J. J. Abrams :: Newsy

Trylogia sequeli zostanie przerobiona na serial?

39

Kilka dni temu świat obiegła plotka, która opublikował między innymi brytyjski Express. Jak twierdzą czeka nas reboot sequeli, ale w formie serialu telewizyjnego na Disney+. Pierwszy sezon będzie przerobionym w niewielkim stopniu „Przebudzeniem Mocy”. Jakoby chcą większy nacisk położyć na klasyczne trio i wykorzystać jak najwięcej wspólnych ujęć Hana, Lei i Luke’a.

Drugi sezon miałby przerobić „Ostatniego Jedi”, a trzeci poprawić „Skywalker. Odrodzenie”. Podobno mielibyśmy zobaczyć tu spotkanie klasycznej trójki. Sceny z Markiem Hamillem, Harrisonem Fordem i Carrie Fisher podobno były nagrane w trakcie prac nad VII Epizodem, więc nie byłoby to CGI. Podobno nagrano 10 minut wspólnej sceny. Jakoby napisał ją jeszcze J.J. Abrams.

Inne doniesienia, bazujące na tym samym źródle sugerują, że Billy Dee Williams mógłby zostać zaangażowany i w serialu pojawić się wcześniej.


Overlord DVD Doomcock


Tyle jeśli chodzi o plotki, które żyją własnym życiem. Periodyk „Express” zasłynął już wcześniej pisaniem o skasowanej trylogii Riana Johnsona powołując się na wiarygodne źródła, którym okazał się być Mike Zeroh. Obecnie „Express” już na Zeroha się nie powołuje, ale wraca inne źródło niesamowitych plotek, czyli Overlord DVD Doomcock. Trzeba przyznać, że Doomcock jest uparty w tym, co mówi. Już w lipcu informował o planach przerobienia trylogii sequeli, ale wówczas całość miała zostać nakręcona na nowo pod okiem George’a Lucasa. Teraz Doomcock mówi o serialu i wykorzystaniu materiału, który nakręcono. Sam przyznał, że nie ma pojęcia, co się stało z plotką o Lucasie. Można by to pominąć, gdyby nie to, że jego rewelacje bywają później powielane, choćby właśnie przez „Express”. Ostatnio na różne dziwne plotki narzekał Ewan McGregor, w kontekście serialu „Obi-Wan Kenobi”. Jak widać nadal plotę można łatwo puścić w obieg.

Pytaniem otwartym i ciekawym jest to, czy faktycznie na którymś etapie kręcenia VII Epizodu rozważano spotkanie klasycznego trio.

Alan Dean Foster o kulisach pracy nad trylogią sequeli

9

Autor Alan Dean Foster, który ma na swoim koncie kilka książek z cyklu „Gwiezdne Wojny”, w tym adaptację „Nowej nadziei”, Spotkanie na Mimban i Nadchodzącą Burzę, udzielił niedawno obszernego wywiadu kanałowi Midnight Edge, w którym poruszył także tematy związane z Lucasfilmem i sagą. Prawdopodobnie nie bez znaczenia jest to, że Foster niedawno wszedł na kurs kolizyjny z Disneyem (dotyczy nie tylko książek „Star Wars”), o czym pisaliśmy tutaj. Jak dobrze pamiętamy, kronikarz filmowy z czasów Lucasa, czyli Jonathan W. Riznler powiedział kiedyś, że obecnie w Lucasfilmie nikt nie chce pokazywać tego, co się dzieje za kulisami. Zbyt wiele rzeczy chcą zamieść pod dywan. Foster, pozwolił sobie na uchylenie rąbka tajemnicy, zdradzenie kilku szczegółów.

Dowiedzieliśmy się jak wygląda proces pracy nad adaptacją filmu w wykonaniu Fostera. W przypadku sequeli pracował nad Przebudzeniem Mocy. Przyznał, że on jako autor stara się naprawić pewne elementy fabularne oraz te związane z nauką. Niewiele zmienia w samych bohaterach, ci powinni być dobrze opisani w scenariuszu. Po tym jak dodaje takie rzeczy (z poprawianiem historii), odbywa rozmowy z przedstawicielami Lucasfilmu (Story Group) i czasem każą mu je usunąć, czasem pozwalają zostawić. Jak przyznał, były też takie elementy, które chciał dodać, ale mu nie pozwolono. Jego zdaniem to była głupia decyzja, bo one mocno poprawiłyby książkę, gdyby zostały. Niestety nie może ujawniać szczegółów.

Druga rzecz, Foster negatywnie ocenia „Ostatniego Jedi”. Bardzo mu się podobało „Przebudzenie Mocy”, uważa, za dobry „Skywalker. Odrodzenie”. Nie bardzo dobry, tylko dobry, patrząc na materiał, który musiał J.J. Abrams wyprostować, ale film Riana Johnsona ocenia bardzo słabo, jego zdaniem to okropny film. Zaś jedną z głównych przyczyn jest to, że Epizod VII rozpoczął pewną historię, stworzył ramy fabularne, zarys dalszej drogi. Owszem, nie ma niczego złego, by pewne rzeczy zmienić, czymś zaskoczyć widza, ale zmiana kierunku, która się dokonała w VIII filmie to zdaniem Fostera za dużo, mówiąc delikatnie. Jeśli chcemy iść w nowym kierunku, to może warto do tego stworzyć nowe dzieła, jak „The Mandalorian”, sugeruje autor. Warto przypomnieć, że bardzo podobnie wypowiadały się też montażystki siódmego Epizodu.

Co więcej Foster ujawnił niedawno, że jego reakcją po obejrzeniu Epizodu VIII było to, że sam napisał treatment do IX części, w którym starał się naprawić i wyjaśnić pewne elementy z „Ostatniego Jedi”, choćby tłumacząc dlaczego Rey tak szybo jest w stanie się uczyć posługiwania Mocą. Chciał też dodać inne zakończenie historii Luke’a. Choć Alan doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że Disney tego nie wykorzysta, to chciał jednak to zrobić dla fanów i spróbował.

Jak sam przyznał było kilka rzeczy, które się wydarzyły i które go w pewien sposób zirytowały. Teraz po jakimś czasie już to sobie odpuścił, no i też nie ma to już znaczenia, ale są jeszcze rzeczy, które go bolą. Jedną z nich pamięta szczególnie. To było coś, co przewijało się przez scenariusz Abramsa, może nie wprost. Związek Finna i Rey. To jedna z tych rzeczy, której zabroniono mu poruszać. A choć pewne iskrzenie widać w „Przebudzeniu Mocy”, to wątek zupełnie nie jest kontynuowany w „Ostatnim Jedi”, a Finn i Rey w większości są rozdzieleni. Prawdopodobnie w tym właśnie tkwiła przyczyna, dlaczego wątek trzeba było wyciąć.

Wycięto też dialog między Hanem a Rey, gdzie cytował Hana z „Nowej nadziei”. Pełny wywiad możecie obejrzeć poniżej:



Tu warto przypomnieć, że jedyny element, o którym wiemy, iż Johnson wymógł na Abramsie by zmienić w VIII Epizodzie to kwestia droida, który poleciał z Rey szukać Luke’a (więcej). W filmie był to R2-D2, Abrams chciał by to był BB-8. W IX Rey na koniec poleciała z BB-8.

Przy okazji warto jeszcze wspomnieć o kolejnej awanturce sieciowej z Rianem Johnsonem w roli głównej. Zaczęło się niewinnie. Ktoś na twitterze zapytał Johnsona, czy nie myślał, by w „Ostatnim Jedi”, gdzieś wstawić Vadera. Rian odparł, że miał przez pewien czas taki pomysł, ale potem go zarzucił. Wycięli Vadera i wstawili Yodę. Gdyby Rian na tym poprzestał, pewnie przeszłoby to bez echa. Zwłaszcza, że jak pamiętamy wykorzystano oryginalną kukiełkę, więc chciano w pewien sposób znów zagrać na nostalgii. Johnson jednak zaczął snuć własne teorie, że jego zdaniem związek Luke z Yodą miał większy wpływ niż ten z Vaderem, a nie Anakinem. Wywołało to oczywiście kolejną pyskówkę w sieci. Warto dodać, że ostatecznie naprawił to Abrams w Epizodzie IX, gdzie usłyszeliśmy głos Anakina (Hayden Christensen).

Kolejne szkice koncepcyjne ze „Skywalker. Odrodzenie”

29

Kevin Jenkins artysta koncepcyjny ujawnił na swoim Instagramie kilka rysunków związanych ze „Skywalker. Odrodzenie”. Można na nich zobaczyć między innymi wcześniejsze pomysły na odrodzonego Palpatine’a, Coruscant, szarżę kawalerii na niszczycielu (ciekawostka niszczyciela w pełnej skali zbudowano w Cardington), amfiteatr Sithów, który miał nawiązywać do Zasady Dwóch, niszczyciele czy tron Palpatine’a, będący wariacją pomysłu Ralpha McQuarriego. Widać tu proces zmian jaki miał miejsce wraz ewolucją scenariusza J.J. Abramsa i Chrisa Terrio.















„The Mandalorian” w „Galaxy’s Edge”

27



Jak donosi Colinder „Galaxy’s Edge” czekają pewne zmiany. Zarys pomysłu przedstawił Jim Hill, historyk Disneya, który zapewne ma swoje źródła. Przede wszystkim chodzi o to by dodać tu elementy związane z „The Mandalorian”.

To oznacza jednak przede wszystkim jedną fundamentalną zmianę. Obecnie „Galaxy’s Edge” jest przygodą osadzoną w czasie, gdzieś między „Ostatnim Jedi” a „Skywalker. Odrodzenie”. Zatem muszą wymyślić sposób jak to zmienić, by móc wprowadzić Dina, Grogu, Bo-Katan czy Bobę Fetta. To te postaci prawdopodobnie pojawią się gdzieś w Black Spire Outpost na Baatu. Co więcej z parku zniknie okręt Kylo Rena, który powstał na potrzeby „Duel of the Fates” Colina Trevorrowa, acz nie został użyty w IX Epizodzie J.J. Abramsa. W jego miejsce pojawiłby się „Razor Crest”, oczywiście pełnej wielkości.

Hill ponadto zasugerował, że atrakcja „Millenium Falcon: Smuggler’s Run” także zostanie zmodyfikowana. Rozszerzą ją o pewne elementy związane z filmem „Rogue Squadron”. Natomiast inne podejście do „Galaxy’s Edge” pozwoli potem dodawać tam więcej bohaterów niezależnie od okresu.

Na razie to nie jest oficjalna zapowiedź. Co najwyżej przymiarka. Pozostaje czekać więc na oficjalne informacje.

Chris Pine poznał fabułę „Rogue Squadron”

7

Star Wars Rogue Squadron logo


Jak pisaliśmy niedawno, zarys scenariusza do „Rogue Squadron” jest już prawie skończony i jest to całkiem spora rzecz. Patty Jenkins pracuje nad nim od jakiegoś czasu i ma współautora. Na razie czekamy na jego oficjalne ogłoszenie.

Tymczasem o filmie z panią reżyser rozmawiał Chris Pine, czyli kapitan Kirk ze „Star Treków” J.J. Abramsa, a także gwiazda dwóch „Wonder Woman”. Pine przyznał, że ich dyskusja nie dotyczyła potencjalnego angażu, ale Jenkins zdradziła mu historię, którą ukaże film. Podobno mówiła i mówiła, a brzmiało to niesamowicie. Zdaniem Chrisa jeśli jest ktoś, kto może w tym temacie dodać powiewu świeżości i wymyślić wszystko na nowo to właśnie ona.

W sieci krążą plotki, że być może gra Star Wars: Squadrons w pewien sposób zapowiada nam akcję filmu. W jednym momencie gracz rozmawia z Wedgem Antillesem, a ten mówi, że normalnie Eskadra Łotrów by to zrobiła, ale generał Syndulla dała mu inne zadanie, zaś Łotry i tu przerywa mówiąc, że to tajne, a potem podsumowuje, że Syndulla wszystkim daje zajęcie. Czy to przypadek, czy faktycznie gra i film będą się dziać w podobnym czasie i zobaczymy jeszcze jakieś nawiązania? Czas pokaże. W każdym razie jeśli faktycznie pojawiłaby się tu aktorska Hera mielibyśmy zapewne także jakieś powiązanie z serialem o „Ahsoka”, który spodziewamy się, że będzie kwintesencją Filoniwersum.

Na „Rogue Squadron” razie musimy poczekać, bowiem Patty wciąż promuje swój najnowszy film, „Wonder Woman 1984”, potem zaś czeka ją nowa wersja „Kleopatry” zapowiedziana na rok 2022. W kolejce też jest już trzecia „Wonder Woman”. „Gwiezdne Wojny” w jej wykonaniu zobaczymy 22 grudnia 2023.

Billy Dee Williams zaintersowany serialem „Lando”

10

serial Lando


Dla wytrawnych obserwatorów nie będzie to żadna nowość. Billy Dee Williams jest zainteresowany nowym serialem „Lando”, który za jakiś czas wyląduje na Disney+. Williams zaczął twittować o serialu, a właściwie podawać różne newsy na jego temat.



Jak dobrze wiemy, udział Williamsa w „Skywalker. Odrodzeniem” był wielkim przeżyciem dla aktora. Obok Daisy Ridley jest on wśród obsady największym z orędowników tego filmu, a jednocześnie wciąż nie może się nachwalić jak wspaniałym reżyserem jest J.J. Abrams. Czy zatem zainteresowanie serialem „Lando” to coś więcej niż tylko cieszenie się z dalszych losów postaci, którą się odgrywało? Tu opinie są różne. Niektórzy piszą, że Williams albo próbuje się przypomnieć producentom, albo chce przygotować fanów na swój powrót. O tym, że pierwszy odtwórca Lando może powrócić w jakiejś formie w serialu obok Donalda Glovera, pisaliśmy w lipcu. Zresztą ta plotka pojawiła się jeszcze gdy Lando miał być spin-offem. Być może to jest właśnie to, co Williams próbuje nam przekazać.

Nie wiadomo także jak producenci sobie to wyobrażają. Czy to będzie historia, która zacznie się z młodym Landem a skończy wiele lat później, czy może narracja będzie przypominać „Kroniki młodego Indiany Jonesa” zanim zostały przemontowane. Czyli stary Lando będzie wspominać swoje dawne dzieje? A może jeszcze coś innego?

Natomiast warto zauważyć, że to kolejny spin-off, który obok „The Book of Boba Fett” i „Obi-Wan Kenobi” stał się serialem na Disney+. Po raz pierwszy na poważnie o filmie o Lando mówiła Kathleen Kennedy przed premierą „Hana Solo”. Wówczas liczono, że to właśnie film o Calrissianie będzie sequelem filmu Rona Howarda. Nie wyszło. Natomiast zostając przy temacie „Hana Solo”. Kessel Radio Transmission, które niedawno sugerowało, że serial o Bobie wciąż jest w planach (znów trafili), twierdzi także, że „Lando” nie będzie jedyną kontynuacją „Hana Solo” na Disney+. Podobno serial o Qi’rze i Maulu wciąż jest w fazie planowania.

Kiedy zobaczymy serial o najsłynniejszym szulerze i czarusiu galaktyki? Nie wiadomo. Producentem jest Justin Simien i obecnie jest to jedyna oficjalnie potwierdzona informacja.

Zmiany personalne w zarządzie Lucasfilmu

4

Chwilę po niezadowalającej finansowo premierze „Hana Solo” media obiegła informacja, jakoby prezes Kathleen Kennedy, której wtedy kończyła się kadencja, miała we wrześniu ogłosić swoją następczynię. Według doniesień na czele Lucasfilmu stanąć miała dotychczasowa szefowa Story Group i produkcji aktorskiej, Kiri Hart. We wrześniu Kennedy i Disney rzeczywiście wydali oświadczenie w tej sprawie: ogłoszono, że dotychczasowa prezes pozostanie na stanowisku do 2021. Parę tygodni później z Lucasfilmu odeszła za to Hart.

Od tego czasu w firmie zaszły spore zmiany - ponownie przemyślano całą strategię, a produkcję aktorską, osieroconą przez nagłe odejście Hart, oddano pod opiekę Michelle Rejwan, byłej współpracownicy J.J. Abramsa.



Potem miały miejsce kolejne decyzje personalne, które podejmowane były aż do końca tego roku. Nowe nazwiska w studiu pojawiły się w ciągu ostatnich tygodni. Prawdopodobnie nieprzypadkowo zbiegło się to w czasie z zapowiedzią dalszych planów kinowych i telewizyjnych. Wygląda na to, że Lucasfilm rzeczywiście dokonuje korekty kursu.

Pierwszym nowym nazwiskiem w zarządzie jest Athena Portillo, która reprezentuje w nim Lucasfilm Animation. Co ciekawe, oficjalna strona firmy nie wiąże w ogóle już tego działu z jego dotychczasowym szefem, Davem Filonim. Ten zajmuje się przede wszystkim serialami aktorskimi (dalej pozostaje jednak producentem wykonawczym „The Bad Batch”). Portillo ze studiem związana jest od dwudziestu czterech lat. Pisała do „Insidera”, potem pracowała trochę w ILM, a w 2006 dołączyła do nowobudowanego zespołu Filoniego, pracując z nim przy wszystkich serialach animowanych. Gdy Dave zaczął zajmować się „The Mandalorian”, powierzył jej (oraz Justinowi Ridge'owi i Brandowi Aumanowi) serial „Ruch Oporu”. Kennedy już od jakiegoś czasu czujnie obserwowała Portillo; pozowały nawet razem do zdjęć.

Na czele seriali aktorskich stanął za to do niedawna niezwiązany z Lucasfilmem Max Taylor. Karierę zaczął jako asystent w Bad Robot J.J. Abramsa, potem pracował przez lata w Paramouncie, gdzie został nawet wiceprezesem. Ostatnio to samo stanowisko objął w Lucasfilmie, gdzie ma nadzorować prace nad scenariuszami i rozwojem kreatywnym nowych seriali. Podlega bezpośrednio swojej dawnej koleżance, niegdyś też asystentce w Bad Robot, Michelle Rejwan.



Nad produkcją raczkujących filmów od niedawna czuwa Rayne Roberts. Pracowała dla Kennedy, zanim ta została prezesem Lucasfilmu. Potem Kathleen umieściła ją w Story Group, gdzie wspomagała reżyserów i opiekowała się ciągłością kanoniczną. Ostatnio nawet sparowana została z Leslye Headland, razem z którą teraz pracuje nad serialem „The Acolyte”. Wcześniej obecną funkcję Roberts piastował również związany z Kiri Hart Stephen Feder. Odszedł z Lucasfilmu kilka miesięcy po niej, w tym samym czasie, w którym pożegnano się z Davidem Benioffem i D.B. Weisem, oraz ich trylogią.



W książkach bez zmian. Na czele Lucasfilm Publishing dalej stoi Michael Siglain (przeniesiony z Disneya krótko po przejęciu marki). Nie jest on jednak członkiem zarządu.

A co ze Story Group? Jakiś czas po odsunięciu Hart Kennedy powierzyła ją Jamesowi Waughowi. Przed objęciem stanowiska Szefa Grupy pracował w Blizzard Entertainment, gdzie tworzył świat „Overwatcha”. O Waughie wspominamy czasem na Bastionie, gdyż dużo chętniej i jaśniej wypowiada się na temat swoich obowiązków. Tak jak za Hart nie wiadomo było do końca, czym zajmuje się Story Group (niektórzy twierdzili nawet, że to marketingowy mit stworzony przez Hart i Kennedy), tak rola Waugha jest bardzo jasna. Jego zadaniem jest rozwijanie świata „Gwiezdnych Wojen”. Ma więc pełną kontrolę nad grami, książkami/komiksami, parkami rozrywki, VR i treściami internetowymi. Na prośbę Kennedy nadzorował projekt „The High Republic”, który Kathleen chciała od początku wykorzystać jako źródło inspiracji dla filmowców. Jak sam mówi, filmy i seriale działają niezależnie, ale jego zadaniem jest podrzucanie scenarzystom i reżyserom pomysłów, a także pilnowanie, by nowe produkcje wpisywały się w ustalone ramy kanoniczne. Lucasfilm dalej woli jednak pozostawiać możliwie dużo kreatywnej swobody konkretnym twórcom.



Pytaniem, na której dalej ciężko odpowiedzieć, jest kto w nadchodzącym roku zostanie prezesem. Kathleen Kennedy może ubiegać się o przedłużenie umowy, ale z drugiej strony nie ma jej np. na liście producentów „The Book of Boba Fett”, co zaskakuje, bo jako prezes Lucasfilmu produkowała wszystko.

Kto ewentualnie mógłby ją zastąpić? Tu kandydatów jest bardzo wielu. Niektórzy na stanowisku prezesa widzieliby Jona Favreau, inni nawet Dave'a Filoniego, ale obecnie obaj mają zbyt wiele obowiązków przy produkcji seriali, by móc rzeczywiście zająć się administrowaniem studiem. W grze jest na pewno Lynwen Brennan, którą Kennedy chętnie pokazuje jako swoją bezpośrednią zastępczynię. Ugruntowaną pozycję w firmie mają też Rejwan i Jason McGatlin, oboje wprowadzili do zarządu swoich ludzi, ale to osoby mało medialne i ciężko powiedzieć, jakie są ich dalsze plany. Kiedyś niektórzy sugerowali, że o prezesurę mógłby powalczyć od lat związany z firmą John Knoll, ale on nie jest nawet wiceprezesem i po „Łotrze 1” zeszedł raczej na dalszy plan. Listę zamyka szalona kandydatura George'a Lucasa. Wysuwają ją co jakiś czas niektórzy fani i pewne media, ale założyciel firmy ma już 76 lat i od dłuższego czasu powtarza, że teraz chce poświęcić czas rodzinie. Buduje także muzeum sztuki filmowej i jego przygoda z „Gwiezdnymi Wojnami” wydaje się być skończona.







Już od momentu powołania Kathleen Kennedy na wiceprezesa Lucasfilmu dyskutujemy na forum o przyszłości studia. Zapraszamy do dzielenia się swoimi spostrzeżeniami!

Szkice transportowca Najwyższego Porządku z „Przebudzenia Mocy”

23

Dziś mija pięć lat odkąd „Przebudzenie Mocy” zadebiutowało na ekranie, rozpoczynając tym samym nowy etap w historii „Gwiezdnych Wojen”. Przy tej okazji prezentujemy dwa szkice, które przygotował Matthew Savage właśnie na potrzeby IX Epizodu. Widzimy tu lądownik szturmowców a z komentarza dowiadujemy się, że Rick Carter prosił aby zainspirować się operacją D-Day. Na drugim widać szturmowców Najwyższego Porządku zanim Glyn Dillon nadał im ostateczny kształt.





Przy okazji jeszcze kilka słów o filmie od Maisie Richardson-Sellers. Jak pamiętamy aktorka podczas produkcji zdawała się mieć większą rolę w filmie, skończyło się na ujęciu przy zniszczeniu Hosnian. J.J. Abrams chciał, by zniszczenie stolicy Republiki miało na widza większy emocjonalny wpływ i by zginął ktoś, kogo mieliśmy szansę poznać na ekranie. W ostatecznej wersji filmu zabrakło na to miejsca.

Maisie wspomina jednak ten okres dobrze. Choć miała doświadczenie aktorskie, to pracowała w teatrze. Epizod VII był jej pierwszym kontaktem z kinem od drugiej strony. Tam po raz pierwszy pojawiła się na planie i to wszystko ją przytłaczało. Jak wspomina był to chrzest ogniem. Maisie wspomina bardzo dobrze Carrie Fisher. To z księżniczką Leią jej postać, czyli Korr Sella miała najwięcej wspólnych ujęć. Fisher zapamiętała jako ciepłą, otwartą i pomocną. Po wszystkim usiadły sobie i pogadały od serca. Richardson-Sellers spędziła na planie dwa dni.

Daisy Ridley jest całkowicie usatysfakcjonowana końcówką „Skywalker. Odrodzenie”

51

Daisy Ridley czyli odtwórczyni roli Rey Palpatine/Skywalker ponownie wraca do ocen Epizodu IX. Jak dobrze pamiętamy aktorka była zadowolona z efektu, bardzo broniła J.J. Abramsa wspominając o tym jak wiele miłości włożono w finalny Epizod. Nie zmienia ona swojego zdania.

Daisy Ridley o zakończeniu „Skywalker. Odrodzenie”

W wywiadzie dla IGN. Stwierdziła, że nie za bardzo widzi jak dalej można by ciągnąć rolę Rey. Myślę, że piękno Epizodu IX to jego zakończenie pełne nadziei i potencjału. Myślę, że to było perfekcyjne zakończenie dla Rey. Wielkie bitwy miały miejsce w Epizodach VII, VIII i IX i myślę, że ona prawdopodobnie biega gdzieś po lesie i dobrze się bawi. - Mówi Ridley.
Czuję się całkowicie usatysfakcjonowana tym jak ta historia się kończy. Nie wiem co jeszcze ona mogłaby zrobić, ale nie muszę.
Ridley nie jest przekonana, czy dziś jest sens kontynuować historię Rey, choćby w formie serialu na Disney+. Jak sama twierdzi jest wiele postaci, które zasługują na serial, zaś aktorka jest przy okazji wierną fanką „The Mandalorian”. Zajęła też stanowisko w sprawie Grogu (tak nazywa się „brzdąc Yoda”) jedzącego jajka. Jej zdaniem scena była zabawna, zaś w odniesieniu do domagających się jej usunięcia westchnęła tylko „oh kultura anulowania”.

Pasaana jako mokradło – wcześniejszy koncept

Pasaana jako mokradło


Tymczasem Screenrant przedstawiło alternatywne koncepty Pasaany, kiedy była ona mokradłem. Autorem tej wersji jest Phil Saunders. Pomysł pochodzi z 2017 mniej więcej początku prac Abramsa nad filmem. W albumie The Art of Star Wars: The Rise of Skywalker można też znaleźć Kapadocję zamienioną na Pasaanę. Wg Phila Szostaka niewiele brakowało by to właśnie tam kręcono festiwal Aki Aki, co byłoby pięknym nawiązaniem, bowiem ta część Turcji była rozważana jako oryginalna lokacja Tatooine w „Nowej nadziei”. J.J. Abrams osobiście pojechał zobaczyć Kapadocję, ale o wyborze Wadi Rum zadecydowały względy logistyczne, przede wszystkim związane z kręceniem pościgu.

O alternatywach Pasaany możecie podyskutować na forum.

Ciekawostki o mieczach świetlnych ze „Skywalker. Odrodzenie”

oficjalna
9

Madlyn Burkert, archiwistka Lucasfilmu na łamach oficjalnej zdradziła kilka ciekawostek na temat nowych mieczy, które stworzono na potrzeby IX Epizodu „Gwiezdnych Wojen” w reżyserii J.J. Abramsa.

Przekuty miecz Skywalkerów


W oryginale na potrzeby klasycznej trylogii stworzono go wykorzystując ręczną lampę błyskową do aparatów firmy Grafex. Na potrzeby „Skywalker. Odrodzenie” filmowcy odtworzyli miecz świetlny, pomijając pewne szczegóły, jak choćby napis, że został zrobiony w Nowym Jorku.

Miecz, był ikonicznym elementem sagi towarzyszącym jej przez dziesięciolecia. Został jednak zniszczony w filmie Riania Johnsona. Na potrzeby IX Epizodu Rey musiała go odbudować i witać na mieczu ślady po lutowaniu. Rey nie miała czasu ani głowy, by wszystkie ślady poukrywać.

Skywalker. Odrodzenie miecz Skywalkera Skywalker. Odrodzenie miecz Skywalkera


Podwójny miecz Mrocznej Rey


W mieczu Skywalkera usunięto ślady Ziemi, w przypadku tego zostawiono. Starannie ukryty napis „Made in Germany”, ciekawostka, trudna do wychwycenia. Pracując nad tą bronią wszyli od kija Rey, acz uznali, że za bardzo przypomina to ją po jasnej stronie. Więc trochę zaczęli inspirować się mieczem Dartha Maula z „Mrocznego widma”. Jest tu wiele czerwonych ozdób, przypominających ciemną stronę, Imperium czy teraz także Najwyższy Porządek.

Blisko miejsca, gdzie zapala się ostrze jest mały szczegół, który jest występuje także na jednym z mieczy Dartha Vadera. Zastosowano tu także magnesy. No i zdecydowano się go postarzyć. Jak mówi Burkert pewne elementy, jak choćby blaknący lakier to efekt użycia przedmiotu na planie. Natomiast inne są od razu malowane tak, by wyglądały na zużyte. Tu zastosowano olej, by zasugerować, że z broni wydobywa się ciepło.

Skywalker. Odrodzenie miecz Mrocznej Rey Skywalker. Odrodzenie miecz Mrocznej Rey Skywalker Skywalker. Odrodzenie miecz Mrocznej Rey Palpatine


Miecz Lei


Odwrotnością miecza Mrocznej Rey jest miecz Lei. Ma być ładny i elegancki. Trzymają go w torbie z literą „Q” – co ma oznaczać królową. Kształty są inspirowane formami Art Deco. Ma być mechaniczny, ale jednocześnie organiczny. Zrobiony ze srebra i różowego złota z wkładką z masy perłowej. Ma też zaczep jak w przypadku innych mieczy z tej ery. Dla filmowców ważne było, by miecz był zarówno hołdem oddanym samej Lei jak i zmarłej Carrie Fisher. Burkert dodaje, że to królewskie nawiązanie z jednej strony jest istotne, bo Leia była księżniczką Alderaanu, ale z drugiej także córką królowej Amidali. I prawdę mówiąc bardzo przyglądali się pracom Trishy Biggar, projektantki kostiumów Padmé, by nadać elegancki styl temu mieczowi.

Skywalker. Odrodzenie miecz księżniczki Lei Skywalker. Odrodzenie miecz księżniczki Lei

Jessica Henwick miała wrócić w „Skywalker. Odrodzenie”

7

Jessica Henwick, która rolą Nymerii Sand w „Grze o tron” otworzyła sobie karierę, jak pamiętamy była jedną z kandydatek do roli Rey. Odpadła, ale J.J. Abrams mimo wszystko pozostawił ją w obsadzie „Przebudzenia Mocy”. Zagrała Jess Pavę, jedną z członkiń eskadry atakującej stację Starkiller. W kolejnym filmie została pominięta.



J.J. Abrams jednak chciał, by wróciła, podobnie jak inny pilot z tej eskadry – Snap Wexley (którego zagrał Greg Grunberg). W niedawno opublikowanym wywiadzie aktorka przyznała, że miała propozycję by powrócić do roli Jessiky Pavy. Bardzo chciała, podobał się jej ten pomysł, tylko nie mogli się dopasować z terminami zdjęć, więc zmuszona była odpuścić.

Natomiast Henwick podkreśla, że cieszy się, iż Jessika Pava żyje w komiksach i książkach.

„Przebudzenie Mocy” jutro w TVN7

41



Już jutro (niedziela, 13 września) o 20:00 TVN7 wyemituje „Przebudzenie Mocy”. Powtórki będą kilkukrotnie na TVN7 i TVN Fabuła. Film ponadto będą także wyświetlany w tym samym czasie na TVN7 HD.



„Gwiezdne Wojny: Część VII - Przebudzenie mocy” J.J. Abramsa to tryumfalny powrót do świata „Gwiezdnych Wojen”, pierwszy film od 2005 a zarazem pierwszy, który powstał po sprzedaniu przez George’a Lucasa Lucasfilmu Disneyowi. Choć twórca sagi początkowo naszkicował wstępną wersję tego filmu, jest to w całości nowe otwarcie.

Kolejna część gwiezdnej sagi stworzonej przez George’a Lucasa. Wiele lat po zniszczeniu wrogiego Imperium władzę w galaktyce zaczyna przejmować Najwyższy Porządek. Cała nadzieja w Ruchu Oporu, który sprzeciwia się potężnej organizacji.

Scenariusz to dzieło J.J. Abramsa, Lawrence’a Kasdana i Michaela Arndta. Występują: Harrison Ford, Carrie Fisher, Mark Hamill, Daisy Ridley, Oscar Isaac, John Boyega, Lupita Nyong'o, Domhnall Gleeson, Anthony Daniels, Max von Sydow, Andy Serkis, Gwendoline Christie, Simon Pegg, Peter Mayhew i Joonas Suotamo. Muzykę skomponował John Williams, za zdjęcia odpowiada Dan Mindel. Głównymi producentami są J.J. Abrams, Bryan Burk i Kathleen Kennedy.

John Boyega o rasizmie w „Gwiezdnych Wojnach” i w Disneyu

35

John Boyega udzielił wywiadu magazynowi GQ. Nie obyło się bez rozmów o „Gwiezdnych Wojnach”. Jak pamiętamy, aktor ten niezbyt przychylnie wypowiadał się o trylogii sequeli jako całości. Im więcej czasu mija, odkąd skończył się jego kontrakt, tym więcej jest w stanie powiedzieć. I niestety nie są to miłe słowa. Boyega dość mocno krytykuje Disneya i Lucasfilm za decyzję jakie podjęli w tej trylogii.

Obecnie Boyega jest dość mocno związany z protestami Black Live Matter, o czym także pisaliśmy jakiś czas temu. Twierdzi, że po tym, co mówił, coś się w nim odblokowało i będzie mówić otwarcie, nawet o niewygodnych tematach. Nawet jeśli miałoby to zakończyć jego karierę.

Rola w „Przebudzeniu Mocy” była dla niego czymś w rodzaju wygranej na loterii. To nie tylko były „Gwiezdne Wojny”, ale też otworzyło mu to wiele drzwi. Wystąpił między innymi w „Detoroit” Kathryn Bigelow, ale też dostał rolę w teatrze. Dodatkowo założył własną firmę, Upper Room, która współprodukowała „Pacific Rim: Rebelia”, gdzie zagrał jedną z głównych ról. Wydawać by się mogło, że wszystko jest pięknie. Dziś aktor twierdzi, że miał wówczas dużo pracy, wręcz za dużo. Zaś wszystkie swoje frustracje wyładowywał pracując.



Boyega wspomina, że praca nad a potem promocja „Przebudzenia Mocy” to był bardzo dobry okres dla niego. Był szczęśliwy, choć jego ojciec przestrzegał go, sugerując, iż świat może być inny niż pozornie wygląda. A wyglądało to obiecująco. Pomijając fakt, o którym John wspomniał także już wcześniej w innych wywiadach, czyli, że spotkał się z rasizmem. Chodzi o ludzi, którzy czepiali się, że czarnoskóry nie może być szturmowcem. Tych oczywiście Boyega ignorował. Ale skasował też swoje konto na Instagramie. Słyszał też, że ludzie chcieli bojkotować nowe filmy z jego powodu. Nie dlatego, że komuś nie podobała się jego gra albo, że jest mało znany lub ma mało doświadczenia, tylko dlatego, że był czarny. Zresztą jak sam twierdzi, angażując się w dany projekt, nie musi się on przecież podobać nam w stu procentach. Wszystko ma swoje plusy i minusy. Z toksycznymi fanami jakoś Boyega sobie poradził, zrozumiał, że są i tyle. Choć oczywiście cała sprawa z Black Live Matter trochę mu o tym przypomina. Zwłaszcza w kontekście nienawiści rasowej i uprzedzeń.

Potem wydarzył się „Ostatni Jedi”. I to moment, w którym Boyega uświadomił sobie, gdzie jest jego miejsce. I tu ma radę do Disneya, by na przyszłość nie tworzyli czarnoskórych bohaterów, reklamowali nimi film, tylko po to by potem zepchnąć ich na boczny tor. John nie mówi tylko o sobie, w podobny sposób widzi rolę Kelly Marie Tran, Naomie Ackie a nawet Oscara Isaaca. Jego zdaniem w „Ostatnim Jedi” zmieniono hierarchię ważności bohaterów i Boyega dość ciężko to zniósł. Oczekiwał, że podobnie jak w oryginalnej trylogii, czy nawet prequelach, będziemy mieć trio głównych bohaterów. Tu postawiono na duet - Daisy Ridley i Adama Drivera. Wszystkie światła skierowano na Kylo Rena i Rey. Zdaniem Johna Daisy i Adam o tym doskonale wiedzą, wszyscy to wiedzą i tym samym nie zdradza żadnych sekretów. Jednocześnie jest rozczarowany tym, że jego bohater zostaje sprowadzony do roli ozdobnika. Twórcy wiedzieli, co zrobić z bohaterami Daisy i Adama, ale nie mieli pomysłu na resztę. Dlatego John twierdzi, że nie będzie mówić, że praca nad tą trylogią to było wspaniałe doświadczenie, bo nie było.

Boyega unika wylewania żalów personalnie. Nie adresuje ich ani do Kathleen Kennedy, ani do Boba Igera czy Riana Johnsona. Mówi ogólnie Disney ew. decydenci, nie mówi kto podjął takie a nie inne decyzje. Ale mocno odcina od nich J.J. Abramsa. Broni go mówiąc, że należy go zostawić w spokoju. On nie miał wracać do tego uniwersum, wrócił i próbował posprzątać ten burdel który zastał. Boyega nadal go szanuje. Od reszty decydentów wyraźnie chce się zdystansować.

Poniekąd powiązaną sprawą, związaną z marketingiem i minimalizowaniem czarnoskórych postaci na niektórych rynkach, jest zmniejszenie Finna na chińskim plakacie. Pisaliśmy o tym tutaj.

Koncept Maz Kanaty bez okularów

8

Jak dobrze pamiętamy, Maz Kanata była po części wzorowana na nauczycielce J.J. Abramsa. Zaś jej istotnym atrybutem były okulary. Abrams chciał więc, by były odzwierciedlone w tej postaci. Jak się okazuje Christian Alzmann, jeden z artystów koncepcyjnych, spróbował stworzyć wersję Maz, bez okularów na projekcie, ale w taki sposób, by wciąż były one obecne. Poniżej alternatywny koncept Maz.

Wczesny projekt hełmu Kylo Rena

6

Jak wiemy finalna wersja hełmu Kylo Rena jest w pewien sposób inspirowana japońską sztuką zwaną kintsugi lub kintsukuroi, o czym już pisaliśmy. Ale nie było to jedyne podejście. I tu pojawia się ciekawostka.

Otóż pracujący pod czujnym okiem Neala Scanlana projektanci Jake Lunt Davies, Luke Fisher i Ivan Manzella usłyszeli, że J.J. Abrams chce by maska wróciła w IX Epizodzie. Nie wiedzieli jeszcze w jakiej formie, więc zabrali się szybko do roboty, proponując własne rozwiązania. Jak to poniżej. Okazało się, że Abrams miał już w głowie inne rozwiązanie i chciał przekuć na nowo hełm. Poniżej wczesny szkic koncepcyjny ze „Skywalker. Odrodzenie”, właśnie ukazujący maskę pracowników Scanlana (dokładniej zrobili go Ivan Manzella i Luke Fisher). (Tu warto zauważyć, że normalnie większość projektów robią ekipy Douga Chianga, Scanlan zajmuje się bardziej stworami już w późniejszym czasie).

„Skywalker. Odrodzenie” od jutra w HBO

33



Jutro, to jest 9 sierpnia 2020, na HBO odbędzie się premiera najnowszego filmu z cyklu „Gwiezdne Wojny”, czyli Epizodu IX – „Skywalker. Odrodzenie”. Premiera o 20:10, także na HBO HD. Potem film zobaczymy w HBO GO, a także powtórki – w poniedziałek 10 sierpnia o 16:00, w środę 12 sierpnia o 20:10, w czwartek 13 sierpnia o12:20. I to pewnie nie jest koniec.



Pozostający przy życiu członkowie Ruchu Oporu jednoczą siły, aby stawić czoła Najwyższemu Porządkowi. Każdy z nich zmaga się zarówno ze swoimi własnymi demonami, jak i ze skutkami wydarzeń z przeszłości. Tymczasem Jedi i Sithowie prą do ostatecznego starcia. W centrum wydarzeń jest Rey (Daisy Ridley), niegdyś sierota, która stała się ostatnią nadzieją Ruchu Oporu i walczy jako ostatni rycerz Jedi w galaktyce. Finałowa część największej sagi filmowej wszech czasów. Lucasfilm i wyróżniony nagrodą Emmy reżyser J.J. Abrams (serial Zagubieni) znowu łączą siły, aby po raz kolejny zabrać widzów w pełną przygód podróż do świata Gwiezdnych Wojen. W obsadzie obrazu znaleźli się nieżyjąca już Carrie Fisher (serial Rockefeller Plaza 30), Mark Hamill (Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi), dwukrotnie nominowany do Oscara Adam Driver (Czarne bractwo. BlacKkKlansman), Daisy Ridley (Morderstwo w Orient Expressie) oraz John Boyega (Pacific Rim: Rebelia).

„Skywalker. Odrodzenie” to zakończenie nie tylko trylogii sequeli, ale też całej sagi Skywalkerów. Reżyseria: J.J. Abrams, scenariusz: J.J. Abrams i Chris Terrio oraz Colin Trevorrow i Derek Connolly. Występuja: Daisy Ridley, John Boyega, Oscar Isaac, Adam Driver, Mark Hamill, Carrie Fisher, Anthony Daniels, Naomie Ackie, Domhnall Gleeson, Richard E. Grant, Lupita Nyong’o, Keri Russell, Joonas Suotamo, Kelly Marie Tran, Ian McDiarmid, Billy Dee Williams. Produkcja: Michelle Rejwan, Katleen Kennedy i J.J. Abrams. Muzyka: John Williams, zdjęcia: Dan Mindel.

Loading..

Ustawienia


Ustaw kolejność w prawej i lewej sekcji.
Możesz przesuwać elementy również pomiędzy nimi.