Forum

The Lord of the Rings od Amazona

Jeśli był już taki temat można przenieść .

Dla fanów , zainteresowanych tematem i twórczością Tolkiena która niedługo zostanie przedstawiona w formie filmów i serialu przez firme Amazon .

Fanów arcydzieła Tolkiena jest miliony na świecie , tak samo jak fanów filmów w postaci trylogii Petera Jacksona . Trochę mniejsza zapewne grupa fanów trylogii Hobbita ale zawsze .

Pytanie co dalej ?? Po bombie informacyjnej jaką dał Amazon o nabyciu praw autorskich do ekranizacji kolejnej historii ze świata Śródziemia wszyscy znowu rozpalili nadzieję że na Hobbicie się nie skończy .
Dużym zaskoczeniem było samo nabycie praw ponieważ rodzina Tolkiena a w szczególności syn Christopher który zredagował i poskładał do kupy Silmarilion za żadne skarby po nieudanych filmach ( według niego za dużo Jackson zmienił treści) nie sprzeda dziedzictwa ojca . Tu też jest dziwna sytuacja ponieważ prawa do LOTR i Hobbita sprzedał sam Tolkien w latach 70 . Więc Jackson mógł działać .
A teraz akcja serialu może się dziać właśnie w tych czasach ale widać chodziło o wyłączność historii ww tytułów . A na nową historie choć w tym okresie prawa trzeba nabyć .

Zatem Amazon nabył prawa za ogromną sumę 250 mln $ ( dla nich właściwie to drobne ) . Widać Christopher już odpuścił i przekazał pałeczkę następnym pokoleniom. Dla nas fanów oczarowanych tym światem to świetna wiadomość . Tylko co dalej ??

Informacji bardzo mało wychodzi . O obsadzie praktycznie narazie brak info. Co wiemy??
Według najnowszych doniesień z sieci na pewno będzie serial i może osobny film . Wielu fanów w tym ja już zacierało ręce na serial Silmarilion ale Amazon dał news że akcja ma się dziać mniej więcej przed wydarzeniami z LOTR - jaki to okres niewiadomo. Ale prawdopodobnie III era .

Ostatnio padł również news że studia New Line Cinema i Warner Bros zgodziły się na wykorzystanie ich materiałów z trylogii .

A ostatnio trafiłem na informacje że Amazon przeznaczony 1 mld $ na 5 sezonów serialu i że są prowadzone negocjacje z Peterem Jacksonem jako producentem wykonawczym . Ile z tego prawdy ?? Niewiem , ale jedno wiem na pewno . Jeśli ma być serial z klimatem świata Tolkiena musi to być nagrywane w Nowej Zelandii i musi to nakręcić ekipa Jakcsona w studiu Weta Workshop w Wellington. Serial ma niby powstać w 2 lata . Również pewnie czekają na koniec GOT by nie było konkurencji choć będzie wiedźmin .

Jeśli macie jakieś newsy to piszcie , to jest odpowiednie miejsce . Większego fana twórczości Tolkiena chyba nie znajdziecie .

Re: The Lord of the Rings od Amazona

Ps : Co do studia Weta Workshop - jak funkcjonuje i jaki ogrom pracy włożyli w LOTR i Hobbita świetnie pokazują dodatki na BD . Kilkunasto godzinne nagrania z całego planu - polecam .

Taka ciekawostka - mimike twarzy , ust i rozmowy smoka z Bilbem robił polski grafik właśnie w Weta Workshop .

Re: The Lord of the Rings od Amazona

Info o Jacksonie mnie nie zachwyca, ale ja jestem radykał tolkienowy i tego co zrobił z Entami i Hobbitami mu nie wybaczę. Jak i Elfów w Helmowym Jarze

Serialu jestem dość ciekawa, ale tak raczej ostrożnie i bez entuzjazmu.

Re: The Lord of the Rings od Amazona

To prawda , swoje za uszami Peter ma . Zmienił dużo ale zdecydowanie więcej plusów niż minusów . On również ma udziały w Weta Workshop - założył to studio .

Re: The Lord of the Rings od Amazona

Tak tylko dodam, pamiętajmy by minusy nie przesłoniły nam oczywistych plusów ...
Było trochę nieścisłości, to prawda, ale chyba każdy z nas, Bastionowiczów chciałby oglądać takie przekłady książki na film, prawda ?

Ps. Pierwsza część, jak dla mnie była najlepsza, najbliższa książce, najbardziej klimatyczna ze wszystkich części.

Re: The Lord of the Rings od Amazona

Ja nie - dla mnie najlepszym i najwierniejszym przekładem książki na FIM była pierwsza (ale TYKO pierwsza) Narnia z Tilda w roli Czarownicy. Ze zmianami, które nie wypaczały ducha oryginału, z klimatem i właśnie z wiernością przesłaniu.

A u Jacksona tej wierności zabrakło, często na rzecz widowiska.

Re: The Lord of the Rings od Amazona

to jest dużo?

Re: The Lord of the Rings od Amazona

Miło wiedzieć, że nie jest się jedynym, który miał wielkie WTF i ochotę do rzucenia czymś ciężkim w ekran na tej scenie

Re: The Lord of the Rings od Amazona

Ale co zrobił z hobbitami?

Re: The Lord of the Rings od Amazona

Też się nad tym zastanawiam. Jedyne co mi przychodzi do głowy to to, że w książce mogli wyglądać bardziej tak https://www.google.pl/search?biw=1920&bih=963&tbm=isch&sa=1&ei=opHIWrKfLcHSkwWTvbOgDw&q=hobbit+ksi%C4%85%C5%BCka&oq=hobbit+ksi%C4%85%C5%BCka&gs_l=psy-ab.3..0l4j0i8i30k1j0i24k1l5.3215.5091.0.5274.8.8.0.0.0.0.144.893.0j7.7.0....0...1c.1.64.psy-ab..1.7.889...0i67k1.0.eezho2dkSSQ#imgrc=k6DaKbVYpklbmM niż ich filmowa wersja. Osobiście mi bardziej się podoba człowieczy niziołek, niż małpka, ale rozumiem fanów.

Re: The Lord of the Rings od Amazona

Władcę czytałem kilka razy, filmy widziałem chyba jeszcze więcej razy i nie za bardzo kojarzę, co tam było nie tak z Hobbitami czy Entami. Elfy w Helmowym Jarze - tutaj chyba rozumiem o co Ci chodzi. Ale Enty to moim zdaniem najlepszy element Dwóch Wież. Natomiast Hobbici wyszli Jacksonowi bardzo wiarygodnie.

Ale ja czytałem i oglądałem jakoś w tym samym okresie, więc może nie zdążyłem jeszcze uruchomić swoich wyobrażeń.

Re: The Lord of the Rings od Amazona

Najpiękniejszy dla mnie moment władcy, bardzo... religijny, widać że na bank jeden z tych przedyskutowanych pewnie z Lewisem też. Przyszli Hobbici do Entów i opowiedzieli co się dzieje. Entowie zwołali wiec. Część miała przesłanki, ale duża część nic nie wiedziała i nic nie widziała.

Ale no właśnie. Nie widzieli a uwierzyli, dwójce ludków z Legend, dzielnych, choć zagubionych trochę w wielkim świecie. I z tej wiary ruszyli na Isengard, wielkie pospolite ruszenie drzew.

W filmie NIE UWIERZYLI. Musiał Drzewiec odstawić naszych bohaterów na granicę, wiec zakończył się porażką. Odstawił, zobaczył spalone ściernisko i dopiero wtedy się zdenerwował.
Jak to nie wypacza idei Tolkiena to ja nie wiem.

A ponieważ przygody Merry`ego i Pippina są z całej trylogii najmojsze, to niemal wyszłam z kina z wściekłości

A takich przykładów jest więcej, choćby Faramir. Słynna potrawka z królika i znowu - nie widział a uwierzył. Puścił Froda wolno. W filmie ciągnął go od czapy do ruin Osgiliath i dopiero na widok nazgula mial oj problem.
No nie.

Dlatego jestem sobie w mniejszości, co filmy widziała raz i więcej nie zamierza, bo dla mnie niestety wypaczają to, co było najmądrzejsze i najbardziej filozoficzne i przemyślane w trylogii Tolkiena.

Re: The Lord of the Rings od Amazona

Ok rozumiem. Szczególnie nie podobała mi się kwestia Faramira. To było zupełnie niepotrzebne.

Co do Merry`ego i Pippina - pamiętaj, że to film. Nie ujmiesz w filmie wszystkiego co było w książce. Ich przygody są świetne (w Dwóch Wieżach i Powrocie Króla? - kurde muszę odświeżyć trylogię), ale film rządzi się trochę innymi prawami niż książka. Tu trzeba było ustalić pewne priorytety i nie skakać za często z jednego wątku na drugi. W pewnym momencie trzeba było skupić się na wątku Frodo i Sama* oraz tytułowym "powrocie króla" - Aragorna.

Mimo, że kiedy czytałem Drużynę Pierścienia w podstawówce wątek Bombadila była niesamowicie magiczny to cieszę się, że nie wrzucili tego wątku do filmu. Podróż Hobbitów do Rivendell zupełnie straciłaby swoją dynamikę. Poza tym mogłoby zabraknąć czasu na wprowadzenie Aragorna, członków Drużyny Pierścienia czy chociażby nakreślenie Sarumana. Miałem też mały zgrzyt, że to Arwena pomogła Hobbitom uciec przed Nazgulami. Ale znowu.. dla casualowego widza ma to większy sens niż kolejny, nowy elf. Osobiście wolałbym, żeby to jednak był Glorfindel (spójność FTW), ale Arwena też tu pasowała. I to też było fajne wprowadzenie do tej postaci. A bez miłości Arweny i Aragorna Władca Pierścieni byłby dla mnie dużo słabszy.

Potem kwestia powrotu Hobbitów do Shire. To też było zupełnie niepotrzebne w filmie. Ba, czasami nawet zastanawiam się czy było to potrzebne w książce. Zawsze strasznie bolało mnie to co działo się z Frodem po tym wszystkim. Dobrze, że chociaż odpłynął "dalej". W tym momencie zawsze kamień spada mi z serca.

Re: The Lord of the Rings od Amazona

Słuchaj, ale co by przeszkadzało, jakby Wiec przedstawiono jak w książce? Można trochę zmienić jasne, ale zostawić przesłanie.

Powrót filmowy mnie bolał, bo ten książkowy jest brzydko prawdziwy, ze Smoczym Językiem i śmiercią Sarumana na progu i prawdziwym końcem Wojny.
I refleksją że wygrywamy pokój czasem wcale nie dla siebie. Ale powiedzmy, że rozumiem, że nie dało się w filmie, jak i Bombadila (bardzo ok)

Arwena mi nie przeszkadzała - dokładnie to była zmiana, którą rozumiałam (taka byłam łaskawa XD). Mniej mi się podobał wątek Eowiny i to jak została przedstawiona, ale no trudno.

O i jeszcze spisek! Jak mogłam zapomnieć o spisku?! W filmie Merry i Pippin sa przedstawieni jak dwójka idiotów, co na wyprawę zabierają się przypadkiem. Gdy faktycznie, był to najwyższy wyraz przyjaźni, starannie zaplanowana akcja. I oni popełniają błędy, ale mają wielkie serca i wcale nie są głupkami, ugh.

No jak ja mam ten film lubić, no jak? Zwłaszcza, ze zmiany, które mnie TAK bolały, wcale nie wynikały z wymogów scenariusza czy innego medium. Tylko z "ulepszania" oryginału na siłę.

Re: The Lord of the Rings od Amazona

Jakoś nigdy nie przywiązywałem do Wiecu takiej wagi, ale rozumiem Twoje narzekania.

Też brakowało mi zakończenia wątku Sarumana.

No i rzeczywiście Merry i Pippin byli trochę inni w książce, ale i tu i tu ich lubiłem. Ale zgodzę się, że można było wprowadzić ich do historii tak jak to było w książce, a nie wymyślać czegoś innego, gorszego.

Re: The Lord of the Rings od Amazona

Pamiętam, że jak wychodziły filmy to strasznie się denerwowałem na wszelkie nieścisłości i odstępstwa od książek, a dzisiaj jakoś do książek nie chce mi się już wracać. Za to do filmów przeciwnie. Przeczytanie tego wątku narobiło mi smaku na filmowy maraton Władcy/Hobbita. I później może wreszcie sobie kupię Cienie Mordoru, odkurzę konsolę i znajdę czas żeby pograć...

Re: The Lord of the Rings od Amazona

Wątek Sarumana jest zdaje się wyjaśniony w rozszerzonej wersji filmu, nie jestem pewien, ale tak mi się wydaje

Re: The Lord of the Rings od Amazona

Wtrącę się troszkę w tą sympatyczną dyskusję , rozumiem doskonale te narzekania, że niepotrzebnie zmieniono to i to, można było dodać te sceny z książki, a dodano niepotrzebnie inne, bo w książce jest tak, a w filmie nie tak, rozumiem doskonale, bo sam to przerabiałem swego czasu. Ale, zdaję sobie sprawę, że trzeba było iść na duuże kompromisy, i tak jak Mossar powyżej napisał, nie dało się zrobić wiernego przekładu, po prostu trzeba było się decydować co zostaje a co nie. Tak, wiem, można napisać - No ale przecież ..., odpowiem tak, warto obejrzeć bogate dodatki archiwalne z procesu powstawania od początku trylogii, wywiady z Jacksonem - jego obawy o podjęte decyzje, z całym zespołem, który musiał zmierzyć się z materiałem książkowym, i zrobić z tego scenariusz do filmu, by zobaczyć, że mieli te same uwagi, zastrzeżenia, co i my
Warto też zauważyć, ile materiału wycięto z kinowych wersji, całych scen, które później trafiły do rozszerzonych wydań DVD/BR.
No i celowo napisałem - filmu, bo przecież LOTR był planowany jako JEDEN film (!) .

Re: The Lord of the Rings od Amazona

Ale ja rozumiem dużo zmian, tylko no właśnie dla mnie wypaczono DUCHA powieści. W kilku niezwykle ważnych (może akurat dla mnie) aspektach. I jasne były bzdurki bez sensu, ale były rzeczy duże, zmieniające zarówno fabułę jak i charakter postaci (nieszczęsny Faramir choćby).

I nie wiem, może to dlatego, że Władca był absolutnie najważniejszą książką mojej młodości i dorastania, znaną niemal na pamięć (oczywiście tylko Skibniewska), że nie potrafiłam przymknąć oka na wypaczenia. Bo o to mam największe pretensje. Już kij te Elfy w Jarze, ale właśnie zmiana wydźwięku scen, zachowania postaci, odarcie dla mnie Władcy z tej otoczki hmmm... wiary? Na rzecz pragmatyzmu postępowania postaci. No nie.

Za to bardzo lubię pierwszego Hobbita (on nie był dla mnie taką świętą księgą jak Władca).

Re: The Lord of the Rings od Amazona

Najważniejsza książka pewnego etapu życia ?, kurczę, miło mi to czytać - miałem podobnie

Re: The Lord of the Rings od Amazona

Jak tak Was czytam, to nabrałem ponownie ochoty na przeczytanie całości trylogii (H, WP, S), bo miałem podobnie Pewnie sobie przywioze trarz (lub zakupie na nowo, bo moje oryginały klejone to są w 50 częściach...)

I no niestety, takie są wady ekranizacji, że widzowi co nie czytał trzeba przedstawić łopatologicznie i współcześnie, bo inaczej powie że "strasznie głupie te Enty" co wierzyły na słowo. Niestety, takie czasy że zaufanie i wiara nie są w cenie, nie dotkniesz to nie uwierzysz. Signum Temporis.

Z elfami w Helmowym Jarze była ta zaleta, że przygotowało mnie to na smoka w drugim Hobbicie, i to już przyjąłem na spokojnie. Nb. kolega co nie czytał był zachwycony walką w kopalni i się dopytywal jak to przedstawiono w książce... I co takiemu powiedzieć?

Re: The Lord of the Rings od Amazona

Dlaczego nieszczęsny Faramir? Mi tam pasowało jego postępowanie w filmie. Głupie i naiwne by było to, gdyby puścił Hobbity w dalszą drogę. To dodatkowo spotęgowało napięcie, że już prawie łyknął, a tu duuupa, idziecie ze mną, a pierścionek oddam tacie co by się wkupić w jego łaski.

Co do wiecu Entów - Podobnie jak wyżej, byłoby za łatwo.

Re: The Lord of the Rings od Amazona

No ale kurde tak było w książce, taki był zamysł Tolkiena, że w czasach ponurych gdy nadzieja umiera ludziom (i khem - stworom?) szlachetnym pozostaje wiara. Tak niestety jest, że człowiek szlachetny czy po prostu jeszcze nie do końca zepsuty będzie postrzegał innych swoją miarą. I własnie taki był książkowy Faramir, i dlatego książce zrobił jak zrobił. bo to baśń jest, a nie życie.

W prawdziwym życiu to w Imladris zabrano by pierścień Hobbitowi, użył by go Elrond, przymusił Nazgule do posłuszeństwa, ujarzmił Sarumana i połączone armie krasnoludów, Elfów ludzi i sarumanowych Uruk-hai rozpiździły by Saurona militarnie.

Re: The Lord of the Rings od Amazona

Finster Vater napisał:
W prawdziwym życiu to w Imladris zabrano by pierścień Hobbitowi, użył by go Elrond, przymusił Nazgule do posłuszeństwa, ujarzmił Sarumana i połączone armie krasnoludów, Elfów ludzi i sarumanowych Uruk-hai rozpiździły by Saurona militarnie.
-----------------------

He, he, cytujesz dosłownie Tolkiena, jego odpowiedź na pytanie, czy LOTR jest alegorią WW2.
Pisał tam między innymi o okupacji Barad-Dur, i o losie hobbitów w takim scenariuszu (przejęcie Pierścienia przez Sprzymierzonych).

Re: The Lord of the Rings od Amazona

Raczej twórczo rozwijam jego myśl Bo on napisał tylko o przejęciu pierścienia i wykorzystaniu go militarnie chyba tylko.

Zresztą, WW2 na początku wyglądała podobnie, wielcy i szlachetni zamierzali bronić słabszych, wszak propozycje pokojowe adolfa z października 1939 przyjmą jak ten łaskawie powróci do granic sprzed Monachium, twierdzenie że "wojna ze Stalinem to przedłużenie wojny z Hitlerem", plany cofnięcia ZSRR do epoki kamienia łupanego przez zbombardowanie Baku i interwencji w Finlandii. A potem w maju/czerwcu 1940 wszystko się spierdzielilo i trzeba było wracać do "realpolitik". Bo - niestety - życie to nie baśń.

Re: The Lord of the Rings od Amazona

No mam nadzieję, że będzie to bazowało na oryginalnej twórczości Tolkiena w stopniu takim, jak chociażby Hobbit, a nie nowa historia.
Nie jestem specjalistom w twórczości Śródziemia, ale może by tak nawiązać do Dzieci Hurina, Niedokończonych opowieści i dodatków do LOTR i zrobić taką antologię?

Re: The Lord of the Rings od Amazona

*specjalistą oczywiście

Re: The Lord of the Rings od Amazona

Jest multum historii do ekranizowania ze świata Śródziemia
Bardzo jestem ciekawa jak to wyjdzie, bo ten świat jest tak rozbudowany, że ciężki bardzo do ogarnięcia. Dlatego trochę się niepokoję, co z tego wyjdzie. Ale. Potencjał jest ogromny.

Jaram się

Ale mam bardzo złe przeczucia. +pewnie będzie to to tylko na ich platformie, a dla jednego serialu abonamentu nie kupię. Szkoda. No i... czemu Jackson? Może Johnson do tego?

Re: Jaram się

Ekipa Jacksona wystarczy , a serial i tak będzie szybko w sieci .

Re: Jaram się

Sifo-Dyass napisał:
Ekipa Jacksona wystarczy
-----------------------
Tego właśnie się boję.

Re: Jaram się

Nie bądź takim pesymistą . Jego ekipie zawdzięczamy filmową trylogię i wielu dopiero po niej sięgnęło po książkę Tolkiena . A teraz nagrywając nową historię może mieć wolną rękę w pisaniu scenariusza ponieważ będą to wydarzenia z po za głównej fabuły trylogii . Więc ludzie nie będą się czepiać braku Bombadila , Helmowego Jaru itp.

Re: Jaram się

Nie. Będą się czepiać rzeczy w stylu „elfowie żyli na Numenorze” lub „Morgoth przetrwał do Trzeciej Ery”.

Re: Jaram się

Jeśli takie coś by powstało to sam bym zbojkotował ten serial . Ciekawostka , w dodatkach Jackson komentuje z jakich powodów pozmieniał niektóre treści książki .

Re: Jaram się

Ale Morgoth przeżył do 3 ery, nawet do czwartej, tylko był uwięziony

Re: Jaram się

I tak nie sądze żeby Morgotha wciągnęli do serialu . No chyba że to jednak będzię Silmarilion

Re: Jaram się

Czyli anulujemy nową trylogię

Re: Jaram się

Raczej serial jest pewny , co do filmów to na początku będzie może jeden wprowadzający .

Ja się

jednak obawiam, że to będzie słabe, pomimo dużego budżetu.

Re: Ja się

Chodzi ci o maksymalne spłycenie fabuły dla masowego odbiorcy ? ... przyznam się, że też mi to chodzi po głowie

Re: Ja się

Ja zawiodłem się już na trylogii Hobbita. No, tak, tak, powiecie, że Hobbit to w pewnym sensie książka dla dzieci, ale mimo to wierzyłem, że będzie na podobnym poziomie, w podobnym klimacie co LOTR. Prawdą jest, że zamysł z jakim Tolkien napisał Hobbita (Dla dzieci) jest odzwierciedleniem targetu w jaki uderza teraz prawie każda wytwórnia filmowa. Czyli "Zróbmy film, ale taki, żeby dzieciaki mogły oglądać".

Re: Ja się

Ten myślę że będzie w stylu GOT więc niekoniecznie dla dzieci

Re: Ja się

Nie, oby nie było w stylu GoT, bo stylistycznie te dwa uniwersa to coś całkowicie odmiennego. Fantasy "nie dla dzieci" to przecież niekoniecznie coś utrzymanego w wulgarno-realistcznej formie jak GoT. Wystarczy, że zachowają klimat trylogii lotrowej, która mimo niedoskonałości, jest jedyną słuszną ekranizacją Tolkiena.

Re: The Lord of the Rings od Amazona

Może bardzo się nie wczytywałam w informacje, ale w sumie to jak dla mnie trochę za mało wiadomo, żeby coś wyrokować i bardzo się emocjonować. Interesuje mnie co powstanie, na pewno będę chciała się z tym zapoznać, ale na razie ani się nie napalam, ani nie obawiam.

cieżkie wyzwanie

Jeśli klimatem będą naśladować Jacksona, zjedzą ich fani książek, a jeśli będą nawiązywali tylko do Tolkiena, fani filmów będą kręcili nosem.

Choć osobiście jak fan filmów i ktoś kto kiedyś tam czytał Hobbita i trochę LOTR, ale w sumie już nie pamięta za wiele, chciałbym zobaczyć to drugie.

Re: cieżkie wyzwanie

Może być tak że Jackson postara się nie popełnić tych samych błędów co w LOTR i wszyscy będą zadowoleni . Ale trzeba cierpliwie czekać bo narazie tylko z nim negocjują .

Re: The Lord of the Rings od Amazona

Mamy kolejny news z filmweba i Twittera .
Fabuła pierwszego sezonu ma opowiadać o przygodach młodego Aragorna gdy jeszcze przebywał i szkolił się w Rivendell .
Okres to około 60-70 lat przed Drużyną Pierścienia .
Jest to niepotwierdzona informacja ale zgadzało by się to z poprzednimi newsami dotyczącymi czasu akcji .
Jeśli się to potwierdzi ciekawi mnie to zagra Aragorna . Musi to być aktor koło 30 lub mniej .

PS: Serial może wyjść wcześniej niż planowano .

Re: The Lord of the Rings od Amazona

Błagam cię, przestań stawiać spacje przed znakami interpunkcyjnymi :/ A news ciekawy.

Re: The Lord of the Rings od Amazona

Aż tak cię to boli?? Nie masz innych zmartwień??

Re: The Lord of the Rings od Amazona

Ale widzisz, teraz jest o wiele lepiej xDD

Re: The Lord of the Rings od Amazona

Nie chodzi o zmartwienia tylko zachowywanie możliwie poprawnej formy wypowiedzi - do czego zobligowani są wszyscy użytkownicy.

Re: The Lord of the Rings od Amazona

Boli.
Mamy, ale boli.

Re: The Lord of the Rings od Amazona

Przyznam że Aragorn to moja ulubiona postać z LotRa więc byłbym zadowolony.

Ale czy to prawda? Pewnie się okaże za parę miesięcy.

Re: The Lord of the Rings od Amazona

Na serial mają dwa lata ale według mnie z takim budżetem będzie szybciej. To i newsy będą szybciej i więcej. To początek góry lodowej.

Re: The Lord of the Rings od Amazona

Jq osobiście wolałbym z nową postacią w okresie jeszcze bard oddalonym od Władcy

Re: The Lord of the Rings od Amazona

A jak w Hobbicie pojawiła się Tauriel to wszyscy* marudzili

Re: The Lord of the Rings od Amazona

Brzmi dobrze. Byleby nie robili ponownej ekranizacji LotRa, bo to jest skazane z góry na porażkę. Poza tym - jakieś prequele, spinoffy, sidequele, cokolwiek tam wymyślą - jestem ciekawy. Świat jest ogromny i pole do popisu niezmierzone, samego materiału od Tolkiena jest mnóstwo, a przecież scenarzyści sami mogą też wymyślać.

Pytanie tylko, czy serial o młodości Aragorna przyciągnie taką widownię, żeby serial się opłacał? Ot, i to jest pytanie. Pierwszy odcinek pewnie tak, ale żeby ludzie zostali, trzeba ich tam jakoś przytrzymać, dać jakąś epicką fabułę...

Re: The Lord of the Rings od Amazona

Dokładnie tak. Tylko żeby z tą wpickośvią nie przesadzili, bo nie chcę bitwy większej niż o Minas Tirith i Samotną Górę razem wzięte. Są pewne granice rozsądku.

Re: The Lord of the Rings od Amazona

Myślę, że przyciągnie. Jakbym miał wybierać z tych wszystkich Sauronów, Galadriel, Elrondów, Boromirów, Legolasów to Aragorn mi najbardziej pasuje. No może wczesnego Gandalfa też bym zobaczył, ale Aragorn to zawsze była moja ulubiona postać z LotRa.

Re: The Lord of the Rings od Amazona

Młody Aragorn to dobry pomysł. Dla wielu, nie tylko dla tych co trylogię książkową znają prawie na pamięć, ale także dla osób, które kontakt z Władcą miały tylko w kinie. Jeśli fabularnie serial będzie niedaleko głównych wydarzeń z książek, to dostaniemy pewnie i znane miejsca, a może i niektóre postacie ?.
Jest też pewna obawa, że to może być zbyt "Lotrowskie" - w sensie zbytniego wzorowania się na Jacksonie, ale to jak na razie tylko gdybanie.
Czekamy na dalsze newsy

Re: The Lord of the Rings od Amazona

Wiesz, target docelowy (nas) to on przyciągnie, choćby była to antologia dokumentująca co odcinek kolejne lata Dni Godów w Shire xD

Chodzi o to, żeby serial zainteresował - i zachęcił do pozostania "w nim" - ludzi spoza tego targetu. Bo sami fani fantastyki to odpowiednich liczb nie wykręcą. Ideałem tu jest takie GoT; pamiętam że kiedyś gadałem z koleżanką ze studiów, która mi opowiadała że niesamowicie jej się podoba serial, już czyta książki i w ogóle nie może się doczekać Winds of Winter. Ja się nieco podjarałem, że może pogadamy sobie o temacie, poruszam kwestię innych serii fantasy, na do dostałem: "Nie no, co ty, fantastyka? Nie lubię takich bajek" xD - o takich ludzi chodzi, żeby takie uprzedzenia jakoś przełamać. Ludzie którzy całe życie postrzegali fantastykę jako baje dla dzieci i nerdów, nagle chodzą w koszulkach ze smokami, bo smoki stały się cool. GoT jest tu wyjątkiem, bo to chyba pierwszy serial fantasy w TV który odniósł sukces, baa: SUKCES! i odejdzie w oparach chwały wielomilionowych ratingów, a nie cichego domknięcia dla grupki nerdów po trzech latach nerwowej walki o uniknięcie cancela. Serialowy LotR będzie miał wysoki budżet i zakładam, że twórcy wiążą z nim spore nadzieje. I czy uda się je spełnić? Z jednej strony, praktyka pokazuje że będzie ciężko - w końcu do tej pory GoT nie znalazł żadnego godnego następcy, a nieliczne próby powtórzenia jego sukcesu to iskierki wygasające prędzej, niż dadzą radę przebić się do masowego widza. Z drugiej - kto, jak nie LotR...?

Re: The Lord of the Rings od Amazona

Ja mam tylko jedno pobożne życzenie- niech będzie jak LOTR, nie jak Hobbit. Wtedy wystawię 10/10. Niczego więcej nie oczekuję, bo mroczny klimat LOTRa to wszystko, czego życzy sobie fan twórczości Tolkiena jakim jestem.

Re: The Lord of the Rings od Amazona

Przecież tolkienowski Hobbit nie jest mroczny.

Re: The Lord of the Rings od Amazona

No właśnie. Musiałeś coś źle zrozumieć.

Re: The Lord of the Rings od Amazona

Re: The Lord of the Rings od Amazona

Chodzi również o oświetlenie, płynność prowadzenia kamery i scenariusz. Może niezbyt jasno się wyraziłem dla niektórych, ale nie chodziło mi tylko o mrok w rozumieniu scen, które budzą grozę.

Re: The Lord of the Rings od Amazona

Hobbita, to w ogóle nie powinno być w postaci filmu, bo to był czysty skok na kasę. Prosta opowiastka dla dzieci w formie jednej książeczki w "dziwny" sposób urosła nagle do rangi trzy-częściowego filmidła ...
Zresztą, to już nie robił ten Jackson, który tak pięknie zaczarował w mojej ulubionej z całego cyklu - Drużynie.

nie

wpisałem się tutaj jeszcze? Pewnie miałem powody
Wszystko zobaczę czego nie będzie dotykał PJ. Ale uważam i tak, że to pewnego rodzaju marvelizacja.


Dlatego przeklejam. Piękna puenta.
***
"Jak Tolkien sprzedał "Hobbita", żeby zapłacić podatki"
Wojciech Orliński, 27 grudnia 2012, wyborcza.pl


Jeśli istnieje życie pozagrobowe, to Tolkiena trafił szlag po raz drugi już po tamtej stronie, gdy zobaczył Jacksonowskiego "Hobbita". A już na pewno dobiły go niedawno zestawy Lego, gry komputerowe i aplikacje społecznościowe z motywami ze Środziemia.


Nie mielibyśmy dzisiejszej hobbitomanii, gdyby nie wysokie podatki, którymi w latach 60. laburzyści gnębili ówczesnych mistrzów brytyjskiej popkultury. Tylko problemy z fiskusem były w stanie skłonić J.R.R. Tolkiena do sprzedaży praw do ekranizacji jego książek.

Finansowe problemy zamożnych ludzi zawsze mają w sobie nutkę komizmu, spróbujmy jednak wczuć się w niewesołą sytuację autora "Hobbita" i "Władcy pierścieni" pod koniec lat 60. W roku 1959 w wieku 67 lat Tolkien przeszedł na zasłużoną emeryturę i prowadził życie równie skromnie jak przedtem, gdy wykładał literaturę angielską na Oksfordzie.

Do roku 1965 nawet do głowy by mu nie przyszło, że jego "Władca pierścieni" może być popkulturowym bestsellerem. Brzydził się popkulturą, nie interesował się literaturą fantastyczną. Swoją baśniową krainę, Śródziemie, wymyślił jako ćwiczenie filologiczne, by uzupełnić w języku angielskim lukę, jaką był brak odpowiednika nordyckich eposów w rodzaju fińskiej "Kalewali".

Wydany w 1937 roku "Hobbit" cieszył się wprawdzie pewną popularnością - sprzedawał się na tyle dobrze, że wydawca zamówił dalszy ciąg - ale nie był jeszcze międzynarodowym bestsellerem. Raczej stosunkowo popularną książką dla dzieci, jakich co roku wychodzi wiele.

Po pierwszym rozdziale "Władcy pierścieni" zatytułowanym "Zabawa z dawna oczekiwana" można się jeszcze domyślać, że miał to być dalszy ciąg książki dla dzieci, równie beztroski jak "Hobbit, czyli tam i z powrotem". Ot, do wioski hobbitów przyjeżdża Gandalf, robi cudowny pokaz fajerwerków, a figlarny Bilbo zaskakuje wszystkich, znikając.

W trakcie pisania jednak Europa zaczęła zmierzać w stronę kolejnej wielkiej wojny. Tak jak całe "stracone pokolenie", do którego należał, Tolkien miał żywo w pamięci wspomnienie poprzedniej wojny. Okopów nad Sommą się nie zapomina.


Zbawcze wszy

Życie Tolkienowi ocaliły wszy. W roku 1916 po kilku miesiącach na froncie nabawił się gorączki okopowej, trafił do szpitala, a potem został zdemobilizowany jako trwale niezdolny do służby. Gdyby nie to, prawdopodobnie zginąłby w jednej z bitew na wyniszczenie tak jak większość jego kolegów ze szkoły czy z wojska. Za to trapiony gorączką, śmiertelnie przerażony i wycieńczony Tolkien zaczął uciekać wyobraźnią do nieistniejącej krainy. To był skuteczny sposób na ratunek przed szaleństwem.

Dopiero wiele lat później, podczas uniwersyteckich rozważań nad średniowieczną angielszczyzną i Beowulfem", jedyną namiastką eposu w tym języku, nibylandia z wyobraźni Tolkiena zaczęła się krystalizować jako fikcyjna kraina ze swoimi dynastiami, mapami i legendami.

Tolkien zawsze sprzeciwiał się wulgarnemu alegoryzmowi w literaturze. Do rozpaczy doprowadzały go strywializowane recenzje, które w Sauronie widziały alegorię Stalina czy Hitlera, a pierścień elfów zrównywały z bombą atomową.

Przeciwko jednej alegorycznej interpretacji Tolkien jednak nie zgłaszał zastrzeżeń. Dzielni hobbici nieszukający rozrywek bardziej wyrafinowanych od palenia fajki, uprawiania ogródka i śpiewania wesołych piosenek - którzy jednak mimo to bez wahania potrafią jechać na drugi koniec świata, by ryzykować życie w wojnie o losy całego świata, byli alegorią brytyjskich żołnierzy wysyłanych na odległe fronty.

Kiedy więc koszmar wojny światowej zaczął się powtarzać, Tolkien skręcił "Władcą pierścieni" w zupełnie innym kierunku. Zamiast beztroskiej książki dla dzieci napisał głęboki moralitet pełen smaczków, które może docenić tylko dorosły - a do tego z wątkami, które zwyczajnie nie nadawały się dla dzieci rozmiłowanych w "Hobbicie".

Nawet dla dzisiejszych dzieci zahartowanych na grach komputerowym sceny z Nazgulami - sługami Saurona, który opanował kiedyś dusze ludzkich królów i utrzymuje ich w stanie między życiem a śmiercią jako wysłanników do zadań specjalnych - albo scena błąkania się Sama i Frodo przez bagna na pograniczu Mordoru, w których kryją się upiory żołnierzy poległych w dawnej bitwie, będą zbyt przerażające.


Tolkien dla starszaków

Nigdy dość podkreślania, że tylko "Hobbit" nadaje się dla dziatwy szkolnej, "Władca pierścieni" to jednak raczej rozrywka dla starszaków.

W rezultacie wydawca zamiast książki dla dzieci dostał dzieło pięć razy grubsze, niż zamówił, a do tego pełne map, wierszy i tekstów w nieistniejącym języku, a że dostał to kilkanaście lat po terminie - to już w tej sytuacji drobiazg.

Zresztą kopertę z maszynopisem od Tolkiena otwierał już zupełnie inny wydawca. Stanley Unwin, który zamówił "Hobbita" i dalszy ciąg, zdążył przejść na emeryturę. Nigdy jednak nie zrezygnował z planów wydania tej książki, prowadził z Tolkienem korespondencję na temat postępu prac. Pisarz, jak to oni mają w zwyczaju, regularnie zapewniał, że książka będzie gotowa najdalej w przyszłym roku.

W 1951 r. rolę Stanleya Unwina w wydawnictwie Allen & Unwin przejął jego syn Rayner. Kiedyś to pozytywna opinia 10-letniego Raynera Unwina skłoniła ojca do wydania "Hobbita".

Nawiasem mówiąc, ta opinia będąca pierwszą recenzją w bogatych dziejach tolkienistyki brzmiała: "Książka powinna się spodobać dzieciom w wieku od 5 do 9 lat". To znamienne, że pisał ją dziesięciolatek, który najwyraźniej dawał w ten sposób do zrozumienia, że sam się czuje już trochę za stary na bajki o dziwnych stworkach, które kradną skarb złemu smokowi.

Ten sam Rayner w 1951 roku dostał do czytania "Władcę pierścieni". Był początkującym redaktorem, miał 26 lat. Nie wiedział, co z tym fantem zrobić.

Książka bardzo mu się spodobała, ale wydawała się absolutnie niesprzedawalna. Nie nadawała się dla dzieci, nie nadawała się też dla dorosłych. Zwłaszcza w konserwatywnej Anglii wczesnych lat 50. trudno było sobie wyobrazić dorosłego dżentelmena rozczytanego w książce o elfach i krasnoludach.

Dziś oczywiście dokładnie wiemy, na jakiej półce w księgarni ułożyć takie książki. Gdzieś między "Grą o tron" a "Światem dysku" czy innymi bestsellerowymi sagami fantasy. Ale one wszystkie przecież istnieją tylko dzięki Tolkienowi, który mimowolnie stworzył nowy gatunek literatury popularnej.

Tolkien brzydził się pieniędzmi i ludźmi, dla których mają one wielkie znaczenie. W rozdziale "Porządki w Shire", który w całości wypadł z filmowej adaptacji, dzielni hobbici wracający do domu po zwycięskiej wojnie odkrywają, że ich własna kraina pod ich nieobecność została opanowana przez chciwego Lotho Sackville-Bagginsa. Ten postanowił zerwać z nieco autarkiczną gospodarką Shire, zaczął handlować na wielką skalę z Isengardem opanowanym przez złego Sarumana. Dokonał przemysłowych inwestycji w Shire, które jednak przyniosły wszystkim nędzę, a bogactwo tylko samemu Lotho. Bohaterowie "Władcy pierścieni" muszą więc na koniec dokonać rewolucji lub kontrrewolucji, w zależności od tego, jak kto chce odczytać tę alegorię.

To nie jest jedyny smaczek, który wypadł z wersji filmowej, bo - jak wiadomo - musi być ona gładka i uproszczona. Jeśli istnieje życie pozagrobowe, to Tolkiena trafił szlag po raz drugi już po tamtej stronie, gdy zobaczył Jacksonowskiego "Władcę pierścieni". Jaka w tym ironia, że wątek o pogardzie dla ludzi kierującymi się pieniędzmi został usunięty z adaptacji przez ludzi kierujących się pieniędzmi!


Dobra literatura tysiaka warta

Jednak nie takim ludziom Tolkien powierzył swój manuskrypt. Przerażony niesprzedawalnością książki Rayner Unwin wysłał list do ojca, w którym podzielił się wątpliwościami. Mądry, stary wydawca odpisał mu: "Synu, jeśli uważasz, że to jest dobra literatura, możesz na tym stracić tysiąc funtów".

Z błogosławieństwem ojca Rayner Unwin opublikował więc sagę jako niskonakładową edycję w twardych okładkach przeznaczoną wyłącznie dla osób interesujących się średniowieczem i eksperymentalną lingwistyką. I tylko w takich kręgach Tolkiena czytano, aż potencjał komercyjny w tych książkach dostrzegł amerykański wydawca Don Wollheim.

Był przeciwieństwem Unwinów. Nie obchodziła go dobra literatura, zarabiał na chłamie publikowanym w bardzo krzykliwych okładkach (nie musiały być związane z treścią książki, o ile były na nich cycata blondynka albo przynajmniej trupia czaszka).

W 1964 r. Wollheim zaczął się ubiegać o prawa do druku "Władcy pierścieni" jako paperbacka. Tolkien nie chciał jednak, żeby jego dzieło ukazało się w takiej zdegenerowanej formie. Nie interesowały go złote góry, które obiecywał mu za to Wollheim.

W rezultacie Wollheim wydał "Władcę pierścieni" piracko. Jego nielegalna edycja z krzykliwymi, kolorowymi okładkami to dziś edytorski rarytas. Tolkienowi nie było jednak do śmiechu. Rad nie rad, pozwolił swojemu wydawcy na opublikowanie legalnego paperbacka w 1966 roku.

I w ten sposób wbrew swojej woli emerytowany profesor stał się autorem bestsellerów. Było to dla niego wyłącznie źródłem utrapienia. Nie poczuł z tego powodu poprawy poziomu życia, bo po pierwsze - na żadnym dobru konsumpcyjnym mu nie zależało, po drugie - fiskus i tak zabierał mu lwią część honorariów.

Uświadomił sobie za to, że nagle jego prawa autorskie, które niedługo odziedziczą po nim synowie, stały się warte fortunę. Zła wiadomość. To znaczyło, że fiskus obciąży ich kolosalnym podatkiem spadkowym (zniesionym w Anglii dopiero w 1975). Z czego oni go spłacą? Tolkienowie nie mieli żadnych znaczących oszczędności. Pisarz martwił się, że zrujnuje synów spadkiem wymagającym kosztownej obsługi.

Tylko dlatego zgodził się na sprzedaż praw do ekranizacji "Władcy pierścieni". Wydawało mu się, że to jakby sprzedawał swoje prawa do Niderlandów. Swoją powieść uważał za nieekranizowalną. "Łatwiej byłoby nakręcić Odyseję, tam się mniej dzieje, tylko kilka sztormów" - ironizował w wywiadzie.

Prawa do sfilmowania "Władcy pierścieni" Tolkien sprzedał więc wytwórni United Artists. Osobne porozumienie zawarło z wytwórnią wydawnictwo Stanley & Unwin. By chronić interesy swoich spadkobierców, Tolkien powołał - brytyjskim zwyczajem - fundusz powierniczy.

Elementem porozumienia było wpłacenie zaliczki w wysokości ćwierć miliona dolarów. Gdy Tolkien dostał gotówkę, uznał, że dzieci są już finansowo zabezpieczone i może opuścić ten padół z czystym sumieniem. Zmarł w 1973 roku.


Tolkien w kasynie

Firma United Artists "Władcy pierścieni" ostatecznie nie zrealizowała i pewnie nigdy nie miała na serio takich planów. W Hollywood prawa do ekranizacji bestsellerów kupuje się na wszelki wypadek - na dziewięciu się straci, na dziesiątym się zarobi.

Prawa kupił w połowie lat 70. kontrowersyjny producent Saul Zaentz. Ten zdobywca kilku Oscarów (m.in. za "Lot nad kukułczym gniazdem") jest postacią nielubianą w Hollywood, bo jako producent skupia się nie tyle na robieniu filmów, ile na skupowaniu praw, a potem wytaczaniu procesów tym, którzy je naruszają. Jako "posiadacz praw do ekranizacji" Zaentz pozywał więc np. właścicieli kawiarni "Pod głodnym hobbitem" albo pubu udekorowanego "po tolkienowsku". Do eksploatacji tych praw Zaentz powołał firmę Tolkien Enterprises. Zmienił potem nazwę na Middle Earth Enterprises, żeby nie drażnić rodziny Tolkienów, ale nazwa "Przedsiębiorstwo Śródziemie" dla wielbicieli tej sagi budzi przykre skojarzenie z "Porządkami w Shire".

Zaentzowi udało się doprowadzić do realizacji w 1978 r. nieudanej ekranizacji animowanej. Zrealizowano wtedy tylko pierwszą część "Władcy pierścieni" (ciekawostka: doczekała się polskiego dubbingu, wszechobecny w polskim dubbingu Jarosław Boberek był głosem Golluma).

Peter Jackson, który zawsze marzył o nakręceniu "Władcy pierścieni", zaczął do tego przymiarki, jeszcze zanim wyjaśniono sprawę praw autorskich - od drugiej połowy lat 90. przygotowywał storyboardy, szkice postaci i koncepcje konkretnych scen. Od początku miał własną, autorską wizję Tolkienowskiego Śródziemia, obficie inspirowaną pięknem naturalnych pejzaży jego rodzimej Nowej Zelandii.

Porozumiał się w tej sprawie z Zaentzem, ale nie z rodziną Tolkiena, bo Zaentz twierdził, że to niepotrzebne, umowy z 1969 r. pokrywają wszystkie prawa. Film początkowo miała robić niezależna (wtedy) wytwórnia Miramax, ale okazało się, że ta nigdy nie zgromadzi niezbędnych funduszy.

W ostateczności zawarto skomplikowane, wielostronne porozumienie z należącym do koncernu Warnera New Line Cinema, za to na trzy filmy, a nie - jak początkowo skromnie planowano - tylko dwa. Odniosły oszałamiający sukces, stąd erupcja tolkienomanii, którą obserwujemy od 11 lat.

Piszę "skomplikowane porozumienie" bez wnikania w szczegóły, bo kto naprawdę na co się umówił, ustalą sądy. W tej chwili każdy pozywa każdego. Jest się o co kłócić - filmy Jacksona przyniosły 3 miliardy dolarów. Jeden promil od tej sumy to 3 miliony. To się aż kusi o to, żeby komuś, komu obiecano w umowie np. 20 proc. od wpływów, wypłacić tylko 15 proc.

Mniej więcej z takim pozwem wystąpił w 2005 roku Peter Jackson przeciwko New Line Cinema. W odpowiedzi New Line Cinema ogłosiło, że nigdy w życiu już nie nawiąże współpracy z Jacksonem. O tym, ile są ważne deklaracje prezesów korporacji, świadczy fakt, że ten artykuł ukazuje się z okazji premiery kolejnego filmu Jacksona dla New Line Cinema.

Problem w tym, że "wpływy" to pojęcie pojemne. Te 3 miliardy to tylko sprzedaż biletów w kinach. A przecież dochodzą do tego odtwarzacze domowe, emisje telewizyjne, płyty z soundtrackiem, nie mówiąc już o merchandisingu, czyli koszulkach, figurkach i jednorękich bandytach z podobizną Froda.

Jackson zażądał prawa do wglądu w księgowość wytwórni. Tego samego zażądał Saul Zaentz przekonany, że jego też New Line oszukuje. Zaentz przypomniał przy tej okazji, że sublicencji na ekranizację "Hobbita" udzielił wytwórni New Line tylko do roku 2009. Jeśli się nie dogadają, prawo wróci do niego.

Te procesy zamknięto niejawnymi ugodami w latach 2005-07. New Line zapewne po prostu wolało wyłożyć dodatkowe kilkaset milionów, niż ujawniać księgowość.


We władzy Lotho Bagginsa

Wtedy jednak na scenę wkroczyli spadkobiercy Tolkiena. Dziś są to: Christopher Tolkien (najmłodszy syn, jedyny żyjący do dzisiaj), Baillie Tolkien (jego druga żona), Priscilla Tolkien (wdowa po najstarszym synu Johnie) i Joan Tolkien (córka średniego syna Michaela, który zmarł jako pierwszy).

Prawa wydawnictwa Allen & Unwin - które już nie istnieje - należą dziś do giganta Harper Collins (część imperium Murdocha) oraz do niewielkiej spółki Unwin Hyman Ltd. We wspólnym pozwie spadkobiercy pisarza i wydawcy domagają się m.in. 7,5 proc. od wpływów New Line Cinema, a także odszkodowania za straty moralne związane z uzurpowaniem sobie przez Zaentza praw, których mu nigdy nie przekazano.

Z największą goryczą w pozwie spadkobiercy Tolkiena piszą o jednorękich bandytach z podobiznami postaci z "Władcy pierścieni". Całkiem słusznie piszą, że to nie licuje z powagą dzieła Tolkiena.

Czy wygrają proces? Trudno powiedzieć. Umowa z 1969 r. zawierała także prawa do sprzedaży przedmiotów służących promocji filmu. Wtedy oznaczało to drobiazgi w rodzaju długopisów czy koszulek. Teraz to są także zestawy Lego, gry komputerowe, figurki, aplikacje społecznościowe. Sąd będzie musiał ustalić np., czy gra komputerowa na komórki to jeszcze jest "przedmiot"...

Nie czekając na wyrok, samo zaistnienie tego procesu uznać trzeba za ostateczny dowód, że nie żyjemy w Śródziemiu. Naszym światem nie rządzą idealistyczni Bagginsowie z Bag End, tylko ich wredni, chciwi kuzyni z bocznej linii Sackville. Naszymi bohaterami nie są Bilbo ani Frodo, tylko Lotho Baggins. Nieprzypadkowo z adaptacji Jacksona usunięto jego krytykę...
***

Re: nie

"Wszystko zobaczę czego nie będzie dotykał PJ." - Takie podejście nie jest zbyt dojrzałe. ;p Mi też niezbyt podobała się trylogia "Hobbita", ale nie skreślam PJ`a chociażby przez wzgląd na trylogię LOTRa.

"Jeśli istnieje życie pozagrobowe, to Tolkiena trafił szlag po raz drugi już po tamtej stronie, gdy zobaczył Jacksonowskiego "Hobbita". A już na pewno dobiły go niedawno zestawy Lego, gry komputerowe i aplikacje społecznościowe z motywami ze Środziemia." - Jeśli istnieje życie pozagrobowe, to jestem pewien, że Tolkiena już guzik obchodzi fikcyjne uniwersum, które stworzył, ponieważ zapewne ma ważniejsze i milsze rzeczy do roboty. Tak strzelam.


śmiem

uważać, że jest bardzo dojrzałe, bo dba o moje skromne zdrowie. Psychiczne, ale i może fizyczne? Nie wypala oczu?

Re: śmiem

Fair enough.

Re: śmiem

No fakt, Hobbit wypalał oczy - właśnie mi to przypomniałeś.

ps. no chyba, że miałeś na myśli LotR`a - tu się nie zgodzę

Re: nie

"W ostateczności zawarto skomplikowane, wielostronne porozumienie z należącym do koncernu Warnera New Line Cinema, za to na trzy filmy, a nie - jak początkowo skromnie planowano - tylko dwa."
-----------------------

A czy przypadkiem nie miał to być jeden film ???. Z tego co się orientuję, Jackson prowadził rozmowy dotyczące jednego filmu. Kiedy złożono mu wstępną propozycję na trzy filmy, był lekko zaskoczony, chociaż (podobno) nie dał tego po sobie poznać

Re: nie

Świetna wypowiedź, szacun za tak dogłębne wniknięcie w temat i taką obszerną odpowiedź.

Moim skromnym zdaniem już mało jest istotne co było kiedyś, kto co za ile kupił, kto sprzedał, kto zarobił i kto stracił. Komu się należy procent a komu nie. Kto co jak nagrał czy dobrze czy źle, czy z pasją czy tylko z możliwością wzbogacenia się.

Czy przy LOTR czy Hobbicie twórcy ogromnie się napracowali by zrobić te filmy tak jak wyglądają teraz. To wspólne dzieła kilku tysięcy osób.

Czekam na ten serial równie mocno jak kiedyś na LOTR czy Hobbita bez względu na to czy Peter Jakcson bierze w tym udział czy nie. Dla wielu fanów liczy się to że temat universum Tolkiena nie skończy się tylko na tym co teraz mamy, a będzie kontynuowany i poznawany przez następne pokolenia które zachęcane przyszłymi filmami będą chciały sięgnąć po wcześniejsze historie .

Re: nie

Sifo-Dyass napisał:
Świetna wypowiedź, szacun za tak dogłębne wniknięcie w temat i taką obszerną odpowiedź.
-----------------------

"Wojciech Orliński, 27 grudnia 2012, wyborcza.pl"

XD

Ja nawet tak ładnie przeklejam, że szacunek na dzielni jest

Re: XD

Ale faktycznie przeklejone perfekcyjnie. Bardzo ciekawy artykuł, nie wiedziałem, że tak to wyglądało. Ale niestety sama prawda.

Filmy LOTR uwielbiam, chociaż mocno rozdzielam to od książek. Raczej osobny byt, a nie adaptacja świetnych książek. Hobbit to straszliwa szmira i wolę zapomnieć, że to widziałem.

Amazonowego LOTR jestem bardzo ciekaw. Prime produkuje naprawdę porządne seriale, więc mam nadzieję, że uda im się oddać klimat książek. Ale pewnie masz rację i produkt będzie typowo marvelowy (a jak już wspomniałem - marveloza tylko w MCU ).

Re: XD

Marveloza to największe niebezpieczeństwo dla tego serialu, obok słabej fabuły ... jeśli się wyłożą ze scenariuszem, mając takie universum i takie możliwości opowiedzenia ciekawej historii - to będzie to absolutnie niewybaczalne.

Re: XD

Na odnalezienie artykułu też trzeba się napracować, a wzajemny szacunek na forum musi być.

Re: XD

Na Bastionie? Zgłupiałeś?

ale

przyjemnie czasem coś takiego przeczytać, ne?

2021 rok i kilka słów od Amazona

Re: 2021 rok i kilka słów od Amazona

A to ciekawy news, choć niby mają dwa lata na realizacje. Wydaje mi się że w dwa lata ma być gotowy montaż, rok później premiera.

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.