Ostatni Jedi

John Boyega o rasizmie w „Gwiezdnych Wojnach” i w Disneyu

John Boyega udzielił wywiadu magazynowi GQ. Nie obyło się bez rozmów o „Gwiezdnych Wojnach”. Jak pamiętamy, aktor ten niezbyt przychylnie wypowiadał się o trylogii sequeli jako całości. Im więcej czasu mija, odkąd skończył się jego kontrakt, tym więcej jest w stanie powiedzieć. I niestety nie są to miłe słowa. Boyega dość mocno krytykuje Disneya i Lucasfilm za decyzję jakie podjęli w tej trylogii.

Obecnie Boyega jest dość mocno związany z protestami Black Live Matter, o czym także pisaliśmy jakiś czas temu. Twierdzi, że po tym, co mówił, coś się w nim odblokowało i będzie mówić otwarcie, nawet o niewygodnych tematach. Nawet jeśli miałoby to zakończyć jego karierę.

Rola w „Przebudzeniu Mocy” była dla niego czymś w rodzaju wygranej na loterii. To nie tylko były „Gwiezdne Wojny”, ale też otworzyło mu to wiele drzwi. Wystąpił między innymi w „Detoroit” Kathryn Bigelow, ale też dostał rolę w teatrze. Dodatkowo założył własną firmę, Upper Room, która współprodukowała „Pacific Rim: Rebelia”, gdzie zagrał jedną z głównych ról. Wydawać by się mogło, że wszystko jest pięknie. Dziś aktor twierdzi, że miał wówczas dużo pracy, wręcz za dużo. Zaś wszystkie swoje frustracje wyładowywał pracując.



Boyega wspomina, że praca nad a potem promocja „Przebudzenia Mocy” to był bardzo dobry okres dla niego. Był szczęśliwy, choć jego ojciec przestrzegał go, sugerując, iż świat może być inny niż pozornie wygląda. A wyglądało to obiecująco. Pomijając fakt, o którym John wspomniał także już wcześniej w innych wywiadach, czyli, że spotkał się z rasizmem. Chodzi o ludzi, którzy czepiali się, że czarnoskóry nie może być szturmowcem. Tych oczywiście Boyega ignorował. Ale skasował też swoje konto na Instagramie. Słyszał też, że ludzie chcieli bojkotować nowe filmy z jego powodu. Nie dlatego, że komuś nie podobała się jego gra albo, że jest mało znany lub ma mało doświadczenia, tylko dlatego, że był czarny. Zresztą jak sam twierdzi, angażując się w dany projekt, nie musi się on przecież podobać nam w stu procentach. Wszystko ma swoje plusy i minusy. Z toksycznymi fanami jakoś Boyega sobie poradził, zrozumiał, że są i tyle. Choć oczywiście cała sprawa z Black Live Matter trochę mu o tym przypomina. Zwłaszcza w kontekście nienawiści rasowej i uprzedzeń.

Potem wydarzył się „Ostatni Jedi”. I to moment, w którym Boyega uświadomił sobie, gdzie jest jego miejsce. I tu ma radę do Disneya, by na przyszłość nie tworzyli czarnoskórych bohaterów, reklamowali nimi film, tylko po to by potem zepchnąć ich na boczny tor. John nie mówi tylko o sobie, w podobny sposób widzi rolę Kelly Marie Tran, Naomie Ackie a nawet Oscara Isaaca. Jego zdaniem w „Ostatnim Jedi” zmieniono hierarchię ważności bohaterów i Boyega dość ciężko to zniósł. Oczekiwał, że podobnie jak w oryginalnej trylogii, czy nawet prequelach, będziemy mieć trio głównych bohaterów. Tu postawiono na duet - Daisy Ridley i Adama Drivera. Wszystkie światła skierowano na Kylo Rena i Rey. Zdaniem Johna Daisy i Adam o tym doskonale wiedzą, wszyscy to wiedzą i tym samym nie zdradza żadnych sekretów. Jednocześnie jest rozczarowany tym, że jego bohater zostaje sprowadzony do roli ozdobnika. Twórcy wiedzieli, co zrobić z bohaterami Daisy i Adama, ale nie mieli pomysłu na resztę. Dlatego John twierdzi, że nie będzie mówić, że praca nad tą trylogią to było wspaniałe doświadczenie, bo nie było.

Boyega unika wylewania żalów personalnie. Nie adresuje ich ani do Kathleen Kennedy, ani do Boba Igera czy Riana Johnsona. Mówi ogólnie Disney ew. decydenci, nie mówi kto podjął takie a nie inne decyzje. Ale mocno odcina od nich J.J. Abramsa. Broni go mówiąc, że należy go zostawić w spokoju. On nie miał wracać do tego uniwersum, wrócił i próbował posprzątać ten burdel który zastał. Boyega nadal go szanuje. Od reszty decydentów wyraźnie chce się zdystansować.

Poniekąd powiązaną sprawą, związaną z marketingiem i minimalizowaniem czarnoskórych postaci na niektórych rynkach, jest zmniejszenie Finna na chińskim plakacie. Pisaliśmy o tym tutaj.



Tagi: Adam Driver (132) Bob Iger (151) Daisy Ridley (226) Disney (413) Epizod IX: Skywalker. Odrodzenie (383) Epizod VII: Przebudzenie Mocy (860) Epizod VIII: Ostatni Jedi (504) J. J. Abrams (509) John Boyega (220) Kathleen Kennedy (359) Kelly Marie Tran (62) Naomi Ackie (23) Oscar Isaac (164) Rian Johnson (298)

Komentarze (35)

PS Tak w ogóle, to nie wiem, czy artykuł nie powinien nazywać się "John Boyega o tokenizmie w >>Gwiezdnych Wojnach<< i w Disneyu". Aktor wspomina o rasizmie tylko w kontekście komentarzy widzów, z jakimi się zetknął. Jeśli chodzi o działania Disneya, to mówi o wprowadzeniu przedstawicieli mniejszości po to, żeby były, a to jest właśnie tokenizm.

"piszesz o przemyśleniach itp. ale tam tego nie ma. Masz rację, to interpretacja."
No ale przecież Ty też interpretujesz historię Finna. Mamy inne wnioski, ale obaj dokonujemy analizy wszystkiego, co związane z tą postacią, żeby wyciągnąć z tego jej jak najpełniejszy obraz.

"W TFA jak pisałem zaczyna się liczyć dla niego ktoś inny. Najpierw Rey."
Też o tym piszę.

"Potem zobacz jaka jest reakcja przy śmierci Hana Solo."
Ale przecież Finn jest wrażliwy na śmierć drugiego człowieka od samego początku. Podczas misji na Jakku nie strzela do mieszkańców wioski, nie potrafi się opanować widząc śmierć towarzysza. Mimo prania mózgu nie udało się zniszczyć w nim ludzkich odruchów, to jest z nim już od pierwszych scen.

"Zresztą wcześniej walczy razem z Solo i Chewiem, choć wiemy, że chodzi mu o Rey. Do dokładnie potem jest pokazane w TROS, gdzie przede wszystkim robi wszystko by chronić bliskich sobie."
Potrzebował Hana i Chewbaccę, żeby dostać się do bazy Starkiller. Żeby uratować Rey. Tak.

"W TROS niestety jest za krótkie, ten film powinien być podzielony na VIII i IX epizod, inaczej jest to skakanie. Tym samym postaci nie dostają tyle czasu ekranowego."
Można było też napisać inny scenariusz.

"Ale że jest piątym kołem u wozu, to już przesada. Z trójki bohaterów to Finn jest tym, który jest obecnie najbardziej prawy i jednocześnie, najbardziej poukładany. Poe ma problemy z przeszłością, która wpływa na jego działania (kradzież). Zauważ, że to Finn jest tym, który ma z tym problem. Jednocześnie pomaga Rey, nie w tym, co próbuje robić na ekranie, ale w rozmowie, zwłaszcza po tym, gdy Rey upadła myśląc, że zabiła Chewiego. Na początku filmu jest dobrym przyjacielem i głosem rozsądku, potem pod wpływem Janny zaczyna zauważać swój wpływ na tych, których nie zna."
Nie będę się kłócił o nazewnictwo, ale jeśli postać, która ma ogromny wpływ na samo zawiązanie akcji całej trylogii jest ostatecznie sprowadzana do roli gościa, który jest głosem sumienia i wsparciem dla pozostałej dwójki z Wielkiej Trójki, to nadal jest to dla mnie spychanie go na margines całej opowieści.

"A kwestia otwarcia na Moc daje mu szansę się stać Jedi w styli Qui-Gon Jinna (idącym za głosem serca). Acz jak wiemy, teraz nie ma szans by zobaczyć dalszy rozwój."
Ale to ja "interpretuję"? :D

"Natomiast to chojrakowanie w TLJ - zwłaszcza w przypadku Poe - to jest znów powtórka z TFA, gdzie chojrakował przy Starkillerze i kompletnie niczego się nie nauczył i nie wyciągnął żadnych wniosków, mimo, że pod koniec filmu, gdy Solo i Chewie rozwalili pole, musiał zrozumieć jak ważna jest współpraca."
Nie pisałem nigdzie, że Poe nie potrafi współpracować czy działać zespołowo. W TLJ z jednej strony współdziała z Finnem i Rose, którym zlecił misję, z drugiej organizuje przewrót, do którego angażuje kilku członków RO. Problemem jest to, że w VIII uczy się bycia dobrym przywódcą, który troszczy się o swoich podwładnych i odpuszcza walkę, jeśli ryzyko jest zbyt duże. W IX nie ma po tym śladu.
Chyba że porównujesz zniszczenie bazy Starkiller i zniszczenie niszczyciela NP. Tyle że w pierwszym przypadku Poe działał na rozkaz Lei i przegrana oznaczała zniszczenie bazy na D`Qar, a więc unicestwienie RO. Natomiast zarządzając atak na niszczyciel Poe wykazał się niesubordynacją oraz doprowadził do utraty wszystkich bombowców i śmierci całej Eskadry Kobaltowej, co było niewspółmierne ze zniszczeniem jednego statku wroga.
O to też chodzi historii Poe w VIII - jeśli stajesz się dowódcą, nie możesz myśleć nadal jak żołnierz.

@dansty
piszesz o przemyśleniach itp. ale tam tego nie ma. Masz rację, to interpretacja.

W TFA jak pisałem zaczyna się liczyć dla niego ktoś inny. Najpierw Rey. Potem zobacz jaka jest reakcja przy śmierci Hana Solo. Zresztą wcześniej walczy razem z Solo i Chewiem, choć wiemy, że chodzi mu o Rey. Do dokładnie potem jest pokazane w TROS, gdzie przede wszystkim robi wszystko by chronić bliskich sobie.

W TROS niestety jest za krótkie, ten film powinien być podzielony na VIII i IX epizod, inaczej jest to skakanie. Tym samym postaci nie dostają tyle czasu ekranowego. Ale że jest piątym kołem u wozu, to już przesada. Z trójki bohaterów to Finn jest tym, który jest obecnie najbardziej prawy i jednocześnie, najbardziej poukładany. Poe ma problemy z przeszłością, która wpływa na jego działania (kradzież). Zauważ, że to Finn jest tym, który ma z tym problem. Jednocześnie pomaga Rey, nie w tym, co próbuje robić na ekranie, ale w rozmowie, zwłaszcza po tym, gdy Rey upadła myśląc, że zabiła Chewiego. Na początku filmu jest dobrym przyjacielem i głosem rozsądku, potem pod wpływem Janny zaczyna zauważać swój wpływ na tych, których nie zna. A kwestia otwarcia na Moc daje mu szansę się stać Jedi w styli Qui-Gon Jinna (idącym za głosem serca). Acz jak wiemy, teraz nie ma szans by zobaczyć dalszy rozwój.

Natomiast to chojrakowanie w TLJ - zwłaszcza w przypadku Poe - to jest znów powtórka z TFA, gdzie chojrakował przy Starkillerze i kompletnie niczego się nie nauczył i nie wyciągnął żadnych wniosków, mimo, że pod koniec filmu, gdy Solo i Chewie rozwalili pole, musiał zrozumieć jak ważna jest współpraca.

Ma rację chłop. Pograł sobie tylko w ep VII. W ep VIII zrobili z niego idiotę, z którego wylewa się bacta (czy co to było) oraz gościa, który przechodzi tą samą drogę co w ep VII. RJ mistrz. W ep VIII widać, że nie było na niego pomysłu.

W ep IX przynajmniej był.

Na uwagę zasługuje fakt, że Ci sami, lewicowi fanatycy, którzy oskarżali wszystkich o rasizm, bo krytykowali ep VIII. Teraz nadają na czarnego aktora, bo mówi co mu się nie podoba. Gdyby to nie było takie tragiczne, zszedł bym z tego świata ze śmiechu.

Co więcej Ci ludzie nadal uważają, że wszystko jest ok. Tak działa wiara.

"trochę sobie dopowiadasz, wielu przemyśleń / przeskoków nie ma w TLJ."
Nie do końca rozumiem, ale Finn na początku i na końcu TLJ nie jest tą samą osobą. Interpretuję tylko, co na niego wpłynęło i kim stał się pod koniec filmu.

"Natomiast pod koniec TFA Finn był gotów polec walcząc za kogoś. Przestaje być tchórzem, oszustem, zaczyna być odpowiedzialny."
Tak, ale chodziło mu tylko o Rey. Sprawy Galaktyki nadal były dla niego mało istotne, chciał ocalić dziewczynę, która zdążyła stać się dla niego ważna.
I ma to jak dla mnie sens, ponieważ był wychowywany w nienawiści do Nowej Republiki. Byłoby dziwne, gdyby nagle zaczął walczyć za jej sprawę, to musiało przyjść z czasem.

"Ten rozwój jest potem kontynuowany w TROS. Tam jest bardziej oddany przyjaciołom, niż samej walce. Bolą go zachowania Poe, który kradnie śmigacze. Świetnie jest zestawiony z Jannah, wówczas rozumie jak inni go postrzegają. Do tego zaczyna odczuwać Moc, ale to już nie jest ten Finn, który robiłby z tego wielkie halo. Akceptuje to."
Nie twierdzę, że Finn nie ma osobowości w TRoS, ale jego postać mimo tego wszystkiego pozostaje piątym kołem u wozu, które snuje się za Rey i Poe.
Wrażliwość na Moc jest z kolei niepotrzebna, nic z niej nie wynika. Łatwo też nie zrozumieć, że o tym chciał powiedzieć Rey, bo dowiadujemy się tego dopiero z wypowiedzi twórców.
Ale punkt dla Ciebie za fragment o przedkładaniu przyjaźni nad walkę. Chociaż mnie bardziej by pasowało, gdyby walczył o przywrócenie demokracji w Galaktyce i zapewnienie bezpieczeństwa wszystkim dzieciom narażonym na porwanie (niby jest to wspomniane, ale to tylko liźnięcie tematu).

"By na koniec walcząc nad Exegol, być gotowym zginąć za innych. W TROS nie kierują nim nienawiść, czy coś innego. Powoli staje się głosem rozsądku, choć ewidentnie ma mało czasu ekranowego, by się jeszcze bardziej rozwinąć."
Akurat podjęcie decyzji o wydaniu bitwy nad Exegol to według mnie największa niekonsekwencja całej trylogii Sequeli.
Finn i Poe w TLJ doprowadzili niemalże do całkowitej zagłady RO. Mają na sumieniu setki istnień żołnierzy, których posłali na śmierć przez swoje chojrakowanie.
Jednocześnie Poe w ostatnich scenach TLJ cytuje admirał Holdo, co jasno pokazuje, że otrzymał od niej lekcję: dobry dowódca stara się ocalić swoich podwładnych, nie szafuje ich życiem, a przetrwanie organizacji i jej gotowość do dalszej walki jest kluczowe, jeżeli nie jesteśmy pewni zwycięstwa.
A co się dzieje w TRoS? Poe i Finn biorą cały Ruch Oporu nad Exegol. Może się uda, może nie, najwyżej wszyscy zginiemy. Nic po tym, czego nauczyli się w poprzednim filmie. A Dameron mówiący "Przepraszam, jest ich zbyt wielu", kiedy myślał, że bitwa jest przegrana, złamał mi serce.
Ale wtedy pojawia się Lando z nową flotą, co niszczy sens wprowadzenia Finna i Poe do kanonu. No bo po co śledziliśmy ich historię? Po co wprowadzono nową gwardię? Nie sprawdzili się, nic im nie wyszło. Kiedy Leia odeszła, mieli szansę przejąć pałeczkę i opowiedzieć własną historię do końca, pokazać, że przyszedł czas młodego pokolenia. Ale nie, zamiast tego Lando pokazuje im, jak to się robi, ratując Galaktykę jeszcze raz.

"pod koniec TFA Finn był gotów polec walcząc za kogoś"

Za Rey. Cały czas za nią.
Za innych dopiero w TLJ.

@dansty - trochę sobie dopowiadasz, wielu przemyśleń / przeskoków nie ma w TLJ. Natomiast pod koniec TFA Finn był gotów polec walcząc za kogoś. Przestaje być tchórzem, oszustem, zaczyna być odpowiedzialny. Ten rozwój jest potem kontynuowany w TROS. Tam jest bardziej oddany przyjaciołom, niż samej walce. Bolą go zachowania Poe, który kradnie śmigacze. Świetnie jest zestawiony z Jannah, wówczas rozumie jak inni go postrzegają. Do tego zaczyna odczuwać Moc, ale to już nie jest ten Finn, który robiłby z tego wielkie halo. Akceptuje to. By na koniec walcząc nad Exegol, być gotowym zginąć za innych. W TROS nie kierują nim nienawiść, czy coś innego. Powoli staje się głosem rozsądku, choć ewidentnie ma mało czasu ekranowego, by się jeszcze bardziej rozwinąć.

"spisał się jak należy" ?? Odkrył w sobie Moc w ostatniej chwili, bo zorientowali się, że bez tego w filmie byłby bezużytecznym obserwatorem wydarzeń, który tylko zachęca widownię do klaskania, śmiechu i martwienia się o Rey.

Bambusowi się nie podobała jego rola, był pierwszoplanowym gościem w dwóch poprzednich filmach i dostał czasu antenowego znacznie więcej niż Oscar chociażby. A w finale trylogii nie został pominięty i jako postać spisał się jak należy. Nie był tylko partnerem dla Rey, do której bardziej pasował Kylo Ren z uwagi na historię całej Sagi. Dlatego megalomanią jest to co on wypisuje i mówi.

W tym śmiesznym syfie od Disneya Rey miała udawać Luke`a, Poe - Hana, a żenujący płaczek Kylo - Vadera. Finna wcisnęli na siłę i nie mieli pomysłu na jego postać, jeszcze bardziej niż na pozostałych "bohaterów".

PS Jeśli chodzi o lesbijski pocałunek, to było to niestety typowy queerbaiting, podobnie jak postać LeFou w aktorskiej "Pięknej i Bestii" i wycięta scena Valkyrie z filmu "Thor: Ragnarok". Disney próbuje się pokazywać jako progresywna firma, ale jednocześnie nie chce stracić bardziej konserwatywnych widzów. Wychodzą z tego takie dziwne wtręty bez znaczenia dla reszty produkcji.
A wycinanie takich treści dla lokalnych rynków to niestety standard, który pewnie długo się nie zmieni. Jakiś czas temu np. "Bohemian Rhapsody" od 20th Century Fox trafiło do chińskich kin dopiero po wycięciu scen pokazujących seksualność Freddiego Mercury’ego.

@Lord Sidious: Na końcu TFA chce ocalić Rey i to wszystko. Nie obchodzi go walka, chce tylko wyciągnąć z niewoli tę jedną dziewczynę, która na niego popatrzyła.
Na początku TLJ jest świadkiem ataku na flotę RO i stwierdza, że walka nadal jest bez sensu. Ostatecznie udaje się na misję z Rose, ponieważ zauważa szansę, żeby pomóc Rey, która domyślnie ma za niedługo wrócić do Lei. Chodzi więc głównie o to, żeby dziewczyna, która na niego spojrzała, nie została znowu złapana.
W trakcie filmu odkrywa jednak, jak niejednoznaczny jest świat, demoluje kasyno, a ostatecznie przyczynia się do śmierci większości członków RO.
Dlatego na końcu filmu jest gotowy walczyć za RO i nawet oddać za niego życie. Rey staje się dla niego mniej ważna niż pokonanie NP. Z tchórza, który potrafił uciec, albo pomóc uciec komuś bliskiemu, staje się wojownikiem, którego celem jest pokonanie największego zagrożenia dla Galaktyki.
Jednakże nie jest to przemiana pełna, ponieważ kierują nim nienawiść i poczucie winy. W ostatniej części powinien był zdać sobie jeszcze sprawę, że walczy się nie z niskich pobudek, ale za ideały. Tego niestety nie zobaczyliśmy.

Pan B. musi był zdenerwowany, bo używał słów nieparlamentarnych, czyli ma rację.

A trylogię położył WIELKI PLAN. Miała wyjść paść i tak się stało.

To co mówi Boyega najlepiej chyba widać w przypadku LGBT+. Wpierw nakręcili nic nie znaczący pocałunek lesbijek w tle. Potem rozdmuchali temat reklamując się tym, a następnie wycieli na ujęcie na niektórych rynkach.

@dansty - tak gwoli przypomnienia. Pod koniec "Przebudzenia Mocy" Finn już przestał być tchórzem, stanął na swoje i stał się wojownikiem. W TLJ znów jest sprowadzony do roli tchórzliwego uciekiniera, który musi przejść przemianę (praktycznie tę samą).

TLJ położyło tę trylogię (2)
No i Abrams ocalony (3)

Tu nie ma żadnego rasizmu, poprostu cała produkcja tej trylogii to był bałagan, sam nie wiedzieli co robią i nie mieli pomysłu.

Jak dla mnie to było jasne, że mieli te postacie różnych etniczności tylko jako zasłonę dymną, żeby móc wszystkich krytyków fabuły wyzywać od rasistów. Gdyby naprawdę się przejmowali równością i "diversity", to by wymyślili dla nich ciekawsze role, kluczowe dla głównej fabuły. A najlepiej - najpierw wymyślili postacie, a potem dopasowali aktorów. Bo tak wyszło, że pisali im role pod głupie stereotypy. Ale to by wymagało za dużo wysiłku umysłowego od "tfurcuf" scenariuszy...

Przecież był w TLJ trzeci ważny bohater: Luke :P

Boyega jest w porządku i zasługuje na więcej.

@Lubsok Powinien milczeć bo dostał forsę ? Lubsok w formie xD

Burdel? Redakcja w formie xD

A Boyega niech skończy pierdo***. Powinien Diseny`a po stopach całować, bo gdyby nie oni nikt by nawet nie wiedział kto to jest John Boyega.

PS Damerona zdegradowała Leia za niesubordynację podczas ewakuacji z D`Qar, która skutkowała utratą wszystkich bombowców i śmiercią członków Eskadry Kobaltowej.

@Czysty: Gdyby nie powiedzieli o planie DJ-owi, ten nie przekazałby tych informacji Huksowi i transportowce bezpiecznie wylądowałyby na Crait. Technicznie rzecz biorąc Finn, Rose i Poe doprowadzili do śmierci większości członków Ruchu Oporu.

Kluczowy do odkrycia planu Holdo xD ? Inny koleś zapytał wprost to go zdegradowali xD

Jeśli dobrze pamiętam, to Trevorrow chciał dać Finnowi misję nadania sygnału z Coruscant, a ostatecznie bohater miał stanąć na czele powstania odbywającego się w tym mieście. To Abrams sprowadził go do roli krzykacza, więc nieco dziwią mnie jego słowa.
A jego wątek w TLJ może się nie podobać, ale tam nadal odgrywał istotną rolę (jest kluczowy dla odkrycia planu Holdo) i przechodzi przemianę (tchórz => narwany wojownik).

Od początku był dla mnie drugoplanową postacią, śmieszniakiem. Nie miał szans na nic więcej, no chyba, żeby zrobiono myk i byłby wnukiem Mace`a Windu, który chce zaciukać wnuczkę Palpatine`a w imię BLM.
Tyłek mu uratowali, po tym, gdy mu z domu wyniesiono scenariusz i niech się cieszy, że wtedy już nie dostał kopa z tej serii.

Ma chłop rację. Lucas jak wypromował czarnego Vadera to trzymał się go do końca !!!

To, że Boyega ma kompelks czarnego to wiadomo nie od dziś. Jednak pomijając ten "rasizm", to chłop ma zwyczajnie rację. TLJ położylo te trylogię.

bo chciano wypromować SW na rynek azjatycki.

Dokładnie to na rynek chiński. co miało tyle sensu, jak zatrudnienie jednego Polaka w filmie który ma podbić rynek rosyjski.

Oni tam muszą srogie piguły brać...

Rolę Finna strasznie położono, Boyega ma sporo racji, ale uważam, że jego pomniejszona rola w TLJ nie wynika z rasizmu. Tylko z tego, że nie mieli pomysłu jak go wkomponować w tą historię.

Jako, że na forum już temat ten pojawił się, więc powtórzę tylko swoją opinię ;) Facet w sumie dobrze gada, ale w jednym przesadza, bo przecież wiadomym było, Rey i Kylo w pewnym momencie ściągną całą uwagę na siebie.
To, że Boyega, czy bardziej nawet Kelly Marie Tran byli zagrywką marketingową Disneya, to też było widać od początku. Może bardziej w przypadku Tran, która została wciągnięta do tej machiny, bo chciano wypromować SW na rynek azjatycki.
Rola Finna w TFA była bardzo dobrze napisana, a duet z Rey trzymał fajnie ten film. Szkoda, że później tak bardzo to położono. Rację ma więc Boyega, że zostali odstawieni na boczny tor, jak już zrobili marketing Disneyowi.

No i Abrams ocalony (2), hejterzy :D

Abrams korpo-pionek. Zresztą dziwne, że Boyega mówi tu o sprzątaniu burdelu, jak narobiło się go jeszcze więcej :P

W sumie, gdyby moja rola w filmie była ograniczona do sapania, robienia z siebie wiejskiego głupka do tego ograniczona dialogami do krzyków w stylu wow, wooohooo, yeah itd to też bym miał prawo narzekać ;)

Abrams ocalony :D

Morderczym cichaczem Ruin zmasakrowany

Polać mu

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować:

Login:
Hasło:

Archiwum wiadomości dla działu "Ostatni Jedi"

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.