Han Solo

Alden zdradził, czyli jeszcze więcej szczegółów zamieszania

Lawrence Kasdan wrócił do Londynu dwa dni temu, gdzie zajmuje się nadzorowaniem prac nad Hantologią. Fani zauważyli go na lotnisku, nie wygląda na wypoczętego, ani zadowolonego. W Londynie jest także Ron Howard. Za to coraz ciekawsze wieści wychodzą na światło dzienne w temacie zwolnienia reżyserów Hantologii. Nie stawiają one ich w dobrym świetle. To oczywiście kompilacja kilku źródeł, nie wiemy ile w tym prawdy, ale wiele informacji układa się w spójną całość.



Jak już wiemy, zgrzyty między nimi, a producentami, w tym Kathleen Kennedy i Lawrencem Kasdanem pojawiły się jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć. Ale przecież wszyscy są profesjonalistami i wiedzą, co chcą zrobić, więc osobiste animozje nie mogły wpłynąć na kształt filmu. Animozje nie, ale wizje i ambicja owszem. Gdy ruszyły zdjęcia, zarówno Kasdan, jak i Kennedy w większości przebywali w Stanach, Chris Miller i Phil Lord na planie lub na lokacjach. Zarówno w Lucasfilmie, jak i w Disneyu trzymają rękę na pulsie, ale zdalnie. Proces polega na tym, że pod koniec dnia zdjęciowego są przygotowywane tak zwane dniówki. Czyli kilka wybranych ujęć pokazujących nakręcony materiał. Te dniówki początkowo w miarę podobały się zarówno Kadanowi, Kennedy, jak i Bobowi Igerowi czy innym szefom Disneya. Ale dniówki to nie cały materiał, tylko starannie wybrane sceny lub ich fragmenty. Montaż może zmienić bardzo wiele. Ktoś, kto przygotowywał dniówki doskonale wiedział, co producentom należy pokazać i wszyscy byli zadowoleni. Do czasu.

Podstawowym problemem od pierwszego dnia zdjęciowego był nie tyle materiał, co jego ilość. Zdarzało się, że zanim nakręcono cokolwiek, była już godzina pierwsza. Długo trwało ustawianie kamer, świateł i jak się później okazywało, nagrany materiał nie był najlepszej jakości. Wiele ujęć trzeba byłoby powtarzać lub wyrzucić. Miller i Lord stawiali raczej na improwizację na planie, nie mieli przemyślanych pomysłów, raczej zachęcali aktorów do ekspresji i eksperymentów. Zresztą reżyserzy mieli też problemy z decyzyjnością. Pracują we dwójkę, więc często zastanawiają się długo nad daną decyzją, co powodowało wolne tempo. W filmach, które dotychczas robili, sprawdzało się to. W tej produkcji nie.

Dodatkowo improwizacja i odchodzenie od scenariusza coraz bardziej wchodziło im w nawyk. Początkowo było tego mniej, potem coraz więcej. Kasdanowi się to bardzo nie podobało, więc zdarzało się, że kręcono jedno ujęcie zgodnie ze scenariuszem, podczas gdy reszta była improwizacją (kilka czy kilkanaście alternatywnych ujęć).

Pierwszą osobą, która zaczęła marudzić na planie, był Alden Ehrenreich. Młody aktor, ściągnięty przez Kennedy, który potem przeszedł bardzo żmudny proces castingowy, może w oczach wielu nie wygląda na wymarzonego Hana Solo, ale ma głowę na karku. No i wie jak ważny w jego karierze będzie ten występ. Zależy mu, by wypaść jak najlepiej, nie tylko dlatego, że w kontrakcie ma zapisaną opcję powrotu do roli Solo. Jeśli położy Hana, to właściwie może zmienić zawód, więc Alden postanowił dać z siebie jak najwięcej. Tyle, że to czego od niego wymagali reżyserzy w ogóle mu nie pasowało. Jego zdaniem postać, którą miał grać, nie miała wiele wspólnego z Hanem Solo, bardziej nawet przypominała w zachowaniu Ace’a Venturę, psiego detektywa, w którego wcielał się Jim Carrey. Nie poskutkowały rozmowy z reżyserami, więc Ehrenreich poszedł dalej, pytając czy aby na pewno to jest kierunek, w którym wszyscy chcą iść. Stąd właśnie plotki o tym, że Miller i Lord nie zrozumieli charakteru Hana Solo.

Co ciekawe, obawy Aldena zostały źle odebrane. Wszyscy byli dość ostrożni, więc uznali to trochę raczej jako tłumaczenia do jego występu, który nie był satysfakcjonujący. O ile w Hollywood normą jest zatrudnianie trenera aktorskiego nawet przy największych produkcjach, o tyle rzadko dochodzi do takich angażów w trakcie zdjęć. Tym razem doszło. To było pierwsze niecodzienne posunięcie na planie.

Kolejny był właśnie Kasdan. Larry jest bardzo przewrażliwiony na punkcie zmian i improwizacji. Uważa, że scenariusz to świętość i ekranizując go należy pozostać jak najwierniejszym. Owszem, sam przyznaje, że niektóre zmiany na planie wychodzą dobrze w ostatecznym rozrachunku. Taką było choćby skrócenie kwestii Hana i Lei w „Imperium kontratakuje”. „Kocham cię – Wiem” było na tyle dobre, że Kasdan nawet użył potem tego dialogu w „Powrocie Jedi”. Jednak w przypadku większości innych zmian Larry jest bardzo negatywnie nastawiony i wręcz reaguje na nie alergicznie. W Lucasfilmie jest obecnie chodzącą legendą i taką trochę „świętą krową”, więc jego narzekania na to, że nie podobają mu się improwizacje i odejścia od oryginału zostały wysłuchane, ale też nie były właściwie zaadresowane. Przecież zawsze będą dokrętki i te drobne kwestie można poprawić, jeśli faktycznie Kasdanowi będzie to przeszkadzało. Tyle, że jak wiemy, to nie były drobne kwestie.

Kasdan, który wcześniej ściągnął Lorda i Millera na pokład i wierzył w to, że podołają, stał się ich największym przeciwnikiem, domagającym się wręcz zmiany reżysera, ale na to trzeba było jeszcze poczekać.

Kathleen zaproponowała więc, że zrobi dokładnie tak samo jak z „Łotrem 1”. Gdy Gareth Edwards nie radził sobie z filmem, ściągnęła mu Tony’ego Gilroya, który nadzorował dokrętki i doprowadził film do ostatecznego stanu. Edwards zaś mógł się spokojnie przyglądać i uczyć, a także spijać potem śmietankę. Tyle, że Lord i Miller powiedzieli „nie”. Nie chcieli mieć nikogo nad sobą. Kennedy jeszcze dała im szansę. Wysłała Kasdana po raz pierwszy na plan (wcześniej nadzorował proces na podstawie dniówek w Los Angeles). Stał się takim cieniem reżysera. Powodowało to jeszcze więcej konfliktów. Zmieniono także montażystę. Chrisa Dickensa zastąpił Pietro Scalia („Marsjanin”, „Obcy: Przymierze”) który był bardziej lojalny wobec producentów niż reżysera.

Dopiero potem ktoś namówił Kennedy, by zamiast oglądać dniówek, obejrzała sobie dużą część materiału. To, co zobaczyła, załamało ją i wkurzyło. Sceny akcji wyglądały fatalnie. Odejścia od scenariusza miejscami były dość spore, niektóre źródła sugerują nawet, że wymowę kilku scen zmieniono tak, że kłócą się wprost z tym, co wiemy z oryginalnej trylogii. No i jeszcze klimat i humor. Nie jest tak, że wszystko było złe. Nakręcono też część dobrego materiału, który najczęściej lądował w dniówkach. Kathleen zadziałała bardzo szybko, czuła się nie tylko zawiedziona, ale i w pewien sposób oszukana. Larry przyjął tę decyzję bardzo dobrze. Co więcej, większość ekipy filmowej przyjęła z zadowoleniem informację o zmianie reżyserów. Kennedy zaś może powiedzieć wprost, że dała Millerowi i Lordowi szansę, nie tylko na zrobienie tego filmu, ale i na uratowanie go. Niestety nawet Kasdan nie wymusił na nich realizacji swojej wersji. Rozwiązanie było więc już tylko jedno.

Tu na scenę wchodzi Ron Howard, który zarówno z Kennedy jak i Lucasfilmem ma dość dobre relację. Grał w „Amerykańskim Graffiti” George’a Lucasa, potem także reżyserował „Willow”. No i jest przyjacielem rodziny. Lucas nawet zastanawiał się, czy nie dać Howardowi do reżyserii „Mrocznego widma”, ale ostatecznie zajął się tym osobiście. Howard ma interesującą historię filmową, a jego dzieła są różnie nie tylko ze względu na poziom, ale i na tematykę. Są i poważne jak „Piękny umysł” czy „Frost/Nixon”, są hity jak adaptacje powieści Dana Browna, ale też są komedie. W dodatku te z lat 80., jeszcze w starym stylu, takie które także tworzył Kasdan („Silverado”). Chodzi tu przede wszystkim o dwa filmy – „Plusk” i „Kokon”. Zresztą z drugiej strony Howard po średnio udanym „Inferno” także potrzebuje hitu, więc długo się nie zastanawiał.

Obecnie Howard ogląda nakręcony materiał, zapoznaje się ze scenariuszem. Podobno będzie on musiał podjąć kilka istotnych decyzji, przede wszystkim ile z tego zostanie, a ile trzeba będzie nakręcić od nowa. Nowy reżyser twierdzi, że zdjęcia na planie potrwają do września, zaś on sam postara się z szacunkiem podejść do nakręconego już materiału.

Choć Lucasfilm i Disney zaklinają się, że data premiery nie zostanie zmieniona, jednak nieoficjalnie nie są już tego tacy pewni. Jeśli Ron uzna, że nie dadzą rady, to film może zostać przesunięty i to niekoniecznie na grudzień 2018, a nawet na rok 2019. Być może wtedy mielibyśmy dwa filmy „Star Wars” w kinach (bo wejdzie jeszcze Epizod IX). To jednak okaże się na dniach. Praca na planie rusza ponownie pełną parą 10 lipca, do tego czasu Howard już powinien wiedzieć jak ugasić ten pożar. Kathleen zależy na tym, by to był dobry film, a nie by dotrzymać terminów. Zresztą po cichu liczyła na to, że uda się jej ściągnąć całą ekipę ponownie w przyszłej dekadzie, kręcąc ewentualny sequel. Praktycznie wszyscy mają taką klauzulę w swoich kontraktach. Ale to już miało zależeć od wyników.

Jak na razie to trzecia antologia, z którą są problemy. Pisana przez Simona Kinberga trafiła na półkę, „Łotr 1” został reanimowany. Zobaczymy, co wyjdzie z filmu o Hanie Solo. Szczęśliwie prace nad Epizodem VIII idą tak jak powinny. Kennedy już wie, że polityka by dać wolność twórczą reżyserowi sprawdza się, gdy wykorzystuje on ją bezpiecznie.

Na koniec warto jeszcze wsłuchać się w słowa Boba Igera. On nadal twierdzi, że ten film będzie hitem, bo ma wspaniały scenariusz, cudowną obsadę i zdolnego reżysera. Wierzy też w Howarda. Ale to oczywiście słowa szefa. Na temat ew. przesunięć premiery się nie wypowiadał.



Tagi: Alden Ehrenreich (69) Amerykańskie Graffiti (15) Bob Iger (105) Christopher Miller (71) Epizod I: Mroczne widmo (506) Epizod IX (140) Epizod V: Imperium kontratakuje (449) Epizod VI: Powrót Jedi (418) Epizod VIII: Ostatni Jedi (420) Gareth Edwards (156) George Lucas (923) Han Solo (spin-off) (299) Kathleen Kennedy (293) Lawrence Kasdan (142) Lucasfilm (488) Łotr 1 (spin-off) (426) Phil Lord (67) Pietro Scalia (1) Plotki (1015) Ron Howard (150) Simon Kinberg (117) Spin-off Kinberga (58) Tony Gilroy (17) Willow (29)

Komentarze (46)

robienie z niego boga jest niezdrowe.

Ale ja robię z Lucasa tylko boga wymyślonego świata Star Wars. To chyba mie jest aż takie straszne...
Tak samo robię boginiami/bogami swoich światów np. Rpwling - bogini świata Pottera, Sapkowski - bóg świata Wiedżmina, Tolkien- bóg świata Władcy Pierścieni..Naprawdę nie sądzę by była to jakaś straszna rzecz. 😊

Niezmiernie ciekawy artykuł, dzięki, Lordzie.
A komentarze... Well, this is Bastion xD
Btw, Princess, Ty tak ciągle "wizja Lucasa" to, "wizja Lucasa" tamto... A nie miałaś wrażenia, że on tę swoją wizję zmieniał po drodze pierdyliard razy? Bo naprawdę czasem obserwując go, miałem wrażenie, że w wielu sprawach gość jest jak chorągiewka.
Zawsze będę go szanował za rozmach, pomysły, wizjonerstwo i rozwijanie uniwersum, ale robienie z niego boga jest niezdrowe.

Jeżeli już rzucasz takimi hasełkami to proszę o konsekwencje. Które fragmenty biografii się nie zgadzają i może jakieś linki od siebie na potwierdzenie słów. Bo pisać bzudry wyssane z palca może każdy. Mam nadzieje, że tym razem się nie skompromitujesz i przedstawisz jakieś namacalne dowody

Zgadzam się, że Twórcy EU nie mieli gdzieś nakazów GL ponieważ to GL miał gdzieś EU

Ron Howard jest kiepskim reżyserem - widać to przede wszystkim w Pięknym umyśle i adaptacjach Browna. W tej sprawie mogą być winne obie strony - tego nie wiemy.

Robię z siebie osobę świadomą tego iż legendy o Lucasie jako "straszliwym control-freaku", mogą być grubo przesadzone. :P
Bo patrząc chociażby po Lubsoku, który uważa że "twórcy EU mieli nakazy George gdzieś, wygląda na to że Lucas pozwalał na prawie wszystko. :P
A biografista, wygłaszając liczne stwierdzenia w stylu: Ale George chciał mieć wszystko pod kontrolą, odrobinę się ośmiesza.

Miało być bez ośmieszania ;P

" które na nieodporny umysł mogą zostać uznane za "prawdę" co to ma być? Co Ty z siebie robisz?

DarthMati...no mi tam osoby pokroju Goofy`ego nie przeszkadzają. Więcej, zwykle darzę je sympatią i dużą dozą wyrozumiałości. :P

Lubsok, jeszcze pozostaje pytanie co kto rozumie przez "romans". Bo jeśli np. same całusy damsko męskie, no to romans Luke&Leia masz nawet u George.
:P Znaczy się przeczytałam to coś, pod nazwą "Spotkanie na Mimban" czy jak to się zwie, ale szczerze mówiąc, był to dla mnie fanfic tak słabiutki pod względem literackim, fabularnym i postaciowym że mój mózg się uparł wyprzeć to dziadostwo z pamięci. Także nie będę się spierać, może było coś tam "romansowego" między rodzeñstwem...Niemniej jestem niemal pewna że gdzieś czytałam info o tym jakoby George zabronił rozwijania tegoż romansu. Ale bić się nie będę.

Lucas bawił się w bożka i stworzył Jar Jara... Na tyle Moc mu pozwoliła ;p

Princess, pieprzysz. Romans Luke i Lei był w Spotkaniu na Mimban, a o Wojnach Klonów pisał Zahn w trylogii Thrawna. Więc pisali tak naprawdę co chcieli i mieli gdzieś jakieś zakazy George`a (a takowy i tak dotyczył tylko Wojen Klonów, bo w pierwszym scenariuszu ROTJ Leia nie jest nawet jeszcze siostrą Luke`a).

Co do Kasdana. Myślę, że każdy z nas ma przynajmniej raz dziennie taką minę xD [2] 💞

Chyba najmądrzejsze słowa w tym temacie.

San Holo, nie. Wiesz, ja się tak trochę wściekam na EU ogólnie za efekt jaki wywołało. Bo to że pisarze - fani pisali sobie o SW co chcieli i jak to widzieli (prócz romansu Luke&Leia, czy czasów wojen klonów bo tego George zabronił) samo w sobie nie było niczym złym. Ale imo, niestety. Bardzo często utrwalano pewne stereotypy i obrazy, które były ok, nie gorsze - ale zupełnie inne od tego jak to Lucas widział... I to mi się nie podoba. Bo wg mnie ludzie nie widzą różnicy.

Ooo, Princess znowu stara się udowodnić jakim wspaniałym, niekomercyjnym artystą (nie to co ci okropni twórcy EU) był Lucas. Jakie to urocze :)

Co do Kasdana. Myślę, że każdy z nas ma przynajmniej raz dziennie taką minę xD

Przeczytałam, fajna tylko szkoda że zawarto tam masę subiektywnych opinii o Georgu Lucasie jako osobie, które na nieodporny umysł mogą zostać uznane za "prawdę". No, minusem też jest znikome poświęcenie uwagi prequelom, ale wiadomo, nie sprzedały się tak rewelacyjnie jak OT, więc "niewarto" żeby powiedzmy że biograf się nad nimi specjalnie pochylał.

PS. Twoja wypowiedź trąci trochę fanatyzmem. I ja uwielbiam gwiezdne wojny jak każdy kto tu wchodzi. Pod każdą postacią.

"tworząc coś wspaniałego" :D Przeczytaj jego biografię, on z góry planował zarabiać na zabawkach i innych produktach około filmowych, taki miał plan.

Prorok77 Sam się nie ośmieszaj. To że ty i być może masa innych osób patrzy przez świat przez pryzmat bożka zwanego mamoną, nie znaczy że wszyscy. To, że GL przy okazji, tworząc coś wspaniałego, zarobił olbrzymie pieniądze, wcale nie znaczy, że "robił wszystko pod sprzedaż". Prequele są tego najlepszym dowodem, bo zrobił je tak, jak chciał żeby wyglądały wg niego, nie jak spodobałoby się osobom "wychowanym" na fanfikach EU, wypaczającym jego wizję w sposób koszmarny.

Całe szczęście, że kuba nie zarządza Lukasfilmem, wszystko wskazuje na to, że dałby nam dzisiaj Hana Solo psiego detektywa! ;) w imię swobody twórczej, jak widzę źle przez wielu rozumianej. James Cameron miał swobodę Twórczą kręcąc titanica po pokazie zamkniętym musiał zmienić zakączenie i kilka innych scen :) opłacało się 14 nominacji i 11 oscarów

To nie, że Kasdan nie wygląda na wypoczętego, on ma taką twarz tylko :P.

Kuba_starwarsy to Lucas zrobił z gwiezdnych wojen produkt, od początku tak o nich myślał, tworzył postacie jak r2d2 pod zabawki. Od samego początku planował cały marketing wokół filmu. Nie ośmieszajcie się, że gwiezdne wojny kiedykolwiek były "dziełami". To dzięki Lucasowi mamy dzisiaj blockbustery które mają budować marketing oparty na produktach związanych z filmami. Więc z tego pociągu to trzeba było już wysiąść w 77r. jeżeli jesteś konsumentem wiekopomnych dzieł.

Wygląda na to, że szykowano kupę i tę kupę na szczęście uprzątnięto, jeszcze z pomocą aktorów.

Jeśli Alden tak się wypowiadał to naprawdę dobrze o nim świadczy. Nie zagra byle czego i byle jak. Jest profeska

kuba_starwarsy Reżyserzy mogą mieć swoją wizję ale tez na gniota :D Ten duet kręci głupkowate sredniaki, w ogole dziwne że zostali wybrani. Patrząc na dorobek Kasdana i Keneddy to chyba lepiej sie znaja nie uwazasz?

@bartoszcze - Standardowy zapis w ichnich kontraktach. Felicity Jones też ma wpisany sequel R1. ~:) Inna inszość, że to może być np. prequel.

Niech po prostu anulują ten film i zakończą ten cały cyrk.

A Kasdan ma minę jakby chciał komuś wpier*****. xD

Ron Howard dobrym reżyserem jest, więc myślę, że da radę i że film o Hanie dorówna poziomem E7 i R1. Wolę, żeby film był w 2018, niż dwa filmy rok później ^^

Jak dla mnie, to 2018 może być rokiem bez SW. I tak jest tego wszystkiego za dużo. Skupią się może bardziej na rozwijaniu EU.

Gwiezdne Wojny nie są wcale przykładem filmu, w którym sprawdza się swoboda twórcza i wizja jednego człowieka, czy to reżysera, czy scenarzysty. Chciałbym tylko przypomnieć, że był czas, kiedy ideałem George`a Lucasa była totalna praca zespołowa i odrzucenie wszystkich ego. I to były najlepsze czasy dla filmowych Starwarsów. Dlatego w pewnym sensie te filmy wyprzedziły swój czas również pod tym względem - będąc chyba pierwszymi stworzonymi przez "komitet".

Niestety później GL sam sprzeniewierzył się temu ideałowi. Uwierzył w siłę "jedynego stwórcy", czego efektem są katastrofalne Prequele.

"ewentualny sequel", to jak to się miałoby czasowo pomieścić?

Oj Kuba. Uważam, że przesadzasz. Masz swoją własną wizję tych filmów, i to szanuję, ale mam wrażenie, że to nie jest jeszcze koniec gwiezdnych wojen jako wartościowych filmów. Pożyjemy - zobaczymy. Ja im jeszcze daję szansę. Dziwi mnie Twoja alergiczna reakcja na E7, ale cóż. Każdy oczekiwał czego innego.

kuba_starwarsy Przeceniasz rolę reżysera. Wizję to ma scenarzysta. Reżyser zawsze był tylko wyrobnikiem, z wielkim ego. To dzięki mediom wysunięto reżyserów na pierwszy plan, a scenarzystów wrzucono na samo dno. Nie wierz w bajki o reżyserach kręcących filmy bez scenariuszy. Już dawno udowodniono, że to były wymysły zakompleksionych reżyserów. Oczywiście pomijam sytuację kiedy autor jest jednocześnie scenarzystą i reżyserem. Co do obecnych filmów SW to można im swobodnie zarzucać, że są kopią (w końcu to reebot jest), ale nie, że są słabe. Są dobrze nakręcone, zmontowane, wyreżyserowane, a przede wszystkim napisane. Oczywiście poza R1.

Ale hurr durr zły Disney ogranicza wolność xzd

Od kręcenia filmu jest reżyser, a nie producent. Goście od liczenia pieniędzy wywalili twórców mających swoją wizję i zatrudnili wyrobnika. Epizod VII jest do niczego, "Rogue one" jest puste jak wydmuszka. Szykują się kolejne produkcyjniaki bez fabuły wabiące jedynie zewnętrznym blichtrem, w pełni podporządkowane regułom narzuconym przez rynek i polityczną poprawność. Wysiadłem z tego pociągu. Gdyby mi kiedyś powiedziano, że zbrzydną mi filmy z serii Star Wars nie uwierzyłbym. A jednak. Sam szyld nie wystarczy, żeby dzieło nadawało się do oglądania. Zresztą teraz to już nie są żadne dzieła, tylko produkty. Plastikowe i pozbawione treści. Jakie czasy, takie filmy. Dobrze, że jeszcze chociaż David Lynch się trzyma, nie ulegając modom - ale to już inna bajka. :) Będę od czasu do czasu wracał do starej trylogii, resztę filmów odpuszczam. Nie ma siły, która zaciągnęłaby mnie do kina. No chyba, że jakiś reżyser zrealizuje jakąś autorską wizję, ale na to nie ma szans. :*

Jeśli to prawda, to chwała Aldenowi, że miał odwagę zareagować! #TeamKK

Rok na postprodukcję to sporo, do grudnia 2018 na spokojnie zdąrzą. Umówmy się: nikt już chyba nie bierze pod uwagę majowej premiery Hantologi.

Lawrence to jest jednak mistrz, dobrze że takich kozaków mamy u siebie w firmie.

Jeśli już przeciągną premierę to do grudnia 2018, nie sądzę, żeby musieli cały film na nowo robić. A nawet jeśli to mają sporo czasu.

Od początku nie podobał mi się pomysł z tym duetem. Dobrze że się ogarneli i nie miałbym nic przeciwko temu, aby pod okiem Howarda powstała na nowo większa czesć materiału. Nawet kosztem późniejszej premiery.

"Lawrence Kasdan idzie wam wpier*olić"

Niechby i ten film miał się pojawić za 10 lat: wolę fest wykonaną robotę, niźli pośpieszoną sklejkę, byle tylko zdążyć względem wcześniej ustalonego terminu.

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:

Archiwum wiadomości dla działu "Han Solo"

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.