Przebudzenie Mocy

Banery i wywiady

Na początek mamy trzy nowe bannery, które powoli pojawiają się w kinach w USA, oczywiście oprócz plakatów. Jeden jest z Rey, drugi z Kylo Renem a trzeci z Finnem.

Z plotek mamy dwie. Otóż w 2014 pojawiła się informacja, że Judi Dench może zagrać Mon Mothmę w „Przebudzeniu Mocy”. Nic takiego nie ma miejsca. Ostatnio aktorka to potwierdziła i dodała, że nawet nie widziała „Gwiezdnych Wojen”. Żadnej z części.

Bob Iger natomiast wypowiedział się na temat Luke’a Skywalkera. Otóż szef Disneya potwierdza, Luke jest w filmie. Nie ma się co martwić.



Powoli pojawia się coraz więcej wywiadów z twórcami filmu. Pierwszy z nich przeprowadzono z J.J. Abramsem, można go przeczytać tutaj.
Abrams zapytany o to jak się ma fabuła „Przebudzenia Mocy” względem pozostałych filmów, przyznał, że zależało im na tym, by opowiedzieć jedną, zwartą historię, która ma swój początek, rozwinięcie i koniec. Ma też swoją historię do której nawiązuje, a jednocześnie pozostawia pewne wątki, które można kontynuować, zupełnie tak jak to miało miejsce w „Nowej nadziei”. Chodzi o możliwości. W pierwszym filmie Luke niekoniecznie był synem Vadera i bratem Lei, ale jednocześnie nie było to niemożliwe.

Abrams dobrze też ocenia współpracę z Lawrencem Kasdanem. Twierdzi, że właśnie wspólne działanie uczy najwięcej przy opowiadaniu historii. Reżyser jest też wdzięczny Disneyowi, w szczególności Bobowi Igerowi i Alanowi Hornowi, za to jak obeszli się z marketingiem. Bał się, że Disney będzie chciał pokazać i zdradzić za dużo, ale oni szanują wizję dzieloną przez Lucasfilm, by ten film poznać dopiero w kinie. Tyle, że ciężko jest też znaleźć równowagę, bo jeśli pokaże się za dużo, można zniszczyć komuś przyjemność z oglądania filmu, natomiast gdy się pokazuje za mało, mogą cię uznać, za napuszonego palanta. A gdzie jest ta granica? Abrams twierdzi, że na to pytanie muszą sobie odpowiadać przy każdym konwencie i każdej możliwej promocji filmu.

O Epizodzie VIII Abrams powiedział, że scenariusz jest już skończony. Co nie znaczy, że nie będzie wciąż poprawiany, bo to zawsze ma miejsce. W każdym razie mieli spotkania z Rianem Johnsonem i Ramem Bergmanem, pokazywali im zdjęcia, prawie dzień po dniu, gdy kręcono film. Byli częścią procesu powstawania, jako obserwatorzy, co wpływało też na Riana tworzącego scenariusz kolejnego filmu. Oczywiście pewne elementy zostały już wcześniej ustalone, choćby przez Kasdana, takie jak pewne relacje, pewne konflikty czy pytania na które należy odpowiedzieć. Abramsowi zależy na tym, by Epizod VIII był bardzo dobrym filmem, w końcu jest jego producentem wykonawczym, stąd względem Riana Johnsona i jego ekipy zachowano pełną transparentność działań. Johnson natomiast poprosił o uwzględnienie kilku rzeczy w scenariuszu, które przydadzą się potem do jego filmu. Zresztą ten scenariusz dość mocno jest zbieżny z kierunkiem, który wyznaczono „Przebudzeniem Mocy”. Choć to wciąż jest film Riana Johnsona i Abrams nie musi twórcy prowadzić za rączkę czy nadzorować.

Praca nad Epizodem VII nie może być oderwana od pozostałych filmów. To jest siódmy film z dziewięciu (przynajmniej na razie). Ważny przy tym jest tu kanon, który tworzą, co trzeba szanować. Ten film choć opowiada własną historię, nie jest wyjęty z kontekstu.

Początkowo Abrams pracował w z Michaelem Arndtem nad scenariuszem. Mówi, że szybko zdecydowali się do tych sesji dołączyć Ricka Cartera, by projektował wszystko o czym mówią. Wtedy też rodziły się takie pomysły jak choćby nowa ręka C-3PO i tak dalej. Potem, gdy przepisywał scenariusz z Lawrencem Kasdanem, więcej zastanawiali się nad tym jak nakręcić „Gwiezdne Wojny”, nie kolejny film, ale „Gwiezdne Wojny”. Jakie sceny chcą. Chcieli choćby Hana Solo w kostiumie, szturmowca, TIE Fightery. To wszystko wplatali w scenariusz.

J.J. jest też podekscytowany pracą z Johnem Williamsem. On wciąż komponuje używając ołówka, zapisując wszystko na kartce. Potem jedzie się do niego, a on gra melodie na pianinie. Robi to tak, że w głowie człowiekowi wydaje się jakby słyszał całą orkiestrę.

Abrams chwali też swoją obsadę, czyli głównie Daisy Ridley, Johna Boyegę, Oscara Isaaca i Adama Drivera. Jak mówi, od razu angażowano ich do trzech filmów, co najmniej trzech. Czyli po raz drugi nie wprost sugeruje w jednym wywiadzie Epizod X i kolejne.



John Boyega natomiast udzielił wywiadu Hollywood Reporter i Cnet. Aktor patrzy na „Przebudzenie Mocy” jako na swoją szansę. Zdaje sobie sprawę, że te filmy pomogły niektórym aktorom (jak Harrison Ford czy Carrie Fisher, która jednak ostatecznie tę szansę zmarnowała), innym przeszkodziły, ale jakoś wyszli na prostą (jak Ewan McGregor czy Natalie Portman), a jeszcze innym zakończyły (jak Jake Lloyd czy Hayden Christensen). Samego siebie Boyega określa mianem fana, nie tylko filmów ale przede wszystkim gier i Expanded Universe. Dodaje też, że podoba mu się postać Finna i jej rozwój. To szturmowiec, czyli ktoś kto nie powinien pożyć zbyt długo. Niewiele wiemy o przeszłości tego bohatera, ale ciekawe są wybory przed którymi staje i to kim się staje. Zapytany o bojkot „Gwiezdnych Wojen” przez to, że jego postać jest czarna, odparł tylko, że liczby mówią same za siebie. Skoro sprzedaż biletów jest tak fenomenalna, to bojkot chyba nie ma najmniejszego znaczenia. Rodzice Boyegi nie za bardzo znali i rozumieli „Gwiezdne Wojny”. Dla nich najważniejsze było to, że ich syn tam teraz gra.

Sam Boyega przyznaje, że zaczął oglądanie filmów od „Mrocznego widma” i wielce zaintrygował go wówczas Darth Maul. Jednak same prequele, choć mu się podobały, nie wciągnęły go aż tak bardzo. Dopiero gdy zobaczył klasyczną trylogię powiedział sobie „Wow”. Dla niego kwintesencją „Gwiezdnych Wojen” jest humor sytuacyjny. Choćby scena w której Han i Luke odbijają Leię z więzienia, a Han prowadzi rozmowę przez interkom. John uwielbia ten moment.

Mówił też, że Finn ma bardzo dużo wewnętrznej charyzmy, ale nie widać tego od początku. Gdy był przesłuchiwany do „Przebudzenia Mocy” John początkowo odgrywał rolę dramatyczną. Tego wymagał tekst. Jednak potem doszedł do wniosku, że coś jest nie tak. To przecież „Gwiezdne Wojny” i tu trzeba czegoś innego. Wrócił do domu, pooglądał sobie na YouTubie filmiki z castingów Marka Hamilla czy Harrisona Forda, co go zainspirowało.

John twierdzi też, że „Przebudzenie Mocy” jest najbardziej bliskie właśnie do „Nowej nadziei”, ze względu na ton, rytm, ale też dialogi, zwłaszcza te Hana i Luke’a. John sugerował też, że kurtka którą nosił na planie ma jakiś sekret i to nie przypadek, że nosił ją także Poe Dameron (Oscar Isaac). Oczywiście nic więcej nie zdradził.

W przeciwieństwie do Samuela L. Jakcsona Boyega nie mógł wybrać koloru miecza świetlnego. Abrams zrobił to za niego. Sam John żartowałby, że wybrałby czarny. Dodał też, że w tym filmie będzie dużo pościgów, zwłaszcza gonienia za Finnem.

„Przebudzenie Mocy” będzie jego pierwszym filmem „Star Wars”, który zobaczy na wielkim ekranie.

W innym wywiadzie natomiast bardzo się cieszył z tego, że Finn będzie miał swój własny temat muzyczny.



Daisy Ridley także odpowiedziała na kilka pytań Hollywood Reporter, w tym samym wywiadzie. Aktorka wspomina, że już samo dostanie roli Rey było dość ciężkie. Przez siedem miesięcy miała cztery czy pięć przesłuchań i co tu dużo mówić, zwłaszcza te pierwsze nie poszły jej najlepiej. Ale miała w sobie jakieś przeczucie, iż musi ten tekst przeczytać. A gdy już dostała rolę, to przez trzy miesiące musiała milczeć. Przyznała się w domu rodzicom i siostrze, ale na tym koniec. Miała też dużą ochotę, by wcześniej obwieścić światu, ze gra w sadze, ale mama ją przytemperowała. Mówiła, że to trochę jak z ciążą. Trzeba to przejść i przeczekać. Rey jej zdaniem jest przede wszystkim normalną dziewczyną, nie jakąś superbohaterką. Główna różnica między Ridley a Rey polega na tym, że Ridley zna swoją rodzinę i jest z nią blisko.

Przez te trzy miesiące Daisy musiała nabrać krzepy, ale też przytyć do roli.

Na planie Daisy trochę się bała rozmawiać z Markiem, Harrisonem czy Carrie zwłaszcza o klasycznej trylogii. Trochę ją to krępowało. Johna nie, od niego dowiadywała się potem ciekawostek. Za to najwięcej na planie rozmawiała z córką Carrie Fisher, czyli Billie Lourd, która jest w podobnym wieku. Daisy przyznaje, że Billie nie gra młodszej wersji Lei, oraz że nie było w ogóle potrzeby by kogokolwiek obsadzać do tej roli. Jedna Leia wystarczy.

Obiecała też, że dowiemy się kim są rodzice Rey. Oczywiście z filmu.

Daisy przyznaje, że na planie sobie śpiewała i nuciła. I że czasem to przeszkadza innym ludziom. J.J. Abrams zaproponował więc jej zakład, że wytrzyma jeden dzień bez śpiewu.



Tagi: Adam Driver (133) Alan Horn (34) Billie Lourd (45) Bob Iger (154) Carrie Fisher (358) Daisy Ridley (230) Disney (431) Epizod I: Mroczne widmo (583) Epizod IV: Nowa nadzieja (656) Epizod VII: Przebudzenie Mocy (867) Epizod VIII: Ostatni Jedi (508) Epizod X (5) Ewan McGregor (436) Harrison Ford (476) Hayden Christensen (229) J. J. Abrams (520) Jake Lloyd (30) John Boyega (222) John Williams (403) Lawrence Kasdan (159) Lucasfilm (592) Mark Hamill (367) Michael Arndt (55) Natalie Portman (371) Oscar Isaac (165) Plotki (1149) Ram Bergman (53) Rian Johnson (302) Rick Carter (19) Samuel L. Jackson (289)

Komentarze (17)

W prequelach "nowy zły" na każdy epizod był całkiem wytłumaczalny - Mistrz Sithów poszukuje kolejnego ucznia aby wprowadzić swój plan w życie; Jedi rządzą galaktyką i są wystarczająco silni, by się z tym uczniem rozprawić, itp. (i tak większość do dzisiaj uważa, że Maul zbyt szybko stracił życie). W OT mamy natomiast cały czas wyłącznie Vader`a i trochę Imperatora, co tłumaczy silna pozycja Imperium oraz praktycznie wybici Jedi - więc logiczne, że Sithom nie ma kto zagrażać. W związku z tym nie chciałbym, by Kylo stracił życie w dziejącym się 30 lat po ROTJ EVII. Czemu? Jeden argument (chociaż filmu jeszcze nie widziałem): podobnie jak Vader, jest "zbrojnym ramieniem" organizacji, podtrzymującej spuściznę Imperium. Jak dla mnie to argument wystarczający. ;)

Co do Bel Toro myślę, że początek spoilera Ren pod koniec TFA dostanie od Snoke`a misję związaną Ciemną Stroną i przez połowę ep. VIII będzie czymś zajęty a zkontratakuje pod koniec ep. VIII i zginie wraz z destrukcją Sulurnu (jeśli nke będzie zniszczony w TFA) niczym Davy Jones w trzeciej części Piratów. A Toro będzie jakimś geniuszem taktycznym. koniec spoilera Ale to tylko moja teoria.

Sam jesteś lanie wody. Między wierszami pojawiają się info, które chociażby potwierdzają zgodność ze scenariuszem publikowanym na Bastionie (kurtka Finna i Poe) czy uzupełniają ostatnie informacje ze spotów (Rey nie wie kim jest jej rodzina, ale "ma oczy które już widziano" i na pewno dowiemy się kim są jej starzy - czyli w zasadzie wiemy już wszystko).

Lanie wody i tyle, 0 ciekawych, czy nowych informacji.

To, o czym pisałem nie musi się w całości znaleźć w tym epizodzie i raczej na pewno się nie znajdzie. Przejście Luke'a na DS, rozwój Rey jako Jedi, ostateczna konfrontacja między nimi i ostateczne nawrócenie Luke'a będą rozciągnięte na trzy epizody. Kylo zapewne przetrwa do następnego, kiedy to nastąpi kulminacja jego roli oraz śmierć. Ostatecznie to na pewno nie on będzie Złym całej nowej trylogii.

A ja życzę Kylo Renowi, żeby przetrwał do tej dziewiątej części, bo sprawia wrażenie fajnego, i naprawdę interesującego czarnego charakteru. Zobaczymy za miesiąc jak to naprawdę z tym Kylo jest.

W epizodzie VIII rolę szwarccharakteru ma przypaść Bencio del Toro, a jako że w filmach SW zawsze jest jeden bad guy (nie licząc mistrza, którym jak dotąd był Palpatine, a teraz jest nim Snoke) to wygląda na to że początek spoilera Kylo Ren w TFA najpewniej zginie. koniec spoilera

@Funyo

SPOILER: Bzdury. Wyciekło zdjęcie Luke`a z planu i zdecydowanie nie wygląda na `złego`...

@Funyo - a ja myślę że Kylo będzie tylko "jednorazowym" szwarccharakterem, a`la Maul, maxymalnie Dooku. Do części IX nie przeżyje imho napewno.

Podoba mi się bardzo podejście Abramsa do tej części. Ma być filmem samodzielnym, ale jednocześnie stanowić, wraz z Epizodem VIII i IX, integralną całość, a w dalszej kolejności ze starą trylogią i nową. Myślę, że dostanę dokładnie to co chcę - czyli połączenie tego co najlepsze z nowej i starej trylogii.

@Funyo mam podobne przypuszczenia co do Kylo.

Wracając do Abramsa: "Czyli po raz drugi nie wprost sugeruje w jednym wywiadzie Epizod X i kolejne." Wystarczy mi to, że niejako potwierdza obecność tych bohaterów w kolejnych dwóch częściach.

Spoiler: wszystko jest już jasne - to nie Finn będzie spadkobiercą Mocy, ale Rey, która okaże się córką Hana i Lei, a więc siostrzenicą Luke'a. To właśnie on ostatecznie zostanie największym złym, więc Rey będzie musiała zniszczyć własnego wuja i razem z Finnem odtworzą Zakon. Kylo zostanie uczniem Luke'a - syna swojego największego idola, zabijając swojego dotychczasowego mistrza, tajemniczego Sitha. Koniec spoilera ;)

Macie problem ze za dużo informacji to nie czytajcie, wcześniej mieliście problem braku trailerow wiec teraz nie ma co narzekać...
Swoją drogą jak myślicie jaka bronią posługuje się Rey? Czymś w stylu broni ochroniarzy Greviousa albo Zeba?

Luke niech się w filmie pojawi i zrobi Kylo Renowi takie "akuku" jak w "Legacy of the Force #6: Inferno" Jacenowi Solo. :)

Wszystko fajnie, ale za dużo nam mówią.

Przenudzenie Mocy. Taki błędzik u góry.

O, Blade ma nowy miecz. ~;)

To co najbardziej cieszy to wiadomość, iż Kasdan i JJ również mają duży wpływ na kolejny epizod. Lawrence jest gwarancją jakości! :)

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:

Archiwum wiadomości dla działu "Przebudzenie Mocy"

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.