prześwitujący, czy był drapiący i sztywny, czy bardziej przezroczysty, czy bardziej nieprzyjemny.

Staram się (tak mi się zdaje) ustalić w czym ew. pomyłka ASa jest tak zabawna. Chyba że jest to humor na tyle głęboko kobiecy, że po prostu go nie pojmę.

I ok, ale wolę wiedzieć

Re: ogarniam

Nie wiem, czemu interesują cię zdjęcia ośmiolatek w takich `kreacjach`. Nie trafia do mnie też że nie chodzi ci o nic zbereźnego, skoro ledwie dwa posty wyżej piszesz o rzeczach przekraczających granicę obsceny. Założyłam że jak sprowadzę temat do poziomu możliwie niewinnego to utnie to niesmaczne dywagacje. Skoro pytasz czy ktoś ubrałby ośmiolatkę (nie ktoś zresztą, tylko moja matka) na komunię w przejrzystą odzież, to albo kogoś obrażasz, albo musisz zdrowo strzelić się w łeb.

o

8-latki i kreacje chodziło o komunijne. Widziałem na zdjęciach rodzinnych/pociotecznych i podobnych sukienki heh nie tyle takie co to trochę przesada by 8-latka ją nosiła, ale też że ksiądz się zgodził. Chociaż tym ostatnim to nie ufam od dawna.

A pytam uczciwie, bo ludzie robią różne rzeczy.

A ew. obscena dotyczyła czarodziejek. Wyzwolonych. A ty mi napisałaś o swoim stroju z komunii. Chyba nie uważasz, że pomyślałem że widać ci było ciało pod tym? Trochę mnie przeceniasz, nawet w złą stronę. Niektóre z tych sukienek zakłada się na coś, więc nawet jak prześwituje to nie mówię o tym, o czym ew. myślisz.


Nadal jednak nie łapię dowcipu - to materiał jest w końcu ma przejrzysty, nieprzyjemny w postaci bezpośredniej, zbyt pospolity na seksowną kieckę?
Chociaż widzę, że vilkala chyba mi odpowiedziała. Mnie to nadal nie śmieszy, ale ok.

To możemy ten wątek zamknąć chyba-chyba że chcesz przypisać mi jakieś inne brzydkie rzeczy.

Re: o

Tam wyżej, pt. "Sapkowski was Right" masz podane (z przykładem obrazkowym) że oryginalna jedwabna Georgetta może być jak najbardziej cienka i przejrzysta czyli dokładnie taka jaką wyzwolona czarodziejka mogłaby założyć.

I po co dalej drążyć temat?

Re: o

Zgadzam się nie zgadzając się ani ciut

Jasne oryginalna jedwabna może i była przejrzysta, ale w latach w jakich wychodził Czas Pogardy niemal nikt o takiej nie pamiętał. Ogromnej grupie dziewczyn i kobiet żorżeta kojarzyła się albo właśnie z materiałem z sukienek komunijnych, albo z tym okropnym, sztywnym, brzydkim żakietem cioci Heli/Alutki/Zosieńki, w którym regularnie rzeczona ciocia pojawiała się na imprezach rodzinnych.

I to nie była wizja pasująca do czarodziejek. I jasne AS mógł mieć rację, ale niezamierzony efekt komiczny pozostał i bawi strasznie do dziś. Bo kontrast: wyzwolona, seksowna czarodziejka a babciowa garsonka, nie jest zapewne czymś do czego AS dążył

Jakby szanowna czarodziejka miała bluzeczkę z szyfonu nikt by się nie czepiał. Szyfon kojarzy się zwyczajnie inaczej

Re: o

Ale w takim razie najwyraźniej Sapek i tak miał rację, skoro efekt komiczny wynika z niewiedzy grupy dziewczyn/kobiet Just sayin`

Re: o

Ale to wiesz jakby napisał, że Geralt miał czarne spodnie z kreszu - jasne można zrobić z tego coś sensownego, ale co z tego jak kojarzy się z dresami kupowanymi na bazarkach

Nigdzie nie mówię, że nie miał racji, jego książka, jego żorżeta XD Tylko, że scenka, która miała wszystkim pokazać seksowność danej czarodziejki, niestety nie spełniła swojej roli dla części czytelników. A nie spełniła jej, z powodu skojarzeń z życia wziętych.

(za to uwielbiam Bastion - rozważania o żorżecie pod postem o Wiedźminie XD)

Re: o

Bastion uczy i bawi. To drugie szczególnie

Po zapoznaniu się z literaturą nie fantasy, jestem więcej niż pewny że racja jest po stronie Sapka. On, mając z tym do czynienia zawodowo, miał na myśli tę lekką, jedwabną i bardzo przezroczystą.

Bo wynalazek pani de la Plante polegała na technologii plecenia, georgetta to nie jest nazwa własna materiału

Sprawa wymaga oczywiście dalszych badań i bezpośredniego zapoznania się z materiałem dowodowym

Re: no

Lord Bart napisał:
A co do materiału to ja tam na kobiecych ubraniach się nie znam (poza tym jak sprawić żeby wprawnie spadły na podłogę )
-----------------------

Mamy 2018 rok. Daj spokój, nikt na tym forum nie uwierzy, że to prawda co piszesz o kobietach i o (szybkim) pozbawianiu ich ubrań.

Nie pozdrawiam, nie odpisuj.

akurat

twój ból ogóra zawsze potwierdza, że jest przeciwnie

Pozdrawiam, odpisuję.

Re: Wiedźmin

Ja dorzucę opinię z drugiej strony barykady - przeczytałem pierwszy tom opowiadań, przeczytałem pierwszy tom sagi, przeczytałem do tego jakieś 33% Narrenturm i nie mogę z czystym sumieniem polecić prozy AS. Bardzo doceniam wkład w propagowanie polskiej twórczości poza granicami kraju, ale do mnie nie trafił. Nie umiem do końca powiedzieć co jest problemem, najbardziej chyba nie pasuje mi jego styl narracji, i też jestem jakoś bardziej przyzwyczajony do tradycyjnego fantasy.

Re: Wiedźmin

Mnie się ogólnie nie spodobał styl narracji w Sadze. O ile opowiadania do dzisiaj uważam za coś bardzo dobrego pod względem narracji, tak narracja w wiedźmińskiej Sadze nie przypadła mi do gustu. Rzekłbym, że ta forma mnie często nawet przynudzała.

A szkoda, bo np. ja cenię sobie oryginalne fantasy, nie mam jakiegoś przyzwyczajenia do "tradycji", a Wiedźmin niewątpliwie pokazał coś nowego. Szary świat bez jednoznacznego dobra i zła, pełny chamstwa, rasizmu, fanatyzmu, ale też dobroczynności czy zwykłej ludzkiej przyzwoitości. Bardzo to zbliża Wiedźminland do świata rzeczywistego.

Tego też mi w Tolkienie brakowało... stworzył piękny i rozbudowany świat fantasy, świetnie opowiedział historię, ale nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że wszystko to było jakieś naiwne, wyidealizowane.

Zdaję sobie sprawę, że fani Tolkiena pewnie odpowiedzą gniewem albo wskazywaniem, że źle myślę, ale niech stracę. ;p Mi tolkienowski cykl przypadł do gustu, nie przypadł mi tylko do gustu wyidealizowany świat z jasnym podziałem na dobro i zło.

Re: Wiedźmin

Ale... co do ostatniego akapitu... Silmarilliona pewnie kolega czytał. Tam elfy mordują elfów, porzucają dzieci w lesie itp. przyjemności. O ludziach to w ogóle szkoda wspominać. Niby Noldorowie mają rację ale czy oni są "ci jedynie dobrzy"? Zresztą, i wśród nich są podziały na frakcje, synowie Feanora a Fingolfin to przecież zupełnie różne klimaty...

Nie no zdecydowanie to nie jest "dobro" i "zło" zerojedynkowe.

Re: Wiedźmin

Dokładnie, Tolkienowski świat to w zasadzie tylko z pozoru taka naiwna bajka, podział na dobro i zło w żadnym stopniu nie jest tam jednoznaczny - ba, nawet w takim "dziecinnym" Hobbicie już można mieć wątpliowści co do szlachetności elfów albo zobaczyć chciwość krasnoludów. A w Silmarillionie to już w ogóle - sama historia Túrina jest pełna zemsty, mordowania w gniewie, międzyrasowej niechęci/pogardy - jak to wszystko się czyta, to można odnieść w końcu wrażenie, że zły Morgoth to tylko jeden z wielu problemów tych "dobrych".

Re: Wiedźmin

Dumne elfy czy chciwe krasnoludy to pewien archetyp. Spokojnie mogą być ujmowane w dualizmie dobra i zła.

Chciwość może jest negatywna, tak samo jak przesadna duma, ale mamy dokładnie rozdzieloną różnicę między "tymi dobrymi" a "tymi złymi". Kilka szarych plamek nie zmienia faktu, że linia podziału jest gruba.

Re: Wiedźmin

Dumne elfy i chciwe krasnoludy mogą być archetypem w odniesieniu do innych uniwersów fantasy, czerpiących siłą rzeczy z Tolkiena, ale jako rasy Śródziemia wykreowane przez niego samego na bazie różnych mitologii archetypem być nie mogą - bo są czymś "nowym", np. elfy z mitologii skandynawskiej nie były dumnymi typami ze spiczastymi uszami Wiadomo, podział dobro-zło jest w tym przypadku inny, bardziej uwidoczniony niż w choćby takim Warhammerze, gdzie strony konfliktu prawie w ogóle nie dzielą się na "dobre" i "złe", ale wciąż uważam, że świata Tolkienowskiego nie da się całkowicie przedstawić zerojedynkowo.

Re: Wiedźmin

No tak, pierwszy raz elfy i krasnoludy do literatury wprowadził J.R.R. Tolkien, nadając im wyżej wymieniony charakter. W dalszych światach fantasy ich zachowania stały się swego rodzaju archetypem, tj. elf ma być dumny, krasnal chciwy i często rubaszny etc.

Tolkienowi to bardzo fajnie wyszło, bo - jeśli mówimy o elfach - ładnie połączył motywy mitologiczne z własnymi pomysłami, tworząc unikalny obraz.

Jednak to, co stworzył Tolkien we "Władcy Pierścieni", było zerojedynkowe. Jasne, elfy i krasnale mieli wady, nawet dużo, ale ogólnie byli "tymi dobrymi", o przewadze jednak pozytywnych cech nad negatywnymi, zdolnymi do szlachetnych czynów. Wiele światów fantasy powielało ten motyw, z tym, że Wiedźmin przedstawił elfy w inny sposób: jako rasę prawie wymarłą, poniżaną, która jest dumna, ale raczej na podstawie dawnych lat chwały, gdyż upycha się ją w gettach i traktuje jako na pewno nie równych ludziom.

Jak wspomniałem, "Silmarilliona" nie czytałem, więc nie wiem co się tam działo i prawdopodobne (a raczej na pewno) się mylę w moim wywodzie o zerojedynkowym, dualistycznym podziałem na dobro i zło u Tolkiena. Opieram jednak swoje posty na tym, co od Tolkiena czytałem.

Z tego co mówicie to jednak mylę się i to bardzo, skoro "Silmarillion" przedstawia tak bardzo szary obraz wielu ras, co jest czymś nowym w moich kontaktach z Tolkienem. Jednocześnie zachęciliście mnie do przeczytania, i to wkrótce, "Silmarilliona". I tym samym do uzupełnienia mojej wiedzy na temat twórczości Tolkiena.

Re: Wiedźmin

Nie czytałem i nie zamierzam. Opierałem się na tym, co jest najbardziej chyba popularne jeśli chodzi o Tolkiena, czyli "Hobbita" oraz opowieści dotyczące Frodo Bagginsa.

Na tej podstawie uznaję tolkienowski świat za zerojedynkowy podział na dobro i zło. Bo mogę. To, że kilka dzieł przedstawia inny, nieznany mi punkt widzenia tego świata, nie zmienia obrazu, który wytworzyły wyżej przedstawione pozycje literackie.

Swoją złośliwość tłumaczę tym, że kiedyś, dawno temu, spotkałem się z dziwnym trendem wśród dużej liczby (bo nie wszystkich) fanów Tolkiena, których spotkałem (pół biedy jeśli byłby to pojedynczy przypadek czy grupa jakichś negatywnie nastawionych ignorantów). W największym skrócie, wyśmiali kultowe pozycje Roberta E. Howarda, sprowadzając je do "hehe mięśniak wywija mieczem w tym filmie, to w książkach pewnie też" i stwierdzając, że taki "Hobbit" ma więcej głębi niż cały świat przedstawiony przez Howarda (sic!). Nie przeczytali książek, nie poznali mitologii Hyborii i jej klimatu, nawet głębi postaci Conana, a wystawiali takie osądy. Teraz bym pewnie miał na to wywalone, ale wtedy mnie to troszkę zdenerwowało.

Uznałem, że nie będę jak oni, jednak jeśli będę miał jakieś odczucia to je bez skrępowania powiem jeśli będzie to dotyczyć twórczości Tolkiena. Szanuję tę twórczość i sprawiło mi radochę czytanie wyżej wymienionych dzieł, ale nie uważam, że muszę jeszcze bardziej się zagłębiać we wszystko, żeby wygłosić swoją opinię, skoro tak łatwo przychodziło krytykowanie pewnym fanboyom w luźnej rozmowie innych światów literackich (Harry`ego Pottera nie lubię, ale broniłem tej serii gdy z Conana zeszli na Harry`ego Pottera i Narnię). W końcu jestem fanem "przygód tego hehe mięśniaka co wywija mieczem w tym biedauniwersum", a to do czegoś zobowiązuje.

Re: Wiedźmin

To, że oni byli ignorantami i idiotami nie znaczy, że Ty też musisz, szanuj się

Z kolei Hobbit był pisany jako bajka dla dzieci, co wiele tłumaczy. Ocenianie uniwersum na tej podstawie to trochę jak oceniać Star Warsy tylko przez pryzmat TCW Robił to Lucas, jest w kanonie.. wszystko się zgadza

Re: Wiedźmin

No właśnie szanuję się i broń Boże nie powielam ich stanowiska, które zaiste było ignoranckie i idiotyczne.

Po prostu nie mam oporów, aby przedstawić swoje stanowisko odnośnie dzieł Tolkiena mając świadomość, że przeczytałem tylko część tego, na co składają się źródła o uniwersum Władcy Pierścieni, bez uzupełnienia wiedzy np. informacjami z jakiejś wiki poświęconej Śródziemiu. Wiem, że "Hobbit" był przewidziany jako coś dla młodszych czytelników, a w kontekście budowy samego uniwersum taki "Silmarillion" zapewne rozwija ten świat bardziej niż sześcioczęściowy "Władca Pierścieni".

Mnie samemu "Władca Pierścieni" się spodobał, sam świat również, ale sytuacja opisana wyżej nauczyła mnie, że czasami nie ma sensu silić się na obiektywizm, a można wyrazić swoją opinię, nawet jeśli wie się, że nie ma ona jakichś przymiotów obiektywizmu i że jest niepełna. Robię to tylko odnośnie dzieł Tolkiena, z przekory, co jest samo w sobie dziwne, bo mi się podobały, a takiego Harry`ego Pottera, którego troszkę czytałem i który mi się nie podobał, nie ruszam, bo wiem, że nie przeczytałem wszystkich książek o jego przygodach i moja opinia byłaby skrajnie niepełna oraz wzmocniona negatywnymi odczuciami odnośnie przygód młodego czarodzieja. ;p

Re: Wiedźmin

Quide napisał:
Nie umiem do końca powiedzieć co jest problemem
-----------------------

GRAFOMANIA!

Ale, ale. Czy nie podobało się Ci tempo i humor Narrenturm? Nie miałeś siły przez to przebrnąć?

Re: Wiedźmin

Do mnie też Wiedźmin nie trafił, przeczytałam może z 3 części i dałam sobie spokój. Próbowałam potem czytać jeszcze trylogię husycką Sapkowskiego, ale porzuciłam po I tomie. Nie mój typ po prostu

Re: Wiedźmin

W trylogii husyckiej trzeba przebrnąć przez "Narrenturm" (ale i ten zyskuje po drugim czytaniu), potem jest lepiej.

Ale nie oszukujmy się, to nie jest poziom Victora Hugo czy Tołstoja. I chyba nigdy nie miał być.

Re: Wiedźmin

Narrenturm wg mnie najlepsze. Najlepszy język, akcja, tempo. Im dalej w cykl tym gorzej. Ale to normalne u Sapkowskiego. Ostatnie tomy cyklu wiedźmińskiego to grafomania. Zrehabilitował się (trochę) Sezonem Burz.

Re: Wiedźmin

Narrentum - jak pisałem - zyskuje po drugim czytaniu i jest chyba faktycznie najlepiej przemyślane, choć osobiście wolę tom II.

I - tak sobie myślę że na całe szczęście Sapek zmiescił się tutaj w trzech tomach, co mu się niestety nie udało w "Wiedźminie"

Re: Wiedźmin

A ja jestem leń, któremu nigdy się nie chciało czytać Sapkowskiego zgodnie z chronologią wewnętrzną. I na pierwszy raz takowej bym nie polecał. ~

Gdy wracam do Wiedźmina, to lecę zgodnie z książkami, które mam, czyli pierwsze wydania SuperNOVej.
1. "Miecz przeznaczenia"
2. "Ostatnie życzenie" (zachowując strukturę z przerywanym opowiadaniem przewodnim)
3. Pięcioksiąg Sagi
4. "Sezon burz"
5. kawałki "Coś się kończy, coś zaczyna"

Choć na początek można walnąć z grubej rury, czyli przeczytać "Wiedźmina" (to, że konkurs wygrało wtedy opowiadanie "Wrocieeś Sneogg, wiedziaam" pamiętam tylko z uwagi na tytuł, a co było na drugim miejscu - nie mam zielonego pojęcia ~). Albo się spodoba i człowiek wsiąknie, albo nie, to po co się "męczyć"? ~

Aha, zabawnym "rozczarowaniem" w 1988 było opowiadanie Sapka - "Droga, z której się nie wraca". No, fajne, ale gdzie jest Geralt! ~ Dopiero duuużo później zszyto to z resztą.

I nie potrafię ocenić co lepsze, co gorsze. Przy czytaniu włącza mi się "tryb HALa", czyli wszystko łącznie i każda część z osobna to 10/10 (z grami na dokładkę też). ~

drugie

miejsce zajął Jan Maszczyszyn, ale tytuł tego opowiadania gdzieś zaginął. Takie musiało być dobre

Tamto pierwsze opowiadanie czytałem daaaawno temu i nie jestem już w stanie ocenić jakie było.

Re: drugie

Znalazłem, drugie były "Ciernie" Jana Maszczyszyna. ~

Bo pierwszy był Marek S. Huberath, ale to akurat pamiętałem.
Za to nie pamiętałem, że III miejsca były 3. Oprócz Sapka jeszcze Aleksander Bukowiecki - "Sensorita i Ferty" i Marek Dyszlewski - "Zasięg".

Heh, cały czas gdzieś mi się po głowie kręci, aby wleźć do pawlacza, wyciągnąć kilkaset numerów "Fantastyki" i znów je przeczytać. ~ Ino, "kruca bomba, mało casu"...

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.