Forum

Bieganie

Biega ktoś z Was?

Ja przyznam, że od czasu podstawówki podchodziłem do tego ultrasceptycznie. W liceum miałem jakiś krótki epizod, ale potem dosyć szybko zaprzestałem po tym jak na zawodach z kosza facet kopnął mnie kolanem w udo i miałem rozszarpane mięśnie = 3 miesiące bez ruchu.

Teraz, jakieś 20 lat po tym jak wstępnie znienawidziłem bieganie.. zaczynam się z nim chyba zaprzyjaźniać. Na początku zrobiłem kupę błędów - za szybko, za krótko, za intensywnie, za późno w ciągu dnia. Ale minął miesiąc i kurde jaram się. Idzie mi w sumie dalej raczej miernie. Aktualnie taki max jaki mogę ogarnąć to 6-7km bez jakiejś większej zadyszki. Tempa w sumie nie ogarniam - mam takie 5:45min/km około, chyba to jest takie tempo średniawe, ale widzę, że masa ludzi biega poniżej 5 minut i szczerze mówiąc nie wiem jak. Już nie mówiąc o tych co biegają w okolicy 3. Widzę, że w dzisiejszych czasach ludzie biegają trochę inaczej niż jeszcze parę lat temu. Smartwatche, mierzenie pulsu, trzymanie się jakiejś określonej wartości, test Coopera itd. Nie wiem w sumie ile jest w tym sensu. Ale ja to z takimi gadżetami jestem trochę do tyłu.

Poza tym próbuje ze swoim piesłakiem czegos takiego jak Canicross, czyli po prostu bieg z psem na smyczy z amortyzacją. Na razie zaczyna mu się nudzić po ok. 2.5km ale nawet to lubi. Zobaczymy co będzie z tego dalej. W ogóle co będzie dalej z tym całym bieganiem. Generalnie mam taki charakter - albo idę w coś na full albo w ogóle co skutkuje tym, że dosyć szybko porzucam niektóre rzeczy. Więc jak się kiedyś zrażę do SW to pewnie tylko raz

No i ponawiam pytanie - ktoś z Was, Bastionowiczów, biega lub biegał?

Re: Bieganie

Bieganie jest nudne. Machasz nogami, machasz i nigdzie nie domachasz. ~

Rower to jest to. I pasuje do zsuwania śniegu zimą. ~ Wczoraj miałem trochę zbędnego czasu, to zrobiłem sobie Tour de Wrocek, wszyło 100km. ~ Inna inszość, to że w tym roku wcale mi się nie chce. ~:/ Powinienem dziennie robić te 40-50km, ale jedynie szukam wymówek. ~

Re: Bieganie

Tak, tak, rower to jest to. Niestety czas mam tylko w weekendy na dłuższe trpiy. Teraz trzeba przeczyścić i przesmarować maszynę, przedłużyć OC i śmigać dalej

Re: Bieganie

Biegać? W XXI wieku? A co ja? Jaskiniowiec? Żądam wynalezienia teleportacji!

Re: Bieganie

Bieganie szkodzi, serio.

Poza tym zauważyłem że coś niedobrego dzieje się z ludźmi jak już zarażą się tym paskudztwem na dobre. Nie idzie normalnie pogadać, tylko te biegi i biegi. O wyjściu na browca nawet już nie wspomnę. Coś w psychice ludziom nagle się zmienia.
Ktoś, kto wcześniej oddałby pensję za weekend spania do południa, nagle w środku nocy - tak o siódmej rano, wstaje i niczym zombie ubiera się, zakłada buty, wychodzi z chałupy i biegnie. Z zamkniętymi oczami biegnie. Później jest już tylko gorzej, bo przestaje się czerpać przyjemność z rzeczy prostych - jak z jedzenia. To, co wczoraj jeszcze smakowało wybornie - na przykład pizza, dzisiaj już nie podchodzi. Powoli i systematycznie z lodówki usuwane jest wszystko to, co ma jakiekolwiek kalorie, i co gorsza - jest smaczne !. Dalej to już równia pochyła.

Następne w kolejce są przyzwyczajenia dnia codziennego, ewentualnie tzw. grafik. Nagle wszystko zostaje wygumkowane, a jedyne wpisy to biegałem, biegnę, będę biegał. I wykresy, dzisiaj przebiegłem tyle, za miesiąc zrobię tyle, a za pół roku to ho-ho!, dobiegnę na księżyc. Niczym jakiś pie*rzony Forrrest Gump normalnie. Stąd już naprawdę blisko do granicy, za którą zaczyna się nieskończony obłęd, właściwie to dzieli nas tylko krok. Nagle uświadamiamy sobie, że z normalnych ubrań, mamy w szafie tylko ubrania sportowe. I to w ilościach o jakich marzą nasze narzeczone/żony. Kilkanaście par butów sportowych na każdą nawierzchnię, odzież sportowa na każde warunki, suplementy diety, odżywki, galony specjalnych mikstur, wszystko to stoi tam, gdzie był do tej pory nasz najwierniejszy i najlepszy przyjaciel - KOMPUTER.

A Co dalej ?, dalej to już taki debet na koncie, że nawet ciasteczkowy potwór pękłby od jego zjedzenia. Gdyby był ciachem. Ten debet. Przyjaciele się od ciebie odwracają, rodzina się do ciebie nie przyznaje, a w pracy same zaległości - papiery nie biegają niestety. W domu patrzysz w lustro i sam nie poznajesz samego siebie - wory pod oczami, skóra wysuszona, zanik mięśni - znaczy brzucha, z którym tak dobrze ci się żyło, i same kości. Masz kondycję, ale tylko już na stanie w kolejce do lekarza - kolanka i stawy już się nabiegały, prawie jak u Justyny Kowalczyk. Nagle okazuje się, że masz 150 chorób, których wcześniej nie miałeś, i wychodzisz z całym worem leków z apteki. Na koniec tego wszystkiego zadajesz sobie jedno, jedyne fundamentalne pytanie - NA *UJ MI TO BYŁO ! ...

I odpowiedź już znasz - żeby być zdrowym

Takie moje luźne przemyślenia, bo nagrałem się w piłkę i mi korzonki siadły

Re: Bieganie

Wezmę to sobie do serca!

Ja np. przez 15letnie granie w siatę mam taki cholerny ból w lewym barku jak odchylam rękę do tyłu.

Re: Bieganie

Ale też zależy czy celujesz w co najmniej półmaratony, czy nie

Jak zamierzasz tylko robić parę km dziennie dla ogólnej kondycji, to te symptomy powinny Cię ominąć. Pamiętaj, że masz SW!

PS Nie piszę tego jako biegacz, bo prawdopodobnie padłbym przed końcem pierwszego kilometra

Re: Bieganie

Ja tylko z psem i jak jestem spóźniony. Bieganie jest nudne i niebezpieczne, zwłaszcza jak patrzy się na smartwatcha zamiast na drogę. No i trzeba kupić strój, masz odpowiedni? Porządne spodnie dla biegaczy to 800 zł, koszulka 900, Adidasy to co najmniej 1500 (Nike 2000). No i smartwatch oczywiście, im droższy tym lepszy.
A tak serio jak chcesz sobie urozmaicić to znalazłem ostatnio przypadkiem na App Store Zombies, run! to takie trochę RPG w realiach The Walkinkg Dead czy Dying Lighta. Sam prawie zacząłem od tego biegać, ale z iPadem jest to trochę niewygodne.

Re: Bieganie

Zombies, run! jest super prawie zaczęłam biegać. Ale okazało się, że spacerki też liczy, więc...

nabiegałem

się w życiu za piłką, nawet teraz czasem mi się jeszcze chce. Ale tak po betonie? Nie, wolę rower faktycznie.

I lekko mnie irytują akcje typu "cała Polska biega". Pal licho, że jakieś maratony i inne blokują miasto, które nie jest komunikacyjnie przystosowane do blokowania ulic takimi masówkami, ale... wszyscy i nikt to zbiory puste.

Oczywiście należy zachęcać ludzi do aktywności fizycznej, takie czy innej, bieganie może być, ale... w ostatnich latach mam wrażenie, że to jakaś moda, a te mają to do siebie, że są sezonowe.
Tylko, że jak nie jesteś w sezonie na topie, to jesteś passe, bez względu na to co innego robisz.

Re: nabiegałem

Mnie tam nigdy do modnych rzeczy nie ciągnęło. SW teraz zdecydowanie nie jest modne a ja jestem 100% on board Tzn. wszyscy niby oglądają, ale jak już się o SW gada to ciągle słyszę "to już nie to samo".

Największa moda to jest na siłownię. Próbowałem ale niestety to nie moja bajka. Preferuję sporty zespołowe, ale w dzisiejszych czasach trudno o ekipę.

AJ, bartoszcze,..

Tak zupełnie szczerze to widzę zagrożenie maniakalnym podejściem do tematu. Łatwo wejść w to tak mocno, że biegasz codziennie, czytasz gazetki, kupujesz masę butów, itd. I po roku, dwóch musisz codziennie wyjść pobiegać na 2 godziny.

Ale postaram się zachować umiar. Zależy mi na ruszeniu tyłka, a wyjść biegać jest dużo łatwiej niż wyjść na siłownię. A sportami opartymi na maszynach (rower, motor, bieżnia, itd) nigdy się jakoś bardzo nie jarałem. Wolę się opierać w w całości na swoich możliwościach a nie sprzęcie. Wiadomo że taki rower to 80-90% umiejętności, ale dobry rower też swoje robi.

No i muszę mieć czas na SW!

Re: AJ, bartoszcze,..

Mam różnych znajomych - jedni wychodzą pobiegać na godzinę, inni realizują plany treningowe do maratonów, a jeszcze inni do supermaratonów.

Da się z tym żyć, jak z wszystkim Jeśli Ci bieganie sprawia przyjemność, to biegaj po prostu.

tak jest

W 2016 zacząłem w miarę regularnie biegać. Ku wielkiemu rozczarowaniu wielu osób od tamtej pory nie jestem gruby. Mentalnie wciąż pozostaje, wiadomo, ale fizycznie trochę mnie ubyło.

Bardzo lubię, chociaż ostatnimi czasy już to nie jest taka sama miłość, co te parę lat wstecz. Wolę sobie skoczyć na siłownię albo rower. Ale te 2x w tygodniu pobiegam. Zazwyczaj jest to coś między 7 a 10km.

Tempo mam różne. Na oficjalnym biegu miałem 48:31 / 10km i jest to mój rekord. Tak to zwykle w okolicy 5:30/km, bo pije piwko. I palę papierosy czasem. Ale jak sobie funduje detoks i zmniejszam ilość piwka i przestaje palić papierosy to umiem tak 5min/km. Jeżeli chodzi o rekordowy dystans, to kiedyś przebiegłem 22km. Polecam, myślałem, że umieram.

Jeżeli chodzi o oficjalne biegi, to specjalnie się nie jaram. Byłem 3x na biegu na 10km. Kiedyś bym chciał machnąć półmaraton, a kiedyś maraton. Ale ogólnie nie chodzę blokować miasta za często. Biegać chodzę w byle czym. Akurat teraz biegam w dziurawych butach, bo są bardzo wygodne.

No..

No i kij. A przestrzegali. Mówili, że kontuzje. Że nie szarżować.

Coś se zrobiłem z piszczelem a dokładniej mięśniem płaszczkowatym (też nie znałem) i mnje boli.. Chyba trochę przerwy od biegania. Cza by to zrehabilitować, odpocząć a z psem trzeba chodzić. Hard life.

Ale i tak wrócę, bo zajawka na bieganie mocno.

Re: No..

To uważaj z tym bieganiem, bo potem skończy się tak, że w wieku 30 lat będziesz chodził o lasce.

Re: No..

No widzisz. Sport szkodzi zdrowiu. W domu siedzieć i Star Warsy oglądać!

Re: No..

O proszę, a nie mówiłem ? (je pączka ...), nie ostrzegałem ? ... proszę bardzo, piszczel, a nawet mięsień płaszczkowy (hę ?) ... Przecież coś takiego w ogóle nie istnieje - podobnie jak i cholesterol.
Niech zgadnę, było się już u lekarza, i przepisał już pierwszy stosik leków ? (dobry ten pączek, marmolada jednak nie w środku, dziwne ...). Założę się, że grając tyle lat w siatę, nawet nie wiedziałeś, że ... jak to było ?, a, "mięsień płaszczkowy" w ogóle istnieje, prawda ? ... heh, no jak ci lekarze potrafią człekowi wmówić ...

Szybko jednak to poszło, początki obłędu już widzę - cyt."Ale i tak wrócę, bo zajawka na bieganie mocno." ... to ostatni już dzwonek, jeszcze jest czas na opamiętanie (... zjada drugiego, a co tam), jeszcze można zawrócić, serio !.
A może już za późno ? ... kurczę, jak to było, taki szybki test, czy już uzależnienie od tej choroby - znaczy biegania, postępuje, czy jest jeszcze nadzieja. Pytanie - cztery pyszne pączki, czy bieganie ? ... jeśli odpowiedź oczywista, czyli pączki, to wszystko ok., ale jak to drugie ? ...

Kolega Lubsok prawdę mówi, dobrze radzi ... o widzę, że i forumowicze też z troską się wypowiadają, i w ogóle tak jakoś martwią się, no bo trzydziestka będzie i ... po zawodach. A co dalej ?, dalej to i tak zaczyna się sypać, więc nie ma co z tym walczyć. Tamy nie postawisz. Coś takiego, jak "młody bóg" nie istnieje, to pic i fotomontaż.
Póki więc się jest (ekhm, jeszcze ...) w jako takiej formie, to lepiej zadbać o zdrowie i się nie przemęczać za bardzo ... Bieganie, jakieś maratony, boszzze na co to, po co to komu ?. Jeszcze teraz, jak już prawie zima za oknem ? ... także tego, o czym ja to ... (upaćkał się tym trzecim pączkiem ...) a, no tak, grunt to zdrowie ! . Trzeba dużo chodzić, najlepiej spacerować - a nie biegać !, nasi przodkowie już się nabiegali za wszystkie czasy. A poza tym, najważniejsze w tym wszystkim, że spacerując - a najlepiej to leżąc, kontuzji żadnej się nie nabawisz ...

Re: No..

Wybrałbym jednego pączka przed bieganiem i drugiego po

Nie byłem u lekarza. Jestem jednym z tych co idą do lekarza dopiero jak mają dziurę w głowie na wylot xD A spaceruje dużo bo mój pies dużo potrzebuje. Czasem 10000 kroków, czasem 15. Hehe, dostałem smartbanda i teraz mam małego hopsla z tymi krokami. Ale tak ogólnie to traktuje to jako gadżecik i na razie raczej bym sam sobie nie kupił. Z pulsem się często myli, pogodę pokazuje zbyt ogolnie. Najlepszy ficzer to pokazywanie godziny, a to można mieć w normalnym zegarku

Idę na basen jutro, może pojutrze. Basen może być mistrzu Aju ?

Re: No..

Oczywiście !, byle było w nim choć trochę wody

Re: No..

Jeden znajomy po basenie cierpi zwykle na przypływ ... sił witalnych

Re: No..

<dogryzając drożdżówkę> Gdzieś słyszałem, że pływanie po pączku jest niezdrowe, bo można się utopić okruszkiem. Ja bym nie ryzykował. Jadł pączka bez sportu. #JedzmyPączkiBezSportu

Re: No..

Na basenie można grzybów nazbierać, się przeziębić lub opić niesmacznej wody. ~

Mówiłem - rower sobie kup. Wystarczy pamiętać, aby się wypiąć przed zatrzymaniem i luzik. ~ A jak pies ułożony, to od biedy też można go ze sobą zabrać.

Re: No..

A rozgrzewasz się?

Re: No..

Taa, myślę, że całkiem wystarczająco. Ale po prostu przesadziłem z ilością. Miałem taką podjarę na to bieganie, że chciałem za szybko i za dużo. Tydzień przed tą kontuzją biegałem chyba 5 razy w tyg z czego dwa były dłuższe. I głupi byłem, bo mnie już lekko pobolewało w tym piszczelu, ale poszedłem znowu i na 8km jak mnie walnęło w łydce to się przestraszyłem i od tego czasu minęło 5 dni i nic nie robię.

Re: No..

No lepiej tak nie robić. Ja pamietam początki - to samo robiłem. Bieganie po 5 razy w tygodniu, cztery dni pod rząd. Strasznie kolana mnie potem bolały. Teraz sobie zróżnicowałem i biegam z 2 razy w tygodniu, a reszta to albo rower albo poćwiczę.

kontuzja

Miałem niedawno podobną sytuację - zacząłem biegać, po jakiś 2 miesiącach na prostej nawierzchni ścieżki rowerowej naciągnąłem/naderwałem "wiązadło Achillesa" - miałem prześwietlenie, które niczego nie wykazało a na ekg umówiono mnie za 3 tygodnie. Przez ten czasem kulałem, okolice pięty momentami bolały niemiłosiernie, uniemożliwiając praktycznie chodzenie. Ale po przeszło miesiącu uraz zanikł, dosłownie z dnia na dzień przestałem odczuwać ból w tym miejscu. Teraz przymierzam się do powrotu do biegania, może wydłużę rozgrzewkę i wyposażę się w specjalnie skarpety dobiegania, które podobno chronią przed takimi urazami.

Nie bądź jak gazela

Mam jedną poradę dla przyszłych i aktualnych biegaczy - bieganie jak gazela to nie jest to do czego powinieneś dążyć. Naoglądałem się tych wszystkich prosów z długim krokiem i myślałem, że tak ma wyglądać bieg. Długie, spokojne kroki, jestę profesjonalnym biegaczem, hehe, pacz jak ten gość na chodniku obok drobi, nie to co ja, piękny długi krok, ała, ale mnie kostka boli.

Potem jak mnie zaczęło boleć to był drugi etap - czytanie tryliarda artykułów o kontuzji zwanej shin splints, czyli taki rwący ból po wewnętrznej stronie łydki nad kostką. Rozciąganie, wzmacnianie, rolowanie, wciskanie tam sobie kciuka, skarpety kompresyjne, jakieś dziwne blaszki do drapania łydki, wizyta u fizjoterapeuty, rezonans, RTG, USB, TESB. Wszystko to ma Ci ostatecznie pomóc, prawdopodobnie w ciągu 5 lat. Ja doraźnie pomagałem sobie rolowaniem i rozciąganiem, ale za każdym razem i tak wracało. W międzyczasie trafiłem też na parę artykułów gdzie autorzy sugerowali, żeby lądować stopą pod ciężarem własnego ciała, a nie przed nim. No i spoko, ale jak się biegnie i patrzysz od góry to nie masz do końca takiego wyczucia gdzie stawiasz stopę.

I wtedy nadeszło olśnienie - usłyszałem gdzieś, że powinno się mieć conajmniej 170 kroków na minutę. Szybko okazało się, że moje gazelowate skoki to chyba bliżej mają do 100 niż 170 i spróbowałem to wprowadzić. Stałem się tym śmiesznym ziomeczkiem, który "drobi", ale bólu nie ma. Noga nie boli, czasy paradoksalnie są o wiele lepsze. Generalnie to chyba znalazłem rozwiązanie, choć wszystko się okaże dopiero za jakiś czas, bo na razie to taka euforia, że przeszło.

Także jak ktoś z Was będzie zaczynał biegać tak jak ja - nie skaczcie jak gazela. To absolutnie niczego nie da.

P.S. Ale i tak się muszę ogarnąć z moich ego, bo jak poczułem potencjał takiego biegania to zamiast wcześniejszego 6:00min/km, zacząłem biegać 5:00min/km. Chill out, Moss, bo zamiast kontuzji łydki wyskoczy Ci kij wie co innego. Jakaś chondromalacja rzepki albo dostanę z łuku w Achillesa.

Re: Nie bądź jak gazela

Kolega wzbudza nostalgiczne wspomnienia

Na studiach mieliśmy zamiar biegać z kumplami, teoretycznie na piątym roku nie ma za bardzo co robić więc bieganie było jedną z opcji. Ale ledwie zrobiliśmy pół rundki koło wittigowa przyczepił się obywatel menel z pytaniem "dżoging czy po wódkę?". Jak się przestaliśmy śmiać, to stwierdziliśmy że druga część pytanie nie jest taka głupia I tyle był oz biegania.

Teraz w ramach dbania o kondycję mam rowerek treningowy i stepper - żona jest nawet zadowolona, bo jest na czym pranie powiesić.

Re: Nie bądź jak gazela

A, tak przypuszczaliśmy że od tego biegania to obywatel tylko padnie na głowę. Ale widać że obywatelowi już lepiej, znów normalnieje. Ja myślę że obywatela potrzymamy jeszcze trochę pod obserwacją, ale niech obywatel się nie martwi. Mogą być reemisje, ale organizm już się nauczył i sam je zwalczy. Jakby się bardziej pogorszyło to obywatel się zgłosi i coś zaradzimy.

Re: Nie bądź jak gazela

Biegasz po Glwicach?

Re: Nie bądź jak gazela

Nie, po Chorzowie głównie. A w Gliwicach może będę biegł 10km przy okazji tego pólmaratonu 26 października.

Re: Nie bądź jak gazela

Kurde, nie zdążę, dopiero na wiosnę celowałem w ćwiartkę...

Re: Nie bądź jak gazela

No no, nie ma co przesadzać. Mnie coś noga boli od wczoraj i chyba sobie odpuszczę.

Osobiście

nigdy nie byłam jakąś fanką tej formy aktywności. Ale w ostatnich latach, pod wpływem małżonka, kilka razy zaczynałam trochę truchtać. Za każdym razem jednak nie trwało to długo, a to skręcona kostka (akurat nie przy bieganiu), a to ciąża, małe dziecko, chorowanie, znowu ciąża. Muszę jednak przyznać, że doceniłam to całe bieganie trochę bardziej właśnie przy ostatnim podejściu, przy małym dziecku i ograniczonym czasie. Wiele nie potrzeba, z nikim nie muszę się umawiać, nigdzie jechać (ok. 10 min. piechotą mam do terenów rekreacyjnych), nikomu płacić, godziną nie jestem związana, sprzęt żaden nie jest potrzebny. Jak można się było wyrwać z domu wieczorem to szybko wystarczyło się przebrać i wyjść za próg. Tylko buty (nic specjalnego, z Lidla) i najważniejszy oraz najdroższy element mojego biegowego wyposażenia czyli specjalny stanik i już byłam gotowa (oczywiście jakieś ciuchy też ubieram ). Taki trening nie zajmował dużo czasu i zaczął mi się podobać.
Przy czym nie doszłam do specjalnych wyników i w ogóle luzackie tempo sobie narzucam. Na pewno nie jak gazela I biegam tylko po specjalnej ścieżce, za bardzo szkoda mi stawów. Nie mam zakusów na jakieś bardzo wyczynowe bieganie czy jakieś wielkie osiągnięcia. Tylko, żeby ruch był i jakąś śladową kondycję utrzymać. Nie chcę iść w ślady popaprańców zapaleńców, których znam. Takich w stylu: "mam poważną kontuzję, ale pobiegnę", "nie biegam tak krótkich dystansów jak maratony".

W każdym razie planuję na wiosnę wrócić do mojego spokojnego truchtania.

Re: Osobiście

Biegać nie będę, bo nie lubię. Jestem z tych, co to - śpię, bo lubię . Zauważyłem jednak, że wlazłem trochę za bardzo w tryb słodyczowy, no i efekty na wadze trochę już widać. W ogóle aura jesienna u mnie powoduje tryb siedzący, wręcz oklapły. Latem to co innego jednak jest. Hmmm, w ogóle, to dlaczego u nas nie ma w kółko lata ? ... także tego, postanowiłem postanowienie, że trza się jednak zacząć znów więcej ruszać. Truchtanie to dobra koncepcja. A nawet słuszna. W zasadzie, to bardzo podobna do nie-biegania, więc jak dla mnie w sam raz. Tak sobie właśnie pomyślałem, że może czas by wdrożyć tą koncepcję jakoś w życie ... chyba pomyślę nad tym, tak poważniej. Dopiszę do listy postanowień noworocznych ... (sprawdza tą sprzed dwóch lat, ojejku, jakie zaległości !), bo już zima prawie za oknem, brrr. Może gdzieś tak na wiosnę pomyślę ... a właściwie to zapiszę to sobie na karteczce zaraz

Re: Osobiście

Nie no, oczywiście. Kto to widział teraz zaczynać. Smog i te sprawy.

Re: Osobiście

No a ja właśnie jestem dziwny bo jednocześnie uwielbiam spokojne maszerowanie po górach, zatrzymywanie się żeby zrobić zdjęcie liściowi, który powiewa na wietrze.. a potem wkładam buty do biegania i lecę na rekord nawet jak zakładam, że będę sobie biegł na spokojnie. Nie wiem, to chyba to Endomondo tak na mnie działa. Muszę sobie puścić muzykę, olać Endomondo i po prostu na luzie sobie biegać. Bo to szybkie bieganie to trochę już daje w kość moim nogom.

No ale już dawno przestałem myśleć na zasadzie "o boli mnie stopa, ale trening i tak trzeba zrobić". Boli to boli, zostaje w domu i przeglądam Bastion

Re: Osobiście

Pewnie jakbyś mnie minął to myślałbyś, że jestem na spacerze
Ja to zdecydowanie na luzie do tego podchodzę, kontempluję okolicę, obserwuję ludzi, rozmyślam sobie. Żadne tam apki, żadne mierzenie czegokolwiek (oprócz czasu). No może czasami krokomierz jeszcze dochodzi. Ale wszystko to bez spiny.

Re: Osobiście

W ogóle to dzięki, trochę mnie zmotywowałaś żeby zmienić podejście. Nie wiem czy zupełnie zrezygnuję z Endomondo, ale na pewno oleję aspekty czasowe, wrócę do lasu (o ile nie będzie błota) i będę sobie chillował. Nie wiem, zapędziłem się w tą karuzelę amatorskiego biegania, gonienia za wynikami i porównywania się do innych. A to nie z tego powodu zacząłem sobie biegać.

Także jak tylko mnie zupełnie przestanie boleć stopa to biegnę na luzie

Re: Osobiście

Hehe

Widzisz, dla mnie samo bieganie nie jest jakąś wielką atrakcją, sferą w której chcę się spełniać. To jedynie narzędzie. Nie zależy mi na bieganiu jako takim tylko na ruchu. Dlatego nie obchodzi mi jak idzie innym (tzn. wiem, że dużo lepiej ).

Ale za to ilość postów na tym forum to już coś innego

Bieganie

chyba zawsze chodziło mi gdzieś tam z tyłu głowy (przynajmniej odkąd pamiętam) i wydawało mi się w miarę atrakcyjną formą aktywności. Może dlatego, że lubię spacerować i włóczyć się gdzie popadnie, a to jest chyba trochę pokrewny temat. Z drugiej strony nigdy nie czułem jakiejś specjalnej spiny w bieganiu. Do sprinterów zawsze było mi daleko (nie wiem, może nogi za krótkie albo zwyczajnie za wolno się kręcą), więc raczej wolałem stawiać na pokonywanie odległości niż podkręcanie tempa.

W przeszłości pojawiały się jakieś drobne, powiedzmy biegowe, epizody. W ósmej klasie udała mi się załapać do rezerwowego składu ma sztafetę międzyszkolną, ostatecznie nie pobiegłem ale za to przynajmniej na legalu udało się urwać z lekcji. Gdy w ogólniaku dowiedziałem się, ze kumpel biega wieczorami to jakoś tak od razu się do niego przypiąłem. Tempa nie mierzyliśmy, jakoś do głowy nam to nie przyszło, jechaliśmy na spokojnie, a dystans z czasem sam rósł. Naprawdę przyjemnie się wtedy gadało. Z czasem człowiek czuł się lepiej i pamiętam, że wtedy odkryłem jak świetnie się biega zimą na lekkim mrozie. Ciało jakoś tak samo wyrywło do przodu żeby się ogrzać. Powietrze w płucach wydawało się czystsze i bardziej rześkie (nie wiem, albo wiatr rozwiewał smog albo ludzie w piecach mniej śmieci wtedy palili, bo dziś to mam wrażenie, że jest masakra). Fajnie wspominam ten okres. Potem na studiach też chyba coś było, ale szczegóły już mi umknęły.

Po dłuższej przerwie wróciłem trochę do biegania parę lat temu. Powód był prosty, odezwała się we mnie potrzeba ruchu. Praca przed kompem przez większość dnia trochę mimo wszystko dobija. Jakoś tak się złożyło, że brat biorąc udział w zawodach zaczął mnie też zachęcać. Ogólna popularność czy moda na bieganie pewnie dorzuciła trochę swoje trzy grosze. Mój ojciec kiedyś stwierdził, że to w sumie zabawne jak się pewne rzeczy zmieniają. Za czasów jego młodości, gdy był dosyć mocno aktywny sportowo, to ludzie na takich biegaczy, jeżeli faktycznie nie byli trenującymi sportowcami, patrzyli jak na dziwaków. A teraz praktycznie gdzie nie spojrzeć można wypatrzeć jak ktoś sobie szybciej lub wolniej drepcze. W każdym razie tym razem zagłębiając się w temat postanowiłem lekko się doedukować. Coś tam poczytałem o rożnego rodzaju treningach, rozgrzewce, stretchingu i takich tam. Zamiast trampek czy byle jakich butów zaopatrzyłem się w biegówki marki no name z Lidla. Nic specjalnego, ale pomyślałem, że to zawsze coś i dla mnie się sprawdzają. Wybrałem się na stadion lekkoatletyczny (na tartanie się lepiej i zdecydowanie zdrowiej biega) i w ramach akcji „Biegam bo lubię” podłapałem kilka rzeczy.

Zatrzymam się tu na chwilę z wyjaśnieniem czym jest „Biegam bo lubię”. To zupełnie darmowa akcja organizowana w wielu miastach Polski. Raz w tygodniu od wiosny do jesieni. Trenerzy lokalnych zespołów lekkoatletycznych, na zasadzie wolontariatu prowadzą treningi dla chętnych w ramach propagowania dyscypliny jaką jest bieganie. Nie ma żadnych zapisów czy czegoś w tym stylu, wystarczy przyjść i tyle. Trenerzy pokazują jak zrobić dobrze rozgrzewkę i rozciąganie, proponują różnego rodzaju treningi i korygują błędy prowadzące do kontuzji. Każdy biega tyle ile może i na ile się czuje, na zdrowo i dla przyjemności Przydatna sprawa szczególnie dla początkujących i nie tylko. Można podpytać o wiele rzeczy i rozwiać wątpliwości. A przekrój biegaczy jest od totalnych nowicjuszy po weteranów maratonów. Mnie się przydało.

I tak sobie teraz biegam od czasu do czasu. Czasami mniej lub bardziej regularnie/nieregularnie. Dla potrzymania kondycji, dla odrobiny ruchu i ogólnego lepszego samopoczucia. Taki mocno casualowy biegacz lub jak pewnie niektórzy stwierdzą zwykły truchtacz. Nie używam endomondo ani innych aplikacji, bez specjalnych ciuchów, prosta koszulka, spodenki czy dres wystarczają. Czas sprawdzam orientacyjnie, głównie po to aby wiedzieć która godzina i kiedy czas wracać do domu. Dokładnych pomiarów nie robię. Jak czuje, że moc jest w nogach to biegnę szybciej, jak zaczyna brakować pary to wolniej. Zresztą to już nie ten wiek na wykręcanie nie wiadomo jakich czasówek. Gdybym zabrał się na poważnie za bieganie mając kilkanaście lub dwadzieścia parę lat to można by się ewentualnie pokusić o jakieś wyniki. Ale teraz to zwyczajnie szkoda szarpać zdrowie. Nie mówię, że nie warto bić życiówek. Wręcz przeciwnie, warto chociażby tylko i wyłącznie dla własnej satysfakcji (oczywiście pod warunkiem, że robi się to z głową). To zawsze przyjemne uczucie dorzucić kolejny kilometr do rekordu czy urwać kolejne sekundy/minuty na jakimś dystansie. Tylko, że w pewnym momencie, zresztą tak jak ze wszystkim w życiu, trzeba się będzie temu poświęcać bardziej, aby więcej osiągnąć. A ja nie mam na to czasu i tak naprawdę ochoty. Lubię wyskoczyć również na basen, rower, rolki (to ostatnie właściwie wciągnęło mnie nawet bardziej niż bieganie i bardzo żałuję, że tak późno odkryłem jaka to świetna sprawa) i są też inne rzeczy, które człowiek chce robić. Widzę jednak, że jest sporo osób, które wkręcają się bardzo w bieganie. Podporządkowują swoje życie pod regularne treningi. Chyba poniekąd to nawet rozumiem. Przełamywanie własnych barier oraz zastrzyk endorfinek wpływa pozytywnie i potrafi uzależniać. Z czasem pojawia się potrzeba sprawdzenia się z innymi i tu przechodzimy do zawodów. Tak, jakoś do końca nie czuję tej idei. Rozumiem chęć współzawodnictwa, choć poziom zróżnicowania i zaawansowania uczestników jest tak bardzo rozpięty, że nie wiem do czego się porównywać. Na takich zawodach faktycznie panuje atmosfera, która się mimowolnie udziela i to jest fajne. Bieganie po ulicach normalnie zamkniętych dla pieszych, też może stanowić jakąś atrakcję. Jednak płacić po to aby móc biegać, do tego jeszcze przepychając się między ludźmi? Nie do końca to widzę. Bieganie zainteresowało mnie w dużej mierze dlatego, że jest darmowe, czytaj łatwo dostępne. Mogę się wyżyć praktycznie, o każdej porze dnia i sam sobie wyznaczam granice. Jednak jak ktoś lubi takie sportowe inicjatywy to śmiało, grunt to dobrze się bawić.

W bieganiu fajne jest to, że jak człowiek pilnuje regularności to postępy niejako pojawiają się same. W pewnym momencie się po prostu czuje, że można szybciej, więcej, a wszystko jakby mniej męczy. Jak komuś się chce to jeszcze dodatkowo mierzyć to pewnie można to ładnie zobrazować na jakieś apce. Jeżeli nawet nie jest się nastawionym na dokonywanie pomiarów jak ja, to warto urozmaicić sobie treningi. Różnie z tym wychodzi ale dwa/trzy wyjścia w tygodniu wydają mi się optymalne (chociaż tak szczerze to często nawet raz się nie udaje). Czasami próbuję małych interwałów, najwyżej raz w tygodniu. Męczące, ale naprawdę daje efekty, mam wrażenie, że później mam dzięki temu większy zapas tlenu. Zwykle jednak po prostu stawiam na nieco szybsze bieganie z regularnymi przerwami lub zwykły, spokojny trucht bez przystanków. I mnie to w sumie wystarcza. Co więcej? Staram się robić przynajmniej małą rozgrzewkę przed i rozciąganie po. Najczęściej wybieram się do parku niedaleko miejsca gdzie mieszkam na jakieś 30 – 60 minut, przemieszczając się niestety po asfalcie. Na szczęście póki co udaje mi się omijać kontuzje, choć może to wynika z tego, że nie biegam długich dystansów (tak do około 10 km wydaje mi się sensowne, półmaratony czy maratony to już dla mnie przesada). Z drugiej strony jak czuję, że coś zaczyna mi dokuczać to po prostu odpuszczam. Słyszałem kiedyś hasło, że „Bieganie to kardiologiczna euforia i ortopedyczna masakra”. Hmm, tak czy siak z jednym i drugim wolę nie mieć w przyszłości problemów.

Re: Bieganie

No to myślę, że aktualnie mamy podobne podejście. Na początku podchodziłem do tego trochę zbyt na poważnie, ale jakieś 2-3 tygodnie temu zacząłem podchodzić do tego wszystkiego dużo luźniej. Po pierwsze chcę mieć z tego frajdę, dlatego ostatnio głównie wybieram taką fajną, przyjemną trasę przez okoliczny las. Jest dosyć trudna, dużo wzniesień, dużo korzeni, kamieni, ale po prostu fajnie mi się tu biega. Lubię kontakt z naturą, szczególnie jak na nią pada wschodzące słońce i daje mi to o wiele więcej radości i takiej przyjemnej energii na cały dzień.

No ale tak jak mówię - jest to dosyć trudna trasa, więc dzisiaj mam zamiar się przebiec po mieście, żeby trochę odciążyć uda, bo trochę mnie ostatnio bolały po takiej serii leśnej. No i ogólnie mam do tego większy dystans. Raz na tydzień pójdę się trochę popodciągać, porobić pompki, taki udawany street workout. Biegam może 2, czasem 3 razy w tygodniu, ale raczej na spokojnie. Około 30 minut, czasem 40. Jak mam trochę więcej czasu to zdarzy się 10km, ale szczerze mówiąc, podobnie jak Ty, w ogóle nie czuję sensu angażowania się w takie biegi jak półmaraton czy maraton. 10km to i tak dla mnie już sporo, bieganie przez godzinę wydaje mi się zupełnie wystarczające jeśli ktoś chce pobiegać dłużej. Jedyne odstępstwo od tego to dla mnie ewentualne bieganie po górach, o którym trochę marzę (ale to plan na 2020/2021). No bo to jednak zupełnie inne podejście. Trochę wchodzenia, trochę biegania, zbiegania, przerwa na szarlotkę, zatrzymanie się przy strumyku, przerwa na jakieś zdjęcia.. No generalnie wyobrażam sobie, że w ten sposób to mogę nawet 30km zrobić. No ale póki co chyba nie jestem na to gotowy fizycznie. Jednak siedzenie przed komputerem przez ostatnie 6 lat, dosyć mocno zniszczyło moją dobrą formę z czasów liceum. Teraz mentalnie jestem na podobnym poziomie, ale fizycznie niestety nie domagam. Siłowo też, ale głównie pod kątem mobilności, rozciągnięcia. Jakbyście widzieli jak wyglądało moje rozciąganie w sierpniu to chyba umarlibyście ze śmiechu. Tak generalnie to prawie każde ćwiczenie kończyło się tekstem mojej żony: "Ty już to robisz czy jeszcze nie?" bo po prostu byłem tak nierozciągnięty, że mój zakres ruchu był śmiesznie niewielki.

Re: Bieganie

Hmm, chętnie pobiegałbym po lesie. Cicho, przyjemnie, na łonie natury. Tylko, że w moim wypadku dojazd i powrót zająłby pewnie tyle samo lub więcej czasu niż sam trening. Niestety nie kalkuluje mi się to czasowo. Po prostu nie bardzo mogę sobie obecnie pozwolić na tyle wolnego. Może kiedyś... Póki co zostaje niedaleki park nad rzeką lub ewentialnie bieżnia na stadionie lekkoatletycznym.

Bieganie po górach mogłoby być fajne ale daleko mi jeszcze do tego. Kondycja też nie ta i wbieganie/zbieganie to jednak coś trochę innego niż poruszanie się po płaskim. Ale kto wie co przyniesie przyszłość? Na razie zacznę od szarlotki, a później to może nawet uda się zaliczyć jakieś pagórki.

qwe

Podobnie jak Ty uwielbiam biegać po lesie. Chociaż w moim przypadku to raczej tzw. "jogging" niż bieganie. Dużo wygodniej mi biegać powiedzmy 1,5 h i bez spiny, na spokojnie zrobić 15 km, niż bawić się w 10 km < 40 min czy coś.

Mieszkam pod Warszawą, mam spory kawał lasu obok siebie więc mam gdzie biegać. Z tym że ten las u mnie jest raczej równy i łatwy. Co jakiś czas zdarza mi się zajechać do Gdyni, świetne lasy, w niektórych miejscach trasy bardzo trudne i... nie wczytywałem się, ale patrząc na nie, na porozstawiane drabinki w niektórych miejscach itp.... mam wrażenie że biegają tam Runmagedony.

Ostatnimi czasy, dla odmiany, biegałem test Coopera. Wyszło mi chyba 2400m/12min. Wynik ani nie zadowala ani nie martwi.
Ciekawostką dla mnie była tylko reakcja mojego organizmu. Przyzwyczaiłem się do biegania dłuższych tras i jakoś tak wychodzi, że po 3-5 km truchtu wolnego lepiej mi pobiec Coopera. W przeciwnym razie nie jestem w stanie się wystarczająco rozgrzać i czasem dopada mnie zadyszka jak zbyt szybko chce tempo biegu podnieść.

Re: qwe

No to mam podobnie. Do 10km < 40km to mi jeszcze hoho dużo brakuje. I to bardzo dużo. Aktualnie to myślę, że na zawodach bym zrobił tak 50min, ale dużo częściej biegam 5-10km, więc ciężko mi ocenić.

Zresztą bieganie po lesie, górkach jest trochę inne. Ciężko to przełożyć na jakieś wyniki po asfalcie. Chciałbym mieć taki las, który jest prościutki, ale mam taki, że non stop biegam góra dół góra dół. I oczywiście ma to swoje plusy, poza wzmacnianiem mięsni to po prostu lubię takie klimaty.

A co do testu Coopera to nie robilem nigdy, ale Endomondo mi pokazuje najlepszy wynik na 12 minut i wychodzi tam 2,7km - tydzień temu na bieżni. No i raczej nie do poprawienia póki co, bieżnia to takie trochę warunki idealne, równiutko, mięciutko

Ale w sumie tak jak pisałem wcześniej. Teraz już biegam luźniej, bez spiny. Wolę sobie pobiegać na spokojnie po lesie. tak do godziny. Ale w sumie jakbym miał wolniejszy weekend to chętnie bym przekroczył tą godzinkę.

Tip

Taki tip, jeśli ktoś chciałby zacząć biegać, a większość dnia spędza przed komputerem, bo np. taką ma pracę albo uczy się przy kompie albo gra na kompie.

Jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że w takiej sytuacji ma się organizm nieprzystosowany do biegania, szczególnie szybkiego. Bo jakieś 2-3 razy w tygodniu truchcikiem nie powinny nic zrobić. Ale ja po pół roku myślałem, że to odpowiedni czas żeby pobiegać trochę szybciej, porobić jakieś interwały, szybsze biegi.

NO I JEDNAK NIE.

Podeszwa stopy odzywała się podczas pierwszych minut biegu. Zlewałem to, bo za każdym razem były to lekkie ciągnięcia w stopie, które przechodziły. No aż w końcu przesadziłem, przycisnąłem i dwa dni później kulałem. Poszedłem do fizjoterapeuty i wyszło, że, przez siedzący tryb życia, mam mega zbite mięśnie łydek, tył ud, częściowo pleców i słabe poślady. Co powoduje, że pogarsza się sylwetka biegowa, coraz bardziej napinają się łydki i w ten sposób łydki i stopy dostają wielokrotnie mocniej.

Także wniosek jest taki, że albo sobie truchtać i tyle albo skupić się na rozwoju ogólnej siły i mobilności. Ja teraz trochę zmieniam podejście. Mniej biegania póki co, dodatkowo przysiady, brzuszki, podciągania, itd. No i podstawa - jak nie trzeba siedzieć to nie będę siedział. Np. czytając książkę będę starał się od czasu do czasu wstawać i chodzić.

Re: Tip

A jak się nie siedzi, tylko leży, to lepiej, czy gorzej?

Re: Tip

Nie wiem w sumie, ale strzelam że leżenie lepsze

okiem laika

Najlepsza jest chyba (bo generalnie to nie jestem żadnym ekspertem ) częsta zmiana postawy, więc ani nie leżeć, ani nie siedzieć, ale też nie stać zbyt długo w jednej pozycji.

Re: Tip

- Idź wyrzuć śmieci.
- Dopiero siadłem!
- A co robiłeś do tej pory?
- Leżałem.

Re: Tip

To jest najlepiej

Re: Tip

No i kolejny argument nie do p o d w a ż e n i a - bieganie szkodzi, więc lepiej nie biegać. Zaoszczędzone w ten sposób pieniądze - koszta leczenia i te sprawy, można spożytkować w o wiele przyjemniejszy sposób.
Poza tym w Ż Y C I U bieganie nie wygra z dobrym pączkiem z marmoladą i mocną gorącą kawą, prawda ?
Natury nie oszukasz, tym bardziej postępu technologicznego. Nasi przodkowie biegali po to, byśmy przed kompami mogli dzisiaj siedzieć i tyć.

#ihavespoken

Re: Tip

Kije są tu fajne. Trzeba trochę się starać żeby był to nordic walking i wtedy zasuwasz szybko i to jakoś działa. A jak się zmęczysz po kilometrze to zwolnisz.

Niestety na tycie pomaga długotrwała małointensywna aktywność, jak chodzenie. Czas trzeba mieć, ja se rowerek kupiłem stacjonarny na zimę.

Re: Tip

Rowerkosteper stacjonarny dobra rzecz. MZLP się cieszy, bo to dodatkowy stojak na pranie

Podobnie jak ławeczka. Natomiast hantle i ciężarki to trudno jakoś praktycznie wykorzystać.

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.