Forum

"Skywalker. Odrodzenie" - recenzje

Za tydzień do kin wchodzi ep. 9 to i temat tradycyjnie Jak już ktoś obejrzy to niech się dzieli recenzją(ami )

prognozuję

Krogulec 2/10, Szedał 3/10

#pierwszy

Re: prognozuję

Lubsok 1,5/10

#drugi

Re: prognozuję

Ja, jako JA, daję 6/10 za scenario, a 9/10 za wizualio

#spoken

Re: prognozuję

%ThisIsTheWay

Re: prognozuję

HAL oczywiście 10/10 i

Re: prognozuję

Ja też 10/10, jak nie będzie Palpka. Ew. mogę podwyższyć ocenę.

Re: prognozuję

Film będzie oglądany w technologii IMAX... To raz. A dwa, że będzie to IMAX 3D i z napisami (dubbing polski odpada; jedynie da się doświadczać kliku poszczególnych głosów: Rey, Kylo Ren, Armitage Hux). W tej kwestii nadaje się tylko właśnie szeroko immersyjny format IMAXa - o niebotycznym wrażeniu odbioru obrazu, dźwięku... Aż się boję, że Imperator - zależy w jakiej formie fizycznej: odrodzonej, czy nie - pochłonie mnie całkowicie... W IMAXie leży przyszłość kina! "The Rise of Skywalker", przybywajcie mój kochany filmie, któremu dam ocenę 1000000000/10! "Haa.

Re: prognozuję

Dziadzia będzie i wnusia też

Re: prognozuję

Bartoszcze 11/10 przed seansem

Re: prognozuję

Góra 10/10!

TLJ <3

Nie podpisuję wyroku na TROS jak niektórzy, ale już zwiastuny i fragmenty, które widziałem w miarę pokazują mi jaki film dostanę. I myślę, że już teraz mogę powiedzieć z całą pewnościa, że najlepszy film trylogii sequeli to Ostatni Jedi. Najciekawszy, wywracający do góry nogami pewne schematy Star Wars, z którymi powinniśmy się pożegnać (i żegnamy się np. w Mandalorianie czy Rogue One, ale w tych produkcjach jakoś to nikogo nie boli). Aktualnie jedyny istotny problem jaki mam z TLJ to humor oraz rola Finna. I bardzo bym chciał żeby za jakis czas taki był odbiór tego filmu. Ale jestem przekonany, że dla większości taki bęďzie - musi tylko upłynąć trochę czasu, żeby się pogodzić z pewnymi decyzjami, docenić je. Mi to zajęło ok roku, choć akurat postać Luke`a chwaliłem od samego początku. I dalej uważam, że to jedna z najlepszych rzeczy jakie się przytrafiły SW - Luke z TLJ.

Re: "Skywalker. Odrodzenie" - recenzje

Moja ocena będzie ściśle zależeć od wystąpienia lub niewystąpienia NTBSA. ;->

Re: "Skywalker. Odrodzenie" - recenzje

Temat tradycyjnie wszedł i tradycyjnie ludzie nie umieją czytać.
No ale niech będzie tradycyjnie 1/10

Re: "Skywalker. Odrodzenie" - recenzje

Bombelek +3
Vader +1
Reylo -100

A ja

Się nie nastawiam. Jak dla mnie fajnym mrugnięciem byłoby wrzucenie starego Fetta, ale można to było zrobić wcześniej. Nie hejtuje wskrzeszenia Senatu, ten temat można jakoś poprowadzić. Jeśli obietnice JJ są warte więcej niż funta kłaków i ten film faktycznie splecie zarówno tę chaotyczna trylogie jak i całą Sagę i nie potwierdzi się teoria o patchworku rodzinnym Rey to już będę zadowolony. No i byle bez Sokoła kamikaze.

Re: A ja

A można było zrobić fajny film o Rakatanach...

10/10

10/10

Ogólnie będę zawiedziony i ocena w okolicach 5/10, ale - jak już niedawno pisałem - wszystko co Star Wars dostaje do oceny +5, więc choć będzie to słaby film na 5/10, to i tak zapewne obejrzę ze 2-3 razy prędko, czego nie robię z filmami dobrymi na 7-9/10. Dlatego właśnie 10/10. Dlaczego tak nisko? Wypowiem się po którymś obejrzeniu filmu.

One Week

Już w kolejną środę TROS! Jaram się!!!!!!!!!!!

początek spoilera tą spektakularną klapą xD koniec spoilera

4/10

Pomimo iż większość rzeczy w ST ssie to jednak ufam, że znajdzie się coś takiego jak Yoda w TLJ co mi siądzie. Styl Abramsa, muzyka Williamsa to już jest 2/10

Re: "Skywalker. Odrodzenie" - recenzje

Jak wszyscy, to ja też.

9/10 za walki kosmiczne
Poe wymiata, ISDki wymiatają, a kto lepiej i ładniej to dopowiem po obejrzeniu.
Mam tylko nadzieję, że takiej ISDkowej wtopy jak w Łotrze nad Scarif to nie będzie

Re: "Skywalker. Odrodzenie" - recenzje

-10/10, że zacytuję. ~

Re: "Skywalker. Odrodzenie" - recenzje

To myślnik czy już wchodzisz w operowanie liczbami zespolonymi?

Re: "Skywalker. Odrodzenie" - recenzje

Minus, Bastion zaniża oceny. ~

TRoSka to Dykta Und Popelina Absolutna ~:P

Jedna piękna scena z zawodzącym Chewiem, choć Leia Go, hmmm, olała. Mocne.

Jeden wniosek z filmu: Cała ta trylogia, z punktu widzenia SW, jest totalnie bez znaczenia. Po trzech filmach jesteśmy dokładnie tuż po EVI, tylko bardziej. ~XD Krótko pisząc - jak z(a)robić pierdyliard zielonych robiąc trzy filmy o niczym. Szacun.

Dla odmiany, od dwóch poprzednich części, słychać było muzykę. Choć raczej w kawałkach, które już kiedyś były.

Brakowało tylko, aby w scenie po napisach Bad Robot pokazał palec. Ale to za niego zrobił BB-8 w TFA. I nie był to kciuk. ..!.,

Re: "Skywalker. Odrodzenie" - recenzje

No i jest!!

Film jest świetny, jeśli chodzi o film jako film, jest znakomity, warstwa wizualna, techniczna, aktorska, artystyczna na bardzo wysokim poziomie. Muzyka jak zawsze klimatyczna, lepsza niż w TFA i TLJ, mnóstwo kawałków z dwóch poprzednich Trylogii, wariacji różnych utworów, najlepszy SW soundtrack od czasów ROTS. Dużo fanservicu i easter-eggów, nawiązań, nie tylko do poprzednich filmów (także do PT). Akcja wciąga już od pierwszych minut, trzyma cały czas tempo, kino nowej przygody, tak jak w TFA. Są momenty mroczne, wzruszające, nie dla wszystkich będą satysfakcjonujące, część rzeczy kupuje, część nie. Rozwój postaci powiedzmy jest wiarygodny, chemia pomiędzy postaciami wyborna. Jest to zdecydowanie najlepsza część z całej Trylogii, ale nie jest to coś wybitnego, nie dorównuje TESB. Są niespodziewane powroty, zaskakujące zwroty akcji, film kończy się w takim miejscu, gdzie jednocześnie mamy faktyczne zakończenie, ale również daje szansę na kontynuujące. W sumie jak w ROTJ, ale raczej bez tych samych emocji, bo tam zżyliśmy się z bohaterami, tutaj mimo, że lubię Kylo, nie mam nic do reszty, to jednak nie mam takich uczuć do nich jak do oryginalnej trójki. Do dziś jak oglądam ROTJ to mam banan na twarzy jak wszyscy świętują, jak Lando z Wedgem opowiadają sobie w tle o jakiś manewrach. Jest to nie do powtórzenia. Ale gdzieś tam się spodziewałem, że tak będzie więc nie ma co narzekać tylko czekać na przyszłość. Ostatecznie kupuje ten Epizod. Jeśli ktoś nie lubi TFA, TLJ, również nie polubi tej części.

Epizod IX oceniam 10/10,
Dla przypomnienia TFA 10/10, TLJ 7/10.


Re: "Skywalker. Odrodzenie" - recenzje

Jutro drugi seans już na chłodno, więc i wjedzie druga recka już ze spoilerami.

Re: "Skywalker. Odrodzenie" - recenzje

Potwierdzasz to, o czym dzisiaj gadamy ?. Odnośnie fabuły rzecz jasna, bo film jako film, to zakładam, że jest na bardzo dobrym wizualnie poziomie.

Re: "Skywalker. Odrodzenie" - recenzje

A jest co po/w trakcie napisów?

Re: "Skywalker. Odrodzenie" - recenzje

Ooo, entuzjazm??? Ciekawe! Zwłaszcza po tym wszystkim, co dziś czytałam na Bastionie mówisz, że nie jest tak źle?

Re: "Skywalker. Odrodzenie" - recenzje

Waha się ewidentnie, pomiędzy słowami to widać . Jeszcze walczy, ale daremny to trud, daremny opór

Re: "Skywalker. Odrodzenie" - recenzje

Bo on widział, a reszta nie widziała a czytała tylko leaki.

Taka różnica

:D

Dzięki za opinię. Wszedłem tu tylko żeby czytnąć pobieżnie ale mnie przekonałeś, że warto dojechać do końca. Mam podobny odbiór poprzednich filmów jak Tu, także to będzie też film dla mnie.

Re: "Skywalker. Odrodzenie" - recenzje

Nie spodziewam się jakiegoś wybitnego filmu, ale pewnie będzie spoko. Ale internet wie już lepiej bez oglądania. Taki mamy fandom

Re: "Skywalker. Odrodzenie" - recenzje

Jeżeli dajesz 10/10, a film nie dorównuje TESB, to w takim razie, jaką ocenę wystawiłeś ep.V??

Re: "Skywalker. Odrodzenie" - recenzje

-Jest to zdecydowanie najlepsza część z całej Trylogii

Popieram.
Aki-Aki

kompletnie zapomnialem o premierze

ale z ciekawości wszedłem na reddita... czuję, że to będzie powtórka z Gry o Tron i znowu przed obejrzeniem "nieee, przecież to absurdalne i glupie, te leaki na pewno są zmyślone!", a potem ogląda się i.. hehe

A ja sobie

odpuszczę oglądanie XD

Re: A ja sobie

Tak całkiem i w ogóle?

Nie wierzę...

Re: A ja sobie

Tak, widziałem minę LSa po pokazie prasowym i nie ma się co męczyć. Za to Mandalor to jest to ooo O OO!

Re: A ja sobie

Jor! Idź koniecznie!!!

Re: A ja sobie

Może z wnukami kiedyś zobaczę

Re: A ja sobie

Nie idź, szkoda pieniędzy i czasu.

Re: A ja sobie

Nie mam zamiaru się katować tym czymś.

APEL

Mam taką małą prośbę - proszę, tagujcie spoilerem jakieś większe plot twisty, przynajmniej przez pierwsze godziny, bo jestem mega ciekawy odbioru na Bastionie. I tak będę się starał mijać wzrokiem fragmenty podejrzane, ale jak ospoilerujecie to będę wdzięczny

Re: APEL

Nie da się zjeść jajeczka i mieć jajeczko

Odczucia tuż po

Myślałam, że będzie gorzej. Znaczy, jakoś od 10 minuty ogladałam to jak pokaz slajdów, bez emocji, na autopilocie, bo zwyczajnie było za szybko, 70% filmu to nieistotne pierdoły i żałosne przekomarzanki trio i rzucany tu i tam fanserwis. Nie zadawałam pytań, nie oczekiwałam odpowiedzi, na stare pytania też, tu się rzeczy dzieją i tyle. Nie pytajmy o sens, bo go nie ma. TLJ się nie wydarzyło. Traktuję to jak autonomiczny projekt, oderwany od dwóch poprzednich części. I nie nazwalabym tego filmem, tylko bardzo długim teledyskiem. Bez wątpienia najgorsze sw i jeden z najgorszych "dużych" filmów, jakie widziałam. I nie biorę tu pod uwagę oczekiwań. Wymazuję z pamięci. Aha, początek spoilera na Ach-To Luke oznajmia Rey, że Leia na końcu swojej drogi (chyba drogi, czegoś tam) straci jedynego syna i w związku z tym ktoś musi przejać po nich rolę. Ben był zatem od początku skazany na zgon. I tak, Rey weszła w jego buty koniec spoilera. Dziękuję, Disneyu, nie zapomnę ci tego.

Re: Odczucia tuż po

A, no to pozamiatane . Czyli lepszą inwestycją będą weekendowe browarki, a seansik może sobie poczekać na odpowiedni ... hmmm, czas ?

Re: Odczucia tuż po

Oczywiście, że browarki. Na seansik radzę poczekać aż pojawi się w internecie. Żałuję nawet tych wydanych tylko 4 zeta za seans IMAX.

Re: Odczucia tuż po

Tak sobie właśnie myślę, ale w sumie nic w tym filmie zbytnio nie przemawia za dorzuceniem się do wersji IMAX (może te początkowe sekwencje z Sokołem).

Zatem pewnie jeszcze 1-2 "normalne" seanse.

Re: Odczucia tuż po

Teraz to już też wiem. Jednak nic nie pobije TFA w IMAX.

Re: Odczucia tuż po

I tu się zgodzę

Re: Odczucia tuż po

Namówiłaś mnie ostatecznie i nie idę

Re: Odczucia tuż po

Ależ dajesz się kobietom za nos wodzić!

kobiety

A`propos kobiet: to aż dziw, że nikt jeszcze nie poruszył pierwszego pocałunku dwóch kobiet w SW

Re: Odczucia tuż po

Tak. Bardzo to lubię. Bycie uległym test piękną perwersją!

Re: Odczucia tuż po

JOR, będzie beka, jak kiedyś to obejrzysz i będziesz sobie w brodę pluł, że nie byłeś na TROSie 20 razy w kinie... Ten film ma tak rozbieżne opinie, że równie dobrze może Ci się mega spodobać. W zasadzie ciężko przewidzieć, jak kto zareaguje. Mi przypasił zadziwiająco mocno.

W dodatku lubisz Dark Empire, a tu klimatów z tego komiksu jest trochę...

Re: Odczucia tuż po

Właśnie jego wrażeń byłbym megaciekaw, pierwszy wyznawca TFA i pierwszy hejter TLJ

Re: Odczucia tuż po

Nie, wgl mnie nie kusi nawet. Nie ma się co męczyć. Ten film jest dla mnie jak potencjalne Listy do M 4

Re: Odczucia tuż po

Ale zaraz, tobie strasznie podpasował TFA, więc tak na 85% ten też Ci się spodoba. Chyba ze jesteś miłośnikiem właściciela pewnej klaty czy fanem Reylo. To wtedy nie, może Ci się nie spodobać.

Po drugim seansie

Lepiej się oglądało, gdy jest się świadomym, z czym się ma do czynienia po pierwszym seansie. Nie przeszkadzało już aż tak tempo, jeszcze bardziej wkurzało wynoszenie Kapitan Marvel ponad wszystkich. Po drugim seansie bardzo chcę dostać w łapki książkę TROS.

:D

Ten film był przepiękny, daję mu 9/10, bo nie podobał mi się początek. Bardzo żwawy i możliwe, że mój odbiór jest zakrzywiony przez syfne kino. Odbiję to sobie w 1080p na tv.

Odrodzenie to prawdziwy finał finałów, ale nie zapomniano w nim, że on także musi mieć swoją mocną fabułę. Wszystko połączyło się w jedną wielką całość - i ta trylogia i poprzednie. Tym filmem stworzyli niesamowite podwaliny pod nowe kanonowe produkty komiksowe i książkowe. Wiele wątków można jeszcze rozwinąć i pociągnąć, jednak wątki filmowe są skończone i nie wymagają kontynuacji.

"Skywalker. Odrodzenie" to film przede wszystkim dla fanów. Dlatego jego odbiór przez pospólstwo zupełnie mnie nie interesuje. Wyniki procentowe na jakichś serwisach filmowych można sobie wsadzić, tak samo jak płacz hejterów. Idźcie w niebyt, bo jeżeli ten film do was nie przemawia, to musicie się zamknąć w kuli i oglądać sobie E4, E5 i E6 w kółko. Tam wasze miejsce!

Jako fan czuję się spełniony, że historia której oglądanie w dzieciństwie zacząłem, teraz się kończy na moich oczach. W dodatku w tak przepyszny sposób.

Jutro napiszę list gratulacyjny do Lucasfilm.

Re: :D

Ode mnie masz 10/10 bo też jesteś przepiękny :*

Re: :D

-Ten film był przepiękny, daję mu 9/10, bo nie podobał mi się początek.

Jak obejrzysz drugi raz to dasz spokojnie 10/10

Początek jest świetny, chyba że masz na myśli te pseudomustafar to zgoda, to zdecydowanie należało wyciął, bo jest okropne i niepotrzebne.
TROS mógłby się zaczynać jak Kylo przelatuje przez tę "mgławicę" <-O-> i byłoby OK.

Re: :D

-"Skywalker. Odrodzenie" to film przede wszystkim dla fanów. Dlatego jego odbiór przez pospólstwo zupełnie mnie nie interesuje. Wyniki procentowe na jakichś serwisach filmowych można sobie wsadzić, tak samo jak płacz hejterów. Idźcie w niebyt, bo jeżeli ten film do was nie przemawia, to musicie się zamknąć w kuli i oglądać sobie E4, E5 i E6 w kółko. Tam wasze miejsce!

Dobrze gada!
Dać mu wódki albo kolaloki

Aki-Aki

....

Mi się podobało, było dużo pew pew bziu bziu i różnych głupot, wizualnie miazga, a fabuła to taki miks EU np początek spoilera odrodzony Imperator - Dark Empire, przenoszenie duszy - DE, Exogol - Korriban, wizja tronu - Jacen z Dziedzictwa koniec spoilera zabrakło wizji na całą trylogie więc po prostu wrzucili co się da fabularnie leży ale bawiłem się świetnie

Oslo najlepsze są te komentarze że jednak TLJ byl fajny a jeszcze wczoraj disneeej zniszczyłes mi dzieciństwo XD

A no i PRZEPOTEZNIE ZGNILEM z początek spoilera I AM THE SPY XDDD HUX STIGLITZ koniec spoilera

Re: ....

-najlepsze są te komentarze że jednak TLJ byl fajny a jeszcze wczoraj disneeej zniszczyłes mi dzieciństwo XD

Dokładnie XD

TLJ im starszy tym lepszy, taki pseudo-TESB XD

nie było mowy o pełnym zadowoleniu

Już na długo przed premierą było pewne, że nie będzie mowy o pełnym zadowoleniu. Było pewne, bo TFA było filmem Hana, TLJ było filmem Luka, TROS miało być... Muszę Abramsowi oddać głęboki hołd - że mając do dyspozycji tyle materiału, ile miał, dał nam smak tego, czym TROS mogło i powinno było być, gdyby Carrie żyła. No one`s ever really gone.

Z TFA wychodziłem z kina pełen radości, wręcz wszystko we mnie śpiewało. Z TLJ wychodziłem rozedrgany, emocje we mnie kipiały. Z TROS wyszedłem pełen spokoju, z nostalgiczną łezką na pożegnanie Lei; peace is in me, także w stosunku wszystkich tych, których w zasadzie nie rozumiałem, kiedy mówili "to nie moje SW". These weren`t Star Wars I was looking for, jeszcze przy fanfarach miałem ciary, a po rozpoczęciu crawlu wszystko gdzieś uleciało.

Była, oczywiście, jakaś kolorowa i dynamiczna fabułka, okraszona niezłymi dialogami. Bdb epizod Huxa, niezły Pryde... Wiadomość dla HALa: jest potwór! I oczywiście C3PO, prawie kradnie ten film.

Cóż, po 39 latach przygody z Sagą Skywalkerów: Princess, Red Five over&out. May the Force be with you.

Re: nie było mowy o pełnym zadowoleniu

Czyli ... nie tego jednak oczekiwałeś ?, dobrze zrozumiałem ?

Re: nie było mowy o pełnym zadowoleniu

Znaczy... ten film zupełnie do mnie nie mówi starłorsami. Przygoda, yeah, Moc, yeah, kosmos, yeah, nadprzestrzeń, yeah, ale nie mówi do mnie.

Re: nie było mowy o pełnym zadowoleniu

W końcu zrozumiałeś. Wiedziałem, że jest dla Ciebie jeszcze nadzieja. xD

Re: nie było mowy o pełnym zadowoleniu

Lubsok napisał:
W końcu zrozumiałeś.
-----------------------

W sensie że marudzących zrozumiałem? To fakt

E7 i E8 były starłorsowe w uj. Co do E9 to już poniżej podpisałem się pod Kathi, że czekam na prawdziwy xD

Re: nie było mowy o pełnym zadowoleniu

Zyg zyg ~ no dobra ~

rzygający pies

Wyobraźcie sobie, że jesteście na randce z cudowną osobą, jest wesoło, przyjemnie, uroczo - tylko co jakiś czas wam przeszkadza rzygający pies. Nawet jeżeli nie pochylacie się nad nim z troską, to jednak cały czas jest to rzygający pies, wiadomo że maksimum atmosfery i możliwego zadowolenia z tej randki nie będzie.

Takim właśnie filmem jest TROS. Reakcja na niego zależy od tego, na ile potrafimy nie dostrzegać rzygającego psa (kto nim jest w tej metaforze, nie muszę dodawać).

Na drugim seansie byłem z 15-latkiem. Ostatecznie wyszedł zachwycony, choć w trakcie nieraz kręcił nosem, i jeszcze przed wyjściem z sali powtarzał, że niektóre sceny były zupełnie bez sensu.
Za nami siedziały jakieś trzy dwunastolatki, słuchanie ich reakcji było budujące. Piszczały.

SW nie umiera, a na pewno nie od naszej oceny TROS.

Re: rzygający pies

Jeżeli masz w domu rzygajacego kota, to jest to tak naturalne że przestajesz to dostrzegać czy w ogóle zwracać uwagę na takie nieistotne rzeczy.

Jestem trochę rozbity

Nie czytać, jak ktoś nie oglądał, chciałem zaznaczyć spoilery po napisaniu tekstu, ale widzę, źe się nie da.



Film jest niesamowity, zakończenie piękne,
postaci rewelacyjne, dzwięk, muzyka efekty bardzo dobre, sama historia strasznie poplątana, ale bardzo ciekawa. Relacja Bena i Rey rozwiązana może trochę kontrowersyjnie, ale moim zdaniem to było najlepsze wyjście. Scena między Benem i ojcem niesamowita. Głosy dawnych Jedi (Yody, Obi-Wana, Anakina, Mace Windu, Qui Gona, Ashoki) to coś pięknego, łezja mi się w oku zakręciła. Cameo Wedga to bardzo miła niespodzianka. Film jest jednak strasznie pocięty, niektóre rzeczy niewyjaśnione, inne urwane w połowie. Akcja toczy się strasznie szybko i ciężko jest za nią nadążyć. Początek filmu też za szybki, powinni zacząć film wcześniej, nie gdy akcja już trwa i musimy się odnaleźć. BTW, skąd Kylo wiedział, że szukać wayfindera na tej lesistej, czerwonawej planecie i kim były te stwory z którymi Kylo tam walczył? I co się właściwie stało z Najwyższym Porządkiem? Przyłączyli się do floty Palpatine`a i razem z nią zginęli. Ci z First Orderu nie protestowali? Trochę się tu pogubiłem... Film powinien trwać co najmniej pół godziny dłużej. Wiele postaci miało za mało czasu ekranowego. Jannah, Zorri, Pryde nie zostali dobrze wprowadzeni, a film się skończył. Za mało Rose To wielki minus... Muszę jutro obejrzeć to na spokojnie. Myślę, że jednak ten film to godne zakończenie historio Skywalkerów, ciekawi mnie czy Rey już zostanie na Tatooine i Jedi przejdą na zawsze do historii czy jednak będzie trenować kolejne pokolenie i odegra jakąś rolę w odbudowie Galaktyki i Republiki... Takie trochę naciągane 9/10, gdyby nie był tak pocięty, akcja była nieco wolniejsza, rzeczy lepiej wyjaśnione i nie niedopowiedziane i mniej naciągane w paru przypadkach, może dałbym nawet 10 gwiazdek.

Re: Jestem trochę rozbity

-Głosy dawnych Jedi (Yody, Obi-Wana, Anakina, Mace Windu, Qui Gona, Ashoki) to coś pięknego, łezja mi się w oku zakręciła.

To jedna z moich ulubionych scen

Oslo

-początek spoilera Czyli tak
Palpatine żyje bo ma horkruksy
Zabił jej rodziców ale chciał zabić ją bo się bał jej mocy
Wysysał jej życie żeby się odrodzic
Rey walczyła z bazyliszkiem

koniec spoilera

CHYBA TO GDZIEŚ WIDZIALEM

Re: "Skywalker. Odrodzenie" - recenzje

Ok już po filmie, będą spoilery:

-Fanservice w sumie na plus i ten memiczny cytat z Zemsty Sithów na początku
-generalnie film przez połowę naprawia gówno z Ostatniego Jedi.
-wkurzaało mnie jak musieli kluczyć z dialogami Rey-Leia na początku właśnie przez to że mieli tylko niewykorzystane sceny z poprzednich filmów
-finał słabiutki, Imperator nie mógł tego uratować a jego obecność ani na plus ani na minus
-Abrams musiał rzeźbić w gównie po The Last Jedi i wyszło mu takie coś. Dla mnie najlepszy film z sagi o Kylo Renie ale mimo to słaby

Najlepsze SW?

Powiem tak - jest to na pewno najlepszy film z tej trylogii - ale niestety czuję drobny niedosyt.
Wymienię plusy i minusy (bez ładu i składu):

Plusy:
+ Kylo Ren/Ben Solo i jego "odkupienie"
+ Hux jako szpieg FO
+ Imperator *.*
+ Finał na Tatooine
+ Walka z rycerzami
+ Głosy duchów (Anakina, Qui-Gon`a itp.)
+ Relacje Finn/Poe/Rey
+ C3PO - miał sporo fajnych momentów
+ Duch Luke`a i cały ten fragment na Ahch-To

Plusów jest więcej, ale nie będę wymieniał te mniej istotne

Minusy:
- Brak ducha Anakina - no nie wybaczę im tego!
- Za krótka końcówka, mogli bardziej rozwinąć finał
- To jest finał, więc oczekiwałem więcej smaczków dla fanów SW - więcej oczywistych "Easter egg`ów"
-/+ Muzyka to właściwie i plus i minus - było sporo starych nut, ale czegoś mi brakowało.

To w zasadzie w tej chwili wszystko, w piątek obejrzę jeszcze raz. Może coś się zmieni.
Tak podsumowując - film mi się podobał, ale niestety czuję niedosyt.
-

Re: Najlepsze SW?

Jak to brak ducha? Był Anakin, Yoda, Obi-Wan, Mace Windu i Qui Gonn.

Re: Najlepsze SW?

Tylko ich głosy, a to dla mnie za mało ...

Re: Najlepsze SW?

Aayla, Luminara, Ahsoka i Adi Galia też.

Re: Najlepsze SW?

No i jeszcze podobno Kanan się przypałętał.

Re: Najlepsze SW?

A no tak, był faktycznie. Choć on ponoć jest wilkiem mocy (Vilkala uważa że raczej wiewiórką)

Re: Najlepsze SW?

-jest to na pewno najlepszy film z tej trylogii

Zgadzam się w 100%

...

I tak najlepsza była scena po napisach xD

Re: ...

kurde, za szybko wyszedłem!

Re: ...

Nie było sceny po napisach, siedziałem do samego końca.

TROS

Najgorszy. Epizod. Ever.

UWAGA SPOILERY!

Powiem tak: w porównaniu z tym co zobaczyłem, TFA to dobry film pozbawiony większych wad. Napisy zdradzają powrót Palpiego, ale jak przeżył upadek i wybuch tego już twórcy nie raczyli wyjawić, pewnie będzie w komiksie, w końcu to pierdoła nie mająca znaczenia, co nie Abrams? Aczkolwiek pierwsza scena z Imperatorem miała fajny klimat, potem już były jazdy w stylu Dark Empire, np. Palpi ciskający pioruny we flotę statków. xD

Co dalej? Cóż, Rey to wnuczka Palpatine`a i razi z dupy piorunami. Czyli moce Sithów są dziedziczne? Ciekawe, rozumiem więc, że Dooku to był brat Palpiego? Tak było Abrams? Poe skaczący sobie w nadświetlną co 3 sekundy... FACEPALM Widać Abrams oglądał ANH dupą i zapomniał, co mówił tam Han. Właśnie Han, wrócił. xD I to akurat plus, Ford zawsze na propsie.

A reszta wielkiej trójki? Tak jak myślałem, Luke nie dostał nic do roboty, a Leia umarła z przemęczenia... I ta rozpacz Chewiego - tutaj zrobiło mi się smutno bo wiem co poczuł - poczuł to co każdy wychowany na OT - po kolei odeszli Ci, których kochaliśmy, a których Disney spuścił w kiblu nie dając im ani jednej wspólnej sceny.

Jeśli chodzi o akcję - o rany... Wszystkie te sceny były cholernie nudne, film o tytule STAR WARS, a bitwy w kosmosie wołają o pomstę do nieba. Chyba nawet lot na Starkillera był lepszy niż to coś w finale. Bitwa z której nie zapamiętuje się ani jednego momentu, no chyba, że ten z końmi biegającymi po niszczycielu. Ja rozumiem, że to nawiązanie do Ewoków (btw. Wicket był w tym filmie razem z żoną xD), ale one działały na swoim terenie, a nie popylały po Gwieździe Śmierci.

A finał? O gurwa... Rey pokonuje Palpiego. Dlaczego? A bo jest super księżniczką Disney`a. Luke nigdy nie był takim przepakiem, przegrał i gdyby nie Vader to Imperator by go zabił. I Vader zabił Palpiego normalnie, a nie jakąś mocą przywołanych Jedi. I Ren oddający życie by ocalić Rey, która umarła przez... wymęczenie? xD Oczywiście obowiązkowy pocałunek, by fani Reylo byli usatysfakcjonowani. Choć chyba nie będą skoro Ben umarł. W ogóle jakiś typek na sali zaczął bić brawa jak Ren umarł. No tak, jedyna sensownie napisana nowa postać, a została odstrzelona i ludzie się cieszą... Upadek cywilizacji? Chyba tak. A Rey sobie przybiera nazwisko Skywalker, którego nie jest godna. BEKA. To ona powinna zginąć a Ren żyć, ale wiadomo #metoo i te sprawy. (zresztą były też lesbijki świętujące zwycięstwo) Acha, wklejeni na Tatooine Luke i Leia wyglądali tak sztucznie, że aż nie mogłem uwierzyć. I czemu nie było tam Rena? Walki Rena i Rey też były nudne. Serio, ile razy można naparzać się w ten sam sposób?

Chewie, Lando (który ma chyba wnuczkę, ach ten nieudolny foreshadowing Abramsa - to samo z Rey, każdy po 5 minutach już wie, że Rey to wnuczka Palpiego, a Abrams przeciąga wielki reveal do połowy filmu xD), R2 oczywiście zmarnowani. 3PO na szczęście dostał trochę więcej do roboty. Plus też za postać tego rebelianta co go grał Hobbit (i to jak wspomniał manewr Holdo - śmiechłem xD) oraz Pryde`a i scena jak zabił Huxa - to było piękne. Dobrze, że rudy zdechł w tak żałosny sposób, pasowało do jego postaci. Plusy też za muzykę (i cameo Williamsa) oraz głosy Haydena, Oza, McGregora i Neesona. Fajna była też scena walki młodych Luke`a i Leii - właśnie tak powinna wyglądać nowa trylogia, no ale trzeba by ją było zrobić w latach 90, a nie teraz. No i musiałby ją zrobić Lucas, a nie jacyś idioci nie rozumiejący SW.

Ocena końcowa to jakieś 3/10, bo jednak te plusy co wymieniłem trochę wspomogły oglądanie (bo filmu nie były w stanie uratować, za duo było szajsu). Cóż można rzec, SW umarły. Szkoda, bo siedzę w tym odkąd skończyłem 5 lat. Oby ta saga była nauczką na przyszłość, mam nadzieję, że Disney wyciągnie minimalne wnioski w kwestii robienia trylogii, bo naprawę - nawet TCW i Rebels są od tego crapu lepsze.

Re: TROS

-Powiem tak: [...]to dobry film pozbawiony większych wad.

Dokładnie

WOW

JJ Abrams dokonał niemożliwego - Stworzył film dwa razy gorszy od Ataku Klonów

6/10

Generalnie raczej wychodzi na plus, z tym że ja lubię moje starłorsy z odrobiną "kiczu" (angielskie słówko camp trochę słabo się tłumaczy) i banału, szczególnie w kwestiach Jedi i Sithów. Dzięki temu wątek Rey / Rylo Kena / Palpiego bardzo mi się podobał i nawet trochę wzruszeń było. Gorzej niestety z tym ogólnym konfliktem Resistance vs First Order (i co za tym idzie walkę o przyszłość galaktyki) który w ogóle nie był ani odrobinę interesujący, no ale to było już nie do naprawienia po dwóch poprzednich filmach. Ale przynajmniej na plus to, że trochę bardziej można w końcu poczuć że historia dzieje się w ogromnej galaktyce a nie w jakiejś bańce otaczającej tylko nasze pięć głównych postaci.

Stosunek Abramsa do TLJ chyba najlepiej podsumowuje to że na nic nie czeka, pierwsza scena filmu i od razu ostro jedziemy "początek spoilera Palpi żyje, Snoke to jego marionetka, nic w 8 części się nie liczyło, handlujcie z tym koniec spoilera". Z grubej rury i bez ceregieli, coś pięknego.

Re: 6/10

- to było już nie do naprawienia po dwóch poprzednich filmach. Ale przynajmniej na plus to, że trochę bardziej można w końcu poczuć że historia dzieje się w ogromnej galaktyce a nie w jakiejś bańce otaczającej tylko nasze pięć głównych postaci.


No właśnie, lepiej późno niż wcale, choć szkoda tych dwóch zmarnowanych filmów

Re: "Skywalker. Odrodzenie" - recenzje

Co to było!? Nadal nie mogę uwierzyć w to, co zobaczyłem :/ Jak mi nie pasują te wszystkie wybory fabularne, to się kupy nie trzymało. Ktoś mi wytłumaczy gdzie w tym wszystkim sens? W tej chwili jest to dla mnie najgorszy epizod. Nie mam w ogóle ochoty gadać o tym filmie. Focha na starwarsy nie strzelam, do kółka frustratów pokrzywdzonych przez nowe filmy też się nie zapisuję, ale muszę ochłonąć. Idę spać, może się obudzę i się okaże, że to tylko taki zły sen był Rian wróć i napraw starwarsy! Może jutro chociaż nowy odcinek Mando ukoi mój ból pupci... Bardzo przepraszam za bełkot. Dobranoc.

Re: "Skywalker. Odrodzenie" - recenzje

Oj ukoi. Zapewniam Cię.

Re: "Skywalker. Odrodzenie" - recenzje

Fajnie teraz poczytać te posty, że jednak Rian zrobił dobre SW. A ja mówiłem to już 2 lata temu.

W skrócie wrażenia na gorąco

Muszę jeszcze to wszystko sobie poukładać w głowie, bo wszystko się tak szybko działo...

Ale w skrócie.

Plusy:
+ C3PO w formie! W końcu jego dobry występ w ST i początek spoilera po raz drugi wymazano mu pamięć koniec spoilera :O

+ może nie za dużo humoru, ale za to gdy już się pojawia, to nie ma zażenowania, jest taki gwiezdnowojenny, a nie Rajanowy;

+ Hux - występ krótki, a treściwy ale początek spoilera Nuka-Cola się załamie! koniec spoilera

+ początek spoilera pochodzenie Rey koniec spoilera jest ok!

+ forma audio-wizualna.

Minusy:
- zbyt duże tempo! Jakby upchnąć ze dwa filmy w jednym, więc niektóre wątki wydają się takie po łebkach i brakowało mi trochę większego rozwinięcia Kylo i jego motywacji;

- w pewnym momencie pomyślałem sobie, że przynajmniej nie ma początek spoilera kolejnej Gwiazdy śmierci, a tu po chwili pojawiają się statki z działami niszczącymi całe planety koniec spoilera - pytam się: po co? Czyżby sama liczebność nie wystarczała?? Moim zdaniem to niepotrzebne.

- walki na miecze świetlne, czy raczej mała ich ilość;

- może mi ktoś wyjaśnić po co Kylo właściwie sklecił sobie ponownie swoją maskę? Bo też tu sensu tego nie czaję.

To tak na szybko, w kolejnych dniach może mi się tego namnoży.

Re: W skrócie wrażenia na gorąco

-początek spoilera Nuka-Cola się nie załamie, wręcz przeciwnie: Hux odszedł jako bohater! Swoim raportem - walić intencje, ważne są skutki - ocalił setki planet!
A w ogóle, to to tylko postrzał w pierś, no dajta spokój, nie takie rzeczy się w tym uniwersum przeżywa
koniec spoilera

Re: W skrócie wrażenia na gorąco

No w sumie początek spoilera nie widzieliśmy jego zwłok po postrzale, więc sprawa jest otwarta, Maul nie takie rzeczy przetrwał koniec spoilera

Jesteś zadowolona z jego występu w filmie? Moim zdaniem najlepszy z trzech części i aż żal, że tak niewiele, no ale przy milionie wątków ciężko by było coś dodać Ale moment, gdy początek spoilera przyznaje się do bycia szpiegiem - sztos koniec spoilera

Re: W skrócie wrażenia na gorąco

Za mało!!! Było go zdecydowanie za mało. Ale jak już był ten mój początek spoilera Armitage Kloss koniec spoilera, wooow I tak, podzielam zdanie Poe - początek spoilera "coś tak czułem!" koniec spoilera
A poza tym jak zwykle - Hux odwala czarną robotę, dobrze Kylo radzi, Kylo go nie słucha (acz nie poddusza! Jest postęp!), nikt go nie słucha i początek spoilera stara zasada: nie ma Huxa - nie ma Porządku koniec spoilera.
A Pryde`owi to ja jeszcze podziękuję w fanfikach, oooj, podziękuję.

Re: W skrócie wrażenia na gorąco

Rzeczywiście, może masz rację, że początek spoilera nie ma Huxa - nie ma Porządku koniec spoilera, bo wkrótce po tym, jak początek spoilera zszedł z tego świata, to przegrali bitwę koniec spoilera

Re: W skrócie wrażenia na gorąco

-początek spoilera Stanowczo sprzeciwiam się określeniu "zszedł". Nigdzie nie zszedł. Gość żyje. Co najwyżej będzie kulał, ale wątpliwe. Wykuśtykał z tej kostnicy/celi/gdziekolwiek go tam zabrali, zabrał Millicent i poszedł w cholerę. Może matkę znajdzie, może zostanie przemytnikiem przyprawy albo zostanie królem Ewoków - co tam mu tylko pasuje. Ale żyje koniec spoilera

Re: W skrócie wrażenia na gorąco

A no tak, racja tylko czy wtedy wcześniejsza teoria trzyma się kupy?

Re: W skrócie wrażenia na gorąco

-początek spoilera Ta o tym, że odszedł jako bohater? No to teraz będzie sobie żył jako bohater ...kind of koniec spoilera

Re: W skrócie wrażenia na gorąco

Tylko czy będzie się tym komukolwiek chwalił?

W temacie Huxa i Pryde`a

Wyszedł dziś Słownik ilustrowany.
https://66.media.tumblr.com/bab8c5c76bb76a48ec6c4c6d05c3d521/56ff0938e9e24274-a3/s640x960/4296a3725b74a5b558d35e67896e7fcae35df66a.jpg
Powiem tak - jeśli gość był taki sam, jak reszta kolegów papy Brendola (a był), to nie ma możliwości, żeby Armitage nie nosił pod mundurem, jak to nazwał Finster, "kamizelki blasteroodpornej"

Re: W temacie Huxa i Pryde`a

Rozumiem, póki nie zobaczysz zwłok, póty nie można uznać, że nie żyje. Taki Hux Schroedingera

Re: W temacie Huxa i Pryde`a

Ale serio, jeżeli był taki jak koledzy "tatusia" ukazani w komiksie, to Rudy musiał być przygotowany na najgorsze przy każdym z nim spotkaniu.

Z drugiej strony, Pryde musiał być typem dominującym i wybitnie przebiegłym, że tyle się przy życiu uchował.

Re: W temacie Huxa i Pryde`a

Przy czym biorąc pod uwagę, że dostał nad Kijimi, to musiał jeszcze mieć szansę niepostrzeżenie się wydostać z rąk FO

Re: W temacie Huxa i Pryde`a

Tylko nie wiem czy tak by go zostawiono żywego leżącego sobie samopas

Re: W temacie Huxa i Pryde`a

Jak się obudzi w kostnicy, to tym lepiej - łatwo zwiać
A jak zaciągnęli do celi, to też da nogę

Re: W temacie Huxa i Pryde`a

Nie porzucasz nadziei tak trzymaj

Re: W temacie Huxa i Pryde`a

Nie no, w każdej organizacji ma się kumpli, ci wzięli "ciało" pod pachy i odtaszczyli poza zasięg wzroku, a potem razem uciekli

#takbyło #niezmyślam

Re: W temacie Huxa i Pryde`a

Re: W temacie Huxa i Pryde`a

No i wszystko jasne

Re: W temacie Huxa i Pryde`a

Wielkie umysły myślą podobnie

Re: W skrócie wrażenia na gorąco

Nuka, chodź na discorda ;d dyskutujemy na żywo

Re: W skrócie wrażenia na gorąco

Cóż, śmiechy śmiechami, ale nie trzeba sięgać do filmów żeby znaleźć pewne niezwykłe przypadki. Polecam się zapoznać historią człowieka o imieniu Peng Shuilin. Tylko uwaga na niektóre zdjęcia, są naprawdę drastyczne.

Re: W skrócie wrażenia na gorąco

Maska jest po to, żeby można było sprzedawać nowe maski i nowe figurki.

po co Kylo maska?

No tak, bo minimalnie różni się od tej w VII... Cóż, myślałem, że przeminął już czas, gdy czuł potrzebę noszenia jej. No może jeden zabawny moment z Huxem był dzięki tejże masce

Re: W skrócie wrażenia na gorąco

PS. Trochę detali.

Plusy:
+ BB-8 i jego powrót do charakteru z VII

+ Rose już nie jest tak ważną postacią jak w VIII;

+ Poe wypadł ok;

Neutralnie:

+- Finn i Maz - mają lepsze występy niż w TLJ, ale ten pierwszy jednak nie tak udany jak w TFA;

+- śmierć początek spoilera ostatniego Skywalkera, tzn. takiego z krwi i kości, a nie adoptowanego ale może to i lepiej, że ich los zakończył się w 9 epizodach? koniec spoilera

Minusy:
- zbyta mała rola Richarda E. Granta;

- zbyt powierzchowne wyjaśnienia paru spraw, np. po co początek spoilera Palpatine posługiwał się Snoke`m? Buduje i FO, i ma kolejną flotę? koniec spoilera WTF?

- początek spoilera sama śmierć Palpiego jakaś taka...taka sobie koniec spoilera

- początek spoilera Wedge koniec spoilera występuje dosłownie przez na parę sekund;

Po obejrzeniu drugi raz

Dobra, muszę przyznać że jak obejrzałem po raz drugi to oglądało mi się lepiej niż wcześniej, zwłaszcza gdy już pogodziłem się, że ten Palpatine to nie jest jednak ściema. Drugi raz też łatwiej wszystko ogarnąć przy tak dużym tempie wydarzeń. Skupiłem się na interesujących mnie wątkach, dojrzałem parę rzeczy, których nie zauważyłem na premierze - jak np. rozmowa Kylo z podwładnymi o zdrajcy i poruszenie Huxa, który na uwagę Supreame Leadera zmienił temat na "twarzową" maskę

Abstrahując od tego czy wolałbym śmierć, czy przetrwanie Bena - rozwiązanie jego wątku było mocne i wzbudzające emocje (a już na pewno lepiej odegrane niż dajmy na to przejście Anakina na CSM). Nadal zaś za jedną z najsłabszych scen uznaję moment zabicia Sidiousa - noszkurdemol tylko na tyle było stać twórców? Heh.

Generalnie jednak całość odbieram pozytywniej niż pierwszy seans.

Numer 1 w rankingach!

TROS udało się pobić:
- Holiday Special, jako najgorsze filmowe coś co przytrafiło się SW
- ROTS, jako najbardziej niewykorzystany i zmarnowany potencjał na film SW
1/10 - I to tylko przez wzgląd na kilka dobrych momentów...
Nie wiedziałem że Jar Jar Abrams może stworzyć aż tak słaby film... Wybaczam Rianowi wszelkie drobne błędy, braki i niedociągnięcia...

Moje przemyślenia po seansie

Dział ze spojlerami więc nie będę się oszczędzał

Ogólnie na początek: ogromne brawa dla JJ, że logicznie połączył ten bałagan który wprowadził RJ w logiczną całość i stworzył film, który ogląda się jakby był naturalną kontynuacją. I teraz qlue.
W mojej opinii jeśli ktoś kto nie zna SW, siadłby do seansu i oglądał każdy film od epizodu 1-9 po drodze między 3 a 4 częścią zahaczył o Rogue One to myślę, że byłby pełen podziwu jak to wszystko się klei i naturalnie komponuje od początku aż do finału. Natomiast dla fana SW, wiedzącego że wg ojca sagi Anakin był Choosen One, nowa trylogia nie była z góry zaplanowana a RJ dostał zielone światło na swoją wizję bez ustaleń JJ - jest to gwałt dla fanów

Do rzeczy:
1. Dlaczego Ray jest takim przekozakiem w mocy? Bo w jej żyłach płynie krew samego Palpatina, jest potężnym użytkownikiem w mocy, która ma do niej naturalny talent po dziadku, uśpiony i budzący się z każdym kolejnym etapem dochodzenia w niej do prawny o tym kim jest.
2. Dlaczego znalazła się na Jakku? Jej rodzice nie chcąc by Ray wpadła w łapska Palpiego woleli zostawić ją na Jakku u Udgara.
3. Kim byli jej rodzice? Ojciec był synem Palpiego a matka to random.
4. Kiedy Palpi spłodził syna - nie wiadomo, pewnie za czasów gdy był Kanclerzem.
5. Po co Palpiemu Ray? Palpi umiał przenosić swojego ducha z ciała na ciało - chciał by Rey go zabiła w rytuale Sithów aby wejść w jej ciało i stać się znów młodym pełnym życia i ogromnej mocy Imperatorem.
6. Jak Palpatine przeżył na GŚ? Nie wyjaśniono, najprawdopodobniej po upadku udało mu się jakoś przetrwać, znaleźli go kultyści, podpieli pod aparaturę potrzymującą życie i z biegiem lat zyskiwał na sile.
7. Kim był snoke? Był wynalazkiem Palpatine, klonem nad którym miał pełną kontrolę a który miał dwa zadania: odwrócić uwagę galaktyki od niego i przekabacić na swoją stronę Kylo Rena, potem Rey.
8. Co oznacza tytuł? Rey na końcu filmu pewnej starej babinie na Tatooine przedstawia się jako Rey Skywalker przy błogosławieństwie duchów mocy Luka i Lei. Żyją w niej bowiem wszystkie pokolenia Jedi, wraz z Kylo Renem który umarł przekazując jej swoją moc życiową.
9. Kylo Ren oficjalnie wrócił na Jasną Stronę, stawił czoło Imperatorowi razem z Ray ale szybko został pokonany, kiedy Ray odwróciła wiązkę błyskawic i wykorzystała niemal całą swoją moc by zniszczyć Imperatora jak i całe koloseum na którym był wraz z tronem i wyznawcami praktycznie umarła. Kylo uratował ją bo jak się okazało: Rey i Kylo mają nie tylko specyficzną więź w mocy ale i potrafią - dawać życie i leczyć. Kylo zginął oddając moce życiowe Rey.

Reszta jest mało ważna - Hux pomógł rebelii bo chciał by Kylo poniósł porażkę ale potem chciał by go postrzelono aby nikt się nie skapł - oczywiście zostało to wykryte i został zabity, Lando miał dosłownie 3 wejścia ale fabularnie zebrał ziomków w galaktyce żeby stawić czoło flocie imperatora, Luke miał występ jako duch mocy by dać kilka rad Ray...

I teraz najgorsze: wg legendy równowagę mocy przywróciła Ray - pozbyła się Sithów, została ostatnim Jedi. Nie Anakin - Rey. Tutaj będzie największy spór bo sam Lucas jasno powiedział: Anakin był wybrańcem, wg nowej trylogii był wybrańcem czasowym Shit happens

I w sumie tyle. Ogólnie film oglądało się dobrze, bez żenady jak w przypadku VIII ale widać że to był jeden wielki fun serwis i łatanie w ciąg logiczny tego co zostało po RJ.
Sam film dla mnie 7/10.

Prequele: 8/10
Stara Trylogia: 9/10
Nowa Trylogia: 6/10

Cała Saga 7+/10 jako fan
Jako osoba która lubi SF, oglądała by pierwszy raz od 1-9 myślę, że spokojnie oczko wyżej.

Tylko ten motyw Choosen One...jego nie strawie, wątpie by ktokolwiek strawił

Re: Moje przemyślenia po seansie

I sorki za literówki, pisałem wszystko na ostrym zmęczeniu - wybaczcie

Chyba inny film oglądaliśmy

Nie mam niestety czasu wchodzić w dłuższą polemikę, bo jutro rano do roboty - ale zazdroszczę ci takiego odbioru.
Twierdzenie, że JJ wszystko logicznie połączył i stworzył film, który jest naturalną kontynuacją jest dla mnie kuriozalne. Ten film jest tak z dupy wzięty, że aż zęby bolą.
Nie lubiłem TLJ. Ale w porównaniu do tego filmu to arcydzieło.
Postaram się skrobnąć coś dłuższego w weekend, żeby jakoś sensownie uzasadnić wszystko co powyżej.

Re: Chyba inny film oglądaliśmy

Szanuje - dla mnie było to naprawdę in plus bo kiedy jeszcze nie znałem ani leaków ani filmu zachodziłem w głowę co tu zrobić żeby z tego wybrnąć - wg mnie wybrnął, nie w 100% ale wybrnął. Chętnie jednak poznam każdy inny punkt widzenia na to wszystko bo to będzie pole do dyskusji tutaj na lata

Rycerze Ren

Jeszcze dodam bo teraz mi się przypomniało: wątek rycerzy Ren taki troche z pupy, niby się pojawili, niby ścigają z Renem Rey, potem są na planecie Imperatora i gdy Ren przechodzi na jasną stronę robią mu jesień średniowiecza póki Ren nie dostaje od Rey miecza "teleportem mocy" Tu szkoda bo liczyłem, że ich rozwiną ale cóż - trudno

Re: Rycerze Ren

No i cholera mogli się chociaż raz odezwać w tej trylogii i wciąż zastanawia mnie dlaczego oni nie mieli mieczy świetlnych

Re: Rycerze Ren

"Teleportem mocy" ??? , nie no, jest jeszcze lepiej, niż się spodziewałem lolololololololol !

Re: Rycerze Ren

Akurat to było całkiem niezłe - nie jest takie złe, jak to brzmi

Odszczekuję

Przyznaję rację wszystkim, którzy twierdzili, że nie było żadnego planu na nową trylogię. Pisane na szybko, bez pomysłu, bez wizji, bez planu na rozwój tego uniwersum. LSG to jakiś dziwny twór wydmuszka bez władzy, w sumie do końca nie wiem jaka jest ich rola skoro i tak poszczególni filmowcy robią co chcą.

Tutaj przyznaję rację Lubsokowi i innym miłośnikom filmów Marvela - pod względem spójności MCU > nowe SW. Te marvelowskie głupkowate, przewidywalne i robione od sztancy filmy jednak razem tworzą jakąś sensowną całość. O nowych SW nie mogę tego powiedzieć. Filmy MCU zasłużenie zyskały poklask u widzów i biją rekordy popularności, z czym nowe SW mają problemy.

Wyśmiewałem też pomysły z Legend uważając, że to co otrzymujemy w obecnym kanonie całościowo jest o niebo lepsze. G*wno prawda, po wczorajszym widać, że może być samo złe albo nawet i gorsze, bo zrzyna z EU i ma jeszcze mniej sensu. Przepraszam Legendy i wszystkich ich fanów za te drobne złośliwości w przeszłości

Re: Odszczekuję

Wiesz co mnie w sumie tylko zabolało? To jak pięknie pokazali środkowy palec EU. Co robi Story Group o ile wciąż istnieje? Bo na bank nie czuwa nad jakąkolwiek spójnością.
Pave zjadło coś, Kare chyba w ogóle nie istniała, BTA moje ukochane nie ma racji bytu. Droga do TROS to też jakaś kpina, kończymy najważniejszą książkę z grupą Twi`lekków tymczasem w bazie ani kawałeczka Starych Ras.

Tyle, że film mi się podobał. Bo postaci, które najbardziej lubię, były takie jak lubię (spora zasługa aktorów, że czasami z dennego scenariusza dali radę wyczarować coś super). Z TLJ kocham po dwóch latach TYLKO wątek Luke`a. Reszta do zaorania dla mnie. Tu dostałam "moich" bohaterów i ocena automatycznie idzie w górę.

Re: Odszczekuję

Dla mnie to nawet nie był środkowy palec tylko dostałem taki mocny strzał w pysk. Broniłem tej nowej trylogii, jarałem się na myśl kiedy zostaną w końcu odsłonięte tajemnice, wierzyłem w LSG, wierzyłem, że to wszystko jest chociaż trochę rozpisane/zaplanowane i dokądś zmierza. O jak ja się myliłem

Z czytania tych wszystkich książek/komiksów nie rezygnuję. I tak momentami było to dla mnie trochę guilty pleasure, teraz już będzie guilty pleasure pełną gębą. Bardzo jestem ciekaw jak oni chcą to wszystko co się wczoraj odwaliło wyjaśnić Czy w ogóle zamierzają wyjaśniać

A że film się podoba to przecież spoko. Zazdroszczę Ci i tym wszystkim którzy mają pozytywne odczucia. Mi po prostu film totalnie nie podszedł i tyle, świat się nie zawalił. Trochę sobie ponarzekam, ale nie zostanę smutasem nieustannie s*ającym w kierunku Abramsa, KK, LSG czy (co najgorsze) innych fanów, którzy TROSa lubią.

Re: Odszczekuję

I co na sczerniałe kości Imperatora dzieje się ze Shrivem? Pod tym względem ogromny zawód.

Re: Odszczekuję

Ooo dokładnie!

Wiecie co, to trochę jakby dwa uniwersa istniały - EU i filmy. Jedno sobie, drugie sobie, cuś jak w Legendach bywało. I też przyznaję się do naiwności bo długo wierzyłam, że tu będzie lepiej. Że to ogarną jakoś, może nie 100% ale większość. No też się pod tym względem wykiwana czuję.

Dla mnie zawaliło sprawę rzekome Story Group (serio wątpię czy wciąż istnieje,poza samą nazwą).

Re: Odszczekuję

A Resistance Reborn dawało nadzieję, że choć część tych postaci się pojawi.

Re: Odszczekuję

Czyli jednak odkładając decyzję o zakupie na później (czyli, jak widze, na nigdy) zrobiłem słusznie

Re: Odszczekuję

Czyli jednak odkładając decyzję o zakupie na później (czyli, jak widzę, na nigdy) zrobiłem słusznie

Re: Odszczekuję

vilkala napisał:
tymczasem w bazie ani kawałeczka Starych Ras.
-----------------------
A Sullustanin?

Re: Odszczekuję

I syn Ackbara.

Re: Odszczekuję

O tym rozwoju uniwersum to w zasadzie można by w osobnym wątku podyskutować.
O planie na trylogię - nie wiem co było zaplanowane (Driver wiedział jak Kylo skończy, więc bendemption pewnie od samego początku było zakładane), ale mam wrażenie że Abrams zwyczajnie nie miał pomysłu jak to dokończyć, więc wyciągnął koncept z poniżej pleców i oparł na nim film.

Re: Odszczekuję

I znikła Twoja lista z sygnaturki.. czarne dni dla Bastionu.

Dobrze, że Mando 7 to zupełnie inny poziom rozrywki. Teraz niech się lepiej Project Luminous okaże czymś mega ciekawym.

BTW Soule wczoraj popełnił świetny komiks. Szkoda że czyta się go prawie ze łzami w oczach.

Re: Odszczekuję

Komiks właśnie zaczynam czytać, Mando (w Tobie cała nadzieja) już się dociąga. Moje fanostwo przechodzi ciężką próbę, ale przecież tak od razu tego nie rzucę. TROSa muszę trochę odchorować, ale jadę dalej z tematem

Re: Odszczekuję

Wyjątkowo smutny post i wymiana zdań pod nim. Aż mi się żal zrobiło, serio. Współczuję, i mówię to jako osoba, której TROS pasuje.

Współczuję, bo... been there, done that. Nadal tu jestem, więc chyba jestem odporny na rzeczy, które mi "psują" SW. Mam nadzieję, że Ty też się otrząśniesz i nadal będziesz znajdował w SW tę magię.

Tyczy się to z grubsza też i reszty userów, rozczarowanych TROSem.

Re: Odszczekuję

To forma terapii

Re: Odszczekuję

Tak, pamiętam, że też to przechodziłeś Tylko w innych momentach, niż ja

Re: Odszczekuję

-Przepraszam Legendy i wszystkich ich fanów za te drobne złośliwości w przeszłości

Radujmy się Albowiem, jak mówi Pismo, wielka jest radość z grzesznika, który się nawraca.

Ale tak na serio to mnie wystraszyłeś - lubiąc Legendy nie przeszkadzały mi nowe SW i lubię je dalej. Jeszcze prze jakieś 8 godzin z pewnością A potem to zobaczymy.

Re: Odszczekuję

(liczy) yyyyy, znaczy, Ty dopiero teraz? Zaczynasz? Kończysz? Doczekać się nie mogę (albo nie dojechałem z czytaniem wonteq`u). ~

Re: Odszczekuję

Pisanie postów i domykanie przyszłorocznego budżetu paralelnie to nie był najlepszy pomysł

Tłumacząc z polskiego na nasze, po poście koleki mkn nie byłem pewien, czy po obejrzeniu TROS-ki dalej mi się te nowe SW będą podobać. Ale może być. Fajny film, trochę jak TFA, dobre 3/4 i na koniec wjeżdża #nowasuperbronzajebista... i JJ nie wie jak skończyć.

Re: Odszczekuję

Przyjmuje

...

Napisałbym zaraz po wyjściu z kina, ale tym razem wracałem samochodem, który sam prowadziłem także nie mogłem wcześniej.


Mogę umierać... Tak, to zdecydowanie czas na to bym mógł umrzeć. W sumie to nie pozostaje mi nic innego, jak tylko śmierć.

Osiągnąłem już w życiu co chciałem, miałem tylko iść i zobaczyć ten film! Miał być podsumowaniem 22 lat bycia fanem, czyli praktycznie całego mojego świadomego życia!

I co???!!!

I czas zdychać! Jako najszczęśliwszy fan Star Wars na całym świecie! Spełniony pod każdym względem!!!

Abrams, dziękuję Ci!!!


Jutro drugi seans. W noc z piątku na sobotę maraton całej nowej trylogii - zdecydowanie najlepszej trylogii SW jaka kiedykolwiek powstała.
Plan minimum: 15 seansów - niemniej, jak się uda to chcę by ich było jak najwięcej - najlepiej tak z 50

Re: ...

Na tym etapie nie wiem co tym wątku jest sarkazmem, a co jest na serio.

Re: ...

To przeczytaj jeszcze raz ostatnie linijki tekstu.

Oczywiście, coś więcej napiszę za parę dni. Teraz idę świętować TROS <3

Re: ...

to xD

Re: ...

AFAIK Qel Asim pisze całkiem serio. Nie rozumiem, ale podziwiam. ~

Re: ...

Witaj w klubie spełnionych!

Re: ...

Zawsze wiedziałem że jesteś porządnym fanem Nestorze

Re: ...

Jak zrobisz 35 to pobijesz moją jazdę z TFA XD

Re: ...

Chciałbym, ale wątpię bym aż tyle zrobił. Za dużo obowiązków mam

XD/10

Pośmiane, czekam teraz na prawdziwy EIX.

P.S. Adam Driver jest bóstwem i nie zasługujemy na jego dobro.

Peace!

Re: XD/10

Nie uważasz, że Driver miał trochę zbyt mało kwestii mówionych jak na tak długi występ?

Re: XD/10

uważam że rola Adama była cudem nie wymagającym praktycznie korekt, wyłaczywszy może jego ostatnie sekundy na ekranie, które są tam nie wiadomo po co bo wszyscy wiemy że początek spoilera Ben żyje koniec spoilera

Re: XD/10

Myślę że spostrzegasz go przez pryzmat jego gołej klaty ukazanej w TLJ i przez to trudno Ci utrzymać obiektywizm

Re: XD/10

Myślę Jor że znowu mierzysz wszystkich swoją miarką, a jest między nami spora różnica rozmiarów, tak wzdłuż jak i wszerz.

Re: XD/10

Moja miarka jest większa od mojej klatki :* i nie służy zapewniam cię do mierzenia

Re: XD/10

Dodam, że jego ostatnie sceny są FENOMENALNE.

początek spoilera Ben Solo nie powiedział chyba słowa, ale jest tak uroczy, tak przyjazny, tak podobny to ojca i mamy, jak bierze oddech w walce z Renami, to jest tak urocze. koniec spoilera Nagle uwierzyłem, że Driver mógłby dobrze zgrać Indianę Jonesa .

Re: XD/10

mógłby zagrać wszystko

ile?

490/10... no no 490 się jednak ciut inaczej zapisuje, ale przy odrobinie dobrej woli można uznać

Re: XD/10

Kathi Langley napisał:
Pośmiane, czekam teraz na prawdziwy EIX.

-----------------------

^this

Re: XD/10

Prawdę mówiąc mam to samo. Nie piszę dużej recenzji teraz, to by trzeba za parę seansów, ale dla mnie ten film jest niepoważny. Sam siebie nie traktuje poważnie. A zatem i ja nie mam potrzeby traktować go poważnie, tylko dobrze się bawić. I tym samym bawiłem się na TROS świetnie!

Na jutro

Emocje jeszcze nie opadły, jutro planuje skrobnąć reckę, zarówno samego epizodu jak i całej trylogii sequeli, bo chyba najwyższy na to czas.
Ale tytułem wstępu: wam się serio prequele nie podobały?! Ta trylogia była po prostu zbędna, mogli robić Mando, TCW, książki i komiksy.
Smierć Disneyowi, niech żyją Yuuzhan Vong i ich prorok, Darth Krayt.

Re: Na jutro

Ej ej ej, a może ta cała trylogia to po prostu trip Obi-Wana, który jednak kupił te death sticksy na Coruscant?

Re: Na jutro

krzmar napisał:
wam się serio prequele nie podobały?!
-----------------------

Nie były totalnie złe. Były technologiczną innowacją. Miały kilka ładnych ujęć i piękną muzykę (z wyjątkiem ROTS). Można w nieskończoność je rozkładać na czynniki pierwsze. Można je interpretować "niekanonicznie" i to jest w nich fajne.

Ale odpowiadając na Twoje pytanie. Serio. Bardzo niedużo im brakuje do... no powiedzmy bycia totalnie złymi. Z mojej strony, największy zarzut to totalny brak energii, tempa, harmonii. Analogie muzyczne nie są przypadkowe. Lucas zaprojektował SW jako filmy prawie nieme. Ale taki utwór musi mieć rytm. Prequele w ogóle się nie ruszają, są bardzo ociężałe. Są jak człowiek bez wyczucia rytmu na imprezie tanecznej. Po prostu stoją pod ścianą. Jedyny częściowy wyjątek to AOTC. I pierwszy akt ROTS (do "another happy landing").

Sequele są fabularnie głupie, ale mają energię, tempo, rytm, wywołują szybsze bicie serca. Te filmy pędzą! Kierunek nieważny! Dla mnie to jest czynnik decydujący. Plus jeszcze warstwa symboliczno - znaczeniowa. Mówią do swojej publiki, proste ale głębokie prawdy o życiu. Starzy to zrozumieją, dzieci to zrozumieją. To jest siła sequeli i uzasadnienie ich istnienia.

Anakin

Anakin był czasowym wybrańcem...Palpi sam sobie ukręcił na siebie bicz płodząc syna którego wnuczka była jego Nemezis i ostatecznym gwoździem do trumny.

Cieszy wytłumaczenie Snoka, cieszy pochodzenie Rey, cieszy wytłumaczenie mocy i u Lei przez co wróżka z VIII już nie bije po oczach, cieszy ogólne zszycie tego wszystkiego co namieszane w pewną logiczną całość niemniej jednak teraz jak się obejrzało wszystkie trzy filmy widać jak ogromny był na to potencjał który w ostateczności został zmarnowany. TROS oceniam na równi z przebudzeniem mocy ale jako trylogia jest najgorszą z dotychczasowych trzech. A szkoda bo sama idea Palpatina jako odwiecznego wroga Skywalkerów jest ok i ma siłę przebicia

TROS 10/10 ❤️

Wiedziałem że będzie dobrze, bo mimo że krytykowałem Abramsa i nadal uważam że nigdy nie powinien nawet zbliżać się do Star Wars, to facet jest inteligentny i wyciąga wnioski, uczy się na błędach itd.
Bla, bla, bla.
Cała ta nowa trylogia jest od początku spartolona przez decyzje Boba Igera.
Gdyby tak Abrams robił TFA pod ścisłym nadzorem Lucasa itd.
Nieważne, to już nie wróci.

Tak więc TROS>TLJ+TFA

Ale...

OT>PT>ST

Co do TROS.
Podsumowałbym tak:
https://youtu.be/1qNeGSJaQ9Q?t=155

It`s Alive!

Tak, film jest pełen życia
Da się? Da!
Udało się nawet to co niemożliwe, aktorzy którzy mnie irytowali w poprzednich częściach tym razem byli OK.
Jedynie Driver oj... Adam ssał na maxa, każde jego zdanie to muuuuuuuuuuuł, tony mułu bagiennego, błagałem, niech ktoś go zabije w końcu!
Najbardziej bałem się o Lando, bo nie wyglądał najlepiej na zdjęciach, a tu taka niespodzianka.
Został pokazany bardzo korzystnie i nie miał takiego pecha jak Leia w TFA (Abrams wyciąga wnioski cd.)

Największe rozczarowanie to bitwa, no cholera, taka flota i nic, zero pomysłu jak to pięknie pokazać. Nadal kosmiczna bitwa z ROTJ pozostaje najlepsza i już się chyba nie doczekam lepszej. Żenada.

Iger odejdź!
Lucas wróć!

Nie mam żadnych wątpliwości, że reżyser chciał zadowolić wszystkich a jak wszyscy wiemy... wszystkich się nie da zadowolić.
W efekcie tych starań dostaliśmy chyba najbardziej kuriozalną sekwencję której centralnym elementem był początek spoilera pocałunek koniec spoilera takie zjeść ciastko i mieć ciastko
Może przy następnym seansie będzie to bardziej strawne

Mam pytanie do tych co byli na wersji 3D, jak to wygląda?
I tak zobaczę, może namówię SW-Yogurta XD na kolejny seans, ale chciałbym wiedzieć czego mogę się spodziewać.
Czy jest tak dobrze jak TFA 3D?

Re: TROS 10/10 ❤️

Jedziemy. W 3D by IMAX. Obiecuję, że nie będę brechtał na głos. ~ Dogadamy się kiedy. Bo teraz może być tłok, a potem Święta..

Re: TROS 10/10 ❤️

H. chciałbym wiedzieć czego mogę się spodziewać

S. Obiecuję, że nie będę brechtał na głos.

OK. Dogadamy się po Świętach

Re: TROS 10/10 ❤️

3D nie jest tak dobre jak w TFA. Niestety

Re: TROS 10/10 ❤️

Iger nie posmarował. Szkoda

Re: TROS 10/10 ❤️

Byłem na Real 3D i w zasadzie tylko okulary przeszkadzały. Jest kilka scen ale generalnie słabo. Tylko, że to był jedyny seans co mi pasował.

I było dosyć pusto, jak na premierę (2D były pełne, zajrzałem z ciekawości)

najlepszy epizod

Tak właściwie, to w tym miejscu zebrało się wszystko, na co narzekałem w poprzednich dwóch filmach. początek spoilera Jechanie na jakichś sentymentach bez pomysłu, wszyscy użytkownicy Mocy coraz silniejsi z chwili na chwilę - teraz już potrafią się TELEPORTOWAĆ, a Palpatine w sumie po kij się bawił w te całe Wojny Klonów, skoro mógł po prostu porazić piorunem i tą nieskończoną flotą każdego, kto by mu się sprzeciwił xD A no i oczywiście, że na tą flotę szybciutko zorganizowała się jeszcze większa flota sojuszników Ruchu Oporu - przecież po tym co się odjechało w TLJ nie mogło być inaczej. Skakanie między statkami poza atmosferą? Co to dla nas? Niszczyciel 10 planet na raz w E7 to było mało? Teraz każdy z chujliona ISD jest wyposażony w DSowy laserek - po kij była cała ta DS, skoro łatwo można było w krótszym czasie zrobić znacznie bardziej efektywniejsze rzeczy... wystarczyło zaprząc do pracy ukrytą społeczność Sithów. No a córką/wnuczką kogoś ważnego Rey musiała być oczywiście. Jej pojedynku z Palpatinem nie skomentuję, bo to taki szczyt patosu i ściemy, że nie umiem tego wyrazić. xD koniec spoilera Ale to nic. No nie no - to wszystko. Bo dzięki temu wszystkiemu ten film jest tak wspaniały. To jest wydestylowana, doskonała parodia SW, przy której od pewnego momentu cały czas się śmiałem, a z kina wychodziłem naprawdę uchachany. Mogę polecić ten film jako najlepsze SW zaraz obok "Gwiezdnych jaj".

Re: najlepszy epizod

Onoma napisał:
To jest wydestylowana, doskonała parodia SW, przy której od pewnego momentu cały czas się śmiałem
-----------------------

Kurde, może byliśmy na tym samym seansie i to Ciebie słyszałem wybuchającego śmiechem przy randomowych sytuacjach?

Re: najlepszy epizod

To jest doskonała parodia SW, a przy tym naprawdę intensywny fanfilm!

Plusy i minusy

Pora na spoilery i na początek plusy i minusy.

PLUSY:
początek spoilera
- Warstwa audio-wizualna filmu
- Muzyka + stare kawałki
- Humor, chemia pomiędzy postaciami
- Lekkość akcji, duch przygody
- Dobre aktorstwo
- Leia - godny hołd, dobrze wykorzystane sceny, wzruszające zakończenie wątku
- Wyjaśnienie Snoke`a
- Głosy Jedi (Anakin, Obi-wan, Qui-gon, Ahsoka, Luke, Yoda, Windu)
- Dew it!
- "wielu uznało by je za nienaturalne"
- Harrison Ford!!!
- Lando, Wedge - miłe akcenty
- Easter-eggi, fan-service
- Potężna flota Rebelii
- Knights of Ren
- Droidy + duży plus za C-3PO
- Zebranie rady FO
- Wszystkie sceny z Benem (oprócz ostatniej )
- Młody Luke i Leia

MINUSY:
- Śmierć Bena!!!! Nie leży mi ten wybór fabularny, że za przeproszeniem zarżneli wszystkich Skywalkerów co do jednego. Faktycznie zakończenie The Skywalker Saga; teraz czas na The Palpatine Saga...
- Dobra już umarł, jakoś to przeżyje jeszcze, ale dlaczego nie pojawił się jako Duch obok Luke`a i Lei?!
- Brak ducha Anakina!! Mógł przecież się nawet pojawić w scenie powyżej
- Za szybki finał
- Brak wyjaśnienia jak Palpatine znalazł się na Exogolu; trzeba się domyślać
- Brak starych ras
- Brak poczucia, że to faktycznie podsumowanie wszystkich trzech trylogii; jest tylko takie złudzenie, ale gdy się zagłębić to tak nie jest.
- Brak jednej jedynej sceny w jednym ujęciu oryginalnej wielkiej trójki; ale to zarzut generalnie do całej ST
- Potraktowanie Bena w finale jak randoma
- Ja wiem, że SW ma żelazne ramy i napisy końcowe zawsze są takie same, to jednak z racji, że niby to ostatnia część mogliby dać foty wszystkich aktorów z trzech trylogii, jak np. w Avengers:Endgame.
- Mało Luke`a

NEUTRAL:
- Pochodzenie Rey jest mi obojętne, cieszę się, że ma jednak jakieś korzenie, ale totalnie mi to wisi czy to wnuczka Palpatine;a, Obi-wana czy innego Dooku.

koniec spoilera

Na razie tyle. Czekam na kolejne seanse.

Po co tagujecie

Dział forum ze spojlerami xD?

Re: Po co tagujecie

A tak dla sportu. Przypadkowy oglądacz nie zginie od razu. Dobry zwyczaj.

Ale jaja, podobał mi się w uj :D

Na razie krótko, ale jutro idę drugi raz, to coś skrobnę więcej jak przemyślę.

Mój ulubiony z Sequeli. Wreszcie poczułem, że to Star Wars, dotąd tylko w Spin-offach to czułem.

Tak, ten film jest miejscami głupiutki.

Tak, ten film wprowadza motywy nagle z dupy.

Tak, są dziury logiczne.

Tak, jest za krótki, a akcja pędzi na łeb, na szyję. Przydałoby się ze 30 dodatkowych minut.

ALE!

Ja pier**lę, jaki ja fun miałem oglądając go. Od pierwszych minut. Akcja dobra, bohaterowie dają radę, jest przygoda, jest klimat. Jest jakiś galaktyczny rozmach, różnorodność (brakowało mi tego w VII i VIII), są emocje.

Ale przede wszystkim, są tu - głupie, przyznaję, ale mega-klimatyczne - motywy rodem ze starego EU. I to mi przypieczętowało pozytywną ocenę totalnie.

Poza tym jest dużo naprawiania TLJa i trochę dopowiadania do TFA, i jest to zrobione w sposób, który mi pasuje.

Ogólnie jest tu się do czego przyczepić, jak. np. do tego, że Abrams wrzucił tu kilka odważnych rozwiązań fabularnych tylko po to, by się zaraz z nich wycofać. Ale całościowo film wygrywają dla mnie elementy następujące: fun, klimat, akcja, pomysły rodem z EU. Jak się otworzycie i wyłączycie myślenie, to jest genialna jazda.

...czyli z grubsza podobnie do TFA, tylko takiej kalki chamskiej z innego Epizodu nie ma.

Polecam, więcej za jakiś czas.

Re: Ale jaja, podobał mi się w uj :D

Gunfan napisał:
Jest jakiś galaktyczny rozmach, różnorodność (brakowało mi tego w VII i VIII), są emocje.
-----------------------

Zgadzam się w 100%, rozmach jest imponujący, wielki wszechświat, czuć ogrom. Spora zaleta tej części.

Re: Ale jaja, podobał mi się w uj :D

Gunfan napisał:

Tak, jest za krótki, a akcja pędzi na łeb, na szyję. Przydałoby się ze 30 dodatkowych minut.

-----------------------

raczej przydałby się poprawny ósmy epizod .

Re: Ale jaja, podobał mi się w uj :D

-Wreszcie poczułem, że to Star Wars,

Ech, nasze dyskusje o istocie starwarsowości

Re: Ale jaja, podobał mi się w uj :D

Opinia w punkt! Mogę się pod nią podpisać

Not bad

Niewykorzystany potencjał :/ mogło byc o wiele lepiej

Maksymalnie głupie, maksymalnie szybkie

JJA w swoim najlepszym wcieleniu, czyli totalna hiperkineza. Ale ja to mówiłem od razu po ogłoszeniu Abramsa reżyserem EIX. Jeżeli ktoś uważa TFA za film który się RUSZA... to TROS po prostu zapierdala. Tempo zrywa kask ale mimo tych wszystkich zakrętów fabularnych, pozostaje jednak bardzo prostą i zrozumiałą historyjką. Tzn, dopóki nie zacznie się myśleć

TROS padł ofiarą Klątwy Trzeciego Odcinka, czyli jak robimy trylogię to zawsze okazuje się, że w trzecim odcinku mamy za mało czasu, i trzeba na szybko wymyślić zakończenie. To samo spotkało ROTJ i ROTS. Nic nowego.

Cóż można powiedzieć, są momenty genialne, są momenty słabe, nie ma żenujących. Wygląda wszystko pięknie; technicznie, aktorsko, na najwyższym poziomie. Pod względem story i scenariusza mamy raczej powrót do kina dla młodych widzów. Jestem na 100% pewien, że 8, 9-latki za 20 lat będą mówiły o TROS - najlepszy film, jaki kiedykolwiek widziałem/am

Na zgredzie jak ja, aż takiego wrażenia nie zrobiło, ale trzeba przyznać, że działa i można obejrzeć.

Fajne w trylogii sequeli jest to, że każdy z tych filmów egzystuje tak jakby w swoim własnym wszechświecie, i jest zupełnie inny. Faktycznie, jakiejś super-ciągłości nie ma, szczerze powiedziawszy filmy są raczej luźno powiązane. Mi, OSOBIŚCIE, bardzo się to podoba. Nie znoszę posklejanych w 100%, maniakalnie przywiązanych do detali epizodycznych opowieści. To jest zabójstwo dla różnorodności, dla kreatywności.

TROS jest bardzo przyjemnym filmem, przypominającym klimatem i tempem moich ulubieńców z lat 80-tych. Czułem się momentami jak dzieciak oglądający po raz pierwszy The Goonies. I za to jestem bardzo wdzięczny. Mam tylko nadzieję, że film spodoba się publiczności, może nawet zaklei pęknięcie w fandomie... choć to mało prawdopodobne. Liczę na sukces kasowy, i następne filmy gwiezdnowojenne, może robione w nieco mniejszym pośpiechu

Re: Maksymalnie głupie, maksymalnie szybkie

-Jestem na 100% pewien, że 8, 9-latki za 20 lat będą mówiły o TROS - najlepszy film, jaki kiedykolwiek widziałem/am

Najmłodszy członek mojej rodziny ocenił ten film na ZERO i powiedział że jest to druga najgorsza rzecz SW.
Najgorszą jest Baby Yoda

Re: Maksymalnie głupie, maksymalnie szybkie

HAL 9000 napisał:
Najmłodszy członek mojej rodziny
-----------------------

Ale wiesz HAL, że to nic nie znaczy? Być może "najmłodszy członek Twojej rodziny" jest 40-letnim bezdzietnym chłopem. W językach naturalnych znaczenie zależy od kontekstu. W Twojej wypowiedzi brakuje kontekstu.

Re: Maksymalnie głupie, maksymalnie szybkie

Kontekst był:
Jestem na 100% pewien, że 8, 9-latki

Ale dla Ciebie może być i łopata:
najmłodszy członek mojej rodziny ma lat 10 (dziesięć).

Myślę że stare zgredy nie doceniają dzieciaków i często czytam w recenzjach że coś jest dla 8, 9-latki

Nie twierdzę że nie ma na świecie głupich dzieci, ale tak samo jak jest mnóstwo głupich dorosłych.

Ja osobiście mając lat dziesięć czytałem już Lema i Dicka, znałem nie tylko Chaplina i Hitchcocka ale także Lyncha i Greenawaya, a im bardziej film był zakręcony i inny, tym lepszy, z przerażeniem czytam jak społeczeństwo głupieje od seriali zapewne i chcą wszystko przedłużać i wyjaśniać w nieskończoność

Jak się zgubiłem w odjazdach LSD Dicka to cofałem się o dwie strony i czytałem jeszcze raz aż zrozumiem, proste i skuteczne, nie logowałem się na forum i nie pisałem że Dick jest ujowy.

Gdyby TVP zamiast klasyki puszczała MCU, to pewnie byłbym zachwycony, ale może i dobrze że nie miałem wyboru, z drugiej strony czasem łapię się za głowę jak odświeżam sobie filmy z "dzieciństwa", ostatnio:
"La grande bouffe"
"Cet obscur objet du désir"

Wracając do TROS, nie widzę tu żadnych sprzeczności z TFA i TLJ oraz dziur które trzeba by łatać itp.
A że nie było koncepcji/planu na 3 filmy, to oczywiste i jasne jak słońce, przecież od samego początku, TFA było pisane na kolanie:

https://screenrant.com/wp-content/uploads/star-wars-7-force-awakens-abrams-kasdan.jpg

Zalecam wszystkim więcej luzu, chyba że jesteście dzieciakami, to wtedy nie.

Re: Maksymalnie głupie, maksymalnie szybkie

Nie wiem jak z tym zaklejaniem pęknięcia, patrząc na reakcje to spowodował nowe

Re: Maksymalnie głupie, maksymalnie szybkie

Okazuje się po prostu, że fandom jest jeszcze głupszy niż do tej pory myślałem. Spoko!

Re: Maksymalnie głupie, maksymalnie szybkie

A jest głupi bo? Mamy łykać bez popity takie coś jak TROS? Jaja sobie robisz?

Re: Maksymalnie głupie, maksymalnie szybkie

Nic nie musisz łykać, sam od roku wiedziałeś, że film ci się nie spodoba. Mogłeś nie iść do kina, mogłeś nie pisać na forum, szkoda czasu, myślisz że kogoś przekonasz? Że Disney padnie na kolana i się pokaja? Na jakim ty świecie chłopie żyjesz. Idź jeszcze ze 3 razy na to TROS, utwierdzisz się w przekonaniu że jest do d... a mi zrobisz prezent, mam akcje Disneya.

Plus kilka refleksji natury ogólnej

Po pierwsze, nie chodzić do kina na nocne seanse. Film, który kończy się o 1:30AM jest fizycznie męczący. Całe szczęście, że jestem już na świątecznym urlopie - ale konieczność wstania dziś o 5:30 zrobiła ze mnie zombie w stanie hiperaktywności

Wszystkie starwarsowe filmy są ze sobą bardzo luźno powiązane. Starwarsy to nie uniwersum, to nie dzieło jednego geniusza, który stworzył spójną językowo-koncepcyjnie strukturę "podstawową" (vide Tolkien). To raczej swobodny misz-masz różnych gatunków i idei, powiązanych chyba głównie stylistyką wizualną. Wszystkie filmy z głównego cyklu mają taką właściwość, każdy egzystuje tak jakby w swoim świecie, te różnice są jeszcze bardziej wyraźne (większa nieciągłość) pomiędzy poszczególnymi trylogiami. W wypadku Sequeli, trzeci epizod odstaje bardziej niż w poprzednich trylogiach. Jest koncepcyjnie i stylistycznie oddalony od TFA i TLJ. Mam wrażenie, że EIX gdzieś się zgubił, a to co dostaliśmy, to sklejona do kupy czwarta trylogia Poruszane są inne tematy, klimat i styl jest zupełnie inny, widzimy "inny świat". Ale to wcale nie znaczy, że jest źle!!

Począwszy od Prequeli, mam wrażenie, że Gwiezdne Wojny padają ofiarą własnego anachronizmu. Prequele byłyby o wiele lepiej odebrane w latach 40 lub 50-tych, czyli w czasach gdy powstawały filmy będące ich inspiracją ten statyczno-formalny styl byłby wtedy o wiele bardziej na miejscu, zrozumiały i bliski tamtejszej widowni. Mam wrażenie, że to samo dotyczy TROS. Gdyby ten film wyszedł 20 lat temu, ewentualnie w czasach Matrixa 2 - wszyscy padliby na kolana. I mówię tu o tzw Fandomie. Mam wrażenie, że dzisiejsze nastawienie publiki nacechowane jest bardzo cynizmem i negatywnym światopoglądem. To jest efekt przesycenia informacją. To mogą nie być czasy na starwarsy Jak na film zareaguje publika globalnie? Ano się okaże.

Mi osobiście TROS przypomina najbardziej trzecią część Piratów z Karaibów. Podobnie zakręcona, pozornie wielowątkowa opowieść która idzie tak jakby nie wiadomo gdzie. Ale mimo tych powierzchownych podobieństw, EIX jest jednak bardziej strawny, głównie za sprawą lepszych postaci, lepszego aktorstwa, lepszej chemii ekranowej. Nie ma dłużyzn, tempo jest STRASZLIWE, narracja wizualna oszałamiająca ale nie przytłaczająca.

Podobały mi się relacje i starcia Kylo-Rey. Ich konfrontacje to wielka siła tej części. Pojedynki na miecze są naprawdę imponujące. Są bardzo fizyczne i dotykalne, wrogość tych postaci wprost wylewa się z ekranu. Techniki "mieczowe" są dla mnie najlepiej przedstawionymi formami z całego cyklu. Widać wysiłek, pot, energię, zmęczenie, wypompowanie emocjonalne. W OT pojedynki to symbolika. W PT, zupełnie abstrakcyjne machanie świetlówkami, nie wymagające żadnej siły, żadnego wysiłku emocjonalnego, psychicznego. Bohaterowie okładają się mieczami bez żadnych konsekwencji fizycznych czy emocjonalnych. Gra komputerowa, i to kiepska - nie wspominając o słabej choreografi (bezcelowe młynki, praca nóg kompletnie olana). Anakin i Obi Wan walczą bez żadnego zmęczenia przez dobre 10 minut.
Tutaj pojedynek Rey i Kylo na wraku DS-2 to jest to. Walczący opadają z sił, fizycznie i emocjonalnie. Wspaniała rzecz.

Nowe FORCE POWERS-y ... bezbłędne. Ten trans-wymiarowy pojedynek, poezja. Teleportacja miecza, świetny pomysł. W sumie nic nowego, podobnie jak lecznicze własności Mocy, ale w końcu ktoś to pokazał, dobrze wpisuje się to w stylistykę filmu i istniejące "Jedi Lore"

Podobały mi się lokacje, faktycznie w porównaniu z poprzednimi dwiema częściami świat jest bardziej otwarty i "oddycha", czuć ogromne odległości. Misja Poe i Finna naprawdę zabiera widza w daleką podróż.

Finalna bitwa zrobiła na mnie konkretne wrażenie. Desant samobójczego oddziału, ich walka, bardzo sprawnie przedstawiona. Można odczuć fizyczną konfrontację, ogień, eksplozje, to wszystko jest prawie dotykalne.

Sprawa Palpatine`a to osobne zagadnienie - Imperator wydaje się być trochę z "innej bajki". ALE! Dzięki jego obecności, mamy wspaniale nakręcone, intensywne sceny. Ciekawa sprawa, Imperator w każdej trylogii jest kimś kompletnie innym, zarówno pod względem fizycznym jak i charakterologicznym (kolejny argument za "nieciągłością"). Tutaj, mamy do czynienia z... ciężko to nazwać, maniakiem religijnym? fundamentalistą? sekciarzem? Palpatine okazuje się być autentycznym przywódcą religii śmierci, zdecydowanej na przejęcie władzy totalnej. Bardzo podobały mi się sceny na tym "stadionie", gdzie zgromadzeni (kim te istoty były? Sithowie) skandują te niesamowicie złowieszcze "przyśpiewki stadionowe" świetna rzecz!!

Palpatine w swoich scenach jest autentycznie przerażający. Te błyski światła, charakteryzacja, wygląd i mimika, przywodzi na myśl straszliwego Kapitana Howdy z Egzorcysty. Dla oglądających ten film 8, 9-latków te sceny będą źródłem koszmarów na następne 20 lat Szacunek dla Iana McDiarmida!

Zakończenie jak i cały film są w pewnym sensie bardzo bezpieczne, pozytywne i optymistyczne. Ostateczne przesłanie okazuje się być treści: nieważne, kim się urodzisz, ważne co z tym zrobisz. Jako nośnik takiego przesłania, film jest BARDZO pozytywny mimo strasznych scen, wydarzeń i chwil okropnej beznadziei. Dobra lekcja dla dzieci, ale nie tylko. Niektórym "starym" też należało by o tej prawdzie przypomnieć!
Szkoda trochę zmiany kursu w ostatnim epizodzie - porzucono treści i symbolikę skierowaną do dorosłych, na rzecz tematyki bardziej instynktownie zrozumiałej przez dzieciaki. Być może dało by się to pogodzić - ale niestety SW to nie Pixar, być może JJA nie potrafił tego zrobić, może też takie techniki narracyjne nie sprawdziłyby się w wypadku Gwiezdnych Wojen?

Reakcja fanów... no słabo. Niedobrze. Nie chciałem tego tu pisać (być może to była próba zaklinania rzeczywistości i myślenia magicznego z mojej strony), ale obawiałem się jeszcze gorszej reakcji na TROS, niż na TLJ. I chyba tak się stało. Reakcje fanowskie są chyba bardzo negatywne. Reakcje kilkorga casuali, z którymi oglądałem film (jednak nie musiałem iść sam! Yay!) są o wiele bardziej pozytywne. Jaki będzie finalny odbiór, dowiemy się z Box Office i badań typu Cinemascore. Sondy internetowe, niestety nie mają żadnej wartości. Słabe recenzje krytyków są w sumie zrozumiałe, szczególnie w kontekście filmu będącego bezpośrednią kontynuacją TLJ (który naprawdę jako jedyny poza TESB zahaczył o bycie "prawdziwym filmem", a nie tylko starwarsami). Na szczęście też słaba opinia krytyczna pogrzebuje argumenty o kupowaniu krytyków przez Big D (tzn, świrów nic nie przekona, ale zostawmy ten temat).

Wracając na chwilkę do reakcji fandomu. Nie jest to zdrowe środowisko. Nie jest to zdrowe podejście do, bądź co bądź, popkulturowej rozrywki. Minęły dwa lata i w ciągu nich wydaje się, że nikt nie dorósł - tylko jeszcze głębiej okopał się na swoim niechętnym i niezadowolonym, malkontenckim stanowisku. Gwiezdnowojenne fanostwo nosi znamiona pewnego niebezpiecznego zjawiska psychologicznego. Stąd też niemożliwe jest, jak się wydaje, dla wielu "fanów" luźne i radosne podejście do tego zupełnie niepoważnego przecież filmu. Fandom niszczy sam siebie, niszczy produkt i markę, której jednocześnie pożąda i nienawidzi. To nie jest zdrowa sytuacja, ani dla "fanów", ani dla biznesu (doświadczył tego MARVEL, bankrutując w latach 90-tych). Moim zdaniem, jedyne wyjście z tej sytuacji, to odcięcie się twórców od fanowskiej "core group", zignorowanie fandomu i koncentracja na "general audience" (opinię ukradłem od jednego z użytkowników Reddita, ale się z nią w 100% zgadzam).

Podsumowując tę ścianę bełkotliwego tekstu, ostatni epizod i Trylogia Sequeli są moim zdaniem zdecydowanie na plus. Pamiętam ROTS w maju 2005, zakończenie Prequeli zdołowało mnie i zmęczyło. Minęło prawie 15 lat, i zakończenie Sequeli podniosło mnie na duchu, rozśmieszyło, dało nadzieję na przyszłość i rozbudziło ochotę na więcej. Mam szczerą nadzieję, że to nie jest koniec kinowych Gwiezdnych Wojen. Czekam na wyniki finansowe, na ogłoszenia następnych planów przez Lucasfilm.

Było fajnie, skończyło się (oby tylko na jakiś czas). Ale pamiętajcie, Moc będzie z nami... już na zawsze.

https://imgur.com/3fwgBUr

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

No właśnie jedna z rzeczy, z jakimi mam problem, to przesłanie. Pierwsze dwa sequele wyraźnie szły tropem dojrzewania (choć każdy na swój sposób). Tu poza odrzuceniem determinizmu właściwie nie czuję żadnego.
Może to faktycznie film dla młodych widzów...

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

bartoszcze napisał:
No właśnie jedna z rzeczy, z jakimi mam problem, to przesłanie. Pierwsze dwa sequele wyraźnie szły tropem dojrzewania (choć każdy na swój sposób). Tu poza odrzuceniem determinizmu właściwie nie czuję żadnego.
Może to faktycznie film dla młodych widzów...

-----------------------

Moim zdaniem, zdecydowanie. To jest świadoma korekta kursu, mam wrażenie. Disney i LFL najwyraźniej poddał się, i zaprzestali walki o dojrzałego widza, fana. Ci ludzie są nie do zaspokojenia. Nie da się. Trzeba inwestować w dzieci, młodzież, nowych widzów, nowych klientów, publikę "ogólną". Ludzi, którzy za 3 lata pójdą do kina z radosnym podnieceniem. Nie w mrukliwych 30-40 latków, którzy idą na seans powodowani koniecznością wynikającą z "bycia fanem". To wszystko ma swoje konsekwencje finansowo-biznesowe.

To jest moim zdaniem najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie zmiany stylistyki i treści.

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Czyli muszę obudzić w sobie dużo młodsze dziecko niż do tej pory

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Nic na siłę
TROS jest naprawdę specyficzny. Zastanawiam się, czy należy do kategorii "Love it or Hate it", czy może będzie np potrafił "dotrzeć" do widza po pewnym czasie (czy nawet drugim seansie, hue, hue, ale po co iść drugi raz na film, który się nie podoba? Ale z drugiej strony, wszyscy poszliśmy drugi raz na The Phantom Menace ).

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Ba, TPM uważam dziś za najlepszy z prequeli

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

O widzisz, a ja AOTC, który jest dziś wyśmiewany i uważany za najgorszy z Prequeli (czy może w ogóle najgorszy epizod), a w maju 2002 spotkał się z uznaniem. Wtedy uważano, że uratował Gwiezdne Wojny (i ja też tak sądzę).

https://www.polityka.pl/archiwumpolityki/1807680,1,ciemna-strona-mocy.read

Gdyby nie mój Ś.P. kolega Wojtek, który "poszedł był" jako pierwszy sam do kina na AOTC, i niechętnie przyznał, że "to już bardziej przypomina film", pewnie bym z tego gwiezdnowojennego interesu wypadł

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

- Ale z drugiej strony, wszyscy poszliśmy drugi raz na The Phantom Menace

A wiec w całej galaktyce, zostałem tylko ja

AOTC, który jest dziś wyśmiewany i uważany za najgorszy z Prequeli (czy może w ogóle najgorszy epizod), a w maju 2002 spotkał się z uznaniem. Wtedy uważano, że uratował Gwiezdne Wojny (i ja też tak sądzę

I ja też tak sądzę [2] Mimo głupot o piasku, skaczącej żaby i ujeżdżania krowy.

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Finster Vater napisał:
I ja też tak sądzę [2] Mimo głupot o piasku, skaczącej żaby i ujeżdżania krowy.
-----------------------

Bardzo mi miło! Myślałem, że po odejściu mojego kolegi, zostałem sam na świecie z tą opinią

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Wiesz, kibicowałam tym nowym GW, ale teraz potrzebuję co najmniej tygodnia alb dwóch, zanim pozbędę się żałoby i będę mogła pójść na ten nowy film bez poczucia, że to rodzaj masochizmu. Jest tak źle.

To jak nauczka, żeby się nie angażować przesadnie w żadne fandomy i nie ufać że producenci masowej rozrywki powstrzymają się przynajmniej od oszukiwania w wywiadach, czy wykażą jakąś konsekwencję w tworzonych produktach.

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Szczerze czekałam na Twoją wypowiedź w tym temacie. Idę na SW dopiero w niedzielę. Ale słowo "żałoba" jest dokładnie tym co czuję w tej chwili po przeczytaniu spoilerów. Ponieważ od początku grudnia byłam na endorfinowym haju tym bardziej teraz odczuwam zjazd. Nie zależało mi szczególnie na Reylo czy Bedemtion ale nie chciałam więcej śmierci I o to mam żal do Disneya.
Nie obiecuję , że dam radę pójść do kina więcej niż jeden raz. Ehh...

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Zaskakująco dużo negatywnych emocji, jak na tak pozytywny i budujący film. Skąd ta żałoba? Skąd ta rozpacz? Zaczynam rozumieć Papcia Lucasa, który zmienił zakończenie ROTJ, a jak Kurtz się upierał, to go wywalił Czyżby publika nie chciała zaakceptować choćby odrobiny smutku w happy-endzie?

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Tu nie chodzi o zakończenie. To był smutny film zupełnie z innej perspektywy

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Chopie... jak tam sobie chcesz. Może i był "smutny", ponieważ był dla Ciebie do dupy. Dla mnie był bardzo pozytywny i zupełnie w porządku. Możesz i przez następne 7 lat tu pisać, jakie to było g... Najwyraźniej nie masz nic lepszego do roboty. Nie dało by się znaleźć czegoś, co Ci się spodoba? Dalej się będziesz zamęczał tymi starwarsami? Ja też niektórych filmów nie trawię. Np Sagi "Zmierzch". Zgadnij, ile razy byłem na tym w kinie. I ile postów o tym napisałem.

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Ojejku i co te stęki majom tu wnieść, hię?

SW są długoterminowe, pod odpowiednim przywództwem mogą trwać wieczność, i se je ludki będą oglądać, słuchać, czytywać, ogrywać. "Failure is the greatest teacher" o to tu chodzi, o pfu nadzieję Jak Lucasfilm tego nie ogarnie to nie szkodzi, przecież trylogia sequeli i tak nie istnieje.
Zmierzchu nigdy nie oglądałem zacznijmy od tego. Może całkiem dobre kino, kto wie??

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

disclaimer napisał:
Ojejku i co te stęki majom tu wnieść, hię?
-----------------------

No to o to samo pytam Ciebie Stękasz i stękasz jakie te starwarsy nie są do dupy. I co to da, ja się pytam.

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Jak to co, wzbudza radość

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Ech... no dobrze, każdy musi coś takiego mieć, he he...

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Przecież ten film jest najzabawniejszą komedią roku, już o tym pisałem przed premierą. Po premierze dodaję, że wręcz memogenną parodią Star Wars. W takich założeniach to po prostu musiało się udać! Dodaj do tego alko ze znajomymi i masz ubaw po pachy.

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

disclaimer napisał:
wręcz memogenną parodią Star Wars.
-----------------------

Ja chyba wolę taką parodię, niż te prawdziwe starwarsy zupełnie na poważnie, wiesz o których mówię


Dodaj do tego alko ze znajomymi i masz ubaw po pachy.
-----------------------

Ja nie piję, i nie mam kolegów, więc może o to chodzi?

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

To tracisz. Nawet się nie zorientowałeś, że to przygnębiający film o ludziach, którzy nie mogli zamoczyć.

Ni to Poe ni Finn ni Kylo. Były szturmowiec skończył zanim zaczął. No, Beniowi udało się liznąć co nieco, zszedł w trakcie spełnienia. Poe miał najgorzej, nawet nie chciała zdjąć tej suszarki ze łba i pokazać buzi na dzień dobry i do widzenia.

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Serio nie widzisz, że to jest tragedia?

Masz rodzinę której członkowie po kolei cierpią i kończą żywot z powodu machinacji złego. Poświęcają się, żeby ostatni z nich został wyrwany z łap zła, miał jakąś szansę.

No i to się po wielu cierpieniach udaje, tylko że potomek rodu ginie 10 sekund później - po tym jak jego matka także oddała za niego życie.

No po prostu ubaw po pachy.
To tak jakby Bestia chwilę po odczarowaniu kipnął na zawał.
Po prostu jakby mi ktoś dał w twarz.

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Tu już nawet nie chodzi o samego Bena ale o jego rodziców poświęcających się aby go przeciągnąć na Jasną Stronę Mocy ( w sumie i Luke w tym brał udział nie chcąc walczyć na Crait z Benem). Cały czas liczących, że ich dziecko wróci do domu. Giną z tą myślą po czym potomek dołącza do nich kilka sekund później. Tyle czasu, energii, nadziei, ludzkiego życia poszło w piz..u. Naprawdę zakończenie sagi przez wybicie wszystkich członków rodziny to pójście na łatwiznę. Rozumiem, że bali się rzygających teczą jednorożców gdyby Ben i Rey się zeszli i mieli dużo dzieci- to byłby bajkowy banał. Liczyłam jednak, że taką firmę jak Disney stać na bardziej kreatywnych scenarzystów.

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

asch napisał:
Tu już nawet nie chodzi o samego Bena ale o jego rodziców poświęcających się aby go przeciągnąć na Jasną Stronę Mocy ( w sumie i Luke w tym brał udział nie chcąc walczyć na Crait z Benem). Cały czas liczących, że ich dziecko wróci do domu. Giną z tą myślą po czym potomek dołącza do nich kilka sekund później. Tyle czasu, energii, nadziei, ludzkiego życia poszło w piz..u.
-----------------------

Zaraz, to w przeciąganiu na JSM chodziło tylko o utrzymaniu rodziny przy życiu? Bo w filmie jest pewna wypowiedź, która to wyjaśnia (co najmniej parę osób w tym fragmencie dopiero idzie na film, więc nie zdradzę kto i co mówi).

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Jeszcze nie byłam Więc może się miło zaskoczę. Bo jakoś po spoilerach brak mi nadziei

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Asfo napisał:
Serio nie widzisz, że to jest tragedia?

Masz rodzinę której członkowie po kolei cierpią i kończą żywot z powodu machinacji złego. Poświęcają się, żeby ostatni z nich został wyrwany z łap zła, miał jakąś szansę.

No i to się po wielu cierpieniach udaje, tylko że potomek rodu ginie 10 sekund później - po tym jak jego matka także oddała za niego życie.

No po prostu ubaw po pachy.
To tak jakby Bestia chwilę po odczarowaniu kipnął na zawał.
Po prostu jakby mi ktoś dał w twarz.

-----------------------

Cóż mogę powiedzieć. Chyba tylko jedno - dobrze, że film Cię porusza, że wywołuje jakieś emocje, zamiast znudzić i zostawić obojętną. Ja to tak widzę. Mnie "Logan" też okropnie zdołował kilka lat temu. Mimo to go doceniłem po jakimś czasie. Tak czasem bywa.

Ja tragedię Skywalkerów widzę tak: Live for Nothing, or Die for Something. Wiem, głupi cytat z głupiego filmu, ale pasuje. Wielkie zwycięstwa wymagają wielkich ofiar, gdyby już tak podejść do TROS na poważnie (choć lepiej nie ).
Nawrócenie Bena jest piękną i potężną sceną, ciśnięcie miecza w odmęty porównywalne z:

https://pl.pinterest.com/pin/201043570838845732/

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

A widzisz, więc jednak tragedia.

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Ale wiesz, co to za gadka że "dużo negatywnych emocji". Myślisz, że ja lubię mieć depresję z powodu Disneya i chodzić do kina jak na pogrzeb?
No nie. I dlatego czekam z oglądaniem, aż mi przejdzie i zamierzam olać SW na jakiś czas.

Zabiegi twórcze Abramsa taki właśnie stan psychiczny wywołały i nie ma tu z czym dyskutować. Może jakbym była w tym osamotniona, należałoby pomyśleć u wizycie u psychiatry, ale najwyraźniej podobne odczucia ma duża grupa osób.

Nie wiem, czy ten efekt jest wywołany celowo, czy to złośliwość czy niekompetencja ze strony Disneya, po prostu czuję się paskudnie i już.

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Nie ma sensu wchodzić z numbersem w jakiekolwiek dyskusje. Ten typ żyje w innej rzeczywistości, jest zaślepiony i nie widzi jak markę SW zarżnięto na oczach milionów fanów.

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Na pewno żyję w innej rzeczywistości... w takiej, która się nazywa "rzeczywistość". Jednym się film podoba, drugim nie, i tak to po prostu jest. Nie obrażam się na multimilionową korporację, że zrobiła film, który mi się nie podoba. Nie podoba ci się film, trudno. Nie trza było iść do kina i Disneyowi kabzy nabijać, tym bardziej, że od roku wiedziałeś że film będzie do dupy, nie? I co, kasę za bilet zapłaciłeś czy przynajmniej wszedłeś za darmo tylnym wejściem jak prawdziwy gangster z Podlasia?

Mi się film podoba. Fanów mam w dupie. Wiesz dlaczego? Bo to głupki. Co widać na każdym kroku. Uważajcie sobie, że wam markę zarżnięto, co mnie to

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Tylko potwierdzasz to co napisałem wyżej.

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Wiesz, bo to im zarżnięto, te ich własne wyimaginowane starłorsy

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

I że z czytaniem tak nie za bardzo.

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Lubsok... jak chcesz. Możesz dalej chodzić do kina, płacić szmal za bilety na filmy, które ci się nie podobają. Jak uważasz to za normalność, to OK, ja cię nie będę przecież nawracał.

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Ja bym tak jednak nie jechał bezrefleksyjnie po Lubsoku. Bo w jednym ma on rację i jest to powód do niepokoju - jeżeli film się nie spodoba "szerokiemu widzowi" i mało zarobi, to oznacza to własnie to o czym Lubsok mówi - "D" wrzuci SW na dno szafy i najbliższy film zobaczymy za 15 lat, jak nie później. Czyli - vulgo - "zarżnięcie marki". Nie jest to powód do radości.

Przesadzam? Może, ale sam zobacz, co się stało po "SOLO" - gdzie zniknął trzeci spinn-off?

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Czy ja po Lubsoku jadę? Może i trochę jadę? Jeżeli tak, to sorry Lubsok, gangsterze z Podlasia. Ale sam lubisz dym na forum, więc chyba nie cierpisz bardzo?

A jak będzie z opinią "szerokiego widza"... zobaczymy. Ja mam nadzieję, że film "trafi". Jak nie, to też nie tragedia. Fajnie by było, gdyby były nowe kinowe SW, ale ja nie mam zamiaru załamywać rąk, jeżeli Disney to ubije, a LFL rozwiąże i rozgoni na cztery wiatry. Kiedyś nie było SW w kinie przez kilkanaście lat, a żyliśmy. Wcale nie potrzebujemy być karmieni SW jak te gęsi tuczone na otłuszczenie wątroby. Ja osobiście wolę dostać film, który MI SIĘ SPODOBA, a zabije markę, niż taki, który BIZNES utrzyma przy życiu, a mnie zostawi obojętnym i znudzonym.

Też bym wolał, żeby wszyscy byli zadowoleni i żebyśmy się tu prześcigali w zachwytach na forum. Ale tak nie jest - trudno. Mi się Sequele podobają, włącznie z TROS. Każdy jest inny - ja najwyraźniej jestem "inny inaczej" i nie będę za to przepraszał

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Ja się tylko wtrącę a propos SOLO i filmów od M. w kontekście Lubsoka:

Przed filmem specjalnej TRoSki poleciały reklamy (granda!) i wśród nich jakieś marvelowskie piedoły o jakiejś wdowie, czy cóś (nie znam się) na koniec info: JUŻ W LECIE. ~

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Lato zacznie się gdzieś w połowie lutego (lub wcześniej), zaraz jak się Vivaldi skończy, dużo czasu nie zostało

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Yyy, to lato zacznie się na przełomie kwietnia i maja. Sprawdziłem, bo jak resztę produktów M. mam tam, skąd wypełzł Palpi.
Tak czy siak, nie przeszkadza im nic w promowaniu czegośtam. SOLO nie mógł być reklamowany, bo cośtam, a w grudniu nie mógł być, bo kolidował z g.*^2. Normalnie plan siedmioletni. ~:/

TRoSka & ST stworzone wg tego samego planu. Musi tanio wyszło.

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

U nas leciał trailer filmu, który wejdzie na ekrany w lipcu. W ©$¥<»` Lipcu... Film od tego samego €&@#":€ Disneya.

To nie był plan siedmioletni, to było celowe działanie, żeby pokazać że się nie da, że ludzie nie kupią i bez sensu te drogie spin-offy kręcić. Za szybko i od razu zrezygnowali.

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Poznaj zastosowanie dialektyki: początek spoilera wg myślenia dialektycznego wykończenie Skajłokera może być odrodzeniem Skajłokera, klęska - sukcesem itp. I na odwrót.
koniec spoilera

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

A 27 do jednego sukcesem Już to wiemy.

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Asfo napisał:
Ale wiesz, co to za gadka że "dużo negatywnych emocji".
-----------------------

To nie było do Ciebie osobiście. Chodziło mi o reakcję zbiorową tu na forum. Jeżeli to odbierasz jako osobistą zaczepkę, to przepraszam, ale to nie miało tak zabrzmieć.

Myślisz, że ja lubię mieć depresję z powodu Disneya i chodzić do kina jak na pogrzeb?
-----------------------

Sorry Asfo, ale jeżeli trochę infantylny film wpędza Cię w tak zły nastrój, to prawdopodobnie podchodzisz do tego o wiele zbyt poważnie. Przykro mi, że coś co mnie rozbawia, Ciebie totalnie dołuje, ale nic na to nie poradzę.

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Jep, nie chodzi o reylo (niech sobie ono siedzi w fanfikach, które są bardzo często lepiej skonstruowane od tego co serwuje Disney) tylko po prostu o szczęśliwe zakończenie. Tylko tyle chciałam.

PT to było narodzenie zła, w OT wszystko się ostatecznie dobrze skończyło. ST mówią nam, że jednak nie, nie całe zło pokonane, poświęcają kolejne postaci żeby je pokonać, po czym cała rodzina, po latach nieszczęść i walki, ostatecznie ginie, a Rey ląduje dokładnie tam, gdzie zaczęła - samotna na pustyni, tylko z (domniemanym bo nie pokazanym) PTSD.

Zmarnowana szansa na opowieść, która jednocześnie psuje to co było opowiedziane wcześniej. Po co to w ogóle było?

Rozumiem, że fajne przygody Poego mogą być fajne, ale to miało być Odrodzenie Skywalkera, a nie "Palpatine realizuje zemstę" albo "Fajne przygody Poego".

Jestem też wkurzona na kłamliwe zapowiedzi, przez które prawie do końca miałam nadzieję, że jednak będzie jakoś tam ok. Trąbią dwa lata o nadziei, rodzinie, pozytywnych końcach, że będzie zabawa, po czym cała rodzina ginie a Rey oprócz bycia sierotą jeszcze bardziej niż na początku, to jeszcze zostaje tak-jakby wdową. Ubaw po pachy. Do tego odwoływanie w panice rzeczy, które się samemu wsadziło do TFA i TLJ - to nie jest tak, że Johnson umieścił w TLJ cokolwiek bez akceptacji firmy. Nieprofesjonalne i niesmaczne.

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Asfo napisał:
Jep, nie chodzi o reylo (niech sobie ono siedzi w fanfikach, które są bardzo często lepiej skonstruowane od tego co serwuje Disney) tylko po prostu o szczęśliwe zakończenie. Tylko tyle chciałam.

PT to było narodzenie zła, w OT wszystko się ostatecznie dobrze skończyło. ST mówią nam, że jednak nie, nie całe zło pokonane, poświęcają kolejne postaci żeby je pokonać, po czym cała rodzina, po latach nieszczęść i walki, ostatecznie ginie, a Rey ląduje dokładnie tam, gdzie zaczęła - samotna na pustyni, tylko z (domniemanym bo nie pokazanym) PTSD.

Zmarnowana szansa na opowieść, która jednocześnie psuje to co było opowiedziane wcześniej. Po co to w ogóle było?

Rozumiem, że fajne przygody Poego mogą być fajne, ale to miało być Odrodzenie Skywalkera, a nie "Palpatine realizuje zemstę" albo "Fajne przygody Poego".

Jestem też wkurzona na kłamliwe zapowiedzi, przez które prawie do końca miałam nadzieję, że jednak będzie jakoś tam ok. Trąbią dwa lata o nadziei, rodzinie, pozytywnych końcach, że będzie zabawa, po czym cała rodzina ginie a Rey oprócz bycia sierotą jeszcze bardziej niż na początku, to jeszcze zostaje tak-jakby wdową. Ubaw po pachy. Do tego odwoływanie w panice rzeczy, które się samemu wsadziło do TFA i TLJ - to nie jest tak, że Johnson umieścił w TLJ cokolwiek bez akceptacji firmy. Nieprofesjonalne i niesmaczne.


-----------------------

Calkowicie się zgadzam z tym postem; napisałam dzisiaj w konwersacji -

płakać to mam ochotę teraz, jak pomyślę że dowalenie Palpora w 9tce i zrobienie z Rey początek spoilera jego wnuczki a naszego wybawcy koniec spoilera sumuje się do konkluzji że SW nie są sagą o Skywalkerach ale o Palporze który dręczy rodzinę Skywalkerów aż do ich wymarcia.

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Również się pod tym podpisuję. Już pal licho że Sequel trilogy to lepsze lub gorsze filmy ale zniszczenie całej sagi Skywalkerów, zakończenia ROTJ, sprawienia że Palpatine to jednak najważniejsze nazwisko w tej sadze...

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Jedno pytanie: gdyby rodzina S poświęciła się dla JSM w celu walki z innym przeciwnikiem niż Palp (choćby i z tym nieszczęsnym Snołkiem), to byłoby inaczej?

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

To wtedy tytuł tej częsci nie miałby najmniejszego sensu? Nie żeby teraz miał...

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Wątpliwe. Nie byłoby.

OT miało to szczęśliwe zakończenie, z rzygającymi jednorożcami i komu to, kurła przeszkadzało?

Disney mógł zrobić wszystko, po czym zaserwował tragedię rodzinną. W filmie w zasadzie dla dzieci. Na święta.

Jak bym się chciała dobijać, to bym siedziała w fandomie Lovecrafta.

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

No ale...

To JJ tak prowadził Benka w TFA, i to jest konsekwencja. Lor San - ciach (no OK, miał z nim kosę może, w końcu pokażmy go jako złola), Tatuńcio - ciach (już gorzej, no rozumiem że Han mógł nie być idealnym ojcem, bo niektórym lepiej latać po galaktyce z psem niż siedzieć w domu i zmieniać pieluchy [ale, od czego droidy], mimo wszystko to nie powód do takiego radykalizmu), wioska wieśniaków - ciach (i to jest głupota JJ-ra,) i to takie głupie, bezsensowne okrucieństwo sprawia że od początku sagi wiemy jak postać skończy, no nie oszukujmy się, potem jeszcze nasz zły porywa i torturuje nadobną dziewicę i co, to ma wszystko mu tak zostać wybaczone (ok, wybaczyć można) ale jeszcze nagrodzone?

Już pomijam, że w międzyczasie w LaResistance wyszło, że wioska na Jakku to nie taki jeden wybryk, tylko Kyluś tak ma i po prostu lubi wyrzynać wszystkich w pień po całej galaktyce.

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

JJ najwyraźniej wprowadził postacie i wątki bez koncepcji co z nimi będzie dalej, a teraz jeszcze sam sobie zaprzecza w różnych aspektach.

Całościowo - z filmów, komiksów i reszty - jednak wyłania się postać, która popadła w łapy ciemniej strony nie z własnej winy, po czym pędzi ponury żywot i cierpi. A kiedy się z tego wreszcie bohatersko uwalnia, po pół godzinie dostaje w nagrodę zgon.

Jednocześnie jest to ostatni Skywalker, cała rodzina poświęca życie żeby go wyrwać spod złego wpływu, ale te śmierci w zasadzie idą na marne.

No i to jest właśnie podsumowanie tej bajki - jak masz pod górkę w życiu, to jakbyś się nie starał i tak masz przerąbane. Może i ok, ale niekoniecznie jako podsumowanie 40 lat Star Wars.

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

popraweczka - urąbanie bohatera to jest lenistwo scenariuszowe, by nie rzec, przeru****y motyw w popkulturze w 2019. Poza tym co jest lepszą karą czy nagrodą - zginąć, czy żyć i odpracować swoje błędy długą a mozolną pracą?

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

-zginąć, czy żyć i odpracować swoje błędy długą a mozolną pracą?

Ale tu nie idzie o "odpracowanie błędów" mozolnie, metodą "na Kmicica" przez kilka filmów, a raczej o to że należy mu się - "żona, dworek, dzieci, jedi co przykładem świeci" bo tak.

Przy całym braku planu i chaosie to jedno chyba JJ planował od samego początku "VII"

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

No chyba tylko na Kmicica pod przybranym nazwiskiem, by go nie osądzono za zbrodnie wojenne

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Niczego nie planował, bo nie miał zamiaru kręcić żadnych epizodów więcej. A jeśli planował, to ten plan był raczej nieudany.

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Właśnie się zastanawiam, jako kogo Abrams planował Snoka pisząc scenariusz do E7.
Jeśli planował go tak jak zostało to przedstawione w E9, to "brak planu" mamy załatwiony.
Jeśli planował go inaczej, to tylko on wie dlaczego zrobił takiego fikołka (choć to w sumie Lucas-style).
Jeśli w ogóle nie planował...

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Nie planował bo jego przygoda z SW miała się skończyć na 7 czesci

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Po sensie, więc powiem Ci tak - ten film (o ile nie jest się fanką Reylo czy miłośniczką Rena) ma pozytywne zakończenie, nowi bohaterowie początek spoilera dobrej strony zostają przy życiu - Ci pierwszoplanowi koniec spoilera

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Ja się tylko chciałam podpisać. Bo nie, kolega mroczny nie mógł tego odkupić, sorry są rzeczy w życiu nie do odkupienia ciężką i mozolną pracą. Nawrócił się, pomógł i kaput i tu się z Kathi będziemy spierać bo mi się to zakończenie PODOBA. Główni bohaterowie pozytywni żyją i mogą rozpocząć nowe życie, odbudowując pokój (bez Mon I jej durnych pomysłów może im się uda). I obojętnie jak super Adam to zagrał, tam nie było innego wyjścia. I przekaz z full redemption I happy endem dla Bena moim zdaniem dopiero byłby szkodliwy!

A rodzina to coś więcej niż więzy krwi i to jest dla mnie przekaz tej trylogii. Nazwisko Skywalker staje się legendą i nadal żyje. No kurka strasznie mi się to podoba.

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

vilkala napisał:
A rodzina to coś więcej niż więzy krwi i to jest dla mnie przekaz tej trylogii. Nazwisko Skywalker staje się legendą i nadal żyje. No kurka strasznie mi się to podoba.
-----------------------

Dokładnie. Jest takie powiedzenie "The Blood is thicker than Water". Ludzie to interpretują jako "więzy krwi są najważniejsze, a więc rodzina na pierwszym miejscu". A to jest błędna interpretacja, bo w pełnym brzmieniu to jest tak : "The Blood OF THE COVENANT is thicker than Water Of THE WOMB".

To nie więzy rodzinne są najważniejsze, a poszczególne świadome wybory, które człowiek dokonuje. To jest dość konsekwentnie wbijany przekaz w całej trylogii Sequeli. Rey nie jest nikim, ale jej pochodzenie nie determinuje jej losu.

Ben nie był do uratowania, bo był zbrodniarzem. Sam konsekwentnie i z uporem chciał być coraz gorszy, i był. Kylo i Ben to ta sama osoba, mimo, że nie ta sama. dobrze, że się chłopak nawrócił, ale to nie wystarczy żeby przeżyć. Podobnie jak Vader, ech, nie lubię tej gadki o odkupieniu Vadera.

Rey ma pełne prawo do przyjęcia tego legendarnego nazwiska. Też mi się to zakończenie podoba!!

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Fakt, tego bym się akurat nie czepiał. W końcu nikt nie wie skąd się wzięło nazwisko Skywalker

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Potrzebujemy kolejnej trylogii wyjaśniającej skąd wzięła się Shmi - bądź co bądź Skywalker

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Asfo napisał:
OT miało to szczęśliwe zakończenie, z rzygającymi jednorożcami i komu to, kurła przeszkadzało?
-----------------------

Mi prawdę mówiąc trochę przeszkadzało. Szczególnie jak się dowiedziałem, że oryginalnie miało być trochę bardziej smutno i podniośle. Tak Lucas z Kurtzem planowali, ale potem produkcja zabawek wzięła górę, Lucas przestraszył się reakcji publiki (czasy były ciężkie) i zmienił zakończenie na lżejsze, a Kurtza wywalił


Disney mógł zrobić wszystko, po czym zaserwował tragedię rodzinną. W filmie w zasadzie dla dzieci. Na święta.
-----------------------

I tak jest lepiej niż w tym cholernym Rogue One. Tamten film naprawdę zepsuł mi święta!

Faktycznie szkoda Bena ale ogólnie zakończenie jest bardzo pozytywne, narody powstały przeciwko tyranii, wnuczka największego złoczyńcy nie chce mieć z nim nic wspólnego (podobnie jak i syn), Ben vel K.R. wyrzuca miecz w absolutnie pięknej scenie, może i najwspanialszej w całym cyklu!

https://www.tednasmith.com/tolkien/maglor-casts-a-silmaril-into-the-sea/

Faktycznie zakończenie TROS to jednak heartbreak, ale szkoda nam tego, co mogło być, jakichś odjazdowych przygód duetu Ben-Rey, potencjalnie romansu, wielkiego szczęścia gdzieś w nieokreślonej przyszłości. Prawdziwe zwycięstwo dobra okupione jest jednak ogromną stratą osobistą. Rey naprawdę zostaje sama na pustyni, jak pisałaś, i przyjmuje nazwisko Skywalker razem z całym jego dziedzictwem dobra i zła, z "dobrodziejstwem inwentarza". Jestem zdania, że to jest idealne, piękne zakończenie ponieważ tryumf jest jeszcze podkreślony, zaakcentowany porażką i tragedią. Nie ma radości bez smutku. Takie zakończenie jest o wiele bliższe oryginalnym planom Lucasa i w mojej opinii daje widzom szansę przeżycia takich emocji, jakie miały towarzyszyć zakończeniu Powrotu Jedi. Świetna rzecz!

Jak bym się chciała dobijać, to bym siedziała w fandomie Lovecrafta.
-----------------------

https://www.youtube.com/watch?v=IeqtAB1WgEw

P.S. Off-Topic: Czy w Lovecrafcie jest coś dobijającego?

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

No a ja się nie zgodzę, tak jak nie zgadzam się na karę śmierci Uważam że dożywotnia pokuta jako bezimienny to odpowiedni rodzaj kary/happy endu. Może przemawia przeze mnie chrześcijanin. Może apologeta. Nie obchodzi mnie to, uważam że mam rację a wy nie

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Nie potrzebujemy, SW-Yogurt już wszystko wyjaśnił kiedyś.

Pod koniec filmu przez chwilę myślałem, że to ten moment, kiedy kolega zaczyna pisać pozew o naruszenie praw autorskich. Na szczęście jednak nie

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

o odkupienie w postaci dożywotniej kolonii karnej i ciężkiej pracy na rzecz Republiki w owej kolonii (może być fabryka prefabrykatów do budowy domów, które poniszczył plus jego wynagrodzenie idzie na rekompensaty dla rodzin). Żadnej Rey (niech sobie wreszcie wolna ułoży życie), żadnej taryfy ulgowej.
Tak to bym przyjęła.

I nie wiem co przeze mnie przemawia, ale na pewno Ren nie zasłużył na happy end w postaci umiłowanej i szczęśliwego życia do końca swych dni.

Choćby za to, że brutalnie i definitywnie zabrał szansę na szcześliwą starość rodzicom, a w zasadzie oboje załatwił

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Ktoś żałuje Vadera, że po odkupieniu nie miał szansy nacieszyć się życiem, które miał zrąbane od początku (niewolnik, więzień sekty, cierpiący pod każdym względem przegryw służący CSM)? Nawet nie spojrzał na córkę własnymi oczami

(Princess się nie liczy)

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

No, w tym sensie i kontekście to ja mogę się zgodzić, szczególnie że ostatni argument koleżanki jest nie do odparcia

Niemniej różnica między wyganiem i spędzeniem reszty zycia na odległych rubieżach a szczęśliwym pomieszkiwaniem z młodą żonką i gromadką dzieci jest jednak spora.

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

nigdy nie mówiłam że Reylo jest dla mnie romantyczną relacją. Mają chemię. Ale to jest ten typ postaci (oboje w sensie) który nie może być razem ani nie może być osobno, bo cała elektryczność bierze się z tej ich odległości.

Złe byłoby gdyby skończyli razem jako małżeństwo (skąd w ogóle się tu wzięliśmy, nigdy nie mówiłam o tym że powinni być razem-razem, wszystkie serniczki są tego świadkami), ale równie złe jest dla mnie to że skończono to na romantycznym wysokim C po to by urąbać Bena. Dlatego bronię swojego scenariusza, gdzie bezimienny Ben jest nikim w nowej siedzibie Mistrzyni Rey. Nie dlatego że mogą uciekać na schadzki jak nikt nie widzi i się miziać w warzywniaku między marchewkami, tylko dlatego że tworzy to permanentny dystans między obojgiem. W kolonii karnej można zapomnieć, zacząć nowe życie z jakąś inną kobietą i wyjść po 30 latach odmienionym. Dożywocie u boku Rey, jako latarnią moralną i kompasem - ale nie z nią w związku - jest najdotkliwszym i najsłodszym zarazem rodzajem okrucieństwa.

Wydaje mi się to tak bezwzględnie oczywiste że jestem w szoku że muszę to tłumaczyć i opisywać

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Wiesz co ale to dożywocie u boku Rey a jednak daleko, jest dla niego karą, ale DLA NIEJ TEŻ.

A ja jednak zdecydowanie jestem #teamRey. Jej nie potrzebny jest exstalker odmieniony i pokutujący, którego widzi na każdym kroku niemal i na dodatek jest odpowiedzialna za jego pozostanie po jasnej stronie, bo ewentualne pójście Benka w ciasteczka, będzie wisiało na niej, jako jej porażka.

Dziewczyna jest młoda, mocna Mocą, cała Galaktyka przed nią. Niech wreszcie ŻYJE, nie czekając. I to daje jej tylko śmierć Bena (albo ta dożywotnia kolonia karna).

a poza tym idę na priva z argumentami innymi, oraz musimy na serniczek

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Dodam jeszcze, by uzupełnić wypowiedź wyżej, rzecz którą napisałam na discordzie i do Strida - siłą Reylo było dla mnie to że to nie jest klasyczny romans. Ten film tą relację do romansu płaszczy. Uwielbiam brukowe romanse i tanie emocje... ale nie w moich SW. To co mamy w TRoS to drama w fanfikowym stylu właśnie skręcająca na ten bruk.

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

W wariancie drugim, mając pod bokiem kobietę do ktorej coś czujesz, wręcz na wyciągnięcie ręki ale na zasadzie "patrz i nie dotykaj", przez dziesięciolecia to jest wyrafinowany rodzaj okrucieństwa. Naprawdę może mu się wtedy coś pod czaszką poprzedstawiać. A zważywszy na przeszłość i to że jest potężnym użytkownikiem mocy, to chyba nie jest to najlepsze rozwiązanie.

W karaniu zawsze trzeba uważać, zeby nie przesadzić, żeby karany nie przestał uważać, że jeszcze ma coś do stracenia.

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Po tym filmie to ja Rey nie lubię, więc jak dla mnie to może widzieć twarz Bena od rana do nocy wypaloną na siatkówce oka.

Kolejny minus, film mi popsuł jej postać. Nie chciałam znajdować tego minusa.

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Muszę ci powiedzieć, że teraz Finn, Poe i nawet Rey mi powiewają, mimo że do tej pory lubiłam te postaci.

Rey była fajna podążając "ścieżką bohaterki". Ale została z niej wykopana i przestała istnieć jako silna postać żeńska, a przeistoczyła się w ucieleśnienie "świętej dziewicy", z opcją "babochłopa".

Scena z Rey na sankach to trochę tak jakby Abrams podprogowo wołał "zobaczcie, ona znowu jest dzieckiem na Jakku" ale ja nie chciałam, kazali mi.

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

"Nie chciałem" miało być.

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Tak, to wtedy byłby wydźwięk `Skywalkerowie złożyli ostateczną ofiarę by ocalić galaktykę`, nawet gdyby przeciwnikiem był Palp

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Asfo napisała:
...po prostu o szczęśliwe zakończenie. Tylko tyle chciałam.

Zmarnowana szansa na opowieść, która jednocześnie psuje to co było opowiedziane wcześniej. Po co to w ogóle było?

Rozumiem, że fajne przygody Poego mogą być fajne, ale to miało być Odrodzenie Skywalkera, a nie "Palpatine realizuje zemstę" albo "Fajne przygody Poego".

-----------------------
Ja tę żałobę przechodziłem od Ostatniego Jedi. Luke Skywalker nie żyje, Akademia Jedi zniszczona, bohaterowie Rebelii przegrali, a ich następcy to okropni ludzie (Rey, Poe i Finn w TLJ są źli). Najsmutniejszy film popkultury.
Niestety, z powodu niezrozumienia pewnych potrzeb mitycznych, JJ i Rian wspólnie postanowili zrobić trylogię Star Wars o zabijaniu starszego pokolenia. Niestety, ostatni film trylogii nową nadzieję rozumie jako nowe otwarcie, a nie uratowanie prawdziwego rodu Skywalkerów. Z drugiej strony błędów Epizodu 7 i 8 nie dało sie odwrócić bardziej.

Również w tym kontekście porównywanie OT i trylogii sequeli nigdy nie będzie miało sensu. Z pewnego punktu widzenia po imprezie na Endorze już nic się nikomu nie stało, nic się nie wydarzyło.

Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

Zaakceptowałam śmierć Luka, uważając to za wstęp do uratowania Bena - Luke się poświęca, żeby wykopać swojego siostrzeńca na drogę cnoty.

No ale potem trzeba było odwołać TLJ, więc odwołano różne pomniejsze rzeczy, poza tym elementem który najbardziej ludzi zdenerwował, czyli Luke nadal nie żyje, dodatkowo nie objawia się Benowi, mimo że obiecywał.

Odbieram to jako brak profesjonalizmu i klasy.



Re: Plus kilka refleksji natury ogólnej

darth_numbers napisał:
Gwiezdnowojenne fanostwo nosi znamiona pewnego niebezpiecznego zjawiska psychologicznego. Stąd też niemożliwe jest, jak się wydaje, dla wielu "fanów" luźne i radosne podejście do tego zupełnie niepoważnego przecież filmu.
-----------------------

Ja się zastanawiam jak to będzie wyglądało u nas po premierze netflixowego Wiedźmina. Każda odchyłka od pierwowzoru, najdrobniejsza zmiana, czy to koloru skóry, czy fabuły może pociągnąć za sobą falę niezadowolenia większą, niż to będzie tego warte.


darth_numbers napisał:

https://imgur.com/3fwgBUr

-----------------------

Otóż to.

Jak zamknąć już zamknięte drzwi

Disneyu, mam ci do powiedzenia jedno:
https://pics.tinypic.pl/i/00994/lddp7fdwpgci.jpg



Właśnie wróciłem z kina.* Poznań, Stary Browar, 19. Jeżeli był ktoś z was na sali i słyszał czyjś krótki, zdławiony śmiech w scenie, gdy Ben po pocałunku pada jak długi, to byłem ja. Przepraszam.
* posta napisałbym wcześniej, ale po wyjściu z Multikina musiałem najpierw rozchodzić żenadę, potem pójść do pubu na jednego szybkiego, potem wrócić do chaty i napić się w spokoju piwa. Potem trochę pograłem w Fallen Order. Teraz na spokojnie, bez przekleństw.

Rzuciłem okiem na swoje starsze posty, więc pozwolę sobie na początek skopiować krótkie, wyrwane z szerszego kontekstu zdania:

Post z 30.09 z tematu Jak Palpatine oszukał śmierć:

"I na koniec ważne! Będzie serio
Pytanie, które sam sobie zadaję, to czy termin przydatności do spożycia tego pomysłu (samego powrotu Palpatine`a) przypadkiem nie minął z napisami końcowymi TLJ. Z powrotem Palpatine`a rodzi się jeden moim zdaniem poważny problem - on na 95% (nie pytajcie o metodykę obliczeń ) zostanie ubity. Jeżeli miałby wrócić do sagi tylko na chwilę po to, żeby zostać zgładzonym przez Mary Sue (dla której po TLJ najwyraźniej brakuje już wyzwań), to moim zdaniem wracać nie powinien."

Post z 22.10 z ploteczkowego tematu:

"Najbardziej ciekawi mnie jak rozwiążą powrót Imperatora. O ile wycieki dotyczące przebiegu filmu do momentu pojawienia się Palpatine`a wyglądały super wiarygodnie, logicznie, tak wszystko, co dzieje się na Exogolu, jest momentami śmieszne, pastiszowe wręcz. Myszka Miki musi być naprawdę odważna (i mieć grubą skórę), jeżeli przywołuje do życia tę kultową postać tylko po to, żeby ta została natychmiast zgładzona przez Mary Sue. Liczę, że szykują tutaj jakąś bombę, że to nie będzie, wiecie, rachu ciachu i do piachu, a potem happy end w stylu Powrotu Jedi. Czegoś takiego chyba nie przełknę w kinie."

I jeszcze jeden z 12.11, też z ploteczkowego tematu:

"Dlatego właśnie nie chce mi się wierzyć w wyciek fabularny dotyczący Imperatora, tego wszystkiego co dzieje się na Exogolu - moim zdaniem wyciek w tym fragmencie jest śmieszny (Imperator paralityk przykuta do wyra czeka 30 lat aż ktoś łaskawie wbije do niego na chatę. Następnie następuje remake finału RotJ xD)."




Widzicie więc jaki był mój stosunek do powrotu tej postaci. I tak, dokładnie tak się dzieje. Imperator wraca na 15 minut, żeby silna niezależna kobieta mogła go ubić (a sama metoda zgładzenia Imperatora to jest cyrk na kółkach - ale o tym dalej)

To najgorsza część nowej trylogii. Abrams popełnił jeden, niewybaczalny grzech - spuścił w toalecie najpiękniejszy moment w całej historii SW, a następnie nakręcił finał ROTJ jeszcze raz. Nie wytłumaczył przy tym jak Palpatine przeżył śmierć w ROTJ. Naprawdę. Nie wytłumaczył.

Żeby tego było mało, Abrams nie miał kompletnie pomysłu jak zabić Imperatora. Zrobił z tej postaci kompletnego kretyna, który w filmie tak naprawdę popełnia samobójstwo. Scena walki z Windu w ROTS jest fantastyczna - Imperator wie, kiedy przerwać atak, by następnie wzbudzić litość w młodym Anakinie. Co robi "nauczony doświadczeniem" przekocur Palpatine w finale TROS? hurr durr je**ć prądem teraz się uda xD
Potem się rozpada
Tak, to ta sama postać, z którą nie poradzili sobie Windu, Yoda i Anakin. I ona zostaje zgładzona przez kobietę, która wali mind trickami nie wiedząc czym one są

Czy film tłumaczy siłę Rey? A jakże! Otóż według Abramsa Rey umie (bez treningu) w te klocki, bo jest wnuczką Palpatine`a. To zadaję, Panie Abrams, pytanie: czy gdyby Palpatine był jej, teoretycznie, praprapraprapraprapradziadkiem, to też władałaby mocą lepiej niż Yoda u szczytu swoich możliwości? "I`m your father" w TESB było jak uderzenie cegłą w twarz, według ciebie, Panie Abrams, wrażenie ma zrobić na mnie jakaś piąta woda po kisielu? Trzeba było zrobić film o synie Palpatine`a.

Scena batalistyczna na Exegolu jest najgorzej nakręconą tego typu sceną z wszystkich epizodów dotychczas. Brakuje minut, emocji, odniosłem też wrażenie, że jest za mało szerokich kadrów. Tej scenie przyjrzę się bliżej przy drugim seansie, ale imo jest gorzej, niż w dwóch poprzednich filmach. Scena batalistyczna na Scarif z Rogue One jest arcydziełem (i nawet z tym nie dyskutujcie ), wielka szkoda, że nie zaproszono Garetha Edwardsa do współpracy, bo finał sagi pod tym względem jest jak echo dawnych czasów - najlepszych bitewnych scen. Moim zdaniem Abrams z reżyserią poradził sobie dużo lepiej w 7 epizodzie.

Czy jest coś dobrego w tym filmie? Muszę go obejrzeć jeszcze raz
A tak poważnie, niesamowita jest scena z Hanem. Oglądałem to, serio, na jednym wdechu. Uwielbiam Forda, chemia między Hanem a kudłatym ciągnęła za uszy słabe sceny TFA (np. ta z kanjiklubem na Sokole), i szczerze żałuję, że zginął tak szybko, bo mógł w TROSie zrobić różnicę. Jeżeli od początku był plan na ubicie trójki bohaterów klasycznej trylogii, to moim zdaniem - przepraszam, że to napiszę - należało zacząć ubijanie od aktorów najmniej utalentowanych, którzy osiągnęli w swoim aktorskim życiu najmniej, czyli od Fisher. Ona już w TFA była cieniem dawnej postaci, a w TROS nie pełni już żadnej funkcji (nie, nie jest mistrzynią Rey. Postać, która umie mind tricki nie wiedząc czym one są jest mistrzynią samą dla siebie). I skończyć właśnie na Hanie Solo.

A pożegnanie Lei jest niesmaczne (w kontekście śmierci aktorki). Z śmiercią aktora w wielkim stylu poradzili sobie producenci Szybkich i wściekłych 7 (scena "wyścigu" łapie za gardło). Co zrobili wielcy myśliciele z Lucasfilmu? Uznali, że przykryją ciało plandeką, nad którą dumać będą bohaterowie. Brawo. Nie ma już dla was nadziei, gamonie.

A, właśnie, bo powinienem was przeprosić za chaotyczny styl tego posta, ale uznałem, że chaos w tym poście współgra z chaosem w filmie. Nie będę go więc wygładzał.

I to też nie jest moje ostatnie słowo. To jest ostatnie słowo teraz, bo jest przed 3 w nocy, a rano trzeba wstać do pracy. Więc niech moc będzie z wami, a uszaty gryzoń niech spada na drzewo.

Re: Jak zamknąć już zamknięte drzwi


Właśnie wróciłem z kina.* Poznań, Stary Browar, 19. Jeżeli był ktoś z was na sali i słyszał czyjś krótki, zdławiony śmiech w scenie, gdy Ben po pocałunku pada jak długi, to byłem ja. Przepraszam.


Ojtam w Krakowie w galerii Kazimierz śmiało się tak z pół sali

Re: Jak zamknąć już zamknięte drzwi

Ja tylko miałem wrażenie, że gość obok mnie w katowickim Heliosie robił facepalmy

Myślałem że będzie gorzej.

Wróciłem właśnie z kina i też coś wyskrobie od siebie bo w głowię mętlik który szybko zasnąć nie pozwoli. Po przeczytaniu leaków, i ogólnego narzekania na TROS szedłem na ten film bez specjalnych oczekiwań i może dzięki temu odbieram go lepiej niż oczekiwałem. Ogólnie widać jak dużo do ogarnięcia po TLJ miał Abrams i utrwaliło mnie to w przekonaniu co do TLJ. TLJ samo w sobie złym filmem nie jest, ale jako część czegoś większego (trylogi) jest totalną beznadzieją, beznadzieją którą przy oglądaniu całej trylogii sequeli można pominąć i nie wiele się straci. Wracając do TROS to na początek:
PLUSY:
-Film jest piękny, od strony wizualno-dźwiękowej mistrzostwo.
-Renowcy (DLACZEGO NIE WCZEŚNIEJ??

-Wspólne sceny Rey i Kylo, oglądało mi się je świetnie a i sama Reylo scena na koniec była na prawdę ładna.
-Fajnie było zobaczyć jeszcze raz Hana, a sam Ford z Driverem tworzą duet kapitalny który oglądało się z zapartym tchem.
-Ogrom floty imperatora, w końcu było czuć potężne zagrożenie a nie kilka stateczków goniących jeden stateczek jak w TLJ
-Fan service
-Wytłumaczenie pochodzenia Rey, przynajmniej w jakimś stopniu można jej potęgę wytłumaczyć.
- Wytłumaczenie wątku Snoke`a.
-Exagol, wygląda mega klimatycznie.
-Głosy duchów mocy.
-W końcu trójka głównych (dobrych) bohaterów działa razem.
-Postać Rey, ale od strony jej emocjonalnych rozterek. Bo tak to jednak trochę zbyt OP jest.
- I na koniec jak dla mnie największy plus, nie tylko filmu ale całej trylogii a mianowicie postać Kylo Rena/Bena. Uważam że jest to najlepsze co spotkało tą trylogie, nie wiem czy to bardziej zasługa tego jak ta postać jest napisana czy rewelacyjnego Adama Drivera, o nim samym dowiedziałem się pewnie jak większość dopiero przy okazji Star Wars ale zrobił na mnie takie wrażenie że postanowiłem obejrzeć kilka filmów z nim i tylko utrwaliło mnie to w przekonaniu jak rewelacyjnym aktorem jest i życzę mu z całego serca żeby powalczył w lutym o Oscara za "Marriage Story".

MINUSY
-Zdecydowanie za krótki, film pędzi jak TJV, dzieje się tak wiele tak szybko że nie ma czasu tego wszystkiego ogarnąć, wszystko jest takie rwane i ściśnięte najbardziej jak się da. O wyjściu do WC w trakcie filmu lepiej zapomnieć.
-Kompletnie nie wyjaśniona kwestia przeżycia Palpatine`a, po prostu jest.
-Sam wygląd Palpiego, spodziewałem się więcej a wyglądał o dziwo całkiem nieźle.
- Mimo wszystko zbyt OP Rey.
- Finn, postać od TFA kompletnie nie potrzebna.
- Mało Kylo/Bena w drugiej części filmu.
- Finałowa walka, ani ta w powietrzu ani ta na ziemi nie zrobiła na mnie specjalnie wrażenia.
- Palpiego powinien zabić Ben, wtedy rzeczywiście dokończyłby to co jego dziadek zaczął.
- Te nowe postacie to takie średnie bym powiedział, kompletnie nie zrobiły na mnie żadnego wrażenia a ta z przerwą między jedynkami nie wiedzieć czemu to nawet irytowała.
-Porgi, tak pół żartem to kiedy je widzę to ciemna moc we mnie narasta, miałem nadzieje że Rey je weźmie i rzuci do tego palącego tie fightera.
- I największy dla mnie minus, śmierć Bena.

To tak na gorąco, na podsumowanie całej trylogii przyjdzie czas. Przepraszam za pewnie kulawą składnie ale zmęczenie już bierze górę.

Fajne to było

nawet jak bez sensu często.
Świetny Hux, nijak nie przypominający miągwy z VII. Fajny, myślący Poe, nijak nie przypominający buńczucznego jełopa z VII. Bardzo fajna Rey, taka moja.
Rewelacyjny Ben (bo Kylo to tradycyjnie ble) nawet to, czego się bałam, czyli początek spoilera nieszczęsny pocałunek koniec spoilera nie był taki zły, zwykła wdzięczność, że się ogarnął WRESZCIE plus jak już początek spoilera umrze, to wreszcie przestanie ją stalkować. koniec spoilera Bo zaiste kolega Ren/Solo to patron stalkingu. Nawet początek spoilera wywalony do otchłani musiał wypełznąć by postawić na swoim. koniec spoilera

No ale wielki podziw dla Adama, bo końcówka zdecydowanie należała do niego. To jak się fizycznie zmienił, coś pięknego.

Poza tym bida panie u rebeliantów, na zatrzaski w koszuli Damerona zabrakło. Jakby mu jeszcze jeden odpadł, to w zasadzie mógłby w ogóle bez pomykać. Hux znalazł grzebień, co też mu na dobre wyszło. Zdecydowanie zgadzam się z Nuką, czymże taki jeden banalny strzał wobec przecięcia na pół czy wybuchnięcia.

Świetne nowe bohaterki, mimo ograniczonego czasu mające coś do zrobienia i nieźle zarysowany charakter. Super pokazana dynamika trójki, plus sporo śmiechu.

Postać której nie lubię okazała się totalnymi 4literami i na dokładkę początek spoilera zginęła bez sensu. Bye Snap, lubiłam cię jedynie do drugiego tomu aftermacza. Niestosownie uśmiechałam się szeroko w czasie wybuchu koniec spoilera

Autentycznie ruszył mnie żal Chewiego. Plus kurcze Leia. NIE obchodzi mnie że wklejona, że mało miała roboty. Leia wróciła na jeden film. To jest najpiękniejsze.

Ogólnie idę jeszcze na bank dwa razy, raz z rodziną, raz z Kathi jesteśmy umówione A może nawet trzy, bo akcja pędziła i nie wszystko zauważyłam.

Re: Fajne to było

vilkala napisał:
raz z Kathi jesteśmy umówione
-----------------------
Tylko rtzeba wyhaczyć seans na którym będzie pusto byśmy mogły sobie pokomentować :>

Re: Fajne to było

vilkala napisał:
Autentycznie ruszył mnie żal Chewiego.
-----------------------

Widać, że wzięli sobie do serca pominięcie Wookiego przez Leię po śmierci Hana, gdy sami przyznali się do błędu

Re: Fajne to było

vilkala napisał:
No ale wielki podziw dla Adama, bo końcówka zdecydowanie należała do niego. To jak się fizycznie zmienił, coś pięknego.

-----------------------

To było niesamowite! Siedziałam w kinie absolutnie zachwycona.

Ja chce jeszcze raz!!!

Szedłem do kina znając przecieki, więc moje nastawienie było średnie, ale stwierdziłem, że pójdę się po prostu dobrze bawić Star Wars,zobaczyć jeszcze raz Lando, Imperatora i posłuchać dobrej muzyki i co? Takie nastawienie to najlepsze co mogłem zrobić.
Siedziałem na sali jak 10-latek i lykalem wszystko czym mnie ten film karmił
Znając wycieki pewne rewelacje nie powinny robić wrażenia, ale jednak przeczytać coś a usłyszeć i zobaczyc to w kinie to jednak różnica
Pierwsze 2 akty to było dla mnie 10/10 no ale dochodzimy do finału...
Tego się najbardziej bałem, gdy rey leci do palpa to mówię do dziewczyny "no to niestety zaczynamy"
I tu aż prosilo się o wydłużenie tej końcówki, zwłaszcza, że mieli na to czas i film mógł spokojnie trwać z 15 minut dłużej. Dorzucić parę dialogów z imperatorem, dac benowi z nim powalczyć już nie wspominając o końcowej celebracji trwającej 2 minuty a może i nawet mniej... tak chciałem usłyszeć podczas tej radości muzykę z Powrotu Jedi to by sprawilo, że końcówka byłaby jeszcze lepsza.
I tak płakałem, Leia [*] Ryk rozpaczy chewbaccy, mnie rozłożył tak jakby z nim się czuło, że już nikogo nie ma
Jeszcze z minusów muzyka. Liczyłem na większe wykorzystanie starych motywów.
Ogólnie film super, ja i moi koledzy fani zadowoleni, moja dziewczyna, która oglądanie rozpoczęła od przebudzenia mocy i nie czytajac przecieków no na niej to wszystko największe wrażenie zrobiło
9/10 <3

bilety dla Szedała i Krogulca

niech ich ktoś zabierze do kina, gdyż niewymownie tęsknię za ich reckami

Re: bilety dla Szedała i Krogulca

Szedał niech sobie daruje TROS. Lepiej by Mando ocenił.

Re: bilety dla Szedała i Krogulca

Nie nie, koniecznie muszę przeczytać te recenzje

Jestem na tak!

Dla mnie film super, najlepsza część z tej nowej trylogii. Abrams dał radę jakoś to do kupy poskładać. W kinie oglądało się to super, na prawdę nie mam do czego się doczepić. Jedno mnie ciekawi, bo nie jestem pewien, czy dobrze zrozumiałem początek spoilera nie za bardzo przemawia do mnie wizja, że Palpi zrobił dziecko, bardziej to rozumiem w ten sposób, jak jest to z Vaderem pokazane w nowym kanonie, że stworzył za pomocą mocy nowe życie, okazało się ono słabe (czyt. jego syn) i odpuścił sobie ten projekt, zajął się innym, czyli Anakinem. Tymczasem jego "synalek" podrósł, zrobił dziecko i Palpi w nim wyczuł potęgę, której się wystraszył. W takim kontekście zarówno Rey jak i Ben są wnukami Palpiego, bo był on twórcą Anakina i jej ojca i stąd ta więź między nimi. Powiedzcie mi, dobrze to ogarnąłem? haha Bo w sumie tak czy inaczej nawet jeśli spłodził syna, to skoro stworzył Vadera stąd ta więź mocy? koniec spoilera Niech moc będzie z wami!

Super

Ja krótko - najlepszy z sequeli. Super, mega, ekstra dziwny, ale jeśli nie wadzą Wam Ojciec, Syn i Córka lub podróżujące w czasie wilki, będzie okej. Tempo jest za szybkie, ale z drugiej strony nie da się tu nudzić. Dużo detali, muszę koniecznie zamówić Słownik Ilustrowany. Nie podoba mi się podejście do tematu śmierci - z jednej strony dużo śmierci disnejowskiej:

https://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Main/DisneyDeath

Z drugiej sporo zgonów wydaje się... mało znaczących? Mamy do tego ładne zamknięcie sagi Skywalkerów, ale... hmm, potencjał na ciąg dalszy jest bardzo duży . Za mało obcych.

I jeszcze jedno: początek spoilera Palpatine fu*ks. koniec spoilera

Mieszane odczucia

Na świeżo po seansie mam bardzo mieszane uczucia. Generalnie film był w porządku. Nie nudziłem się przez te ponad 2 godziny, momentami trzymał w napięciu, akcja jest bardzo szybka i płynna (czasami trochę za szybka). Na pewno jest to dobry film dla casualowych widzów, którzy obejrzeli wszystkie filmy raz czy dwa i nie siedzą tak w tym wszystkim i przyszli do kina na film, żeby się rozerwać. Jeśli patrzeć na to pod tym kątem, to film jest na prawdę ok. Jednak jak patrzę na to z perspektywy fana SW, to jednak dużo rzeczy mi tu nie gra.

SPOILERY
- w ogóle nie wiadomo w jaki sposób ten Palpatine przeżył po wybuchu gwiazdy śmierci, oraz jak zbudował tą całą flotę
- nie ogarnąłem do końca tego wątku z Leią i Kylo (ona od początku wiedziała, że on przejdzie na Ciemną stronę i że będzie musiała oddać swoje życie, żeby go nawrócić?), w ogóle naciągana ta jego przemiana
- z tego Huxa to zrobili jakiegoś totalnego debila, zachowuje się jak gówniarz, który ma w dupie zwycięstwo Nowego Porządku i szpieguje dla Ruchu Oporu, żeby tylko zrobić Kylo na złość. Już myślałem, że serio jest szpiegiem i był nim od początku i to byłby spoko twist, a tak to chciało mi się tylko z tego śmiać
- olanie motywu Anakina jako wybrańca (i w ogóle całej postaci Anakina)
- w ogóle to odrodzenie Palpatine`a, i że to Rey go ostatecznie pokonuje psuje postać Vadera i Luke`a (tak jakby w ogóle cały Powrót Jedi i tak nie miał żadnego znaczenia)
- jakim cudem Lando tak szybko zdobył tylu sojuszników?
- sama konfrontacja Rey z Palpatinem. W Powrocie Jedi miało to wszystko jakąś głebię, że jednak miłość ojca do syna sprawia, że udało się pokonać Ciemną Stronę i Sithów. A tutaj mamy po prostu siłowanie się na Moc, kto jest silniejszy, Rey wyciąga drugi miecz i elo, po Palpatinie. Takie płytkie to było.
- sama ta Rey jest przekoksowana, wszystko jej wychodzi, bez praktycznie żadnego treningu napierdziela Mocą lepiej od Yody
- czasami już przesadzali z tymi nawiązaniami i jechaniem na uczuciu nostalgii wśród fanów
- podobnie z humorem, generalnie były fajne momenty, w których faktycznie się zaśmiałem, ale miałem wrażenie, że też z tym trochę przesadzają i za dużo tych żartów wciskają
- Ci główni bohaterowie... To jest w ogóle zarzut do całej trylogii. W ogóle nie czułem się związany z tymi postaciami, jakieś takie mdłe mi się wydają. Jedyny wyjątek to Kylo, zdecydowanie najlepsza postać nowej trylogii, najciekawiej napisana, ale no już jak wspomniałem to jego nawrócenie było dla mnie mocno naciągane i w sumie dość przewidywalne

- na plus na pewno twist z tożsamością Rey. Nie czytałem żadnych spoilerów przed seansem, więc byłem tym mocno zaskoczony
- wizualnie wszytko super wyglądało (szczególnie ta flota Imperatora)
- mimo wszystko w niektórych momentach udało im się mnie złapać na ten fan service
- w niektórych momentach film wzbudził we mnie jakieś emocje (łza mi się w oku zakręciła jak Chewie rozpaczał po śmierci Lei)

Podsumowując jeśli patrzeć na ten film, jako na oddzielny film, który ma dostarczyć rozrywkę i nic więcej to jest spoko. Ale jeśli patrzeć na niego jako na zakończenie całej sagi i spięcie klamrą całej historii rodu Skywalkerów, to zdecydowanie wolę żeby saga zakończyła się na Powrocie Jedi.

dzień później

Przespałem się z tym i w sumie utwierdzam się w przekonaniu że podobało mi się. Dopiero teraz do mnie dociera jak bardzo ten film idzie w klimaty ze starego EU - przecież ta fabuła mogła by być prawie że żywcem wzięta z 90sowych książek i komiksów post-ROTJ, i to nawet tych niespecjalnie najlepszych. I jako ktoś kto lubi te klimaty, naprawdę to doceniam. Dość mocno poszło w tym kierunku i na pewno się tego nie spodziewałem. Ale jednocześnie boję się, że ogólną publikę może trochę odstraszyć - to dość specyficzny rodzaj starłorsów. Fanów dalej będzie dzielić, ale cóż - póki do ludzi nie dotrze że nie ma już czegoś takiego jak "jedyne prawdziwe Gwiezdne Wojny" i różni ludzie doceniają różne części tego uniwersum, to podziały, wojenki i narzekanie będzą zawsze.

Re: dzień później

weird.vector napisał:
póki do ludzi nie dotrze że nie ma już czegoś takiego jak "jedyne prawdziwe Gwiezdne Wojny"
-----------------------

Nigdy nie dotrze nie ma szans.
Podobieństwa do EU nie złapałem - ponieważ nigdy nie przeczytałem żadnej książki EU! A mimo to film ujął mnie swoim cudacznym, szalonym klimatem. Mam też wrażenie, że film jest zdecydowanie pod "casualową" publikę - ponieważ zupełnie ignoruje fanowską "wiedzę ekspercką".

Re: "Skywalker. Odrodzenie" - recenzje

Normalną recenzję pewnie napisze w weekend po drugim seansie, ale chociaż coś chcę od siebie dodać.

Gdy poleciały napisy początkowe, potem Mustafar, Imperator i Snoke to dosłownie trzęsłem się z emocji, ale już na etapie przygotowań do lotu na Pasaanę czułem, że coś z tym filmem będzie nie tak. Niby dalej bawiłem się dobrze, ale widziałem, że to grzeszna przyjemność. Mamy Luke`a-kozaka - kicz, Palpatine`a prądzącego statki - kicz, Huxa: jestem zdrajcą - przepraszam, ale to wyglądało jak mem. Właściwie cały ten film, który dla mnie nie jest filmem, tylko kiepsko zmontowanym zbiorem scenek, obrazków i rozwiązań zagadek, które J.J. Abrams chciał umieścić w TFA, ale nie starczyło mu miejsca. Jestem bardzo zawiedziony, bo zawsze staram się do Gwiezdnych Wojen podchodzić optymistycznie, ale jednak chcę też, aby prezentowały sobą coś więcej niż filmy superbohaterskie, a tak tu niestety nie jest.

Na plus zaskakująco muzyka. JW się postarał, chyba najlepszy soundtrack z sequeli. Warto posłuchać osobno, bo w filmie często ginie.

TROS - komentarz po pierwszym seansie

Przyznam się bez bicia, że musiałem się przespać z myślami po seansie TROS. Wcale nie dlatego, że film mnie zawiódł, czy był kontrowersyjny, bo mimo, że sprawdziły się wszystkie przecieki, które zdążyłem przeczytać, to bawiłem się znakomicie. Jednak tych emocji było zbyt wiele, tempo filmu pędziło jak oszalałe. Nie wiem, czy to źle, czy dobrze, może jednak dobrze. Najważniejsze jest pierwsze wrażenie, humor danego dnia, więc jeśli komuś nie podeszło za pierwszym razem, to będzie czuł dystans do tego filmu, ale ja jestem zadowolony.
początek spoilera
+/- Nadal mam żal po śmierci Bena Solo, ale myślę, że Disney dojrzał do takich decyzji i nie wyobrażam sobie, że inne wyjście byłoby tak satysfakcjonujące, jak zjednoczenie się z Mocą matki z synem. Tak, Ben był manipulowany przez cały ten czasy, po czym zginął, ale była to ewidentnie jego decyzja, żeby poświęcić własne życie za kogoś, kogo kochał i takie zakończenie historii Skywalkerów mi odpowiada, bo po raz pierwszy od dłuższego czasu zobaczyłem tak zaciętą walkę o czyjąś duszę- Leia, Rey i Han jako wspomnienie. Totalnie to kupuję i jestem usatysfakcjonowany. Ponadto, liczę, że jeszcze kiedyś Skywalkerzy gdzieś się pojawią, a może to czas na eksplorację trylogii solowymi filmami o ich przygodach? Np. Anakin i Ahsoka na wspólnej misji? Byłbym zadowolony, gdyby takie produkcje znalazły się na platformie Disneya.
+ Relacja Poe Zorri - To jest ten Poe, którego znam i cenię, zagrany bezbłędnie, zawadiaka i cwaniak, ale też inteligentny przywódca. Zorri intrygowała mnie od początku jej pojawienia się w filmie. Ważnym czynnikiem ich głębokiej relacji, było odsłonięcie oczu przez Zorri, dzięki temu mogłem zobaczyć jej emocje, to, w jaki sposób patrzy na Poego. Myślę, że to oni osłodzili mi śmierć Bena Solo, bo zachwycając się tą nową i udaną relacją bohaterów, skupiłem się bardziej na nich i ta część moich oczekiwań została zaspokojona, więc duży plus. Dzięki, J.J Abrams.
+ Tłumy w świątyni Sithów niczym na koloseum. Podejrzewam, że to zwykli wyznawcy, jednak słowa Palpatine`a, rytuał, który Rey miała wykonać, dał mi do myślenia, że hmm... Być może ten tłum to coś więcej niż zwykli wyznawcy? Pomyślałem wtedy "Kurcze, fajnie byłoby, gdyby gdzieś tam w ich szeregach zasiadali wielcy Sithowie, jak Revan, Bane etc. Nie zakładam, że żyją, bo byłoby to głupie, ale w różny sposób możemy to wytłumaczyć. Czekam na rozwinięcie w komiksach, adaptacji itd.
+ Palpatine w stylu ROTS to był po prostu miód. Wizualnie urzekł mnie ten film bez dwóch zdań.
+ Zakopanie mieczy świetlnych na Tatooine. Bardzo symboliczna scena i szczerze, to spodobała mi się, bez dwóch zdań, ale zadałem sobie pytanie "Za ile lat pojawi się tam jakiś złomiarz, złomiara i odkopie te miecze świetlne? Widzę w tym potencjał na nowe filmy, ale... Może jeszcze nie teraz i... W innym stylu.
+ Humor był najlepszy z całej trylogii sequeli, jeśli nie ogólnie w całej sadze. Nie było go zbyt wiele i jednocześnie nie był na siłę. C3PO wielokrotnie kradł show swoimi kwestiami, ale nie tylko on. Nawet proste kłótnie pomiędzy Poe i Finnem dawały mi dużo radości.
+/- Wyciągnięcie myśliwca Luke`a. No, wtedy spojrzałem na moją casualową towarzyszkę i szepnąłem "To myśliwiec Luke`a z VIII części", bo byłem pewny, że tego nie zrozumie.
+ Podobały mi się detale w tym filmie, np. brak palców Palpatine`a.
- O ile podobała mi się relacja Zorri z Poe, to tak naprawdę byłem zdziwiony jej zmianą nastawienia do głównych bohaterów na Kijimi. "Wydamy was. *małe zamieszanie z Rey* Jesteś w porządku. Skopmy dupę Najwyższemu Porządkowi."
ORAZ NAJWIĘKSZY PLUS:
++++++ Tajemnica wokół rodziców Rey, dostaliśmy tyle, ile potrzebowaliśmy, ale jeszcze wcześniej, gdy napięcie rosło, spodobał mi się wątek Ochiego.
koniec spoilera
To tyle ode mnie, jeszcze nie ochłonąłem, w piątek wybieram się na maraton i myślę, że powiem jeszcze więcej, może coś sensem. Dzięki za uwagę. Możecie ustosunkować się do mojego punktu widzenia. Chętnie wejdę w jakąś polemikę.

Po seansie

Na razie nie zamierzam się zbytnio rozpisywać, bo w tym momencie targają mną emocje i ogólno pojęte zdenerwowanie (eufemistycznie rzecz ujmując). Poza tym po pierwszym seansie na ogół jeszcze nie wiem, co o filmie SW sądzić, więc nie dość, że to był dopiero pierwszy seans, to w dodatku zakończony z kilkanaście godzin temu, w związku z czym nie zamierzam go oceniać poprzez pisanie wnikliwej, analitycznej recenzji. Tym niemniej myślę, że o ile po pierwszym seansie wszystkich nowych filmów SW, chyba nawet włącznie ze spin-offami, nie wiedziałem, jak je ocenić albo jeśli jakkolwiek je bym nie ocenił, to oceny te ulegały nierzadko dość diametralnym zmianom po kolejnych seansach i w związku z upływem czasu, a co za tym idzie - nagromadzeniu się dodatkowych przemyśleń, to o tyle mam przykre wrażenie, że w przypadku TROS w ogóle nie idzie o to, czy to film dobry czy film zły. Czy genialny, czy dramatyczny. Czy wzbudzający same pozytywne emocje, czy same negatywne. Mam wrażenie, że to dalece nieistotne. Film ten miał być nie tylko podsumowaniem całej trylogii, ale tak naprawdę w dużej mierze całej sagi. Miał ją w swoisty sposób spiąć, sprawić, żeby wszystko stanowiło prawdziwą jedność. I nie jest to jedynie moja opinia i nie było to jedynie moje oczekiwanie, ani opinia czy oczekiwanie znaczącej rzeszy fanek i fanów. Był to może nie wprost zadeklarowany przez twórców i twórczynie tej trylogii cel, jaki przyświecał temu filmowi, ale jednak klimat i aurę takiego podsumowania i spięcia wszystkich filmów w całość dało się w zapowiedziach i komentarzach odnośnie do tego filmu odczuć. I właśnie taki jest między innymi problem z tym filmem - nic nie wyjaśnia, wiele w dodatku komplikuje, wprowadza rozwiązania proste, nielogiczne, niespójne, niedające się obronić, zbyt od czapy, niesprawiające wrażenia, że ktokolwiek miał poczucie, jak powinno wyglądać zakończenie tej trylogii i - przynajmniej wedle na razie obowiązujących zapowiedzi - sagi. Najczęstsze zdanie, które miałem w głowie podczas oglądania TROS było mniej więcej takie: „Ale to jest chaos”. Bo to jest i był chaos. Pomijam na razie chaos w warstwie artystycznej, kompozycyjnej tego filmu, czyli to, co kilka osób już zdążyło zauważyć - mianowicie że akcji jest za dużo, wszystko za szybko się dzieje i przez to można było się pogubić. Mam raczej na myśli chaos w warstwie intelektualnej, duchowej, jaki ten film wprowadza do całej sagi. Nie dość, że nic w nim nie jest logiczną kontynuacją nie tylko poprzednich dwóch trylogii, ale i poprzednich dwóch części tej obecnej, to w dodatku wprowadza ten film wątki, które sprawiają, że żyje on własnym życiem, w zupełnym oderwaniu od reszty sagi i nawet trylogii. Nic tu nie wynika z niczego. Tyle czytałem pięknych teorii (niektóre rzeczywiście były już wówczas, czyli jeszcze przed seansem, piękne, a niektóre teraz stwierdzam, że są piękne, po tym, co widziałem na ekranie) albo nawet zrębów różnych innych teorii, które po połączeniu ze sobą stanowiłyby świetną klamrę może paradoksalnie nie tyle tej trylogii, co całej sagi, podkreślając ważność każdej trylogii i włączając w ostateczny przebieg różne elementy pozafilmowe, ale kanonicze, które wprowadził do owego kanonu Disney, a które świetnie przysłużyłyby się do opowiedzenia spójnej, logicznej, zwięzłej i dosyć zgrabnej w formie finalnej historii. Ku mojemu olbrzymiemu zaskoczeniu twórcy i twórczynie zrezygnowali kompletnie z kapitału, który przez kilka ostatnich lat stworzyli. Zamiast tego postawili na absolutnie absurdalne rozwiązania, widoczne na ekranie od napisów aż do sceny końcowej.

Wyszło tak, że nie wspomniałem w tym poście żadnego nazwiska ani imienia, co oznacza, że uniknąłem spoilerów. Nie taki był mój zamiar, ale myślę, że tak nieintencjonalnie skonstruowany post dowodzi tylko, że rzeczywiście nie jestem w stanie po pierwszym seansie - i to w dodatku tak niedawno odbytym - wdawać się w meandry przedstawionej historii, tak jak nie jestem w stanie poddać wnikliwej analizie losów poszczególnych postaci, ich użyteczności, a także sensów ich wystąpień (co tyczy się przynajmniej kilku). To wszystko także jest niezwykle istotne, ale wobec zasadniczej, fundamentalnej kwestii, którą stanowi ścieżka, jaką na zakończenie trylogii i sagi wybrano oraz ogólna jej spójność, a raczej w tym przypadku owej spójności brak, muszą te wszystkie wątki zejść na dalszy plan. Szczegółowo omówię to pewnie po świętach, mimo że już teraz wiem, że nie zmienię zdania w wielu kwestiach, a za te kilkanaście dni i kilka dodatkowych seansów moje wyczulone - mam wrażenie i nadzieję - oko wyłapie więcej niespójności, nielogiczności, absurdalności, niedopowiedzeń i niejasności. Na razie jestem poza tym niezdolny do wnikliwej analizy scen, rozwiązań, sposobów przedstawienia poszczególnych bohaterów ze względu na - z przykrością muszę to stwierdzić - ból egzystencjalny, jaki dostarczył mi ten epizod, i w którym trwam od wyjścia z sali kinowej. A wiąże się ten ból ze wszystkim tym, co powyżej napisałem i z masą innych kwestii (początek spoilera śmierć mojej ulubionej postaci z tej trylogii, czyli Bena, do tego tak nielogiczna i zupełnie niepotrzebna, tym bardziej mnie w ten stan wpędza koniec spoilera).

Niech Moc będzie z Wami.

Niszczyciel z działkami

Nie wiem czy ktoś już tutaj o tym wspomniał ale... gdzie niszczyciele mają swoje tarcze? Jak szybkie trafienie w działo powoduje eksplozję całego statku? Kto to zaprojektował? To tak jakby mieć najbardziej newralgiczny punkt całkowicie odsłonięty, jeden przypadkowy strzał i bum...

Re: Niszczyciel z działkami

Kwestię braku tarcz poruszono w samym filmie - było wyjaśnienie, że w atmosferze nie działają.

Co innego kwestia rozwalania całych niszczycieli po odstrzelenie działa.

Niemniej, SW to baśń - w niej wszystko jest możliwe

Re: Niszczyciel z działkami

Kurcze, musiało umknąć w takim razie. Ale w myśliwcach tarcze działają w atmosferze a w tych ogromnych niszczycielach nie? :O But why...

II seans

Efektu "wow" już nie ma, ale po drugim seansie wiem że film na pewno bardzo mi się podoba i jestem z niego bardzo zadowolony Blu-ray i DVD kupię na pewno, jak tylko się ukaże
Zasadniczo nie mogę się doczekać trzeciego seansu - a to już jutro podczas maratonu całej trylogii

kochajmy Gwiezdne wojny, tak szybko odchodzą

Nie będę się wypowiadał, szkoda mi słów na to by skomentować politykę chciwego Disneya, który całkowicie olał proces planowania tej trylogii. Ona w ogóle nie trzyma się kupy. Mam nadzieję że teraz wyciągną wnioski i mając w zapasie dodatkowe dwa lata, sklecą sensowną historię, która nie będzie parodiowała Oryginalnej trylogii.

Jedna scena mi się podobała, jedna... gdy widzimy retrospekcje, a w niej walkę Luke`a i Leii. To była jedyna rzecz dla której warto było ten film obejrzeć.

...

To trzeba zobaczyć jeszcze raz, żeby ocenić. Na teraz określam ten film najlepszy z najgorszych (czyli sequele). Czuję bardzo zmarnowany potencjał, bo mogło być o niebo lepiej. Mega podjarka Lando, co ta postać tam odwaliła to banan mi nie schodził przez długi czas.

Ale zakończenie takie niedokończone, a tak mówili, że to już koniec, ja myślę, że Rey i paczkę zobaczymy jeszcze (Oby)

Re: ...

Keran napisał:
ja myślę, że Rey i paczkę zobaczymy jeszcze (Oby)
-----------------------

[2]

Oby, oby, oby!!!

recka Zwierza

bezspoilerowa, więc dla tych co jeszcze przed
https://zpopk.pl/skywalker-odrodzenie-bez-spoilerow.html

Re: recka Zwierza

i spoilerowa, dla tych co trawią
https://zpopk.pl/skywalker-odrodzenie-spoilery.html

re

Kilka rzeczy za dużo.
1. początek spoilera po kiego Han koniec spoilera
2. Albo idziemy w rę albo we te.
3. początek spoilera Wedge mogłby mieć długi wątek, coś pokazać, doradzić, a nie 5 sekund na ekranie koniec spoilera.

I tyle. Lando mega, zwłaszcza ostatnia scena.

Re: "Skywalker. Odrodzenie" - recenzje

Ziemniaczane Pole trafione zatopione https://youtu.be/bePqwl0HKSs

Re: "Skywalker. Odrodzenie" - recenzje

Właśnie obejrzałem, masakra w ocenie filmu

Re: "Skywalker. Odrodzenie" - recenzje

Także recenzje dobrze znanych tubkowych wymiataczy, jak Tyron Magnus , są w podobnym klimacie jak powyżej

Re: "Skywalker. Odrodzenie" - recenzje

Mówiłem mu to już dawno ale nie chciał słuchać

Re: "Skywalker. Odrodzenie" - recenzje

Ziemniaczane Pole dalej zdegustowane https://youtu.be/7bIlfamAMf0

Poniekąd słusznie ale późno. O parę lat.

...

Byłem drugi raz, było jeszcze lepiej, fajny film

Hehe

Jakby kogoś interesowało, to Princess oceniła na 1. xD

Re: Hehe

Nie żartuj?! Nie podobało jej się odejście największego (wg niej) złola???? Niemożliwe, to pewnie przez ten pocałunek

Re: Hehe

Princess za samo to, że to dzieło Disneya, odejmuje 10 punktów na starcie.

Tera ja

Widziałem TROS w Belgii z francusko-niderlandzkimi napisami, i pierwsze co chciałbym skomentować, to że w Belgii KIBEL W KINIE JEST PŁATNY 40 euro centów! Skandal, zepsuło mi to seans. ;/

A tak na serio to... ok. Nie spodziewałem się arcydzieła. Wg mnie najlepszy z trzech, ale wciąż meh.

Najbardziej mnie boli, że ten film z łatwością mógłby być znacznie lepszy - wystarczy dodać takiego L. Kasdana jako jednego ze scenarzystów. Bo wydaje mi się, że scenarzyści TROS nie widzieli na oczy EU.

Okazuje się nagle, że Poe początek spoilera przed przystąpieniem do Resistance był przemytnikiem. Ale przecież dobrze wiemy, że był też pilotem NR. koniec spoilera Tak trudno wspomnieć o tym w filmie, żeby historia trzymała się kupy?
Albo taki początek spoilera Łedżu. Super! Naprawdę się cieszę, że się pojawił! Ale czemu nie ma żadnego dialogu ze swoim najlepszym uczniem, Poe? Czemu wydaje się obojętny na fakt, że przed chwilą zginął jego przybrany syn Snap? koniec spoilera
Serio, cieszę się, że przeczytałem Resistance Reborn, bo bez tego oceniałbym ten film o wiele gorzej. Pewnie, są w TROS fajne smaczki: początek spoilera głosy Jedi, Ghost, inne znajome statki... koniec spoilera Ale to wszystko zostało pewnie dodane w postprodukcji. xD Także praca scenarzystów pozostawia wiele do życzenia.

Ogólnie dużo rzeczy mi się podobało, trochę więcej rzeczy mi się nie podobało, ale "na nie" bardziej są detale, a "na tak" główna fabuła i przesłanie filmu. No nie wiem. Obejrzę jeszcze 2x i może będę miał bardziej skrystalizowaną opinię.

Hyperspace skipping ssie. Factory reset 3PO jest super.

Bazy aż się zarumienił jak początek spoilera Rey i Benek się całowali. koniec spoilera Byłem w innym kinie, mieście i kraju, ale widziałem.

BTW spustoszenie, jakie film posiał wśród fandomu... wow. Nie spodziewałem się tego. Myślałem, że Nuka będzie niepocieszona, ale nope - za to że mkn aż tak ciężko to przyjmie? Nie pomyślałbym. Parafrazując klasyka, "Trzymajcie się w tym Bastionie"!

Wedge

Byłbym nawet w stanie przyznać Ci rację jeśli chodzi o to, że rzeczywiście nie pokazano reakcji Wedge’a na śmierć - w istocie - jego przybranego syna, czyli Temmina. I nawet gdy pierwszy raz przeczytałem to zdanie w Twoim poście, to byłem na tę sytuację oburzony. Ale spójrzmy na to realistycznie: nie widział Wedge jego śmierci na własne oczy i nie miał obowiązku w toku dziania się podczas - co by nie mówić - dosyć dużej bitwy jej widzieć. Przecież nie jest użytkownikiem Mocy, żeby poprzez nią wyczuć czyjąś śmierć. Miał prawo, będąc zaangażowanym w walkę, nie spostrzec śmierci Snapa. I powiedziałbym nawet, że to słuszne rozwiązanie - gdyby nagle pokazano Antillesa przeżywającego śmierć Wexleya to mogłoby to wyjść po prostu sztucznie, a do tego rozbić by to mogło główną oś i ciągłość akcji na ekranie.

Natomiast co do przeszłości Poe, to pełna zgoda. Powinni zasugerować chociaż, że wcześniej był w wojsku Nowej Republiki. Tym niemniej jako że byłem wczoraj (czy w zasadzie już przedwczoraj) na maratonie całej trylogii sequeli, to mam świeżo w pamięci, że gdy Poe na początku akcji przedstawionej w TLJ skontaktował się z Huksem, to przedstawił się - co ciekawe - jako komandor Poe Dameron z Nowej Republiki, a nie z Ruchu Oporu, na co Hux przytomnie odparł, że Nowa Republika już nie istnieje (a jej wojska o wiele zresztą dłużej). Więc to przynajmniej nie jest tak, że przy tworzeniu filmów kompletnie zapomniano, że Poe był wcześniej w Nowej Republice i że w związku z tym jeden fakt żyje swoim życiem w obiegu pozafilmowym, podczas gdy w filmach nie zwraca się na niego uwagę nawet wtedy, gdy wręcz wypadałoby to zrobić, jak to często w wielu przypadkach w SW się działo. Chociaż trzeba przyjąć zasadę bardzo naciąganej i korzystnej dla utrzymania kanonicznego porządku i zgodności interpretacji słów Zorii, żeby stwierdzić, że akurat Abrams o tym pamiętał, albo w ogóle wręcz wiedział.

A co do tych skoków w nadprzestrzeń, to też pełna zgoda. Podobny level krindżu, co skoku Hana Sokołem w TFA z hangaru.


Niech Moc będzie z Wami.

Re: Tera ja

Update:
Po drugim seansie mam już jasno określone stanowisko, które jeszcze sobie potwierdziłem trzecim seansem.

Podoba mi się ten film dużo bardziej, niż mi się nie podoba. Naprawdę dobrze się to ogląda, czuję jakąśtam satysfakcję, jaram się informacjami z Visual Dictionary. Jasne, irytujące elementy wciąż tam są, ale nie skupiam się na nich.

Dobre Star Warsy.

Moja ocena

Film wizualnie spoko, git, fanom jakiś tam Avengersów by się spodobało, bo to poziom Avengersów.
Cała trylogia sequeli niestety pochodzi od Disney,
które upychają tak wszystkie elementy w filmach, że na końcu wychodzi, że jest naładowany każdym gatunkiem filmowym.
Jak kocham klasyczną trylogię, jak kocham prequele ,tak muszę to powiedzieć. Sequele to dno. Tolerowałem tę przebudzenie mocy, potem nadszedł czas na ostatni jedi, który wprowadził tyle głupot, no i myślałem, że gorzej się nie da. Brakowało tylko jakieś mega wielkiej z dupy wziętej armii i gościa, który może wszystko ale jednak zostanie zabity. NO I NIESTETY stało się, powstało Skywalker ODRODZENIE. Tę rytuały sithów to mi zryły tak łeb,że po seansie kminiłem czy ten Abrams jakiś halucynek nie nażarł się, że nakręcił takie g*wno.Ja rozumiem, że moje ulubione star warsy miały takie dziwne elementy w uniwersum ale były one pokazane w ksiązkach,komiksach, a nie w filmach, które przyjemnie mi się oglądało.
2/10 oceniam ten film, tylko dlatego, że podoba mi się pochodzenie Rey.
aaa moc to oni tak zepsuli.. niech spieprzają i niech nie robią filmów z uniwersum Gwiezdnych wojen. No chyba, że powróci sam George Lucas lub reżyserem zostanie gość od Rogue One.

Sleemo

Sleemo, znana wszystkim wierna fanka i dostarczycielka starwarsowych newsów właśnie wyszła z seansu TROS.
Oto co ma do przekazania:
https://twitter.com/sleemo_/status/1207822783012655104

Re: Sleemo

Nie znam typiary.

Re: Sleemo

https://sleemo.com/ + konto na twitterze zawsze miała najszybciej różne newsy, wywiady itp. Często cytowana jako źródło na starwarsowym reddicie.

Re: Sleemo

Po jakiemu to?

Re: Sleemo

Kropka - spacja, czyli morsem, ale zaszyfrowane

Re: Sleemo

Po prostu ją zatkało.

Ohtze

Natomiast konto Ohtze jest dobrym miejscem do zapoznania się z przeglądem opinii reylo-fandomu.

https://twitter.com/Ohtze_O

W każdym razie tych bez przekleństw i gróźb karalnych.

Lepsze niż finał GoT, gorsze niż finał MCU

No to mamy trzy największe zjawiska w popkulturze zakończone. Jak wypały? Endgame>TROS>GoT

Tyle już zostało napisane w tych recenzjach, że opinie praktycznie się powielają. Z jednej strony film jest zrobiony tak, żeby jakieś tam pozytywne emocje wywołać i sprawić wrażenie pięknego i udanego, ale w rzeczywistości każdy lekko chociaż obyty w kinematografii człowiek wie, że to była zła robota filmowa i zła gwiezdnowojenna robota, przynajmniej w części.

-1. Powrotu Imperatora nie akceptuje. To jest nagłe wrzucenie villaina i jego z dupy armii do całkiem ciekawego wątku jakim był FO i Snoke z TFA i TLJ. Nie jest to nawet wyjaśnione a sam performance tej postaci jest groteskowy i taki superhero w złym/kiczowatym znaczeniu. Na poziomie Imperatora z ROTS a nie z ROTJ.

-2. Zapierdzielanie filmu na łeb na szyję. Nic nie wybrzmiewa, nie ma głębi, eksploracji relacji między bohaterami, generalnie panuje chaos i odhaczanie kolejnych punktów fabularnych.

-3. Rozczarowały mnie zarówno główna bitwa jak i walki na miecze a bardzo na to liczyłem; że będzie tutaj miód. Niestety bitwa bez pomysłu (Scarif nadal rządzi) i jakaś taka wizualnie zamulona. Wolałbym, żeby była w kosmosie, po prostu. Walki na miecze z kolei takie bez ładunku emocjonalnego, co jakiś czas tam sobie powalczyli i tyle. To co było w TFA i TLJ jest o dużo lepsze bo tam to było w jednym, konkretnym momencie, na to się czekało i miało to swój klimat. w TROS jest niestety nijakość.

-4. Dużo cringu i kiczu. Byłem zażenowany że SW stały się takim gorszego sortu filmem superhero. W takim 7 odc Mandalorianina, który przywrócił mi wiarę w ten serial są moje Gwiezdne Wojny a nie jakieś strzelanie piorunami we flotę i kreskówkowe pojedynki dobrych ze złymi.

-5. Czas trwania i mnogość wątków. Gdyby to rozłożyć na 4 godziny, 2 filmy to może dałoby się coś sensownego powiedzieć. Tak mamy mission impossible i efekty widać jak na dłoni.

+/-6 Wracanie do motywów z TFA; np. rycerze Ren i tego typu rzeczy. To takie szczęście w nieszczęściu. Niemniej jednak sam motyw naprawiania po TLJ i tych kierunków w których miały iść wątki jest jakimś nieporozumieniem. Widać to znowu, bardzo wyraźnie i niestety trylogia na tym sporo straciła. Generalnie to ST nic praktycznie nie zmienia i nie ma większego znaczenia w universum SW.


+1. Były momenty. Najbardziej mi się podobało zakończenie; autentycznie się wzruszyłem ostatnią sceną i przypuszczałem, że jeśli film ma taki tytuł to tak musi to wyglądać. Spełnione oczekiwania. Wątki Kylo i Rey też nawet spoko, ale nie zawsze wszystkie sceny zadziałały. Pocałunek wywoływał raczej facepalm. Niemniej jednak było ogólnie sporo fajnych momentów, które każdy fan SW doceni. Jak np humor C-3P0 czy Chewie. Chewi generalnie w każdym filmie na propsie

Ogólnie uważam, że jest to film gorszy od TFA i TLJ . Jak widać Disneyowi wychodzą projekty spin-offowe, typu R1, Solo czy Fallen Order, ale z trylogią to nie udźwignęli zadania kompletnie. Tu trzeba było większego geniusza, który by pilnował całości. Wyszło na poziomie finału Got, choć pewnie trochę lepiej. Do poziomu Endgame nie ma jednak startu. Jak ktoś zamierza hejtować Marvela, to niech sobie daruje już na starcie. To jest generalnie inna liga, może i niższa, ale w tej lidzie udało się osiągnąć pełny sukces ostatnimi dwoma filmami. Bo właśnie tak to trzeba traktować. Infinity War i Endgame jako całość. Gdyby tak samo zrobili ze SW, czyli 4 godziny na finał, tak jak już pisałem może byłoby to lepsze. Poza tym Marvel pokazał, że tam da się satysfakcjonująco zamknąć 22 filmy i zrobić podwójny mega udany finał, w przeciwieństwie do SW, gdzie TROS w żaden sposób nie podsumowuje wszystkich trylogii. Myślę, że to po części specyfika czasu tworzenia uniwersum. MCU było na bieżąco od 10 lat i im bliżej końca tym dostawaliśmy lepsze filmy a te od braci Russo były z najwyższej półki. Dziwne jest też to, że SW próbowało być Marvelem marvelizując ten świat ale to właśnie nie wyszło. Takie rzeczy tylko w świecie filmów superbohaterskich. SW tak jak to kiedyś pisałem powinno skręcać w stronę bardziej realistycznej space opery.
Jeszcze luźna myśl na koniec. Moment w którym pojawia się zajebiście duża flota/zbieranina statków ruchu oporu jest totalnie z dupy. Nic nawet nie zapowiadało, że takie coś jest potencjalnie możliwe. Bardzo podobną scenę mamy w Endgame, gdzie wraca armia bohaterów, tyle że tam to było miodzio wykonane, wyczekiwane i ogólnie najlepszy moment filmu, Avengers Assemble. W TROS jakoś niespecjalnie czułem emocje, raczej WTF? To już myślałem, że Wedge będzie tutaj dowodził jakąś eskadrą, a Wedge`a było 1 sek.

Na moim seansie nie włączyli efektu 3D przez pierwsze 5 min więc kompletnie wybity z rytmu nie przeczytałem napisów początkowych i nie obejrzałem pierwszej sceny w której ponoć jakoś wyjaśnili Snoke`a Dalej nie wiem kim on był Jedno jest pewne, w weekend muszę zobaczyć to jeszcze raz. Jak to zwykle bywa z czasem, mając już obniżone standardy i oczekiwania może film spodoba mi się bardziej i pewnie jako fan SW na swój sposób go pokocham .

5/10

Pozytywne zaskoczenie

No dobra, już ochłonąłem, byłem na drugim seansie.

Dałbym solidne 7+/10

Dlaczego? Bo to film dla fanów. Ewidentnie skrojony pod miłośników kanonu starego i nowego, podejrzewam, że robili sondaże i analizy na podstawie narzekań fanów, stworzyli taką listę życzeń fandomu i na jej podstawie pisali scenariusz. W dodatku J.J. Abrams za punkt honoru postanowił wrócić do swojej wizji gwiezdnych wojen i pewne sceny, wydarzenia z TLJ prostuje dosłownie kosmicznym walcem. Może i darzą się szacunkiem z Johnsonem, może w oficjalnych wywiadach prasowych życzą sobie jak najlepiej ... ale za ileś tam lat padną bomby prawdy w jakiejś biografii albo tweet`cie. Ileż tu mamy pstryczków w nos! Rose jest może 3 minuty (+), Kylo przeprasza się z hełmem i z Rycerzami Ren (+++), fajnie tłumaczą znaczenie Snooke`a a raczej jego brak(++), nikt tym razem nie wyrzuca miecza z pogardą, wprost przeciwnie (+++PLUS+++), "manewr Holdo" jest tłumaczony jako niemożliwy do powtórzenia i podejrzewam, że nowy kanon wytłumaczy jego możliwe działanie tą aparaturą śledzącą w nadprzestrzeni, tak czy inaczej, ktoś w LucasFilm zauważył jak kosmicznie głupie to było.(turbo-kosmiczny-PLUS-)

Podobała mi się magia i alchemia w tym filmie, wolę jak Gwiezdne Wojny są space operą, bliższą fantasy, tu mamy sporo zapomnianych technologii, jakiś mistycznych zaklęć, zapomniane kulty, świątynie, pełne szeptów i błyskawic rodem z Mordoru, Rycerze Ren aż się proszą o jakiś spin-off gdzie będą zmuszeni zanieść artefakt Sithów do wulkanu z lawą, nawet wyglądają jak cywilizowani Uruk-Hai.

Teraz grube spoilery, co mi się spodobała a na co wielu fanów kręci nosem:

Rey

Rey Palpatine - jej pochodzenie znakomicie tłumaczy jej zdolności i umiejętności, wnuczka jednego z najpotężniejszych Sithów, co prawda dialog z Kylo Renem zdradzający jej nazwisko jest kuriozalny, istny retcon tego co Ben mówił w poprzedniej części, ale wolę, jak swe moce zawdzięcza genom, pochodzeniu a nie ślepemu losowi i motywowi wybrańca.

Palpatine

Za krótko, za szybko ale z werwą - gnijący upiór, otoczony kultystami i probówkami z nieudanymi Snooke`ami (?), (może próbował klonować mistrzów Jedi?), stosuje zaklęcia transferu manifestacji w mocy jak Darth Bane, dla fanów legend - ZŁOTO i fajna wariacja tego co znaliśmy z Dark Empire - to jeden z moich ulubionych komiksów, tam też jest sporo głupot i wielkich wybuchów, wielu fanów nie przepadało za tą historią co również teraz rzutuje na ich oceny filmu.

Co mnie najbardziej poirytowało, trzy rzeczy:

1.Flota Imperatora - pojawia się na 5 minut, równie szybko wybucha, jakoś tam wytłumaczyli realną możliwość jej zniszczenia, może kanon jakoś dopowie jej dalsze losy bo nie wierzę by wszystkie Niszczyciele uległy zniszczeniu, a co z flotą Nowego Porządku? Serio, każdy Niszczyciel Imperatora był w stanie rozsadzić planetę? Nie wystarczył promień dający efekt zbliżony do tego z Łotra Jeden, gdzie zdetonowali Jehde? Trzeba od razu popadać w taką przerysowaną megalomanię? Dobrze chociaż, że laser ten był bardzo podatny na atak. Ale walka zbieraniny ruchu oporu z tą armadą jest za krótka.

2."Teleportacja" przedmiotów w czasie połączenia umysłów Rey i Kylo - fajnie to zagrało w scenach walk ... ale jakoś to przenoszenie materialnych rzeczy do mnie nie przemawia, myślałem, że to jakaś autosugestia, manifestacja mocy albo wizualizacja tego co sobie wyobrażają ... do momentu, gdy Kylo zanosi medalion, który zerwał Rey z drugiego końca galaktyki do swojej Pani oficer w celu ekspertyzy.

3. Te błyskawiczne skoki w hiperprzestrzeń Sokołem - co za durnota, w dodatku wbijają się takim skokiem już do atmosfery, tłumaczą to rozregulowanym kompensatorem z Epizodu VII, nie mam słów, tłumaczę to sobie jakoś błyskawicznym montażem filmu, gdzie nie pokazano jak Sokół kilka minut wykonuje obliczenia potrzebne do skoku XD

I co bardzo mi się rzuciło w oczy - zdecydowanie mało humoru w tym filmie jest - co zaliczam na plus.

Te 57-59 na Rotten Tomatoo to gruba przesada, ale rozumiem tak skrajne oceny. Odbiór uzależniony jest od osobistych preferencji fana bo sam film stara się zadowolić cały fandom co jest niewykonalne bo gusta fanów to największe przekleństwo tego bizensu, czego i ja jestem najlepszym przykładem.

Liczę teraz na solidne eksploatownie nowego kanonu bo można tu opowiedzieć dziesiątki świetnych historii. Miałbym niezły ubaw, gdyby przez najbliższe lata opisywano dalsze losy bohaterów i ich zmagania z resztkami Imperium i Nowego Porządku.

Re: Pozytywne zaskoczenie

cwany-lis napisał:
3. Te błyskawiczne skoki w hiperprzestrzeń Sokołem - co za durnota
-----------------------

Może ten cykl skoków był obliczony o wiele wcześniej, kursy przechowywane w pamięci komputera Sokoła i tylko wykonywane pstryk pstryk pstryk? Mi się ta scena podobała, taki szalony klimat jakiegoś przestępczego skoku (heistu).

Re: Pozytywne zaskoczenie

No jakoś to można wytłumaczyć, tylko jakim cudem oni skaczą bezpośrednio w atmosferę planety? A zresztą, może to nawet nie była atmosfera tylko okolice stacji przekaźnikowej, nieważne. Obeszli kompensator

Re: "Skywalker. Odrodzenie" - recenzje

Posłuchajcie pitolenia zawodowego krytyka. Przez 6 minut kłapie paszcza o tym, jaki jest mądry. https://youtu.be/4cCVGU2N_Uc

Re: "Skywalker. Odrodzenie" - recenzje

Kurde, film widziałem już trzy razy. Po pierwszym seansie super! Za drugim miałem uwagi. Teraz znowu uważam ten film za super. Co jest ze mną nie tak? Też tak macie?

Dzisiaj jestem neofitą

Miałem sporo obaw co do tej produkcji. Dużo spoilerów przed seansem nie miałem, a te, które miałem optymizmem nie napawały, ALE to przecież wciąż "Star Wars", obejrzeć trzeba, szczególnie, że słyszałem, że recenzje są raczej pozytywne.

Wykorzystałem więc wolne, ale niestety w godzinach interesujących mnie była tylko wersja z dubbingiem, czyli trochę słabo... choć z drugiej strony całe dzieciństwo spędziłem oglądając dubbingowane prequele i mi się podobało, więc w sumie co mogłoby pójść nie tak (poza tym najwyżej miałbym wymówkę by pójść do kina ponownie na napisy )

Zamiar ten wyparował doszczętnie już po około piętnastu minutach seansu. Wtedy już wiedziałem, że nawet gdyby to była wersja, w której głos pod Rey podkładałaby moja ukochana seiyu Yuuki Aoi w szczytowej formie, to dalej film byłby nie do odratowania. Logika leży i kwiczy jeszcze bardziej niż w obu poprzednich częściach razem wziętych. Tempo akcji tak zawrotne, że trudno się połapać, 80% filmu to sceny walki i efekty specjalne, w tym sceny rodem z jakiegoś Bollywoodu czy kina chińskiego, jak ta z przecięciem skrzydła myśliwca. Co się zaś tyczy fabuły, odniosłem wrażenie, jakby Abrams celowo wybrał sobie największe głupoty z EU w postaci odrodzonego Palpatine`a i jego wnuczki, i połączył z najgłupszymi a zarazem najbardziej popularnymi koncepcjami z fandomów (Reylo, Rey Palpatine, flota niszczycieli - gwiazd śmierci). Serio, brakowało już tylko myślących kryształów i duszy dawnej Jedi uwięzionej w statku . Ben/Kylo okazał się emocjonalnym trzynastolatkiem, który gdyby nie zdechł to pewnie za rok odciąłby się w ogóle od Mocy, a za dwa dołączył do armii Yuuzhan Vongów w Odległych Rubieżach, co w porównaniu z tym co widzieliśmy w filmie wcale nie wydaje się takie absurdalne. Hux - jedyna faktycznie oryginalna postać sequeli i moim zdaniem mająca spory potencjał, sprowadzona została do "kopnę Kylo w cztery litery bo go nie lubię". Do samego końca łudziłem się, że Chewbacca jednak wykituje, przynajmniej będzie jakiś dobry plot twist, ale nie, lepiej jechać dalej sztampę, mimo, że ten wookie i tak nic nie robił przez cały film. Najbardziej w sumie podobała mi się końcówka, przypuszczalnie dlatego, że mój mózg miał już chyba dość myślenia, a co za tym idzie szkalowania wszystkiego jak leci. I może faktycznie taki jest klucz to czerpania przyjemności z tego filmu - po prostu nie myśleć

Wyszedłem z kina czując się, jakbym właśnie obejrzał dwa ostatnie odcinki GoT hurtem - zażenowany do granic i ogólnie z niechęcią do życia. Przynajmniej cieszę się, że dopiero jedenasty film z serii stał się dla mnie okazją do zostania hejterem filmu spod znaku Star Wars, co się w końcu stać musiało. Obym następnym razem idąc do kina na nowy film z mojej ulubionej serii miał odczucia wręcz odwrotne

2/10, pozytywy też w sumie jakieś chyba są...

kumpel

wyszedł z pierwszego seansu i napisał "jestem szczęśliwy"

razem byliśmy rozczarowani po TPM, tak samo byliśmy zachwyceni po TFA i TLJ

w sumie bardziej się cieszę że mu się podobało, niż niepokoję, że się różnimy w pierwszym odczuciu

9\10

Bo nie mam za bardzo do czego się przyp*erdolić. A ja jestem czepialska. Może poza ganianiem się z gałami przez nadprzestrzeń.
Siedziałam jak zaczarowana i było mi żal, że to już koniec.

Ben

Zaznaczam dużymi literami, żeby nikt nie miał pretensji - SPOILERY będą i nie będę ich ukrywać, bo mi się nie chce co chwilę wklepywać, także ostrzeżeni jesteście.

Powiedzmy, że nie najlepiej zniosłam potwierdzenie przecieków, a noc z 17 na 18 grudnia była istnym koszmarem. Sam seans był przygnębiającym wydarzeniem, ale jakoś po mnie spłynął, bo wiedziałam, co ma nastąpić, a poza tym zwyczajnie mnie wynudził. Wieszałam już JJa, KK i Igera za ten produkt filmopodobny i za to, co JJ zrobił tam w zasadzie z każdą z postaci, a szczególnie z jedną, wiadomo którą. Później na spokojnie obejrzałam wszystkie ważniejsze sceny z Benem, nie musząc być co chwilę rozpraszaną nagłymi zmianami planet czy wygłupami trio. No i, mimo, że nie wszystko, co z nim zrobili mi się podoba, to jedna rzecz im wyszła perfekcyjnie, a mianowicie jego finał. I w zasadzie po uświadomieniu sobie tego nie mam absolutnie żadnego problemu z jego śmiercią, bo przypadła w najlepszych możliwych okolicznościach i momencie. I po TROS nie mam wątpliwości, że to była jego trylogia, tylko opowiedziana z perspektywy innej osoby.

Teraz odnoszę wrażenie, że oddanie życia za ukochaną było tym elementem, o którym Driver wspominał, gdy JJ proponował mu rolę i to o tym wiedział od początku. To się też wpisuje w jego słowa o tym, że Kylo kończy inaczej niż Vader, co jest słuszne. Mam nadzieję, że w jakimś wywiadzie rozwieje wątpliwości co do tego. Dlaczego to zakończenie jest idealne? Otóż doskonale łączy się z Anidalą z PT, jak i z pokonaniem Sidiousa w OT, dopełniając i ostatecznie domykając tamte wątki, bez wymazywania znaczenia wydarzeń, które tam miały miejsce. Czego chciał Kylo Ren? Dokończyć dzieło dziadka, za które uważał zostanie nowym Imperatorem. Wiemy, że to była manipulacja Palpatine`a, ale mimo to dokończył to, czego nie dokonał tamten, choć nie tak to sobie wyobrażał, czyli uchronił ukochaną od śmierci. Ja w tym widzę tę wspominaną tyle razy przez reylo fandom odwróconą Anidalę: Anakin chciał uratować ukochaną, ale zwiodła go zaborcza miłość, która popchnęła go w ds, w efekcie żona umarła, ale on przeżył. Tym razem bezwarunkowa miłość ocaliła wybrankę, ale miało to swoją cenę, o której wiedział od początku, ale bez zawahania był gotów ją zapłacić. Anidala została zatem "uzdrowiona". No i dwa - był kluczowy przy ostatecznym (choć czy tu można mieć pewność?xD) pozbyciu się Sidiousa. Wiele osób narzeka, że mogli im dać razem go zgładzić, ja też tak na początku sądziłam i byłam zła na tę decyzję, ale już nie jestem. Rey może i robi spektakularną rozwałkę, ale nie miałaby szansy na to, gdyby Ben się nie pojawił. Zwycięstwo bez niego nie byłoby możliwe. Galaktyka go i tak zapamięta jako zbrodniarza, tak jak Vadera, ale my wiemy, że jego wkład był kluczowy. Nie było zatem lepszego momentu do uśmiercenia go, bo nie ma lepszej historii, którą by ta śmierć mogła podsumować i zakończyć, historii, która jest tak związana ze wszystkimi filmami SW. I m. in. dlatego to jest jego trylogia. Można sobie wyobrazić inne scenariusze, gdzie ginie, ale czy jest jakiś z większą siłą rażenia? Chyba nie. To jest odejście na miarę Luke`a, które uważałam zawsze za doskonałe. On w ostatniej chwili pozałatwiał niedokończone sprawy rodzinne, dał nadzieję Galaktyce, odszedł spełniony w spokoju. Ben pomaga uratować Galaktykę, metaforycznie rozprawia się z ojcobójstwem i jedna z ojcem, oddaje wybrance życie w darze, by w końcu mogła mieć rodzinę, której zawsze pragnęła (tu przy okazji Rey odnajduje swoją rodzinę, do której zawsze tak chciała wrócić, ale nie dzieje się to tak, jak się tego spodziewała, co jest podobne do tego, jak Ben dokończył dzieło dziadka nie tak, jak się spodziewał), bo raczej będzie ją mieć, sądząc po powłóczystym spojrzeniu, które rzuciła małym obcym. Odchodzi na własnych warunkach, spokojny, szczęśliwy, kochany i przez Rey, i przez matkę, z którą jeszcze symbolicznie na końcu łączy się w Mocy, odchodzi, rozliczony z dziedzictwem przodków, nie jako Skywalker, nie jako Solo, po prostu jako Ben, wolny od manipulatorów, od spełniania czyichś oczekiwań, po prostu człowiek wolny. Dodając do tego, że Rey ma pochodzenie związane z postacią, która krzywdziła jego rodzinę od zawsze i nie ma z tym kompletnie żadnego problemu (nadal uważam jej pochodzenie za kuriozum, które nie powinno mieć miejsca i które psuje do cna jej postać, ale w tym konkretnym przypadku to dodaje historii). Naprawdę, mogło być gorzej, tak mi się wydaje, a dostaliśmy przepiękną śmierć. Obawiałam się, że poświęcenie za ukochaną będzie punktem zwrotnym, które popchnie go ku ls, na szczęście dobrze z tego wybrnięto i zwrotkę zrobił wcześniej. Obawiałam się jednostronnego reylo, ale jakimś cudem do tego nie doszło, choć niektórzy i tak tam widzą przyjacielski pocałunek. Hm, ok.

W tym finale Ben w końcu dokonuje właściwego wyboru. W trzech filmach stawał trzy razy w takich sytuacjach, które były punktami zwrotnymi dla niego i najważniejszymi momentami tych epizodów. Żadna z postaci nie miała takich dylematów. W pierwszym dokonał kluczowego wyboru, by zabić ojca, co było najgorszym jego uczynkiem w trylogii, a mimo to nie umocniło go to w ds definitywnie, lecz przeciwnie - od tego momentu stopniowo piął się. W TLJ dokonał wyboru w sali tronowej, ale nie był on podszyty wyłącznie dobrymi intencjami, lecz także chęcią władzy - błędnym wyobrażeniem o dokończeniu dzieła dziadka. W TROS jego wybór wynika wyłącznie ze szlachetnych pobudek, jest wyzbyty jakiejkolwiek agresji, która miała miejsce w przypadku poprzednich, wzorcowy przykład tego, co uczyniłby Jedi. Jestem wdzięczna JJ`owi, że nie zrobił z jego wątku parodii, jak w przypadku innych bohaterów, z Rey łącznie. W zasadzie od TFA miałam przeczucie, że zabicie ojca to za dużo dla publiczności, żeby dać mu przeżyć, mimo, że nie popchnęło go to na samo dno. Obawiałam się, że jeśli dadzą mu przeżyć to odkręcą tą sytuację, bo to warunek konieczny, a z tym nigdy nie było mi po drodze, bo to zwyczajnie byłoby jak słabe zagranie ze słabego filmu. No i fajnie, że bohater jest niedoskonały i popełnia ogromne błędy, tym bardziej mu się kibicuje. Na szczęście tego nie zrobił, choć pasowałoby to do poziomu filmu. Tak samo pasowałoby jakieś wskrzeszanie jednego przez drugie. Nigdy nie byłam zwolenniczką tej idei. Po pierwsze, istniała obawa, że może być to zbyt łatwe, co groziło powtórzeniem sytuacji w przyszłości. Po drugie, gdyby już wskrzeszony wskrzesił wskrzeszającego go to odebrało by to wagi czynu tego ostatniego. Gdyby z jakiegoś powodu Rey w finale wróciła Bena z martwych lub zrobiłoby to kółeczko duchów Mocy, przy okazji dorzucając masę ekspozycji dla publiczności, której trzeba tłumaczyć dlaczego tak można - no, nie. Oszczędzono nam na szczęście w tym wątku takich niespodzianek, które sprowadziłyby to do fanfilmu. Tak mamy klarowną sytuację, że wskrzeszanie łatwe nie jest i wybór Bena dużo waży.

Pisząc o finale Bena nie mogę nie napisać o Driverze. Podobał mi się od samego początku, ale to, jak zagrał w TROS nawróconego wyzwoliło we mnie kolejne pokłady uczuć do jego bohatera. Przed seansem miałam obawy odnośnie czasu ekranowego i tego, że ma tak bardzo mało kwestii, co mnie niezmiernie dziwiło. Czasu ekranowego miał za mało i mógł on być lepiej spożytkowany nawet, natomiast wszystko z nim, co się działo na Exogol było rewelacyjne, a decyzja, żeby dać mu tam grać wszystkim czym ma, lecz bez słów to strzał w dziesiątkę. Driver mówił, że jest w TROS moment, w którym widzimy prawdziwego Bena, że nie jest to w tekście, lecz, że ma nadzieję, że publika to odczuje. Już wiemy, o który moment chodzi. I tak, odczułam na tyle, że mój ulubiony moment z filmowych SW ogółem znajduje się w najgorszym filmie SW. Tyle Driver daje sequelom. Od momentu, gdy wdrapuje się do Rey do swojej śmierci nie mówi ani jednego słowa (nie mam pewności, czy on mówi w ogóle cokolwiek, gdy znajduje się drugi raz na Exogol; jeśli nie mówi to jeszcze lepiej), dodatkowo Daisy też tylko wypowiada tak znamienne "Ben" i nic ponadto. Gdy w końcu dociera do Rey widać wszystko na jego twarzy i w gestach - rozpacz, moment, gdy podejmuje decyzję, pożegnanie, zdziwienie, niepewność, spełnienie, radość. I na szczęście w tym momencie Daisy też daje radę. JJ chyba potrafi z niej więcej wykrzesać niż Rian, bo u tego drugiego w TLJ momentami była drewnem, szczególnie, gdy w scenach nie było AD, ale też się jej zdarzało. Nie zepsuli tego momentu żadnymi słabymi dialogami, w sumie czasu nie było, ale mogliby to zrobić. Wyszło przepięknie, chyba nie mogłabym sobie tego lepiej wyobrazić. Było warto przebrnąć przez tego kloca, żeby dostać taką scenę. A SW życzę, żeby jeszcze kiedyś tak trafili z castingiem i żeby każdy aktor dawał tyle wartości dodanej, co Driver w tym przypadku. Dla mnie bez wątpienia najlepsza rola we wszystkich SW. W sequelach jeszcze błysnął Hamill w TLJ, ale poza tym nikt się nie zbliżył.

Przyszedł moment, żeby napisać co mi ostatecznie nie pasowało. Przede wszystkim zwalanie wielu rzeczy na "głosy w głowie" i manipulację innych jest zbytnim uproszczeniem postaci. Wydaje mi się, że mieli aktora, z którego możnaby wyciągnąć jeszcze więcej i napisać dla niego coś mniej oczywistego. Być może za dużo chcę od SW, gdzie uproszczenia są konieczne. Kompletne praktycznie wyrzucenie TLJ do kosza przez: niepokazanie prawdy w Akademii i wrzucenie tego do komiksu, kompletne olanie wątku Mocy, z którym po TLJ mogli zaszaleć, ale woleli pójść w tanie fajerwerki (a ja głupia nawet fantazjowałam o jakichś grey Jedi, echh), zbyt długie antagonizowanie reylo, z którego nic nie wynika poza tym, że Rey dowiaduje się o pokrewieństwie, pozostawienie wielu pytań po TLJ - wizje w chacie, częściowo wizja Rey z TFA (choć może pozostawienie tego do interpretacji to nie do końca wada? Nie wiem). O Rey też muszę wspomnieć, ale tylko pokrótce. Tę postać polubiłam już po pierwszych trailerach TFA za fajną energię z niej bijącą, wydawała się takim drugim Luke`iem. No i w TFA zwyczajnie mi podpasowała. W TLJ zaczęła mnie intrygować, jej rozterki w końcu stawały się dla mnie jaśniejsze i ciekawsze. Niestety, po TROS ta bohaterka jest mi całkowicie obojętna. Zniszczyli we mnie jakąkolwiek do niej sympatię jej pokrewieństwem, które kłóci się z narracją, która była budowana wokół niej. W zasadzie była po to, żeby pogrzebać wszystkich Skywalkerów na dobre (może Ben w jakiś sposób w niej przetrwał, ale nie wiem jak działa ta diada Mocy). Jest mi przykro z tego powodu, bo po TLJ przestałam lubić Finna, mojego trzeciego ulubionego, po Kylo i Rey, bohatera z TFA.

Ostatecznie z TROS będę pamiętać tylko wątek Bena, który jakoś jednak się obronił w tym festiwalu żenady. I tak, jak bardzo początkowo wydawał mi się zły, tak teraz mogę napisać, że jestem szczęśliwa z takiego obrotu spraw. Cieszę się, że to, co już widziałam od TFA nie było złudzeniem i że JJ, mimo potencjalnej krytyki ze strony fandomu, nie zabrał mi tego. To była jedna z najfajniejszych przygód z fikcyjnym bohaterem, jaką dane mi było przeżyć i za to jestem wdzięczna tym nowym SW.

Re: Ben

Nie wiem dlaczego Ani.*, a nie Ami.*, ale za resztę dziękuję. ~

Re: Ben

Anidala = Anakin + Amidala

Re: Ben

To o to chodziło. Nie skumałam, dzięki xDDD

Re: Ben

Dzięki. ~

Bardziej czytelne byłoby prawidłowe Padakin. ~

Re: Ben

Ja na temat wątku Rey i Bena mam inne zdanie (możesz przeczytać tu: http://www.star-wars.pl/Forum/Temat/23796#767594 ). Ale rozumiem Twój punkt widzenia. Ja liczyłam na trochę większy happy end, może faktycznie powinno być tak jak mówisz... Ale mimo wszystko mam do tego wątku jeden żal- Ben umiera, Rey w pierwszej chwili to przeżywa... Ale co się dzieje potem? Wraca do bazy jakby nic się nie stało, nie widać po niej smutku ani żalu, a scena na Tatooin... Pojawiają się duchy Luka i Lei, Rey robi im symboliczny pogrzeb, a gdzie w tym Ben? Pominę fakt, że powinien co najmniej pojawić się z nimi, jeżeli nie tylko on jeden. Rey w żaden sposób nie pokazuje, ze o nim pamięta- żadnej pamiątki, wspomnienia- kompletnie nic. Parafrazując klasyk- umarł, to umarł i na *** drążyć temat... To mnie tak ubodło, że w tak symbolicznej końcówce o nim zapomniano...

Re: Ben

Moja córka kompletnie nie rozumiała mojej rozpaczy dopóki nie przypomniałam jej tygodniowej histerii po Gamorze

Re: Ben

Trzeba przyznać, że zaangażowanie Drivera to był strzał w dziesiątkę i teraz tym wszystkim, którzy na nim wieszali psy po TFA, powinno być głupio Stworzył on jedną z lepszych kreacji w całej sadze o już tylko z tego powodu trochę żal, że go więcej w tej roli nie zobaczymy. No ale skoro Adam twierdził, że od poczatku wiedział jaki los czeka Kylo, to widać taki był plan na jego postać i przynajmniej scena poświęcenia nie była kiczowata czy coś.
Na prawdę szkoda, że nie zrobiono podwójnego finału jak w Avegers, bo byłoby więcej czasu na wybrzmienie pewnych kwestii lub rozwinięcie innych lub chociaż wyjaśnienie powrotu Palpiego. Ba, nawet nie zobaczyliśmy za bardzo jak wyglądał FO pod rządami nowego Najwyższego Wodza - szkoda.

Re: Ben

Jejku, ale to naprawdę jest pięknie napisane i po tym już inaczej odbieram całą ST.

Więcej może jutro, jak się uda, ale dla mnie moment, gdy Ben (bo to juz jest Ben) wyrzuca miecz jest jedną z najlepszych scen w całym SW. I potem, gdy ma 1001 opcji do wyboru, leci na Exogol, całkowicie bezbronny.

Przy czym, dla mnie ST to jednak - mimo Palpka - dobry epizod.

Re: Ben

Finster Vater napisał:
moment, gdy Ben (bo to juz jest Ben) wyrzuca miecz jest jedną z najlepszych scen w całym SW. I potem, gdy ma 1001 opcji do wyboru, leci na Exogol, całkowicie bezbronny.
-----------------------

I w koszulince, bez żadnych złowieszczych pelerynek I strzela z blastera jak tata

Re: Ben

Dziękuje Ci Evening Star, podpisuje się pod wszystkim co napisałaś na temat Bena Solo. Jest to moja druga ulubiona postać ze SW (na 1 oczywiście Anakin/Vader) i było mi bardzo przykro, że odszedł. Ale teraz? Twój monolog rzucił mi na jego smierć i czyn zupełnie nowy wymiar mimo trzech seansów potrzebowałem kogoś kto mi wyjaśni „dlaczego tak się stało”.

Jedyny zarzut to brak jego Ducha w finale, ale mam małą teorie dlaczego go nie było, otóż jego duch kiedy przekazał swoją Moc Rey żyje w niej, a druga część żyje w jego matce toteż Rey póki żyje nie może zobaczyć ducha Bena; tak to się tłumaczy, bo Abrams chyba nie jest takim idiotom żeby olać w ostatniej scenie najlepszą postać w ST.

I tak jak ktoś wyżej napisał, jedna z najlepszych scen w całej sadze i na pewno najlepsza w tym filmie i ST to oczywiście moment gdy umiera Kylo Ren i wraca Ben. Znakomity, wzruszajacy dialog ojca z synem, gdy Ben chce przeprosić, powiedzieć że żałuje zaczyna „Tato” a Han odpowiada mu „Wiem” - mistrzostwo, dla tej sceny wybaczam wszystko co złe w tym filmie. Przy drugim czy trzecim seansie zauważyłem też coś jeszcze; wcześniej o tym nie myślałem. Otóż Kylo Ren umiera dokładnie w tym samym miejscu gdzie umarł Darth Vader, czyli Death Star II.

Niech Moc Będzie z Tobą!

Re: Ben

Tak to sobie tłumacze *

Re: Ben

Gracu999 napisał:
Otóż Kylo Ren umiera dokładnie w tym samym miejscu gdzie umarł Darth Vader, czyli Death Star II.
-----------------------



A ostatnie słowo, które Ben wypowiada w tym filmie to właśnie "dad" na DS. Na Exogol nie mówi nic (dziś sprawdziłam).

Re: Ben

Naprawdę żałuje tak bardzo, że on umarł, mimo, że to rozumiem itd Mam nadzieję, że powstanie jak najwięcej komiksów z nim w roli głównej, książek, serial, serial live action, spin-off, a najlepiej cała trylogia, potem trylogia o Rycerzach Ren, a dodatkowo jeszcze spin-off o tej rocznej dziurze między TLJ a TROS gdzie Kylo był Supreme Leader.

In Memory of Ben "Kylo Ren" Solo

5 ABY Chandrila - 35 ABY Exogol

Re: Ben

Jest to smutne, ale gdy sobie pomyślę, jak oni mogli go negatywnie przedstawić, a jak pokazali ostatecznie to mi przechodzi. Zrobienie z niego cichego bohatera, który nic nie mówi, tylko działa jest świetne. Żałuję tylko, że nie poznamy pewnie jeszcze długo innych wersji tego filmu. Przecieki okazały się prawdziwe, więc mogliśmy mieć scenariusz, w którym przeżył i miał nawet więcej interakcji z Rey i generalnie mógł być przedstawiony lepiej. Na pewno będzie zawartość dot. Kylo, problem w tym, że wolałabym bardziej zawartość z Benem, a na to będziemy sobie musieli długo poczekać, ale sądzę, że dostaniemy, dlatego świczek nie palę

Gwiazda Śmierci

Gracu999 napisał:
Otóż Kylo Ren umiera dokładnie w tym samym miejscu gdzie umarł Darth Vader, czyli Death Star II.
-----------------------

O, a to ciekawe. Dzięki za podsunięcie tego, bo sam jak na razie tego nie wyłapałem.

Okazuje się, że obie Gwiazdy Śmierci są - nomen omen - dosyć śmiertelne jeśli chodzi o ikonicznych Force userów. Na pierwszej zginął Obi, a na drugiej oprócz Vadera (no i w sumie Anakina, jeśli mielibyśmy być precyzyjni czy wręcz drobnostkowi) także Sidious. I to jest o tyle ciekawe, że w trzecim epizodzie Anakin, próbując wyciągnąć nieprzytomnego Obiego spod części, którą przygniótł go Dooku, na ponaglenie i wręcz prośbę Palpiego, by ten go zostawił, bo nie zdążą, odpowiedział: „His fate will be the same as ours”, co ma równie symboliczny wymiar, co ta analogia, której Ty się dopatrzyłeś, z tą jednak różnicą, że podaną przeze mnie ciekawostkę można spuentować cytując Sheeva: „Ironic”. 😝😅


Niech Moc będzie z Wami.

Re: Gwiazda Śmierci

Całe Gwiezdne Wojny - jedno wielkie koło

Re: Gwiazda Śmierci

Tak, szkoda tylko, że - mimo zapowiedzi - TROS tego koła, jakim jest saga Skywalkerów, w ogóle nie domknął. 😝

To znaczy ja się w sumie cieszę, bo uważam, że saga Skywalkerów powinna być kontynuowana, a otwarte zakończenie TROS daje szanse na jej kontynuację w kolejnych epizodach, ale śmieszne są te zapowiedzi o tym, że to koniec sagi i że ten epizod w teorii ją wieńczący będzie podsumowaniem dla wszystkich epizodów i trylogii, podczas gdy niczego takiego nie można się zbytnio w nim dopatrzyć. Jak się mówi A, to się robi A, a nie B.


Niech Moc będzie z Wami.

Re: Ben

Dzięki, Evening .
Mam takie samo zdanie, właściwie od początku, że Adam Driver to był strzał w dziesiątkę. I że jest to jego trylogia. Nie wiem, czy wyszło to przez przypadek, czy się tak ułożyło - wbrew K.K.. Ale to jest jego story. I przychylam się oczywiście do Twojej opinii. Właściwie to nie mam nic do dodania

Re: Ben

Rozumiem twoje stanowisko, ale jak piszą ludzie na twitter zasługiwał na coś lepszego. Wszystkie postacie zasługiwały na coś lepszego. Driver wykonał wspaniała robotę, jednak odnoszę wrażenie, że Rian miał wobec niego lepsze plany. Mi się wydaje, że Driver wiedział, że Kylo zostanie odkupione,ale nie wiedział co będzie potem. Nawet chyba coś takiego powiedział w wywiadzie, że nie wiedział jak to się skończy. Szkoda, bo może ludzie bardziej zrozumieli odkupienie Kylo, a tak jest na tumblr lekka gównoburza. Tak samo z Reylo. Już padają stwierdzenia, że to przecież "rodzina", więc nie ma sensu.

Re: Ben

SPOILERY

Teraz w mediach społecznościowych będzie największa panika, bo tak naprawdę większość ogląda od 20 grudnia, a pierwszy seans bez znajomości spoilerów może powodować depresję. Dlatego nie mam ochoty wbijać na twitter czy tumblr, bo albo żałoba, albo furia, i też radzę tego nie robić. Jeśli ktoś poszedł ze zbyt dużymi oczekiwaniami i odbiór filmu warunkował wystąpieniem sytuacji A, B czy C i znał jeszcze dodatkowo przecieki to niech się nie dziwi, że jest zawód. Jak pisałam - żeby on to przeżył trzeba było więcej zrobić już wcześniej. I ta decyzja tak czy owak wymagałaby od Disney`a jaj i zwyczajnie ambicji, a chcieli filmu bezpiecznego (jak z tym pomysłem wyszło to czas pokaże, ale chyba niezbyt dobrze). I tak jestem w szoku, że kanonizowali reylo, bo to chyba bardziej kontrowersyjne niż żywy Ben, więc źle nie jest, naprawdę. I oczywiście, że można to było zrobić lepiej, ale to nie ta korporacja. Po czasie przyznaję rację tym, którzy widzieli Riana jako reżysera IX. Nie mówię tylko o podejściu do Bena, ale do innych postaci, chociażby do Poe, który u niego był najciekawszy czy raczej w ogóle jakiś był.

Poza tym - cierpliwości. Oglądałam różne recenzje i nawet u fanbojów zdarza się, że narzekają na zgon. Film jest równo jechany poza Benem. To był największy atut sequeli i, teoretycznie, wywalili go do kosza. Zakończeń filmu było kilka, były też chyba takie, że przeżył. Ben to nie jest gość, co to się go da łatwo wykończyć. Obserwujmy wypowiedzi oficjalnych. Ja tam już czekam. Nie wiem dokładnie na co i w jakiej formie, ale czekam

Re: Ben

Rian to jaja ma, udowodnia to swoim nowym filmem
Ja również czekam, choć nie wiem na co, ale trzeba przyznać JJ się postarał, żeby o filmie było głośno

Re: Ben

Że Knives Out? M... eeh?xD

Re: Ben

Koledze się podobał, a miał do Riana po TLJ żal za zniszczenie Gwiezdnych Wojen ja sama nie widziałam, ale raczej pozytywnie się ludzie wypowiadają.

Rian Johnson

Na noże to naprawdę dobry film, patrząc na recenzje. Jeszcze nie oglądałem, ale jako że lubię Riana jako reżysera (cenię go za TLJ), to z ogromną chęcią się na niego wybiorę. Tym bardziej że wiele osób mi już ten film polecało, a recenzje - jak już wspomniałem - ma naprawdę dobre. Do tego pewnie dostanie Złoty Glob w swojej kategorii. Pytanie tylko czy rzeczywiście jest tak dobry, ale konkurencji mocnej raczej nie ma (ewentualnie Pewnego razu w Hollywood może mu zagrozić).

Tym niemniej z innych aktualnie wyświetlanych w kinach filmów z udziałem ludzi znanych z SW polecam gorąco Historię małżeńską (która notabene jest na Netfliksie, ale ja - mając Netfliksa - oczywiście w swojej niewiedzy wydałem pieniądze na ten seans w kinie 😝). Świetny jest w niej zresztą Adam, który staje się moim ulubionym aktorem młodego pokolenia. Najjaśniejsza postać tej trylogii bezapelacyjnie. Gdyby Christensen w roli Anakina był tak dobry, jak dobry w roli Bena jest Adam... 😋 Ehh, marzenia ściętej głowy. 🙁

Sorki za offtop, ale myślę, że o dobrych filmach zawsze warto przynajmniej wspominać i je polecać. 😉


Niech Moc będzie z Wami.

Re: Ben

Ja czekam na książkę, która rozszerzy film.. Chyba ma wyjść jakoś w kwietniu... Mam szczerą nadzieję, że coś z tym zrobią, a brak żałoby Rey to zwiastun jakiegoś innego wyjścia z tej sytuacji. No nie wiem, może ich połączenie okaże się silniejsze niż śmierć i tak na prawdę mają ze sobą stale kontakt. Nie byłabym do końca usatysfakcjonowana takim obrotem sprawy, ale lepsze to niż martwy na śmierć Ben. Po prostu chciałabym kontynuacji historii tej dwójki. Swoją drogą ze znajomymi mamy małą teorię- w czasie transferu mocy on ją trzymał za brzuch... A co jak tchnął w nią dwa życia a nie jedno? Słabe by to było, ale nie takie rzeczy Star Warsy widziały

Re: Ben

I tym sposobem nie tylko nazwisko, ale i krew Skywalkerów by przetrwała

Re: Ben

camilla1313 napisał:
A co jak tchnął w nią dwa życia a nie jedno?
-----------------------

To by było na poziomie TROS na pewno. Mam nadzieję, że nikomu to nie przyszło i nie przyjdzie do głowy. Ekstremalnie fanfikowe, no i Rey by była samotną matką? Nope. Nigdy.

Też czekam na TROS książkowe i być może w końcu wyjaśnią kto do niej mówił "I will come back, sweetheart, I promise" I wydaje się, że tym razem ta książka może dać faktycznie dużo, czy jest nawet niezbędna. No i będziemy mieć na pewno ich myśli z Exogol, a przynajmniej powinniśmy. Przyjmę jakąkolwiek kontynuację Benka, byleby było to dobrze zrobione.

Re: Ben

Ja nadal uważam, że dziecko Hery powstało z ducha bardziej niż z ciała

Re: Ben

Raczej gdzieś w zakamarkach "Ducha" Ale OK.

Re: Ben

No i byłaby potworna awantura o podstępne zapłodnienie bez zgody. Już książęta całujący nieprzytomne księżniczki są źle widziani.

Re: Ben

O to, to. Wcześniej był mentalny gwałt, teraz byłoby dziecko z gwałtu. Dobrze, że jak żegnał trupa Rey to nie dał jej buziaka w czółko, bo to też byłoby naruszenie nietykalności cielesnej. Ale tak serio to ta idea jest słaba.

Re: Ben

I rodzi się z tego nowy Skywalker...
Kurczę, teoria nie taka głupia nawet, ale już widzę ten hejt 😂

Re: Ben

Mocno naciągana, ale mi tak szkoda Benka, że bym ją łyknęła ;p Mam nadzieję, że zobaczą niezadowolenie tłumów i książka trochę podciągną, bo jak nie to mój gniew będzie wielki

Re: Ben

Benej jakoś będzie. Daj ludziom przetrawić TROS.

Re: Ben

O kurde! CZyli nie tylko ja to tak odebrałem! Aż nawet na czwartym seansie patrzyłem w ost. scenie czy Rey aby sie nie przytyło, ale niestety nie, może to dlatego, że za wcześnie. Ale ja wierze w trylogię X-XII nawet, za te 10-20 lat, kiedy mały gówniak od Rey i Bena zdążyłby podrosnąć.

Ostatnio tak siedzę na tej siłowni i sobie myślę, nie no, tak będzie, skończę tą PWSFTiTV za te 3 lata, zrobię parę filmów tu w Polsce a potem napiszę scenariusz X, pojade do Disneya/Lucasfilmu i kurczę dostaniemy X epizod

Ben

Raczej to niemożliwe, ale czemu nie? Jak by się tak stało, to okej, a jak nie, to też okej. Nie mam jakoś do tego pomysłu bardzo negatywnego stosunku, raczej taki dosyć obojętny. Po powrocie Palpatine’a, absolutnie absurdalnym, w zasadzie niemal wszystko przyjmę. 😝

Jeśli Ben nie powróciłby do żywych (na co wciąż liczę), to przynajmniej w ten sposób podtrzymana zostałaby egzystencja rodu Skywalkerów.

Jeśli Rey byłaby w ciąży i samotnie wychowywałaby dziecko, to pozostałby już tylko krok od spełnienia się tej świetnej teorii polegającej na koncepcji podróży w czasie za pośrednictwem tych portali World between Worlds. Rey mianowicie mogłaby pozostać na Tatooine, tam urodzić dziecko i je samotnie wychowywać. I mogłoby się okazać, że to Anakin - wybraniec Mocy. I tak koło by się w istocie domknęło. Pięknie ta teoria brzmiała, bo to byłoby dopiero doprawdy zamknięcie całej sagi, spajając wszystkie jej składowe. Sam mam ambiwalentny stosunek do tej koncepcji, ale myślę, że na pewno byłoby to lepsze niż ten Palpatine na kiju pojawiający się nagle i znikąd, w związku z niczym i z niczym się nie łącząc. Na ten niby-koniec sagi otworzono nowy wątek, który od razu zamknięto i nie rozwinięto żadnych wcześniejszych, tak żeby cała saga, a przynajmniej ta cholerna trylogia, stanowiła w miarę logiczną, spójną i zazębiającą się całość. Tak więc wolałbym już chyba te podróże w czasie, tym bardziej że tym można by też wyjaśnić sam powrót Sheeva. Do tego dodać inną teorię - że Palpatine potrzebował Rey i Bena do stania się Ojcem i by osiągnąć w ten sposób - wraz ze swoimi „dziećmi” tę prawdziwą, a nie wynikającą jedynie z podróży za pośrednictwem wspomnianych portali, nieśmiertelność. To by się w miarę trzymało kupy i nawiązywałoby do całego kanonu, którego składowe tak mozolnie przez lata tworzono. No ale akurat z tym wątkiem Trójcy Mocy już za późno, bo w filmie ten koncept musiałby być chociaż wspomniany, a najlepiej by było, gdyby Palpatine - zamiast wysysać z Rey i Bena ich energię - próbował za pomocą jakiegoś rytuału przemienić ich w tę Trójcę. Ehh, przecież to tak idealnie pasowało, biorąc pod uwagę, że na polu bitwy pozostawała dwójka Force userów (jeden po ciemnej stronie, druga po jasnej), a w dodatku obu płci.

Tym niemniej nawet jeśli to ewentualne dziecko Rey miałoby nie mieć nic wspólnego z koncepcją podróży w czasie, a Rey miałaby nie być Shmi, podczas gdy jej syn Anakinem (a umówmy się, że raczej małe są na to szanse i jest to w zasadzie jedynie moja teoria, i to wcale nie taka, którą jakoś bardzo chciałbym, żeby się spełniła), to i tak samo kontynuowanie motywu narodzin dziecka bez ojca w formie fizycznej jest ciekawe. No bo przecież w komiksie Fortress Vader widzieliśmy Vadera, który korzystając ze wspomnianego już portalu doświadczył wizji, z której wynikało, jakoby to Palpatine był odpowiedzialny za pozaustrojowe powstanie Anakina. Chyba żadnej oficjalnej interpretacji tej wizji nie dostaliśmy, a w każdym razie ja się na takową nie natknąłem, co oznacza, że różne są koncepcje - jedni wierzą, że Palpatine rzeczywiście jest stwórcą Anakina, a inni, że nie i że to tylko wizja, w której nie musi zawierać się przecież prawda (było w tej wizji zresztą bodaj jeszcze kilka elementów, które nie miały pokrycia w rzeczywistości) - i zaliczam się raczej do tej drugiej grupy. Tym niemniej kontynuacja samego w sobie motywu matki mającej dziecko nie z fizycznego jego spłodzenia byłaby ciekawa. Nie pogardziłbym (na wypadek jeśli Ben nie wróci do żywych).

Niech Moc będzie z Wami.

Re: Ben

Mnie to by również by nie przeszkadzało, ale wątpię, żeby posuneli się do tego pomysłu. Właśnie przez ten komiks część ludzi na tumblr wywnioskowała, że to przecież rodzina, więc początek spoilera ten pocałunek koniec spoilera był kazirodczy xd. Te rytuały Sithów co się pojawiły w filmie,fajnie by rozwiązały kwestie pochodzenia Anakina, ale dostaliśmy to co dostaliśmy.

Re: Ben

Możliwość że Ben byłby ojcem własnego dziadka przypomina mi pewien film (nie podam tytułu, by nie spojlerować osobom, które go nie widziały ), gdzie poprzez podróże w czasie i zmianę płci główny bohater okazuje się być zarówno swoim ojcem, jak i swoją matką - taki typ mindf*** to chyba nie na SW

Ben, pochodzenie Anakina i rytuał Sithów

Żeby nie było - mnie koncepcja Palpatine’a jako faktycznego stwórcy Anakina niezbyt się podoba. Podoba mi się to, co od zawsze było mówione - mianowicie że został poczęty jedynie z Mocy. Ta wyraźna analogia do chrześcijaństwa, Biblii i Jezusa i Maryi, która poczęła swojego syna bez udziału mężczyzny mi się zawsze podobała (jak i ogólne czerpanie pełnymi garściami z założeń różnych religii, w tym chrześcijaństwa właśnie, vide dwunastu członków Rady Jedi, których liczba stanowi wyraźne nawiązanie do dwunastu apostołów; tych odniesień kulturowych i religijnych jest rzecz jasna w SW, w samych tylko filmach, bez liku i moglibyśmy je w nieskończoność niemal wymieniać).

Tak więc niezbyt dobrze przyjąłem to zamieszanie, które wprowadził wspomniany wcześniej przeze mnie komiks. Tym bardziej że nie ma oficjalnego wytłumaczenia tej wizji. Gdyby twórcy rozwiali wątpliwości poprzez jednoznaczne określenie, czy to Palpatine odpowiadał za poczęcie Anakina, czy była to po prostu Moc per se, tak jak dotychczas się przyjmowało, to byłoby lepiej. Pozostawienie otwartego pola do interpretacji w takiej sytuacji jedynie szkodzi, bo nie dość, że społeczności fanowskie są ogromnie podzielone w kwestii poglądów na SW, co samo w sobie nie jest oczywiście złe, to owe nieokreślenie się twórców co do takiej właśnie sprawy wprowadza jeszcze różne stanowiska fanek i fanów co do faktów, co już z kolei jest złe. Tak więc na przykład uważam, że Filoni słusznie postąpił zabierając głos, gdy po jednym z ostatnich odcinków trzeciego sezonu Rebels, w którym Obi-Wan zabił ostatecznie Maula, mówiąc mu, że Luke jest Wybrańcem powstało zamieszanie, że jak to, przecież to Anakin jest Wybrańcem, o co teraz chodzi. Filoni spokojnie wytłumaczył, że otóż Anakin jest Wybrańcem i nic w tej kwestii się nie zmieniło, a Obi wyraził jedynie swoją opinię albo po prostu stwierdził to, co mu się wydawało prawdą. Dobrze, że wówczas Filoni zabrał głos, gasząc pożar. Tego samego oczekiwałbym od Soule’a.

Tym niemniej przypominam sobie, że w legendach obowiązującą teorią było, że to Plagueis swoimi manipulacjami na midichlorianach doprowadził do narodzin Wybrańca, jakim był oczywiście Anakin. I to była ciekawsza koncepcja - na pewno lepsza od Palpatine’a-stwórcy Anakina, bo niby skąd w 42 BBY Sheev miałby wiedzieć, jak do tego w ogóle doprowadzić. Tak potężny Mocą wówczas na pewno jeszcze nie miał prawa być. Poza tym nie posiadł jeszcze umiejętności związanych z manipulowaniem życiem i śmiercią, które miał jego mistrz (i w ogóle nie wiadomo, czy kiedykolwiek Sidious je posiadł, bo nie wiemy nawet, czy wrócił do żywych właśnie dzięki tym umiejętnościom, które posiadł Plagueis, czy też wymagał pomocy innych, w domyśle tych kultystów). Tym niemniej uznanie Plagueisa w legendach za ojca Anakina byłoby nadinterpretacją. Jego działania nie były bowiem wymierzone w stworzenie owego Wybrańca. Była to jedynie odpowiedź Mocy na jego intencjonalne działania (same narodziny Skywalkera nie były natomiast intencjonalne). Trzeba mieć naprawdę dużo dobrej woli, by nazwać Plagueisa ojcem Anakina, nawet w wymiarze czysto metaforycznym. Tak jak i dużo dobrej woli wymaga uznanie tej wizji z komiksu za kategorycznie przesądzającą o ojcostwie Sheeva w kanonie, a przez to miłości Rey i Kylo za kazirodczą.

Nawet jeśli miałby to być związek kazirodczy, to co z tego? Nie rozumiem oburzenia na sam fakt związku dwojga ludzi, których oprócz uczucia, miłości romantycznej czy jakkolwiek byśmy tego inaczej nie nazwali, łączą także więzy krwi (spodziewam się ataku na mnie za ten akapit; czekam na Wasze reakcje, postaram się wyjaśnić mój punkt widzenia na tę kwestię).

Co do rytuału Sithów, to nie wiem, co miałyby wyjaśniać w kwestii pochodzenia Anakina. Tak jak pisałem już powyżej i we wcześniejszym poście - nie odpowiada mi zbytnio koncepcja ojcostwa Palpatine’a, a zawartość tej wizji uznaję za nieprawdziwą, bo wizje mają to po prostu do siebie - często zakłamują rzeczywistość, doprowadzają do wyeksponowania największych lęków bądź marzeń danego użytkownika Mocy, który tę wizję ma; może on się podczas doznawania tych wizji przejrzeć jak w lustrze. Raczej rzadko wizje same w sobie mają wymiar dosłowny. Tak więc dla mnie kwestia pochodzenia Anakina od zawsze była wyjaśniona i jasna. To trochę tak jak z pochodzeniem Yody - wśród fanów i fanek SW panuje dość powszechna zgoda co do tego, że lepiej, żebyśmy nie poznawali nazwy jego rasy, bo straci jego postać pewną aurę tajemniczości. Aura tajemniczości, choć trochę inna, towarzyszy także przepowiedni o Wybrańcu i nie widzę sensu, by cokolwiek więcej wyjaśniać. Wiemy po prostu, że Anakin nie miał ojca, został poczęty z Mocy, co uznaję za świetny koncept (choćby ze względu na tę oczywistą analogię z Chrystusem), był Wybrańcem i co tu jest więcej do wiedzenia i wyjaśniania? Raczej nic. I w zasadzie nic ten rytuał Sithów sam w sobie nie mógł nam wyjaśnić, a przynajmniej nic, co dotyczyłoby jakiegokolwiek wątku, który pojawia się we wcześniejszych dziełach z kanonu. Ten rytuał jest problematyczny, bo jedynie komplikuje swoją niejasnością i w związku z czym jedyne, co mógłby wyjaśnić, to sam siebie i to, jakie zamieszanie swoim pojawieniem się wprowadza.


Niech Moc będzie z Wami.

Re: Ben

Natomiast ja zaczelam sie zastanawiac czy aby Ben jest faktycznie Skywalkerem. W sensie krwi owszem ale nie z nazwiska.
Biorac to pod uwage i jego zachowanie mozna powiedzieć ze jest on synem swego ojca. Sam Snoke powiedział, że ma zbyt dużo jego serca. Zawsze mówił że wie co powinien zrobić, a jest to tekst ktorego użył Han w Nowej Nadzieji. Nawet jeśli by przeżył i tak nazwisko Skywalker nie pozostało by w galaktyce.
Krew Palpiego przetrwała ale nie nazwisko. Każdy może nazwać sie Skywalkerem jeśli ma w sobie nadzieje i miłość. Ta saga była o Skywalkerach, więc nie o Benie Solo. Po TROS nie czuje żeby była o nim w głównej mierze. Była o Kylo Renie.
O Benie Solo może być kolejny film lub cokolwiek. Nie bardzo rozumiem jak Ben Solo mógł umrzeć skoro jest tak silnie połączony z Rey. Czy aby ona też nie powinna umrzeć? Moze właśnie w tym jest sens. Moze istnieje jakieś rozwiązanie na powrót jeśli 2 osoba żyje, tylko Rey jeszcze o tym nie wie. Skoro Duchy mocy mogą prawie wszystko to nie istnieje granica wyobraźni.
Ben Solo może wrócić i w przebraniu (nowa maska itp i kasa dla Disnaya) zostać bohaterem galaktyki i odkupić swoje dobre imię, bo winy chyba już ma odkupione. To by był dobry materiał na serial.
Jeśli fani będą tego żądać mozna wszystko.
Nie czuję się usatysfakcjonowana zakończeniem historii Bena i nic mnie nie przekona.

Re: Ben

To jest skomplikowana kwestia. Przed TROS widziałam to zawsze w ten sposób, że dziedzicwtwo Skywalkerów jest dla niego głównie ciężarem i główną przyczyną jego nieszczęścia. Skoro Palpatine go karmił wizjami od zawsze to na pewno sądził, że nigdy nie podoła oczekiwaniom rodziny bohaterów, które ta miała wobec niego. Stąd tak łatwo było te wątpliwości przeciwko niemu wykorzystać i stąd tak chętny był (początkowo) do powybijania członków rodziny i negacji jej ogółem. I po prawdzie jest w tym słuszność - odnalezienie własnej tożsamości to przecież podstawa egzystencji, problem w tym, że on negował wszystko, co go wiąże z rodziną i przeszłością z powodu podszeptów ds. Dlatego liczyłam, że gdy dadzą mu przeżyć, zrozumie to, dokończy przeznaczenie Skywalkerów jeszcze raz w jakiś sposób pozbywając się Sithów i/lub ratując ukochaną, ostatecznie rozliczy się z ich dziedzictwem i zamknie ich rozdział, będąc w tym momencie ostatnim Skywalkerem, ale dalej pójdzie albo pod nazwiskiem ojca, do którego przez te filmy go porównują i co jest w jego naturze lub, jeszcze dla mnie lepiej - pozostanie bezimiennym, żeby dać ostatecznie wyraz odnalezienia faktycznie własnej tożsamości. Nie negowałby przy tym związku z rodziną, bo nazwisko =/= rodzina, byłoby to symboliczne porzucenie nazwiska-piętna, przez które zbłądził. I tak na końcu mielibyśmy bezimiennego Bena i bezimienną, będącą faktycznie nie mającą pochodzenia jakiejś znanej postaci, Rey. I pasowałoby do tytułu, bo Skywalkerowie jeszcze raz by zatriumfowali, tym razem ostatecznie. I pasowałoby to do narracji wokół Rey, która była budowana przez dwa poprzednie filmy i samą Daisy, że Moc po prostu ma, a nie pochodzi ona od mężczyzn (khe, khe). I pasowałoby to do Bena, który obrałby w końcu samodzielną ścieżkę jako bezimienny, próbując naprawić ile się da. Ben zawsze będzie jednocześnie Skywalkerem i Solo i nic nie może tego zmienić, ale nazwisko nie określa jego osoby i jego wyborów, tylko określa je on sam.

I w jakimś stopniu ten scenariusz się sprawdził w TROS. Palpi nazywa go ostatnim Skywalkerem i faktycznie kończy on dzieło dziadka. Jego prawdziwa natura to Solo. Także zaakecptował przeszłość i jej nie neguje. Swój ostatni uczynek dokonuje w pełni świadomie, jest to jego decyzja, jego szczere pragnienie. Dobitnie to podkreśla to "Ben" od Rey do niego, wtedy robi się przeszczęśliwy.

Nie miałabym problemu z tym, żeby nazwisko ostatecznie w Galaktyce zniknęło, ponieważ nie ma to większego znaczenia. To nie nazwisko podejmuje się różnych wyborów, lecz konkretni ludzie. I nie każdy może siebie nazwać Skywalkerem. Rey przyjęła nazwisko ze względu na to, że mała więź z członkami tej rodziny i że ją do niej przyjęli. No i nie wiemy jak działa ta diada Mocy, ale być może Ben w jakiś sposób żyje w Rey, ale to jest trochę creepy, jesli ona ma mieć jakieś potomstwo kiedyś

Co do jego śmierci to pamiętaj, że były zakończenia, w których przeżył, dlatego jest promyk nadziei, że dostaniemy coś z nim post TROS, ale trzeba będzie raczej na to długo poczekać. I wiele mogą wyjaśnić materiały okołofilmowe, np. książka. Wydaje mi się, że jest na niego po filmie głód większy niż na Kylo (ktoś pamięta o Kylo?) i byliby niemądrzy, gdyby nie chcieli tego spieniężyć. Cierpliwości.

Re: Ben

Ja mam taką nadzieję, że ogarną i zmienią w jakiś sposób to zakończenie. Albo wplotą coś do rozszerzenia, albo (podobno był jakiś film z którym sie tak stało) został on oficjalnie przemontowany i zmieniono jego fabułę po protestach fanów ;p A jest nadzieja, bo jak się skończą pieniążki, no to cóż... ;p

Re: Ben

Albo kiedyś w Epizodzie X dostaniemy powtórkę z TPM i duch Bena żyjący w Rey sprawi poczęcie dziecka i w ten sposób narodzi się nowy, ostateczny Skywalker. Kurde, ten film dał mi tyle pomysłów na dalszą fabułę (i myślę, że nie tylko mi), że kwestia Epizodów X-XII to tylko kwestia czasu.

Re: Ben

Ja mam nadzieję, że w dodatkach specjalnych pokażą nam jakąś inną wersję zakończenia.

Re: Ben

Nie licz na to.

...

Ach, kolejny epizod, kolejne podziały wśród fanów <3. Ale mi się podobało, co by tu dużo nie mówić, pierwsze wrażenia bardzo dobre, na pewno lepsze niż przy TFA i TLJ, gdzie miałem mieszane odczucia.

Re: "Skywalker. Odrodzenie" - recenzje

Plusy:
+ C-3po
+ początek spoilera scena z Hanem koniec spoilera
+ początek spoilera głosy Jedi koniec spoilera
+ Rey i Kylo
+ początek spoilera Ewoki koniec spoilera
+ początek spoilera Tatooine koniec spoilera
+ scena z retrospekcją

Minusy:
- Palpatine
- zbyt szybkie tempo akcji (powinni to podzielić na dwa filmy)
- pochodzenie Rey
- początek spoilera za mało duchów (brak Anakina, Obi-Wana i ducha Kylo na końcu koniec spoilera
- początek spoilera nie wiadomo czy Anakin jest w końcu tym wybrańcem, czy nie. W ogóle nie poruszono tego tematu. Brakowało takiego podsumowania całej sagi. koniec spoilera

To był chyba najgorszy epizod

Dorzucam swoje

Cześć wszystkim zgromadzonym.

Też dorzucę od siebie co nieco, bo to koniec sagi i niby Star Wars, które rozpoczęły się w 1977. Ale czy to ta sama historia? Ok, no to lecimy. (Za dużo we mnie emocji – negatywnych; przez co może być różnie z treścią).

Początek filmu ciekawy. Pole bity, Kylo zabija wszystkich, którzy staną na jego drodze. Zdobywa ten hmm "naprowadzacz" (nie pamiętam jak to się nazywało) do Imperatora. Leci do niego i spotyka go. Ta scena mogłaby się bardziej rozwinąć, by pokazać jak Imperator mąci jeszcze bardziej Renowi. Imperator skoszony totalnie, w sumie nie wiemy jak się utrzymał przy życiu, ale to co wypowiada o tych "zdolnościach Sithów" czy jakoś tak, czyli nawiązuje do jego rozmowy z Anakinem z Zemsty Sihtów powoduje, że potwierdza też jego rozmowie o Darth Plagueis i tego do czego dążył, albo co potrafił, czyli tworzyć życie bądź uniknąć śmierć. Niby tak, ale... dobra, po kolei
Pasana i szukanie sztyletu Sithów, z pewną informacją na nim zapisaną, która ma pomóc w odnalezieniu drugiego "naprowadzacza", który naprowadzi ich do Imperatora i da odpowiedzi na wiele pytań Rey, a raczej jedno poważne, kim jest. No i daje. Ale ogólnie ta scena, sekwencja, to jest kolejny kopniak w klejnoty Mistrza Jedi, Luke Skywalkera. Lando który namierzył Rey, Poe, Finna, Chewiego, C-3PO etc wspomniał, że szukał tych wspomnianych artefaktów z Luke. Oczywiście oni szukali szukali i szukali, no i nie znaleźli. Natomiast nasza wesoła ekipka walczyła sobie z First Order, a raczej jakimś ich patrolem, czy czymś takim i co, pokonali ich i na koniec wpadli w ruchome piaski i ups, nagle artefakt odnaleziony. Rey oczywiście wszystko potrafi. Leczy rany innych, etc. ale ok, to w pewnym sensie ma później w sumie logiczne wytłumaczenie (no i powtórzenie, w pewnym sensie). Ale spokojnie, idziemy po kolei. Rey i ekipka lecą na Kijmii (jak dobrze zapisałem) by zrobić pewną modyfikację u C-3PO, by mógł odczytać tekst z wspomnianego sztyletu. Super, spoko. Dobra przewinę dalej, bo nie chcę streścić scena po scenie w sumie. Polecieli Sokołem na Endor (?) albo jakiś księżyc w tej strefie by odnaleźć wrak Gwiazdy Śmierci, która miała "naprowadzacz" na Palpiego. No i walka, sama sceneria tego pojedynku była fenomenalna, szkoda że ta dwójka tam walczyła, no cóż... nic nie zrobisz.
W międzyczasie Leia odchodzi, umiera i po raz ostatni przemawia do syna, co ma ogromny wpływ na niego, ponieważ osłupiał, wyczuł to że jego matka umiera. Przy czym Rey skorzystała z okazji, w które Ren upuścił swój miecz świetlny i tak jak napisałem osłupiał i zadała śmiertelny cios. Po czym Leia wydała ostatni oddech, po czym sama Rey była w totalnej rozsypce i kolejny raz pokazała jakim kozakiem jest i uleczyła a raczej uratowała Kylo przed śmiercią. Po czym uciekła, na wygnanie na Ahch-To, gdzie Luke przemówił jako Duch Mocy i pchnął Rey do działania, wpływając na nią, by nie popełniła jego błędu i nie bała się poświęceń. Tu potwierdza się, że Luke jak i Leia i może nawet Han wiedzieli kim jest Rey od początku, wnuczką samego Imperatora. Luke wręczył miecz świetlny Lei do rąk Rey i opowiedział o treningu, który poczyniła i go przerwała. Ta scena była przyjemna. Retrospekcja, sceny po Powrocie Jedi. Piękna scena. Luke trenuje Leie. O ile Luke wyglądał świetnie, to o tyle Leia dość dziwnie, dość komputerowo.

W tym czasie Kylo walczy z myślami i pojawia się Han. To była najlepsza scena tego filmu. To było świetne. Nie lubiłem Kylo od początku, ale z każdym filmem coraz bardziej mi się podobał i chciałem, aby to on był tym najważniejszym z tych nowych na koniec, ale tak nie było. Niestety.
Kylo a raczej Ben, wrócił na Jasną Stronę Mocy. Scena z Hanem, to było tylko wspomnienie, ale było tak potężne, jak moc która przenikała przez wszystkich Jedi. Nie mógł oszukać siebie. On nigdy nie był tym złym. Ciągle był tym chłopakiem, który po prostu patrząc na opowieść z VIII części został wrzucony w wir dziwnych wydarzeń.
Ekipa bez Rey wraca do bazy Ruchu Oporu tam dowiaduje się że Leia nie żyje i ta scena jest mega przykra z jednego powodu. Nie chodzi tu o Leie, Carrie niestety zmarła jakiś czas temu i wiedzieliśmy, że tak muszą poprowadzić wątek, a sama postać Lei była naprawdę świetnie dodana w tym filmie. Najbardziej smutne jest to, co czuje Chewie. Stracił wszystkich. Hana, Luke`a, Leie. Został sam. Na szczęście Chewie przeżył z tej starej gwardii i ma się dobrze, a no i Lando, ale Lando był na moment w tym filmie tak naprawdę, więcej było jego śmiechu niż jego gry. Ogromna szkoda.

Wedge Antilles wrócił w sumie, aż na sekundę w finałowej bitwie. To też nie było miłe, że tylko tak był pokazany, jak Ackbar, też na moment i w sumie zginął jak wszyscy inni, mniej znaczący albo nic nie znaczący w tej sadze. Smutne. Bitwy w filmie są jakieś takie na siłę zrobione. Ale no cóż, tutaj nawet te walki na miecze są takie. Niestety, Di$ney wielu rzeczy w świecie Star Wars nie rozumie, jak chociażby samej natury mocy. Aż niejednokrotnie miałem w głowie cytat z VII części jak Han mówi do Finna „moc tak nie działa…”
Miałem tak w VIII części szczególnie, tutaj w sumie spoko. Było to jakoś wytłumaczone koniec końców.
Rey rozmawia z Imperatorem, namawia ją, by ona stanęła teraz na czele Ciemnej Strony Mocy, by zgładziła jego samego, by jego duch mógł hmm „opętać” ją, co umożliwi żyć w niej tysiącu pokoleń Sithów, by prowadzili ją ku ostatecznej zagładzie Jasnej Strony Mocy, Jedi oraz Rebelii. Pojawia się rytuał Sithów, w którym ma to nastąpić. Ogólnie to wyglądało jak arena albo świątynia. Jakiś mix, bo mieliśmy w sumie „publiczność”. Ciekawe kim były te postaci. Zapewne jacyś fanatycy Palpiego, choć lepiej byłoby, gdyby to były jakieś złe Duchy Mocy, jakieś Duchy Sithów, które pojawiły się z początkiem wspomnianego rytuału. No nic. Imperator miał plan, ale znowu był zbyt pyszny. Powtóreczka Powrotu Jedi.
Ogólnie zaczęło się od tego, że Kylo miał zabić Rey, ale tego nie chciał, bo chciał z nią połączyć siły, by pokonać Imperatora i rządzić galaktyką, coś jak takiego jak Anakin chciał z Padme, kolejna kopia.
Nagle spotyka Rey i mówi że czekał na nią, by ona zasiadła na tronie. Ogólnie było mu to obojętne kogo zmanipuluje, ważne by przejąć ciało jednego z nich, by być w pełni sił i zniszczyć Rebelię i Jedi oraz by rządzić wszystkim po wsze czasy.
Gdy Rey się upiera zaczyna naciskać i mówić, że jest słaba jak jej rodzice, którzy w sumie ją ocalili. Bo Dziadek chciał ją zabić, a raczej albo a może „wyssać” z niej moc, która w niej była. W międzyczasie, gdy wydaje się że Rey jednak zrobi to, bo jest w sytuacji bez wyjścia, nagle Kylo a raczej już Ben Solo wkracza, by pomóc Rey unicestwić Imperatora. Przed dotarciem do tronu Imperatora, wkraczają Rycerze Ren, którzy spuszczają łomot Benowi, lecz za pomocą mocy Rey „transportuje” mocą Benowi miecz świetlny Skylwakerów. Ben wkracza by pomóc Rey w walce z gwardią Imperatora, którą oczywiście pokonują. Po tej scenie walki oboje dostają lanie do Imperatora, który wysysa z nich życie (?) bądź moc (?), by pozyskać siły i przy czym regeneruje swoje rany odniesione z wydarzeń finału Powrotu Jedi na drugiej Gwieździe Śmierci.
Przy czym dowiaduje się o ich rzadko spotykanej umiejętności leczenia ran bądź nawet dawania życia.
I tu zaczynają się problemy. Palpi niby zniszczony, wycieńczony a jednak miażdży ich i robi co chce. Wysysa z nich moc/życie jak wspominałem, po czym oboje padają bezsilni. Oczywiście wyrzuca w otchłań Bena, więc już możemy domyślić się, że możemy podziękować temu Panu i wiemy jaki będzie finał. Rey pokona największe zło, a jak?
Pomimo że straciła moc, albo i nie w sumie, bo może Palpi wziął tylko trochę jej, na tyle dużo w sumie, by oboje nie byli w stanie nawet stanąć na nogi przez jakiś czas, by zacząć stawiać kropkę nad i w tej opowieści. No i zaczyna się ciskanie błyskawicami mocy i o dziwo tylko w flotę Rebelii i Ruchu Oporu… Ciekawe jak to zrobił.
Po tej całej sekwencji miałem nadzieję na ratunek dla postaci Luke’a, że jako Duch Mocy przeciwstawi się Imperatorowi, zgładzi go, albo przyczyni się do tego, by poświęcić się i zniknąć na zawsze. Ale Rey zaczęła coś mamrotać do siebie i nagle tysiące pokoleń Jedi połączyło się z nią i Rey zmiotła Imperatora z powierzchni ziemi. Słabiutkie zakończenie. Wolałbym, żeby to Ben zrobił i zginął.
Rey padła na ziemię i odeszła z tego świata, co o dziwo poczuł Finn (hmm… Mace Windu… Zły chłopaku! xD takie tam głupie gadanie po trailerze VII części mi się przypomniało).
Ben nagle ukazał się nam, przeżył, ale na koniec uratował Rey, którą wskrzesił, było Reylo, o którym była mowa, chwila radości i Kylo odszedł. Przetransportował swoje życie Rey, poświęcił się. Po czym zjednoczył się z mocą, jak i w tym samym czasie jego Matka, Leia.
Koniec filmu i Tatoine, dom Larsów, gdzie dorastał Luke, gdzie wszystko się zaczęło. Rey zakopała (mocą) miecze świetle Luke’a i Lei), ktoś spytał Rey kim jest, ta odparła Rey… po zauważeniu Duchów Mocy Luke’a i Lei stwierdziła Rey Skywalker. Qńc filma.

Długa treść, sorry, ogólnie ciężko mi mówić po jednym seansie, ale nie dlatego że wszystkiego nie idzie spamiętać, tylko po prostu dlatego że szczerze to był mój pierwszy i ostatni seans kinowy tej części. Już nie zamierzam iść do kina na The Rise Of Skywalker. Mam nadzieję, że nie będziecie się czepiać mnie o niektóre zwroty, albo nagłe skakanie z wątkami, po prostu natłok myśli i złość (chyba przejdę na Ciemną Stronę Mocy) na to co Di$ney nam zaserwowało od VII części mają wpływ na formę wypowiedzi. Ok, poniżej jeszcze dopiszę kilka rzeczy.

Rycerze Ren... Zakon Ren... ok, teraz pytanie, o co tu biegało? Kim byli? Co to za Zakon, jeśli byli na poziomie a nawet gorsi od gwardii Snoke`a? Dla mnie to było stworzone, by ludzie o tym dużo myśleli i nie patrzyli na jakieś błędy albo gorsze sceny w filmach. Bo kurcze oni się kiedyś pojawią! No i jak już się pojawili to nawet nic nie powiedzieli, nie wydali żadnego dźwięku. Może za dużo gadali i Crylo im uciął języki
Kto wie…
Ogólnie widać, że nie mieli pomysłu na te filmy. Di$ney kupił Star Wars w 2013 roku? Czy jakoś tak… a w 2015 mamy początek nowej trylogii. Za mało czasu mieli na to, by coś stworzyć. Ktoś może powiedzieć, że byli na pewno przygotowani na to i mieli już zarys wcześniej zrobiony, zanim oficjalnie przejęli Star Wars. Według mnie, tak nie było. Kupili, super wow! Ogłosimy nowe Star Wars, kasa sama przyjdzie, bo po 10 latach wrócą na ekrany. To i tak spowoduje górę forsy, nie ważne co pokażemy.
Tak było i jest.
Szkoda mi dwóch bohaterów Luke’a i Kylo/Bena.
Luke był bohaterem, który postawił się Vaderowi i przeciągnął go na Jasną Stronę Mocy, przyczynił się do pokonania Imperatora i wygrania wojny z Imperium. Był naprawdę bohaterem i Żywą Legendą.
O dziwo mógł być prowadzony przez dawnych Jedi, którzy mogli dawać mu wiele wskazówek, by uczył się na ich błędach, a tu wychodzi, że w sumie Luke był mizernym Mistrzem.
Wpłynął na niego Snoke, który był marionetką Imperatora, który mącił w głowie wszystkich i przez co Luke chciał zabić Bena, ponieważ wyczuł w nim Ciemną Stronę Mocy, która według tego co wyczuł kompletnie nim zawładnęła.
Luke zginął też w śmieszny sposób, bo był niby mega potężny, a zrobił jedną projekcję mocy, czy jak to nazwać, co go po prostu zabiło. Smutne.
Był tchórzem i nieudacznikiem, według historii przedstawionej przez Di$ney.
Kylo był w tym teatrze Imperatora, przez co chyba najbardziej ucierpiał.
Nic nie winny chłopak został zdradzony przez swojego Mistrza, choć tak naprawdę do tego nie doszło, ale tak poczuł, przy okazji zapewne Imperator poprzez Snoke’a wmawiał jemu, że Luke obawia się go i będzie chciał go zabić. Wszystko układa się teraz z sensem, ale nadal dla mnie jest to beznadziejne, jak potoczyły się losy Bena.
W pewnej scenie Moff Pryde rozmawiał z Imperatorem, gdzie Pryde wspomniał, że służył jemu, gdy istniało Imperium, tak i teraz będzie nadal wierny Imperatorowi. Tutaj widać była od początku jakaś zmowa i tak szczerze Kylo od początku był tylko marionetką. Nikt chyba nigdy nie brał go na poważnie. Snoke, który pomiatał Renem, bo tak było w VIII części, co w sumie daje nam obraz, że za tym stał Palpi. To wszystko było zmanipulowane, by nakręcić jego by szedł dalej w te błędne koło, by nie mógł już z niego wyjść i tylko przysłużyć się Palpatine.
Hux wtyka, super! Przydał się w końcu. On i Phasma to przykład jak jednak beznadziejne to filmy były. Nie były to pierwszoplanowe postaci, ale i te mniej ważne powinny być też dobrze rozpisane, przedstawione. Tutaj był bałagan. O Phasmie nie chcę już mówić, ale Hux jest przy najwyższych władzach tego First Order ale w sumie i tak nic nie znaczy. Ok, pokazane takie trochę, że w sumie dowódców może być wielu i każdy tak samo mało ważny. Tylko czemu ciągle cięgi zbierał Hux? Jak Vaderowi ktoś się nie podobał, to go zabijał, a tu ciągle Hux dostawał po tyłku. Też jest postacią, którą trochę mi szkoda, ale na koniec jego decyzja też jest podparta wydarzeniami z ostatnich dwóch filmów. Po prostu Kylo z którym od początku nie lubił się, który również nim pomiatał miał przegrać. To był cel Hux’a.
The Rise Of Skywalker oceniam w skali 1-10 szczerze na 6. Za szybko wszystko się działo. Ktoś mądry napisał, że ten film powinien być podzielony na dwa odrębne filmy. Patrząc na to co się działo i co odpuszczono, ze względu na ograniczenia związane z długością filmu, byłby bardziej za rozbiciem tego filmu na dwie części, ale tak powinno się wydarzyć z The Last Jedi, w sensie, ten film powinien już zadać jakieś poważne pytania i nawet na niektóre odpowiedzieć, a w finale mielibyśmy dużo na to czasu, by odpowiedzieć na te najważniejsze pytania. Oczywiście jak wspomniałem, czasu było mało i to też spowodowało, że nadal są różne pytania.
Problemem nowych Gwiezdnych Wojen jest to, że pamiętam kilka naprawdę fajnych scen. Ale nie pamiętamy fajnych filmów. Taki wniosek mam na temat tej trylogii. Trylogia, która zamknęła całą sagę Skywalkerów, 9 filmów! Film ten w pewnym sensie zamyka 3 nowe filmy, ale na pewno nie podsumowuje całej sagi. Chyba że chodziło o to, że w sumie Skywalkerowie są winni wszystkiemu z Jedi na czele. Skywalkerowie to w sumie tchórze, dlatego było i jest tak źle, bo wszystko psują. Nie wiem, jeśli tak, to jest to przykre. W sumie wybrańcem nie jest nikt ze Skywalkerów, tylko Pani Palpatine. To jest strzał w pysk dla całej sagi i myśli Lucasa. Ale sprzedał to i według mnie on jest tu w dużej mierze winny. Źle to rozegrał.

Na koniec jeszcze jedno napiszę. Jestem pewien że te wątki będą kontynuowane, bo zniszczona została flota Imperatora, nie First Order. Tego chyba niewiele osób zauważyło. Di$ney wie co robi. Jeszcze tematy z Sagi Skywalkerów wrócą, spokojnie.

Re: Dorzucam swoje

Flota FO została zniszczona w kalce z Dnia Niepodległości.

Dorzucam swoje (mała rzecz)

jeszcze jedna mała rzecz.
W scenie gdy Rey jest na Tatoine i pojawia się Luke i Leia, szkoda że nie pojawił się też Ben. Zjednoczył się z mocą i... ni ma go.

Re: Dorzucam swoje (mała rzecz)

P.S.

Palpi w 100% zdrowy dał się pokonać w łatwy sposób, a jak ledwie zipał to miotał Rey i Benem jak chciał. Oj Di$ney...

Re: Dorzucam swoje (mała rzecz)

To jest właśnie ciekawe, bo nawet Snoke nimi zamiatał podłogi, a skoro stworzył go Palpi, to sam nie powinien być słabszy. W ogóle ciekawi mnie na jakiej zasadzie to działało

Re: Dorzucam swoje (mała rzecz)

o to to to... Zero, nic- parafrazując klasyk- umar, to umar, na *** drążyć temat... Jak mi z tego powodu smutno...

Re: Dorzucam swoje (mała rzecz)

Zgadzam się. Mnie brakowało tam jeszcze Anakina.

I po co było to wszystko?

Na tle trylogii sequeli, The Rise of Skywalker trzyma przyzwoity poziom, zaryzykuję nawet stwierdzenie, że jest najlepszą częścią od Disneya (nie licząc spin-offów). Stanowi godne zwieńczenie tej, kompletnie nic wartościowego nie wnoszącej trylogii.

W jakiś sposób (nie oceniam na ile to kwestia umiejętności, geniuszu, słuchania innych, czy może zwykłego losu) udało się Abramsowi posklejać cały ten misz masz, często docierając do granicy absurdu. W rezultacie ciężko brać ten film, bo i ma się wrażenie, że twórcy celowo tak to wykreowali - by nikt zbyt poważnie go nie traktował. Praktycznie każdy bardziej dramatyczny wątek jest od razu obudowywany jakimś humorem lub absurdem - tak jakby nie można było pozostawić widza choćby na 10 minut z poczuciem żalu, niepewności czy strachu.

Mam poczucie, że główni bohaterowie i ich historia została "dopieszczona". Abstrahując od tego, czy odbyło się to w taki sposób, jak byśmy sobie tego życzyli (każdy miał pewnie trochę inne oczekiwania), ale na pewno ma się poczucie, że mieli swoją rolę do odegrania i filmy dały im tę szansę.
Niestety tego nie można powiedzieć o bohaterach drugo i trzecioplanowych, którzy czasami nie wiadomo do końca po co są początek spoilera Np. Maz, która jest w bazie, ma nawet kilka kwestii, ale nie wiadomo po co one. Albo rycerze Ren, którzy i stylistycznie i fabularnie pojawiają się w tym filmie strasznie na siłę koniec spoilera.

Z perspektywy całej sagii, TROS potwierdził tylko, że na tę trylogię nie było nigdy spójnego pomysłu, a co więcej - nikt nie zastanowił się co ma ona przynieść (nie licząc oczywiście kilku mld $). Prequele może nie były tym, czego fani wychowani na OT oczekiwali, ale mniej lub bardziej przekonywująco wyjaśniały i pogłębiały wątki ze starej trylogii. Sequele zaś stworzyły tylko nowe, nic nie wnoszące wątki, ratując się reanimacją starych, już zamkniętych wątków. I, nad czym najbardziej ubolewamm, często te wątki deprecjonując i odbierając im cały patos.

Fabularnie TROS podobał mi się o tyle, że nie wydawał się już kalką z poprzednich części. Owszem, wykorzystywał stare motywy, cytaty, postaci, ale zazwyczaj cel był jasny - zagrać na uczuciach widza. Nie miałem natomiast ani razu wrażenia, że oglądam ponownie cały schemat z jakiejś poprzedniej części, tylko że w odświeżonej formie (np. atak na Starkiller niczym atak na Death Star, atak na Crait niczym kalka z ataku na Hoth, szkolenie Rey jak szkolenie Luke`a). Dopiero w tej części, mam wrażenie, że twórcy wyczuli balans między nową historią, a utrzymaniem poczucia jednego uniwersum. W dodatku to wszystko w całkiem przyzwoitej dynamice i zrównoważonym tempie.

The Rise of Skywalker z perspektywy pojedynczego, niezależnego dzieła wydaje mi się całkiem dobre. Z perspektywy trylogii sequeli umiejętnie zamykające i "sprzątające", jednak z perspektywy całej sagii, zupełnie niepotrzebne, nie wnoszące żadnej istotnej wartości, która nie byłaby już poruszana wcześniej w sadze (przyjaźń, miłość, poświęcenie, odkupienie etc. to już przecież dostaliśmy). Obiecywano zaś zamknięcie sagi, ale prawdę mówiąc, to zamknięcie wygląda identycznie jak zamknięcie po ROTJ początek spoilera (z tą różnicą, że Skywalker został jeden, a nie dwóch i w dodatku to Skywalker "z wyboru" a nie z "genów"). koniec spoilera Równie dobrze można na takim zakończeniu budować kolejną trylogię i coś czuję, że za kilka lat Disney się o to pokusi.

Trzeci seans

2D/napisy podczas maratonu całej nowej trylogii.


Podzielę się przy okazji moją refleksją, którą chwilę temu napisałem na FB.


Cóż można rzec o charakterze poszczególnych filmów z najnowszej trylogii Star Wars, z perspektywy maratonu tychże epizodów?

Na pewno to, że każdy z nich ma zupełnie inny sposób ukazywania świata przedstawionego.

Przebudzenie Mocy jest taką typową baśnią, w pełni wpisaną w monomit campbellowski. Co zresztą budziło spore kontrowersje, gdyż film wyglądał niemalże identycznie jak oryginalne Gwiezdne Wojny, nazwane później Nową Nadzieją.

Ostatni Jedi to dzieło mistyka, które niewielu zrozumie. Tutaj trzeba otworzyć się na film "ponad zmysłowo", być jak Jedi i po prostu to poczuć jako doznanie duchowe, ukryte pod znakami i symbolami prostej w formie historii.

Skywalker. Odrodzenie to dla odmiany trash metal w SW. Ma swoje przesłanie i historię, ale w pierwszej kolejności, film porywa w szaleńczą przygodę. Niemniej, nawet w trash metalu znajdują się wolniejsze momenty, zaś przy częstym oglądaniu to ultra dynamiczne tempo okazuje się być czymś naturalnym i lekko przyswajalnym.

Ech, jak ja kocham te filmy <3




Na normalną reckę trzeba będzie poczekać

Re: Trzeci seans

No właśnie, TROS to trash metal czy polka galopka, gdy wszyscy spodziewali się rocka progresywnego, jeśli nie finału symfonii

tHrash

Panowie, panowie: thrash metal

Re: tHrash

Ożesz, przepraszam - mój błąd. Brak snu od ponad 25 godzin, po całym tygodniu wczesnego wstawania troszkę mnie sprowadził na złe tory.

Re: Trzeci seans

Pięknie to ująłeś, o tych trzech filmach, na pewno po części tak jest ale jednak spora ilość widzów nie dała się nabrać na wyrób starwarsopodobny. Wszystko byłoby pięknie, tak jak to opisałeś, gdyby jeszcze stała za tym jakość. Niedawno słyszałem porównanie że Star Wars to była wspaniała restauracja, która przyciągała tłumy klientów. Potem jednak odszedł główny szef kuchni, założyciel i pomysłodawca a inni wyrobnicy przejęli jego dzieło. Podobnie jest z trylogią sequeli. Wielu ludzi chodzi tam jeszcze wprawdzie z przyzwyczajenia, ale wychodzą juz z niesmakiem. Inni z kolei wciąż się nabierają, że jest to przepyszne pełnowartościowe danie. Jasne, nie jest to w pełni trafione porównanie, bo sam Lucas zrobił drugą nieudolną trylogię a innym twórcom wyszły świetne spin-offy. Niemniej jednak trylogia sequeli bardzo chciała odnieść sie i nawiązać do swojego monumentalnego poprzednika, czasami po prostu go kopiując i niestety tu nie starczyło wizjonerstwa, ambicji i konsekwencji aby stworzyć kolejne wielkie dzieło.

Cała trylogia sequeli nie zaprzeczę, ma masę świetnych momentów, oraz takich które chwytają za serce. Taki TLJ w pewnych swoich wątkach faktycznie ociera sie o geniusz i pokazuje że miało to wszystko wielki potencjał. Jednak nieudolne wykonanie, brak spójności, brak wizji, ambitnych pomysłów oraz masa głupot i niekonsekwencji sprawiła, że cały ten projekt jest tylko echem dawnej świetności. Powrót Palpatina jako głównego, groteskowego złola dopiero w 3 części, niewykorzystanie potencjału Snoke`a, tworzenie głupich wątków romansowych typu Finn Rose a potem kompletne ich porzucanie to tylko niektóre przykłady.
Widać teraz jak na dłoni jak o dużo lepsza, spójniejsza i bardziej konsekwentna była stara trylogia. Reżyser nowej natomiast to żaden geniusz. To zaledwie w miarę utalentowany wyrobnik. Zrobił ze starwarsami to samo co ze startrekami. Sprowadził je do poziomu mało ambitnej aczkolwiek miłej dla oka rozrywki w której występują standardowo jak to u niego głupoty na niespotykaną dotąd skalę. JJ nigdy nie nakręcił dobrego filmu, zawsze wychodziły mu średniaki, za to Rian Johnson choćby przy takim Knives Out udowodnił, że ma zadatki na geniusza. Na dzień dzisiejszy mogę powiedzieć, że szkoda, że to nie on stworzył całą tą trylogię, bo byłoby to na pewno ambitniejsze dzieło.

Tak więc jak najbardziej, mamy baśń, dzieło mistyka i trash metal. Można pooglądać, posłuchać i jakieś tam wrażenia mieć. Zbyt dużo jednak kultury już w życiu wchłonąłem, zbyt wiele dobrych baśni obejrzałem, wybitniejszych mistycznych dzieł doświadczyłem i lepszego trashu słuchałem, żeby się nabrać że nowa trylogia to jest coś czym można się zachwycać. Jak widać tacy smakosze jak Komisarz Sev, Yako czy Star Wars Explained także są mniej lub bardziej zniesmaczeni i smutni. Smutni, że kuchnia już nie tej samej jakości


Re: Trzeci seans

Może wklejmy wideorecenzję Tomasza Raczka do której się odwołujesz.
https://youtu.be/4cCVGU2N_Uc?t=22
Jak nie oglądam ludzi, którzy wklejają swoje filmiki na YouTube, bo niby po co, tak Tomasza Raczka znam od czasów programu "Perły z lamusa" w TVP PRL, więc chętnie obejrzałem co ma do powiedzenia w temacie SW.

Jak ktoś ma trochę czasu do zmarnowania (ja akurat mam) i kojarzy Pana Tomasza to polecam, bo jest to piękny przykład - jak to mówią dzieciaki - samozaorania

Takiej mieszanki bzdur i oczywistości typu "Ludzie słuchajcie odkryłem że dzisiaj jest sobota!" podawanych całkiem na poważnie, jak słowo daję nie widziałem.

Jak dla mnie, ten materiał to "Przypał Miesiąca" ale Pana Tomasza Raczka dalej szanuję i zalecam mu mniej alkoholu, bo szkodzi.

Re: Trzeci seans

Odwołuję się do tej recenzji tylko po to żeby przytoczyć porównanie, w którym tak jak napisałem, uważam, że "coś" jest. Nie twierdze że się z tym panem zgadzam. Momentami zresztą Pan T. odpłynął i poprzekręcał pewne rzeczy. Poza tym ewidentnie nigdy nie czuł SW, ale jak już piszesz o samozaoraniu i steku bzdur to może podałbyś przykłady? Podejrzewam, że większość osób które nie wychowały się na SW o tym filmie powiedziałoby z grubsza to samo. To tylko dowodzi, że jest on mało uniwersalny i mało ambitny. Moi uczniowie z 8 klasy powiedzieli mi wczoraj, że film był super, najlepsze SW ever. Jakby nie patrzeć potwierdza się to co pan Tomasz powiedział. Główny target filmu w zasadzie dobrze nakreślony.

Re: Trzeci seans

A, i jeszcze jedno. Tradycyjnie planuję pójść na jeden z seansów ze swoim tatą ale jakoś się boję. Zawsze chodziliśmy, mimo że mój tata nie jest fanem SW; ale jak zobaczy tą dziecinado-żenadę z Imperatorem i poziom fantastyczności filmu to obawiam się, że może wyjść z kina. Jest się czego wstydzić.

Re: Trzeci seans

Jakie bzdury?
O Palpim, że cała machina ILM CGI odwzorowywała zabawkę w tym filmie i to mu się w głowie nie mieści, że Leia była CGI a mogli pokazać jej kunszt aktorski, bo była bardzo utalentowaną aktorką, zamiast tego poszli graficy na łatwiznę i tylko wygłaszała puste zdania bez emocji

Coś gdzieś słyszał, poprzekręcał, generalnie ośmieszył się, zarzuca podrabianie produktu, a na dzień dobry mówi że oryginał jest denny, znałem zawodowych recenzentów którzy byli dekadę starsi od niego a czaili temat, przynajmniej na tyle, żeby zrozumieć iż jak ktoś dorosły idzie obejrzeć bajkę, to wcale nie oznacza iż to tego dorosłego definiuje/określa

To jakieś kuriozum w ogóle

Tym sposobem pan Tomasz sam stał się "Perłą z lamusa"

Rzeczy absolutnie oczywiste wygłasza jakby odkrył koło wczoraj. To razi i to też ośmiesza jego samego, bo to wiedza na poziomie dzieci w wieku 5-6 lat.
Gdzie on się uchował?

PS
Mike, ojca nie bierz na ten film. Moja mama szybko usnęła na ROTJ, w książce "Gwiezdne wojny. Jak podbiły wszechświat?",masz opisaną sytuację gdy zaciągnęli starego Indianina do kina na ANH. I czego to dowodzi?

Ludzie którzy traktują poważnie Star Wars i szukają tam sztuki, są cholernie niepoważni.

Rozumiem widzów którzy oceniają 1/10, bo tu w grę wchodzą jakieś emocje, natomiast ludzi którzy oceniają 5/10 jest mi po prostu żal, to takie smutne.

Re: Trzeci seans

- czaili temat, przynajmniej na tyle, żeby zrozumieć iż jak ktoś dorosły idzie obejrzeć bajkę, to wcale nie oznacza iż to tego dorosłego definiuje/określa

Niestety, dzisiaj ludzie na siłę starają się być "dorośli" (nawet jak nie są), choć jeszcze nie wiedzą, że dorosłość nie definiuje się przez filmy, jakie się ogląda

I, ludzie, idźcie na ROTS-a, to fajny film mimo głupotek i nawet mimo PalPutina, warto - ja pewnie jeszcze z parę razy pójdę, bo tam "się dzieje"

Re: Trzeci seans

Dokładnie, to jest taki mechanizm:
Oglądam mądre filmy, sam jestem mądry

Bardzo często obserwuję też próbę dowartościowania się dobrymi filmami.
Na tej samej zasadzie.

Re: Trzeci seans

Zgoda co do tych bzdur co wygaduje pan Raczek, ale też sporo prawdy w tym co mówi jest. Jeśli by mówił o tym filmie w większości pozytywnie to byłoby chyba z nim(Raczkiem) coś nie tak. Wyobrażasz to sobie? Bo ja nie.

Tu nawet nie chodzi o poważne traktowanie, ani o sztukę, tylko o pewien poziom. R1 i Solo się w miarę ojcu podobał, bo to są filmy z deczka poważniejsze i lepiej wykonane niż prawie marvelowskie disneyowskie Star Wars.

Ostatnie zdanie, które napisałeś jest niezwykle ciekawe. Niby dlaczego jest Ci żal ludzi, którzy oceniają film na 5/10? Sam wystawiłem taką ocenę i myślę, że jest ona najbardziej rozsądna. Nigdy nie zrozumiem maksymalnych hejterów, którzy nie są w stanie zauważyć absolutnie niczego pozytywnego w takim filmie. Ale chyba jeszcze bardziej mnie wkurzają ludzie tacy jak ty i inni, którzy walą "dychami" na lewo i prawo. Po prostu jesteście niepoważni i śmieszni. Jak father Rodercick, takie małe bobo, co łyka wszystko i ocenia na maksa bo to SW.

Re: Trzeci seans

https://www.youtube.com/watch?v=zckNkregulI&t=475s

Tu masz reckę od Star Wars Explained. Można powiedzieć Star Warsowy autorytet z poziomem wiedzy i zaangażowania godnym największych superlatyw. Jego ocena 6/10. Też Ci jest go żal?

Re: Trzeci seans

Dlaczego żal?
Bo tu chodzi o zabawę, a oni zbyt poważnie do tego podchodzą i się tym nie bawią. A to źle.

Po prostu jesteście niepoważni i śmieszni.

Tak!
Gdy myślę o Star Wars nigdy nie jestem poważny i zawsze mam uśmiech na twarzy.

Jak krytykuję to raczej w środowisku fanów, nie "na zewnątrz" a krytykuję głównie z tego powodu że chcę większej zabawy i większej fantazji.
Jak zrobią kiedyś ze Star Wars kino moralnego niepokoju, to super.

Póki co:
Chodź do nas, bawmy się, że he-ej
https://youtu.be/DgmjfR3RO-Q?t=3

Re: Trzeci seans

Bzdura HAL`u

Tu nie tylko chodzi o zabawę. Nie chcę, żeby SW było tylko czystą popcornową rozrywką w dodatku głupią.

Nawet jak obrażają Twoją inteligencję jako widza i traktują jak debila masz banana na twarzy?

Jeśli SW to dla Ciebie poziom Tansformers to w sumie rozumiem.

Re: Trzeci seans

-Ludzie którzy traktują poważnie Star Wars i szukają tam sztuki, są cholernie niepoważni.

Ludzie mają prawo być niepoważni czy infantylni. Ja jestem infantylna aż do bólu, uwielbiam OT, uwielbiam PT, na ROTJ i ROTS ryczę jak milion zdesperowanych bobrów, mało tego, nawet na TCW i Rebelsach zalewam się łzami. I co z tego że bajka, skoro dla mnie to niesamowite katharsis? Śmianie się z uczuć, nawet nie wiem jak głupich i naiwnych jest paskudne i cyniczne. Dzieciom nie podcina się skrzydeł, choćby były nie wiem jak duże

Re: Trzeci seans

Jeżeli dobrze zrozumiałem, to w pełni się zgadzam.
Przybij piątkę

Ja na pewno nie śmieję się z czyiś uczuć. Jak ktoś uważa SW za Sztukę przez duże S to spoko, ale jest w błędzie. Jednak nie będę temu komuś udowadniał że się myli. Mam serce, choćby elektroniczne ale mam
https://youtu.be/D9SeOm4KsaY?t=185

Re: Trzeci seans

Broń boże nie znam się na sztuce, przez małe czy duże "s", albowiem czy to snobizm czy duże mniemanie dla własnej osoby są mi obce. Niemniej, co bliske sercu memu, tego bronić będę niczym nosorożyca suu-ki. A teraz lecę oglądać Jokera.

Re: Trzeci seans

To miłego seansu życzę, Joker to świetny film ale... kiepskie Star Wars

TROS>Joker

Re: Trzeci seans

Zarówno Ci którzy uważają SW za sztukę przez duże S jak i Ci którzy sądzą, że to tylko głupia rozrywka są w błędzie Bo Star Wars to sztuka przez małe s

Re: Trzeci seans

Z całą pewnością sztuka robienia $$$$$

Re: Trzeci seans

Stuntman Mike napisał:
tworzenie głupich wątków romansowych typu Finn Rose a potem kompletne ich porzucanie

-----------------------

Naprawdę bawi przekonanie, że jak w jednym filmie zasygnalizowano "romans" dwóch osób, to w następnym filmie dziejącym się rok później ma być WNM.

Re: Trzeci seans

Wybacz ale jeśli w jednym z filmów trylogii zaczyna się coś budować (wprowadzając nową postać) a w drugim nie ma nawet po tym śladu a jedna z postaci stała się tłem to tutaj ewidentnie zaszło coś nie tak na poziomie spójności fabularnej. Nie widzę w tym absolutnie nic zabawnego, raczej przykrego.

Re: Trzeci seans

Hint: wprowadzenie postaci nie przesądza o jej dalszym losie. Możesz porównać np. z postacią JJ w PT.
Rose się pojawiła, bo była potrzebna (po części scenarzyście, po części może do zachęcenia określonej widowni). W TROS występuje, tyle że bez indywidualnego wątku - na poziomie porucznik Connix, komandor D`Acy, Niena Nunba czy Beaumonta.

Re: Trzeci seans

Jar Jar to faktycznie, świetny przykład świetnej postaci

Tutaj wypada zakończyć polemikę bo jeśli jesteś w stanie dalej bronić takich bubli to ja już powiedziałem swoje.

Re: Trzeci seans

Cieszę się że zrozumiałeś swój błąd

Re: Trzeci seans

Nope. Po raz kolejny utwierdziłem się w przekonaniu, że obce jest Ci logiczne myślenie a arogancja jak zwykle na najwyższym poziomie

Re: Trzeci seans

Jeżeli Ci się wydawało, że przedmiotem dyskusji było czy postać jest "świetna" to zwracam honor, tkwisz w błędzie

Re: Trzeci seans

Nie czy postać jest świetna tylko czy jest ch*****a Samo życie pokazało, że zarówno JJ i Rose to porażki i w następnych filmach już wstyd było do nich wracać.

Re: Trzeci seans

Podpowiedź: nie dyskutowaliśmy ani o tym, ani o tym

Re: Trzeci seans

Jedno wynika z drugiego i jest ze sobą połączone. Dyskutowaliśmy o tym że błędem okazało się wprowadzenie postaci i jej nieudolnego wątku co bardzo widać w potraktowaniu tej postaci później. Z JJ przykład jest jeszcze okrutniejszy. Nie pysznij się już tą swoją arogancją.

Re: Trzeci seans

Przypomnę, bo próbujesz uciec od swojej porażki: dyskutowaliśmy o tym, dlaczego w zasadzie wątek "romansowy" miałby być kontynuowany w kolejnym filmie. Użyłeś różnych niezbornych argumentów w stylu braku spójności (jako błędu warsztatowego) i jednocześnie tego, że postać miała być nieudana (bez uzasadnienia, oczywiście). Wszystko po to żeby przykryć prosty fakt: że uroiłeś sobie rzekomą "konieczność" ciągnięcia wątku "romansowego" (abstrahując zupełnie od tego, jak Finn wchodzi w relacje emocjonalne).
Rose została wprowadzona w jednym filmie, w drugim jej rola została ograniczona chociażby z uwagi na ograniczoną ilość miejsca (przy czym pełni funkcję jednego z głównych analityków technicznych).

Re: Trzeci seans

Jesteś tak mało myślącym człowiekiem, że odpływasz w rejony niezwiązane z tym o co się rozchodzi i gadasz od czapy. Twoja pycha i wywyższanie się są żałosne.

Powtórzę, ci jeszcze raz prosto, żebyś może zrozumiał. Wątek romansowy powinien być kontynuowany, jak każdy wątek, który się zaczyna w jednym rozdziale, aby coś z tego wynikało w drugim. Inaczej jest on zbędny i niepotrzebny. Takich rzeczy w ST można by mnożyć a wynika to z dwóch nazwisk - Rian vs. JJ. Brak spójności, brak wizji. Jeśli nie rozumiesz tego jako krytyki i bronisz tego, to jesteś mało rozgarniętym człowiekiem. Ja wiem, że Cię to bardzo boli, stąd te wszystkie próby wywyższania się i dowartościowywania się.

Re: Trzeci seans

Poza tym błędnie zakładasz, że zmarginalizowanie postaci zarówno Rose jak i JJ wynika z tego, że nie było dla nich miejsca w następnych częściach bo spełnili swoją rolę w częściach poprzednich. Naiwne myślenie. W następnych częściach nie było ich dlatego, że to co robili w pierwszych było po prostu głupie i twórcy woleli się od tego odciąć. W takim wypadku wolałbym jednak pociągnąć wątek danych postaci i zrehabilitować je w następnej części. Wtedy nie odniósłbym jako twórca podwójnej porażki. Zachowałbym przynajmniej ciągłość. Zwłaszcza w przypadku postaci Rose (twoje porównanie z JJ jest nieadekwatne), gdzie oprócz samej postaci mieliśmy jeszcze wątek "romansu" z inną postacią. Zminimalizowanie ich roli jest jednak przyznaniem się do porażki i wadą filmów o czym napisałem na samym początku.

Re: Trzeci seans

To że wątek "romansowy" miałby być kontynuowany, ma tylko jeden argument "za": bo takie masz widzimisię, które nieopatrznie bierzesz za cokolwiek merytorycznego i dowód rzekomego "rozgarnięcia".

Zatem skoro zakończyliśmy na Twoim braku argumentów, to idź i nie grzesz więcej.

Re: Trzeci seans

O, dopisałeś kolejne błędne założenie, że JJ został zminimalizowany z uwagi na brak miejsca. Typowe w sumie, że nie radzisz sobie z czytaniem tego co jest napisane, i dopisujesz sobie własne wizje, z którymi pracowicie polemizujesz.

Re: Trzeci seans

Tak samo jest z postacią Huxa. Tutaj jednak odrobinę go zrehabilitowano choć można było przecież go zostawić, żeby tylko siedział na tych konferencjach FO . Traktuję to wszystko jako nieudolność twórczą i wady ST.

Re: Trzeci seans

Doskonale pokazałeś, że to tobie skończyły się już argumentu za, twierdząc, że to tylko moje widzimisię. Wyjaśniłem ci dokładnie jaka jest logika budowania postaci i ich wątków, ale widocznie tego nie jesteś w stanie pojąć. Trudno.

Re: Trzeci seans

"Hint: wprowadzenie postaci nie przesądza o jej dalszym losie. Możesz porównać np. z postacią JJ w PT.
Rose się pojawiła, bo była potrzebna (po części scenarzyście, po części może do zachęcenia określonej widowni). W TROS występuje, tyle że bez indywidualnego wątku - na poziomie porucznik Connix, komandor D`Acy, Niena Nunba czy Beaumonta."

Sam zasugerowałeś, żebym porównał z postacią JJ, więc porównuję. Potem od razu piszesz o potrzebie pojawienie się postaci i doskonale się to pokrywa z tym jaką rolę miał spełnić JJ w EP1 i dlaczego później wylądował na poziomie o jakim wspominasz. To wynika z Twojej wypowiedzi a nie z moich błędnych założeń.

Ale spoko, typowe jak na ciebie: nie radzisz sobie, popełniasz błąd, dam ci podpowiedź. Ty człowieku naprawdę potrzebujesz poklasku. Jesteś taki mądry, taki logiczny, taki inteligientny. Wow

Re: Trzeci seans

"Sam zasugerowałeś, żebym porównał z postacią JJ"

Gdybyś radził sobie z jakąkolwiek logiką, to przeczytałbyś całość fragmentu, który zacytowałeś:
"wprowadzenie postaci nie przesądza o jej dalszym losie. Możesz porównać np. z postacią JJ w PT."

Ale ponieważ sobie nie radzisz, to udałeś że podkreślonego fragmentu nie widzisz i zamiast tego dopisałeś sobie założenie zdoopy.
I takie to Twoje "argumenty"

Re: Trzeci seans

Poczułeś się lepiej? Na pewno tak mądralko

To twoje zdanie "wprowadzenie postaci nie przesądza o jej dalszym losie" jest zupełnie nie związane z wątkiem głównym jak i całe porównanie do JJ także nieadekwatne. Tu nie chodzi o żadne przesądzanie o losie tylko o wykorzystanie już rozpoczętego wątku postaci. Skoro się pojawił to powinien mieć kontynuację (patrz Rose, Snoke, Hux). Ty oczywiście nie jesteś tego w stanie pojąć i uciekasz do obrażania ludzi jacy to oni są małointeligentni.

I takie to Twoje argumenty. Znowu to samo. Nic z głównego wątku, jedynie wywyższanie, arogancja, pycha i chęć dowartościowania się. Ciągnij dalej szukanie gdzie zrobiłem błąd językowy bo merytorycznie o wątku to już dawno niczego nowego nie wymyśliłeś.

Re: Trzeci seans

Poza tym skoro tak przywiązujesz wagę do zdania poprzedzającego to czemu nie potraktować zdania następującego za kontynuację myśli? Mozna odnieść wrażenie, że chciałeś pokazać, że JJ był potrzebny na jakiś czas przytaczając przykład Rose i co się z nią stało. Pokrywa się to z tym co się stało z JJ. Coś chyba słabo się wyraziłeś ;P

Re: Trzeci seans

Stuntman Mike napisał:
To twoje zdanie "wprowadzenie postaci nie przesądza o jej dalszym losie" jest zupełnie nie związane z wątkiem głównym

Zastanawiam się czy istnieje jakiś poziom zaprzeczania rzeczywistości, na którym sie zatrzymasz
Bo skoro dyskusja zaczęła się od:
jak w jednym filmie zasygnalizowano "romans" dwóch osób, to w następnym filmie dziejącym się rok później ma być WNM
to faktycznie, cytowany przez Ciebie fragment zupełnie, ale to zupełnie nie ma z tym związku

Tu nie chodzi o żadne przesądzanie o losie tylko o wykorzystanie już rozpoczętego wątku postaci. Skoro się pojawił to powinien mieć kontynuację (patrz Rose, Snoke, Hux).

Gdybyś obejrzał TROS to wiedziałbyś, że wątek Rose jako specjalisty ds techniki (leciała w misję z Finnem żeby wyłączyć system naprowadzania) jest kontynuowany. Ale Ty wolisz żyć w świecie własnej imaginacji, w którym Rose jest tylko ukochaną Finna czy na odwrót, w dowód czego traktuje go paralizatorem - i te imaginacje uważać za "argument"

Re: Trzeci seans

Pokazałbyś klasę, gdybyś potrafił odnieść się tylko do meritum sprawy. Na etapie trzech pierwszych wypowiedzi mamy jednak:

"Naprawdę bawi przekonanie"
"Hint"
"Ciesze się, że zrozumiałeś swój błąd"

To tylko świadczy o twojej małości i braku szacunki do rozmówcy. No i oczywiście o wszechobecnej arogancji.

Re: Trzeci seans

Ale weź się może nie rozpłacz nad tym trzecim cytatem, który jest odpowiedzią na Twoje zaczepki personalne?

PS PRZEPRASZAM ZA PIERWSZE DWA skoro tak strasznie źle znosisz że ktoś ironizuje kiedy śmie wytknąć Ci brak argumentów.

Re: Trzeci seans

Chyba wtedy się zatrzymam, kiedy Ty zatrzymasz się w swoich idiotyzmach i arogancji. Ale dobra, kolejny raz wyjaśniamy bartoszczowi

Wprowadzenie postaci i jej wątku romansowego obliguje to kontynuowania tego wątku w części następnej. Ty natomiast błędnie brnąłeś w argument samego wprowadzania postaci, porównując to z JJ. Próbowałem Ci mówić, że to nieadekwatne ale przy okazji wyszły pewne podobieństwa w obu postaciach. JJ nie miał jednak takiego powiązania z inną postacią jak Rose z Finnem. Twoje dalsze argumentacje są więc nietrafione. Natomiast każdy myślący człowiek wie, że odrzucanie wątków w następnych częściach stanowi o porażce pomysłu twórcy. Tobie najwyraźniej się to w głowie nie mieści. bardzo mi przykro.

Re: Trzeci seans

Argumentów to ja Ci dałem wystarczająco, ale zamiast czytać to wolisz się na siłę wywyższać.

Re: Trzeci seans

Stuntman Mike napisał:
Wprowadzenie postaci i jej wątku romansowego obliguje to kontynuowania tego wątku w części następnej.
-----------------------

Ach, czyli Ty nadal wyobrażasz sobie jakiś wątek romansowy. Albo masz specyficzną wizję romansu paralizatorem, w więzieniu Canto Bight i na Supremacy
Oraz: nie obliguje, poza Twoim wyobrażeniem o tym co twórcy Twoim zdaniem powinni. Romans może się równie dobrze skończyć, co trwać. W pewnej chwili wydawało się że sugerujesz że "jeżeli wprowadzili postać to..." i to Ci wyjaśniłem, dlaczego takie myślenie nie ma racji bytu. Skoro zatem niezmiennie nie masz argumentu dlaczego "powinien"...

Re: Trzeci seans

W zaczepkach personalnych to mistrzem jesteś ty. W żaden sposób nie mówiłem o Tobie ani się z ciebie nie śmiałem, jedynie nie zgodziłem się z Twoim zdaniem. Ty natomiast już od początku obrażasz i brniesz w zaparte tym samym się pogrążając. Boli cię to, oj boli, że ktoś odsłonił twoje braki i małostki. Dlatego nie możesz przestać

Re: Trzeci seans

"Ach, czyli Ty nadal wyobrażasz sobie jakiś wątek romansowy. Albo masz specyficzną wizję romansu paralizatorem, w więzieniu Canto Bight i na Supremacy"

Naśmiewanie się z argumentów innej osoby. Jakież to typowe dla ciebie

Jesteś strasznie naiwny w swoich tłumaczeniach. Jak najbardziej obliguje i nie ma to nic wspólnego z moimi wyobrażeniami, bo ja to bym w ogóle takiego wątku nie zaczynał. Mamy tutaj jednak do czynienia z brakiem konsekwencji i marnym scenopisarstwem. A jeśli już romans ma się skończyć to niech pokażą to widzowi w filmie a nie ucinają ten wątek jakby nie istniał. Wiesz co bartoszcze, dla ciebie widzę, że nawet jakby Hux nie pojawił się w ostatniej części to też byś to obronił naiwnymi, żeby nie powiedzieć debilnymi argumentami, podczas gdy cały świat by się zastanawiał "gdzie do cholery jest Hux"? Proszę cię zamilknij bo już mam dosyć tej Twojej żenady. Jesteś jak widać "wyjątkowy"

Re: Trzeci seans

Aha, czyli Ty misję związaną z wyłączeniem namierzania w nadprzestrzeni uważasz za wątek romansowy. To wiele wyjaśnia jeśli chodzi o Twoje rozumienie filmu

I niezmiennie brak jakichkolwiek argumentów na obronę swojego twierdzenia "jak jest wątek romansowy [cokolwiek przez to rozumiesz] to należy go kontynuować" przykrywasz słabymi próbami wycieczek osobistych. Ziew. Daj znać jak doszukasz się jakiegoś argumentu

Re: Trzeci seans

"Aha, czyli Ty misję związaną z wyłączeniem namierzania w nadprzestrzeni uważasz za wątek romansowy. To wiele wyjaśnia jeśli chodzi o Twoje rozumienie filmu "

Gdzieś to wyczytał geniuszu? Jeśli już ten wątek romansowy miał jakiś swój kulminacyjny punkt to było to uratowanie Finna i pocałunek.

Powtórzę Ci po raz piąty argument, choć do tej pory to już siedmiolatek by zrozumiał. Wątki zaczynane powinny być kontynuowane a nie odstrzelane poza ekranem jakby ich nie było. Bo w takim razie po co to robić? Czemu służyło to uratowanie i ten pocałunek? To podstawa logicznego scenopisarstwa. Tak jak dałem przykład z Huxem, podobnie jest z Rose. Widz automatycznie się pyta "zaraz zaraz, to ci już nie tego"? "albo "co z tym z poprzedniej części?" Jak nie pojąłeś to już chyba nie ma nadziei.

Re: Trzeci seans

Aaaaa! No faktycznie skoro do filmu wstawiono JEDNĄ SCENĘ "romansową", to tym bardziej należało Kategorycznie Kontynuować W Kolejnym Filmie

To teraz przypomnij jak brzmiał ten "argument za tym, że jednoscenowy wątek należy kontynuować? Aha, BO TAK. OK, przecież od początku wszyscy wiemy że nie masz argumentów.

PS Na pytanie:
Czemu służyło to uratowanie i ten pocałunek?
odpowiedź jest wprost udzielona w filmie. Ale wiem, musiałbyś obejrzeć, najlepiej ze zrozumieniem.

Re: Trzeci seans

https://www.youtube.com/watch?v=wRJL46wWfUY&t=389s

od 3:20 do 4:00
Patrz jak właśnie znalazłem. Właściwie to próbuję to samo przekazać ale widocznie jemu też wygarniesz brak argumentów. Ale miło że się z gościem zgadzamy

Re: Trzeci seans

PS Na pytanie:
Czemu służyło to uratowanie i ten pocałunek?
odpowiedź jest wprost udzielona w filmie. Ale wiem, musiałbyś obejrzeć, najlepiej ze zrozumieniem.

ty nawet najgłupsze rzeczy jesteś w stanie łyknąć

Re: Trzeci seans

Cieszę się że znalazłeś sobie kogoś z kim się zgadzasz, ale miałeś znaleźć - uwaga - argument. To że ktoś coś powiedział, to - uwaga - nie jest argument.

Re: Trzeci seans

Cóż, Ty uważasz że to co sam wymyślisz, jest mądrzejsze niż fakty

Re: Trzeci seans

Ale skoro już przyjąć odpowiedź "We`re going to win this war not by fighting what we hate, but saving what we love! " to jest wprost potwierdzenie jakiegoś tam rodzącego się wątku romansowego. Tak więc sam się zaorałeś

Re: Trzeci seans

"Cieszę się że znalazłeś sobie kogoś z kim się zgadzasz, ale miałeś znaleźć - uwaga - argument. To że ktoś coś powiedział, to - uwaga - nie jest argument."

To może byś się odniósł do wypowiedzi zamiast mi tu prawić uwagi Oświecę Cię. Facet daje te same argumenty co ja

Re: Trzeci seans

O, to już nie "wątek romansowy budowany przez wprowadzenie nowej postaci", tylko "wątek romansowy rodzący się w jednej scenie"

I argumentu dlaczego "rodzący się jednoscenowy wątek romansowy" koniecznie ma być kontynuowany - nadal brak

Oraz: "saving WHAT we love" to tak średnio wskazuje, że chodzi o osobę, ale przecież fakty nigdy Ci nie przeszkadzają

Re: Trzeci seans

Jeżeli facet "daje te same argumenty co Ty", a Ty nie dajesz żadnych, to znaczy że szkoda czasu zajmowanie się kolejną osobą z brakiem argumentów

Re: Trzeci seans

Odniesienie się do wypowiedzi faceta - nadal brak.

Wątek romansowy nie wynika z wprowadzenie nowej postaci. Abstrahując po co Rose była w tym filmie, pojawił się także tam wątek romansowy. I nie w jednej scenie. Czuło się tego trochę więcej

Jakby było zamiast what - who to już nie miałbyś się do czego przyczepić, prawda?

Re: Trzeci seans

Jeżeli facet "daje te same argumenty co Ty", a Ty nie dajesz żadnych, to znaczy że szkoda czasu zajmowanie się kolejną osobą z brakiem argumentów

Raczej dajemy konkretne argumenty i nie jesteśmy w tym odosobnieni, za to Ty jeden, który jak mniemam pozjadał wszystkie rozumy nadal nie rozumie

Re: Trzeci seans

Powtórzę ostatni raz: CZYJAŚ OPINIA to nie jest argument, więc nie ma się do czego odnosić.

"Wątek romansowy nie wynika z wprowadzenie nowej postaci" (22:46:18)
"jeśli w jednym z filmów trylogii zaczyna się coś budować (wprowadzając nową postać)" (14:44:48)
Pick one.

I argumentu dlaczego niby-wątek romansowy złożony z jednej sceny pocałunku miałby być kontynuowany, nadal brak. Sugerowałem żebyś wrócił, jak znajdziesz jakiś argument. Na razie próbujesz desperacko uzasadnić istnienie wątku romansowego jako punktu wyjścia, ale nic dalej.

Re: Trzeci seans

A ja powtórzę CZYJAŚ OPINIA NIE JEST ARGUMENTEM, W NIEJ SĄ ARGUMENTY" więc jak już zrozumiesz to się odnieś bo cały czas nie masz racji i w tym tylko brniesz.

Wybieram oba. Jeśli w jednym z filmów trylogii, zaczyna się coś budować (samą postać oraz relację z Finnem), wprowadzając nową postać ,która pełni zarówno role mechanika, siostry i jeszcze kilku innych a ZARAZEM ma być potem połączona romantycznie z Finnem (tak, to jest połączone), to wypadałoby to rodzące się uczucie jakoś pociągnąć, albo ukrócić. Ale na ekranie. Inaczej jest to albo marne scenopisarstwo, które najwyraźniej uwielbiasz albo niespójność wizji, na którą przymykasz oko. Albo to i to.

Re: Trzeci seans

Jeżeli znalazłeś w cudzej wypowiedzi argumenty, których nie podałeś (nie podałeś żadnych, więc nietrudno) to je podaj. Jeśli nie umiesz, to znaczy że nie ma tam argumentów. Elementarne.

Ach, czyli jednak pomieszało Ci się wprowadzenie postaci budowanej w jednym filmie (która jest w następnym filmie w roli nawiązującej do tego co budowano w pierwszym filmie, więc jest kontynuacja i spójność) z "rodzącym się uczuciem" (sprowadzającym się do jednego pocałunku w stanie emocji pobudzonych bitwą, gdzie najpierw jedna osoba postanowiła poświęcić życie za innych, a druga jej to życie uratowała żeby śmierć nie była bezsensowna).
I już nie "należy kontynuować" tylko "wypadałoby jakoś pociągnąć". Dlaczego? Dawno temu napisałem że tylko dlatego, że Ty tak sobie wyobrażasz - a Ty cały czas to potwierdzasz.

Re: Trzeci seans

Po to podaję linka, żebyś sobie obejrzał. Mam ci transkrypcję podać? Czy może angielskiego nie rozumiesz?

Widzisz, nikt nie wie do końca jaki był koncept tworzenia postaci Rose i jej relacji z Finnem. Chyba tylko sami twórcy. Ja nie wiem jak to się rodziło, która koncepcja miała być najpierw. Wiem tylko, że mamy nową postać i mamy jej wątek romansowy. Cały czas meritum odnosi się do wątku romansowego, i pan Roz dokładnie o tym mówi. Także przestań się czepiać słówek i zdań i skup się na esencji. To nie jest kwestia żadnych wyobrażeń tylko zasad logicznego scenopisarstwa. Pytam więc jeszcze raz. Gdyby Hux się nie pojawił w 3 części, uznałbyś tak samo jak w przypadku Rose, że mógł się ulotnić poza kadrem czy wolałbyś jednak mieć to wyjaśnione a najlepiej kontunuowane w satysfakcjonujący sposób w następnej części. Czy znowu byś gadał, że "wprowadzenie postaci nie przesądza o jej dalszym losie". albo, że dalsza historia Huxa "to moje widzimisię"?

Re: Trzeci seans

Tak więc nic mi się nie pomieszało. Wątek romansowy nie wynika bezpośrednio z wprowadzenia nowej postaci pani mechanik. On się dzieje by jeszcze lepiej wykorzystać postać, by zrobić z niej kogoś ważniejszego. Przypominam, że nawet Wiliams stworzył pod nią motyw muzyczny. Tak więc Rose mogła być zwykłą panią mechanik ale rozwinięto jej postać jeszcze bardziej. Natomiast po tym rozwinięciu nie ma śladu w TROS. Olano wątek tak jak i motyw muzyczny. Jest poczucie bezsensowności.

Re: Trzeci seans

Jeszcze wracając do twojego pierwotnego zdania:

"Naprawdę bawi przekonanie, że jak w jednym filmie zasygnalizowano "romans" dwóch osób, to w następnym filmie dziejącym się rok później ma być WNM."

Bo przecież w ROTJ Han i Leia mogli wrócić na stopę koleżeńską. Wprawdzie "zasygnalizowano" ich romans, były nie jeden tylko dwa pocałunki, (ten drugi z wyznaniem zapewne pobudzony sytuacją) i generalnie pół roku później nie powinno być WNM. A jednak Czy dalej uważasz, że czekanie widzów na rozwój sytuacji to tylko ich widzimisię czy może naturalna konsekwencja scenariusza ?

Re: Trzeci seans

Jeżeli nie stać Cię na poświęcenie minuty żeby streścić argumenty rzekomo wypowiedziane na filmiku, żeby można było je poznać 10x szybciej niż przez oglądanie filmiku (który notabene i tak ustawiłeś na inny moment niż napisałeś), to ja nie widzę sensu marnowania mojego czasu na sprawdzanie, czy tam jest jakikolwiek argument.

"Wiem tylko, że mamy nową postać i mamy jej wątek romansowy"

Więc wątek romansowy tej postaci (nie licząc cielęcego zachwytu szarej myszki nad bohaterem na samym początku, szybko przechodzącego we wściekłe rozczarowanie) sprowadza się do jednego pocałunku po uratowaniu życia. Jest to kompletnie nieistotne dla całości (a w połączeniu ze sceną uratowania i z wypowiadaną kwestią - służy przede wszystkim pokazaniu pewnej myśli, konsekwentnie dość prowadzonej przez cały film).
Dlatego skoro Rose bezdyskusyjnie jest obecna w E9 w roli podobnej jak w E8, to pytania o ewentualną nieobecność Huxa "dla porównania" są oczywiście bez sensu. Samej zaś przyczyny dla której "wątek romansowy" miałby być kontynuowany, niezmiennie nie jesteś w stanie podać - poza własnym przekonaniem o tym jak powinno wyglądać Prawdziwe Scenopisarstwo. Podejrzewam, że jesteś niewolnikiem schematu "dwie osoby płci odmiennej we wspólnej przygodzie"->romans, zapominając że Finn błyskawicznie stworzył Wielką Przyjaźń z Poe i równie szybko z Rey (a później z Jannah).

PS Brak kontynuacji wątku Leia-Han był najzupełniej wyobrażalny. Wystarczyłoby żeby Ford nie podpisał kontraktu na ROTJ

Re: Trzeci seans

Dla Twojej wiadomości, przedział czasowy, który podałem do obejrzenia to 40 sekund. Jeśli do tej pory nie jesteś w stanie tego obejrzeć zasłaniając się jakimś marnowaniem czasu i tym że jakbym to napisał byłoby 10 razy szybciej, to znaczy że masz jakiś problem. W wielu recenzjach gadają o zmarnowaniu potencjału Rose i tego wątku a Ty nie jesteś w stanie pojąć o co chodzi.

Łączy się to z kolejnym minusem filmu, mianowicie takim, że stare postacie, typu Rose, zostały zastąpione nowymi chyba tylko żeby sprzedać więcej zabawek. Wszystko pośpiesznie, dopiero w ostatniej części, zamiast wykorzystać to co zaczęli budować w drugiej. To samo jest z First Order. Na szybko wymyślamy nowe postaci (Imperator i Pryce) które by to ciągnęły, bo przecież Kylo i Hux to niekompetentni idioci z których już JJ by nic nie wycisną. Ale Ty oczywiście nie widzisz tych wszystkich bubli, bo widocznie jesteś zaślepiony. Zresztą skoro wyobrażasz sobie brak Hana w ROTJ to wyobraź sobie także o ile słabszy byłby ten epizod i niezależnie od tego czy to byłaby decyzja Forda na film wpłynęłoby to bardzo źle.

O Rose i niezliczonych problemach filmu a także zmarnowanych szansach możesz posłuchać sobie tu:
https://www.youtube.com/watch?v=s8QecJ422AM
Kapitalnie wypunktowane.

Re: Trzeci seans

Dziękuję za potwierdzenie, że nie ma sensu oglądać 40 sekund filmiku, w którym ktoś tak samo nie ma argumentów jak Ty (bo gdyby miał, to poświęciłbyś 40 sekund na ich przepisanie). I tak, możesz nazwać problemem moją preferencję dla słowa pisanego nad mówionym, Twoja sprawa, argumentów Ci od tego nie przybędzie, niezależnie od tego na ile filmików się powołasz.

Cały rant na temat filmów w ogóle też w głównej mierze dowodzi, że brak Ci argumentów na obronę tezy że "wątek romansowy" należało (pardon, wypadałoby) ciągnąć.

I to czy Hana mogło zabraknąć w ROTJ to nie jest kwestia mojego wyobrażenia, tylko faktów. Ford miał kontrakt na dwa filmy i dlatego wylądował w karbonicie, bo nie było wiadomo czy podpisze kontrakt na trzeci (a scenariusz ROTJ był pisany zanim zgodził się podpisać). Ale to już tak nawiasem mówiąc, bo to wątek czysto uboczny.

Re: Trzeci seans

Jesteś naprawdę myślącym inaczej Podałem Ci 40 sek niemalże takiego samego argumentu co ja i tłukę ten argument we wszystkich postach. Niewykorzystywanie wątków i postaci w poprzedniej części i porzucanie ich/ zastępowanie innymi to przykład złego prowadzenia bohaterów. Nie dowodzi to mojego widzimisię tylko bardzo złego scenopisarstwa. Podpowiedź: to jest ten argument którego tak szukasz

Ten film jest generalnie masakrycznie napisany, ma bardzo zły scenariusz i to co się robi z postaciami na siłę i na szybko, niejako ratując ten film woła o pomstę do nieba. Ty oceniasz ten film na 8 czyli uważasz go za bardzo dobry, w dodatku na poziomie R1. Widać, że jesteś fanem tandety, kiczu, żenady, złego prowadzenia scenariusza, głupot i innych baboli. Skoro tak bardzo szkoda Ci czasu na oglądanie tego co linkuję to po co tak zaciekle piszesz ze mną? Może chłopaki z napisów końcowych wyjaśnili to lepiej ode mnie? Może ich argumenty weźmiesz pod uwagę? No ale nie. Ty jesteś upierdliwym pseudo-filozoficznym trollem, który tylko umie się wymądrzać.

Re: Trzeci seans

"Brak kontynuacji wątku Leia-Han był najzupełniej wyobrażalny."

"I to czy Hana mogło zabraknąć w ROTJ to nie jest kwestia mojego wyobrażenia, tylko faktów."

Skoro brak Hana = brak wątku romansowego to...
Pick one

Re: Trzeci seans

"Jesteś naprawdę myślącym inaczej"

Zgadza się: po prostu myślę, zamiast oglądać filmiki. Wiem, wśród młodzieży niemodne.

"Podałem Ci 40 sek niemalże takiego samego argumentu co ja"

Czyli od początku mam rację że nic tam nie ma, a Ty oczekujesz że zmarnuję mój czas na oglądanie filmiku w którym nic nie ma

"Niewykorzystywanie wątków i postaci w poprzedniej części i porzucanie ich"

Rose nie została porzucona, więc ta część Twojej wypowiedzi jest doskonale zbędna. "Wątek romansowy" jest czymś na tyle znikomym (jedna scena, którą nadinterpretujesz), że nadal nie uzasadniłeś dlaczego akurat miał być kontynuowany - zwłaszcza biorąc pod uwagę całą charakterystykę obojga uczestników tego "wątku", którą tak konsekwentnie ignorujesz. Po prostu MA BYĆ BO TAK (co wytykam od samego początku, a Ty próbujesz udawać że jest inaczej).

PS Mogę się tylko zastanawiać czemu po tych łzawych zawodzeniach że och, jak to się do Ciebie niewłaściwie zwracam, poświęciłeś powyżej cały akapit na kolejne bezradne wycieczki osobiste, dużo dłuższy niż ten w którym próbowałeś (wciąż bez argumentów) bronić swojej tezy

Re: Trzeci seans

Nie tyle myślisz, co żyjesz oderwany od rzeczywistości. Nie trafiają do Ciebie ani moje ani innych ludzi argumenty. Żyj sobie nadal w swojej bańce bezmyślności.

Podaję ci filmiki, w których jest nieco inaczej ubrane to czego dotyczy sprawa, żebyś się przekonał, że to są logiczne argumentu wielu osób, natomiast Ty jeden tkwisz w błędzie.

Rose owszem została strasznie zmarginalizowana. W jej miejsce weszły inne postaci. Nie tak ma być bo tak, tylko to to świadczy o słabym scenariuszu. Ale jak grochem o ścianę ty tego nie rozumiesz.

Moje całe podsumowanie jest takie, że jesteś zakałą tego forum i nie tylko ja tak sądzę. Przypieprzyłeś się do mojego zdania, ośmieszając mnie na każdym kroku bo taki masz styl. A ja Ci pokazuję, że tak jak ja myślę uważa też wiele innych osób. To się pojawia w niemalże każdej recenzji. Odpuść więc sobie trollu bo tu już nie ma ratunku, jedynie brak Twojego wpierniczania się w wątek może być rozwiązaniem.

Re: Trzeci seans

"żyjesz oderwany od rzeczywistości"

Skoro rzeczywistością jest, że młodzież nie potrafi wyrazić myśli, streścić cudzej wypowiedzi ani samodzielnie przedstawić argumentów, to nie mam nic przeciwko oderwaniu od rzeczywistości

"Nie trafiają do Ciebie ani moje ani innych ludzi argumenty"

Nie podałeś argumentów ani swoich, ani cudzych. Wytłumaczyłem Ci że BO TAK nie jest argumentem.

"Rose owszem została strasznie zmarginalizowana. W jej miejsce weszły inne postaci."

Bo w jednym filmie miała większą rolę, a w drugim mniejszą. Taki Skrzetuski jak został zmarginalizowany w kolejnych powieściach!
(BTW niektóre już nakręcone sceny, a nawet całe wątki czy postacie wylatują nieraz już na stole montażowym, ale przecież to szkolny błąd bo Dobre Scenopisarstwo, tom 2137)

"Moje całe podsumowanie jest takie, że jesteś zakałą tego forum"

OJOJOJOJOJ AŁA JAKI TEN BARTOSZCZE JEST AROGANDZKI I JAK SIĘ NIEGRZECZNIE DO MNIE ZWRACA !!!!!11!


"Przypieprzyłeś się do mojego zdania, ośmieszając mnie na każdym kroku"

Jeszcze chwila i zrozumiesz że sam się ośmieszasz brnąc w głupoty

Re: Trzeci seans

Nie jestem młodzieżą dla Twojej wiadomości a moje przytaczanie innych wypowiedzi jest którąś tam już próbą uargumentowania mojego twierdzenia. Skoro od 20 postów nie potrafisz tego zrozumieć to sięgnąłem po inne osoby, może one lepiej to tłumaczą, nie wiem. Ty natomiast boisz się to obejrzeć bo boisz się porażki na którą jesteś skazany.

Naprawdę już szkoda dyskutować. Masz ograniczony intelekt i nie rozumiesz złych decyzji JJ Abramsa odnoście postaci i wątków w jego filmie i w poprzednim. Wychodzi z tego wielkie nieporozumienie, dałem Ci już mnóstwo przykładów popierających mój argument a Ty z uporem maniaka przypisujesz mi, że twierdzę TAK BO TAK, kiedy kilka postów temu powiedziałem, że tak nie twierdzę.

Masz w ogóle problem ze zwalaniem narzekań fanów na wiele rzeczy na twierdzenie, że to jest ich widzimisię. Tymczasem to są głosy mówiące że na pewno tak jak to zostało pokazane się nie robi, bo jest to po prostu marnie napisane i nielogiczne.

Masz paskudny sposób bycia i nie jesteś w stanie odpuścić, bo boli Cię to, że obnażę twoje braki i to będzie ostatnie słowo w dyskusji. Także czekam na odpis

Re: Trzeci seans

"Nie jestem młodzieżą dla Twojej wiadomości"

Tym gorzej dla Ciebie!

"moje przytaczanie innych wypowiedzi jest którąś tam już próbą uargumentowania mojego twierdzenia"

Bo mimo że nie jesteś już młodzieżą, to nadal nie zrozumiałeś, że wielokrotne powtarzanie braku argumentów nie stanie się argumentem, tak jak herbata od mieszania nie stanie się słodsza.

"sięgnąłem po inne osoby"

Od tego, że poprosisz inne osoby o pomieszanie Ci herbaty, ta nadal nie stanie się słodsza, ale możecie poczuć wspólnotę w mieszaniu herbaty. Ba! nawet możecie sobie myśleć, że ci co słodzą herbatę zamiast ją tylko mieszać, to przegrywy skazane na porażkę!

"Masz ograniczony intelekt"

Faktycznie, nie rozumiem po co wielokrotnie powtarzasz ten sam brak argumentów, ani czemu zaprzeczasz, że Twoim jedynym argumentem jest BO TAK ("tak jak zostało pokazane się nie robi"). Pewnie jest jakiś mądry filmik, który to wyjaśnia!

PS Daj znać jak w końcu znajdziesz jakieś argumenty za tym dlaczego właściwie "wątek romansowy Rose wypadałoby kontynuować" - zamiast pisać nie na temat i niezdarnie próbować mnie obrażać

Re: Trzeci seans

Ha. Wiedziałem. Bartosze odpisał, tak bardzo się bał, że nie odpowie i nie usprawiedliwi się

"Faktycznie, nie rozumiem po co wielokrotnie powtarzasz ten sam brak argumentów, ani czemu zaprzeczasz, że Twoim jedynym argumentem jest BO TAK ("tak jak zostało pokazane się nie robi"). Pewnie jest jakiś mądry filmik, który to wyjaśnia! "

To zdanie pokazuje, że nie potrafisz czytać ze zrozumieniem, po prostu. Jeśli 20 razy powtarza się argument, że porzucanie wątków już wcześniej rozpoczętych (Rose, Skoke, Hux) jest złym scenopisarstwem bo po to prostu świadczy o braku pomysłów i niechlujstwie (i na szybko wrzucanie w ich miejsce innych bo tamte skazuje się na porażkę), a Ty nie potrafisz tego przyjąć do wiadomości, to cóż można rzec. Mielizna intelektualna. A miałeś być taki mądry.

Re: Trzeci seans

Zaimponowałeś sam sobie przykładem z herbatą? Bo i tak jest nietrafiony.

Re: Trzeci seans

"porzucanie wątków już wcześniej rozpoczętych (Rose"

Nadal wygląda na to, że nie oglądałeś TROS albo oglądając nie zauważyłeś tam najzupełniej obecnej i nie porzuconej Rose. Pomimo że było o tym w tym wątku ze 20 razy

Zatem: miałeś wrócić jak znajdziesz argumenty, a nie jak 21 raz powtórzysz swój brak argumentów i że Ty nie mówisz BO TAK kiedy mówisz BO TAK.

Re: Trzeci seans

Budowanie wątku Rose, rozwój tej postaci, czy też wszystko co się z nią wiąże zostało skasowane. Jest ona totalnym tłem, choć wcześniejsza część sugerowała, że może być to ciekawa postać i jej story arc (w tym także love ark). Zamiast tego mamy nowe postaci, nawet kogoś innego dla Finna, na co już jest strasznie mało czasu, bo wprowadza się to na ostatnią chwilę. To jest zły, chaotyczny scenariusz, który czyni opowieść jednym wielkim bałaganem. to tak jakby nie rozwinąć Lando w ROTJ tylko zmarginalizować jego rolę a przy tym wprowadzić nowe postaci. To jest ok. 22 powtórzenie mojego argumentu, tym razem z kolejnym przykładem. Zakładam, że i tak masz swoje widzimisię i dla ciebie takie postępowanie jest ok i w ogóle tego że filmy były kręcone przez dwóch innych reżyserów zupełnie nie widać. Znając ciebie nie pojąłeś, prawda?

Re: Trzeci seans

"Budowanie wątku Rose, rozwój tej postaci, czy też wszystko co się z nią wiąże zostało skasowane"

Przykro mi że Paige Tico nie zmartwychwstała i nie można było kontynuować rozwoju wątku rodziny Rose. Kompetencje techniczne Rose, jej odwaga i zaangażowanie dla sprawy budowane w TLJ pozostały w TROS. Mówiłem już, żebyś oglądał film przed pisaniem o nim.

"nawet kogoś innego dla Finna, na co już jest strasznie mało czasu, bo wprowadza się to na ostatnią chwilę"

Związki Finna z Poe i Rey były wprowadzone już w TFA. Oglądałeś którykolwiek z filmów, o których piszesz?

"To jest zły, chaotyczny scenariusz.."

..bo nie zawiera kontynuacji "wątku romansowego Finn/Rose, złożonego w jednej sceny". Tak, już 20+ razy nie wyjaśniłeś dlaczego ten "wątek romansowy" ma jakiekolwiek znaczenie i powinien być kontynuowany.

"to tak jakby nie rozwinąć Lando w ROTJ"

Nie byłoby żadnego problemu w nieobecności Lando nad Endorem, skoro jednocześnie wprowadzono Ackbara, Nunba czy marginalizowanego wcześniej Wedge`a. Ale to w zasadzie temat na osobną dyskusję, a tu miałeś tylko uzasadnić potrzebę kontynuowania wątku romansowego Rose, zamiast tego piszesz na każdy inny temat niż podstawowy...

Re: Trzeci seans

"Przykro mi że Paige Tico nie zmartwychwstała i nie można było kontynuować rozwoju wątku rodziny Rose. Kompetencje techniczne Rose, jej odwaga i zaangażowanie dla sprawy budowane w TLJ pozostały w TROS. Mówiłem już, żebyś oglądał film przed pisaniem o nim. "

Nie o tym mówię geniuszu, mówię o wątku Finn-Rose

"Związki Finna z Poe i Rey były wprowadzone już w TFA. Oglądałeś którykolwiek z filmów, o których piszesz? "

Nie o tym mówię geniuszu, mówię o Jannah

"..bo nie zawiera kontynuacji "wątku romansowego Finn/Rose, złożonego w jednej sceny". Tak, już 20+ razy nie wyjaśniłeś dlaczego ten "wątek romansowy" ma jakiekolwiek znaczenie i powinien być kontynuowany."

Nie tylko dlatego geniuszu. Wątek miał znaczenie bo istniał. Po coś go wprowadzono do historii. Po co? Po nic. Teraz nie istnieje. Podobnie jak dziesiątki innych. I trylogia się robi niepoważna i słaba.

"Nie byłoby żadnego problemu w nieobecności Lando nad Endorem"

Jedyny problem byłby taki, że byłoby to marne scenopisarstwo, kolejny jego przykład. Budowanie postaci w jednej części robi się po to by ja w następnej części rozwinąć. Jeśli jest regres to coś negatywnego musiało się w tym procesie zadziać i widownia to czuje. Oprócz ciebie jedynego. Ty lubisz słabe opowieści

Re: Trzeci seans

"mówię o wątku Finn-Rose"

Aha, czyli z całych kilkunastu minut budowania postaci widzisz tylko jedną nieistotną dla budowania postaci scenę, i uważasz że skupienie się na tej jednej scenie to Dobre Scenopisarstwo

"mówię o Jannah"

Ale w TROS związki Finna z Poe i Rey są zdecydowanie mocniejsze. Czyżby Twoje Dobre Scenopisarstwo (TM) było niekonsekwentne?

"Wątek miał znaczenie bo istniał."

Tak, i to nie jest argument BO TAK
PS Wiadomo po co, nawet cytowałeś, ale konsekwentnie ignorujesz wszystko co Ci nie pasuje do tezy.

"Budowanie postaci w jednej części robi się po to by ja w następnej części rozwinąć"

Lucas, Ty fatalny scenopisarzu, jak mogłeś wprowadzić Lobota i go NIE ROZWINĄĆ ?!?!?!?

A odpowiedzi na pytanie "dlaczego wątek romansowy..." nadal nie ma.

Re: Trzeci seans

- Lucas, Ty fatalny scenopisarzu, jak mogłeś wprowadzić Lobota i go NIE ROZWINĄĆ ?!?!?!?

Bardzo ładnie. Porównywanie conajmniej drugoplanowej postaci do epizodu, który sobie gdzieś tam stał w tle.

Można się rozejść

Re: Trzeci seans

"Aha, czyli z całych kilkunastu minut budowania postaci widzisz tylko jedną nieistotną dla budowania postaci scenę, i uważasz że skupienie się na tej jednej scenie to Dobre Scenopisarstwo"

Bingo geniuszu To był najmocniejszy, najbardziej zapamiętywalny moment z wątku Rose. Pocałunek z Finnem. Jej relacja z Finnem mogła się od tego momentu przerodzić w love story. Ale gdzieżby to kontynuować. Abrams pomyślał, po co? Następny film jest przecież mój. Ja dam mu murzynkę

"Ale w TROS związki Finna z Poe i Rey są zdecydowanie mocniejsze."

mówię o wątkach romansowych geniuszu a nie o tych które mają więcej czasu ekranowego.

"Tak, i to nie jest argument BO TAK"

Wiesz po co ludzie wchodzą na góry? BO ISTNIEJĄ Co Ty na ten argument, geniuszu? Wymyślenie wątku jest powodem dla którego trzeba go pociągnąć. I wielce prawdopodobne, ze Rian by to zrobił. Ale wszedł JJ i zrobił po swojemu. Dla Ciebie to jest ok, bo jesteś ślepy i masz guścik.

"Lucas, Ty fatalny scenopisarzu, jak mogłeś wprowadzić Lobota i go NIE ROZWINĄĆ "

Lobot był cameo, podałem ci przykład z Lando jako adekwatny, ale ty potwierdziłeś, że nie miałbyś problemu jakby ta postać kręciła się tylko w tle w ROTJ. Twój przykład z Lobotem - porażka

Tak jak mówiłem padaka umysłowa.
Powiem Ci jeszcze jedno. Zamiast się po prostu ze mną nie zgodzić i powiedzieć ,że masz inny pogląd na ta materię musiałeś od początku wyśmiewać, ośmieszać i wywyższać się. Jesteś taki maluczki i arogancki i tylko głośno krzyczysz ja ja, ja jestem najbardziej inteligentny a opinie innych są śmiechu warte. Przykro patrzeć na takiego człowieka.

Re: Trzeci seans

"To był najmocniejszy, najbardziej zapamiętywalny moment z wątku Rose. Pocałunek z Finnem"

A, czyli mamy jasność, po prostu nie umiesz wyjść poza najbardziej oklepany schemat i niczego poza nim nie widzisz

"Jej relacja z Finnem mogła się od tego momentu przerodzić w love story"

Uwaga: to co do tej pory było "wątkiem romansowym wymagającym kontynuacji", stało się tylko "relacją która MOGŁA się przerodzić w love story"

"Wiesz po co ludzie wchodzą na góry? BO ISTNIEJĄ"

A inni z tego samego powodu na nie nie wchodzą. Czy to właśnie jest Dobre Scenopisarstwo (TM)?

"Lobot był cameo"

Miał więcej miejsca ekranowego niż Potencjalne Love Story

"Tak jak mówiłem padaka umysłowa."

Ale nie musisz się tak publicznie samooceniać, naprawdę.

"Zamiast się po prostu ze mną nie zgodzić"

Przecież po prostu nie zgodziłem się, a Ty zacząłeś tupać i wrzeszczeć, że masz Rację Bo Tak - zamiast ograniczyć się do argumentów (ale wtedy byśmy dawno skończyli, bo ich nie miałeś i nie masz). Aha, zapomniałeś merytorycznie dodać, że jestem Zakałą Forum

Re: Trzeci seans

"A, czyli mamy jasność, po prostu nie umiesz wyjść poza najbardziej oklepany schemat i niczego poza nim nie widzisz"

Ty po prostu nie znasz praw jakimi rządzą się filmy

Uwaga: to co do tej pory było "wątkiem romansowym wymagającym kontynuacji", stało się tylko "relacją która MOGŁA się przerodzić w love story"

To że napiszesz uwaga, nie sprawi, że staniesz się mądrzejszy. Jedynie bardziej arogancki. MOGŁA bo się nie stała. Niezależnie czy się napisze mogła, wymagane, czy należałoby niewłaściwe podejście JJ i tak to przekreśla.

"A inni z tego samego powodu na nie nie wchodzą."

Otóż nie. Inni nie wchodzą bo albo nie są zainteresowani albo się boją, a nie dlatego ze istnieją. To nie tyle dobre scenopisarstwo co brak intelektu bartoszcze

Miał więcej miejsca ekranowego niż Potencjalne Love Story

Trzeba być już naprawdę niespełna rozumu, żeby tak to porównywać. Disclaimer Ci to wytłumaczył, ale Ty jesteś odporny na logikę.

"Przecież po prostu nie zgodziłem się, a Ty zacząłeś tupać i wrzeszczeć"

Przeanalizuj sobie rozmowę. Trzy pierwsze wycieczki osobiste zrobiłeś ty. W jednym poście je zresztą wymieniłem. Taki masz chamski styl po prostu.

Re: Trzeci seans

"Przecież po prostu nie zgodziłem się, a Ty zacząłeś tupać i wrzeszczeć"

Z tobą rozmawia się po prostu jak z idiotą. Nieprawda że się po prostu nie zgodziłeś. Wyśmiałeś moją opinie od razu, potem dałeś hint (dla kogoś nierozumnego jak mniemam), a potem cieszyłeś się, że zrozumiałem swój błąd. Jesteś chodzącą pychą i arogancją i próbujesz zakrzyczeć opinie moje i większości swoimi kretyńskimi argumentami. Dno Dna.

Re: Trzeci seans

"Ty po prostu nie znasz praw jakimi rządzą się filmy"

Widzisz, przyznałeś że nie umiesz wyjść poza sztampę (i nazywasz to Dobrym Scenopisarstwem)

"To że napiszesz uwaga, nie sprawi, że staniesz się mądrzejszy. Jedynie bardziej arogancki"

Uwaga: tematem dyskusji nie była moja arogancja ni mądrość A skoro przyznałeś, że wyssałeś sobie z palucha wątek romansowy, który Koniecznie Należało Kontynuować, to mogę sobie być i arogancki.

"Inni nie wchodzą bo albo nie są zainteresowani"

OCH. Ludzie wchodzą na góry bo istnieją, a nie dlatego że są tym zainteresowani

"Przeanalizuj sobie rozmowę"

żeby liczyć Twoje powtarzanie braku argumentów, czy Twoje chamskie zaczepki? Uwaga: nie chce mi się ani jednego, ani drugiego. OK, w tym ostatnim poście chyba ograniczyłeś się do czterech chamskich zaczepek.

Re: Trzeci seans

W kwestiach merytorycznych. Zadaj sobie proszę ten trud i obejrzyj poniższy materiał od 10 do 12 minuty. Jedynie 2 minuty. Jeśli stwierdzisz, że mówią oni tym samym niezrozumiałym językiem co ja i nie podają żadnych argumentów to ok, wszystko będzie jasne.

https://www.youtube.com/watch?v=s8QecJ422AM

"Widzisz, przyznałeś że nie umiesz wyjść poza sztampę"

Jedyne co przyznałem to to, że nie masz pojęcia co to znaczy dobrze napisana postać.

"OCH. Ludzie wchodzą na góry bo istnieją, a nie dlatego że są tym zainteresowani"

Po pierwsze bo istnieją Nie są zainteresowani tym od razu. Chcą na to wejść bo jest na co wejść

"żeby liczyć Twoje powtarzanie braku argumentów, czy Twoje chamskie zaczepki?"

żeby zobaczyć, że trzy pierwsze zaczepki należały do ciebie i ty to rozpocząłeś. Ja Ci tylko zwracam uwagę że jesteś absolutnym zerem jeśli chodzi o intelekt i prowadzenie dyskusji. A że cię to bardzo boli, czyli przejmujesz się moją opinią to ciągle odpisujesz

Re: Trzeci seans

P.S. najlepiej do 13 minuty. Jestem naprawdę ciekawy. Czy wg Ciebie oni pierniczą od rzeczy i tak jak ja nie podpierają swoich wypowiedzi żadnymi argumentami?

Re: Trzeci seans

-obejrzyj poniższy materiał od 10 do 12 minuty

"Jeżeli znalazłeś w cudzej wypowiedzi argumenty, których nie podałeś (nie podałeś żadnych, więc nietrudno) to je podaj. Jeśli nie umiesz, to znaczy że nie ma tam argumentów. Elementarne"
http://www.star-wars.pl/Forum/Temat/23774#767991

Jedyne co przyznałem to

I po co tak kłamać?

""czyli z całych kilkunastu minut budowania postaci widzisz tylko jedną nieistotną dla budowania postaci scenę, i uważasz że skupienie się na tej jednej scenie to Dobre Scenopisarstwo"

Bingo"
http://www.star-wars.pl/Forum/Temat/23774#768109

Po pierwsze bo istnieją Nie są zainteresowani tym od razu

Opowiadaj nam jeszcze

żeby zobaczyć, że trzy pierwsze zaczepki należały do ciebie

I po co tak kłamać?
http://www.star-wars.pl/Forum/Temat/23774#767951

Re: Trzeci seans

To Ty kłamiesz. Trzy pierwsze personalne wycieczki należały do ciebie. Trzy razy pokazałeś pychę i arogancję, podczas gdy ja nic osobistego jeszcze ci nie powiedziałem.

Wszystkie argumenty które podałem pokrywają się z argumentami, które podają trzy osobne osoby. Dopóki nie zobaczysz nie przekonasz się. Ale nie chcesz się przekonać bo się boisz

I w tym tkwi twoja małość. Absolutnie nie jesteś w stanie przyznać się do błędu. Taki mądrala przecież tego nie robi.

Re: Trzeci seans

Aha, w sumie co Ci zostało innego jak iść w zaparte

Re: Trzeci seans

Jestem od początku konsekwentny.

Mój argument był taki: Wątek romansowy jak i sama postać Rose zostały zarżnięte w Ep9. Wprowadzono za to nowe postaci, np. Jannah, która była próbą znalezienia sympatii dla Finna. Zamiast więc kontynuować postać (mówię o progresie), którą widzowie już znają i jest ona już jakoś tam ukształtowana marginalizuje się ją, bo być może JJ uznał, że był na Rose zbyt duży hate i nie ciągnijmy tego. To osłabia przywiązanie widza do tej postaci. Nie pozwala zarazem zbudować nowej bo jest na to już za mało czasu. Zwykle w sagach po to się wprowadza w drugiej części postać, żeby ją rozwinąć w części kolejnej. Tak było z Lando. To wtedy działa. Widzowie czują więź z bohaterem. A jak mają poczuć więź z Rose czy Jannah skoro są one tak potraktowane? To jest od początku mój argument. To co się stało jest bardzo złe dla bohaterów i ich historii, bo widzowie nie mają szansy poczuć z daną postacią większej więzi. O tym samym dokładnie mówi Radek, Łukasz i Oskar, oczywiście każdy własnymi słowami. Podejrzewam że większość ludzi tak odczuwa i jest to zarzut pokazujący niespójność trylogii. Takich przykładów można by mnożyć. Np Imperator i Pryce są na szybko próbą ratowania wątku FO. Niestety to działa na niekorzyść trylogii. Te problemy wynikają w znacznej mierze z konfiguracji Abrams - Johnson - Abrams. Chyba nie spodziewano się ile to zrodzi problemów. JJ po prostu poległ w wielu miejscach i wyszedł bardzo niespójny, chaotyczny, w wielu miejscach niedopracowany, grubymi nićmi szyty film.

Re: Trzeci seans

Character arc Jar Jara skończył się w Mrocznym widmie. Później to niemal cameo.

A Rose można by spokojnie poprowadzić dalej i kontynuować relacje z bohaterami(np nierozwiązany problem naruszenia przestrzeni osobistej Finna) niż wciskać nowe postaci, np. zamiast takiej Jannah.

Re: Trzeci seans

Rose to mogła być fajna postać. Tyle że w TLJ robi same głupie rzeczy.
Jest wywód, ze Rose była avatarem Rajanka i miała za zadanie dukać frazesy, które reżyser chciał wyłożyć: https://fsgk.pl/wordpress/2017/12/gwiezdne-wojny-ostatni-jedi-dwuglos-sithfroga-i-daela/
Reżyser się zmienił i Rose nie ma nic do roboty.

Z drugiej strony najprawdopodobniej jednak Abrams zebrał jakoś głosy krytyki i hejt który spotkał Rose spowodował wycięcie tej postaci.

Taki jest pomysł na Skajłokera Odrodzenie: dajmy ludziom to, czego chcą. Fani legend dostali klonowanie, Palpusia, artefakty itp.

Tu wspomnę bajkę o złotej rybce: rybka spełnia 3 życzenia rybaka ale tak, że zawsze przynosi to spełnienie szkodę a nie pożytek. Tak samo Abrams robi taki fanserwis, który tylko wkurza fanów i topi film.

Re: Trzeci seans

Za ten trash metal to masz po łbie ode mnie

Re: Trzeci seans

Przepraszam GunfUnie!!!
Poprawię się!

Re: Trzeci seans

No co za zatwardziały grzesznik...

Re: Trzeci seans

Ja też zaliczyłem maraton

Wiedziałem co mam zrobić, ale bałem się że nie starczy mi sił

Dwa lata temu byłem na takim "pół maratonie" TFA+TLJ i powiedziałem sobie "nigdy więcej" XD.

Sytuacja się zmieniła, następna okazja by zobaczyć Star Wars w kinie będzie za trzy lata, a może za trzynaście albo trzydzieści trzy.
To Disney

I nie żałuję, to była jedyna słuszna decyzja, bawiłem się świetnie na wszystkich 3 filmach
Dla mnie te filmy stanowią spójną całość, bo co z tego że nie wiem z jakiego myśliwca brał Luke materiał na drzwi, czy to ważne? Nie.

Spotkałem kolegę z pracy. Był z bratem i oglądał PIERWSZY raz te filmy, fajnie było usłyszeć w przerwie jego opinię o filmach, bo bardzo mu się podobały

Panienki przy scenie pocałunku piszczały więc zmieniam zdanie, fajnie że taka scena w tym filmie jest
Tak jak myślałem, przy kolejnych seansach jest to bardziej zjadliwe:
Palpalant: Tak jak ja upadłem (do szybu), tak upada ostatni Skywalker XD

No i po 42 latach kudłacz dostał medal

Zastanawiam się na ile w tym spełnianiu oczekiwań fanów było dobrej woli, bo miejscami miałem wrażenie takiego: MACIE, ŻRYJCIE
https://i.pinimg.com/originals/c7/aa/45/c7aa4568e4166ee60831f5fabd6a20c5.jpg

W każdym razie piękne podsumowanie, Tatooine, dwa słońca w kształcie "ósemki" (BB-8) i początek spoilera Rey Skywalker ♥ koniec spoilera

10/10 ♥

Woof...

Ok, miałem okazje zobaczyć The Rise of Skywalker trzeci raz, ochłonąć i strawić wszystko to co zobaczyłem. Spokojnie, będzie bez spoilerów.

Po zobaczeniu The Last Jedi wyszedłem z kina kompletnie zszokowany tym co zobaczyłem, pamiętam, że po napisach końcowych siedziałem chyba przez dobrych kilka minut bez słowa wpatrując się w ekran. Tutaj było podobnie ALE, oprócz szoku, po TLJ odczuwałem lekkie zirytowanie tym co zobaczyłem. Rise of Skywalker mnie nie zirytował i mimo swoich licznych problemów BARDZO mi się podobał. Wiedziałem jednak po wyjściu z kina, że opinie o tym filmie będą bardzo podzielone, zdawałem sobie też z tego sprawę zaraz po zobaczeniu TLJ i jak dla mnie inaczej być nie mogło z tą najnowszą częścią po tym co Rian Johnson zrobił we wcześniejszym filmie.

Nie da się mówić o The Rise of Skywalker bez nawiązywania do The Last Jedi także tutaj zaczne. Największym problemem nowej trylogii jest ewidentny brak planu od samego początku na strukturę wszystkich 3 filmów jako jednej spójnej całości. Znaczy może i był jakiś plan na to jak potencjalnie ta nowa trylogia może się skończyć. Przy The Force Awakens Abrams i Kasdan pewnie mieli pewne pomysły na finalny arc Kylo Rena - jednak na indywidualne story beaty, które by do niego prowadziły już nie. Problem jest taki, że TLJ zignorował wiele wątków narracyjnych zset upowanych przez Abramsa, wizja Johnsona bardzo różniła się od tej Abramsa i dano mu relatywnie wolną rękę na to co może zrobić w swoim filmie. Wiadomo, pisanie scenariusza to proces iteracyjny i wiele rzeczy ulega zmianie na planie, a nawet później przy montażu. Jak dla mnie warto jednak mieć dość złożony zarys NA WSZYSTKO jak z góry planujemy sequele, nowa trylogia tego nie miała. Też mnie to wszystko trochę dziwi, bo Abrams był producentem przy TLJ - zastanawiam się jak duży miał wkład w scenariusz ósmej części. Obstawiam, że minimalny. TLJ został przyjęty odmiennie przez fanbase i Disney stwierdził, że chce wrócić do bezpieczniejszych schematów zatartych przez TFA.

Skutkiem tego było niemożliwe zadanie, jakie miał Abrams przy nowym filmie. Musiał stworzyć sequel do swojego poprzedniego filmu i zarazem odwrócić narrację pchniętą do przodu przez Johnsona. Wyszła z tego taka trochę zabawa w głuchy telefon. W kilku wywiadach Abrams mówił, że przy pisaniu scenariusza z Chrisem Terrio najwięcej czasu spędzili przy pierwszym akcie filmu, po prostu nie wiedząc jak go zacząć. Spodziewałem się, że pacing będzie ogromnym problemem TROS jak ogłoszono powrót Abramsa jako reżysera i Palpatina jako głównego antagonisty. Niestety miałem rację. W filmie dzieje się na prawdę dużo, momentami za dużo, od jednego mcguffina do drugiego.

Szczerze, czasami miałem wrażenie, że the Rise of Skywalker powinien być 4 godzinnym filmem, ale kto pójdzie do kina na taki film. Wszystko dzieje się tak okropnie szybko, mamy wiele skrótów myślowych i niedopowiedzianej przedakcji. Inaczej się jednak tego po prostu zrobić nie dało.

Podobno powrót Palpatina był planowany od samego początku trylogii. Nie, nie był. A jeśli był rozważany, to na pewno nie w taki sposób. Jakby Johnson był odpowiedzialny za nową część, jestem gotów się założyć, że nie byłoby w niej Palpatina. Serio, równie dobrze mogli nazwać ten najnowszy film Star Wars: Przepraszamy za the Last Jedi. Ciężko tutaj mówić więcej bez spoilowania filmu, ale przykładowo Rose, jedna z głównych postaci TLJ w tym filmie praktycznie nic nie wnosi i jej rola sprowadza się do kilku ujęć i filler kwestii dialogowych w drugim planie. Szkoda aktorki, ale innego rozwiązania nie było, szczerze to nawet nie przez backlash, ale brak czasu na implementacje arcu kolejnej postać. Jej aktorka brała jednak czynny udział razem z główną obsadą w kampanii reklamowej filmu i wywiadach z prasą także to też pokazuje, jak bardzo zmienił się plan na realizację ostatniej części po tym jako zostało przyjęte TLJ.

Jeszcze wracając do The Last Jedi, uważam, że to dobry film, ale okropnie słabe gwiezdne wojny. Obiektywnie można by powiedzieć, ze The Rise of Skywalker jest gorszym filmem, ale dużo lepszymi gwiezdyny wojnami. Gwiezdne Wojny czerpią garściami z greckiej mitologii, zapisków Campbella i wielu innych rzeczy, mają wiele motywów przewodnich. Pobudzają wyobraźnie w pewien sposób. TLJ nie było gwiezdnymi wojnami, próbowało zaskoczyć widza i zrobić wiele nowych rzeczy, które kompletnie nie pasowały do wcześniejszych filmów. Z kolei TROS jak najbardziej było gwiezdnymi wojnami, zaskakuje, ale też jest dużo bezpieczniejsze i tym samym znajome.

Lucas wiele razy mówił, że gwiezdne wojny są dla niego trochę jak poezja, i że mają się rymować niczym wersy. Abrams ewidentnie wziął sobie te słowa do serca. Utylizowanie uczucia nostalgii to często powtarzający się zabieg, może nawet momentami za często i nie każdemu przypadnie to do gustu - mi akurat przypadło i kupiło mnie całkowicie. Są sceny w filmie, które w połączeniu z muzyką Williamsa działają na każdej płaszczyźnie. Again, pewne tropey w filmie (mówię tutaj o jednym w końcowym akcie) były dla mnie trochę cheesy, ale kompletnie mi nie wadziły. Przyznam, że trzeba umieć przymykać oko na pewne rzeczy, żeby ten film się na prawdę spodobał.

Właśnie, muszę jeszcze dodać jedną rzecz: The Force Awakens dalej jest moim ulubionym filmem z nowej trylogii, mimo częstego zarzutu, że jest rebootem A New Hope. Dlaczego? Oglądając TFA odniosłem wrażenie, że wszystko co tam widzę ma jakiś cel i jest z góry zaplanowane. Po obejrzeniu TROS czułem się jakbym oglądał wyrywki 20 różnych filmów z 20 różnymi wersjami wydarzeń, które były rozważane w całym procesie. Jak dla mnie Disney i później Abrams kompletnie nie mieli pojęcia jak zabrać się za ostatnią część po TLJ - pewne postacie równie dobrze mogły nie pojawić się w tym filmie, ewidentnie wycięto sporo materiału. Tutaj też wracamy do tego o czym pisałem wcześniej - nowe filmy bardzo ucierpiały na tym, że różni twórcy o bardzo odmiennych wizjach byli odpowiedzialni za nie.

Jak film wam się strasznie nie podobał, mam dobrą wiadomość: kolejne filmy będą bardzo inne. Disney wymęczył sage Skywalkerów i teraz ma wolną rękę żeby robić co im się żywnie podoba. Potencjał jest spory i serio myślę, że będzie dużo lepiej. Jeszcze Kevin Feige ma być jedną z głównych osób odpowiedzialnych za kolejne filmy także to też świadczy o tym, że Disney wyniósł parę lekcji z procesu twórczego.

Polecam iść na the Rise of Skywalker with an open mind, ignorując noty krytyków, które prawdopodobnie będą dość niskie. Jak jesteście fanami sagi, wiele rzeczy w tym filmie może się wam spodobać i chociażby tylko dla nich warto pójść do kina. A dla tych, którzy twierdzą, że to najgorszy blockbuster w historii kina mam jedno pytanie: jakbyście wy zamknęli 9 filmów w dwie i pół godziny po tym jak inny reżyser wyrzucił przez okno wasz zarys fabuły w środkowym akcie historii.XD

Ok, koniec rantu. Wow, sporo tego wyszło, jak ktoś to przeczyta to szanujeXD. Może jeszcze coś napisze za jakiś czas, jak już będzie można spoilować film, ale póki co wydusiłem z siebie to co musiałem.

Re: Woof...

- Kevin Feige ma być jedną z głównych osób odpowiedzialnych za kolejne filmy

Feige ma jedynie uczestniczyć w produkcji jednego filmu, nawet w plotkach nie było nic więcej.

Re: Woof...

Fabuła TROS powinna dotyczyć oczywiście wątków zainicjowanych w TLJ. Wbrew pozorom są tam pewne punkty zaczepienia.

Np. konflikt między Renem i Huxem, Rey ścigana za zabicie Snołka, Ruch Oporu szukający sojuszników, równowaga mocy, proces nawrócenia Benka, szukanie źródła spaczenia mocy. Kreatywny autor dałby radę.

Księgowi robiący listę narzekań redditowych w punktach kreatywni nie są.

Re: Woof...

W napisach początkowych do TLJ piszą, że Najwyższy Porządek sprawuje niczym nie ograniczoną władze, zajmuje układy, itp. To kogo ma atakować flota Palpusia i po co?
Biblioteka Ossus pyta się, czego nie rozumie:
https://youtu.be/ukSBNg3SdKY

Ci zaś tłumaczą, czemu Gwiezdne Wojny zostały zniszczone https://youtu.be/s8QecJ422AM ale mówią, że nie można mówić że zostały.

A te odległe rubieże mogą w ogóle istnieć skoro wszędzie jest blisko?

Ten będzie robił film o naprawianiu Gwiezdnych Wojen:
https://youtu.be/5K8GlE7iHBI

Re: Woof...

Ossus w pewnej ekstazie znajduje pozytywy:

https://youtu.be/DuOAbhHhLZA

Re: Woof...

ale tak po prawdzie, praktycznie każdy z wątków, które wspomniałaś jest w TROS. One dalej się zamykają w tym, co kiedyś wspomniałem - finalnym starciem Porządku i Oporu, co dawało materiału na 1, może 1,5 odcinka Mando, nie na film.

Ren i Hux -> szpieg.
Rey ścigana -> zobacz co mówi Zorii
Ruch Oporu i sojusznicy -> wysyłają Landa
Równowaga Mocy -> nawet Anakin o tym mówi
Nawrócenie Bena - jest i z Driverem to wyszło ekstra
spaczenie mocy znalezione

A przy tym dostaliśmy jeszcze wyprostowanie i minimalizację TLJ (dla mnie bomba).

Natomiast co do księgowego - to bez przesady. Przede wszystkim TROS to kontynuacja TFA i Abrams wraca do wielu ze swoich wątków. Większość spartolił Rian, więc Abrams łata co może i jak może. Problem cały czas tkwi ze spójnością wizji trylogii, nad którą miało czuwać Story Group. I to się nie broni, od VIII filmu. Teraz to widać jak na dłoni.

Dla mnie ważne, że VII i IX są komplementarne i pomijając VIII ładnie się łączą. Choć IX powinna być dłuższa. Wówczas wątki o których wspominasz nie pędziłyby tak i dałoby się je zauważyć za pierwszym razem. Tak trochę ciężko .

Re: Woof...

Devizz napisał:

Jak film wam się strasznie nie podobał, mam dobrą wiadomość: kolejne filmy będą bardzo inne. Disney wymęczył sage Skywalkerów i teraz ma wolną rękę żeby robić co im się żywnie podoba. Potencjał jest spory i serio myślę, że będzie dużo lepiej.

-----------------------

To prawda
Ogólnie wiadomo, że Lucas-ciemiężca trzymał Myszkę Miki pod butem i groził oderwaniem łba, jeśli ta nie spełni jego fantazji o mikroorganizmach sprzężonymi z midichlorianami sterującymi mikro-czymś-tam (albo odwrotnie).

Po wykupieniu praw do marki nie mieli wolnej ręki... Jezu...
Disney miał hajsu jak lodu, jeszcze więcej czasu, mogli zatrudnić kogo chcieli i zapłacić za proces twórczy ile tylko chcieli. Żeby tego było mało, sami sobie sprezentowali czystą kartę, przez co czas po RotJ był niczym nieodkryty ląd. No i zapełnili tę kartę totalnymi bazgrołami; jakby w jakimś amoku chęci udowodnienia, że potrafią lepiej niż Lucas, zaczęli kreślić linie, których sami nie rozumieli. Mieli najdroższe farby, najdroższą sztalugę i najdroższe na świecie płótno, i zamiast zatrudnić prawdziwych artystów, wzięli leśnego dziada Kasdana, który ramię w ramię z tym drugim ananasem przepisali historię ANH. Ale to i tak nic, bo najlepszy numer Disney wywinął kilka lat później pozwalając przy TROSie dłubać kolesiowi od "Batman Martha Superman" No ku*wa mać! Przecież to się w pale nie mieści!

No przecież w tym korpo kumoterstwo musi być równie naturalne jak oddychanie. No nie wierzę, że Iger nie zwymiotował oglądając te dwie chałtury z uniwersum DC, pod którymi podpisuje się Terrio, a potem ocierając podbródek wołał o więcej. A jeśli tak jest (a pewnie tak jest i Iger sam nie wskazuje palcem kto napisze scenariusz, kto ubierze aktorów itd.), to kolejne filmy kinowe "High Republic" będą tym samym co myszkowe epizody, czyli odgrzewanymi kotletami kręconymi w myśl idei "więcej, mocniej, głośniej".

powtórka z rozrywki

Jak zawsze zlecieli się hejterzy i plują jadem. Zamiast cieszyć się, że zobaczyło się na ekranie legendarnych bohaterów początek spoilera Han, Luke!!! koniec spoilera (ostatni raz już niestety) i można było się z nimi godnie pożegnać, to tylko narzekanie bo ich wydumane fanfiki się nie spełniły. Wątek Bena Solo jest perfekcyjnie poprowadzony.początek spoilera Ten gość, bo tym co zrobił w TLJ oraz TFA, nie mógł mieć innego końca. koniec spoilera A że chcecie happy end.. tak SW to baśń, ale nie trzeba chyba mówić, jak wyglądały pierwotnie niektóre ze znanych baśni Baśń nie musi być słodkim happy endem.

Ale tu i tak jest happy end. Zło zostało ostatecznie pokonane początek spoilera Generalnie świetny pomysł z tym Palpim - taki mastermind jak on nie mógł tak po prostu zginąć w EP6, tam to było słabe. Teraz wrócił i pokazał, że tak łatwo nie można zniszczyć najbardziej przebiegłego Sitha w galaktyce.. chyba ze z pomocą Wszystkich Jedi - świetny motyw! koniec spoilera, w ostatniej scenie oddano cześć naszym bohaterom z OT, a legenda żyje dalej. Piękna symbolika (plus te podwójne słońca pod koniec!! Można się wzruszyć) no i współgra z wizją Riana Johnsona - każdy może być Jedi, każdy z nas może być właśnie Skywalkerem. Bo Skywalker to coś więcej niż osoba To idea. Brawo!

Myślę, że można by się przyczepić do kilku niedociągnięć, ale generalnie bardzo dobry film.

Jako zwykły widz 9/10
Jako fan SW 10/10

Re: powtórka z rozrywki

-można by się przyczepić do kilku niedociągnięć,

Ale jakich, od niemal miesiąca próbuję jakieś znaleźć i jedyne niedociągnięcie to ja chciałem inaczej

Recenzja Marka Kermode

Mark jak zwykle nie zawodzi:

https://www.youtube.com/watch?v=oBqZHsEieyM

Świetna recenzja. Dotyka interesujących (chociaż oczywistych) aspektów reakcji na TROS. Można zrozumieć niechętną reakcję krytyków na Epizod 9. Niezbyt entuzjastyczna odpowiedź publiki również ładnie "umieszcza się w kontekście". Polecam, Mark to bystry gość - a filmik jest bardzo krótki (7:54).

podliczyłem TROS

OK, to teraz pokuszę się o ocenę punktową TROS. Mossar nie patrz, bo nie zakrywam spoilerów

Zaczynamy od wyjściowego 10/10, bo Star Wars.

-1 za Palpatine (a kto umarł, ten nie żyje, kropka)
-1 za hodowlę Snołków w probówkach (klonerstwa mu się zachciało)
-1 za flotę stworzoną przez popleczników (niby kogo?)
+1 za lodową planet