Przebudzenie Mocy

Ackbar wraca w klasycznej formie

Chyba mamy kolejną z obsadowych niespodzianek J.J. Abramsa. W „Przebudzeniu Mocy” wystąpił Tim Rose. Aktor specjalnie kojarzony nie jest, ale warto dodać, że w „Powrocie Jedi” operował admirałem Ackbarem. W VII Epizodzie ponownie wcieli się w tę rolę. Tim przyznał, że fakt, iż musi wszystko zachować w takiej sekretności jest bardzo frustrujący dla niego. Dla niego przygoda z „Gwiezdnymi Wojnami” zaczęła się 35 lat temu i trwa do dziś. Niestety nie mógł za wiele powiedzieć na temat swojej roli.

John Boyega twierdzi, że płakał czytając scenariusz do „Przebudzenia Mocy”. Aktor zapewnia, że nie wzrusza się łatwo. Zwierzył się mediom także z tego, iż przesłuchania do roli Finna trwały w jego przypadku długo, przeciągały się przez siedem miesięcy. Przypominało mu to trochę „X Factor”, ale bez telewizyjnego szału wokół castingu. To było ciężkie i intensywne przeżycie. Bardzo podoba mu się jego rola, jest uzależniająca. Według Johna historia Finna jest nowa, ale w pewien sposób nawiązuje do opowieści o Luke’u Skywalkerze i Hanie Solo. Aktor żartował sobie też na temat mieczy i biegania w pełnym ekwipunku, twierdzi, że powinni zrobić program odchudzający Star Wars, bo tak to wyglądało.

Zaś Domhnall Gleeson wypowiedział się na temat swojej roli, czyli generała Huxa. Już po samym wyglądzie widać, ze to czarny charakter, a jakby ktoś miał jeszcze jakieś wątpliwości, to powinien posłuchać jego brytyjskiego akcentu. Nie ma szans, by był dobry, żartuje aktor. Gleeson dodał, że J.J. Abrams określił Huxa mianem „bezlitosnego”. Aktor twierdzi, że bardzo mu się podobała praca na planie „Gwiezdnych Wojen”. Jeszcze nigdy wcześniej nie grał takiej postaci jak ta.

Pojawiły się plotki na temat imienia jakie ma nosić postać, którą zagra Max von Sydow. Na wszelki wypadek jako spoiler, bo to wciąż informacja niepotwierdzona spoiler: Lor San Tekka(koniec spoilera).

Variety zleciło ankietę na najbardziej oczekiwany film końcówki tego roku. Mamy tu wielką niespodziankę, bowiem „Przebudzenie Mocy” nie zajęło pierwszego miejsca. Wygrały czwarte „Igrzyska śmierci”. Wynik Epizodu VII jest dobry, ale warto zauważyć jeszcze jedną rzecz. Badania te trwają już cyklicznie od pięciu lat i nie licząc czwartych „Igrzysk” od „Gwiezdnych Wojen” nieznacznie lepiej wypadli drudzy „Avengersi”.

Steve Evans, który zajmuje się projektowaniem zabawek w Hasbro zdradził jedną ciekawostkę. Otóż obecnie zabawki dostępne na rynku praktycznie całkowicie reprezentują pierwszy akt filmu (z trzech). No i z rzeczy ważnych nie ukazują nic, czego nie byłoby w zwiastunach.

Nie tylko fanom zaczyna przeszkadzać atmosfera tajemniczego pudełka Abramsa. Niektóre media spekulują, czy przypadkiem nie zabije to filmu. Jedną z największych trudności przy nowych filmach z cyklu są oczekiwania fanów. To właśnie one zabiły prequele, w szczególności „Mroczne widmo”. Ludzie chcieli czegoś więcej, czegoś innego, Lucas nie zdradzając za wiele wpuścił widzów w swój świat. Widzowie się tego nie spodziewali, prawdę mówiąc nawet nie chcieli tego oglądać, liczyli na coś innego. W przypadku dwóch kolejnych filmów było już łatwiej, mniej więcej wiadomo było czego się spodziewać. Jeśli chodzi o„Przebudzenie Mocy”, a nawet całą nowej trylogii, czy wszystkie filmów Disneya, znów znajdujemy się w miejscu, w którym nie za bardzo wiemy, co dostaniemy. Abrams z jednej strony był kontrowersyjnym wyborem, zwłaszcza jeśli chodzi o „Star Trek”. Wiemy, że zmienił tam formułę cyklu, zamiast filmu dla fanów stworzył obraz dla młodszego widza, dla kolejnego pokolenia. Odniósł tym sukces, ale też narobił sobie wrogów w fandomie. Z drugiej strony J.J. jest twórcą, który nieustannie pracuje nad fantastyką. Niezależnie czy są to „Star Treki”, „Super 8” czy „Lost – Zagubieni”. Dużo bardziej czuje ten klimat. Dodatkowo dystansując się w pewien sposób od prequeli, zwłaszcza nadmiaru CGI, Abrams zdobywał uznanie wśród bardziej oddanych fanów oryginalnych „Gwiezdnych Wojen”. Oczywiście idąc w klasyczne technologie, nie zapomina o CGI. Ono będzie, ale głównym priorytetem nie jest tworzenie fantastycznych światów, a coś co wygląda realnie. Nawet jeśli nie da się wszystkiego stworzyć za pomocą rekwizytów i praktycznych efektów, to ma to wyglądać prawdziwie. To oczywiście plusy reżysera. Pytanie jednak jest takie, czy te nawet zdawkowe obietnice, bez dużej ilości zwiastunów i informacji na temat filmu nie sprawią, że oczekiwania wobec filmu będą wygórowane? Że znów fani dostaną obraz, którego się nie spodziewali, który nie spełni ich oczekiwań. Nie mówiąc wiele o filmie pozwalamy wyobraźni działać i… właśnie. A to prowadzi nas do innej analizy. A mianowicie, zwiastun powinien być na horyzoncie. W sieci zauważono, że ostateczne zwiastuny prequeli pojawiały się około 70 dni przed premierą. Czyli wyszłoby, że jeszcze z tydzień lub dwa czekania? Nowe plotki mówią o 16 października. Zobaczymy. W każdym razie zwiastuna nie pokażą przed „Marsjaninem”.



Tagi: Domhnall Gleeson (79) Epizod VII: Przebudzenie Mocy (866) Hasbro (600) J. J. Abrams (519) John Boyega (222) Max von Sydow (36) Plotki (1149) Star Trek (108)

Komentarze (50)

Zastanawiam się ile razy można powtarzać, że nikt nie ma prawa nikogo rozliczać z fanostwa? Może się to nie podobać, można narzekać na kulturę wypowiedzi ale czy ktoś bawi się w hype czy chce pozrzędzić to ma do tego prawo tak długo jak nie spamuje.

Finito.

Liczba planet nie czyni filmu dobrym. Liczy się reżyseria i to zwłaszcza od niej zależy nasz odbiór bogactwa i różnorodności galaktyki.

Piett - przecież jesteś stuprocentowym pseudofanem.

Piett >> Ciężko ci było napisać to w jednym poście?

W ogóle nie oglądałem Igrzysk Śmierci, tym nie mniej wynik ankiety zachęcił mnie do tego żeby nadrobić to i pod koniec grudnia obejrzeć to w kinie zamiast jakiegoś g...a które przypadkiem chyba wtedy wchodzi.

Dzięki !

"ponieważ podchodzisz z sceptycznością do nowych epizodów, nie jesteś prawdziwym fanem" hahahahhahaahahaahahahahhaa. To ci się dowcip udał :).

Michalomatek -> Wypraszam sobie to porównanie - mój poziom jadu do waszego disnejowskiego szajsu jest kilka razy większy od Vergesso więc wypraszam sobie podobne akcje do tych z godz 16 :).

"No ale, nie każdy fan musi mieć najlepszy z możliwych gustów."

Padłem :P.

Ciekawa dyskusja się tu wytworzyła tyko że mam wrażenie że na nieistotny temat, różnorodność świata SW, oglądaliśmy przez ostatnie sześć filmów, o wiele ważniejsza jest tutaj fabuła i budowa charakterów postaci, przypomnę że akcja ANH odbywała się na dwóch planetach + kosmos, a film podbił serca widzów do tego stopnia że dziś 38 lat później wciąż rozmawiamy o tym fenomenie jakim jest SW, na stronie specjalnie SW poświęconej. Tak, wiem że to były inne czasy, i inna technologia, ale to że teraz mamy o wiele lepszą technologię, nie oznacza że mamy z niej korzystać bezrozumnie i w nadmiarze, przykładem takiego postępowania są prequele, gdzie Lucas niemal wszystko nakręcił w niebieskim pudełku :P. Akurat o krajobrazy i różnorodność ukazania uniwersum w TFA jestem spokojny, jest co i innego co wywołuje o wiele większe obawy.
Otóż, przy wielkim podziwie dla oryginalnej trylogii, naprawdę martwi mnie to zachwycanie i wzorowanie się na niej przy tworzeniu sequeli, ja nie chcę zobaczyć w kinie dokładnej kopii oryginalnej trylogii, albo manifestu pod tytułem "dlaczego SW z lat 1977-1983 jest lepsze niż z lat 1999-2005", nie chcę by nowe filmy SW popełniły błędy Hobbitów, gdzie już na początku pierwszej części widać kopiowanie LotR, np. Gandalf wchodząc do domu Bilba, oczywiście musi uderzyć głową o ten niski sufit, albo kiedy jest w potrzasku razem z krasnalami, to musi złapać ćmę, szepnąć jej coś i wypuścić, by po chwili przyleciały orły które wszystkich uratują. No to się właśnie nazywa kopiowanie filmu, tym bardziej jeśli takich nawiązań jest cała masa. To takie skłanianie się ku łatwiźnie, które szczególnie widoczne jest w filmach tworzących serie, ponieważ takie filmy mają ogromną masą fanów, czy nawet fanatyków, na których tak czy owak się zarobi, bo kupią wszystko co się im poda. I niestety ja mam wrażenie że to może grozić także TFA.

W nowej trylogii powinien być dobry scenariusz, dobra gra aktorska, dobra reżyseria, które stworzą wspaniały klimat Star Wars, czyli witaj fascynująca nowa wesoła przygodo, to ile będzie planet nie ma żadnego znaczenia

Tak naprawdę emocję teraz w porównaniu z `99 są na poziomie zerowym. To działa na plus dla TFA. Są 2 drogi bedzie klapa i tylę albo film pociągnie za sobą tłumi i wtedy VIII będzie miała przesrane bo tam skupi się cała śmietanka ortodoksów oraz skrajnych ortodoksów. TPM padło głównie przez nadmiar emocji. Dla mnie TPM jest mistrzostwem, a do e2-3 podchodziłem już z mocjami i te epizody im dalej tym bardziej przegrywały. Zobaczymy ale jakoś sam nie wiem na razie mnie to nie podnieca aż tak jak bym chciał. Może po prostu trzeba się będzie napić i będzie OK.

W filmie powinno być max 5 planet. SroQowi chodzi o to że planety podczas Rozkazu 66, mimo iż to ważna scena, zostają zapomniane po 10 min. gdyż przyćmiewa je Mustafar, Senat itd. W OT mieliśmy kilka bardzo dobrze przedstawionych planet, na których działa się akcja. Mało ale je zapamiętaliśmy. A teraz zagrajmy w grę Pana Plinketta (boga w tym co powinno a czego nie powinno być w SW). Opisz mi jakąś postać z prequeli, tylko na podstawie filmu, używająć tylko cech charakteru. Było ciężko. Podobnie jest z planetami. W PT je szybko zapominamy, chyba że zostajemy w nich dłużej: Wszystkie Pany Plinketty (można się uśmiać i kilka rzeczy zrozumieć, chociaż czasami przesadza):
https://m.youtube.com/results?q=pan%20plinkett&sm=3 - TPM część pierwsza
https://m.youtube.com/results?q=pan%20plinkett&sm=3 - AotC część pierwsza
https://m.youtube.com/results?q=pan%20plinkett&sm=3 - RotS część pierwsza

Michalomatek -> Czyli ty jesteś albo trollem, albo czyimś drugim kontem :D Matko, ja się zastanawiałem, z jakiego rodzaju abominacją mam właściwie do czynienia, a po tym wpisie "prawdziwości fana w fanie" doskonale widzę, że chyba dałem się złapać jak rybka w sieć jakiemuś staremu userowi, który robi sobie jaja i trolluje z jakiegoś drugiego konta. Co za potwarz :P

Zresztą, czymkolwiek jesteś, łatwo się ciebie pozbyć.

karolaczek - dobrze to wytłumaczyłeś. Vergesso to klon Mistrza Sellera.

Do tego musisz się przyzwyczaić Vergesso podchodzi ze sceptycznością do wszystkiego odkąd disney przejął star wars, i nikt nie zwraca na jego komentarze uwagi bo nie przedstawiają sobą żadnej wartości, bo jest z góry uprzedzony bez względu o czym mowa :P

Vergesso - ponieważ podchodzisz z sceptycznością do nowych epizodów, nie jesteś prawdziwym fanem. Prawidziwy fan nie hejtuje, a nawet nie jest sceptyczny wobec ST. Przepraszam, ale skoro ci nie odpowiadają zmiany, jakie zaszły dzięki Di$neyowi, to skończ z negatywnym wypowiadaniem się na bastionie. Zresztą, założę się, że ostatnie THG będzie miało mniej widzów i trwałości w popkulturze niż TFA.

Lepiej nie dłużmy tej dyskusji, bo Kathi Langley przyjdzie.

Michalomatek -> Nadal mógłbym dość wulgarnie określić twój tok myślenia, bo nadal nie rozumiem, o czym ty właściwie do mnie piszesz?

Ekhm "Z kantyną jasne, zgodzę się czuć tam klimat różnych kultur i ras"

To, że w ankiecie na pierwszym miejscu są igrzyska nie świadczy o tym, że więcej ludzi pójdzie na igrzyska a nie na star wars :)

karolaczek - my nie mówimy o kolorze skóry bohaterów, a o planetach.
nowy Pieccie Vergesso - poczytaj sobie komentarze, a się dowiesz, co mają wspólnego z tobą.

Michalomatek -> O czym ty, za przeproszeniem, pieprzysz?

Nagle wszyscy wyskakują z różnorodnością w galaktyce a jak zobaczyli Boyege na trailerze to raptownie galaktyka była taka biała i jednorodna.

SroQ - wiesz, że planety z prequeli to nie Tatooine-2 czy Hoth-2 tylko planety, które są podobne jedynie klimatem - krajobraz tych planet jest zupełnie inny od poprzedników.

Vergesso - chcesz dołączyć do Krogulca bądź Pietta?

SroQ-> Z kantyną jasne, zgodzę się czuć tam klimat różnych kultur i ras. Ale w prequalach mamy rozbudowane Naboo, Kamino, Geonosis, Mustafar, Utapau, Kashyyyk, cały czas mamy pogłębianą wiedzę o Tatooine, Coruscant a reszta planet to są migawki, jasne ale wciąż twierdzę że to właśnie dzięki takim migawkom wiemy, że gdzieś tam jest życie i tam również dzieje się coś ważnego. A czepianie się tych krótkich ujęć planet podczas wykonywania rozkazu 66 to trochę zły argument - przecież w tej sekwencji filmu właśnie o to chodziła, a nie żeby przenieść na dwugodzinny film o oblęzeniu Saleucami ;)

Zgadzam się z Wolfem. Im więcej planet, tym lepiej. Przypominam, że galaktyka SW to cała... galaktyka. Nie można ograniczać się tylko do kilku planet, warto pokazać ich jak najwięcej, dlatego ROTS uważam za najlepszy epizod pod względem planet, bo pokazano ich dużo, i nieważne, że tylko na chwilkę, przynajmniej naprawdę mogliśmy się poczuć, jak w całej, osobnej galaktyce.

Natomiast bardzo cieszy mnie, że to najnowsze "Igrzyska..." są najbardziej oczekiwanym filmem roku, a nie nowe SW. U mnie tak samo :D Na drugim nowi Avengers(choć trochę zawiedli), na trzecim Jupiter Ascending(w końcu film Wachowskich, nawet jeśli był "tylko" niezły), a Epizod VII na czwartym lub piątym miejscu najbardziej oczekiwanych(kłóci mi się o czwarte z "Makbetem" z Fassbenderem).

SroQ - a ty zapominasz o tym, jak bardzo rozbudowane planety były w NT?

A czy przypadkiem w TFA nie będzie 4 planet (a może i więcej)? Jakku, śnieżna z bazą Starkiller, ta z bazą Ruchu Oporu i ta, za którą będą robić ujęcia ze Skellig Michael?

Wolf-> Ale ja sie nawet częsciowo z toba zgadzam - to nie robi monumentalnego wrażenia. Tyle, że Prequele wcale nie są lepsze pod tym kątem. Mówisz, że Hoth2 i Tatooine2 nikogo nie zrobią. To czemu niby kogoś miało robić Tatooine1 i planeta-miasto albo planeta-pustynia pełna robali (Tatooine2? xD). Te urywki nie robiły żadnego wrażenia z dwóch powodów:

1. Nie wiedzielismy nawet skad sie wzięły te planety, czemu akurat one i co się własciwie na nich działo. Nadal mówię o perspektywie nie-fana EU.

2. To były nadal generowane komputerowo planety jednego pomysłu. Planeta z wielkimi kwiatkami? Jest. Planeta z mostem i śniegiem? Jest. Możesz powiedzieć o nich coś więcej na podstawie filmu? Podczas gdy takie Tatooine w ANH to przy tym symfonia zlozoności - poznajemy tubylców i farmerów. Nastepnie trafiamy do "siedliska największych szumowin". Widzimy zakurzone ulice Mos Eisley, fragmenty portu i patrole imperialne. Wchodzimy do kantyny, w której roi się od przybyszy z różnych zakątków galaktyki. I tak dalej.

Wiem, że współczesny widz uwielbia jak mu się wszystko wyłoży łopatologicznie - ale to jeszcze nie oznacza, że taka ekspozycja jest lepsza :D

Ja wiem, że teraz jest moda na mówienie "prequele to największy syf jaki może być" czy "masakra, tego nawet nie da się oglądać" a z drugiej strony cała kampania promocyjna budowana na waszej nostalgii i ciągłym wychwalaniu pod niebiosa klasycznej trylogii i wspominaniu o praktycznych efektach specjalnych wkładanych gdzie tylko się da, ale bez przesady. Do premiery filmu jeszcze 3 miesiące a już dzisiaj wiadomo że ten film będzie lepszy od prequeli bo...? Bo zamiast cyfrowego obcego będziemy mieć gościa w kostiumie? A mówiąc na koniec całkiem szczerze to nawet zwiastun to nie było niewiadomo co. Ot, solidnie zmontowany w hollywodzie materiał za grubą kasę. Jasne to nasze gwiezdne wojny ale to nie znaczy że ten film będzie genialny bo podrobi klasyczną trylogię ;)

SroQ i Rodzyn-> Wy lubicie to, ja lubię to, ktoś inny jeszcze coś innego. Ja Wam mówię że na nikim dzisiaj nie zrobi wrażenia jak dadzą nam 2,3 planety łudząco podobne do tych najbardziej znanych ze wszystkich filmów. Nie mówcie mi że chcecie odkrywać Tatooine2 i Hoth2 bo to aż smieszne. Według mnie właśnie Lucas całkiem zgrabnie pokazał ogrom wszechświata w trylogii prequeli, a takie krótkie urywki z poszczególnych planet tylko potęgują wrażenie że gdzieś tam coś tez się dzieje, a o tylko potęguje wrażenie bogactwa wszechświata. A przykłady z Avatarem i Władcą nietrafiona, gdyż sorry ale Avatar to aż jedna planeta a Władca to... nawet nie jedna planeta?;p Choć nie przeczę że w obu filmach zdjęcia i widoki są przepiękne.

Michalomatek, ale zauważyleś, że Prequele wcale nie dzieją sie na wiecej niż wspominanych przez ciebie dwóch-trzech planetach? Bo chyba nie nazwiesz 10 sekundowej ścinki "miejscem akcji".

Paradoksalnie, najlepsza ekspozycja wielkości galaktyki w Prequelach to scena wyścigu Boonta oraz scena w knajpie z Ataku Klonów. W tej pierwszej co chwile wspomina sie o wyścigu jako czymś międzyplanetarnym, widzimy to też po samych zawodnikach i pojazdach. Z kolei kantyna w EII to masa smaczków, takich jak pokazani kosmici czy holotransmisje z wyścigów na innych planetach.

No ale, nie każdy fan musi mieć najlepszy z możliwych gustow ( ͡° ͜ʖ ͡°)

SroQ, RodzyN jr. - a wy wolicie dwu godzinny film z maks. trzema planetami, których krajobraz nie jest aż tak niezwykły, od kilku planet z niezwykłym krajobrazem na kilka sekund? Ogrom świata SW pokazany w prequelach jest niezwykły. Ale nie każdy fan musi mieć najlepszy z możliwych gustów.

SroQ dobrze prawi. Trzeba umieć pokazywać krajobrazy z rozmachem. Lucasowi nie bardzo to wyszło. Zresztą wystarczy obejrzeć Avatara czy nawet Władcę Pierścieni. W Star Wars brakuje takich ujęć jak w tych filmach.

Wolf -> Ty wolisz komputerowy rozmach na 10 sekund, ktoś inny woli jak pokazuje mu się coś mniej wprost, dzięki czemu wyobraźnia dopowiada sobie resztę drogą heurystyki. I trylogia prequeli nie zrobiła na tym polu niemal nic, bo w każdej części zwiedzamy stały duet Coruscant i Tatooine + max. dwie nowe planety. Zapytaj kogoś nieobeznanego w Expanded Universe jakie planety pamięta ze sceny rozkazu 66 to gwarantuje ci, że odpowiedz będzie brzmiala "Noo, yyy, kwiaty jakieś wielkie i śnieżna planeta". To nie jest ekspozycja sycąca widza.

Też bym płakała czytając scenariusz do filmu SW, w którym mam zagrać. Bez względu na jego jakość i zawartość :P

Wolf Sazen - Jak dla mnie pokazywanie urywków z krajobrazów takich planet jak Mygeeto, Felucia etc. pozostawiło jeszcze większy niedosyt i wcale nie czułem tego ogromu świata Star Wars.

SroQ-> Ale nie żyjemy w czasach lat 70. i 80., nie ograniczają nas tak bardzo efekty w filmach i stać nas na rozmach. Jeżeli Disney myśli że zrobi kopię oryginalnej trylogii i to wypali to pozdrawiam. To nie te czasy i nie tacy widzowie, i co jak co ale trylogia prequeli zawsze dobrze to rozumiała. Oryginalna trylogia pozostawiała niedosyt dlatego że niezbyt wiele z tej wspaniałej galaktyki nam pokazano. Dlatego ksiązki i komiksy odniosły taki sukces w latach 90. gdyż fani czuli "głód". Na razie mamy 2 (!) planety i promocja filmu jest strasznie uboga pod tym względem. Nie mniej jednak liczę że Abrams zaskoczy nas pozytywnie a nie jak w przypadku drugiego Star trek, kiedy okazało się że wielki sekret to tak naprawdę brak sekretu...

Wolf -> Ale wlasnie taka ekspozycja towarzyszyla klasycznej trylogii. Zamiast pokazywać widzom urywki planet, wystarczylo ich wcisnąc do Kantyny w Mos Eisley, gdzie wprost roiło się od kosmitów z róznych zakątkow galaktyki. Na dobrą sprawę żadna część OT nie działa się więcej niż na 3 planetach + kosmosie (nie licząc końcówki RotJ, którą zmodyfikowano mocno przy okazji edycji specjalnej/DVD)

@Stele

Nowa Republika z Admirałem Ackbarem wbija się na koniec filmu i robi porządek? :P

Jak moja ackbarowa teoria się sprawdzi, to chyba zejdę w kinie i ubrudzę sufit na biało. :D

@Michalomatek, częściowo muszę się zgodzić. Trzeba tylko pamiętać, że to były inne czasy w Galaktyce.

Wolf Sazen-> Podobnie jak planeta, jakby to napisać... dżunglasta :), no może leśna, też jest dość oklepana. Ale mimo wszystko szkoda że nie poznaliśmy bliżej np. Felucji z jej charakterystyczną roślinnością. Wiem że pojawiła się w grze The Force Unleashed, ale w jakiejś dziwnej zimnej kolorystyce, inaczej niż w filmie.

Hagan-> Może byłbym się z tym zgodził gdyby nie fakt że piaskowa i śnieżna planeta to najbardziej oklepane i sztampowe co może być. A po za tym to właśnie takie krótkie migawki z innych miejsc/planet/lokacji buduje ogrom galaktyki co wyróżnia naszą galaktykę od masy innych fikcyjnych wszechswiatów...

Hagan - nikt lepiej by tego nie wyjaśnił.

Lepiej pokazać trzy planety w pełniejszym spektrum niż kilkanaście pobieżnie, jak to zrobiono w Ep III z Felucią, Saelucami, Mygeeto czy Cato Neimoidią. Wciąż jednak liczę na choćby kilka minut na Coruscant.

Jakku rozumiem jako pierwszy akt. Ale śnieżna planeta już chyba będzie drugim, czy trzecim. Prawda?

Faktycznie zwiastuny pokazują nam raczej skromny obraz galaktyki jednak jeśli to ma być tylko pierwszy akt filmu to liczę że jednak poczujemy ogrom galaktyki gdyż póki co to tylko Jakku i ta śnieżna planeta co jest ta oryginalne i odkrywcze jak scenariusze m jak miłość... ale liczę że Abrams faktycznie chowa wszystko co najlepsze na seans ;)

Czuję, że świat przedstawiony w tym filmie będzie zbyt skromny. Przedstawiony w prequelach przynajmniej miał rozmach.

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:

Archiwum wiadomości dla działu "Przebudzenie Mocy"

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.